Mam takie wrażenie że autorka próbuje udowodnić całemu światu a głównie sobie że odpowiada jej taki układ , że jest szczęśliwa, a ja sądzę żę wplątała się w romans który nie daje jej radości , niszczy ją udaje twardą a tak w rzeczywistości dałaby wszystko żeby jej kochanek zostawił żonę. Udaje pogodzoną z faktem że jest tylko zabawką którą można rzucić w kąt gdy się znudzi lub wymienić na lepszy model i mimo że udaje że nic nie czuje to czuje: zazdrośc o to że żona ma go "więcej" niż ona, że żona dała mu dzieci, że jej nic nie obiecał a żonie przysięgał. Mimo że mówi że nie myśli o żonie to przypuszczam że myśli co on z żoną robi, co mówią jak spędzają czas i najnormalniej "tafia ją szlak" że żona to ma a ona nie.
Może to tylko nad interpretacja to takie mam wrażenie. Ale mimo tych wniosków to nie jest mi jej żal dla mnie osoba świadomie wtryniająca się w czyjeś małżeństwo jest podła i bez żadnych zasad moralnych - ktoś powie a on to co niewinny - oj winny jak cholera ale jat takie paskudne powiedzenie "jak su... nie da pies nie weźmie" i on jej nie zgwałcił to ona sama się podlożyła wiedząc że już należy do innej.
A co do tego że żony nie powinny się wypowiadać - uważam że właśnie żony mają prawo wypowiadać się w tym temacie bo to nasze życie rozwalają takie jak autorka.
Podobne tematy
odpowiedzi na pytania
z mężem rozwiodłam się po prostu. to ja złożyłam pozew - przestałam chyba kochać. Oczekiwałam czegoś innego od życia (śmieszne w co się teraz wpakowałam)
Ja nie chce tu rozmawiać na temat jego żony - chcecie czy nie, ona mnie nie interesuje. Jestem egoistką bo o niej nie myślę? nie nazywajcie mnie tak, bo mnie nie znacie. Ile jest kochanek które nigdy na temat żony z NIM nie rozmawiają bo zwyczajnie nie chcą nic wiedzieć? ja wiem że ona była, jest i będzie. Jest częścią jego a on jej.
Wiem że żony mnie tu nie zrozumieją... byłe kochanki zrozumieją i wiedzą że to głupota
Ja wiem że to głupie że sama sobie robię krzywdę i że nie mam nic na przyszłość
to że żony się tu wypowiadają to w zasadzie dobrze, chcę chyba czytać o tym co ludzie myślą na ten temat, nie moi znajomi którzy nie są do końca bezstronni
czy jestem cichodajką? hm jeżeli ktoś myśli że bycie kochanką, przynajmniej w moim przypadku, to tylko i wyłącznie seks to się myli strasznie. Seksu, tak mi się wydaje, jest w tym wszystkim naprawde mało. Więcej to rozmowy, spacery, nawet oglądanie telewizji i samo przytulania
zwyczajnie bycie obok niego jest dla mnie dużym szczęściem - wiem kosztem jego rodziny
ja nigdy nie prosze o spotkanie, nie nalegam, nie dzwonię mówiąc "dziś musisz coś zrobić żeby się ze mną spotkać" Czasami jak on ma czas się spotkać a ja z jakiegoś powodu nie mam tyle czasu żeby się spotkać to przyjeżdza do mnie na papierosa da buziaka w policzek i wraca. TAK wraca do żony i do dzieci.
"ja nigdy nie prosze o spotkanie, nie nalegam, nie dzwonię mówiąc "dziś musisz coś zrobić żeby się ze mną spotkać"" a wiesz dlaczego tego nie robisz bo boisz się że ci powie że nie ma czasu i żebyś czekała aż on żuci ci ochłap a jak co nie pasuje to do widzenia - a co do seksu to z twojej strony może nie najważniejszy ale z jego to podstawa waszego "bycia razem" gdyby nie to to nie było by ciebie z nim bo on nie potrzebuje spacerów , przytulanek bo to ma w domu on potrzebuje cię przelecieć ot cała prawda.
Mam takie wrażenie że autorka próbuje udowodnić całemu światu a głównie sobie że odpowiada jej taki układ , że jest szczęśliwa, a ja sądzę żę wplątała się w romans który nie daje jej radości , niszczy ją udaje twardą a tak w rzeczywistości dałaby wszystko żeby jej kochanek zostawił żonę. Udaje pogodzoną z faktem że jest tylko zabawką którą można rzucić w kąt gdy się znudzi lub wymienić na lepszy model i mimo że udaje że nic nie czuje to czuje: zazdrośc o to że żona ma go "więcej" niż ona, że żona dała mu dzieci, że jej nic nie obiecał a żonie przysięgał. Mimo że mówi że nie myśli o żonie to przypuszczam że myśli co on z żoną robi, co mówią jak spędzają czas i najnormalniej "tafia ją szlak" że żona to ma a ona nie.
Może to tylko nad interpretacja to takie mam wrażenie. Ale mimo tych wniosków to nie jest mi jej żal dla mnie osoba świadomie wtryniająca się w czyjeś małżeństwo jest podła i bez żadnych zasad moralnych - ktoś powie a on to co niewinny - oj winny jak cholera ale jat takie paskudne powiedzenie "jak su... nie da pies nie weźmie" i on jej nie zgwałcił to ona sama się podlożyła wiedząc że już należy do innej.
A co do tego że żony nie powinny się wypowiadać - uważam że właśnie żony mają prawo wypowiadać się w tym temacie bo to nasze życie rozwalają takie jak autorka.
Jest mi z tym źle to fakt. Czy zastanawiam się co robi z żoną? nie bo wiem co z nią robi. Żyje, normalnie żyje, tak jakbym ja nie istniała wcale. zazdrość ? nie! czy chciałabym żeby zostawił rodzinę? też nie, wiem że za dużo by go to kosztowało...
Skoro tak to powiedz mi po jasnego grzyba z nim jesteś? twierdzisz że jesteś egoistką a tu wynika że się poświęcasz dla niego??? Dziwne!
Skoro tak to powiedz mi po jasnego grzyba z nim jesteś? twierdzisz że jesteś egoistką a tu wynika że się poświęcasz dla niego??? Dziwne!
bo jestem głupia chyba. tak jak pisałam wcześniej dla 2 godzin szczęścia poświęce 4 godziny płaczu po jego wyjściu. choć to tylko przenośnia bo wcale nie płaczę ... a zwyczajnie myślę "muszę to przerwać, robie sobie krzywdę"
amerah - my europejczycy w przeciwieństwie do buddystów mamy tylko jedno zycie więc nie rozumien ludzi którzy marnują życie, masz 25 lat jesteś rozwódką , nic nie piszesz o dzieciach więc wnioskuje że ich nie masz powiedz mi co zrobisz za 10lat nadal będziesz jeść samotne kolacje, wznosić toast na urodziny do lusterka (to tylko przykłady) ale rzecz w tym że jeśli kochanka łudzi się że kiedyś ędzie z facetem który aktualnie jest jeszcze żonaty ale obiecał że sie rozwiedzie to potrafię zrozumieć jej głuie zaslepienie i czekanie ale ty!!!!! Przyjdzie dzień gdy znienawidzisz jego i siebie gdy będziesz zgorzkniała i jeszcze bardziej samotna niż dziś a życie ucieknie przez palce.
Postanowiłam, że nie będę się udzielać w tym wątku, bo to strata czasu, ale jednak chciałabym przytoczyć słowa pewnej forumowiczki , z którymi się zgadzam, a mianowicie : " dzielę ludzi na uczciwych i porządnych , i na szmaty " . Daje do myślenia.
granda, urzekła mnie Twoja historia pt "postanowiłam, że nie będę się udzielać a jednak"
bla bla bla
życzę Ci żebyś miała wkoło tylko tych porządnych i uczciwych
a życie? życie pokazuje że i pewnie Ty do końca nie jesteś "porzadna i szczera" w różnych stopniach
Dziewczyny cały czas mam wrażenie, że zapominacie o prawie do życia po swojemu. Ja też próbowałam dopiec, urazić czy obrazić kochankę mojego M. Ale robiłam to pod wpływem silnych emocji na początku jak się o niej dowiedziałam. A dziś bym tego nie zrobiła, nie żebym zmieniła o niej zdanie, ale uważam że nie jest warta mojej tak emocjonalnej uwagi. Na zimno jest mi jej nawet żal tak bardzo na zimno. Nie mam żalu do nikogo poza moim M. On i tylko On jest tu winny. Ale tak samo ma prawo żyć tak jak chce. Ale już nigdy jego chcenie nie będzie wpływać na moje.
Założycielka tego wątku pewnie chciała poznać inne kobiety w tej samej sytuacji co ona,tak zwyczajnie po babsku chciała się poużalać. Czy ja Ją potępiam ? NIE bo nie mam takiego prawa.
Przecież nie ta to inna.
