Witam..
Jestem facetem...
Zapewne pelno juz bylo tutaj takich tematów, ale jak wiadomo kazdy przypadek jest troche inny..
Wszystko zaczelo się ok 4 lata temu.. To byla piekna beztroska milosc.. Ona kochala mnie.. ja ją.. bez opamietania. Klotnie sie zdarzaly, ale to zazwyczaj takie blachostki.. Planowalismy za ok 3 lata sie pobrac.. (kupa czasu, ale bylismy przekonani ze bedziemy ze soba na zawsze)
Problemy zaczely sie z pol roku temu.. (dodam ze nie mieszkamy razem) Wszystko polegalo na tym, ze bylem bardzo zazdrosny. Nie chcialem by chodzila sama na imprezy z kolezankami, kontrolowalem ją typu przegladanie smsow itd.. pytalem o kazdego chlopaka z ktorym gadała, ale ona podobno byla mi wierna.. Jak wiadomo wszystko to i inne prowadzily do klotni.. klocilismy sie strasznie.. i ja sie obrazalem i sie nie odzywalem.. po czym przepraszala mnie szybki seks i juz ok... Znowu wszyscy usmiechnieci.. Ona twierdzila ze obrazam sie bez powodów, aczkolwiek ja jakies tam powody widzialem.. (teraz wiem ze bylem glupi..) I tak w sumie co tydzien byla klotnia i godzenie sie. Mimo tego wszystkiego mowilismy sobie, ze sie kochamy i nie potrafimy zyc bez siebie.
Miesiac temu zrobilo sie juz tak zle ze ona zaczela mowic o rozstaniu.. ja zeby nie byc gorszym (a zalezalo mi na niej strasznie) tez mowilem ze moze sie rozstanmy.. I znowu powtorka.. mowila o rozstaniu, a nadal jej zalezalo na mnie bardzo mocno i ze teskni ciagle i nie potrafi beze mnie zyc.. 3 tygodnie temu przegladajac telefon (czego nie robilem dosc dawno) zobaczylem kogos smiesznie zapisanego.. pytam kto to jest? Odpowiedziala mi ze jej kolezanka, ktorej nie znam i czasami pisza i rozmawiaja ze soba.. 2 tygodnie temu przyszla do mnie i jak zwykle tam cos porobilsmy itd.. i ja mowie do niej daj mi telefon (cos mnie natknelo by spytac ja o tamta kolezanke) wzialem telefon i pytam jeszcze raz "Kto to jest?" uparcie przez 5 minut ze kolezanka.. wkoncu gdy chcialem zadzwonic pod ten numer rzucila sie na mnie i wyrwala mi go i zaczela krzyczec... Doszlo do malej szarpaniny(nie... nie bilem jej tylko chcialem wyrwac telefon) po czym krzyknela glosno ze to chlopak, z ktorym pisze raz na miesiac o sprawach studenckich! i bala mi sie powiedziec bo wiedziala ze bede zly jak z pisze z chlopakiem.. oczywiscie 0 dowodow na to ze tylko o tym z nim pisala;/ Jeszcze ani razu mnie nie oszukala.. poczulem sie strasznie.. Ona stanela jak wryta i powiedzialem ze nie chce jej znac.. Bylo jej bardzo przykro.. pisala mi i w ogole ze glupio wyszlo, az wkoncu napisala ze ona nie chce ze mna byc, ze to nie ma sensu ona juz nic do mnie nie czuje.. nie czuje tej bliskosci itd. Ja sie zalamalem i pojechalem do niej... po dlugiej rozmowie przyznala mi sie do kolejnej rzeczy, ze chodzila sobie po imprezach nie mowiac mi o tym.. wybuchlem... rzucalem wszystkim co bylo pod reka.. Ona kamienna twarz i jakby to bylo takie.. "no sory nie chcialam" Jakos po godzinie sie uspokoilem.. wytlumaczyla mi ze ona chciala sie rozerwac wkoncu ze nic zlego nie zrobila ze wiedziala ze to wyjdzie wkoncu.. ze powinna mi powiedziec a wyszlo gorzej.. WYBACZYLEM i chcialem bysmy wrocili do siebie... ona ze nie... ze ona nie chce sie znowu denerwowac, ze od pol roku czuje ze cos jest nie tak... ze nie teskni juz za mna tak jak kiedys.. (a 3 tygodnie wczesniej mowila mi ze my nie potrafimy bez siebie zyc) i ze juz nie da sie nic zrobic...
