netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

LIST DO KOCHANKI MĘŻA

194 odpowiedzi89 721 wyświetleńzałożony przez Beata1169, 02.12.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 195 ]

131

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

mi tez ta "kobieta" nic kompletnie nie mówi. Cudzysłów, bo takie, to ciężko kobietą nazwać z czystym sumieniem...

132 Ostatnio edytowany przez niu7nia (2011-03-09 19:55:58)

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Kasiu - separacja rózni sie tym ,ze  nie możesz zawrzec związku małżeńskiego  a poza tym to wszystko jak przy rozwodzie .
                  Na rozprawie 1.2 3ciej  mozesz  zmienic zdanie  i np, poprosic o zawieszenie postepowania
Napisz koniecznie  kiedy masz rozprawę
Czy masz adwokata ???
Czy mąz juz wie że zlozyłaś pozew ???

133

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Nie wiem kiedy miała rozprawe  nie przysła jeszcze odpowiedz z sądu.
mąż wie że wysłałam

134

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Chyba to mój ostatni wpis na tym forum. Równo rok po przejściach podjęłam decyzję o rozwodzie. Jestem z siebie dumna, zaczynam nowe życie. Jakie będzie czas pokaże, ale mam nadzieję, że na pewno lepsze. Odzyskałam dumę, honor i poczucie własnej wartości. Mimo, że w między czasie straciłam pracę i jestem bez przysłowiowych środków do życia czuję się psychicznie dużo lepiej. Jestem spokojna i zrównoważona. Miewam jeszcze wybuchy żalu ale to już nie to co było. Śmieszne dla mnie jest to, że w wieku 40 lat zaczynam od początku. Dziewczyny wczoraj miałam profesjonalna sesję fotograficzną dostałam ją w prezencie od kolegi abym uwierzyła w siebie. Nigdy nie uważałam się za piękna kobietę, ale to co wczoraj widziałam na zdjęciach to po prostu cud. Można być piękną nawet po tym wszystkim co mnie spotkało. Ech teraz tylko czekam na cud w postaci pracy wyrok potwierdzający rozwód i tego wymarzonego faceta, który doceni i uszanuje mnie.  Może takiego znajdę, ale nawet jeżeli nie to i tak będę szczęśliwa wspierają mnie dzieci i wiara, że życie to cud dany od Boga. Widzę błękitne niebo i zieloną trawę. Świat nabrał kolorów a ja nabrałam pewności siebie. Pozdrawiam was wszystkie, chcialam zemsty teraz zastanawiam się, czy tej kobiecie nie wysłać kwiatów z podziękowaniami. Słucham muzyki i piosenka Maryli Rodowicz jest cudnie niesie mnie w nieznane

135

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Szczerze, fajny pomysł z tym listem. Widać, że jesteś pewna siebie i w kaszę nie dasz sobie dmuchać. Masz ode mnie baaaaardzo duży szacunek, że z zaciśniętymi zębami przez to przeszłaś i pokazujesz 2 razy więcej.

136

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Beata1169  wow ksiazk by napisal z Twojej historii. Przeczytalam wszystko podziwiam Cie za Twoja wytrwalosc, za  podjeta decyzje i za wiele wiele wieceej...Szkoda,ze juz odchodzisz z tego forum (mogla bys od czasu do czasu cos tu skrobnac)  i swoimi madrosciami doradzic cos komus. Czytajac Twoje posty az gesia skorka przechodzila mnie. Tak my kobiety- wiele damy rade znisc, kosztem wszystkiego! Życz Ci duzo wytrwalosci w dazeniu w relizacji swoich planow,ciesze sie z choc przez forum, ale ze moglam Cie poznac. Kazdy w swoim zyciu jakis tam dzwiga krzyz- zawsze to powtarzam. Pozdrawiam i trzymaj sie cieplutko!!!

137

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

dziękuje śmieszka za miłe słowa. Lecz tak naprawdę ta moja historia to drugi tom mojego życia. Nie wspomniałam o pierwszym, który też skończył się tragicznie. Ale cóż. Jedni wiodą życie spokojne wręcz banalne a inni muszą przedzierać się przez gęstwiny kłopotów, problemów, łez. Mam tylko nadzieję i proszę w skrytości serca Boga aby już więcej mnie nie doświadczał. Może ten trzeci tom życiowej opowieści zakończy się optymistycznie dla mnie. Może wypłynę na spokojniejsze wody.  I będę leniwie cieszyć się życiem. Spokój duszy i spokój serca tego mi trzeba. Tak bardzo potrzebuje odpoczynku. Co się jeszcze wydarzy, czego będę musiała doświadczyć nie wiem. Zbliżyłam się do popołudnia życia widzę już pierwsze oznaki starości. Bronię się przed nią bo uważam się za osobę młodą duchem. Może kiedyś Wam opowiem moją historię, zaglądam tu czasami jest tu nas tak dużo. Każda z nas ma większe lub mniejsze problemy. Wszystkie są ważne, dla mnie każdy wpis znaczył dużo, ocierał łzy dodawał otuchy. Z perspektywy czasu i ta historia może wydać się banalna. Muszę zamknąć ten rozdział. Powiedzieć dość nie posypywać ran solą. Zacząć od nowa. Tylko pytanie ile razy można zaczynać i czy warto. Podobno ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, ważne jest kilka tych chwil na które czekamy.......

138

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Historia wciagnela mnie jak te romanse Harlekina smile Tu wszystko kupy sie nie trzyma wielki jedyny chaos. Ale na wstepie pogratuluje listu naprawde mocno wtargnione na ambicje i honor kochanki. Trafny atak bo dobitnie dajacy jej zrozumiec swoj blad i wyrzadzona krzywde. Nastepnie maż... Zdrada najtrudniejsze skrajnosci w małzenstwie co rozwiazuje sie sedzioskim rozwodem. Jednak kazdy powinien sobie na poczatek troche szansy dac. Powinnas wybaczyc a cierpliwosc poplac byc moze zdrada nabierze wigoru twojemu malzenstwu maz zrozumie i zmieni sie wkoncu takiego piekla z toba drugi raz nie zechce smile doswiadczenia ucza i ludzi zmíeniaja jak madre powiedzenie "Człowiek uczy sie na błedach" jednak ty nie dajesz szansy tej sytuacje bo zyjesz w wielkiej nienawisci a to nie poplaca . Tak nie mozesz Bog kazal przebaczac sprobuj raz jeszcze wlej milosc od nowa a zobaczysz efekt nie uda sie trudno probuj jak malzenstwo nie ma szans odpusc. Kochanek to tak jak pisalas w liscie ma na drugie imie pomylka. Nie warto dla 1wybryku porzucic malzensto ktore tak dlugo budowalas.. 1krok a moze byc za pozno i stracisz malzenstwo gdy okaze sie kochanek ta pomyłka. Twoim problemem jest nienawis msciwosc w tobie. Poswiec czas na modlitwe do Boga powierz mu swoj problem a sama zobaczysz ze warto bylo.

139

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Czytam to wszystko i nie wiem co czuję. Mam ściśnięte gardło i wypieki na twarzy.
Jestem kochanką.
On jest żonaty a ja samotna.
Mam 37 lat i do nie dawna nie mogłam wybrać ani jednego dnia z mojego życia w którym byłam szczęśliwa......... do czasu aż poznałam JEGO

A teraz jak ktoś nazywa mnie "bydłem"....................................

Wiedziałam od początku że ma żonę. Nasza znajomośc trwała rok zanim spotkaliśmy się sam na sam, ale ja od początku wiedziałam, że GO kocham, tylko broniłam się przed tym uczuciem ale przegrałam.

Byłam przez chwilę szczęśliwa

Ale teraz jak ktoś mnie nazywa bydłem..............................
Wiem że dla żony zdrada musi strasznym przeżyciem ale nie zawsze wszystko jest czarno-białe

140

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

zastanów się co czujesz jak wraca do żony myślisz co jej mówi czy ją pieści szanuje zastanów się dziewczyno co robisz i komu krzywdę bo tylko sobie i jego żonie i dzieciom on jest szczęśliwy sorry dla mnie zachowała się jak bydło tylko dlatego, że chciała być zaspakajana pewnie też go pokochała ale trzeba myśleć głową a nie dupa tak robią tylko zwierzęta

141

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

beata
czytam czytam i mogłabym tak jeszcze....
smutne co napisąłaś , ale niestety prawdziwe i nie jesteś jedyna w tej sytuacji
ja sądze że po to mamy umysł potrafimy logicznie myslec aby umiec ocenic sytuację..
i niech mi tu nikt nie pisze że gdy cłzowiek sie zakochuje to traci zmysły .. bo to zwyczajne farmazony..
to moze się przytrafić nastolatce ale dorosła kobieta???
na co liczy taka kochanka??uważam ze jeśli facet jest zdolny zostawić żonę po wielu latach , dobrą żonę , dzieci , dom , wspłne plany to gdy napotka okazję ponownie to zrobi.. i ponownie..
a porównywanie kochanki do bydła jest nie na miejscu  uwłacza bydłu...