Zgadzam się z tobą Zazdrość z tym co piszesz, ale tylko wtedy gdy to dotyczy mnie. Ale nie zgadzam się ze stwierdzeniem
"Trwanie w takim zwiazku to nie jest Malinko egoizm, ani kochanie siebie. Trwanie w takim zwiazku to wielkie poswiecenie, to dawanie siebie i dostawanie w zamian ochlapy. To godzenie sie na to by byc dla kogos najwazniejszego, mniej waznym. To sprzedawanie swojej duszy za ochlapy wyznan, ochlapy czulych slowek.. zwlaszcza za slowa "kocham Cie" osoby kochajace za bardzo zrobia straszne rzeczy, nie tylko bedą kochankami"
Wszystkie te odczucia są odbierane subiektywnie. To co dla Nas ochłapy dla innej kobiety wielkie szczęście, jej to może najzwyczajniej w świecie wystarczać, przy czym zaznaczam nie mówię tu o nikim konkretnym, nie chcę rozpatrywać pojedynczych przypadków.
Mam taką znajomą która jest w związku z żonatym 11 lat. On mieszka z żoną. A Ona szuka miłości, ale bynajmniej nie u niego. On płaci jej czynsz, pomaga finansowo i "bardzo ją kocha" jak to Ona sama mówi weź w nawias. Ona nie chce z nim żyć na stałe, bo wie że nie da jej tego czego ona oczekuje od partnera. Jest bo jest przydatny i nie ma nikogo innego na stałe. Przy czym Ona szuka tego "na stałe" , umawia się na randki, wyjeżdża z innymi na urlop, bo stały kochanek z żoną. Jej życie, ja powiem zeszmaciła się. A Ona się tylko z tego uśmieje, bo w/g niei Ona się szanuje. Nie czeka aż On ma czas . Nie siedzi w domu czekając - może mu się uda wyrwać. Chodzi na dyskoteki, do kina, żyje tak jak chce i jak jej psuje.
Czy jest egoistką i kocha siebie ? Tak.
To co dla nas jest zeszmaceniem dla innych dbaniem o siebie.
Amerah też wybrała, woli tak z nim niż szanując się bez niego. Ale właśnie dlatego że nasze "szanując" nic dla niej nie znaczy, można założyć że Ona kocha siebie. Postępuje zgodnie z sobą.
Czemu jest na forum? Bo nigdy nie ma tak dobrze żeby nie mogło być lepiej. Poza tym wyrzuty sumienia i ból który nosi w sobie przebijają przez jej wypowiedzi jak przez szybę.
76 2011-01-31 11:42:59 Ostatnio edytowany przez Tisha (2011-01-31 13:43:36)
Głupota.
Jesteś po prostu jego odskocznią. Nie żadną tam miłością ![]()
Kiedyś >Zazdrość< fajnie opisała związek dzieląc go na etapy. Nie wiem gdzie znajduje się ten post więc postaram się zarysować sens. Zobacz:
Poznał żonę i przechodził z nią pewne etapy:
-zdobywanie
-fascynacja
-zakochanie
-miłość
-pożądanie
wtedy też ona była dla niego przyjaciółką, wtedy był w stanie zrobić dla niej wszystko, ale dalej poszło
-znudzenie
-rutyna
-szarość dnia codziennego
-monotonnia
-problemy
i związek przeszedł na zupełnie inny etap, z romantyzmu do życia - znudzony, zmęczony życiem mąż poznał Ciebie.
Teraz z Tobą przechodzi te wszystkie piękne etapy co z żoną na początku, tyle że te etapy będą u Was trwać dłużej, bo macie mniejszy kontakt niż on z żoną kiedyś: bo nie mieszkacie razem, bo nie macie wspólnych kredytów i nie łączy Was wspólne życie. To tworzy magiczną otoczkę, ale to iluzja. Gdyby nawet zostawił żonę i byłby z Tobą to okazałoby się, że Wasza znajomość też nagle wskoczy na etap rutyny i monotonii i po raz kolejny znużony mąż znalazłby sobie kolejną "odskocznię".
Koło nie ma początku ani końca.
Poza tym masz ten plus, że nie możesz mu nic zarzucić ![]()
- Nie możesz powiedzieć "nie pal"
- Nie możesz go ochrzanić, że ma za mało czasu dla Ciebie
- Nie możesz narzekać na brak wystarczającej uwagi z jego strony
- Nie możesz rzec słowa na fakt, że sypia z żoną [czyt. inną kobietą]
Nie możesz nic, bo jesteś "nikim", nie jesteś żoną/dziewczyną, nie masz żadnych praw. Możesz tylko przyjmować to co on chce Ci dać, samej nie mając prawa nic zanegować. Tak naprawdę to nie ma znaczenia czy naprawdę nie chcesz żeby on zostawiał rodzinę czy chcesz, ale boisz się przyznać, Twoje zdanie nie ma żadnego znaczenia - jesteś odarta absolutnie ze wszystkich praw partnerskich. Trochę Twoja sytuacja kojarzy mi się z niewolnictwem - robisz to co pan chce i kiedy chce. Spotykasz się z nim kiedy ON ma czas, kiedy ON chce, nie poniża Cię to? Że dzwoni do Ciebie "za 5min będę" przyjeżdża, wypala szluga [bo przy żonie nie może] i wraca do domku? A myślisz, że gdyby nie palił i nie byłoby dodatkowej motywacji w postaci papierosa to wpadłby na 5min do Ciebie, żeby dać Ci buziaka? Myślisz, że chciałoby mu się? Szczerze wątpię ![]()
Tak naprawdę to musisz go w całości akceptować cokolwiek by nie robił, bo jak nie zaakceptujesz to kopnie Cię w odbyta i nagle się okaże, że jesteś tak samo zrzędliwa jak żona i czas znaleźć kogoś innego
To nie żadna przyjaźń
To podkładanie się z Twojej strony pod niego tak, żeby było mu jak najlepiej - żeby pokazać mu, że jesteś lepsza od żony, co nie zawsze wiąże się z tym, że jesteś taka naprawdę. Zastanów się ile razy nie miałaś na coś ochoty, ale zgodziłaś się bo wiedziałaś, że jak tego nie zrobisz, to się nie spotkacie w najbliższym czasie, albo że nie wiadomo kiedy następna taka okazja się trafi? Tu nie ma się czego wstydzić, to ludzkie, że możesz nie mieć na coś ochoty, ale Ty masz na sobie kajdany, które zmuszają Cie do większej elastyczności i mniejszej asertywności, a to już przykre, że nie możesz być w 100% panią swojego życia i układasz je pod niego.
To strasznie smutne, ale skoro z nim jesteś to znaczy, że Ci to pasuje. Wiesz jaka droga jest najlepsza, ale odejście jest trudne - pozostanie przy nim wydaje się łatwiejsze, prawda? Ale to tylko pozory. Trwanie w takim chorym układzie bardziej Cię skrzywdzi niż odejście. Teraz może jeszcze tego tak bardzo nie odczuwasz bo Wasz romans nie trwa długo, ale z czasem zacznie Cię to wyniszczać. I abstrachując tu całkowicie od żony [której swoją drogą bardzo współczuję] powinnaś odejść od niego dla siebie, tylko i aż dla siebie.
77 2011-01-31 12:02:33 Ostatnio edytowany przez karpod (2011-01-31 12:28:50)
Ja również zgodzę się co do tego, że to facet ponosi znaczną winę. Przecież to on działa na dwa fronty. Ja autorki tematu potępiać nie będę(choć nie twierdzę,ze nie robi źle, bo w jakimś stopniu robi), sama nigdy nie byłam '' tą trzecią''( moze to dlatego, że ejstem jeszcze młoda;) ) , ale też tkwiłam w beznadziejnej ''znajomości'' i wiem, że czasem człowiek pod wpływem uczucia, czy przywiazania głupieje. Nie mówię oczywiscie, że ejsteś glupia sama w sobie, ale zgłupiałaś przez tego faceta i przez własną słabość. Nie czytałam wnikliwie wątku, ale chyba Tobie pasuje taki układ. Jeśli tak,to oki, tylko wiedz, że to może nie skończyć się happy endem i zapewnie to Ty zostaniesz odrzucona. Ale jeśli zdajesz sobie z tego sprawe i pomimo to jesteś w tym ''związku'' to hmm...wyłącznie Twoja sprawa i to Ty będziesz cierpieć, więc pouczać Cię nie będę, sama musisz dojść do podjęcia właściwej decyzji.
Wszelkie posty o łzach żon itp itd wydają mi się być trochę śmieszne ;)wszystkie takie mądre i mające prawo osądzać. Myślicie, że żona będzie myślała o uczuciach kochanki? nie...pierwsze co, to wyzwie ją od najgorszych,że to ona rozwala rodzinę. A to mąż jest największym winowajcą. Dziewczyna ma prawo nie myśleć w tym momencie o żonie, nie każda kobieta jest ''Matką Teresą''... każdy patrzy przedewszystkim na swoje dobro,zwłaszcza w sprawie uczuć. Ja pewnie też nie myślałabym o niej, co najwyżej o dzieciach.
Także życzę Ci podjęcia tej właściwej decyzji i, przede wszystkim, spotkania właściwego faceta i co najważniejsze, wolnego ![]()
ps: Zresztą każdy ma tak naprawdę swój punkt widzenia,trzeba się postawić na czyimś miejscu by tą osobę zrozumieć.To normalne,że żona stanie po stronie żony, a kochanka zrozumie kochankę. Jak to się mawia-punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ![]()
chyba juz powoli wiem po co tu jestem... chyba potrzebowałam tego żeby ktoś po mnie "pojechał"
i fakt chyba czas skończyć z tym masochizmem ...................................................
