Pytanie do Pań i Panów - jak długo (maksymalnie) nie odzywaliście się do siebie po kłótni?
Kiedy milczenie staje się już tak długie, że staje się swoistą konkurencją, kto pierwszy pęknie i ten które je przerwie czuje się przegranym? ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Jak długo foch/milczenie po kłótni?
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Pytanie do Pań i Panów - jak długo (maksymalnie) nie odzywaliście się do siebie po kłótni?
Kiedy milczenie staje się już tak długie, że staje się swoistą konkurencją, kto pierwszy pęknie i ten które je przerwie czuje się przegranym? ![]()
Podobne tematy
z 20 sekund ![]()
nie zdarza nam się pokłócić o coś tak bardzo, że nie potrafilibyśmy tego wyjaśnić od razu.
nie zdarza nam się potrzebować się o coś pokłócić, bo zwykle normalna rozmowa nam wystarcza.
Gdyby mój facet przestał się do mnie odzywać i zrobiłby 1-2 dniowe milczenie, przestałby być moim facetem.
z 20 sekund
nie zdarza nam się pokłócić o coś tak bardzo, że nie potrafilibyśmy tego wyjaśnić od razu.
nie zdarza nam się potrzebować się o coś pokłócić, bo zwykle normalna rozmowa nam wystarcza.Gdyby mój facet przestał się do mnie odzywać i zrobiłby 1-2 dniowe milczenie, przestałby być moim facetem.
Mój były na początku tak robił potrafił 2-3 dni milczeć, pó jakimś czasie dogadaliśmy się by porozmawiać, jednak wynikała z tego gorsza kłótnia niż była .Zazwyczaj to ja dążyłam zawsze do porozumienia. Na dłuższą metę tak się nie da ( milczenie) porozumienie jest najlepszym wyjściem.
z 20 sekund
nie zdarza nam się pokłócić o coś tak bardzo, że nie potrafilibyśmy tego wyjaśnić od razu.
nie zdarza nam się potrzebować się o coś pokłócić, bo zwykle normalna rozmowa nam wystarcza.Gdyby mój facet przestał się do mnie odzywać i zrobiłby 1-2 dniowe milczenie, przestałby być moim facetem.
Haha, to się latwo tak mowi na początku zwiazku ;P
Potrafimy milczeć, fochować się, ale nigdy nie czułam się przegrana kiedy odezwałam się pierwsza.
Zazwyczaj milczenie trwa dzień lub dwa, chociaż kiedy jest jakaś ważna rzecz do załatwienia, która wymaga rady, normalnie ze sobą piszemy czy rozmawiamy, tylko że na zasadzie "off topu" ![]()
U nas muszą opaść emocje. Taka chwila ciszy jest mi potrzebna.
Fochanie się jest dziecinne. Podobno robią tak niedojrzali ludzie.
Z tego co pamietam to najdłużej 1 dzień. Jednak, jak się potem okazało... wcale się nie obraziliśmy na siebie. On się nie odzywał, bo myślał, ze ja jestem obrażona, a ja z tego samego powodu
. Tak więc... nieporozumienie na tle obrażenia
.
Nigdy nie było sytuacji typu prześciganie się w obrażaniu, aby się lepiej poczuć lub dopiec drugiej osobie. Tego bym nie zniosła na dłuższą metę.
To jest w ogóle możliwe w miłości dorosłych ludzi?
Lady Loka napisał/a:z 20 sekund
nie zdarza nam się pokłócić o coś tak bardzo, że nie potrafilibyśmy tego wyjaśnić od razu.
nie zdarza nam się potrzebować się o coś pokłócić, bo zwykle normalna rozmowa nam wystarcza.Gdyby mój facet przestał się do mnie odzywać i zrobiłby 1-2 dniowe milczenie, przestałby być moim facetem.
Haha, to się latwo tak mowi na początku zwiazku ;P
Staż coś zmienia?
Nie wyobrażam sobie strzelenia focha na kilka dni i już. Poziom dziecka, a nie dorosłego faceta, który chce tworzyć rodzinę.