142

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Beatko,w końcu natrafiłam na forum i Twój post, na którym nie ma odpowiedzi broniących się kochanek. Czytam twoje wypowiedzi, rady innych, ich przeżycia i  ocieram już łzy z kolan, nie mogę ich powstrzymać. Może cię zanudzę, znasz to na pamięć ale czuję straszną potrzebę podzielenia się z kimś moimi przeżyciami a Twoje przeżycia i odczucia są tak bliskie moim.Poza tym wiekiem jesteśmy zbliżone, łatwiej będzie nam się zrozumieć. Półtora roku temu dowiedziałam się o zdradzie, po 20 latach szczęśliwego życia.Nie mogliśmy przejść obok siebie aby nie złapać się za rękę, pogłaskać,przytulić.Każdy wieczór spędzany razem, z dziećmi przy rozmowie lub zabawie lub z głową na jego kolanach przy filmie czy czytaniu gazet, książek, wspólnym przyrządzaniu kolacji itp.Dwa lata temu zrobił karierę w firmie dzięki jakimś reorganizacjom.Zaczął często wyjeżdżać po całym świecie Egipt,Cypr, Albania itp.Półtora roku temu wyjechał na 2 dni,zawsze codziennie po kilka smsów, tym razem nic przez 4 dni.Panika, nerwy, może wypadek?Przeszukałam teczkę z myślą że znajdę jakieś namiary na ludzi z firmy.Znalazłam dwa podania o wizę do Rosji dla pani D.,zatrudnioną w jego firmie (podobno nie pracowała tam żadna kobieta, zawsze byli tylko chłopcy ze śląska)w czasie kiedy on też tam jeździł oraz kartę do telefonu w plusie (abonament miał w erze).Zaczęłam dojrzewać...Wrócił,przepraszał,że telefon rozładowany,że nie powiedział o kobiecie w firmie bo bał się zazdrości,że kocha,kochał i będzie kochał,że jesteśmy najważniejsi,że to tylko moje wymysły i głupie podejrzenia.Nie wytrzymałam zajrzałam na jego pocztę a tam listy od D o wielkiej miłości, o tym że robi ją w konia bo miał odejść od rodziny i tego nie robi itd., on że żadne pierd...(MY?)nie przeszkodą mu w  szczęściu jakie ma w jej osobie.Ruiny, gruz,ból w mięśniach, brak apetytu (-15 kg), psychotropy zalewane alkoholem-efekt szpital psychiatryczny z diagnozą ciężkiej depresji.Wyganiałam, powiedział że nie odejdzie,ja nie mogłam z tym żyć.Napisał jej maila,ze zostaje z rodziną (teraz wiem,że robione to było w ugodzie między nimi aby mnie uspokoić ale jaka normalna kobieta może na coś takiego pójść?)Na którejś przepustce ze szpitala, po odkryciu w jego kieszeni nowego telefonu z jej smsami,spakowałam jego rzeczy,jej napisałam aby kobieta bez godności i szacunku dla samej siebie zabrała go do siebie.Odszedł.Pisała do mojej wówczas 12letniej córki na skype jaki tatuś jest zaje...w łóżku,ja nie umiałam się powstrzymać (czego bardzo żałuję), odpisywałam, wyzywałam, groziłam.Ona raz "piała" nad jego "boskością" , drugi raz wyzywała od kłamców i groziła utratą pracy.Jesienią zaczął pojawiać się w domu,próbował rozmawiać,pytał o warunki na jakich go przyjmę, było to cholernie ciężkie, wciąż miał z nią kontakt, choćby nawet służbowy ale podejrzewam że nie tylko.Zawsze przed jego przyjazdem wysyłała mi smsy, że jestem ku...,niszczę jej życie bo tak bardzo się kochają itp.Na Boże Narodzenie pojechaliśmy na wczasy,zapomnieć i układać wszystko od nowa.Było w miarę miło,zadzwoniła po trzech dniach,rozmawiali przy mnie pół godziny,choć prosiłam by odłożył słuchawkę,że jest to czas dla rodziny.Rzuciłam obrączką,telefonem (przeczytałam, pisał do niej będąc chyba w kiblu),ostatnie jego pytanie "Basiu co ty wyprawiasz?", potem już tylko smsy do niej "czekaj, wracam...".Powrót do domu, szczęśliwe dzieci,że rodzice wracają razem a potem samotny sylwester, każdy za swoją ścianą i płacz w każdym pokoju oddzielnie, nie mieliśmy siły się nawet do siebie przytulić...Teraz sypią się już same wulgaryzmy.Na wakacje zabrał córkę by z nią pobyć.W pierwszy dzień odprawił na 18 urodziny do kolesia,którego nikt z nas nie zna,następnie na tydzień do koleżanki w Bieszczady-tydzień bez kontaktu z dzieckiem,brak sygnału.W końcu spotkał ją w mieście gdzie teraz żyje ze swoją D:Zostawił na noc w hotelu i poszedł do niej (nie odpuściła mu nawet tej jednej nocy) choć dziecko prosiło o rozmowę.Rano telefon od dzieciaka,że kończy się doba hotelowa, ona bez pieniędzy, tatuś ma wyłączony telefon.Powinnam wezwać policję,poprosiłam o pomoc wujka,który mieszka w pobliżu.Zbluzgałam jak mogłam. Teraz jest obrażony i na mnie i na dzieci,przestał dawać pieniądze,choć zarabia blisko 20tys., ja 2.Dzwoniąc w sprawie ustalenia alimentów odbiera ona i każe mi się "bujać",pisze "ch...wam w d...i kamieni kupę".On na to pozwala,bo pisze z jego telefonu.Córka mówi mu o tym ale on nie wierzy,nie chce nawet sprawdzić czy to prawda.Powiedział,że obojętnie czy mu się z nią ułoży czy nie nigdy nie wróci na północ, czyli do nas.Ktoś już mi powiedział, nie wnikaj i tak nie zrozumiesz. Ja mimo swego ogromnego bólu i cierpienia,była to moja ogromna miłość,miłość życia zadaję już tylko pytanie, na które chciałabym poznać odpowiedź:DLACZEGO? CZYM SOBIE ZASŁUŻYLIŚMY? MIŁOŚCIĄ?

143

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
nolina napisał/a:

Nigdy nie byłam kimś kto rozbija rodzinę,nie pochwalam takiego zachowania kobiet,wiem ,że nie buduje się szczęścia na łzach.Często słyszę jak obwinia się kochankę za całe nieszczęście rozpadu rodziny tylko czy obca kobieta bardziej krzywdzi kogoś kogo nie zna albo mało zna.Czy może ukochany mąż który przysięgał miłość,który tworzył ten dom.Spędzał miłe chwile w łóżku kochanki by wrócić do łóżka żony i udawać ,że nic się nie dzieje.To On wymyślał powody dla których musi wrócić z pracy póżniej,to On okłamuje najbliższą sobie osobę czyli żonę.Sądzę też że mężczyzna ma swój rozum i gdyby tego nie chciał to nie doszłoby do zdrady.

I tu się zgadzam, obwinianie kochanki jest bezcelowe, bo to mąż zdradza, a nie ona, to nie ona przysięgała Ci miłość i wierność. A też jest tak, że niektóre kobiety nie wiedzą, że facet z którym się spotykają ma żonę, a jeśli już, to faceci zapewniają je, że z żoną to tylko związek "na papierze", że nic już ich z sobą nie łączy i tym podobne oklepane bzdety....

144

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

ludzie jak to wszystko czytam ,to az mnie trzesie, to wy jestescie meczennice ,a przeciez mezczyzni zdradzaja ,po cichu ,nawet o tym nie wiemy,przeciez to wszystko tylko seks ,facet taki co mowi opowiada szczegoly co robil ,to gra ,bo wie ,ze kobieta tak sie przyssala ,ze nikt jej nie oderwie , to nic nie jest na stale ,faceci nie sa nasza wlasnoscia ,mamy to wpisane juz jak wychodzimy za maz
druga sprawa co to znaczy ja tez pojde sie przespie z innym ,na zlosc ,to mozna tylko sie zarazic [zarty] ale tez bywa prawda .
szanujemy siebie ,dzieci jakie poswiecenie ,one maja to w d.....bo tez cierpia zamiast miec dziecinstwo
matki siedza z mezami dla dzieci ,i co mamy dawac im medale
powiedzmy tak jestesmy z facetami ,bo nam lzej mamy wiecej kasy
kobieta niezalezna ma to to gdzies
ma prace pieniadze ,mieszkanie jest niezalezna
zdrady byly i beda ,moj to mowi suka nie da to pies nie wezmie ,a wiadomo jak ijest pies  ,to co mam uciekac ,takie jest myslenie facetow
szanijacy sie facet to nawet o takich rzeczach nie mysli ,a jak mu brakuje to pojdzie nawet nikt nie wie ,i rodzina nie cierpi
wina byla i jest 50-50 cos sie dzieje w malzenstwie
trzeba to przemyslec ,bo takie szarpanie to do niczego nie doprowadza ludzie
w dawnych czasach tez faceci zdradzali i teraz tez ,ale takie glupoty o lodach i innych to slysze pierwszy raz ,to sa osobiste sprawy .ludzie przestanmy tak podchodzic do zycia
kobieta 40lat to nie nastolatka ,juz czegos sie nauczyla ,dorobila ,poznala zycie
wszystkie w jakis sposob cierpimy ,bo zycie ukladamy sobie ,ze musi byc piekne ,maz nie zdradza ,zdradza w najlepszych malzenstwach tak jest ,tylko facet jest dyplomata ,wie ,ze nie moze dotknac rodziny ,bo to jest jego azyl
tak swin nie brakuje to normalne ,tamta byla inna ,a ty jestes taka ,wszystkie mamy to samo ,tylko jak to robimy .pozdrawiam 40lat jestem mezatka ,tez cierpialam plakalam ,dzieci wychowalam i teraz zwariowalam hi hi klimaterium [takie to zycie kobiety

145

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Szok. Jestem w szoku. Droga Autorko posta podziwiam, musisz kochać męża bezgranicznie, wybaczyłaś mu, ja bym partnerowi nie wybaczyła, wolałabym odejść! Podziwiam.