Myślę, że jesteś dobrym człowiekiem, tylko źle ulokowałaś uczucie. Wiem że nie mamy na to wpływu.
Ale na nasze czyny i postępowanie - tak, mamy. Tak Ty jak i twój ukochany.życie jest zbyt krótkie, żeby swoje chwile szczęścia uzależniać od kogoś innego. Szczęście trzeba znaleźć w sobie a nie czekać aż będzie miało ochotę na dymka i przyjedzie na 10 min. Bardzo szybko nie będziesz miała ochoty wychodzić z domu. Nie dlatego że stałaś się domatorką. No bo może On będzie miał ochotę zapalić, i nie daj Boże minie Cię 10 min szczęścia. A co z twoim samopoczuciem i szacunkiem do siebie? Nie tłumaczysz nam tutaj że Ty nigdy nie nalegasz na spotkania, o nic Go nie prosisz, po to żeby się przed nami wybielić. Bo dla Nas to znaczy tylko tyle, że nie potrafisz o siebie walczyć. A Ty masz najzwyczajniej w świecie wyrzuty sumienia.
Amerah, nie szkoda Ci życia na taką łajzę?
Fajna z Ciebie babka, po postach widać że inteligentna i zadziorna. Masz pazur. Po chugona Ci taki przechodzony kapeć?
Bez honoru, bez polotu, tchórzliwy robaczek co się wszystkiego boi.
Kapciowej się boi, dzieci własnych się boi, życia z otwartą przyłbicą się boi. W końcu ze starchu zapomni języka w gębie albo mu się jeszcze kuśka zestracha.
Weź dziewczyno daj sobie spokój z takim pacanem.
81 2011-01-31 14:37:03 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-01-31 14:39:57)
Wszystkie te odczucia są odbierane subiektywnie.
Potrzeba wypicia alkoholu u alkoholika itp to tez odczucia subiektywne. Wiem, ze trudno zrozumiec dlaczego potrzebujemy do szczescia toksyn... jakie by nie byly... zwykla chemia (alkohol, narkotyki) czy toksyczne emocje. Czy naprawde nie widzisz, ze Amerah jest uzalezniona od toksycznego zwiazku?.. ze ma etapy haju i etapy odstawienia (placze godzinami)? ... ze siega po ten narkotyk mimo, ze wie doskonale iz ja zabija?
i dlatego:
To co dla Nas ochłapy dla innej kobiety wielkie szczęście, jej to może najzwyczajniej w świecie wystarczać,
i male sproostowanie... nie dla innej kobiety... dla ZDROWEJ emocjonalnie kobiety.
Wcale bym sie nie zdziwila gdyby Amerah byla DDA albo DDD.
Mam taką znajomą która jest w związku z żonatym 11 lat. On mieszka z żoną. A Ona szuka miłości, ale bynajmniej nie u niego. On płaci jej czynsz, pomaga finansowo i "bardzo ją kocha" jak to Ona sama mówi weź w nawias. Ona nie chce z nim żyć na stałe, bo wie że nie da jej tego czego ona oczekuje od partnera. Jest bo jest przydatny i nie ma nikogo innego na stałe
Twoja znajoma jest egoistka... ale autorka tego watku nie jest. To, ze obydwie sa kochankami nie oznacza, ze ich historie sa sobie rowne. Twoja znajoma uprawia rodzaj prostytucji... czerpie korzysci finansowe, zarabia.
Amerah nie zachowuje sie jak prostytutka. Ta dziewczyna chce byc kochana. A moze ten dupek jest jedynym na swiecie palantem, ktory powie, ze ja kocha?.. i jesli nie on.. to juz nikt.. Ona nie ma swojego zycia... ona "swoje" zycie przeplakuje ![]()
To co dla nas jest zeszmaceniem dla innych dbaniem o siebie. (...) nasze "szanując" nic dla niej nie znaczy, można założyć że Ona kocha siebie. Postępuje zgodnie z sobą.
Wiele z nas postepowalo zgodnie z soba przed terapia ![]()
i teraz postepuje zgodnie z soba po terapii.. tak jak napisalam na poczatku kazdy uzalezniony postepuje zgodnie ze soba, nawet jesli krzywdzi siebie i wszystkich dookola.
i doprawdy nie wiem co to znaczy "zeszmacic sie" wiec nie rozumiem zwiazku zeszmacenia sie z kochaniem siebie.
Pomijajac fakt ze mam swoje zdanie o kochankach to chciała bym tak po kobiecemu zapytać ciebie :
Powiedz jak możesz dotykać ukochanego faceta mając świadomość że dotykała go inna kobieta. ?
Tak zwyczajnie po prostu ukochany człowiek dyma inną laskę przed przyjściem do ciebie(fakt zonę) ale mógłby np prostytutkę co wtedy?
Nadal jego dotyk sprawia ci frajdę bo co cie obchodzi co brał w ręce?
Mówisz że itak z nim byś życia nie układała bo wiadomo że jak zdradza raz to i będzie zdradzał ciebie.
Człowiek na pewnym etapie a ty dojdziesz do tego kiedyś zaczyna pojmować rozmiar kłamstw jakimi jest karmiony.
Ufasz człowiekowi który z premedytacją kłamie dziecko?
Np Tatusiu wyjdź ze mną na plac zabaw , a tatuś rozdarty wpaść na seks, na kawę czy spacer tylko dla siebie, czy iść z dzieckiem bo to jego obowiązek...
Wybiera ciebie chwilowo ot ciśnienie sobie obniży, a dziecko poczeka. Niech się dziecko uczy życia.
Ten jedyny wyjątkowy człowiek mówi ci komplement, jesteś wyjątkowa, przy tobie jestem sobą...
Ale widzisz dla niego on mówi prawdę, jest sobą.
Kłamie i nadal go ktoś chce.
No szok, jak można pożądać glistę która nie ma kręgosłupa moralnego?
Bo to że kłamie żonę to nie wiem ich sprawa ale to ze przez twoje działanie gdy się wyda jego dzieci będą cierpieć to powinno cię zainteresować.
Trafiłas na speca, prawdziwy brylant kłamca idealny.
Serwuje ci komplement np tylko z tobą jestem szczęśliwy -
Ale czy szczęśliwy w ogóle czy tylko w danym momencie? Popatrz on jest z tobą szczęśliwy czyli mu dobrze w takim układzie.
Chcesz zobaczyć prawdziwą twarz kłamcy ? Powiedz mu na niby że byłaś przypadkiem ot tak pod jego domem? Oj nie nie powiesz nigdy oj wiesz ze on by cierpiał....
Potem powiedz że chcesz spędzić z nim weekend ale na twoich zasadach bo tym razem to Ty chcesz...
Niech stanie na głowie dla ciebie...
Wiesz powie, nie poznaje cie byłaś inna, zmieniłaś się, czemu robisz mi wyrzuty...Z miną psa zbitego powie ze był nieszczęśliwy .
A ty zobaczysz twarz kłamcy, bo nawet gdybyś nigdy go nie sprawdzała, gdy zapali mu się grunt pod nogami uzna cie za wroga...
Usłyszysz chcesz moim dzieciom rozwalić rodzinę, jesteś okrutna zła i podła .
Tak bardzo chcesz być kochana że chcesz wierzyc że on tym razem przy tobie jest Szczery.
Owszem kłamie może z 10 osób perfidnie no ale przy tobie Jest?szczery.
Nigdy bym nie zniosła jako kobieta by komplementy od ukochanego to było coś wyświechtane coś co on powtarza byle komu milion razy.
Nie dała bym podeptać swojej godności, tego co czyni mnie dla siebie samej uczciwą.
Jeśli stojąc w lustrze miała bym ochotę napluć sobie w twarz przez faceta to automatycznie facet jest wykreślony.
Masz swoja godność? To nie daj jej deptać, zasługujesz na faceta który będzie wielbił tylko ciebie, będzie tylko twój.
Miałam kiedyś faceta , zaślepiona byłam nim o kurcze jak wariatka. Wstawiał mi bajery a ja i tak wierzyłam tylko jemu. Pił, nie sory chlał, śmierdział wódka a dla mnie był idealny, wierzyłam w słowo kocham.
Wszyscy mnie błagali rzuć go on cie krzywdzi.
Nic to nie dawało, aż pewnego razu na ognisku u jego rodziny siedziałam niewinnie w dobrym nastroju z wszystkimi. On chodził pił piwo, znajomi żartowali , obok siedział jego brat, rozśmieszał mnie bo było mu przykro ze sama siedzę.
Tamten sie uchlał, ja trzeźwa i jego siostra zawołała mnie do niego i pijana mówi, zniszczyłaś mojemu bratu życie?! Przez ciebie pije i napluła mi w twarz.
Stałam tam w szoku a on- hmmm on nie powiedział nic. Wyszłam z stamtąd , nie zapłakałam ani raz.
