Akurat wzrok jest na tyle istotnym ludzkim zmysłem, że ciężko mi sobie wyobrazić relację osoby całkowicie sprawnej pod tym względem oraz tej upośledzonej. Owszem, podałem wyżej przykład znajomego, lecz tam decyzja o wspólnym życiu została podjęta niejako wcześniej a druga strona jakoś nie wnosi pretensji o to, że partner jest niepełnosprawny. Z tego, co wiem, żyje im się całkiem nieźle. Porównując ów przypadek do omawianego wątku( załóżmy, że ten jest prawdziwy), tam jednak wszystko zaszło o wiele dalej: praca, częściowa samodzielność, opieka nad dzieckiem, własne mieszkanie, więc chęci i zapał można znaleźć. Jeśli dla Autorki głównym problemem, jest np. brak możliwości prowadzenia auta przez partnera, to jednak powinno to już wyjść dużo wcześniej.
Tutaj facet wygląda, jakby kompletnie niczego nie ogarniał. Do tego Autorka niby twierdzi, że nie odczuwa pożądania względem tego gościa, więc pytanie brzmi: co ją przy nim trzyma? Stąd ta historia wydaje się mało prawdopodobna. Tym bardziej, kiedy nie wie, na co jej partner cierpi.
66 2026-01-20 16:33:36 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-20 16:34:27)
Podobne tematy
67 2026-01-20 17:01:56 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-01-20 17:07:25)
Ehh to jest dzielenie włosa na czworo. Nawet na drodze prawnej, jak się starasz o renty, zapomogi czy cokolwiek to tego się tak nie rozdziela. Ktoś nie jest w stanie ze względu na wadę wzroku i tyle. Na ile jest to kwestia samej wady, a na ile kwestia wtórna poddania się losowi to nie ma znaczenia na dobrą sprawę.
Oczywiście, że ma znaczenie, zwłaszcza teraz, gdy krucho z kasą.
Często widuję w sieci wypowiedzi osób, które mają rentę lub się o nią starają, żeby uważać na to, co się mówi lekarzom podczas komisji.
Nie w związku z osobą niepełnosprawną. Tu nie ma równowagi. Jest biorca (osoba niepełnosprawna) i dawca (opiekun). To są trudne związki z innymi wyzwaniami niż jakaś tam przeciętna statystycznie para.
Przecież nie napisałam, że musi być po równo, ale że JAKAŚ wymiana musi zachodzić.
W momencie, w którym stajesz się całodobowym opiekunem, przestajesz być partnerem.
Możesz zostać z poczucia obowiązku, ale czy to będzie prawdziwy związek?
Wiesz to taki fajny motyw na film, jak to niepełnosprawny może i w jakimś aspekcie sobie nie radzi, ale w innych ma aż nadto. Typu może i niewidomy, ale słuch ma doskonały (w rozumieniu muzycznym). Albo jak z super uzdolnionymi matematycznie autystykami. To jest jakiś promil przypadków. Rzeczywistość jest kompletnie inna.
Zdaję sobie z tego sprawę.
I to akurat piszę z mojego doświadczenia z bycia przewodnikiem takich osób niewidomych. Są tacy, co ogarniają lepiej niż widzący. Ale są i tacy, co nie są w stanie absolutnie nic zrobić. I naprawdę rzadko to jest kwestia psychiki i nastawienia. Często to jest kwestia wtórnej depresji lub po prostu neurologiczna. Bo żaden zmysł nie wskakuje w miejsce utraconego wzroku, bo brakuje zdolności wizualizacji i wyczucia przestrzeni itp.
Też znam osoby niepełnosprawne i, jak sam piszesz, niektórzy ogarniają lepiej niż zdrowi ludzie.
Wiadomo, że tacy, którzy nie zrobią wokół siebie niczego, też chcą być kochani, ale niewiele osób zdecyduje się na dzielenie z nimi życia.
Dlatego, jeśli ktoś ma takie możliwości, to warto, żeby dążył do przynajmniej częściowej samodzielności.
Niemniej jednak opisywany tu przypadek jest raczej fejkowy, bo tu sporo rzeczy się po prostu nie klei. 17 lat znajomości, 3 lata związku i babka nawet nie wie co na dobrą sprawę dolega jej partnerowi?
Oczywiście, że to jest zawsze kwestia indywidualna. Co nie zmienia faktu, że niektórym zależy na samodzielności i do niej dążą, a inni "poddają się" losowi, nadopiekuńczej rodzinie etc.