146

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Tak tak szok ,facet to świnia jak w piosence cos w tym jest prawda??Emocje mają w innej szufladzie i sex w innej..Nikt tego nie zmieni różnica płci...pozdrawiam

147

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Nie wybaczyłam po roku walki sama ze sobą podjęłam decyzję o rozwodzie. Oczywiście czekam na rozprawę ale już niedługo wyznaczony termin. Ta sytuacja zmieniła mnie jestem inną kobietą. Ech dziewczyny każda ma inną sytuację każda z nas przeżywa to na swój sposób. W każdym z przypadków jest to porażka ale w życiu nic nie jest stałego. Walczymy o dzieci o rodzinę, o dzieci ale trzeba powalczyć o siebie. Czy wygram tą walkę zweryfikuje to życie ale uważam że podjęłam słuszną decyzję.  Nawet ostatnio podziękowałam tamtej kobiecie za to, że otworzyła mi oczy, że dzięki temu całemu świństwu jestem szczęśliwą kobietą. Odnalazłam drugą siebie, czuje się silniejsza piękniejsza, bardziej kobieca. Patrzę w życie z optymizmem. Nic nie dzieje się bez przyczyny wszystko do czegoś prowadzi ma jakiś sens. Czekam na swoje szczęście. Czekam na coś fajnego coś co da mi sens dla mnie samej. Mimo czterech dych na karku chce czuć miłość szacunek pragnienie. Może to głupota ale każdy ma jakieś marzenia. Mam kilka marzeń, które chce jeszcze zrealizować. Nie da się prawdziwie kochać kogoś kto zdradził. Można żyć ze sobą ale to nie jest prawdziwa miłość.  Zastanówmy się co chcemy od życia czy chcemy żyć byle jak. Ja nie. Chce wycisnąć jeszcze troszkę soku z każdego dnia z każdej chwili. Dziękuje wam za wsparcie i serdecznie pozdrawiam.

148

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

A ja miałam tak: 25 lat małżeństwa, 22 etaty na których pracował ex, w tym jeden 10 lat. A początku zmieniał, bo chciał więcej, wyżej, potem zdażało się że mu dziękowali?coraz częściej.  Moja kariera zawodowa rozwijała się wg ,mnie prawidłowo, pierwsza córka na studiach, pierwsza praca 6 lat, potem urlop wychowawczy, potem dobra praca. Potem mamusia kazała u iść do pracy (to właśnie te 10 lat) jaką synusiowi załatwiła.  Po roku padła propozycja wjazdu służbowego za granicę, ale warunek był jeden: wyjazd z cała rodziną.  Rzuciłam wiele co było dla mnie ważne, rodzinę przyjaciół, super pracę, spakowałam kartony i wyjechaliśmy żeby ex czuł się wartościowy (finansowo też), a w naszej rodzinie była stabilność. Po powrocie niestety znów zaczęło się: pierwsza praca 10 miesięcy, druga 8, trzeciej nie było.  Po roku zaczął dorabiać pilotując wycieczki, średnio raz na 2 miesiące. No i na jednym z wyjazdów zamiast to on opiekować się grupą, to nim zaopiekowała się turystka. No bo on taki mądry,  taki biedny, żona ma wymagania ale go nie rozumie, nikt go nie docenia a przecież był dyrektorem, oj jak on bogaty, dom 400m, działka wielka, konto duże, a możliwości jeszcze większe.
Wprowadził się, ogołocił mi konta (mój spadek po rodzicach), zostałam w wielkim domu bez kasy, bez pacy,  z córkami, depresjami leczeniem. Dałam radę. Na początku obiecałam sobie, że jak już skończę wszelkie prawy z ex to  wyślę mojej następczyni podziękowania, kwiaty i butelka wódki i kartka z różami i moim autografem. Po 3 latach byłam pod koniec wszystkich spraw to już chciałam wysłać czekoladki jak w ?Vabank? . Jak wszystkie sprawy zakończyłam rozwodem,  odzyskałam dług w postaci połowy domu, a środki ex jak się okazało zbliżyły się do zera wciąż chciałam podziękować.  Dodatkowo ex opowiadał mi jak to kłamie przyjaciółce, jak ona jest o mnie wciąż zazdrosna, nawet zaczęłam jej współczuć. Tkwiło to we nie strasznie. Pewnie i chęć zemsty w tym była, ale co tam. Napisałam długi list, zrobiłam kopie różnych dokumentów, żeby wiedziała, ale zaraz pomyślałam sobie że przecież ja jestem odważna?.zadzwonię. Numer miałam w billingach ze sprawy rozwodowej, wypukałam i ???.NIE MA TAKIEGO NUMERU.
Tym momencie doznałam objawienia: to nie mój cyrk, nie moje małpy. Mają na co zasłużyli, a mnie niech już zostawią w spokoju. List wykasowałam.

149

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

jestem pod wielkim wrażeniem

150

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Beato jestem pod wielkim wrażeniem-dawno tu nie zaglądałam ale jak zobaczyłam twój wątek na "tapecie" nie mogłam nie zajrzeć.
Gratuluje odwagi i życzę Tobie teraz samych radosnych dni.
pozdrawiam ciepło

151

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

No i dziewczyny koniec pierwsza sprawa i koniec jestem rozwódką. Bez walki bez wyciągania gnoju po prostu oboje nie chcemy nie możemy żyć razem. Wiedziałam, ze to nastąpi ale nie wiedziałam, że zamiast radości poczuje pustkę. Szkoda mi małej ale może się wszystko ułoży. Mam nadzieję, że to już koniec smutnych chwil w życiu. Czekam na cud. Bo nie mam pracy a alimenty ledwie pokrywają przedszkole. Zostały mi tylko długi i zrobiłam małe przemeblowanie w domu. Bilans zysków i strat nie wychodzi dodatnio. Mam 42 lata a pragnę miłości ciepła sexu. Czy to normalne. Powinnam się chyba odsunąć ogień parzy. Ech brak słów ...................

152 Ostatnio edytowany przez riana (2011-11-20 22:55:46)

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Będzie dobrze. Niedługo znowu ujrzysz wschód słońca... Tylko nie uciekaj w czerń nocy.

153

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

ja jestem po pierwszej sprawie rozwodowej i  czekam na drugą hmm  u mnie niestety nie obylo sie bez wyzucania swoich brudów. bo ja taka zla kobieta jestem.. ze to ja pozwolilam by  maż mnie zdradzal. jak to jego adwokat powiedzial.. 
termin mam na 20 stycznia oby ostateczny byl koniec.

154

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Czytając Twój list pomyślałam sobie, że nasza płeć jest naprawdę silna i zaborcza, że mimo bólu podnosimy się - bo mamy dla kogo. Nie cierpię osób, które czerpią ze swojego samolubstwa, które rozbijają coś pięknego dla własnego szczęścia. Niektórzy ludzie zostali pozbawieni sumienia , moralności i tego , czym w życiu powinniśmy się kierować. Nie dość, że ból zostanie w Tobie zawsze, to i czy w pełni będziesz mogła zaufać mężowi? Na pewno dziecko jest najważniejsze z tym się zgadzam, córeczce trzeba zapewnić dzieciństwo przepełnione radością. Na miejscu tej kobiety to ja patrząc w lustro widziałabym wyłącznie wrednego egoistycznego babsztyla. Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki!

155

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

wow..jestem w szoku ...chyba przewartosciowalas tez moje zycie..Gratuluje inteligencji zostajac w swoich przemysleniach

P.S. nie chcialabym nigdy dosstac takiego listu....

156

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Pieknie napisalas, łomatko, ile ja takich listów napisałam w mojej głowie, ile przemów przed lustrem wygłosiłam, szkoda,  że mnie wcześniej nie zainspirowałas do spisania tych nienapisanych listów, ale dzisiaj juz mi chyba nie są potrzebne, niech Św Mikołaj Cię nagrodzi pięknym prezentem za piękny pomysł :-)

157

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
Beata1169 napisał/a:

No i dziewczyny koniec pierwsza sprawa i koniec jestem rozwódką. Bez walki bez wyciągania gnoju po prostu oboje nie chcemy nie możemy żyć razem. Wiedziałam, ze to nastąpi ale nie wiedziałam, że zamiast radości poczuje pustkę. Szkoda mi małej ale może się wszystko ułoży. Mam nadzieję, że to już koniec smutnych chwil w życiu. Czekam na cud. Bo nie mam pracy a alimenty ledwie pokrywają przedszkole. Zostały mi tylko długi i zrobiłam małe przemeblowanie w domu. Bilans zysków i strat nie wychodzi dodatnio. Mam 42 lata a pragnę miłości ciepła sexu. Czy to normalne. Powinnam się chyba odsunąć ogień parzy. Ech brak słów ...................

...zamknij już ten rozdział czas zacząć nowe życie, rozejrzyj się tyle przed Tobą, znajdź pasję, cel, zrób plan i realizuj się teraz czas na CIEBIE i pieprzyć tego drania!!!!!

i wiesz kiedyś ja byłam tą drugą...