Odkochałam się od razu czemu? Bo ja wiem ze jestem dobrym człowiekiem, wybaczałam mu wszystko ale poniżać mnie w ten sposób i on mnie nie obronił?
Nie byłam przyczyna jego pijaństwa wiedziałam to. Nikt deptać mojego wnętrza nie będzie.
Teraz pytanie gdzie ty masz swoja granice naruszania twojego ja? Wybaczysz wszystko byle go mieć na 2 godziny? Wszystko? Zniesiesz samotną wigilie e co tam przecież to tylko jeden dzień...
zniesiesz godziny czekania .
A zniosła byś podrapane plecy swojego kochanka?Gdy ona z rozkoszy w trakcie kochania podrapie mu plecy.
Czy to nie będzie policzek dla ciebie?
Znam kobietę która była w takim układzie jak ty. Żona się dowiedziała ale uznała nie dam go jej. Szła z mężem ulica i fart chciał spotkała owa kochankę która szła z matka z zakupów.
Z uśmiechem na buzi podeszła do dziewczyny i napluła jej w twarz. A i powiedziała na głos myślisz szmato ze jak mój mąż cie dyma to będziesz go miała?
Potem wzięła męża i odeszli.
Gdzie tu tkwi morał? On mimo że patrzył jej w oczy nie zareagował, nie stanął po jej stronie. Bo tchórz to zawsze tchórz.
Potem wydzwaniał , błagał, nawet mówił że żona wariatka ale dziewczyna widziała oczy tej kobiety.
To czy jego zona była aniołem to nie ważne. W świetle prawa i kościoła był jej. Jej bo ślubował jej miłość wierność i Uczciwość małżeńską , oraz że jej nie opuści aż do śmierci.
A kochanka wyjechała za granice ze zniszczona psychiką. Rozmawiałam z jej siostrą i powiedziała ze W tamten dzień on sięgnęła dna.
Więc masz szczerość swojego kłamcy? Czy to się nie wyklucza? wiesz jak ci trudno będzie znieść świadomość że on cię nabrał? No bo nabrał, każdy komplement to kłamstwo.
kachna66 napisał/a:Wszystkie te odczucia są odbierane subiektywnie.
Potrzeba wypicia alkoholu u alkoholika itp to tez odczucia subiektywne. Wiem, ze trudno zrozumiec dlaczego potrzebujemy do szczescia toksyn... jakie by nie byly... zwykla chemia (alkohol, narkotyki) czy toksyczne emocje. Czy naprawde nie widzisz, ze Amerah jest uzalezniona od toksycznego zwiazku?.. ze ma etapy haju i etapy odstawienia (placze godzinami)? ... ze siega po ten narkotyk mimo, ze wie doskonale iz ja zabija?
Ale dla niej to miłość i póki nie zacznie Jej uwierać nie do wytrzymania nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy to uzależnienie czy ślepa miłość. Jak nie będzie mogła z tym żyć to albo to skończy i wtedy okaże się że była to miłość zaślepiona. Albo nie będzie potrafiła skończyć tego jednostronnie ssącego układu i wtedy możemy mówić o uzależnieniu.
kachna66 napisał/a:To co dla Nas ochłapy dla innej kobiety wielkie szczęście, jej to może najzwyczajniej w świecie wystarczać,
i male sproostowanie... nie dla innej kobiety... dla ZDROWEJ emocjonalnie kobiety.
Wcale bym sie nie zdziwila gdyby Amerah byla DDA albo DDD.
Nawet zdrowa emocjonalnie kobieta może się ślepo zakochać. A jest to stan który potrafi odebrać rozum.Proces zakochiwania się w innej osobie zdaje się przebiegać inaczej, niż większość ludzi sobie wyobraża. Pod płaszczykiem uczuć, naszym mózgiem kieruje chemia. A proces ten może trwać do 2 lat.
kachna66 napisał/a:Mam taką znajomą która jest w związku z żonatym 11 lat. On mieszka z żoną. A Ona szuka miłości, ale bynajmniej nie u niego. On płaci jej czynsz, pomaga finansowo i "bardzo ją kocha" jak to Ona sama mówi weź w nawias. Ona nie chce z nim żyć na stałe, bo wie że nie da jej tego czego ona oczekuje od partnera. Jest bo jest przydatny i nie ma nikogo innego na stałe
Twoja znajoma jest egoistka... ale autorka tego watku nie jest. To, ze obydwie sa kochankami nie oznacza, ze ich historie sa sobie rowne. Twoja znajoma uprawia rodzaj prostytucji... czerpie korzysci finansowe, zarabia.
Można i tak na to spojrzeć. Choć pewnie moja znajoma by się sprzeciwiła ![]()
Amerah nie zachowuje sie jak prostytutka. Ta dziewczyna chce byc kochana. A moze ten dupek jest jedynym na swiecie palantem, ktory powie, ze ja kocha?.. i jesli nie on.. to juz nikt.. Ona nie ma swojego zycia... ona "swoje" zycie przeplakuje
Tak masz rację, ale Ona jest w stanie zakochania , zaślepienia i niekoniecznie uzależniona.Zazdrosc napisał/a:kachna66 napisał/a:To co dla nas jest zeszmaceniem dla innych dbaniem o siebie. (...) nasze "szanując" nic dla niej nie znaczy, można założyć że Ona kocha siebie. Postępuje zgodnie z sobą.
Wiele z nas postepowalo zgodnie z soba przed terapia
i teraz postepuje zgodnie z soba po terapii.. tak jak napisalam na poczatku kazdy uzalezniony postepuje zgodnie ze soba, nawet jesli krzywdzi siebie i wszystkich dookola.
i doprawdy nie wiem co to znaczy "zeszmacic sie" wiec nie rozumiem zwiazku zeszmacenia sie z kochaniem siebie.
Założycielka już wie że nie do końca jest dobrze w jej życiu. Dajmy jej czas zanim zdiagnozujemy.
Kilka postów wystarczyło aby napisała
--chyba juz powoli wiem po co tu jestem... chyba potrzebowałam tego żeby ktoś po mnie "pojechał"
i fakt chyba czas skończyć z tym masochizmem ...................................................
Tak mówi zdrowa kobieta ślepo zakochana, a nie uzależniona. Natomiast to co zrobi będzie świadczyło o tym co to jest uzależnienie czy kochanie za bardzo. ![]()
chcę mieć tą siłę, chciałabym mieć ją jutro ...
I znow,prosze Moderatorki o nie wywalenie tego postu.
NIEKOCHANA,
Ty znasz odpowiedz na wszystkie pytania.
Jestes Alfa i Omega.
Jestes Sedzia jedynym i sprawiedliwym.
I jestes (wybacz,brzydka przenosnie ), i nie obrazm Cie,jak bulldog,jak chwyci,to nie pusci.
Znasz wszystkie prawdy oswiecone.
I chwala Ci za to.Zycze Ci szczescia i spelnienia.
I nie zamierzam z Toba polemizowac na zadnym watku,bo Ty przeciez i tak wiesz lepiej...PS
Masz racje,moj sposob myslenia,zanacznie obbiega od Twojego.......
Ktory jest wlasciwy,trudno wyczuc.......
Malinko - cóż, takie jest Twoje zdanie na mój temat. Masz do tego prawo. A ja mam prawo się nie zgodzić, co też czynię.
Za wyjątkiem buldoga - to jest absolutna prawda.
Tisha: zgadzam się z każdym słowem Twojego posta.
Amerah: teraz wszystko w Twoich rękach. Bo już nie możesz udawać, że nie wiesz...
niekochana
mam wrażenie że "zjadłaś wszystkie rozumy" ... a czemu mam dziwne wrażenie że sama jesteś tutaj dlatego że tez masz z czymś problem ... jednak nie jesteś tak idealna na jaką się kreujesz ?
bo niby to ja jestem tą co nie akceptuje innego zdania od swojego tymczasem widzę że spory problem masz z tym Ty ...
Jejku jakbym taka dorwala w swoje rece to nie wiem. Czlowiek stara sie jak moze a pojawi sie taka................. brak slow!
Jejku jakbym taka dorwala w swoje rece to nie wiem. Czlowiek stara sie jak moze a pojawi sie taka................. brak slow!
jak brak słów to po kiego zaczynasz? nie lubie takich kobiet co to "powiedziałabym ale nie powiem, ale muszę powiedzieć ...."
żenada !!
niekochana
mam wrażenie że "zjadłaś wszystkie rozumy" ... a czemu mam dziwne wrażenie że sama jesteś tutaj dlatego że tez masz z czymś problem ... jednak nie jesteś tak idealna na jaką się kreujesz ?
bo niby to ja jestem tą co nie akceptuje innego zdania od swojego tymczasem widzę że spory problem masz z tym Ty ...
Możesz pozbyć się "dziwnego wrażenia" - jestem tu bo mam duży problem i nigdy tego nie ukrywałam. Nie oszukuję samej siebie.
Z nas dwóch to Ty twierdziłaś, że nie masz problemu, prawda?
I nigdy nie kreowałam się na osobę idealną - daleko mi do takiego zakłamania. Ale staram się żyć tak, żeby nie krzywdzić innych ludzi. Być może Ty nie zaznałaś w życiu krzywdy i nie wiesz, jak to boli. Ja posmakowałam mocno tego uczucia i nigdy nie chciałabym swoim postępowaniem skrzywdzić innego człowieka. To są moje zasady - być może dla Ciebie brzmią abstrakcyjnie. Ale takie jest moje zdanie i mam do niego prawo.