Lady Loka napisał/a:z 20 sekund
nie zdarza nam się pokłócić o coś tak bardzo, że nie potrafilibyśmy tego wyjaśnić od razu.
nie zdarza nam się potrzebować się o coś pokłócić, bo zwykle normalna rozmowa nam wystarcza.Gdyby mój facet przestał się do mnie odzywać i zrobiłby 1-2 dniowe milczenie, przestałby być moim facetem.
Haha, to się latwo tak mowi na początku zwiazku ;P
Iceni,
Chyba pierwszy raz uważam tak samo, tzn.do pewnego czasu tak bywa jak pisze Lady Loka
Ale ja nie zakładam, że przez całe życie nie będziemy się kłócić. Jasne, że jakaś kłótnia w końcu się zdarzy, chocoaż przyznaję, że obecnie nie umiem sobie wyobrazić jaki to musiałby być temat.
Natomiast strzelanie kilkudniowego focha jest dziecinadą tym większą im ten staż większy. Dla mnie to coś, na co absolutnie w związku nie mam zamiaru pozwalać. W tym momencie byłby to dla mnie koniec. Po 10 latach razem pewnie nie, ale byłby rzeczą do zastanowienia się i przegadania po co i jaki to ma cel.
A już na pewno nie dopuściłabym do czegoś opisanego w pierwszym poście, czyli konkurencji, kto będzie dłużej milczeć.
Pytanie do Pań i Panów - jak długo (maksymalnie) nie odzywaliście się do siebie po kłótni?
Kiedy milczenie staje się już tak długie, że staje się swoistą konkurencją, kto pierwszy pęknie i ten które je przerwie czuje się przegranym?
osobiscie nigdy nie mialam cichych dni. Dla mnie, to stata czasu. I bardzo cenie sobie harmonie....Nie lubie niejasnosci.Dlatego przy klotniach, ktore byly emocjonalne....po jakims tam czasie paru godzin, dochodzilam do porozumienia.
Ale ja nie zakładam, że przez całe życie nie będziemy się kłócić. Jasne, że jakaś kłótnia w końcu się zdarzy, chocoaż przyznaję, że obecnie nie umiem sobie wyobrazić jaki to musiałby być temat.
Natomiast strzelanie kilkudniowego focha jest dziecinadą tym większą im ten staż większy. Dla mnie to coś, na co absolutnie w związku nie mam zamiaru pozwalać. W tym momencie byłby to dla mnie koniec. Po 10 latach razem pewnie nie, ale byłby rzeczą do zastanowienia się i przegadania po co i jaki to ma cel.
A już na pewno nie dopuściłabym do czegoś opisanego w pierwszym poście, czyli konkurencji, kto będzie dłużej milczeć.
No i teraz sobie wyobraź, że mowisz dziecku, ze rodzice się rozwodza, bo tatus do mamusi się dwa dni nie odzywa.
Tak, ludzie maja rozne dziecinne zachowania, ale czasem one wychodza po latach (tak jak np moj ex - ktory zaczal sie fochac po kilku latach (chyba 3) mieszkania razem, kiedy juz na swiecie bylo nasze dziecko.
I co w takim wypadku? Rozwalisz rodzine, bo sie tatus focha? Ja się spokojnie z tym nauczylam zyc, a on po kolejnych dwoch latach nauczyl sie, ze mi to lata kolo nosa i przestal.
Oczywiscie na poczatku zwiazku tez sie nie klocilismy ;P
(Fakt, ze sie potem i tak rozstalismy, ale to juz z zupelnie innych powodow)
Iceni,
czytaj:
W tym momencie byłby to dla mnie koniec. Po 10 latach razem pewnie nie, ale byłby rzeczą do zastanowienia się i przegadania po co i jaki to ma cel.
Przed ślubem, przed jakimkolwiek większym zaangażowaniem takie zachowanie oznacza dla mnie koniec. Co będzie później? Jak temat utrzyma się z 5 lat, to się wypowiem wtedy.
Dla mnie nie ma opcji na jakieś fochy i milczenia. Nie umiem, męczy mnie to bardziej niż najbardziej zażarta kłótnia.
Poza tym, nieodzywanie się do kogoś, kto do nas mówi, jest formą przemocy.
