Ja nie mówię o Hollywood ani innych podobnych klimatach, bo to kompletnie inne realia. Ja mówię o przeciętnej codzienności. Mało kto jest aż tak uwieszony na przeszłości, że po 3letnim związku bez wspólnego zamieszkania, bez wspólnych finansów, bez wspólnych pasji, bez dzieci itp., że potrzebowałby więcej niż kilka miesięcy. Tak realnie to potrzeba kilka tygodni, bo de facto w życiu nie zmienia się absolutnie nic. Tam nie było żadnych wspólnych rutyn tworzących codzienność związku. Nie było wspólnego gotowania, walki o pilota do TV itp, kłótni o to kto nie uzupełnił papieru toaletowego w kiblu i skąd czerwona skarpetka w białym praniu. Po ewakuacji (dobrowolnej czy wymuszonej) z takiego związku z doskoku nie ma potrzeby budowania struktury dnia na nowo. Bo tam nigdy nie było tego, co naprawdę łączy ludzi.
66 2025-10-17 11:29:21 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-17 11:36:17)
Podobne tematy
Ja nie mówię o Hollywood ani innych podobnych klimatach, bo to kompletnie inne realia. Ja mówię o przeciętnej codzienności. Mało kto jest aż tak uwieszony na przeszłości, że po 3letnim związku bez wspólnego zamieszkania, bez wspólnych finansów, bez wspólnych pasji, bez dzieci itp., że potrzebowałby więcej niż kilka miesięcy. Tak realnie to potrzeba kilka tygodni, bo de facto w życiu nie zmienia się absolutnie nic. Tam nie było żadnych wspólnych rutyn tworzących codzienność związku. Nie było wspólnego gotowania, walki o pilota do TV itp, kłótni o to kto nie uzupełnił papieru toaletowego w kiblu i skąd czerwona skarpetka w białym praniu. Po ewakuacji (dobrowolnej czy wymuszonej) z takiego związku z doskoku nie ma potrzeby budowania struktury dnia na nowo. Bo tam nigdy nie było tego, co naprawdę łączy ludzi.
No, niby racja: w zasadzie tylko się spotykali, nie mieszkali razem, nie mieli dzieci... w sumie (zwłaszcza, że wygląda na to że i mieszkali gdzie indziej tzn. ona w mieście, on pod miastem) będzie chyba łatwiej wygasić i kontakt i wszystko co łączyło.
Ano właśnie - skoro związek się skończył, bo ostatecznie się okazało, że więcej ich dzieli niż łączy, to co tu wygaszać? I tak ich realia wyglądały tak, że spotykali się okazjonalnie na randki, czasem randki z nocowaniem i może jakieś wakacyjne wyjazdy i de facto nic ponadto. To nie to samo co wspólne urządzanie mieszkania i proza codzienności mieszkania pod jednym dachem. Wtedy faktycznie może to zająć dłużej, bo raczej miesiące niż tygodnie, ale to też nie tak, że po roku czasu człowiek żyje w celibacie i wzdycha. Nie przesadzajmy.
KSandraK napisał/a:Straszna chorągiewka na wietrze, to raz.
Chyba jednak te emocje, które w tobie obudziła, nie były szczególnie przyjemne / pozytywne / budujące koniec końców, to dwa.
Pogooglaj sobie w anglojęzycznym internecie o rozstaniach i ex. Znajdziesz dość przystępne wyjaśnienie tego, przez co teraz przechodzisz. Rozstanie przypomina odwyk i pod względem chemii w mózgu jest podobno całkiem podobne.
Rozwiązanie: posłuchaj rozumu, zerwij kontakt z ex w 100% i pogódź się zwyczajnie z tym że zerwała. Zajmij się hobby, odwróć uwagę czymś pozytywnym i czekaj. Najdalej po roku dziewczyna będzie wspomnieniem.
Pamiętaj, że jeśli skusisz się na Akcję Powrót to ryzykujesz, że faktycznie się ze sobą zejdziecie. A to bardzo, bardzo rzadko jest dobrym pomysłem (po opisie sytuacji oceniam, że tutaj NIE jest). Najczęściej generuje niezdrową dynamikę jojo.
Szkoda życia na uganianie się za ludźmi, którzy cię nie chcą
Abstrahując od słuszności rozstania, to reszta wytłuszczonego akapitu przypomina kultową już debilną radę Komorowskiego dotyczącą kredytu (czyli jeden z wyskoków, które kosztowały go brak reelekcji). Nie, po długim (a trzyletni to już nie przelotny tylko długi) związek nie będzie po roku wspomnieniem, a hobby tu słabo pomaga. To wzrocowe wręcz rady z półki "łatwo powiedzieć".
A próbowałeś zrobić?
Czy kłócisz się dla samego kłócenia?
Ale tak, wytłuszczyłeś i objechałeś akapit w którym radzę ci posłuchać rozumu. Jasno widać, czego słuchasz zamaist tego
No cóż.
Nowe_otwarcie napisał/a:KSandraK napisał/a:Straszna chorągiewka na wietrze, to raz.
Chyba jednak te emocje, które w tobie obudziła, nie były szczególnie przyjemne / pozytywne / budujące koniec końców, to dwa.
Pogooglaj sobie w anglojęzycznym internecie o rozstaniach i ex. Znajdziesz dość przystępne wyjaśnienie tego, przez co teraz przechodzisz. Rozstanie przypomina odwyk i pod względem chemii w mózgu jest podobno całkiem podobne.