Nie trać energii na kłótnię ze mną - masz chyba ważniejsze sprawy na głowie. Pomyśl sobie, że jestem kolejną kobietą, którą nie musisz sobie zaprzątać głowy.
chcę mieć tą siłę, chciałabym mieć ją jutro ...
To tylko od Ciebie zależy czy ją znajdziesz.
Fakt chcialabym bardzo Ci wygarnac i to nie wiesz jak bardzo no ale niestety nie na forum gdyz nie jestem tutaj po to aby komus ublizac. Nie rozumiem Ciebie. Wiesz ze nie bedzie z Toba ale mimo wszystko nadal niszczysz zycie tej kobiecie i temu dziecku. Zenujaca to ty jestes! Zycze Ci aby ktos potraktowal Cie tak samo.
Zycze Ci aby ktos potraktowal Cie tak samo.
Zlo, ktore sie komus zyczy tez powraca i to ze zdwojona sila...
Fakt chcialabym bardzo Ci wygarnac i to nie wiesz jak bardzo no ale niestety nie na forum gdyz nie jestem tutaj po to aby komus ublizac. Nie rozumiem Ciebie. Wiesz ze nie bedzie z Toba ale mimo wszystko nadal niszczysz zycie tej kobiecie i temu dziecku. Zenujaca to ty jestes! Zycze Ci aby ktos potraktowal Cie tak samo.
znowu to samo ... chamstwo wychodzi, a może prostactwo? bo najlepszy punkt widzenia to swój własny. Nie mów hop bo nigdy nie wiesz w jakiej sytuacji będziesz i co będziesz robić... ja tez nigdy nie przypuszczałam a jednak ... może kiedyś za karę ktoś mnie tak potraktuję, ale nie życz bliźniemu co Tobie nie miłe... więc i Ty uważaj
Byc moze
poczekam
w sumie nie musze Ci tego zyczyc bo przeciez ten facet i tak wybierze zone a Ty zostaniesz z niczym.
Byc moze
poczekam
w sumie nie musze Ci tego zyczyc bo przeciez ten facet i tak wybierze zone a Ty zostaniesz z niczym.
boże kolejna inteligentna inaczej
Pozdrawiam i samych dobry chwil zyczę ![]()
(bez ironii, czyli inaczej niż Twój post)
Z tego co zauwazylam to ty jestes inteligenta, myslaca zero chamstwa, prostactwa a jak ktos potepi Cie za to co robisz to "moze chamstwo, moze prostactwo, moze brak myslenia?" No i to ze zony sa glupie a ty nie bo co? Bo zonatego faceta wyrwalas i rozwalasz rodzine?
Z tego co zauwazylam to ty jestes inteligenta, myslaca zero chamstwa, prostactwa a jak ktos potepi Cie za to co robisz to "moze chamstwo, moze prostactwo, moze brak myslenia?" No i to ze zony sa glupie a ty nie bo co? Bo zonatego faceta wyrwalas i rozwalasz rodzine?
loczek szkoda sie denerwować.... ![]()
miłego wieczorku ![]()
Z tego co zauwazylam to ty jestes inteligenta, myslaca zero chamstwa, prostactwa a jak ktos potepi Cie za to co robisz to "moze chamstwo, moze prostactwo, moze brak myslenia?" No i to ze zony sa glupie a ty nie bo co? Bo zonatego faceta wyrwalas i rozwalasz rodzine?
ale wiesz czeg nigdy nie robię? nie potepiam za uczucie
nie denerwuj się tak ... nigdy nie napisałam że zony są głupie NIGDY, a ile razy żony życzyły mi tego samego?? nigdy pierwsza nie atakuję. pomyśl z boku czy zyczenie komus czegoś złego nie jest prostactwem i chamstwem? i nikt mnie potepiac nie musi, wystarczy to co sama czuję
99 2011-01-31 22:19:47 Ostatnio edytowany przez DORIS2727 (2011-01-31 22:22:09)
loczek87 napisał/a:Z tego co zauwazylam to ty jestes inteligenta, myslaca zero chamstwa, prostactwa a jak ktos potepi Cie za to co robisz to "moze chamstwo, moze prostactwo, moze brak myslenia?" No i to ze zony sa glupie a ty nie bo co? Bo zonatego faceta wyrwalas i rozwalasz rodzine?
ale wiesz czeg nigdy nie robię? nie potepiam za uczucie
nie denerwuj się tak ... nigdy nie napisałam że zony są głupie NIGDY, a ile razy żony życzyły mi tego samego?? nigdy pierwsza nie atakuję. pomyśl z boku czy zyczenie komus czegoś złego nie jest prostactwem i chamstwem? i nikt mnie potepiac nie musi, wystarczy to co sama czuję
wiesz amerah...te słowa były chyba najbardziej wartościowe...jakie wypowiedziałaś w swoich postach..odnośnie tego jak się czujesz...
życzę Ci wszystkiego Dobrego...
DORIS masz racje szkoda nerwow ![]()
amerah ale gdybys byla zona i maz zdradzilby Cie to tez bys nie potepila? I pozwolilabys mu wrocic?
amerah ale gdybys byla zona i maz zdradzilby Cie to tez bys nie potepila? I pozwolilabys mu wrocic?
co ma powrót męża do Twojego potepiania mnie?
nie, nie pozwoliłabym wrócić ale czy za zdradę potępiałabym kochankę czy męża... to mąż jest każdej żonie bliski to ona go zna...
Bardzo proszę o nie obrażanie się nawzajem. Prowadźcie kulturalną dyskusję, bez zbędnych docinek i ubliżania sobie. Moderatorka Agatka
Ja mam swoje zdanie na ten temat. Wiedzialas ze ma rodzine i mialas to gdzies ze ja rozwalisz i tego nie rozumiem. I jeszcze wiedzialas ze i tak z Toba nie bedzie wiec po co to niszczyc? Po to zeby sie dowartosciowac? Ze z Toba moze robic wszystko a z zona nie? To odrazu trzeba bylo sie zastanowic nad tym ze on szuka tylko odskoczni od codziennosci. A teraz pytasz sie co robic i liczysz na to ze ktos napisze Ci zebys powiedziala mu ze ma rodzine dla Ciebie zostawic? A jesli ktos Ci pisze co innego to twierdzisz ze nikt Cie nie rozumie.
Ja mam swoje zdanie na ten temat. Wiedzialas ze ma rodzine i mialas to gdzies ze ja rozwalisz i tego nie rozumiem. I jeszcze wiedzialas ze i tak z Toba nie bedzie wiec po co to niszczyc? Po to zeby sie dowartosciowac? Ze z Toba moze robic wszystko a z zona nie? To odrazu trzeba bylo sie zastanowic nad tym ze on szuka tylko odskoczni od codziennosci. A teraz pytasz sie co robic i liczysz na to ze ktos napisze Ci zebys powiedziala mu ze ma rodzine dla Ciebie zostawic? A jesli ktos Ci pisze co innego to twierdzisz ze nikt Cie nie rozumie.
najpierw przeczytaj wszystkie posty potem osądzaj...