158

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Kochanka, jaka ona by nie była, jest zwykłym bydłem. Mogę powiedzieć to ze spokojem, bo ja też kiedyś byłam tą trzecią... Z początku nie świadoma, że on ma żonę i dwoje małych dzieci. Dowiedziałam się dopiero po tym jak razem zamieszkaliśmy. Ale nie skończyłam mimo to tego związku tak bardzo go kochałam byłam z nim taka szczęśliwa, a on zapewniał mnie że żona to przeszłość, że chce zabrać jej dzieci że jest psychicznie chora, że nie może z nią żyć. Ufałam mu... Potem dowiedziałam się że jeździ do niej i z nią sypia. Spotkałam się z jego żoną rozmawiałyśmy powiedziała jak bardzo krzywdzę ją i dzieci. Zrozumiałam... Skończyłam ten chory związek chociaż tak bardzo bolało nie mogłam przestać go kochać, mimo iż okłamywał i mnie i żonę... Przyjeżdżał prosił mówił że kocha ale ja postanowiłam że nie będę dłużej się z nim spotykała, nie będę krzywdziła tej niczemu nie winnej kobiety. Byłam wtedy bardzo młoda. Teraz z upływem czasu, wiem jaki błąd zrobiłam. Miałam świadomość tego, że kiedyś zapłacę za krzywdy tej biednej dziewczyny... Po kilku latach poznałam obecnego męża, zakochałam się on od początku zdradzał, ale nie miałam niezbitych dowodów mogłam się domyślać. Wyprowadziłam się z domu, byłam w ciąży. Mąż olał mnie i dziecko do tej pory go nie widział, ja pomimo to miałam nadzieję, że się zmieni. Co dzien rano budziłam się z nadzieją ze on sie u nas pojawi ze zechce to naprawic ze sie zmieni... dla nas... Żłożył pozew rozwodowy. I pewnego dnia ta wiadomość, że mój mąż, którego tak kocham, o którym wciąż myślę, dla którego byłam gotowa wybaczyć, żyje z inną kobietą... od kilku miesięcy... Nie mieliśmy jeszcze nawet pierwszej rozprawy rozwodowej... Afiszuje się tym na prawo i lewo przed wszystkimi naszymi wspólnymi znajomymi, przyprawia mi rogi i bawi go to. To tak strasznie boli. Ten ból w klatce piersiowej jest nie do opisania...Odebrał mi nadzieję... nadzieję, która dawała mi siłę do życia. Dziewczyny nie warto być kochankami, bo wszystko co robimy wraca do nas ze zdwojoną siłą... Macie najprostszy przykład na mnie...

159

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Hej...jestem mężatką kilkanaście lat...mam kochanka od kilku lat...
Tez potrafię być mila,interesowac sie dziećmi i dogadzac mężowi..(nie tylko w łóżku)...
Nic nie zmieni jednak faktu,że to co daje mi kochanek nie da mi mąż,albo,ze wiążąc sie z kochankiem nie popadniemy w taka sama rutynę
Opinie pozostawiam Wam...ale niestety życie nie jest jak w bajkach Disneya... sad sad

160 Ostatnio edytowany przez AlaRadocha (2012-06-28 13:09:56)

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
Samotność73 napisał/a:

Hej...jestem mężatką kilkanaście lat...mam kochanka od kilku lat...
Tez potrafię być mila,interesowac sie dziećmi i dogadzac mężowi..(nie tylko w łóżku)...
Nic nie zmieni jednak faktu,że to co daje mi kochanek nie da mi mąż,albo,ze wiążąc sie z kochankiem nie popadniemy w taka sama rutynę
Opinie pozostawiam Wam...ale niestety życie nie jest jak w bajkach Disneya... sad sad

Mąż nic nie podejrzewa?
Nie będę Cię oceniać. Nie wiem jak żyje Ci się z mężem i co skłoniło Cię do tego byś miała kochanka.
My kobiety kochanek naszych mężów nie lubimy a czy być kochankami lubimy to już inna historia.
Ja nie chciałabym być zdradzana ani też nie chciałabym zdradzać. Nie jestem na miejscu żadnej. Moim zdaniem, jeśli się już zdradza to związek nie ma większego sensu i tak samo jeśli jest się zdradzaną.
Masz dwóch partnerów do łóżka. Dobrze Ci z tym? Ja czułabym się okropnie.

161

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Beato''''jak ja cie podziwiam jestes silna kobieta '''''''mnie tez maz zdradzil  po25latach malzenstwa.
Tez nieraz mysle a znajde jakiegos faceta a co''''''niech zobaczy jak to boli . Panie daj mi sile  jak piszeAnhedonia



























































t

162

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Beato''''jak ja cie podziwiam jestes silna kobieta '''''''mnie tez maz zdradzil  po25latach malzenstwa.
Tez nieraz mysle a znajde jakiegos faceta a co''''''niech zobaczy jak to boli . Panie daj mi sile  jak piszeAnhedonia



























































t

163

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Podoba mi się to określenie POMYŁKA. Zastanawiam się tylko dlaczego zawsze obwinia się'"kochankę" nigdy nie swojego partnera, sądzę że coś nie gra w związku jeśli facet szuka czegoś nowego. Może jest znudzony.Ja przeżyłam też podobną historię i też obwiniałam ją ale jemu nigdy tego nie wybaczę zawsze mam to przed oczami.

164

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Kurczę,gdybym była kochanką i otrzymała taki list to po pierwsze nie doczytałabym go do końca(bo w końcu co mnie obchodzą problemy jakiejś baby,której facet połasił się na moje atuty) a po drugie- pomyślałabym,że ona myśli o mnie non stop,obwinia mnie a nie swego męża czyli za bystra nie jest.
A gdybym jeszcze dostała linka,że list jest na forum to pomyślałabym o niej jak bardzo jest nieszczęśliwa,że szuka oparcia u zupełnie obcych i że być może ten mąż był jej jedynym sensem w życiu.I to nie dlatego jest nieszczęśliwa,że straciła męża tylko dlatego,że tak beznadziejnie poświęciła swoje życie.

165 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-03-26 12:07:09)

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

No wiesz co Gojka, lepiej bym tego sama powiedziec nie mogla!

Historia Autorki to jeden chaos, poniewaz Ona sie zachowuje nielogicznie, nieprzemyslanie, na zrywy i zero wnioskow wyciaga z tego co sie w Jej zyciu dzieje. Pomijajac te wszystkie histeryczne "wzloty i upadki" (wspolczuje dziecku ogladac ten cyrk w domu) wampirycznie kazdego chce wciagnac w wir swoich emocjonalnych potrzeb. Maz zdradzil, ale zamiast porozmawiac rozsadnie dlaczego rozporek przed inna otwieral, Autorka leci z pazurami na jego kochanke, jakby ona byla wcieleniem jakiegos seksualnego demona przed ktorym on sie obronic nie mogl. Zamiast rozwazyc co sie stalo pasywnie- agresywnie rzuca "zloty pyl przebaczenia" na meza, tak naprawde trujac mu zycie do n-tej potegi. No i rozkreca to cale pandemonium, zaslaniajac sie dobrem dziecka. Umarlabym ze smiechu, gdyby to po prostu nie bylo tragiczne.

Kobieto, Autorko, blagam: idz na jakas terapie.

166

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

witam. Super mocna kobieta tez to wszystko przerabiałam walcz ale tylko Bóg daje nam siłe walki opowiem któregoś dnia moja historie bo mam tak w sercu ,że musze sie z Wami podzielić.Świat jest skażony złem i można powiedzieć ,żę Boga Nie Ma.Zgadzam się,Boga nie ma w sercach ludzi i dlatego jest tyle zła na świecie.

167

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Nie mogę się doczekać ! smile Bóg leczy wszystko.

168 Ostatnio edytowany przez eljola (2013-07-29 20:51:10)

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
adlernewman napisał/a:

No wiesz co Gojka, lepiej bym tego sama powiedziec nie mogla!

Historia Autorki to jeden chaos, poniewaz Ona sie zachowuje nielogicznie, nieprzemyslanie, na zrywy i zero wnioskow wyciaga z tego co sie w Jej zyciu dzieje. Pomijajac te wszystkie histeryczne "wzloty i upadki" (wspolczuje dziecku ogladac ten cyrk w domu) wampirycznie kazdego chce wciagnac w wir swoich emocjonalnych potrzeb. Maz zdradzil, ale zamiast porozmawiac rozsadnie dlaczego rozporek przed inna otwieral, Autorka leci z pazurami na jego kochanke, jakby ona byla wcieleniem jakiegos seksualnego demona przed ktorym on sie obronic nie mogl. Zamiast rozwazyc co sie stalo pasywnie- agresywnie rzuca "zloty pyl przebaczenia" na meza, tak naprawde trujac mu zycie do n-tej potegi. No i rozkreca to cale pandemonium, zaslaniajac sie dobrem dziecka. Umarlabym ze smiechu, gdyby to po prostu nie bylo tragiczne.

Kobieto, Autorko, blagam: idz na jakas terapie.

Zdrada boli, więc po części nie dziwię się autorce, że zachowuje się w taki a nie inny sposób, bo wiele z nas w takiej sytuacji, byłoby skłonnych gryźć i drapać.
Jednak nie należy winić tylko i tylko i wyłącznie kochanek. Do tanga trzeba dwojga, a jak świat światem panowie szukali, szukają i szukać będą okazji do skoku w bok. Wiele żon żyje w błogim przeświadczeniu, że ich mąż nigdy w życiu. Niektóre zostaną niemile rozczarowane, inne smaku zdrady nie poznają. I "chwała" za to ich mężom. Choć sama zdrady nie pochwalam, to uważam że ta błoga nieświadomość jest lepsza. Co nam po prawdzie? po takiej prawdzie, która boli i nie chce się zagoić.
Kochanką nigdy nie byłam, nie uznaję jednorazowych skoków w bok, ale raz miałam propozycję, którą tutaj pozwolę się przytoczyć. Podchmielony mąż mojej kuzynki, tańcząc ze mną na weselu, zaproponował mi szybkie co nie co. Potraktowałam to jako mało smaczny żart i sama zbyłam żartem. Jakież było moje zdziwienie, gdy po pół roku od zdarzenia, moja kuzynka spotkawszy mnie przypadkiem, zrobiła mi awanturę, że na tym weselu, to ja próbowałam uwieść jej męża, a on - biedaczek, nie wiedział jak odeprzeć moje zaloty. Postawiłam oczy w słup i powiedzialam, żeby dobrze przyjrzała się mężowi. Rozwścieczyłam ją tym, bo przecież ona zna swojego męża i wie ... I co miałam na swoją obronę? Słowo przeciw słowu? Jak udowodnić że moja to prawda, a jego g.... prawda? Nie da się. Sumienie mam czyste, ale w oczach mojej kuzynki i części rodziny byłam tą rozpustną, przed którą trzeba strzec mężów. Jedynym moim grzechem było że z nim zatańczyłam. A on, co chciał w ten sposób osiągnąć? Do dziś nie wiem. On myślę, że zbajerował tą czy tamtą, ale o tym cicho sza, ja nie chciałam więc dostałam za swoje.
Autorka tematu wyklęła kochankę, pisała listy, nazwała ją bydle. Po co? Szkoda prądu. Winni są oboje i tak do końca nie wiadomo kto pierwszy zaczął tę zabawę? Ona czy on?
Możemy nie ulec, ale czy zawsze mamy siłę?
Niektórych coś pcha do wrażeń, a ten kto szuka zawsze znajdzie. Jest podaż, jest i popyt. Niestety płaczu, zszarpanych nerwów nie da się uniknąć.