Ciężko żyć z kimś, kto zupełnie nic wokół siebie nie zrobi. Nie pracuje, nie ogarnia domu i dosłownie w każdym aspekcie życia jest zależny od drugiego człowieka.
W związku musi zachodzić jakaś wymiana. Nie musi być równa, ale JAKAŚ być musi. Inaczej każdy się prędzej czy później wypali.
U takich osób jest wymiana. Taka relacja daje poczucie misji, celu, bycia potrzebnym. Słynne kobiety, które kochają za bardzo.
Oczywiście, że ma znaczenie, zwłaszcza teraz, gdy krucho z kasą.
Często widuję w sieci wypowiedzi osób, które mają rentę lub się o nią starają, żeby uważać na to, co się mówi lekarzom podczas komisji.
Tak, ale to nie w takim względzie.
Mrs.Happiness napisał/a:Oczywiście, że to jest zawsze kwestia indywidualna. Co nie zmienia faktu, że niektórym zależy na samodzielności i do niej dążą, a inni "poddają się" losowi, nadopiekuńczej rodzinie etc.
Ciężko żyć z kimś, kto zupełnie nic wokół siebie nie zrobi. Nie pracuje, nie ogarnia domu i dosłownie w każdym aspekcie życia jest zależny od drugiego człowieka.
W związku musi zachodzić jakaś wymiana. Nie musi być równa, ale JAKAŚ być musi. Inaczej każdy się prędzej czy później wypali.U takich osób jest wymiana. Taka relacja daje poczucie misji, celu, bycia potrzebnym. Słynne kobiety, które kochają za bardzo.
Dokładnie. Tak to często wygląda. Poczucie misji, potrzeba opieki/bycia potrzebnym itp.
Dokładnie. Tak to często wygląda. Poczucie misji, potrzeba opieki/bycia potrzebnym itp.
No i zalezy co samemu sobie potrafimy dać. Jak ktoś jest samodzielny to nawet nie zauważy, ze partner nic nie daje, bo ciągle znajomi, hobby, rodzina i dopamina jakoś leci.
71 2026-01-21 00:38:31 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-01-21 00:55:41)
U takich osób jest wymiana. Taka relacja daje poczucie misji, celu, bycia potrzebnym. Słynne kobiety, które kochają za bardzo.
Większość mężczyzn ze szczególnie dotkliwymi niepełnosprawnościami nigdy w żadnym związku nie była, więc gdzie niby są te kobiety?
A jeśli ich nie ma, to jak sądzisz, dlaczego?
Pomijam tu sytuacje, gdy ktoś związał się z osobą zdrową, która po czasie uległa wypadkowi lub zachorowała. Choć i wtedy różnie bywa, bo nie wszyscy są w stanie to udźwignąć. Ludzie potrafią porzucić niepełnosprawne dziecko, a co dopiero partnera.
Niemniej każdy przypadek jest inny, niepełnosprawności są różne, ludzie, których one dotykają też nie zjechali z jednej taśmy.
Niektórzy są naprawdę super i radzą sobie w życiu lepiej niż niejeden zdrowy.
Dlaczego mieliby zatem nie być wartościowymi partnerami?
Tylko, tak samo jak osoby zdrowe, muszą coś z siebie dawać, by można ich było tak postrzegać.
No i zalezy co samemu sobie potrafimy dać. Jak ktoś jest samodzielny to nawet nie zauważy, ze partner nic nie daje, bo ciągle znajomi, hobby, rodzina i dopamina jakoś leci.
Nie wiem, jak bardzo poza związkiem trzeba funkcjonować, żeby nie zauważyć, że partner nic do niego nie wnosi. Zresztą, na cholerę komu taki związek, skoro wszystkie potrzeby spełnia poza nim?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:No i zalezy co samemu sobie potrafimy dać. Jak ktoś jest samodzielny to nawet nie zauważy, ze partner nic nie daje, bo ciągle znajomi, hobby, rodzina i dopamina jakoś leci.
Nie wiem, jak bardzo poza związkiem trzeba funkcjonować, żeby nie zauważyć, że partner nic do niego nie wnosi. Zresztą, na cholerę komu taki związek, skoro wszystkie potrzeby spełnia poza nim?
Myślisz że co dostaje od związku ordynator szpitala z paczką przyjaciół? Haj, uznanie, podziw w pracy jest. Dobra zabawa z przyjaciółmi jest. Na gosposie go stać. Na mieście na dziewczyny go stać. Z żoną zje śniadanie, wróci się wyspać do domu i tyle. Co mu zaoferuje żona po 30 latach razem? Mało to małżeństw - żona na działkę, facet na ryby, dzieci odchowane więc nie wchodźmy sobie w drogę.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:U takich osób jest wymiana. Taka relacja daje poczucie misji, celu, bycia potrzebnym. Słynne kobiety, które kochają za bardzo.
