Dzieci niech ma ten, kto naprawdę tego pragnie. Ja wokół widzę "trend" na dziecko, strach przed opinią społeczeństwa, jakąś... powinność. A potem różnie to wychodzi, gdy dziecko przechodzi z rąk jednej niani do drugiej, tudzież non stop siedzi u dziadków bo rodzice pracują do późna.
Podobne tematy
Ja wokół widzę "trend" na dziecko, strach przed opinią społeczeństwa, jakąś... powinność.
Przyznam, że ja widzę raczej odwrotny trend.
ja nie chce, wiem ze nie bylabym dobra matka, mam zwierzaki
Serio? w jakiej części Polski?
Bo wśród moich znajomych, rodziny, znajomych moich znajomych, rodziny, itede., to jakaś plaga- te baby boomy. 1-2 dzieci, rodzice pracują cały dzień, dziecko od najmłodszych lat żłobek/niania, potem przedszkole/ dziadkowie i tyle mają z dzieci.
dlatego ja podejmując decyzję o dzieciach wiedziałam że na kilka lat zrezygnuje z pracy,bo nie po to się na nie zdecydowałam żeby od 4 miesiąca życia większość czasu spędzały w żłobku,z nianią lub babcią która czasami jest po prostu zmuszona przez własne dzieci do zajmowania się wnukami
wiem niektórzy mają taką sytuację że dziecko musi wylądować w tym żłobku,nie krytykuje ich -ale ja zrezygnowałam z pracy i wynagrodzenia za nią po to aby dzieci miały matke w domu,co nie oznacza że moje życie kręci sie tylko wokół nich ![]()
a chcę , ale góra dwójkę. Oczywiście płeć nie gra roli, bo są plusy i minusy żeńskiej i męskiej..
wiem po sobie, że córki są straszne
byłam straszną córką, więc nie chce mieć takiego dziecka, haha ![]()
generalnie boję się porodu, mama mówiła, ze boli cholernie, ale wsszystko jest do zniesienia..
kieydś myślałam nad adopcją, ale nie wiem czy byłabym w stanie pokochać nie swoje dziecko JAK SWOJE.
Ja powtórzę- uważam, że w tym momencie dziecko byłoby tragedią- nie dojrzałam do roli matki, mam jak na razie inne plany- są to moje marzenia. Wiem, że marzenia realizować można nawet będąc matką, ale...
Chcę mieć dzieci, na pewno nie teraz, tylko jak stwierdzę, że jestem gotowa. Też widzę ten trend tudzież "powinność" posiadania potomstwa.
Wpasowuję się swoją wypowiedzią w słowa brzydulli, czy luc o świadomym macierzyństwie.
Chciałem, mam i myślimy o kolejnym.
nie wierzę że widzę tyle kobiet które nie chcą miec dzieci,to dołujące
Każdy ma (jeszcze) prawo do podejmowania decyzji najlepszych w swoim życiu i życie każdego człowieka jest inne. Nie mogłabym jako wielka miłośniczka zwierząt zachęcać i namawiać każdego człowieka by wziął ze schroniska po dwa albo trzy psy, bo wiem, że nie każdy ma do tego warunki- jakiekolwiek. ......
Serio? w jakiej części Polski?
Bo wśród moich znajomych, rodziny, znajomych moich znajomych, rodziny, itede., to jakaś plaga- te baby boomy. 1-2 dzieci, rodzice pracują cały dzień, dziecko od najmłodszych lat żłobek/niania, potem przedszkole/ dziadkowie i tyle mają z dzieci.
Pisząc o odwrotnym trendzie miałam na myśli nie sam fakt posiadania dzieci, ale to co pisałaś o presji społecznej czy rodzinnej, o jakiejś powinności. TEGO nie widzę.
A w jakiej części Polski? Kraków.
Na czym to opieram? Na rozmowach ze znajomymi moich dzieci, studentami etc.
Jeżeli naprawdę chce się coś osiągnąć to posiadanie dzieci tego nie uniemożliwia. Trochę utrudnia, fakt, ale nie uniemożliwia.
Moimi dziećmi żadne z dziadków się nie zajmowało.
luc a kto się zajmował Twoimi dziećmi, gdy byłaś zajęta pracą?
No widzisz, u mnie widzę a trend nazywa się "Byle przed trzydziestką".
Catwoman dziećmi zajmowaliśmy się na zmianę z mężem, czasem była zatrudniana opiekunka, potem przedszkole, które dzieciom w pewnym wieku "dobrze robi" bo dzieci uczą się współżycia z innymi.