169

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
eljola napisał/a:

Autorka tematu wyklęła kochankę, pisała listy, nazwała ją bydle. Po co? Szkoda prądu. Winni są oboje i tak do końca nie wiadomo kto pierwszy zaczął tę zabawę? Ona czy on?
Możemy nie ulec, ale czy zawsze mamy siłę?
Niektórych coś pcha do wrażeń, a ten kto szuka zawsze znajdzie. Jest podaż, jest i popyt.

Kto tak naprawdę w dzisiejszych czasach zastanawia się - ojej, a czy ja komuś czegoś złego nie robię, kiedy biorę to co chcę?
Kochanka tutaj była wyjątkowo podła, bo podszywała się za przyjaciółkę żony. Cała sytuacja chyba ją bawiła.

Ale dla mnie jest tak, że to mąż, który ma rodzinę powinien wziąć na siebie całą odpowiedzialność. Ja bym nawet nie szukała kontaktu z kochanką. To nie kochanka przysięgała mi wierność, to nie z kochanką mam dzieci, nie w kochance szukam oparcia, nie jej ufałam, nie ją kochałam. Gdyby ta mu odmówiła, znalazłby inną. I co?

Ja ukróciłam zaloty kolegi z pracy, który ma narzeczoną od 10 lat. Wygląda na to, że chciał romansu. Ja odmówiłam, ucięłam krótko po którymś tam zaproszeniu na spacer. Jest teraz niezdrowa atmosfera, krzywe spojrzenia. I co z tego? Stwierdziłam, że nie skontaktuję się z tą dziewczyną, nie powiem jej o tym - nie będę z butami wchodzila w czyjeś życie. Czy też powinnam napisac jej list, bo inaczej będę bydlęciem, a to kobiety między sobą powinny załatwiać sprawy niewiernych partnerów...?

170

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Witajcie,
jestem mężem od ponad roku. Czytam Wasze wypowiedzi. Sam nigdy nie zdradziłem żony (parą jesteśmy od 10 lat), ona mnie CHYBA też nigdy nie zdradziła. I mam kilka uwag.
1. Nie lubię zwalania wszystkiego na jedną stronę. Różne są sytuacje, ale często to kobieta "pomaga" facetowi zdradzać ją. Bo jak nazwać sytuację, kiedy po urodzeniu dziecka z seksu co dwa dni robi się seks co dwa miesiące? Facet zaczyna być tylko obrońcą domu, tym, który zarabia, pomaga w domu. W zamian otrzymuje ochłapy czułości (bo 95% dostaje dziecko). A potem kobieta jest wielce zdziwiona, że on podrywał jakieś kobiety.
2. Co w sytuacji kiedy kobieta szkoli faceta seksem? Facet pomalował ładnie pokój? "Super, może małe co nie co w sypialni" Facet wrócił o 2h za późno ze spotkania z kumplami "Nie dotykaj mnie, niech Cię przytulą Twoi koledzy".
3. Kolejna sprawa, kobiety które: zabezpieczają się gumkami, pigułkami, żelami plemnikobójczymi i jeszcze robią facetowi jazdę, że ten chce kończyć w nich. Bez przesady- KAŻDY SEKS MOŻE SIĘ SKOŃCZYĆ CIĄŻĄ. Z tym trzeba się zawsze liczyć.
Aby sprawa była jasna, zawsze zdradę potępiam, jednak ciężar odpowiedzialności nie zawsze leży tylko po jednej stronie (choć bywają sytuacje, gdzie facet jest zwykła świnią). Często winny jest tylko facet, często kobieta wręcz wpycha faceta w ramiona innej. Wielu facetów jest postawionych naprawdę w ciężkiej sytuacji. Boją się zerwania/ rozwodu, kochają drugą stronę, ale druga strona jest odpychająca, zimna, wyrachowana.
Uważam, że tak samo jak faceci mają kłopot z słuchaniem, mądrą rozmową, wczuwaniem się w przeżycia emocjonalne kobiety (potem one nie chcą seksu, bo nie czują się kochane- i tu jest wina facetów), tak samo kobiety mają problem z seksem (nie wiedzą jakie ważne to jest dla faceta, że dla nas to jest wręcz podstawa). Seks powinien być wartością samą w sobie, nie można go traktować do nagrodzenia faceta, tylko spłodzenia dziecka etc. To ma być jedność. Ja uważam, że często zastosowanie ma prosta zasada, że jak w związku jest dobrze, to jest i dobry seks.
Czekam na falę krytyki, bo domyślam się, że posypią się na mnie gromy.

171

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Powiem tylko krótko

Gamble masz rację...

A co do zdrady,to akurat nie wybaczyłam...

172

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
Gamble napisał/a:

Witajcie,
jestem mężem od ponad roku. Czytam Wasze wypowiedzi. Sam nigdy nie zdradziłem żony (parą jesteśmy od 10 lat), ona mnie CHYBA też nigdy nie zdradziła. I mam kilka uwag.
1. Nie lubię zwalania wszystkiego na jedną stronę. Różne są sytuacje, ale często to kobieta "pomaga" facetowi zdradzać ją. Bo jak nazwać sytuację, kiedy po urodzeniu dziecka z seksu co dwa dni robi się seks co dwa miesiące? Facet zaczyna być tylko obrońcą domu, tym, który zarabia, pomaga w domu. W zamian otrzymuje ochłapy czułości (bo 95% dostaje dziecko). A potem kobieta jest wielce zdziwiona, że on podrywał jakieś kobiety.
2. Co w sytuacji kiedy kobieta szkoli faceta seksem? Facet pomalował ładnie pokój? "Super, może małe co nie co w sypialni" Facet wrócił o 2h za późno ze spotkania z kumplami "Nie dotykaj mnie, niech Cię przytulą Twoi koledzy".
3. Kolejna sprawa, kobiety które: zabezpieczają się gumkami, pigułkami, żelami plemnikobójczymi i jeszcze robią facetowi jazdę, że ten chce kończyć w nich. Bez przesady- KAŻDY SEKS MOŻE SIĘ SKOŃCZYĆ CIĄŻĄ. Z tym trzeba się zawsze liczyć.
Aby sprawa była jasna, zawsze zdradę potępiam, jednak ciężar odpowiedzialności nie zawsze leży tylko po jednej stronie (choć bywają sytuacje, gdzie facet jest zwykła świnią). Często winny jest tylko facet, często kobieta wręcz wpycha faceta w ramiona innej. Wielu facetów jest postawionych naprawdę w ciężkiej sytuacji. Boją się zerwania/ rozwodu, kochają drugą stronę, ale druga strona jest odpychająca, zimna, wyrachowana.
Uważam, że tak samo jak faceci mają kłopot z słuchaniem, mądrą rozmową, wczuwaniem się w przeżycia emocjonalne kobiety (potem one nie chcą seksu, bo nie czują się kochane- i tu jest wina facetów), tak samo kobiety mają problem z seksem (nie wiedzą jakie ważne to jest dla faceta, że dla nas to jest wręcz podstawa). Seks powinien być wartością samą w sobie, nie można go traktować do nagrodzenia faceta, tylko spłodzenia dziecka etc. To ma być jedność. Ja uważam, że często zastosowanie ma prosta zasada, że jak w związku jest dobrze, to jest i dobry seks.
Czekam na falę krytyki, bo domyślam się, że posypią się na mnie gromy.

Brawo, mądrze i prawdziwie napisane. Popieram w 100%
nie rozumiem co można by było tutaj skrytykować, a sorry wiem. Zaraz wszystkie zdradzone i te które w przyszłości zostaną zdradzone napiszą "Co to za brednie, winnym zdrady jest tylko ten, który zdradza.". taaa, jasne.