Większość mężczyzn ze szczególnie dotkliwymi niepełnosprawnościami nigdy w żadnym związku nie była, więc gdzie niby są te kobiety?
A jeśli ich nie ma, to jak sądzisz, dlaczego?
Pomijam tu sytuacje, gdy ktoś związał się z osobą zdrową, która po czasie uległa wypadkowi lub zachorowała. Choć i wtedy różnie bywa, bo nie wszyscy są w stanie to udźwignąć. Ludzie potrafią porzucić niepełnosprawne dziecko, a co dopiero partnera.
Niemniej każdy przypadek jest inny, niepełnosprawności są różne, ludzie, których one dotykają też nie zjechali z jednej taśmy.
Niektórzy są naprawdę super i radzą sobie w życiu lepiej niż niejeden zdrowy.
Dlaczego mieliby zatem nie być wartościowymi partnerami?
Tylko, tak samo jak osoby zdrowe, muszą coś z siebie dawać, by można ich było tak postrzegać.
A gdzie ja mówię, że to zjawisko powszechne?
Jesteś bardzo mało empatyczna. Wiem, ty byś w taki związek nie weszła, nie wyobrażasz sobie- to 99% twojej wypowiedzi. Ale takie kobiet istnieją. Nie wiem, sama się zastanów. Nie każdy jest interesowny w takim kontekście w jakim ty myślisz.
Bo co na twoje może mieć żona Trynkiewicza ze związku z osadzonym w Tworkach? Albo co miała- czego nie dałby jej sprawny facet- żona kolesia z life on wheels. I tak długo wytrzymała. Zresztą już na te pytania co taki związek daje odpowiedziałam w cytowanym fragmencie.
75 2026-01-21 11:20:58 Ostatnio edytowany przez madoja (2026-01-21 11:29:50)
Oglądam kanał dziewczyny która nie widzi i ona jest w pełni samodzielna. Jeździ autobusami, ma pracę.
I jest jeszcze niewidomy pan na osiedlu obok, dzień w dzień go widzę jak chodzi po ulicach z białą laseczką, np. do sklepu.
Szczerze to za cholerę nie wiem jak on do tego sklepu trafia, ale sądzę że niewidomi poruszają się w sposób którego my - widzący - nie rozumiemy, czyli np. trochę za pomocą echolokacji, trochę za pomocą liczenia kroków czy zakrętów, trochę za pomocą słuchu.
No ale dążę do tego, że chyba możliwe jest w miarę samodzielne życie.
Dziwi mnie inna kwestia: jak mogłaś zauważyć że jest niesamodzielny dopiero po 3 latach? O co chodzi?
Szczerze to za cholerę nie wiem jak on do tego sklepu trafia, ale sądzę że niewidomi poruszają się w sposób którego my - widzący - nie rozumiemy, czyli np. trochę za pomocą echolokacji, trochę za pomocą liczenia kroków czy zakrętów, trochę za pomocą słuchu.
Niewidomy używa echolokacji
Ech te damy z dużych miast.
Jak nie wiesz spytaj AI, albo tego pana. Zapewniam cię, że z przyjemnością by odpowiedział.
Ale myślę, że na tyle odważna to ty nie jesteś.
Echolokacja to nieco węższe pojęcie niż orientacja w terenie za pomocą słuchu ![]()
Myślisz że co dostaje od związku ordynator szpitala z paczką przyjaciół? Haj, uznanie, podziw w pracy jest. Dobra zabawa z przyjaciółmi jest. Na gosposie go stać. Na mieście na dziewczyny go stać. Z żoną zje śniadanie, wróci się wyspać do domu i tyle. Co mu zaoferuje żona po 30 latach razem? Mało to małżeństw - żona na działkę, facet na ryby, dzieci odchowane więc nie wchodźmy sobie w drogę.
Sądzisz, że jak kogoś stać na gosposię i prostytutki, to partnerka już mu niepotrzebna?
Relacja romantyczna znacząco różni się od tych, które mamy z rodziną, czy przyjaciółmi.
Dla mnie to, co opisujesz, to nie jest związek i osobiście bym się z czegoś takiego katapultowała.