Rozwiązanie: posłuchaj rozumu, zerwij kontakt z ex w 100% i pogódź się zwyczajnie z tym że zerwała. Zajmij się hobby, odwróć uwagę czymś pozytywnym i czekaj. Najdalej po roku dziewczyna będzie wspomnieniem.
Pamiętaj, że jeśli skusisz się na Akcję Powrót to ryzykujesz, że faktycznie się ze sobą zejdziecie. A to bardzo, bardzo rzadko jest dobrym pomysłem (po opisie sytuacji oceniam, że tutaj NIE jest). Najczęściej generuje niezdrową dynamikę jojo.
Szkoda życia na uganianie się za ludźmi, którzy cię nie chcą
Abstrahując od słuszności rozstania, to reszta wytłuszczonego akapitu przypomina kultową już debilną radę Komorowskiego dotyczącą kredytu (czyli jeden z wyskoków, które kosztowały go brak reelekcji). Nie, po długim (a trzyletni to już nie przelotny tylko długi) związek nie będzie po roku wspomnieniem, a hobby tu słabo pomaga. To wzrocowe wręcz rady z półki "łatwo powiedzieć".
A próbowałeś zrobić?
Czy kłócisz się dla samego kłócenia?Ale tak, wytłuszczyłeś i objechałeś akapit w którym radzę ci posłuchać rozumu. Jasno widać, czego słuchasz zamaist tego
No cóż.
Tak, malutki rozumku, wyobraź sobie że próbowałem. Po odejściu żony. I tak się składa, że z jednej strony to dawało jedynie krótkie chwilę zapomnienia, z drugiej strony w dużej mierze właśnie przez to straciłem w tym okresie serce do mojego hobby. Dlatego, że największą przyjemność moje hobby mi sprawiało właśnie wtedy gdy miałem "lekką i radosną duszę", a nie wtedy gdy coś poważniejszego gasiło mój nastrój. Malo tego, nawet moja aktywnosc na forum zwiazanym z moim hobby w tym okresie zmalala niemal do zera, bo po prostu nie mialem na to nastroju.Dlatego właśnie, na podstawie doświadczenia, twierdzę że twoja rada jest z dupy. Bo jeśli dla kogoś uczucia są BARDZO istotne, to hobby tej pustki nie wypełni ani nie uleczy tej rany.
KSandraK napisał/a:Nowe_otwarcie napisał/a:Abstrahując od słuszności rozstania, to reszta wytłuszczonego akapitu przypomina kultową już debilną radę Komorowskiego dotyczącą kredytu (czyli jeden z wyskoków, które kosztowały go brak reelekcji). Nie, po długim (a trzyletni to już nie przelotny tylko długi) związek nie będzie po roku wspomnieniem, a hobby tu słabo pomaga. To wzrocowe wręcz rady z półki "łatwo powiedzieć".
A próbowałeś zrobić?
Czy kłócisz się dla samego kłócenia?Ale tak, wytłuszczyłeś i objechałeś akapit w którym radzę ci posłuchać rozumu. Jasno widać, czego słuchasz zamaist tego
No cóż.
Tak, malutki rozumku, wyobraź sobie że próbowałem. Po odejściu żony. I tak się składa, że z jednej strony to dawało jedynie krótkie chwilę zapomnienia, z drugiej strony w dużej mierze właśnie przez to straciłem w tym okresie serce do mojego hobby. Dlatego, że największą przyjemność moje hobby mi sprawiało właśnie wtedy gdy miałem "lekką i radosną duszę", a nie wtedy gdy coś poważniejszego gasiło mój nastrój. Malo tego, nawet moja aktywnosc na forum zwiazanym z moim hobby w tym okresie zmalala niemal do zera, bo po prostu nie mialem na to nastroju.Dlatego właśnie, na podstawie doświadczenia, twierdzę że twoja rada jest z dupy. Bo jeśli dla kogoś uczucia są BARDZO istotne, to hobby tej pustki nie wypełni ani nie uleczy tej rany.
Jesteś zbyt emocjonalny
Może dlatego obie cię zostawiły.
Nowe_otwarcie napisał/a:KSandraK napisał/a:A próbowałeś zrobić?
Czy kłócisz się dla samego kłócenia?Ale tak, wytłuszczyłeś i objechałeś akapit w którym radzę ci posłuchać rozumu. Jasno widać, czego słuchasz zamaist tego
No cóż.
Tak, malutki rozumku, wyobraź sobie że próbowałem. Po odejściu żony. I tak się składa, że z jednej strony to dawało jedynie krótkie chwilę zapomnienia, z drugiej strony w dużej mierze właśnie przez to straciłem w tym okresie serce do mojego hobby. Dlatego, że największą przyjemność moje hobby mi sprawiało właśnie wtedy gdy miałem "lekką i radosną duszę", a nie wtedy gdy coś poważniejszego gasiło mój nastrój. Malo tego, nawet moja aktywnosc na forum zwiazanym z moim hobby w tym okresie zmalala niemal do zera, bo po prostu nie mialem na to nastroju.Dlatego właśnie, na podstawie doświadczenia, twierdzę że twoja rada jest z dupy. Bo jeśli dla kogoś uczucia są BARDZO istotne, to hobby tej pustki nie wypełni ani nie uleczy tej rany.
Jesteś zbyt emocjonalny
Może dlatego obie cię zostawiły.
Jakie "obie" amebo?