Pozdrawiam

173

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
Gamble napisał/a:

Witajcie,
jestem mężem od ponad roku. Czytam Wasze wypowiedzi. Sam nigdy nie zdradziłem żony (parą jesteśmy od 10 lat), ona mnie CHYBA też nigdy nie zdradziła. I mam kilka uwag.
1. Nie lubię zwalania wszystkiego na jedną stronę. Różne są sytuacje, ale często to kobieta "pomaga" facetowi zdradzać ją. Bo jak nazwać sytuację, kiedy po urodzeniu dziecka z seksu co dwa dni robi się seks co dwa miesiące? Facet zaczyna być tylko obrońcą domu, tym, który zarabia, pomaga w domu. W zamian otrzymuje ochłapy czułości (bo 95% dostaje dziecko). A potem kobieta jest wielce zdziwiona, że on podrywał jakieś kobiety.
2. Co w sytuacji kiedy kobieta szkoli faceta seksem? Facet pomalował ładnie pokój? "Super, może małe co nie co w sypialni" Facet wrócił o 2h za późno ze spotkania z kumplami "Nie dotykaj mnie, niech Cię przytulą Twoi koledzy".
3. Kolejna sprawa, kobiety które: zabezpieczają się gumkami, pigułkami, żelami plemnikobójczymi i jeszcze robią facetowi jazdę, że ten chce kończyć w nich. Bez przesady- KAŻDY SEKS MOŻE SIĘ SKOŃCZYĆ CIĄŻĄ. Z tym trzeba się zawsze liczyć.
Aby sprawa była jasna, zawsze zdradę potępiam, jednak ciężar odpowiedzialności nie zawsze leży tylko po jednej stronie (choć bywają sytuacje, gdzie facet jest zwykła świnią). Często winny jest tylko facet, często kobieta wręcz wpycha faceta w ramiona innej. Wielu facetów jest postawionych naprawdę w ciężkiej sytuacji. Boją się zerwania/ rozwodu, kochają drugą stronę, ale druga strona jest odpychająca, zimna, wyrachowana.
Uważam, że tak samo jak faceci mają kłopot z słuchaniem, mądrą rozmową, wczuwaniem się w przeżycia emocjonalne kobiety (potem one nie chcą seksu, bo nie czują się kochane- i tu jest wina facetów), tak samo kobiety mają problem z seksem (nie wiedzą jakie ważne to jest dla faceta, że dla nas to jest wręcz podstawa). Seks powinien być wartością samą w sobie, nie można go traktować do nagrodzenia faceta, tylko spłodzenia dziecka etc. To ma być jedność. Ja uważam, że często zastosowanie ma prosta zasada, że jak w związku jest dobrze, to jest i dobry seks.
Czekam na falę krytyki, bo domyślam się, że posypią się na mnie gromy.

To wszystko prawda (a to, że pewne kobiety nie pozwalają kończyć partnerom w sobie - to jest jakas dziecinada, ja nie wiem... Gimnazjum niemalże.)
Ale tutaj temat dotyczy tego, że żona współwini kochankę męża za zdradę.
Z Twojego posta wynika, że winna może być każda strona związku, lub też oboje - zgoda.
Ale nie ta trzecia/ten trzeci! Oczywiście moralność tej osoby jest inną kwestią, ale za zdradę można winić siebie, można partnera, ale nie kochankę!

To jest jak gdyby wylać na kogoś zupę i zamiast winić siebie za czyn, lub kogoś, że biegał wkoło stołu - wini się zupę, że była wystarczająco mokra i płynna by zaplamić...

174

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Paulina ogólnie się zgadzam z Twoją wypowiedzią, kochanka/ kochanek jeżeli nie sa w związku nie sa wobec nikogo winni.
Z drugiej strony jest jedna sytuacja gdy są współwinni, wtedy kiedy x nie podrywa potencjalnego kochanka, to kochanek sam sie pcha, owszem x nie musi ulegać, a jak ulegnie to też jest winny, ale kochanka/ kochanek także, bo to jego działania spowodowały zdradę, były pierwszym bodźcem.

175

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
PaulinaZ napisał/a:
Gamble napisał/a:

Witajcie,
jestem mężem od ponad roku. Czytam Wasze wypowiedzi. Sam nigdy nie zdradziłem żony (parą jesteśmy od 10 lat), ona mnie CHYBA też nigdy nie zdradziła. I mam kilka uwag.
1. Nie lubię zwalania wszystkiego na jedną stronę. Różne są sytuacje, ale często to kobieta "pomaga" facetowi zdradzać ją. Bo jak nazwać sytuację, kiedy po urodzeniu dziecka z seksu co dwa dni robi się seks co dwa miesiące? Facet zaczyna być tylko obrońcą domu, tym, który zarabia, pomaga w domu. W zamian otrzymuje ochłapy czułości (bo 95% dostaje dziecko). A potem kobieta jest wielce zdziwiona, że on podrywał jakieś kobiety.
2. Co w sytuacji kiedy kobieta szkoli faceta seksem? Facet pomalował ładnie pokój? "Super, może małe co nie co w sypialni" Facet wrócił o 2h za późno ze spotkania z kumplami "Nie dotykaj mnie, niech Cię przytulą Twoi koledzy".
3. Kolejna sprawa, kobiety które: zabezpieczają się gumkami, pigułkami, żelami plemnikobójczymi i jeszcze robią facetowi jazdę, że ten chce kończyć w nich. Bez przesady- KAŻDY SEKS MOŻE SIĘ SKOŃCZYĆ CIĄŻĄ. Z tym trzeba się zawsze liczyć.
Aby sprawa była jasna, zawsze zdradę potępiam, jednak ciężar odpowiedzialności nie zawsze leży tylko po jednej stronie (choć bywają sytuacje, gdzie facet jest zwykła świnią). Często winny jest tylko facet, często kobieta wręcz wpycha faceta w ramiona innej. Wielu facetów jest postawionych naprawdę w ciężkiej sytuacji. Boją się zerwania/ rozwodu, kochają drugą stronę, ale druga strona jest odpychająca, zimna, wyrachowana.
Uważam, że tak samo jak faceci mają kłopot z słuchaniem, mądrą rozmową, wczuwaniem się w przeżycia emocjonalne kobiety (potem one nie chcą seksu, bo nie czują się kochane- i tu jest wina facetów), tak samo kobiety mają problem z seksem (nie wiedzą jakie ważne to jest dla faceta, że dla nas to jest wręcz podstawa). Seks powinien być wartością samą w sobie, nie można go traktować do nagrodzenia faceta, tylko spłodzenia dziecka etc. To ma być jedność. Ja uważam, że często zastosowanie ma prosta zasada, że jak w związku jest dobrze, to jest i dobry seks.
Czekam na falę krytyki, bo domyślam się, że posypią się na mnie gromy.

To wszystko prawda (a to, że pewne kobiety nie pozwalają kończyć partnerom w sobie - to jest jakas dziecinada, ja nie wiem... Gimnazjum niemalże.)
Ale tutaj temat dotyczy tego, że żona współwini kochankę męża za zdradę.
Z Twojego posta wynika, że winna może być każda strona związku, lub też oboje - zgoda.
Ale nie ta trzecia/ten trzeci! Oczywiście moralność tej osoby jest inną kwestią, ale za zdradę można winić siebie, można partnera, ale nie kochankę!

To jest jak gdyby wylać na kogoś zupę i zamiast winić siebie za czyn, lub kogoś, że biegał wkoło stołu - wini się zupę, że była wystarczająco mokra i płynna by zaplamić...

No nie do końca. Facet wie w co się pakuje (nawet ten zdesperowany). Kobiety są różne, i faktycznie niektóre wchodzą w romans z bezmyślności, inne z chęci odbicia faceta (najgorszy typ) inne nie wiedzą, że facet miał żonę, albo wierzą facetowi, który mówi "to wszsytko skończone, to jest "papierowe" mażeństwo".
Powiem krótko, gdyby w małżeństwie było wszystko OK (miłość i czułość na codzień, wspólne śniadania i kolacje przynajmniej w weekendy, dzieci ważne, ale NAJWAŻNIEJSZY współmałżonek, poza tym czasami jakaś drobna niespodzianka, dążenie do pokoju w związku a nie ciągłę unoszenie się honorem, prawdziwa przyjaźń między małżonkami, regularny seks, częste rozmowy o wszystkim i niczym) to 95% facetów nigdy nie skusiłoby się na najpiękniejszą kochankę. (te 5% to zdarzenia przy alkoholu tudzież ludzie manipulanci, egoiści najgorszej maści).
To samo się tyczy facetów, ciężko dziwić się, że kobieta w małżeństwie szuka przyjaciela, który będzie chciał z nią być, rozmawiać z nią, będzie ją adorować, nie będzie jej zmuszać do orala czy anala jak ona tego nie lubi itp. Ona szuka tego co kiedyś miała, a czego pewnie od wielu lat czy miesięcy nie zaznała.

Moja konkluzja jest taka: Dbajmy z całych sił o nasze małżeństwa, dawajmy z siebie 100% każdego dnia, niech ZAWSZE najważniejszy będzie współmałżonek a reszta przyjdzie sama. Wtedy ani Brad Pitt ani Anglina Jolie nie rozwalą takiego związku. Takie jest małżeństwo moich rodziców. Ideał niedościgniony.

176

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
Nirvanka87 napisał/a:

kochanka/ kochanek także, bo to jego działania spowodowały zdradę, były pierwszym bodźcem.

No właśnie - bodźcem. A bodźców jest cała masa. Wszędzie. Ja zwykle nie winię bodźca - gorącego garnka, na który moją reakcją jest cofnięcie paluszka.
Na bodźce - czyli podryw potencjalnej kochanki/a słuszną reakcją jest wycofanie.
Jeśli na bodziec - podrywacza reaguję - mam okazję, okazja czyni złodzieja - to oznacza, że a) ze mną jest cos nie tak, b) w moim związku jest cos nie tak - tzn. mój partner pcha mnie w ramiona tamtego osobnika.

Nie ma opcji c1) pt. on był tak seksowny, że nie mogłam się oprzeć bądź c2) zwodził mnie nikczemnik, nie wiedziałam kiedy mnie zaspokoił...
Jeśli wszystko w moim związku jest ok, a ja nie mam potzreby szukania potwierdzenia swojej atrakcyjności, to jakkolwiek seksowny, manipulatorski byłby bodziec nie będzie on przyczyną zdrady. Nie będzie winny.

177

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
PaulinaZ napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:

kochanka/ kochanek także, bo to jego działania spowodowały zdradę, były pierwszym bodźcem.

No właśnie - bodźcem. A bodźców jest cała masa. Wszędzie. Ja zwykle nie winię bodźca - gorącego garnka, na który moją reakcją jest cofnięcie paluszka.
Na bodźce - czyli podryw potencjalnej kochanki/a słuszną reakcją jest wycofanie.
Jeśli na bodziec - podrywacza reaguję - mam okazję, okazja czyni złodzieja - to oznacza, że a) ze mną jest cos nie tak, b) w moim związku jest cos nie tak - tzn. mój partner pcha mnie w ramiona tamtego osobnika.