79 2026-01-21 13:38:19 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-21 13:39:23)
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:Myślisz że co dostaje od związku ordynator szpitala z paczką przyjaciół? Haj, uznanie, podziw w pracy jest. Dobra zabawa z przyjaciółmi jest. Na gosposie go stać. Na mieście na dziewczyny go stać. Z żoną zje śniadanie, wróci się wyspać do domu i tyle. Co mu zaoferuje żona po 30 latach razem? Mało to małżeństw - żona na działkę, facet na ryby, dzieci odchowane więc nie wchodźmy sobie w drogę.
Sądzisz, że jak kogoś stać na gosposię i prostytutki, to partnerka już mu niepotrzebna?
Relacja romantyczna znacząco różni się od tych, które mamy z rodziną, czy przyjaciółmi.
Dla mnie to, co opisujesz, to nie jest związek i osobiście bym się z czegoś takiego katapultowała.
Zapytałaś jak można być tak niezaleznym, że możesz nie chciec nic od partnera. To prosta sprawa - outsorcing.
Można powiedzieć tak samo- jak można mieć związek bez dzieci? Bez wspólnego kredytu, bez wspólnego mieszkania, bez ślubu, bez wspólnego budżetu, bez wspólnych wakacji, bez wspólnych znajomych, bez monogamii... można tak kawałek po kawałku i każdy ma gdzie indziej punkt równowagi.
Powiem więcej, można nawet nie mieć kasy na gosposię i prostytutki, a i tak marzyć o poligamicznej komunie ![]()
80 2026-01-21 13:46:39 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-01-21 13:54:32)
A gdzie ja mówię, że to zjawisko powszechne?
A gdzie ja zasugerowałam, że tak mówisz?
Podkreślam tylko, że to zjawisko bardzo rzadkie.
Mimo że osób z mentalnością ratownika nie ma wcale tak mało.
Jak widać, zwykle "spełniają się" one w innych relacjach, na przykład u boku alkoholika.
Po prostu w prawdziwym życiu to nie wygląda jak na filmie, że co prawda facet ma paraliż czterokończynowy, ale jest też super przystojny, inteligentny i bogaty, więc w razie jego śmierci odziedziczysz majątek, a póki żyje, to będziecie razem zwiedzać świat, podczas gdy tymi niefajnymi czynnościami zajmie się prywatny pielęgniarz.
Jesteś bardzo mało empatyczna.
Czyli zauważenie, że większość takich osób przez całe życie jest pod opieką rodziców albo pracowników ośrodków pomocy społecznej, jest mało empatyczne?
Wiem, ty byś w taki związek nie weszła, nie wyobrażasz sobie- to 99% twojej wypowiedzi. Ale takie kobiet istnieją. Nie wiem, sama się zastanów. Nie każdy jest interesowny w takim kontekście w jakim ty myślisz.
Nie weszłabym w związek z kimś, kto zupełnie nic wokół siebie nie zrobi. Przyznaję otwarcie.
Ale mogłabym wejść w związek z człowiekiem, który mimo niepełnosprawności jest do pewnego stopnia samodzielny i może współtworzyć ze mną dom, zamiast tylko w nim egzystować.
Bo co na twoje może mieć żona Trynkiewicza ze związku z osadzonym w Tworkach?
Trynkiewicz nie żyje. Kobieta, która została jego żoną, do normalnych nie należy, skoro związała się z psycholem, więc i potrzeby ma raczej niestandardowe. Tacy ludzie nie są wyznacznikiem, bo zdrowej relacji z nimi nie zbudujesz.
Albo co miała- czego nie dałby jej sprawny facet- żona kolesia z life on wheels. I tak długo wytrzymała.
Nie musiała pracować, a miała za co żyć i mieszkać w stolicy. Zyskała też rozgłos.
Zapytałaś jak można być tak niezaleznym, że możesz nie chciec nic od partnera. To prosta sprawa - outsorcing.
Można powiedzieć tak samo- jak można mieć związek bez dzieci? Bez wspólnego kredytu, bez wspólnego mieszkania, bez ślubu, bez wspólnego budżetu, bez wspólnych wakacji, bez wspólnych znajomych, bez monogamii... można tak kawałek po kawałku i każdy ma gdzie indziej punkt równowagi.
Powiem więcej, można nawet nie mieć kasy na gosposię i prostytutki, a i tak marzyć o poligamicznej komunie
Nie takie było moje pytanie. Poza tym oceniałam na podstawie własnych kryteriów.
Dla mnie relacja, która nic nie wnosi, bo wszystkie potrzeby spełniasz poza nią, nie jest związkiem.
Inni niech sobie to nazywają jak mają ochotę.