Dzięki za odpowiedzi - już myślałam, że ze mną jest coś nie tak, że facet z już 2-dniowym fochem to nie jest coś normalnego ![]()
Mój mąż jest obecnie na 2-tygodniowym kontrakcie, wiec nie mamy możliwości rozmowy bezpośredniej, a tylko mailami lub komunikatorami. Dwa dni temu mieliśmy lekką kłótnię, po której po raz pierwszy od 4 lat obraził się i milczy. Skoro uciął rozmowę (mailową) krótkim "na razie", to nie nalegałam i nie pisałam pierwsza. I teraz jest pół-śmiesznie, a pół-żałośnie, bo dorosły mężczyzna nie odzywa się nic a nic od 2 dni. Niby jest mi przykro, ale gdzieś w głębi duszy wydaje mi się to tak dziecinne, że chce mi się śmiać przez łzy
Teraz jeśli odezwę się pierwsza i zacznę łagodzić sytuację lub wyjaśniać, to dam mu jasny sygnał, że jego wspaniały FOCH działa i za każdym razem jak będzie chciał coś osiągnąć "da mi karę", nie odzywając się kilka dni? Jak dziecko w piaskownicy
Z drugiej strony ile można tak milczeć?
"Im dłużej panuje cisza, tym trudniej ją przerwać." Stephen King (z książki "Wielki Marsz")
Teraz jeśli odezwę się pierwsza i zacznę łagodzić sytuację lub wyjaśniać, to dam mu jasny sygnał, że jego wspaniały FOCH działa i za każdym razem jak będzie chciał coś osiągnąć "da mi karę", nie odzywając się kilka dni? Jak dziecko w piaskownicy
Z drugiej strony ile można tak milczeć?
A takie zachowanie to już nie jest dziecinada, co? Nie odezwę się, bo pomyśli, że jestem słaba....Dorosłość.
Każdy związek jest inny, w moim są fochy i nie widzę w tym niczego złego. Mam czas na przemyślenie kłótni, zamiast rzucać argumentami na gorąco. Ja tego potrzebuję. Wszystko zależy też o co jest kłótnia. Mimo wszystko, nawet w trakcie focha, potrafimy wysłać do siebie "dzień dobry", "dobranoc", "kocham Cię" i nie jest to oznaką słabości. Do powodów milczenia wracamy "po chwili". Kłócimy się rzadko, ale kłócimy i dla mnie to jest normalne.
Pytanie do Pań i Panów - jak długo (maksymalnie) nie odzywaliście się do siebie po kłótni?
Kiedy milczenie staje się już tak długie, że staje się swoistą konkurencją, kto pierwszy pęknie i ten które je przerwie czuje się przegranym?
Kojarzę fochy i milczenie typu „kto pierwszy się przełamie, temu bardziej zależy” ze swojego pierwszego związku, ale oboje byliśmy wtedy nastolatkami ![]()
Potem już nie praktykowałam podobnych metod.
Jednak mój mąż, gdy się pokłócimy, ale tak ostro, co się nie zdarza aż tak często, ale jednak bywa, to musi zostać sam, wyjść z domu, przemyśleć sobie sprawy w samotności. Za pierwszym razem, myślałam, że mnie szlag jasny trafi, bo ja dążę do tego, żeby sytuację wyjaśnić już i teraz a on to lekceważy i mówi, że musi wyjść i sobie to przemyśleć
Dzisiaj już wiem, że on tak ma, a i doceniam ten czas, w którym i ja mogę sobie co nieco przemyśleć.
Jednak mój mąż, gdy się pokłócimy, ale tak ostro, co się nie zdarza aż tak często, ale jednak bywa, to musi zostać sam, wyjść z domu, przemyśleć sobie sprawy w samotności. Za pierwszym razem, myślałam, że mnie szlag jasny trafi, bo ja dążę do tego, żeby sytuację wyjaśnić już i teraz a on to lekceważy i mówi, że musi wyjść i sobie to przemyśleć
Dzisiaj już wiem, że on tak ma, a i doceniam ten czas, w którym i ja mogę sobie co nieco przemyśleć.
