Jack Sparrow napisał/a:LOL, nie. Jesteś aspołeczny. I nie ma w tym nic złego, ale ty próbujesz zabierać głos w dyskusjach o relacja z pozycji specjalisty.
Częściowo. Na przykład praca online w trybie stałym by mnie wykończyła, bo w pewnym stopniu potrzebuję kontaktu z ludźmi i dźwięku ludzkiego głosu. Bezludna wyspa i zadupia też nie są dla mnie, właśnie dlatego nie przyjąłem w 2018 propozycji wyjazdu do Norwegii (bo było to miasteczko wielkości Bolesławca oddalone kilka godzin drogi od najbliższego dużego miasta).
Jack Sparrow napisał/a:Tia, zadzwonił akurat niedawno....
Trzy tygodnie temu to relatywnie niedawno; kontaktujemy się kilka razy w roku. Jak otrzebowałem, to kontaktowaliśmy się znacznie częściej.
Jack Sparrow napisał/a:Lol. jak wyżej.
Rozjebał mi się prywatny telefon, w którym miałem Messengera i Whatsappa. Przez brak czasu i głowy do tego naprawę nieco odłożyłem, najprościej było "wprowadzić się" z kartą do służbowego Samsunga (ale nie chciałem tam instalować komunikatorów, bo to co na nich piszę to moja prywatna sprawa i firmie nic do tego). Nie było więc ze mną kontaktu, to kolega zadzwonił na mój numer i mówi, że nie ma ze mną kontaktu przez messengera i czy będę na planowanym spotkaniu. Mogliby się przecież nie przejmować i spotkać beze mnie.
Jack Sparrow napisał/a:A co mnie miało zaboleć i dlaczego? Bo nie wiem do czego ma to być nawiązanie.
I charakterystyczny nerwowy śmiech oczywiście nic nie znaczył 
Jack Sparrow napisał/a:Tym czasem, z wcześniejszych postów:
(w czasie kryzysu rozpoczętego w 2008 zaliczyłem ponadroczne bezrobocie; nie ukrywam, że to też wpłynęło ujemnie na moją pewność siebie i poczucie własnej wartości
Już wcześniej (powiedzmy w ciągu ostatnich 3 lat) zaczęło mnie ogarniać coś, co może być wypaleniem zawodowym. Jest to na pewno skutkiem tego, że wraz z upływem czasu realnie zarabiam coraz mniej (de facto kwotowo tyle co 7-8 lat temu, tyle że w tym czasie złotówka straciła na wartości... 30%? 40%?)
W tym czasie nie zdołałem wywalczyć realnej podwyżki, żona zaczęła mną gardzić (bo sama zaczęła zarabiać więcej), małżeństwo się posypało, w zasadzie zostałem totalnie sam (bez żony, przyjaciół, rodziny) i w zasadzie goły (mój cały majątek to odziedziczone mieszkanie i oszczędności wielkości niewiele większej niż jedna pensja, w dodatku wciąż topnieją)
już "od góry" dojechałem do średniej; jak na pracę wyjazdową dla gościa po 40-ce raczej nie ma się czym chwalić), ale problem polega na tym że jedynie wiem że potrzebuję więcej kasy; nie mam kompletnie żadnego pomysłu na to jak zmienić obecny stan rzeczy (na czele z tym jakie kursy i nowe kwalifikacje, oczywiście dostępne dla mnie finansowo; celowo to akcentuję, bo jest jeden istotny kurs za 4,5 tys. euro, na który pracodawca nie chce mnie skierować, a ja takiej kasy sam nie wytrzepię), dosłownie nie wiem co robić, gdzie się udać po poradę. Co gorsza, nie mam dosłownie nikogo od kogo mógłbym pożyczyć jakąś kasę (zwłaszcza przy ryzyku że mógłbym przez dłuższy czas mieć problem z oddaniem)
jak jeszcze wliczę świadczenia niematerialne (możliwość korzystania z auta służbowego, pakiet medyczny i sportowy, kwestia delegacji gdzie mam diety, a przy moim życiu hotel jest nienajgorszą opcją... w zasadzie główna komplikacja to niemożność korzystania z NFZ czy umówienia się gdzieś na konkretny termin), to sumarycznie wyjdzie te 7200 brutto (czyli pięć sto kilkadziesiąt na rękę).