Wbrew pozorom, całkiem sporo jest takich par czy małżeństw. Choć może dopiero po wielu latach dochodzą do tego etapu, kiedy się sobą mało co interesują, o bliskości czy seksie nie wspominając. Ciężko sobie to wyobrazić, ale jakieś korzyści z tego czerpią. Skrajnych przykładów nie ma sensu przedstawiać, gdyż jest ich mniej - tym mniej, im większe "dziwactwa" występują między nimi. Każdy może sobie znaleźć punkt krytyczny, poza którym relacja traci charakter związku. Najwidoczniej takie osoby, jak Autorka coś czerpią dla siebie z takiej relacji, mimo istnienia szeregu problemów czy niedogodności, na jakie narzekają. Jeśli nawet cała historyjka jest zmyślona, to czemu dla niektórych ma brzmieć tak bardzo nieprawdopodobnie?
Mam wrażenie, że syndrom ratownika lub samarytanina występuje jednak częściej u Pań.
Skoro istnieją kobiety współuzależnione, żyjące na co dzień z nałogowcami, przemocowcami czy toksykami, to wcale nie dziwi opisany tutaj scenariusz.. Takie osoby są w stanie znieść ogrom niewygód, aby tylko pozostać przy tym partnerze.
83 2026-01-21 16:55:19 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-21 16:58:43)
Mam wrażenie, że syndrom ratownika lub samarytanina występuje jednak częściej u Pań.
Skoro istnieją kobiety współuzależnione, żyjące na co dzień z nałogowcami, przemocowcami czy toksykami, to wcale nie dziwi opisany tutaj scenariusz.. Takie osoby są w stanie znieść ogrom niewygód, aby tylko pozostać przy tym partnerze.
U mężczyzn objawia się związkami z samotnymi matkami. Albo wyciąganie kobiet z relacji przemocowej, uzależnienia, bezdomności...
Taki syndrom widoczny na pierwszy rzut oka u kobiet widać lepiej, a u facetów się mocniej maskuje. Ale to fakt, że faceci mają mniejsza tolerancje na dyskomforti bardziej się ich socjalizuje do stawiania wymagań. Kobieta- musisz zaakceptowac była, żone, rodzine, teściową, zrobić miejsce dla dzieci, nawiązac z nimi więź, zaakceptować że nigdy nie będziess numerem jeden, natura. U facetów- zabrałaś chorego psa na wakacje? jak możesz tak olać partnera! jesteś beznadziejna, musisz mu pokazac że jest numerem jeden!- czytaj wątek obok.
84 2026-01-21 16:57:07 Ostatnio edytowany przez madoja (2026-01-21 16:57:28)
Niewidomy używa echolokacji
Ech te damy z dużych miast.
Oczywiście że używają. Nigdy nie widziałeś jak niewidomi w pomieszczeniach klaskają językiem?
Pewnie nie wiedziałeś - ach ci wieśniacy...
Większość mężczyzn ze szczególnie dotkliwymi niepełnosprawnościami nigdy w żadnym związku nie była, więc gdzie niby są te kobiety?
Nie wiem jaka jest większość, ale ci niewidomi i niedowidzący jakich poznałem to wszyscy żonaci.
Nie wiem jaka jest większość, ale ci niewidomi i niedowidzący jakich poznałem to wszyscy żonaci.
Niewidomy może być w miarę samodzielny. Mi chodziło o osoby na tyle niepełnosprawne, że nic lub prawie nic wokół siebie nie zrobią.
Jack Sparrow napisał/a:Nie wiem jaka jest większość, ale ci niewidomi i niedowidzący jakich poznałem to wszyscy żonaci.
Niewidomy może być w miarę samodzielny. Mi chodziło o osoby na tyle niepełnosprawne, że nic lub prawie nic wokół siebie nie zrobią.
Tam takie też były. Też żonate/mężate. Nawet jeśli to specyfika organizacyjna (bo np obóz mógł być dofinansowany dla rodzin, chuj wie) to i tak pokazuje, że takie osoby też potrafią sobie kogoś znaleźć. Lub pomimo nabycia niepełnosprawności w wyniku choroby lub wypadku to związek przetrwał.
Tam takie też były. Też żonate/mężate. Nawet jeśli to specyfika organizacyjna (bo np obóz mógł być dofinansowany dla rodzin, chuj wie) to i tak pokazuje, że takie osoby też potrafią sobie kogoś znaleźć. Lub pomimo nabycia niepełnosprawności w wyniku choroby lub wypadku to związek przetrwał.