a i ja mam swoje zdanie na ten temat
To ja opowiem Ci swoją historię. Dziś jestem żoną wspaniałego faceta i matką ślicznego synka ale zanim to nastąpiło przyjaźniłam się z żonatym facetem. Przyjaźń bez podtekstów trwała rok, nawet nie wiem kiedy ale ja zwyczajnie się zakochałam i nie tylko ja. To on pierwszy wyznał co do mnie czuje (ja nigdy tego nie zrobiłam). W momencie kiedy zdałam sobie sprawę co do niego czuje i jak bardzo jest mi bliski, spotkałam całkiem przypadkiem jego żonę odprowadzającą dziecko do przedszkola... i tu nastąpił przełom. Stałam tam i patrzyłam sama nie wiem na co bo ona dawno już poszła, ja stałam, milion myśli na sekundę. Kurde gdzie moje zasady, którymi zawsze się kierowałam, czy mi całkiem rozum odebrało że chciałam się pakować w taki układ? Poza tym poczułam wtedy, że powinnam być LOJALNA wobec tej kobiety (tak właśnie lojalna), wobec tego niewinnego dziecka. Tego dnia zakończyłam tą znajomość. Leczyłam się z tej "przyjaźni" rok. Właściwie wyleczył mnie z tego mój mąż... a mój "przyjaciel" ma w tej chwili inną "przyjaciółkę" ale to już nie moja sprawa. Najważniejsze jest to, że ja mogę bez problemu spojrzeć w lustro, choć przez dłuższy czas było mi wstyd przed samą sobą ( nie łączyła mnie z nim żadna fizyczność). Bezsporna jest kwestia, że to facet, który zdradza żonę jest winien ale kobieta, która godzi się na taki "układ" jest również winna. To jest moje zdanie, Ty nie musisz się z nim zgadać
Amerah- juz wcześniej napisał aś że po jego wyjściu płaczesz,chcesz przeżyć tak reszte życia?U mnie było tak ze nawet razem mieszkaliśmy,nigdy mu nie broniłam widywać się z dziećmi,nawet było tak że go sama do nich wysyłałam mimo iż bardzo mnie to bolało bo wiedziałam że widzi się też z żoną.Ale gdy odszedł...nawet nie chcę ci pisać jak to przeżyłam.Gdyby nie to że mam dziecko...Teraz jest już lepiej ale i tak nadal o nim myśle
Amerah- juz wcześniej napisał aś że po jego wyjściu płaczesz,chcesz przeżyć tak reszte życia?U mnie było tak ze nawet razem mieszkaliśmy,nigdy mu nie broniłam widywać się z dziećmi,nawet było tak że go sama do nich wysyłałam mimo iż bardzo mnie to bolało bo wiedziałam że widzi się też z żoną.Ale gdy odszedł...nawet nie chcę ci pisać jak to przeżyłam.Gdyby nie to że mam dziecko...Teraz jest już lepiej ale i tak nadal o nim myśle
dorastam do tego, zwyczajnie dorastam... Ty masz to już za sobą jednak pamietasz o bólu
a przede mną jeszcze to wszystko
amerah gratuluje dobrego samopoczucia i odwagi, bo zapewne masz jedno i drugie jak i ciekawy charakterek. Mój mąż kiedyś miał romans i na początku obwiniałam ją była młodsza o parę lat i myślałam że jest niesamowicie wyrachowana bo miałam przyjemność z nią rozmawiać (sama zadzwoniła) ale po czasie zrozumiałam że to nie ona jest winna tylko on. Postanowiłam wygrać tą walkę przeczekać i no cóż udało się zostawił ją chociaż nie nalegałam dałam mu wolną rękę . Na koniec zadzwoniła do mnie z nadzieją że jak mi wszystko opowie to go zostawię jakie było jej zdziwienie gdy z uśmiechem na ustach opowiadałam jej o tym jak dzięki niej odżyło moje życie erotyczne oczywiście w trakcie tego romansu jak to wracał od niej i wchodziła do mojego łóżka i jak to razem rozmawialiśmy o jej naiwności. No cóż dziewczyna poczuła się oszukana i załamała się . Być może kiedyś ty trafisz na taką żonę jak ja i wiesz co poczujesz się wtedy zdradzona i to bardzo . Tracisz czas na faceta który traktuje cię jak relaks nie chcesz mieć ciepłego domu , dzieci stabilności teraz może nie ale za 10 lat może pomyśl o tym.
ot taka sobie napisał/a:Amerah- juz wcześniej napisał aś że po jego wyjściu płaczesz,chcesz przeżyć tak reszte życia?U mnie było tak ze nawet razem mieszkaliśmy,nigdy mu nie broniłam widywać się z dziećmi,nawet było tak że go sama do nich wysyłałam mimo iż bardzo mnie to bolało bo wiedziałam że widzi się też z żoną.Ale gdy odszedł...nawet nie chcę ci pisać jak to przeżyłam.Gdyby nie to że mam dziecko...Teraz jest już lepiej ale i tak nadal o nim myśle
dorastam do tego, zwyczajnie dorastam... Ty masz to już za sobą jednak pamietasz o bólu
a przede mną jeszcze to wszystko
nie tak calkiem za sobą ale jest lepiej,dużo lepiej
Jeżeli masz gg możemy tam pisać
To ja opowiem Ci swoją historię. Dziś jestem żoną wspaniałego faceta i matką ślicznego synka ale zanim to nastąpiło przyjaźniłam się z żonatym facetem. Przyjaźń bez podtekstów trwała rok, nawet nie wiem kiedy ale ja zwyczajnie się zakochałam i nie tylko ja. To on pierwszy wyznał co do mnie czuje (ja nigdy tego nie zrobiłam). W momencie kiedy zdałam sobie sprawę co do niego czuje i jak bardzo jest mi bliski, spotkałam całkiem przypadkiem jego żonę odprowadzającą dziecko do przedszkola... i tu nastąpił przełom. Stałam tam i patrzyłam sama nie wiem na co bo ona dawno już poszła, ja stałam, milion myśli na sekundę. Kurde gdzie moje zasady, którymi zawsze się kierowałam, czy mi całkiem rozum odebrało że chciałam się pakować w taki układ? Poza tym poczułam wtedy, że powinnam być LOJALNA wobec tej kobiety (tak właśnie lojalna), wobec tego niewinnego dziecka. Tego dnia zakończyłam tą znajomość. Leczyłam się z tej "przyjaźni" rok. Właściwie wyleczył mnie z tego mój mąż... a mój "przyjaciel" ma w tej chwili inną "przyjaciółkę" ale to już nie moja sprawa. Najważniejsze jest to, że ja mogę bez problemu spojrzeć w lustro, choć przez dłuższy czas było mi wstyd przed samą sobą ( nie łączyła mnie z nim żadna fizyczność). Bezsporna jest kwestia, że to facet, który zdradza żonę jest winien ale kobieta, która godzi się na taki "układ" jest również winna. To jest moje zdanie, Ty nie musisz się z nim zgadać
Bardzo dziękuje za szczerą wypowiedź.
Znamienne, ze przeszła "niezauważona" - prawda? ![]()
nikaa1982 napisał/a:To ja opowiem Ci swoją historię. Dziś jestem żoną wspaniałego faceta i matką ślicznego synka ale zanim to nastąpiło przyjaźniłam się z żonatym facetem. Przyjaźń bez podtekstów trwała rok, nawet nie wiem kiedy ale ja zwyczajnie się zakochałam i nie tylko ja. To on pierwszy wyznał co do mnie czuje (ja nigdy tego nie zrobiłam). W momencie kiedy zdałam sobie sprawę co do niego czuje i jak bardzo jest mi bliski, spotkałam całkiem przypadkiem jego żonę odprowadzającą dziecko do przedszkola... i tu nastąpił przełom. Stałam tam i patrzyłam sama nie wiem na co bo ona dawno już poszła, ja stałam, milion myśli na sekundę. Kurde gdzie moje zasady, którymi zawsze się kierowałam, czy mi całkiem rozum odebrało że chciałam się pakować w taki układ? Poza tym poczułam wtedy, że powinnam być LOJALNA wobec tej kobiety (tak właśnie lojalna), wobec tego niewinnego dziecka. Tego dnia zakończyłam tą znajomość. Leczyłam się z tej "przyjaźni" rok. Właściwie wyleczył mnie z tego mój mąż... a mój "przyjaciel" ma w tej chwili inną "przyjaciółkę" ale to już nie moja sprawa. Najważniejsze jest to, że ja mogę bez problemu spojrzeć w lustro, choć przez dłuższy czas było mi wstyd przed samą sobą ( nie łączyła mnie z nim żadna fizyczność). Bezsporna jest kwestia, że to facet, który zdradza żonę jest winien ale kobieta, która godzi się na taki "układ" jest również winna. To jest moje zdanie, Ty nie musisz się z nim zgadać
Bardzo dziękuje za szczerą wypowiedź.
Znamienne, ze przeszła "niezauważona" - prawda?
hehehe wyszło Ci to, nie powiem <brawo> ![]()
zobacz na sposób w jaki zostalo to napisane: delikatnie, jednak dosadnie.
juz rozumiem wszystko rozumiem ... tylko nadal trzeba mi wybaczyć brak jakis uczuć w stosunku do żony ... przykro mi ale nie.
Ale ty darzysz ją pewnym uczuciem... Ty jej nie lubisz i to bardzo
Dziś jestem żoną wspaniałego faceta i matką ślicznego synka ale zanim to nastąpiło przyjaźniłam się z żonatym facetem. Przyjaźń bez podtekstów trwała rok, nawet nie wiem kiedy ale ja zwyczajnie się zakochałam i nie tylko ja.
Nikaa, mam do Ciebie pytanie. Czy Twoje wcześniejsze doświadczenia mają wpływ na Twoje małżeństwo? Czy masz więcej obaw czy wręcz przeciwnie?
nikaa1982 napisał/a:Dziś jestem żoną wspaniałego faceta i matką ślicznego synka ale zanim to nastąpiło przyjaźniłam się z żonatym facetem. Przyjaźń bez podtekstów trwała rok, nawet nie wiem kiedy ale ja zwyczajnie się zakochałam i nie tylko ja.
Nikaa, mam do Ciebie pytanie. Czy Twoje wcześniejsze doświadczenia mają wpływ na Twoje małżeństwo? Czy masz więcej obaw czy wręcz przeciwnie?
Dobre pytanie. Miałam kiedyś takie obawy i to bardzo długo. W tej chwili już nie. Wyznaję zasadę "co ma być to będzie". Z mężem oprócz tego, oprócz miłości łączy nas przyjaźń i pasje i tak mam nadzieje zostanie.
Pozdrawiam
Dla czego uważacie ze AMARAH rozwala malzenstwo?Przecież gdyby on nie chcial to by nie zdradzal!
To jego żona jego rodzina,jego dzieci i to ON powinien o nich zadbac!