Jestem strasznie w niej zakochany.. jestem raczej osoba twarda... a tym razem poprostu sie rozplakalem jak dziecko... nigdy mi sie to nie zdarzylo... mimo wszystko ona nie chciala byc ze mna.. dodam ze gdy sie przytulilem do niej to zaproponowala mi seks, ale taki kolezenski.... Pozniej na 3 dzien znowu... aczkolwiek dalej nie chciala byc ze mna i mowila caly czas ze chce byc sama, ze ona nic do mnie nie czuje, i sie w sumie zastanowi co dalej.. na kazde pytanie odpowiadala mi "nie wiem" Zaproponowala mi wspolnego sylwestra... zgodzilem sie.. ale to wszystko tak po kolezensku.. No wiec dalem jej ten czas na zastanowienie, ale ze jestem nerwowy to pisalem przez caly czas smsy.. ze ja kocham, ze nie potrafie bez niej zyc, ze nie znajde lepszej (odpowiadala mi ze znajde lepsza...) ze sie zmienie, ze bede lepszy... komplementow co nie miara... No i... po tym zastanowieniu napisala ze jednak chce byc sama bo nic do mnie nie czuje, nie widzi ratunku, najlepiej zebym o niej zapomnial...
Ja po wielu godzinach meczenia jej i proszenia wyblagalem, ze da mi szanse jeszcze raz... ale ona wie ze i tak bedzie tak samo.. do tego ja moge sie starac a ona i tak nic nie czuje wiec to bez sensu, bo z jej strony raczej nie bedzie super.. W ogole ona nie chce sie starac. I to jest wszystko na próbe i mamy sie zadko spotykac... mam nie naciskac i ona nic nie obiecuje..
Wiem ze ma wielu adoratorow... ale twierdzi przekonanie ze nie chodzi o innego..
Kocham ja strasznie mocno... mowilem juz do niej wszystkie komplementy jakie sa... to tylko powiedziala ze mece jej w glowie i ze ja to robie na pokaz, a pozniej i tak bedzie tak samo..
I juz wkoncu nie wiem;( czy ona naprawde w tak krotkim okresie przestala cokolwiek czuc do mnie? Mowi ze to wszystko byla monotonnia.. ze bylismy tylko przyzwyczajeni do siebie. Ale pdoobno nie potrafila beze mnie zyc... a teraz obrot.. Chce byc sama aczkolwiek jakos dala mi ta szanse...
I ja teraz prosze Was o jakies pomoce.. nie wiem propozycje.. co moge zrobic by poczula cos do mnie na nowo... Czy da sie to naprawic wszystko? Czy ta szansa jest tylko po to abym sie odczepil? a moze jednak ona cos czuje... nie wiem.. jestem tylko facetem nie znam kobiet ;( myslalem ze ja znam... a sie mylilem... Jestem kompletnie zalamany.. Nie potrafie sobie radzic z takimi rzeczami.... a najgorsze jest to ze nie mam z kim nawet o tym porozmawiac... do psychologa nie pojde, bo nie... pomozcie.. doradzcie...
Wszystko jest troche jakby w skrocie, nie ma wszystkiego wyjasnionego, ale mam nadzieje ze zrozumiale
Sory za bledy, Czekam na odpowiedzi i jakies pytania..
Pozdrawiam..