Nie ma opcji c1) pt. on był tak seksowny, że nie mogłam się oprzeć bądź c2) zwodził mnie nikczemnik, nie wiedziałam kiedy mnie zaspokoił...
Jeśli wszystko w moim związku jest ok, a ja nie mam potrzeby szukania potwierdzenia swojej atrakcyjności, to jakkolwiek seksowny, manipulatorski byłby bodziec nie będzie on przyczyną zdrady. Nie będzie winny.

jeżeli ktoś podrywa zajętą osobą to jest współwinny zdrady, natomiast jeżeli ktoś ulegnie bo ma ochotę i jest świadomy całej sytuacji zajętej osobie to nie jest winny zdrady, on niczego nie proponował tylko skorzystał z wypaczonego zachowania zdradzającego. To moje zdanie.

178

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
Nirvanka87 napisał/a:

jeżeli ktoś podrywa zajętą osobą to jest współwinny zdrady, natomiast jeżeli ktoś ulegnie bo ma ochotę i jest świadomy całej sytuacji zajętej osobie to nie jest winny zdrady, on niczego nie proponował tylko skorzystał z wypaczonego zachowania zdradzającego. To moje zdanie.

Nie wiem czy dobrze zrozumiałam - rozgraniczasz opcje, czy ew. kochanek podjudzał czy nie podjudzał do zdrady? Czy namawiał osobę w związku na romans, czy tylko skorzystał z rozlożonych nóg?

179

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

tak rozróżniam to. bo gdy potencjalna kochanka podjudza tzn, ze ona jest tym czynnikiem zapalny, oczywiście facet nie musi od razu do niej leciceć jednak jak poleci to oboje są winni

Natomiast jeżeli to facet pierwszy leci i podrywa inną kobietę to on na wstępie jest winny zdrady. A ta kobieta jeżeli facet jej się podoba dlaczego ma nie skorzystać? Jak nie z nią zdradzi to z jakąś inną, ten typ tak ma.

(oczywiście tak samo jest w sytuacji gdy to kobieta szuka sobie kochanka/ jest podrywana przez potencjalnego kochanka)

180

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
Nirvanka87 napisał/a:

....jeżeli ktoś podrywa zajętą osobą to jest współwinny zdrady, ....

Zdrada może dotyczyć tylko i wyłącznie partnerów. Dla osób trzecich to nie jest żadna zdrada. Nie muszę wiedzieć, ani interesować się, jaki jest status osoby którą podrywam. Jeśli już się interesuję, to wyłącznie w celu oszacowania, czy sie w ogóle opłaca do panny startować, bo związane poganiają zdecydowanie częściej. Lepiej więc poszukać wolnej - lepszy współczynnik wysiłku do efektu.

181

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

ja nie napisałam,że taka osoba zdradza, tylko, że jest współwinna zdrady, bo miała ona miejsce  z jej inicjatywy.

182 Ostatnio edytowany przez eljola (2013-08-03 15:07:13)

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
PaulinaZ napisał/a:
eljola napisał/a:

Autorka tematu wyklęła kochankę, pisała listy, nazwała ją bydle. Po co? Szkoda prądu. Winni są oboje i tak do końca nie wiadomo kto pierwszy zaczął tę zabawę? Ona czy on?
Możemy nie ulec, ale czy zawsze mamy siłę?
Niektórych coś pcha do wrażeń, a ten kto szuka zawsze znajdzie. Jest podaż, jest i popyt.

Kto tak naprawdę w dzisiejszych czasach zastanawia się - ojej, a czy ja komuś czegoś złego nie robię, kiedy biorę to co chcę?
Kochanka tutaj była wyjątkowo podła, bo podszywała się za przyjaciółkę żony. Cała sytuacja chyba ją bawiła.

Ale dla mnie jest tak, że to mąż, który ma rodzinę powinien wziąć na siebie całą odpowiedzialność. Ja bym nawet nie szukała kontaktu z kochanką. To nie kochanka przysięgała mi wierność, to nie z kochanką mam dzieci, nie w kochance szukam oparcia, nie jej ufałam, nie ją kochałam. Gdyby ta mu odmówiła, znalazłby inną. I co?

Ja ukróciłam zaloty kolegi z pracy, który ma narzeczoną od 10 lat. Wygląda na to, że chciał romansu. Ja odmówiłam, ucięłam krótko po którymś tam zaproszeniu na spacer. Jest teraz niezdrowa atmosfera, krzywe spojrzenia. I co z tego? Stwierdziłam, że nie skontaktuję się z tą dziewczyną, nie powiem jej o tym - nie będę z butami wchodzila w czyjeś życie. Czy też powinnam napisac jej list, bo inaczej będę bydlęciem, a to kobiety między sobą powinny załatwiać sprawy niewiernych partnerów...?

My kobiety czasem za bardzo ufamy swoim partnerom, nawet przez myśl niektórym nie przejdzie, że mąż kręci na boku swoje własne lody. Nie warto nikogo uświadamiać. Wcześniej przytoczyłam jeden incydent z mojego życia. Jakieś dwa lata temu przytrafił mi się kolejny. Razem rośliśmy, razem się bawiliśmy. On młodszy ciut ode mnie. Traktowałam go jak dobrego kolegę. Czasem spotykaliśmy się na wspólnym grilowaniu. Delikatnie dał mi do zrozumienia, że moglibyśmy coś wspólnie przeżyć. Nigdy nie patrzyłam na niego pożądliwie i nie dawałam powodów do zainteresowania sobą. Nie bardzo wiedziałam jak się zachować, nie mam zbyt wielu znajomych, chciałam utrzymać tę znajomość, a bałam się że mogłabym urazić jego żonę, gdy jej o tym powiem. Ona bardzo mu ufa. A facet, hm, ten jest jak kot zawsze spadnie na cztery łapy.  Przez dłuższy czas mówiłam - nie. W końcu się odczepił. Mieszkam blisko, wiedzę go prawie co dzień i nie wiele mi umknie. Zauważyłam, że znalazł pocieszenie w ramionach bliskiej koleżanki, mojej znajomej. Mieszkam w małym środowisku więc wieść gminna szybko niesie. Doszło to również do uszu jego żony. Wiecie jak podsumowała rewelacje o swoim mężu - " znam mojego męża i wiem, że nigdy by mnie nie zdradził, ludzi chyba kole w oczy że żyjemy zgodnie, że stanowimy szczęśliwą rodzinę".
I co miałam ją uświadamiać, że jej mąż nie aż taki wierny? że mnie kiedyś czynił awanse? Nie uwierzyłaby Sms-y od niego wykasowałam, po co zaśmiecać telefon, a gdybym je miała nie potrafiłabym ich użyć. 
Ona jest szczęśliwa ze swoją niewiedzą.
Wyznaję zasadę nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe, na szczęście nie często mam niemoralne propozycje.
Najlepiej w takiej sytuacji być jak trzy mądre małpy - nic nie widziałam, nic nie słyszałam, nic nie powiem.
Sumienie niech gryzie winnych. Jak znam życie nie gryzie, bo są w euforii i na swój sposób się rozgrzeszają sami.

Nie warto pisać, żony moich zalotników ślepo ufają swoim mężom, z tym że o ile drugi milczy po odparciu zalotów, pierwszy obrócił je przeciwko mnie. Nie będąc bydlęciem, dla jednej jestem - ironia. Takie jest życie. Sumienie mamy czyste i to się liczy.

183

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Osoba która zdradza zawsze będzie zdradzać
Najgorszy jest ten pierwszy raz dowiedzieć się o zdradzie, bo to boli
Jak związek trwa dalej to kolejne zdrady bolą mniej
Osoba zdradzana pozwala na te skoki w bok, a ten lub ta która zdradza musi się bardziej pilnować
Ja osobiście nie daje 2 szansy, raz podjęta decyzja o zdradzie jest wiążąca

184

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Obciążanie winą kobiety-kochanki ma mniej wiecej tyle samo sensu, jak obciążanie sprzedawczyni w sklepie z wódką za alkoholizm męża. Wszak gdyby mu suka jedna nie sprzedawała flaszki dzień w dzień, to byłby całkiem spoko chłop. Nie czyń suko wódczana, co tobie niemiłe - chyba nie chcialabyś codziennie po pysku dostawać od nachlanego samca. Dlaczego mu wódkę sprzedajesz?

Cała powyższa patetyczna spychologia wygląda na megahipokryzję. Na zrzut własnej winy za rozpad relacji na kogo popadnie. Kochanka jest najbliżej, więc na nią najłatwiej. Ona wszak przysięgała wierność etc.

Jak dla mnie autorka wątku dowiodła jedynie, że myślenie u niej przebiega niezupełnie poprawnie. Najłatwiej własną odpowiedzialność zrzucić jak najdalej od siebie - więc nawet nie na głównego odpowiedzialnego.

Rzyć.

185

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Zgodzę się po części z kolegą wyżej , związek to są 2 osoby. Więc w śród nich trzeba odnaleźć winnych.

186

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Franz - nie da się po części wysiąść z jadącego pociągu. smile
(...bo to zła kobieta była...)

187

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
N4VV napisał/a:

Franz - nie da się po części wysiąść z jadącego pociągu. smile
(...bo to zła kobieta była...)

Nie rozumiem z tym pociągiem?
Wyjaśnij mi

188

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
franz napisał/a:
N4VV napisał/a:

Franz - nie da się po części wysiąść z jadącego pociągu. smile
(...bo to zła kobieta była...)