I ja też tak mam. Potrzebuję tej ciszy i wcale to nie oznacza, że przestajemy się kochać.
summerka88 napisał/a:Jednak mój mąż, gdy się pokłócimy, ale tak ostro, co się nie zdarza aż tak często, ale jednak bywa, to musi zostać sam, wyjść z domu, przemyśleć sobie sprawy w samotności. Za pierwszym razem, myślałam, że mnie szlag jasny trafi, bo ja dążę do tego, żeby sytuację wyjaśnić już i teraz a on to lekceważy i mówi, że musi wyjść i sobie to przemyśleć
Dzisiaj już wiem, że on tak ma, a i doceniam ten czas, w którym i ja mogę sobie co nieco przemyśleć.
I ja też tak mam. Potrzebuję tej ciszy i wcale to nie oznacza, że przestajemy się kochać.
Jasne, że tak
Ale wiesz pierwsza tego typu „akcja” była dla mnie niezłym wyzwaniem i okazją do ćwiczeń z radzenia sobie z własnymi emocjami ![]()
Co do przeświadczenia, w jaki sposób ludzie NIE postępują, JEŚLI się kochają, to niektórzy nawet uważają, że same kłótnie są już wyrazem tego, że być może miłości wcale nie ma skoro cały czas nie spijamy sobie z dziubków ![]()
Jasne, że tak
Ale wiesz pierwsza tego typu „akcja” była dla mnie niezłym wyzwaniem i okazją do ćwiczeń z radzenia sobie z własnymi emocjami
Co do przeświadczenia, w jaki sposób ludzie NIE postępują, JEŚLI się kochają, to niektórzy nawet uważają, że same kłótnie są już wyrazem tego, że być może miłości wcale nie ma skoro cały czas nie spijamy sobie z dziubków
Domyślam się ![]()
Ogień musi być! I adrenalina
Ale wszystko z umiarem. Nasze kłótnie są na poziomie intelektualnym, więc nie jeździmy po sobie ostro
Od czasu zakończenia mojego małżeństwa, raczej wyznaję zasadę, że miłości to nie ma w związkach, gdzie właśnie to spijanie z dziubków jest codziennością.
foch typu "foch" czyli lekceważenie drugiej strony czy nieradzenie sobie z własnym emocjami do miłości ma się nijak.
natomiast czasami nie ma sensu z kimś rozmawiać, jeśli wiadomo, że rozmowa do niczego nie prowadzi i porozumienia nie będzie, bo tak różnie patrzycie na problem.. wtedy milczenie ma sens większy niż wgryzanie się w temat. Przerobiłam to w swoim związku i wtedy doskonale rozumiem Lindę...
rozmowa z partnerem, który nie szanuje Cię w komunikacji, ma chwiejne emocje i nie ma się poczucia bezpieczeństwa też jest bezcelowa.
jeśli to krótki związek, zastanawiałbym się nad sensem utrzymywania go, autorko. Kłótnie i namiętne pogodzenia pozornie tylko są fajne, w rzeczywistości niszczą. Nie wiem czy u Ciebie chłopak zwątpił z powodu problemów komunikacji z Tobą, czy On ma jakiś problem, czy Ty.. warto dowiedzieć się tego teraz, a nie za 10 lat. I co za satysfakcja z tego, że ktoś czuje się przegranym???? tego nie rozumiem..
summerka88 napisał/a:Jasne, że tak
Ale wiesz pierwsza tego typu „akcja” była dla mnie niezłym wyzwaniem i okazją do ćwiczeń z radzenia sobie z własnymi emocjami
Co do przeświadczenia, w jaki sposób ludzie NIE postępują, JEŚLI się kochają, to niektórzy nawet uważają, że same kłótnie są już wyrazem tego, że być może miłości wcale nie ma skoro cały czas nie spijamy sobie z dziubkówDomyślam się
Ogień musi być! I adrenalinaAle wszystko z umiarem. Nasze kłótnie są na poziomie intelektualnym, więc nie jeździmy po sobie ostro
![]()
Od czasu zakończenia mojego małżeństwa, raczej wyznaję zasadę, że miłości to nie ma w związkach, gdzie właśnie to spijanie z dziubków jest codziennością.
Ostro nie oznacza, że się wyzywamy, czy startujemy do siebie z rękami, ale, że się egocentryzujemy i każde dąży do przeforsowania swojego stanowiska i koniecznie chce, aby drugie to stanowisko zaakceptowało albo nawet wbrew sobie przyklasnęło mu. Przestajemy się słuchać
Wówczas faktycznie rozdzielenie i czas na przemyślenie potrafią zmienić perspektywę, zobaczyć i usłyszeć coś więcej, dlatego dzisiaj to już nawet doceniam to „ukrywanie dyskusji” ![]()
Z drugiej strony ile można tak milczeć?