Wakacje zawsze razem. Ale żadne wczasy bo tego nie znoszę. Albo góry, albo wspólne żeglowanie lub kajakowanie. Nie jakiś hardcore tylko dopasowany do wieku. No może czasem ciut więcej
(bo tak niektórzy określali zabieranie dzieci w wysokie góry lub na jacht czy kajak). Uczenie dzieci życia zgodnego z naturą było czymś fantastycznym.
Trend "byle przed trzydziestką" jest zrozumiały z medycznego punktu widzenia.
Z powodu jakichś presji społecznych czy rodzinnych już nie. Byle nie po pięćdziesiątce ![]()
274 2013-01-04 14:36:00 Ostatnio edytowany przez lena812 (2013-01-04 14:39:16)
Trend "byle przed trzydziestką" jest zrozumiały z medycznego punktu widzenia.
z medycznego punktu widzenia zgodzę się z luc
pierwsze dziecko urodziłam w wieku 20 lat,drugie prawie 30,ogromna różnica jeśli chodzi o przebieg ciąży,porodu itd jakby nie było młodszy organizm lepiej znosi ciążę,chociaż nie powiem że problemy sie nie zdarzają
Trend "przed 30tką" jest zrozumiały, ale nie za wszelką cenę. Dziewczyny, które znam zaryzykowały karierę, dały wymówienia z pracy lub zaczęły ciągnąć kilka srok za ogon nie mogąc podołać. Nie wiem czy to jest mądre, ale z tego co widzę średnio bo jak pisałam pozachodziły w ciążę przed tą magiczną 30tką, ale żeby miały dla swych dzieci czas, to bym nie powiedziała. Raczej przybyło im obowiązków i powodów do frustracji. No ale dziecko mają!
Ja nie bede miala dzieci bo wiem ze nie mam na nie czasu i bardziej mnie rozczula maly kotek czy piesek niz bobas i nic na to nie poradze a nie chce byc matka bez uczuc jak moja ktora "wpadla" majac 30 lat i mi to powiedziala, nigdy nie bylam przytulana, czulam dystans, nie chce zeby moje dziecko przez to przechodzilo a wiem ze malemu dziecku nie potrafie okazac uczuc, wiem ze moglabym je bic bo placz strasznie mnie wnerwia nawet dziecka sasiadow, uwazam ze to bardzo odpowiedzialne z mojej strony zeby nie miec dzieci. Na szczescie moj partner podziela moje zdanie.
Tegan mam podobnie
I już wiem, ze moim powołaniem jest raczej opiekować się zwierzętami ![]()
Coś za coś, nie można mieć wszystkiego naraz. Jednak jeśli ktoś przedkłada kariere ponad rodzicielstwo to powinien wytrwać w tym założeniu bo nie będzie odpowiedzialnym rodzicem. Kluczem jest samoświadomość potrzeb i ich hierarchia.
lena super ze mozecie sobie pozwolic na to zebys sobie przez kilka lat siedziala w domu
Nie kazdego stac na taki luksus.
luc a kto sie zajmowal waszymi dziecki jak te mialy wakacje ze szkoly czy przedszkola a wy nie mogliscie przeciez wziac dwoch miesiecy platnego urlopu? Nie jestem uszczypliwa, na serio mnie to interesuje. Bo ja przykladowo nie mam mozliwosci zadnych babci czy dzadkow poprosic o pomoc. I nie mam nawet tyle urlopu w roku zeby wziac dwa miechy i siedziec z dziecmi w domu. A nie zostawie 3 latka samego w domu, nie?
BabaJaga i Cat slusznie prawia o "trendzie" lub "presji". Zwlaszcza to ostatnie...
Nikogo z was, tych po slubie bezdzietnych nie zapytano kiedy zamierzacie sie rozmnazac i dlaczego jeszcze z tym czekacie? ![]()
Nas sie pytaja czesto i z duzym naciskiem.
To jest wlasnie ta presja (musze miec dziecko, bo jak nie to cos ze mna nie tak)
280 2013-01-04 14:53:07 Ostatnio edytowany przez luc (2013-01-04 15:11:34)
Trend "przed 30tką" jest zrozumiały, ale nie za wszelką cenę. Dziewczyny, które znam zaryzykowały karierę, dały wymówienia z pracy lub zaczęły ciągnąć kilka srok za ogon nie mogąc podołać. Nie wiem czy to jest mądre, ale z tego co widzę średnio bo jak pisałam pozachodziły w ciążę przed tą magiczną 30tką, ale żeby miały dla swych dzieci czas, to bym nie powiedziała. Raczej przybyło im obowiązków i powodów do frustracji. No ale dziecko mają!
Frustracja z czasem minie, pracę znajdą, obowiązki z czasem się zmniejszą, a jak napisałaś:"dziecko już mają".
Ja "karierę" zaryzykowałam - nie straciłam (tak, mogło być inaczej).