Czy mam doświadczenie i czy jestem dobry w tym co robię? I tak i nie. Doświadczenia w zasadzie mam kilkanaście lat (wszedłem w to zaraz po studiach, aczkolwiek studia skończyłem z lekkim poślizgiem), ale... niektórzy być może z tych kilkunastu lat wynieśli więcej niż ja. W sumie środowisko jest dość małe, ludzie ogólnie jakoś nawet pobieżnie się znają i nie wiem czy spadłem innym z radarów dlatego że nie jestem towarzyski (umiejętność nawiązywania znajomości i kontaktów gruuuuubo poniżej przeciętnej, wręcz znikoma) czy dlatego że nie warto o mnie zabiegać.Po prostu nie wiem; z tego samego powodu ciężko mi też o informacje na jakie stawki miałbym szanse przy zmianie
Napisz to jeszcze raz jak to nie potrzebujesz ludzi wokół siebie i jakim to jesteś rozchwytywanym pracownikiem.
Ponownie robisz to co jest dla ciebie wygodne: mieszasz czasy i wycinasz co ci pasuje.
W 2008, gdy przyszedł ogólnoświatowy kryzys (sam wiesz że były masowe zwolnienia i duży wzrost bezrobocia, a moja branża jest zależna od inwestycji), to miałem kwalifikacje i doświadczenie niższe niż dziś (wtedy miałem 4 lata doświadczenia, dziś 20 i dwa liczące się mimo wszystko w branży certyfikaty). I ten kryzys trwał w 2010, który spędziłem na bezrobociu.
W 2011, gdy już miałem jeden ze wspomnianych certyfikatów, zacząłem dostawać oferty (w tym do pracy zagranicznej), wybrałem ofertę umożliwiającą mi pozostanie w kraju (córka miała wtedy niecałe 6 lat). Praca zapewniła mi dobre zarobki, uznanie w oczach mojej ówczesnej żony i spokój. I ten stan trwał spokojnie do 2016, od którego inwestycje wyhamowały i rozpoczęło się powolne ekonomiczne "gotowanie żaby". Wyjazd z 2018 odrzuciłem także z tego powodu, że żona powiedziała że jak wyjadę, to z nas nie będzie co zbierać. W 2020 ona odeszła i zaczął się covid, rynek znów się pogorszył i naprawdę nie odżył do dziś: obecnie w całej branży, także u mocniejszych graczy, nie jest najlepiej (redukcje zatrudnienia i zarobków).
I teraz w 2021 (gdy tu się zarejestrowałem) nałożyły się dwie rzeczy: powrót na rynek matrymonialny po 20 latach i rozważanie powrotu na rynek pracy (czyli zmianę pracy) po (wtedy) 10 latach (dziś nastu). W obu wypadkach nie byłem tak dawno "w ruchu" , że nie byłem świadomy swojej aktualnej wartości. Z konieczności zacząłem od rynku matrymonialnego i (wbrew tutejszemu gnojeniu) po założeniu portalu okazało się że jednak klęski nie ma. Ale co do tego tak na dobrą sprawę upewniłem się dopiero na początku 2022. W tym roku właściwie dopiero założyłem konto na LinkedIn (choć do końca nie mogę tej cholery opanować, bo miało się wyświatlać jedynie rekruterom że jestem gotowy do pracy, a chyba i ta opcja szwankuje). Jest to bardziej forma bierna w moim wykonaniu (nie potrafię się zmusić do zamieszczania tam jakichkolwiek postów), ale kilka wiadomości z propozycją pracy przyszło (mimo że nie robiłem kompletnie nic w formie czynnej; w przypadku części z nich o odrzuceniu zdecydowała lokalizacja (rozważam jedynie pracę albo tu gdzie mieszkam albo hybrydową, na tej zasadzie jak teraz czyli że auto służbowe i wracam na weekend do domu), w przypadku części nie odpowiadało mi stanowisko i przewidywane na nim zarobki. Najlepszym wariantem i najłatwiejszym byłoby pozostanie tu gdzie jestem z większą kasą, ale praktycznie ginie we mnie nadzieja że w tej firmie będzie lepiej. Dlatego pewnie na wiosnę wejdę w tryb czynny szukania. Na razie głównym problemem jest brak dostępu do rekrutera zajmującego się stricte moją branżą; tego kontaktu mi tak faktycznie może nieco brakuje.
Od 2022 ośmieliłem się też by mocniej zabiegać o większą kasę, w rezultacie samej podstawy (bez dodatków) mam dziś o tauzena więcej niż wyżej podano wszystkiego, pensja brutto w zasadzie w żadnym miesiącu nie jest poniżej 10k (w sumie będę musiał dokładnie policzyć ile podatek za ten rok wyjdzie, bo może nie być takiego fajnego zwrotu jak w maju).
Natomiast jeśli chodzi o utrzymywanie kontaktów zawodowych, to właściwie... może i rozum podpowiada, że lepiej je mieć, ale moje wnętrze nie czuje tego ciągu do ich zawiązywania i utrzymywania.