AMARAH na sznurku go nie ciągnie!
niekochana72 napisał/a:nikaa1982 napisał/a:Dziś jestem żoną wspaniałego faceta i matką ślicznego synka ale zanim to nastąpiło przyjaźniłam się z żonatym facetem. Przyjaźń bez podtekstów trwała rok, nawet nie wiem kiedy ale ja zwyczajnie się zakochałam i nie tylko ja.
Nikaa, mam do Ciebie pytanie. Czy Twoje wcześniejsze doświadczenia mają wpływ na Twoje małżeństwo? Czy masz więcej obaw czy wręcz przeciwnie?
Dobre pytanie. Miałam kiedyś takie obawy i to bardzo długo. W tej chwili już nie. Wyznaję zasadę "co ma być to będzie". Z mężem oprócz tego, oprócz miłości łączy nas przyjaźń i pasje i tak mam nadzieje zostanie.
Pozdrawiam
Zapytałam, bo wiem, jak ciężko dźwigać różne "doświadczenia". Ja ciężko pracuję, żeby nie patrzeć na życie "przez pryzmat przeszłości".
Życzę szczęścia i powodzenia.
hmm.. odnoszac sie do tematu "moralnosci kochanki".
Ja osobiscie przekroczylam wiele granic upodlenia, wiec nie bede mowic, ze moje granice sa lepsze lub gorsze.
Zawsze jednak facet, ktory nie mial mi nic do zaoferowania, nie mial dla mnie czasu i byl w zwiazku z inna kobieta i tym zwiazkiem dawal mi do zrozumienia jak role mam odegrac w jego zyciu... taki facet byl dla mnie nikim...,byl tylko emocjonalnie pokreconym padalcem.
Co do krzywdzenia zony... olewalam (nieswiadomie) fakt krzywdzenia siebie i krzywdzenia dzieci (bo nie ma nic bardziej naiwnego niz uwazac, ze dzieci niczego nie wiedza, nie czuja, nie slysza), odpracowywuje teraz wszystko jak tylko umiem... tez nie jestem lepsza ![]()
Kachna,
my nie mozemy zdiagnozowac Amerah... jestesmy za cienkie. Moze ona powinna sobie zrobic testy o ktorych pisalam kiedys, albo isc do terapeuty i popytac...
Ja tylko widze roznice miedzy zaslepiona miloscia a uzaleznieniem.. i klaruje mi sie obraz Amerah placzacej godzinami po chwilce spotkania..
To zaslepienie miloscia (2 lata) na skutek wzrostu w mózgu poziomu dopaminy (hormonu spokrewnionego z amfetaminą) powoduje, ze jestesmy radosnie zaslepieni...
Amerah nie jest radosnie zaslepiona... ona placze godzinami...
Nie musisz odpowiadac Amerah, ale czy Ty jestes DDA?
118 2011-02-01 09:16:38 Ostatnio edytowany przez granda (2011-02-01 09:28:26)
życzę Ci żebyś miała wkoło tylko tych porządnych i uczciwych
a życie? życie pokazuje że i pewnie Ty do końca nie jesteś "porzadna i szczera" w różnych stopniach
Ależ oczywiście, że jestem porządna i szczera , a do tego mam godność , mogę spokojnie patrzeć w lustro .
Tobie również życzę, abyś miała wkoło samych dobrych ludzi, bo jak na razie to masz tylko furfanta .
hmm.. odnoszac sie do tematu "moralnosci kochanki".
Ja osobiscie przekroczylam wiele granic upodlenia, wiec nie bede mowic, ze moje granice sa lepsze lub gorsze.
Zawsze jednak facet, ktory nie mial mi nic do zaoferowania, nie mial dla mnie czasu i byl w zwiazku z inna kobieta i tym zwiazkiem dawal mi do zrozumienia jak role mam odegrac w jego zyciu... taki facet byl dla mnie nikim...,byl tylko emocjonalnie pokreconym padalcem.Co do krzywdzenia zony... olewalam (nieswiadomie) fakt krzywdzenia siebie i krzywdzenia dzieci (bo nie ma nic bardziej naiwnego niz uwazac, ze dzieci niczego nie wiedza, nie czuja, nie slysza), odpracowywuje teraz wszystko jak tylko umiem... tez nie jestem lepsza
Kachna,
my nie mozemy zdiagnozowac Amerah... jestesmy za cienkie. Moze ona powinna sobie zrobic testy o ktorych pisalam kiedys, albo isc do terapeuty i popytac...
Ja tylko widze roznice miedzy zaslepiona miloscia a uzaleznieniem.. i klaruje mi sie obraz Amerah placzacej godzinami po chwilce spotkania..
To zaslepienie miloscia (2 lata) na skutek wzrostu w mózgu poziomu dopaminy (hormonu spokrewnionego z amfetaminą) powoduje, ze jestesmy radosnie zaslepieni...Amerah nie jest radosnie zaslepiona... ona placze godzinami...
Nie musisz odpowiadac Amerah, ale czy Ty jestes DDA?
DDA? dorosłe dzieci alkoholików? tylko to znalazłam w internecie
nie, jestem z "normalnej" pełnej rodziny
amerah napisał/a:życzę Ci żebyś miała wkoło tylko tych porządnych i uczciwych
a życie? życie pokazuje że i pewnie Ty do końca nie jesteś "porzadna i szczera" w różnych stopniachAleż oczywiście, że jestem porządna i szczera , a do tego mam godność , mogę spokojnie patrzeć w lustro .
Tobie również życzę, abyś miała wkoło samych dobrych ludzi, bo jak na razie to masz tylko furfanta .
wiesz może dziwne to dla Ciebie ale nie mam problemu z patrzeniem w lustro
nic z tych rzeczy, nie jestem małą zakompleksioną szarą myszką
jestem normalną kobietą, spełniającą się zawodowo i niezależną
Mam dużo znajomych, trochę przyjaciół
nie narzekam na brak zainteresowania mężczyzn - i tu się sama sobie dziwię że tak bardzo chcę jego
może dlatego że jest nieosiągalny dla mnie?
Skoro znasz swoją wartość, to ja również dziwię się, że się godzisz na taki układ. Abstrahując już od dyskusji w temacie "współczuć żonie, czy nie" uważam, że powinnaś przemyśleć argumenty zwłaszcza Tishy, czy różyczki, które zadają trafne pytania, a jeszcze bardziej trafnie i obiektywnie określają sytuację, w której jesteś.
Nie wierzę po prostu, że szanująca się kobieta marzy o byciu w pseudozwiązku z zakłamanym tchórzem, nie mając prawa niczego od niego wymagać, nawet poszanowania własnych potrzeb, będąc na każde jego zawołanie, w pełni wedle jego warunków, a do tego dzieląc się nim z inną kobietą.
Ja się jemu nie dziwię, że mu z Tobą tak wygodnie. Ma Ciebie całą nie dając z siebie nic, czystą przyjemność i atrakcję bez żadnej odpowiedzialności, kobietę, która zgadza się by sypiał równocześnie z inną, a do niej wpadał tylko, kiedy jemu przyjdzie ochota. Nie musi się z niczego tłumaczyć, niczego obiecywać, o nic się starać. Co za tym idzie - nie musi Cię szanować. Bo ma Cię na tacy ot tak.
Ale bardzo dziwię się Tobie. Nie wierzę, żeby stopień Twojego poniżenia w tym układzie był dla Ciebie niewidoczny.
Zazdrość oczywiście że nie My jesteśmy od diagnozowania. W moich myślach te słowo było w cudzysłowie, nie wpisałam go bo mi umknęło ![]()
Zwracam tylko uwagę że Amerah weszła na to forum bo potrzebowała pomocy. Po 7 miesiącach (dla Nas chorego) związku poziom dopaminy zaczął spadać u Niej. I teraz jak wraca do normy zaczyna widzieć że nie jest to takie piękne i kolorowe jak do tej pory myślała. I to też nie diagnoza a tylko moja analiza
Ja jestem skrajnie tolerancyjna. I daje prawo każdemu żyć jak chce, staram się nie wciskać komuś moich przekonań i uczuć. Też bym chciała, żeby wszystkie kochanki miały wyrzuty sumienia, a jeszcze lepiej żeby ich nie było. Ale tak naprawdę to mi zwisa co się z nimi dzieje przed w czasie i po romansie. Bo mnie zdradził mój M. A kobieta której nie stać znaleźć faceta dla której jest tą jedyną nie jest w stanie mnie urazić. To On mnie zranił nie Ona. Bo jak będzie chciał to znajdzie inną.
wiesz może dziwne to dla Ciebie ale nie mam problemu z patrzeniem w lustro
nic z tych rzeczy, nie jestem małą zakompleksioną szarą myszką
jestem normalną kobietą, spełniającą się zawodowo i niezależną
Mam dużo znajomych, trochę przyjaciół
nie narzekam na brak zainteresowania mężczyzn - i tu się sama sobie dziwię że tak bardzo chcę jego
może dlatego że jest nieosiągalny dla mnie?