Tak, byłam zestresowana godząc wychowanie dzieci z pracą zawodową moją i męża. Szybko stres minął.
Tu jest jeszcze jeden ważny element - ojciec dzieci, nasz partner. Ja mam męża partnera w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zapewne dlatego było mi łatwiej.
Natomiast na pewno nie zdecydowałabym się na urodzenie dzieci przed skończeniem studiów. Studia były wymagające więc nie chciałam.
Ale moja przyjaciółka urodziła dwójkę dzieci w czasie studiów (tych samych co ja), potem jeszcze jedno i jest tylko "jeden krok" za mną (i to zapewne nie z powodu ilości dzieci lecz rozejścia się z mężem - alkoholikiem).
Jasne, że nie za wszelką cenę.
Sadie nie przyjmuję tego jako uszczypliwość ![]()
Ja też nigdy nie miałam możliwości skorzystania (nawet gdybym chciała) z pomocy dziadków.
Może moja sytuacja nie jest typowa bo oboje z mężem mamy możliwość "manewrowania" czasem zawodowym.
Żadne z nas nie pracuje od 8 do 15. Nie oznacza to, że pracujemy mniej (powiedziałabym nawet, że więcej) ale daje to możliwość dopasowania pracy zawodowej do innych obowiązków.
Mąż pracuje na uniwersytecie więc ma możliwość dostosowania swojego grafiku do moich obowiązków zawodowych.
Poza tym, jak już wcześniej pisałam, czasem była konieczność zatrudnienia opiekunki.
luc a ja sie upre i nadal bede wiercic ![]()
A jak to wygladalo w wakacje? ![]()
Tez mam meza partnera, tu nie jest problemem ze on pije, bije i tylko by walil gruche (sorki)
Ale nawet nasze polaczone sily w tym wypadku nie dalyby rady.
Haha
No moje i mojego męża również
Ani finansowo ani logistycznie ![]()
Edytowałam swój wcześniejszy post i odpowiedziałam.
Logistycznie - problemu nie było.
Finansowo - były wydatki z tym związane, to oczywiste. Do przeżycia.
Edytowałam swój wcześniejszy post i odpowiedziałam.
Logistycznie - problemu nie było.
Finansowo - były wydatki z tym związane, to oczywiste. Do przeżycia.
Odpisalam szybciej niz ty edytowalas ![]()
Ja pracuje na czasie elastycznym wiec tez moge manewrowac grafikiem. Ale moj maz nie. On pracuje 5-14
a ja mimo calej elastycznosci nie moge wziac wszystkich dni w tygodniu tak zebym pracowala po 14 bo obowiazuja mnie core hours.
Sadie dlatego pisałam, że miałam łatwiej. Ale tylko w sensie logistycznym bo ilość pracy się nie zmniejsza, a wręcz przeciwnie, czasem się nawarstwia.
Sposobów na zorganizowanie opieki nad dziećmi jest naprawdę sporo. Trzeba tylko trochę inwencji rodziców.
Jeżeli oboje rodzice nie mogą się logistycznie zgrać to w takich sytuacjach pomaga opiekunka.
Zresztą przedszkoli też wszystkich na wakacje nie zamykają. Zdarzało mi się wozić dzieci do przedszkoli w dalszej części miasta.
Pamiętam Młodego (gdy miał 5 lat) siedzącego na wykładach na uniwersytecie (sama też w dzieciństwie byłam przez Ojca w taki sposób "zaopiekowana").
Sposobów jest mnóstwo.
nie kazdy musi miec dzieci. Naprawde sporo ludzi nie ma i tyle. z roznyc przyczyn - nie chca, nie moga, nie maja partnera itp. kazdy niech zyje jak chce i innym nic do tego. A dzieci jak to dzieci, zazwyczaj dorastaja i ida swoja droga. I po dzieciach. ;-)
nie wierzę że widzę tyle kobiet które nie chcą miec dzieci,to dołujące
Dlaczego dołujące?
czemu jestesmy dolujace?
no wlasnie? ja tam nie widze zeby moj narzeczony byl zdolowany haha:D
nie wierzę że widzę tyle kobiet które nie chcą miec dzieci,to dołujące
Ja nie wierzę, że widzę tyle kobiet, które CHCĄ mieć dzieci LOL ![]()
291 2013-01-04 20:06:13 Ostatnio edytowany przez Jaga Baba07 (2013-01-04 20:16:23)
nie wierzę że widzę tyle kobiet które nie chcą miec dzieci,to dołujące
A gdzie Ty je widzisz? Aż tak dużo ich jest?