Oj można. Słyszałam o pewnej rodzinie, która się fochuje nieustannie o coś nowego. Potrafią kilka m-cy się nie odzywać. Kiedy wreszcie łaskawie 9co wyraźnie słychać i widać) odezwą się, to po krótkim czasie wynika nowa kłótnia z powodu tego nie odzywania się, albo czegoś co wynikło w czasie ich obrażenia... no i nowy foch gotowy.
Przy czym muszę podkreślić czym dla mnie jest foch. Piszecie, ze potrzebujecie chwili spokoju. ok... ale to chyba nie jest foch. Jak ktoś zauważył, można sobie przemyśliwać sprawę, ale sobie zrobić wspólną kolację, mozna podać łyżkę i generalnie mieć do siebie szacunek.
Foch to wg mnie ignorowanie drugiego człowieka, zlewanie go doszczętnie. Obraza majestatu do tego stopnia, że nawet nie zjem razem, nie wyjdę razem, nie spojrzę się w kierunku tej osoby, nie tknę niczego co do niego należy itp.
Czasem kobieta musi się pokłócić. Taka potrzeba. Czasem to dlatego, że wczoraj było fajnie, a dziś zadzwoniła koleżanka z pracy męża... Trzeba przyjąć na klatę i się później pogodzić. Nie musi to oznaczać przyznania się do winy. Czasem wystarczy powiedzieć, że bez sensu się kłócić i teraz będziemy się godzić.
Mój chłopak, potrafił do bliskich trzy lata się nie odzywać, do mnie do tygodnia, bo sama przegrywałam to awantura, najdłużej 20 dni, miałam dosyć, zostawiłam go po tym czasie, nie da się tak żyć
Kłótnie są potrzebne nawet w kochającym się małżeństwie, oczyszczają atmosferę jak gwałtowna burza, a wiadomo po burzy wszystko się uspokaja, tak samo po kłótni opadają emocje i powraca normalne spokojne życie. Nie pamiętam aby w moim długoletnim małżeństwie kiedykolwiek były ciche dni jeżeli bywały kłótnie, bo albo mąż albo ja przepraszaliśmy za wybuch emocji, poprzytulaliśmy się i wszystko wracało do normy, a powód awantury zostawał na spokojnie przedyskutowany i wyjaśniony. Uważam, że w ten sposób powinni się zachowywać dorośli, odpowiedzialni ludzie, natomiast wzajemne karanie siebie nieodzywaniem się lub nie odbieraniem telefonu to nic innego jak dziecinne dąsy na poziomie piaskownicy i okazywanie braku szacunku dla partnera. Trzeba mieć odwagę aby rozmawiać nawet na najbardziej trudne tematy, a nie uciekać w milczenie.
Dla mnie to też dziecinada. Tak jak pisze Lady Loka szkoda czasu i nerwów. A przede wszystkim nie wierzę w miłość w takim związku kiedy ludzie się do siebie nie odzywają kilka dni, bądź co gorsza kilka tygodni. Takie ciche dni zabijają każdą miłość, niszczą zaufanie.
Dla mnie partner na stracie po jednym fochu już byłby skończony.
o kurcze, ile to czasu minelo ![]()
no wiec ja moge zrobic update po 3 latach od mojego posta:
Iceni napisał/a:Lady Loka napisał/a:z 20 sekund
nie zdarza nam się pokłócić o coś tak bardzo, że nie potrafilibyśmy tego wyjaśnić od razu.
nie zdarza nam się potrzebować się o coś pokłócić, bo zwykle normalna rozmowa nam wystarcza.Gdyby mój facet przestał się do mnie odzywać i zrobiłby 1-2 dniowe milczenie, przestałby być moim facetem.
Haha, to się latwo tak mowi na początku zwiazku ;P
Iceni,
Chyba pierwszy raz uważam tak samo, tzn.do pewnego czasu tak bywa jak pisze Lady Loka
I uwaga, po 3 latach nic sie nie zmienilo. Dalej nie mamy awantur, dalej sie praktycznie nie klocimy i nie istnieje u nas cos takiego jak foch i ciche dni. A ja dalej uwazam, ze milczenie i ciche dni to przemoc psychiczna i w zyciu nie zezwolilabym na jej obecnosc w relacji.