Zawsze znajdą się jakieś wyjątki. Ale ile znasz osób, które świadomie weszłyby w związek z człowiekiem, który nie może nawet sam skorzystać z toalety?
No jak pisałem wcześniej - na tych obozach bywały i osoby kompletnie niesamodzielne, a jednak były żonate/mężate. Więc takie coś się jednak czasem zdarza. Ale prawda jest też taka, że nie wiem jak początki ich relacji wyglądały.
90 2026-01-21 18:12:26 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-01-21 18:14:30)
No jak pisałem wcześniej - na tych obozach bywały i osoby kompletnie niesamodzielne, a jednak były żonate/mężate. Więc takie coś się jednak czasem zdarza. Ale prawda jest też taka, że nie wiem jak początki ich relacji wyglądały.
Obstawiam, że większość to były osoby, które zachorowały w trakcie związku lub uległy wypadkowi.
Takie życie jest mega trudne, więc nic dziwnego, że niewielu się na nie decyduje. Nie dość, że trzeba mieć odpowiedni mental, to jeszcze sprawność fizyczną, by regularnie dźwigać dorosłego człowieka, pomagać mu się myć, ubierać, karmić go, zmieniać mu pieluchę. Zawsze potrzeby tej osoby stawiać ponad swoimi, wszystko planować tak, by zapewnić jej maksymalny komfort, nierzadko kosztem własnego. A jakby tego było mało, to też miewa gorsze dni, różne humorki, bo tu coś uwiera, tu coś boli.
Obstawiam, że większość to były osoby, które zachorowały w trakcie związku lub uległy wypadkowi.
Możesz obstawiasz co chcesz, ale takie związki istnieją.
Nie dość, że trzeba mieć odpowiedni mental, to jeszcze sprawność fizyczną, by regularnie dźwigać dorosłego człowieka, pomagać mu się myć, ubierać, karmić go, zmieniać mu pieluchę.
Rozmawiamy o niewidomych, a nie o warzywach w hospicjum paliatywnym.
92 2026-01-21 18:30:36 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-01-21 18:32:13)
Możesz obstawiasz co chcesz, ale takie związki istnieją.
Jak już pisałam, wyjątki się zdarzają.
Rozmawiamy o niewidomych, a nie o warzywach w hospicjum paliatywnym.
Przecież pisałam wyraźnie, że mówię o ludziach, którzy NIC nie są w stanie wokół siebie zrobić.
Ale nawet jakby to był niewidomy, który co prawda sam się umyje, zje przygotowany dla niego posiłek i skorzysta z toalety, tyle że nie pracuje i w domu też nic nie zrobi, to nadal marne ma szansę na związek.
Przecież pisałam wyraźnie, że mówię o ludziach, którzy NIC nie są w stanie wokół siebie zrobić.
No to takie dosłowne nic to jest super ekstremum. Poczytaj o kolesiu co się nazywał Jean-Dominique Bauby. ![]()
Ale nawet jakby to był niewidomy, który co prawda sam się umyje, zje przygotowany dla niego posiłek i skorzysta z toalety, tyle że nie pracuje i w domu też nic nie zrobi, to nadal marne ma szansę na związek.
Nie ma wyjścia - jedyne co mu zostaje to dobrze ruchać :>
94 2026-01-21 20:58:31 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-01-21 20:58:43)
No to takie dosłowne nic to jest super ekstremum. Poczytaj o kolesiu co się nazywał Jean-Dominique Bauby.
Przykra historia.
Swoją drogą, "prawie nic" też niewiele zmienia. To nadal za mało, żeby móc kogoś postrzegać w kategoriach partnera do związku.
Nie ma wyjścia - jedyne co mu zostaje to dobrze ruchać :>
Musiałby być wyjątkowo dobry w te klocki, atrakcyjny fizycznie, no i trafić na kobietę, której seks rzeczywiście jest w stanie zrekompensować duże braki.
Tyle gadki na temat, ile jest się w stanie w takim związku znieść, gdzie tak naprawdę rozbija się tutaj o jedno: dlaczego i z jakiego powodu w ogóle Autorka zdecydowała się związać z tym gościem? Pomimo tak długiego szeregu wad, wynikających z jego niepełnosprawności, dalej z nim jest..
Skoro nie potrafi(czy też nie chce) ogarnąć niczego wokół siebie a do tego nie czuje do niego pożądania, to jaką może mieć z tego korzyść?
Skoro nie potrafi(czy też nie chce) ogarnąć niczego wokół siebie a do tego nie czuje do niego pożądania, to jaką może mieć z tego korzyść?