Ja za trzy dni kończę 23 lata i świadomie oznajmiam- dziecka teraz mieć nie chcę, bo mam na razie inne priorytety. To są cele młodej dziewczyny, która jak na razie chce zdobywać świat, podróżować, spełnić marzenie o nurkowaniu z butlą, dostać się do policji. Potem można myśleć o rodzinie. Z dzieckiem byłoby to trudne- i finansowo, i organizacyjnie.
Studia, pasje, a potem rodzina.
Też na moich licencjackich studiach dwie dziewczyny wpadły. Jedna mówi, że czasu by nie cofnęła, bo synek jest najwspanialszą osobą, jakoś daje radę. Podziwiam ją. Niby, jak skończy studia, nie będzie musiała bać się o znalezienie pracy, itd. Ale dziecko w czasie nauki to duży trud.
To chyba lepiej, że ktoś wie, że dzieci nie chce mieć i nie ma, niż gdyby ślepo dążył do tego "byleby urodzić, bo rodzina dziwnie patrzy", nieważne czy to świadoma decyzja, czy nie, ale byleby było. A potem- "Zajmujcie się dziadkowie, ciocie- Wy tego chcieliście, to była Wasza decyzja, my tylko spełniliśmy Waszą zachciankę."
Bardzo Samotny, myślę, że jednak lepiej już nie mieć wcale dzieci niż potem ich nie kochać. Choć pewnie w większości przypadków nawet dzieci z początku niechciane się kocha, znam całkiem sporo osób, które nie były planowane, a żyją szczęśliwe w swoich rodzinach.
Przykre jest jednak, jak się nie chce dzieci z własnej wygody, a potem z wiekiem, gdy rodzina i mąż/żona umierają, zostaje się samotnym a przez to często nieszczęśliwym, z pretensjami do świata. Oczywiście życzę osobom planującym bezdzietność, żeby ich to nigdy nie spotkało ![]()
Przykre jest jednak, jak się nie chce dzieci z własnej wygody, a potem z wiekiem, gdy rodzina i mąż/żona umierają, zostaje się samotnym a przez to często nieszczęśliwym, z pretensjami do świata. Oczywiście życzę osobom planującym bezdzietność, żeby ich to nigdy nie spotkało
Posiadanie dzieci nie gwarantuje że się nie zostanie samotnym na starość. Mogą wyjechać do Australii czy nawet na drugi koniec Polski i przyjadą tylko żeby przyjąć spadek jak umrzesz. Życzę oczywiście tym planującym dzieci żeby ich to nie spotkało bo to dopiero jest przykrość.
Brzydulla ależ oczywiście, że posiadanie dzieci nie gwarantuje niczego. Może poza przedłużeniem rodu (przynajmniej o jedno pokolenie) ![]()
Jednak nie znam osób (choć zapewne takie istnieją), które w konkretnym celu posiadają dzieci.
W imię wygody rezygnujecie z macierzyństwa...
Brzydulla ależ oczywiście, że posiadanie dzieci nie gwarantuje niczego. Może poza przedłużeniem rodu (przynajmniej o jedno pokolenie)
Jednak nie znam osób (choć zapewne takie istnieją), które w konkretnym celu posiadają dzieci.
Ale to jeden ze sztandarowych argumentów tych co nas krytykują: a kto wam szklankę wody na starość poda?
W imię wygody rezygnujecie z macierzyństwa...
My nie lubimy dzieci i niczego co jest z nimi związane więc nie rezygnujemy z niczego co miałoby jakąkolwiek wartość dla nas.
allegra90 napisał/a:Przykre jest jednak, jak się nie chce dzieci z własnej wygody, a potem z wiekiem, gdy rodzina i mąż/żona umierają, zostaje się samotnym a przez to często nieszczęśliwym, z pretensjami do świata. Oczywiście życzę osobom planującym bezdzietność, żeby ich to nigdy nie spotkało
Posiadanie dzieci nie gwarantuje że się nie zostanie samotnym na starość. Mogą wyjechać do Australii czy nawet na drugi koniec Polski i przyjadą tylko żeby przyjąć spadek jak umrzesz. Życzę oczywiście tym planującym dzieci żeby ich to nie spotkało bo to dopiero jest przykrość.
To przecież kwestia wychowania. Jak się wychowa człowieka, który nie ma szacunku wobec starszych, któremu wpoi się, że starszy, potrzebujący człowiek, to niepotrzebny mebel, którego można odstawić do domu starców, to oczywiście, że potem dziecko wyjedzie i rodziców będzie mieć gdzieś. Tak jak ci rodzice mieli gdzieś swoją rodzinę- mamę, tatę, czy też dziadków. Trzeba pamiętać, że młodzi ludzie chłoną wszystko, obserwują i wyciągają wnioski.
Jeżeli rodzina ma w głębokim poważaniu seniorów, to i młodzi będą tak samo postępować.
W imię wygody rezygnujecie z macierzyństwa...