Nie rozumiem z tym pociągiem?
Wyjaśnij mi

Hehe... no żebym pamiętał o co mi chodziło... widać nic istotnego. smile

189

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Mój Boże,co za żałosna dyskusja.Beato nie obwinia się kochanki czy też kochanka tylko swojego partnera,nie ma takiej pokusy,której w tym przypadku kochajacy i wierny facet mógł się oprzeć !  NIE MA !!!
I nie winna tu kochanka jaka by nie była WINIEN jest tylko Twój mąż !!!
To dziwny mechanizm,który zdradzonemu karze wybaczać,usprawiedliwiać obwiniając kogos innego ! To śmieszne i niedorzeczne.Rozumiem,że próbujesz wybaczyć partnerowi,ok Twoja sprawa i Twoja dobra wola ale nie kosztem tamtej,bo tamta była tylko pionkiem w grze,która podjął Twój mąż.TO ON CIĘ ZDRADZIŁ !!!
Opowiem pewną historię,jak tylko uda mi się znaleźć dłuższą chwilę...może zatytułuję ją  "Pięć lat ściemy"

190

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Jak zwykle faceci nie wiedzą co to miłość i przywiązanie mylą pożądanie z miłością i przyjaźnią

191 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-06 16:49:18)

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA
Gamble napisał/a:

Witajcie,
jestem mężem od ponad roku. Czytam Wasze wypowiedzi. Sam nigdy nie zdradziłem żony (parą jesteśmy od 10 lat), ona mnie CHYBA też nigdy nie zdradziła. I mam kilka uwag.
1. Nie lubię zwalania wszystkiego na jedną stronę. Różne są sytuacje, ale często to kobieta "pomaga" facetowi zdradzać ją. Bo jak nazwać sytuację, kiedy po urodzeniu dziecka z seksu co dwa dni robi się seks co dwa miesiące? Facet zaczyna być tylko obrońcą domu, tym, który zarabia, pomaga w domu. W zamian otrzymuje ochłapy czułości (bo 95% dostaje dziecko). A potem kobieta jest wielce zdziwiona, że on podrywał jakieś kobiety.
2. Co w sytuacji kiedy kobieta szkoli faceta seksem? Facet pomalował ładnie pokój? "Super, może małe co nie co w sypialni" Facet wrócił o 2h za późno ze spotkania z kumplami "Nie dotykaj mnie, niech Cię przytulą Twoi koledzy".
3. Kolejna sprawa, kobiety które: zabezpieczają się gumkami, pigułkami, żelami plemnikobójczymi i jeszcze robią facetowi jazdę, że ten chce kończyć w nich. Bez przesady- KAŻDY SEKS MOŻE SIĘ SKOŃCZYĆ CIĄŻĄ. Z tym trzeba się zawsze liczyć.
Aby sprawa była jasna, zawsze zdradę potępiam, jednak ciężar odpowiedzialności nie zawsze leży tylko po jednej stronie (choć bywają sytuacje, gdzie facet jest zwykła świnią). Często winny jest tylko facet, często kobieta wręcz wpycha faceta w ramiona innej. Wielu facetów jest postawionych naprawdę w ciężkiej sytuacji. Boją się zerwania/ rozwodu, kochają drugą stronę, ale druga strona jest odpychająca, zimna, wyrachowana.
Uważam, że tak samo jak faceci mają kłopot z słuchaniem, mądrą rozmową, wczuwaniem się w przeżycia emocjonalne kobiety (potem one nie chcą seksu, bo nie czują się kochane- i tu jest wina facetów), tak samo kobiety mają problem z seksem (nie wiedzą jakie ważne to jest dla faceta, że dla nas to jest wręcz podstawa). Seks powinien być wartością samą w sobie, nie można go traktować do nagrodzenia faceta, tylko spłodzenia dziecka etc. To ma być jedność. Ja uważam, że często zastosowanie ma prosta zasada, że jak w związku jest dobrze, to jest i dobry seks.
Czekam na falę krytyki, bo domyślam się, że posypią się na mnie gromy.

Od tego jest aborcja w Czechach, chcesz dziecko licz się z brakiem seksu panie hipokryta.
Pan nie masz instynktu macierzyńskiego a pewnie w razie rozwodu chciał byś dziecko oczywiście gdyby nie miało roczku tylko najlepiej 5-6 lat lub więcej.

Nirvanka87 napisał/a:

Brawo, mądrze i prawdziwie napisane. Popieram w 100%
nie rozumiem co można by było tutaj skrytykować, a sorry wiem. Zaraz wszystkie zdradzone i te które w przyszłości zostaną zdradzone napiszą "Co to za brednie, winnym zdrady jest tylko ten, który zdradza.". taaa, jasne.
Pozdrawiam

Tyle że to idzie także w druga stronę pozdrawiam.

Nirvanka87 napisał/a:
PaulinaZ napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:

kochanka/ kochanek także, bo to jego działania spowodowały zdradę, były pierwszym bodźcem.

No właśnie - bodźcem. A bodźców jest cała masa. Wszędzie. Ja zwykle nie winię bodźca - gorącego garnka, na który moją reakcją jest cofnięcie paluszka.
Na bodźce - czyli podryw potencjalnej kochanki/a słuszną reakcją jest wycofanie.
Jeśli na bodziec - podrywacza reaguję - mam okazję, okazja czyni złodzieja - to oznacza, że a) ze mną jest cos nie tak, b) w moim związku jest cos nie tak - tzn. mój partner pcha mnie w ramiona tamtego osobnika.

Nie ma opcji c1) pt. on był tak seksowny, że nie mogłam się oprzeć bądź c2) zwodził mnie nikczemnik, nie wiedziałam kiedy mnie zaspokoił...
Jeśli wszystko w moim związku jest ok, a ja nie mam potrzeby szukania potwierdzenia swojej atrakcyjności, to jakkolwiek seksowny, manipulatorski byłby bodziec nie będzie on przyczyną zdrady. Nie będzie winny.

jeżeli ktoś podrywa zajętą osobą to jest współwinny zdrady, natomiast jeżeli ktoś ulegnie bo ma ochotę i jest świadomy całej sytuacji zajętej osobie to nie jest winny zdrady, on niczego nie proponował tylko skorzystał z wypaczonego zachowania zdradzającego. To moje zdanie.

To nielogiczne on przysięgał wierność, ona nic nie przysięgała.

kubasinska napisał/a:

Mój Boże,co za żałosna dyskusja.Beato nie obwinia się kochanki czy też kochanka tylko swojego partnera,nie ma takiej pokusy,której w tym przypadku kochajacy i wierny facet mógł się oprzeć !  NIE MA !!!
I nie winna tu kochanka jaka by nie była WINIEN jest tylko Twój mąż !!!
To dziwny mechanizm,który zdradzonemu karze wybaczać,usprawiedliwiać obwiniając kogos innego ! To śmieszne i niedorzeczne.Rozumiem,że próbujesz wybaczyć partnerowi,ok Twoja sprawa i Twoja dobra wola ale nie kosztem tamtej,bo tamta była tylko pionkiem w grze,która podjął Twój mąż.TO ON CIĘ ZDRADZIŁ !!!
Opowiem pewną historię,jak tylko uda mi się znaleźć dłuższą chwilę...może zatytułuję ją  "Pięć lat ściemy"

To mechanizm naiwnych kobiet, faceci rzadko tak reagują i od nich trzeba brać przykład.
Co ważniejsze to oni są łowcami, my kobiety najczęściej jesteśmy ofiarami zaborczych samców, no ja i kilka innych zołz są na tym forum wyjątkami ale to kropla w morzu sad

192

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

"Jesli w zwiazku jest dobrze to jest i dobry seks"
Zgadzam sie w 100 %

193

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Nie wierzę, że związek można uratować, jest to oszukiwanie się. Po zdradzie, bedzie za jakiś czas następna.... Miłość jest jedna... albo jest,  albo są rozpaczliwe, straszne wysiłki aby utrzymać iluzję, wyobrażenia.... wygodny układ... Praca nad ratowaniem związku to wymysł terapeutów. Jeśli prawdziwa miłość do jednej osoby zniknie raz, to już nigdy nie powróci... Czy można się zakochać w jednej osobie kilka razy?

194

Odp: LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Witam serdecznie po 3 latach. Ja nabrałam do tego wszystkiego dystansu. Śmiać mi się chce z siebie, z mojego męża kochanki oraz obecnej nowej kobiety tzw konkubiny. ALE ŚMIEJE SIĘ RÓWNIEŻ Z WIELU WYPOWIEDZI KTÓRE OTRZYMAŁAM OD WAS. czasami myślę ze tutaj siedzą same rozżalone i niedowartościowane osoby. Powiem tak ponieważ ten post śledzi konkubina mojego exa i czyta z przejęciem jaka to ja podlą kobieta jestem i wierzy facetowi we wszystko co jej powie, nie chce się wypowiadać i dementować plotek podejrzeń lub szukać winowajców. Jak wam wygodnie biorę to na klatę to ja jestem silna to ja jestem szczęśliwa to ja mam klasę. Powinnam z kwiatami do tamtej pójść bo nie wiedziałam z kim żyje a teraz wiem. Byłam załamaną nie miałam pracy straciłam poczucie rzeczywistości. ALE TERAZ JESTEM SZCZĘŚLIWA !! I proszę skończcie dyskusje nie płaczmy nad rozlanym mlekiem. karmicie się tu dziewczyny cudzym nieszczęściem ale żałujecie albo wyśmiewacie. Żadna z was nie wie co może ja spotkać. Ostrożnie z ocenami. Zycie płata figle. Mam w sobie tyle siły dzięki temu. Pozdrawiam moja druga przyjaciółkę konkubinę. Ciesz się niunia puki możesz. Ja wiem ze będziesz płakać. Niech każdy z nas żyje tak aby nie krzywdził innych to wszystko, świat będzie piękniejszy. pozdrawiam

Posty [ 131 do 195 z 195 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » LIST DO KOCHANKI MĘŻA

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026