Finansową. ![]()
bagienni_k napisał/a:Skoro nie potrafi(czy też nie chce) ogarnąć niczego wokół siebie a do tego nie czuje do niego pożądania, to jaką może mieć z tego korzyść?
Finansową.
Może ma coś ponadprzeciętnego między nogami ![]()
98 2026-01-22 14:21:31 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-22 14:27:06)
Tyle gadki na temat, ile jest się w stanie w takim związku znieść, gdzie tak naprawdę rozbija się tutaj o jedno: dlaczego i z jakiego powodu w ogóle Autorka zdecydowała się związać z tym gościem? Pomimo tak długiego szeregu wad, wynikających z jego niepełnosprawności, dalej z nim jest..
Skoro nie potrafi(czy też nie chce) ogarnąć niczego wokół siebie a do tego nie czuje do niego pożądania, to jaką może mieć z tego korzyść?
Kiedy wy zrozumiecie, że nie każdy człowiek kieruje się swoim interesem. Mało jest samotnych matek, które mają totalnego patusa za exa? Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, nauczyć się.
Nie każdego uczą, żeby dbał o własny interes; a wręcz przeciwnie są ludzie, dla których miłość = poświęcenie i cierpienie.
Ty się pytasz jaki ona ma korzyści, bo sam nie jesteś skłonny być w relacji, która nie realizuje twoich korzyści. To podstawowy błąd- dlaczego ona nie robi tego , co ja bym na jej miejscu zrobił i dlaczego nie kieruje się tymi kryteriami, którymi ja bym się kierował.
bagienni_k napisał/a:Skoro nie potrafi(czy też nie chce) ogarnąć niczego wokół siebie a do tego nie czuje do niego pożądania, to jaką może mieć z tego korzyść?
Finansową.
Rozumiem, że ona nie może być w związku gdzie nie ma żadnej korzyści? Może właśnie dlatego ten temat - dziewczyna przez X lat była w relacji gdzie nie było korzyści i po raz pierwszy w życiu zaczyna się zastanawiać po co? Bo właśnie teraz się nauczyła, że wszyscy oprócz niej jednak kierują się swoimi korzyściami.
Rozumiem, że ona nie może być w związku gdzie nie ma żadnej korzyści?
Tam był wink wstawiony celowo.
Oczywiście, że babka może mieć chwile refleksji i stąd temat.
100 2026-01-22 15:19:07 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-01-22 15:24:54)
Kiedy wy zrozumiecie, że nie każdy człowiek kieruje się swoim interesem. Mało jest samotnych matek, które mają totalnego patusa za exa? Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, nauczyć się.
Nie każdego uczą, żeby dbał o własny interes; a wręcz przeciwnie są ludzie, dla których miłość = poświęcenie i cierpienie.Ty się pytasz jaki ona ma korzyści, bo sam nie jesteś skłonny być w relacji, która nie realizuje twoich korzyści. To podstawowy błąd- dlaczego ona nie robi tego , co ja bym na jej miejscu zrobił i dlaczego nie kieruje się tymi kryteriami, którymi ja bym się kierował.
KAŻDY kieruje się swoim interesem.
Te kobiety, które spotykają się z alkoholikami i przemocowcami, również spełniają w ten sposób swoje potrzeby. Zauważ, jak często zdarza się, że nawet po rozstaniu z tym pierwszym patusem, babka wchodzi w związek z kolejnym, a potem narzeka, że ona to ma pecha do facetów.
Wiele rzeczy robimy instynktownie.
Jeśli ktoś został zaprogramowany, że miłość to poświęcenie i cierpienie, to będzie tego szukał i wbrew wszelkiej logice, w tym będzie czuł się „na swoim miejscu”.
Niektórzy nie potrafią funkcjonować w zdrowych relacjach.
Coś im wtedy uwiera, za mało wrażeń, zbyt spokojnie.
Lubią czuć się ofiarą. Gdy otoczenie im współczuje i się nad nimi umartwia.
Dlatego błędem jest zakładanie, że jak ktoś pozwala się źle traktować i wykorzystywać, to nie czerpie z takiej relacji żadnych korzyści.
Interesem takiej osoby może być właśnie poczucie spełnienia misji poprzez ratowanie kogoś lub skrajne poświęcenia dla partnera. Ktoś chce być potrzebny drugiej osobie i to jest jej korzyść.