Te, Samotny, a Ty jesteś tatą? Nick na to nie wskazuje.
To co? Mam w wieku 22 lat zachodzić w ciążę- rzucić studia, marzenia byleby spełnić obowiązek wobec kraju i "zwiększyć" przyrost?
299 2013-01-05 17:15:06 Ostatnio edytowany przez Bardzo Samotny (2013-01-05 17:17:56)
nie jestem,to twoja sprawa co mnie to obchodzi;p
300 2013-01-05 17:19:22 Ostatnio edytowany przez Jaga Baba07 (2013-01-05 17:22:14)
po co te nerwy,nie wyżywaj się na mnie;p
Ja się nie denerwuję
.
Uogólniasz.
Ostatnio wypowiedziało się kilka kobiet, które nie chcą mieć wcale dzieci, ale nie generalizuj.
Chyba, że to prowokacja z Twojej strony?
nie jestem,to twoja sprawa co mnie to obchodzi;p
No właśnie, więc czemu uogólniasz?
Nie napisałam, że nie chcę, ale że teraz nie chcę.
A inne dziewczyny dobrze, że wypowiadają się w tym temacie i chwała im za to, że nie dążą za wszelką cenę do macierzyństwa, skoro tego nie chcą. Nie poddają się presji ze strony otoczenia.
Prowokacja niby po co....
Bardzo Samotny nie generalizuj. Pewno są osoby, które rezygnują z macierzyństwa z powodu wygody (nawet na tym forum są takie głosy). Są też osoby, które dzieci nie chcą mieć bo ich nie lubią, bo im przeszkodziłoby to w realizacji planów itd.
Czy to smutne? Dla mnie nie. Uważam, że lepiej aby takie osoby dzieci nie miały, wolę świadome macierzyństwo.
Brzydulla napisałam, że takie osoby zapewne istnieją. Argument ze szklanką wody mnie też nie przekonuje.
Jak wyżej wspomniałam, wolę świadome macierzyństwo, a także takie , za które nie oczekuje się żadnych profitów.
Przynajmniej jedno z moich dzieci ma w planach wyjazd na inny kontynent, co budzi we mnie ambiwaletne uczucia, ale go wspieram. Moim jedynym "profitem" z posiadania dzieci jest i będzie ich szczęście.
O szklankę wody zadbam sama.
To przecież kwestia wychowania. Jak się wychowa człowieka, który nie ma szacunku wobec starszych, któremu wpoi się, że starszy, potrzebujący człowiek, to niepotrzebny mebel, którego można odstawić do domu starców, to oczywiście, że potem dziecko wyjedzie i rodziców będzie mieć gdzieś. Tak jak ci rodzice mieli gdzieś swoją rodzinę- mamę, tatę, czy też dziadków. Trzeba pamiętać, że młodzi ludzie chłoną wszystko, obserwują i wyciągają wnioski.
Jeżeli rodzina ma w głębokim poważaniu seniorów, to i młodzi będą tak samo postępować.
A to niekoniecznie to taka prosta zależność. Bo czasem np z dwójki rodzeństwa, niby taki sam przykład i wychowanie dostali, a jednak jedno wyrasta na kryminalistę a drugie na uczciwego człowieka.
Czy posiadanie dzieci to jakaś kara? Bo takie nasuwa się pytanie...
Że dziecko to jakiś tam element, w sumie stojący w hierarchii dość nisko. Po karierze, zarabianiu kasy, ustatkowaniu się, podróżach, hobby...
Poznałem wiele matek i zawsze mawiały - to mój skarb, to coś co spotkało najlepszego... Dodam, że nie uznaję się za przedłużenie pokolenia, a za normalnego człowieka który będzie podporą dla starszego rodzica, który przynosi radość i zadowolenie.
Również uznaję, że każdy ma prawo nie lubić i nie chcieć, nie powinien wtedy mieć dziecka. Bo będzie krzywdził.
Czy posiadanie dzieci to jakaś kara? Bo takie nasuwa się pytanie...
Poznałem wiele matek i zawsze mawiały - to mój skarb, to coś co spotkało najlepszego...
Również uznaję, że każdy ma prawo nie lubić i nie chcieć, nie powinien wtedy mieć dziecka. Bo będzie krzywdził.
Własnie o to chodzi.
Jedni chcą mieć dzieci i dla nich to skarb, inni zupełnie przeciwnie. Pozwólmy każdemu żyć jak lubi bez wyzywania się od patologii i będzie OK.
Czy posiadanie dzieci to jakaś kara? Bo takie nasuwa się pytanie...
Że dziecko to jakiś tam element, w sumie stojący w hierarchii dość nisko. Po karierze, zarabianiu kasy, ustatkowaniu się, podróżach, hobby...