Piszesz o sobie jak o pewnej siebie kobiecie, niezależnej, bez kompleksów. Trochę sobie przeczysz, gdybyś znała swoją wartość to nie pakowałabyś się w taki układ. Wydaje mi się, że masz sporo kompleksów [i nie chodzi mi tu o kwestie wyglądu, a kwestie emocjonalne]. Gdyby prawdą było to co napisałaś to nie wpakowałabyś się w taki układ gdyż wiedziałabyś, że stać Cię na więcej niż żonaty, dzieciaty facet, dla którego jesteś na każde zawołanie i który tak naprawdę nie jest nawet w połowie Twój. Mierzyłabyś wyżej, chciałabys faceta, który byłby cały dla Ciebie, nie pozwoliłabyś sobie na takie "ochłapy".
Przemyśl to, dlaczego się na to zgadzasz, co jest nie tak? Co Cię skłania do krzywdzenia siebie, dlaczego nie mierzysz wyżej? W czym tkwi problem?
Otóż to, kobieta znająca swoją wartość nigdy nie wejdzie w taki układ. Zgadzam się z poprzedniczką
125 2011-02-01 13:32:33 Ostatnio edytowany przez DORIS2727 (2011-02-01 13:35:26)
tak sobie myślę..czytając wypowiedzi...
człowiek uzależniony musi wziąść odpowiednią dawkę narkotyku by móc dalej ,,normalnie'' w jego mniemaniu funkcjonować , może amerah jest uzależniona od tej miłości...a wtedy naprawdę nic z tym na razie zrobić nie umie...bo to jest silniejsze od niej...co nie oznacza iż nie chciała by tego zrobić...
tak sobie myślę..czytając wypowiedzi...
człowiek uzależniony musi wziąść odpowiednią dawkę narkotyku by móc dalej ,,normalnie'' w jego mniemaniu funkcjonować , może amerah jest uzależniona od tej miłości...a wtedy naprawdę nic z tym na razie zrobić nie umie...bo to jest silniejsze od niej...co nie oznacza iż nie chciała by tego zrobić...
No wlasnie Doris... i inne dziewczyny,Amerah z cala pewnoscia nie umie normalnie fukcjonowac i niestety jest ta myszka, ktorej sie tak glosno wypiera. Moze zahukana myszka nosi obcasik i czerwona szminke...ale wewnatrz to zahukana myszka.
Czy chcialaby cos z tym zrobic? Pewnie, ze tak po to przyszla na forum. Nie po to bysmy jej zazdroscily czy podziwialy.
Amerah,
dlatego potrzebne sa buldogi z kregoslupem moralnym, ktore gryza Cie po Twoim sumieniu i nie odpuszczaja. Mozna pominac temat rodziny kochanka i skupic sie na cierpieniach poniewieranej kochanki.. ale dlaczego by nie podejmowac tego tematu? A co zlego w tym, ze ktos chce rozmawiac o ludzkiej uczciwosci, o nie krzywdzeniu innych? Znowu spychalstwo? Inne sa gorsze albo faceci sa gorsi! Co to za bzdura?
Amerah, krzywdzi swoim zachowaniem nie tylko siebie ale ma swoj udzial w krzywdzeniu innej rodziny i rozpatrywanie tego w kategoriach, ze nie jest dyrektorem tej krzywdy tylko podwykonawca jest smieszne.
Dziekuje wszystkim buldogom na tym forum, ze jestescie.
Dzieki takim osobom mozemy przeczytac czasem cos co jest dla nas niewygodne ale dobre, sprawiedliwe i uczciwe. Mozna oczywiscie mowic, ze czarne jest biale, albo, ze przynajmniej ma odcienie szarosci... w tych odcieniach szarosci lamiemy nasze kregoslupy moralne, wiec czy warto?
To co czarne jest czarne a to co biale jest biale.
Amerah bierze czynny udzial w krzywdzeniu innej rodziny i to jest zle, nieuczciwe i niemoralne.
Mozemy lubic Amerah, mozemy zyczyc jej dobrze, mozemy miec tysiace pozytywnych uczuc do niej ale nie wciskajmy kitu, ze to co robi da sie jakos pokolorowac.
Powiem Wam, mnie to przeraża jednak, stosunek kobiet do mężczyzn... usprawiedliwyłyby go czekogolwiek by się niedpuścił, zawsze ktoś jest bardziej winny niż ten biedny facet. Istota o umyśle embriona, ciekawe. Potrafi cwaniaczyć, ściemniać, grać przed żoną, wciskać kit kochance, ale pomyśleć, że żonaty nie powinien chodzić na panienki nie potrafi. Biedactwo.
Nie twierdzę, że pakowanie się w związek z mężczyzną żonatym i dzieciatym jest ze strony kobiety uczciwe i mieni się kolorami tęczy, bo nic nie jest czarne albo białe. Nie, nie jest uczciwe. Ale w ogóle nie widzę współmierności między winą jej i jego, nawet jakiejś proporcji wyważonej nie widzę. I nie pojmę żony, która opierała, karmiła, wspierała człowieka przez ileś lat, a jak dojdzie do romansu nie kieruje złości na tego co ją kłamał w żywe oczy, wyzyskiwał, tylko ma pretensje do obcej baby, której na oczy nie widziała, która nic jej nie zawdzięcza no i nie ma wobec żony zobowiązań tak naprawdę. Do mężusia ma pretensje mniejsze "bo to tylko facet". "A jak s... nie da to on nie weźmie". Owszem, weźmie. Nie zdarza wam się słyszeć o przypadkach, jak mężczyzna ukrywa, że ma rodzinę mydląc innej kobiecie oczy i "grając" jej chłopaka ? Ja słyszałam i to całkiem sporo takich historii. Robią to ci przebieglejsi, którym chce się powysilać na odrobinę więcej kłamstwa. I ci co chcą zdobyć kobietę nawet jeśli jej nie odpowiadałaby rola trzeciej. Biedni mężczyźni. Wodzeni na pokuszenie przez nikczemne babska.
Może to jest mechanizm obronny osoby zdradzanej, wypieranie części tej nabardziej bolesnej prawdy, że tak naprawdę to ta osoba która powinna kochać dopuściła się najgorszej zbrodni, ale jeżeli mówi się że facet cokolwiek by nie zrobił zawsze spadnie na cztery łapy, to dzieje się tak właśnie dzięki mentalności kobiet i skakaniu sobie nawzajem do oczu, a wybielaniu mężczyzn jak się tylko da. Bo tak jest łatwiej.
Nikaa, moim zdaniem postąpiłaś super i naprawdę bardzo mądrze. Gdybym kiedykolwiek znalazła się w takiej sytuacji wierzę i mam nadzieję, że zachowam się dokładnie tak samo. Znamienne jest jednak, że "bohater" tej historii jak Nikaa pisze znalazł sobie inną "towarzyszkę" gdy jedna mu się wymsknęła. I o to właśnie chodzi. Można sobie wieszać psy na kobietach, które zostają kochankami, umoralniać, nawracać je itd, prawda jest jednak taka że jak mężczyzna chce być niewierny- będzie. Nie znajdzie takiej, która zechce być kochanką, to znajdzie taką, którą uda mu się okłamać, że nią wcale nie jest...
Amerah - jeżeli jesteś osobą jak mówisz pewną siebie, niezależną i spełnioną to naprawdę nie wiem na czym polega problem. Nie wiem jak to jest możliwe, że w ogóle znalazłaś się w takiej sytuacji, że ktoś traktuje Cię jak rozrywkę z doskoku a jeżeli w dodatku Ty nie traktujesz go na tej samej zasadzie tylko płaczesz godzinami... nie wiem nad czym się w ogóle zastanawiasz. Na Twoim miejscu nie tylko z miejsca zakończyłabym całą znajomość, ale i chciała jak najszybciej zapomnieć, że w ogóle do niej doszło.
Fajka - nic dodać, nic ująć. Najtrafniejsza odpowiedź dotycząca tego tematu. I wszystkich podobnych.
Pozdrawiam serdecznie ![]()
AMERAH,
chcialam Ci zadac pytanie:
Czy Ty nasz ZAZRDOSC,czy Ona Cie kiedys widziala?
Jesli tak,to prosze zignoruj to,co pisze.
Jesli jednak nie, to dochodze do wniosku,ze ZAZDROSC jest posiadaczka szklanej kuli.....
Nie tylko wie,jak wygladasz:
- " zahukana myszka nosi obcasik i czerwona szminke..."
ale wie nawet (znow zacytuje ZAZDROSC),ze "Amerah z cala pewnoscia nie umie normalnie fukcjonowac "
I teraz drzyjmy wszystkie,ktore widza odcienie szarosci,nie wpominajac tych,ktore widza swiat
w technikolorze..............
Otóż to, kobieta znająca swoją wartość nigdy nie wejdzie w taki układ. Zgadzam się z poprzedniczką
jestem nieco innego zdania ... bo kochanką może być tylko szara zakompleksiona szara myszka? niee!!!!
mam też trochę za sobą i nie chodzi o to że teraz odreagowuje ... dużo myśle o tym wszystkim osttatnio
zastanawiam się czy to to że boję zacząć normalny poważny związek? że może wolę coś co nie ma szansy na "przetrwanie"? wiem napiszecie ""
musisz zamknąć etap małżeństwa i kochanka i zaczniesz normalne życie. Tylko ja może narazie potrzebuje związku bez zobowiązań? tak teraz można pisać "bez zobowiązań?!?!?! kosztem jego żony?? i rodziny??" nie wiem ...