102 2026-01-23 11:40:21 Ostatnio edytowany przez brunetka8565 (2026-01-23 11:43:21)
Interesem takiej osoby może być właśnie poczucie spełnienia misji poprzez ratowanie kogoś lub skrajne poświęcenia dla partnera. Ktoś chce być potrzebny drugiej osobie i to jest jej korzyść.
Odnajduję to w sobie. W sensie że wcześniej byli toksyczni faceci teraz też nie ma normalnej relacji.. Chyba muszę to lubić być tak zwaną opiekunką ale ja z życia rodzinnego to "wyciągnęłam" że miłość to poświęcenie i ciągła walka o nią. Tak zawsze postępowałam też w swoich związkach. Co do seksu to nie wiem jaki jest, ja go pociągam on mnie nie. Co do kierowania się swoim interesem jakoś tak nagle mi przyszły takie przemyślenia o przyszłości jak to będzie wyglądało i gdzie ja w tym wszystkim będę. To jest facet który siebie ogarnia normalnie tzn kąpiel, jedzenie no może poza brudzeniem wszystkiego dookoła, ubieranie itd.
bagienni_k napisał/a:Interesem takiej osoby może być właśnie poczucie spełnienia misji poprzez ratowanie kogoś lub skrajne poświęcenia dla partnera. Ktoś chce być potrzebny drugiej osobie i to jest jej korzyść.
Odnajduję to w sobie. W sensie że wcześniej byli toksyczni faceci teraz też nie ma normalnej relacji.. Chyba muszę to lubić być tak zwaną opiekunką ale ja z życia rodzinnego to "wyciągnęłam" że miłość to poświęcenie i ciągła walka o nią. Tak zawsze postępowałam też w swoich związkach. Co do seksu to nie wiem jaki jest, ja go pociągam on mnie nie. Co do kierowania się swoim interesem jakoś tak nagle mi przyszły takie przemyślenia o przyszłości jak to będzie wyglądało i gdzie ja w tym wszystkim będę. To jest facet który siebie ogarnia normalnie tzn kąpiel, jedzenie no może poza brudzeniem wszystkiego dookoła, ubieranie itd.
Chcesz powiedzieć, że jesteście ze soba trzy lata i nie uprawiacie seksu?
brunetka8565 napisał/a:bagienni_k napisał/a:Interesem takiej osoby może być właśnie poczucie spełnienia misji poprzez ratowanie kogoś lub skrajne poświęcenia dla partnera. Ktoś chce być potrzebny drugiej osobie i to jest jej korzyść.
Odnajduję to w sobie. W sensie że wcześniej byli toksyczni faceci teraz też nie ma normalnej relacji.. Chyba muszę to lubić być tak zwaną opiekunką ale ja z życia rodzinnego to "wyciągnęłam" że miłość to poświęcenie i ciągła walka o nią. Tak zawsze postępowałam też w swoich związkach. Co do seksu to nie wiem jaki jest, ja go pociągam on mnie nie. Co do kierowania się swoim interesem jakoś tak nagle mi przyszły takie przemyślenia o przyszłości jak to będzie wyglądało i gdzie ja w tym wszystkim będę. To jest facet który siebie ogarnia normalnie tzn kąpiel, jedzenie no może poza brudzeniem wszystkiego dookoła, ubieranie itd.
Chcesz powiedzieć, że jesteście ze soba trzy lata i nie uprawiacie seksu?
Tak.
Grubo...
Ciężko uwierzyć w coś takiego, "białych" związków raczej się nie spotyka, choćby ten seks był rzadki, ale jednak jest.
wieka napisał/a:brunetka8565 napisał/a:Odnajduję to w sobie. W sensie że wcześniej byli toksyczni faceci teraz też nie ma normalnej relacji.. Chyba muszę to lubić być tak zwaną opiekunką ale ja z życia rodzinnego to "wyciągnęłam" że miłość to poświęcenie i ciągła walka o nią. Tak zawsze postępowałam też w swoich związkach. Co do seksu to nie wiem jaki jest, ja go pociągam on mnie nie. Co do kierowania się swoim interesem jakoś tak nagle mi przyszły takie przemyślenia o przyszłości jak to będzie wyglądało i gdzie ja w tym wszystkim będę. To jest facet który siebie ogarnia normalnie tzn kąpiel, jedzenie no może poza brudzeniem wszystkiego dookoła, ubieranie itd.
Chcesz powiedzieć, że jesteście ze soba trzy lata i nie uprawiacie seksu?
Tak.
To ja już widzę ten pociąg…,raczej przyjaźń jest między wami.
Wątek podobny do tego w którym kobieta mieszkała z facetami w białym związku.
Też zakładasz seks po ślubie?