Odpowiem za siebie.
Nie, to nie kara, ale uważam, że na pewne rzeczy przychodzi odpowiedni czas. W tej chwili w mojej hierarchii rodzina, czy dziecko nie są na pierwszym planie. O dziecku mogę myśleć, kiedy osiągnę pewną stabilizację zawodową. A przecież każdy ma prawo do marzeń i celów, które niekoniecznie są związane z prokreacją. Prokreację zostawiam na odpowiedni dla mnie czas.
Poznałem wiele matek i zawsze mawiały - to mój skarb, to coś co spotkało najlepszego...
Zapewne tak jest. Przeciętna, normalna kobieta, która rodzi dziecko, uważa je za swój skarb, coś najlepszego- moja mama też tak o mnie mówi. Zapewne, gdy sama nią zostanę, też będę tak mówić.
Dodam, że nie uznaję się za przedłużenie pokolenia, a za normalnego człowieka który będzie podporą dla starszego rodzica, który przynosi radość i zadowolenie.
Przedłużanie pokolenia było w czasach, gdy w Polsce istniała monarchia...
W moich wizjach zawsze widzę mamę- nawet gdybym miała się wyprowadzić, nie wyobrażam sobie, że mama miałaby być gdzieś daleko...Chciałabym, żeby była blisko, bo ma tylko mnie. Na razie jest kobietą w pełni wieku, sił, ale za kilkadziesiąt lat może się to zmienić. Kto jej wtedy pomoże? Oczywiście, że ja, bo ją kocham, jak nikogo innego. Jeszcze babcię kocham tak samo mocno.
Zdecydowanie żadnych dzieci.
Nie jestem materiałem na matkę.
Zdecydowanie żadnych dzieci.
Nie jestem materiałem na matkę.
Dlaczego nie jesteś?
309 2013-01-05 20:06:49 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-01-05 20:08:37)
Uważam wychowywanie dzieci za stratę energii, i czasu, które wole poświęcić na coś innego.
Jestem absolutnie zajęta swoją karierą. Podobna do mojej babki pod tym względem, która była baletnicą, zrobiła sobie czwórkę dzieci, które biła, bo uważała je za powód zmarnowanej kariery.
Ogromnie nie lubię straty czasu, obecność dzieci mnie stresuję, wolę spędzać czas na tym co lubię.
Strasznie boje się raka, jeszcze kilka miesięcy temu ktoś bliski znów umarł mi na raka, ale gdybym miała wybierać dziecko albo rak, to zdecydowanie wybrałabym chorobę.
I to wszystko sprawia, że byłabym złą matką, w dodatku biłabym tego dzieciaka i go nie kochała.
Wychodzę z założenia, że trzeba być odpowiedzialnym, a nie robić dzieci, bo wszyscy sobie robią.
Mam sporą dozę wyobraźni (która pozwala mi wykonywać zawód) i cena jaką jest umieranie w samotności, lub chorowanie w samotności, chociaż jest ceną wysoką, to zdecydowanie wartą zapłacenia.
310 2013-01-05 20:08:31 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-05 20:10:07)
Przeciętna, normalna kobieta, która rodzi dziecko, uważa je za swój skarb, coś najlepszego
Nie, ja bym tak nie uważała. Wkurzałby mnie ciązowy brzuch (lubię być szczupła), wkurzałby mnie ryk (lubię ciszę, lubię pospać w nocy), wkurzałby mnie gówniarz który na wszystko mówi nie i jak nie dasz mu tego czego chce to drze się jakby go ze skóry obdzierali, nie lubię bawić się klockami ani oglądać bajek...
Jestem nienormalna?
PS. Poza tym podpisuję się pod tym co napisała przedmówczyni.
Jaga Baba07 napisał/a:Przeciętna, normalna kobieta, która rodzi dziecko, uważa je za swój skarb, coś najlepszego
Nie, ja bym tak nie uważała. Wkurzałby mnie ciązowy brzuch (lubię być szczupła), wkurzałby mnie ryk (lubię ciszę, lubię pospać w nocy), wkurzałby mnie gówniarz który na wszystko mówi nie i jak nie dasz mu tego czego chce to drze się jakby go ze skóry obdzierali, nie lubię bawić się klockami ani oglądać bajek...
Jestem nienormalna?
A jesteś kobietą, która urodziła dziecko? Przecież nie masz dzieci. Ja pisałam o kobietach, które urodziły dzieci. Przeciętna matka najbardziej kocha swoje dziecko.
Ty jesteś kobietą, która wie, że dziecka nie chce i tego się trzymasz. Więc ten post nie był skierowany do Ciebie, ponieważ nie jesteś matką.
