No więc dlaczego był w stanie mnie rzucić? Przecież chyba jak się kogoś kocha to nawet mając gorszy dzień nie mówi się takich rzeczy, prawda? Sama nie wiem co mam robić. Niby teraz jest dobrze, ale wg mnie to tylko taka "cisza przed burzą" dopóki znowu go coś nie wkurzy...;/
Podobne tematy
Cześć jestem tu nowa. Kilka dni temu rzucił mnie chłopak. Byliśmy razem 2.5 roku a ja mam prawie 18 lat. Kochalam go bezgranicznie, wspólne plany marzenia, do ostatniego dnia mówił mi że mnie kocha ale nie układa się między nami, chciałam to naprawić być lepsza sama nie wiem, ale on nie chciał zostawił mnie samą. Jestem zupełnie rozbita, nie widze dalszego sensu życia. Wszyscy na około trąbią że jestem super laska i że kogoś znajdę.. tylko co to mi da, co da mi uroda kiedy całe wnętrze zalewa się łzami rozpaczy? mam przyjaciół którzy mnie wspierają, mam rodziców, braci... wszyscy dodają mi sił, ale kiedy czytam te wasze historie to tracę jakąkolwiek nadzieje. Wszyscy pisza, ze to nie mija, że się juz nie można zakochać, i tego najbardziej się boję, że nie zapomnę i co wtedy? będę całe życie sama choć dopiero mam 18 lat? To była pierwsza miłośc dlatego tak boli, tak mi się wydaję, czy jest ktoś kogo historia zakończyła się dobrze? pomocy !
Heh początek historii brzmi zupełnie jak moja, pierwsza, tzn. może nie pierwsza, ale na pewno PRAWDZIWA miłość, do ost dnia mówił, że kocha, a potem rzucił.....czułam to samo co Ty, z tym, że on się potem opamiętał...ale ciekawe na jak długo. Boję się, że dołączę do Twojego grona...
Kiedy się rozstaliście?? Ile on ma lat??
Może przemyśli całą sytuację, zobaczy że brakuje mu Cb i postanowi wrócić. Ale czy Ty wtedy będziesz w stanie kochać go nadal tak jak wcześniej??
hej jestem tu po raz pierwszy...co mam myślec o tym...odeszlam od chlopaka bo niedawal mi do konca tego czego oczekiwalam ale mialam nadzieje ze moze przemysli co robi i bedziemy ze soba....nieodzywalismy sie do siebie kolo tygodnia ale musialam sie odezwac do niego bo trzeba bylo poodawac sobie wszystko i pogodzic sie z tym ze chlopak niewalczy o ten zwiazek.odpisal bardzo milo nagle zaczol pisac slac buziaczki itd po klki dniach spotkalismy sie by poodawac rzeczy....byl mily szukal kontaktu itd nawet powiedzial slowa,,dziekuje przepraszam,kocham;;mowil ze niechcial wcale by tak sie skonczylo ze hce miec ze mna kontakt itd wiec w duchi cieszylam sie ze jednak przemysl sprawe i juz bedzie super ale neistety,nasteonego dnia oświadczyl ze chce byc wsparciem cche mi pomagac ze wie ze mi zalezy ale nuestety niebedziemy razem ale....to niepozeganie na zawsze i ze przeprasza za wszystko ze czuje sie rozdarty......po czym juz nastepnego dnia takie rozdarty znalazl sie chyba jednoczesnie na wszystkich portalach spolecznosciowych(wie ze i tak wszystko widze i czytam)zachowuje sie jakby nic go niezabolalo jakby byl wreszcie szczesliwy pisze koelzankom mile słowka itd....wiec po co byla tak szopka....ze chce byc ze mna skoro nastepnego zmienil zdanie...i stwierdzil niechce cie ranic ale rani bo bedac tak obecnym wszedzie swiadomie sadze wbija mi nozyk w plecy i czuje tak-ja zerwalam a on tak odwrocil sytuacje by to on byl gora ,on zerwal a ja mam sie meczyc,prosze o jakas rade.
ps jest to dobry chlopak grzeczny wiec dziwi mnie bardzo to co teraz robi jakby cchial mi dac nauczke teraz pograc na moich uczuciach