312 2013-01-05 20:25:53 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-01-05 20:26:07)
Mogłoby się tak zdarzyć żebym urodziła. Gdybym np. była mniej uparta i uległa presji rodziny... Nie sadzę jednak że to by zmieniło moje uczucia do dzieci.
Uważam wychowywanie dzieci za stratę energii, i czasu, które wole poświęcić na coś innego.
Jestem absolutnie zajęta swoją karierą. Podobna do mojej babki pod tym względem, która była baletnicą, zrobiła sobie czwórkę dzieci, które biła, bo uważała je za powód zmarnowanej kariery.
Ogromnie nie lubię straty czasu, obecność dzieci mnie stresuję, wolę spędzać czas na tym co lubię.
Strasznie boje się raka, jeszcze kilka miesięcy temu ktoś bliski znów umarł mi na raka, ale gdybym miała wybierać dziecko albo rak, to zdecydowanie wybrałabym chorobę.
I to wszystko sprawia, że byłabym złą matką, w dodatku biłabym tego dzieciaka i go nie kochała.
Wychodzę z założenia, że trzeba być odpowiedzialnym, a nie robić dzieci, bo wszyscy sobie robią.
Mam sporą dozę wyobraźni (która pozwala mi wykonywać zawód) i cena jaką jest umieranie w samotności, lub chorowanie w samotności, chociaż jest ceną wysoką, to zdecydowanie wartą zapłacenia.
Czy kiedykolwiek biłaś dzieci? Pytam, bo piszesz, że biłabyś dziecko, nie kochała, że wolałabyś raka niż dziecko... Czy dziecko gorsze niż śmiertelna choroba? Ja nie sądzę...
To że ktoś bił, chyba nie znaczy, że Ty będziesz biła i odreagowywała? Prawda?
brzydulla mogę Cię zapytać, czy jesteś w jakimś związku czy to małżeństwo czy cokolwiek innego?
Miałam taką znajomą, która wypowiadała się o dzieciach z równie dużą nienawiścią. I wiesz z czego to wynikało? Z tego, że kiedyś tam chciała mieć dziecko, mąż bardzo ją zranił i zostawił, a potem już nie miała potencjalnego tatusia. Od tamtego momentu wszystkie dzieci chodzące po ziemi były bachorami, gówniarzami i innymi wyplutkami niepotrzebnie chodzącymi po ziemi.
Co do samego wątku - tak, chcę mieć dziecko, może nawet dwójkę. Wiem, że mój facet jest w stanie spokojnie utrzymać naszą potencjalną trójkę, kiedy ja z dzieckiem byłabym przez jakiś czas w domu. Fakt - nie mieszkamy w Polsce i to może mieć na to wpływ.
Nie chciałabym decydować się na więcej dzieci z prostego względu - sama pochodzę z wielodzietnej rodziny, byłam najstarszym dzieckiem i wiem, jak to wygląda. Owszem, moim rodzicom udało się wszystko pogodzić, choć nie ukrywam, że czasem było ciężko. Decyzja o macierzyństwie była raczej przypadkowa, na początku siły musieli połączyć dziadkowie, lecz z czasem wypracowali sobie taką stabilizację finansową, że pomoc dziadków (jeżeli chodzi o pieniądze) nie była już potrzebna. Po latach myślę sobie, że jest fajnie - mam dużo rodzeństwa, do którego zawsze mogę się zwrócić o pomoc, a kiedy przyjeżdżam do rodzinnego domu nadal czekają na mnie dwa małe bąble, dla których jestem najwspanialszą siostrą na świecie, kiedy przychodzą święta jest pełno, rodzinnie, ciepło... ALE wiem, ile kosztowało to mnie, jako najstarsze dziecko. Nie miałam czasu na bycie dzieckiem, bo a to trzeba pomóc młodszej siostrze w odrobieniu lekcji, a to później ugotować obiad, bo rodzice pracują, a to odebrać brata z przedszkola. Nie mam o to żalu, bo mam wspaniałą rodzinę, ale traktuję to jako przestrogę na przyszłość dla mnie.
Macierzyństwo to, domniemam, fantastyczna sprawa, ale z umiarem i nie kosztem swoich własnych ambicji i celów życiowych, bo bardzo często potem rodzi się frustracja i negatywne emocje wobec dziecka, które 'zepsuło' nam nasze wymarzone życie, a tak naprawdę niczemu nie jest winne...
Nie jestem w zadnym związku.
I nigdy nikt nie zawiódł moich nadziei na posiadanie dziecka.
Nigdy nie czułam się dobrze w obecności dzieci. Nie mam tak ja niektóre z moich koleżanek- jak jest jakieś niemowlę w towarzystwie to aż piszczą żeby je potrzymać na rękach. Nie umiem z nimi rozmawiać 'po dziecinnemu'. Nie umiem się z nimi bawić.
Kiedy jestem w domu gdzie są dzieci staram się zachowywać przyzwoicie i nie pluć jadem, i nawet przypilnować gnojka na chwilę w sytuacji kryzysowej ale w duchu sobie myslę jak to dobrze że ja stąd wyjdę a on tu zostanie. Nie wyobrażam sobie co by było jakbym musiała go zabrać.
Myslę, że to rodzinne. Moja mama też nie potrafi rozmawiać z dziećmi. Podchodzi do nich, jakby to ująć, jakby się spodziewała że rozumieją świat co najmniej tak dorośle jak dorośli. Nigdy się zemną nie bawiła jak byłam dzieckiem. I mówiła mi, że też ją wkurzało jak ryczałam.
Nie tak dawno temu miałam takie same podejście jak brzydulla i NinaLafairy. Teraz wiem, że wynikało to z tego, że nie chciałam miec dziecka nie w ogole, ale z żadnym z byłych partnerów. Jakos jak zaczełam być z moim mężem było oczywiste, że chcemy mieć też dzieci. Moze i coś jest w tej teorii, że to nie kwestia kobiety, ale kwestia właściwego partnera ![]()
nocnalampka
Na pewno w pewnym % również to jest powód dla kobiet!
Maria Czubaszek też tak samo pisze o dzieciach
Maria Czubaszek też tak samo pisze o dzieciach
No to co?
I ich nie ma na szczęście ![]()
Często mówimy "Ta osoba nie powinna mieć dzieci w ogóle!" mówiąc o kimś tam, ....to ja uprzedzam takie komentarze w stosunku do mnie jako matki ![]()
321 2013-01-05 21:17:34 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-01-05 21:19:06)
Remi, ja ogółem nie sądzę, żeby dzieci były gorsze od chorób, ale dla mnie są.
Tak uderzyłam dziecko, kiedy specjalnie wylało kubek mleka do mojej torebki. A miałam ochotę uderzyć wiele razy, jak tylko mi przeszkadzało w czymkolwiek.
Poza tym ja znam siebie doskonale. Tak jak mówiłam będąc dzieckiem, tak moje życie wygląda teraz. Więc niema co się rozwodzić, nad tym, że może kryje się we mnie wspaniała matka. Matką to ja jestem swojej twórczości. Z mężem ustaliliśmy, że dzieci nie będzie. I jest on mężczyzną, z którym, gdybym chciała mieć dzieci, miałabym je w tej chwili.
Z mężem ustaliliśmy, że dzieci nie będzie.
Zrobiłabym tak samo.
W dodatku, jeśli masz ślub kościelny to nie będziesz miała żadnego problemu go unieważnić jakby co.
Najważniejsze jest, by druga połówka również miała ten sam pogląd na wspólne życie.
Nie no kościelnego to nie. Bo jesteśmy ateistami. Ale mam za to podwiązane jajowody. To dało mi ogromne poczucie bezpieczeństwa.
Nie jestem w zadnym związku.
I nigdy nikt nie zawiódł moich nadziei na posiadanie dziecka.
Nigdy nie czułam się dobrze w obecności dzieci. Nie mam tak ja niektóre z moich koleżanek- jak jest jakieś niemowlę w towarzystwie to aż piszczą żeby je potrzymać na rękach. Nie umiem z nimi rozmawiać 'po dziecinnemu'. Nie umiem się z nimi bawić.
Kiedy jestem w domu gdzie są dzieci staram się zachowywać przyzwoicie i nie pluć jadem, i nawet przypilnować gnojka na chwilę w sytuacji kryzysowej ale w duchu sobie myslę jak to dobrze że ja stąd wyjdę a on tu zostanie. Nie wyobrażam sobie co by było jakbym musiała go zabrać.
Myslę, że to rodzinne. Moja mama też nie potrafi rozmawiać z dziećmi. Podchodzi do nich, jakby to ująć, jakby się spodziewała że rozumieją świat co najmniej tak dorośle jak dorośli. Nigdy się zemną nie bawiła jak byłam dzieckiem. I mówiła mi, że też ją wkurzało jak ryczałam.
'
Brzydulla mam identycznie i moja mama tez, sama mi powiedziala kiedys po pijaku ze wie ze nie byla czula matka dla mnie ale nie potrafi inaczej i mi radzi ze jak nie czuje checi posiadania dziecka to żebym go nie miała. Ja nie chce, nie potrzebuje, dzieci mnie denerwują po prostu. Czasem jak pokazuja filmiki z ukrytej kamery jak jakas niania trzepie dzieckiem bo placze toja wiem ze bylabym w stanie robic tak samo bo nie mam nerwów na takie cos jak ryki w nocy.