Nie odzywanie się do kogoś, ignorowanie, milczenie - to przemoc. Ja nie akceptuję przemocy i nie pozwolam na to, żeby ktoś wobec mnie ją stosował, tak samo jak nie pozwolę, żeby ktoś mnie wyzywał czy bił.
Milczenie krzywdzi emocjonalnie. Sprawia, że osoba ignorowana czuje się niezauważalna, nie widziana, nieważna. To niszczy poczucie bezpieczeństwa, poczucie przynależności. Jeśli ktoś potrafi mnie zbywać milczeniem kilka dni, nie przekona mnie, że się dla tej osoby liczę w jakikolwiek sposób.
Jest to też objaw niedojrzałości, a z takimi ludźmi lepiej nie wchodzić w poważne związki.
Trzeba też dodać, że dzieci wychowane w takim domu wychodzą zwichniete psychicznie. Powielają wzorce wyniesione z domu.
Jakby kłótnia tylko dawała jakies pozytywne skutki...A tak to przeważnie ludzie najbardziej lubują się w samej kłótni, w wyrzuceniu z siebie emocji i obrzucaniu oponenta takimi słowami, które z boku wydają się czysto absurdalne. Szkoda nerwów i czasu na kłótnie. Awantury, FOCHY(brrr), krzyki, wyzwiska, szpilki słowne, docinki - tego wszystkiego może przecież nie być, jak ludzie potrafiliby trzymać te swoje emocje na wodzy. Milczenie czy ignorowanie jest zresztą tak samo szkodliwe.
A ja dalej uwazam, ze milczenie i ciche dni to przemoc psychiczna i w zyciu nie zezwolilabym na jej obecnosc w relacji.
Bo to nawet w myśl definicji jest przemoc psychiczna
Monoceros to też ładnie nazwała- milczenie krzywdzi emocjonalnie.
Jakby kłótnia tylko dawała jakies pozytywne skutki...A tak to przeważnie ludzie najbardziej lubują się w samej kłótni, w wyrzuceniu z siebie emocji i obrzucaniu oponenta takimi słowami, które z boku wydają się czysto absurdalne. Szkoda nerwów i czasu na kłótnie. Awantury, FOCHY(brrr), krzyki, wyzwiska, szpilki słowne, docinki - tego wszystkiego może przecież nie być, jak ludzie potrafiliby trzymać te swoje emocje na wodzy. Milczenie czy ignorowanie jest zresztą tak samo szkodliwe.
Konflikty są dobrem a kłótnie jako takie nie są krzywdą. Można się różnić, kłócić. Jeśli tego nie ma, to... bardzo dziwne. Różnica zdań, poglądów, błędy w komunikacji, takie rzeczy normalnie się zdarzają. Trzymanie emocji na wodzy to nie najważniejsza cecha (choć dla niektórych może być ważna), bo emocje w końcu opadną. Ale pozytywne skutki kłótni to jest to, co się dzieje dalej: czego nauczyliśmy się o sobie i o drugiej osobie i jak teraz dzięki temu będziemy lepsi, silniejsi.
Lady Loka napisał/a:A ja dalej uwazam, ze milczenie i ciche dni to przemoc psychiczna i w zyciu nie zezwolilabym na jej obecnosc w relacji.
Bo to nawet w myśl definicji jest przemoc psychiczna
Monoceros to też ładnie nazwała- milczenie krzywdzi emocjonalnie.
Moja ulubiona forma przemocy
Ten spokój i cisza... Osobiście wytrzymałem chyba rekordowo gdzieś ze 3 tygodnie. Po takim czasie nie pamiętałem o co chodziło ale jak komuś przeszkadza takie milczenie, to przecież może się ukorzyć i przeprosić, nie?
Dla mnie najdłuższy akceptowalny czas na milczenie, to ten niezbędny, aby opadły negatywne emocje. Dlaczego? Bo w emocjach łatwo drugą stronę urazić bardziej niż jest to konieczne. Lepiej dać sobie chwilę na wyciszenie i dopiero wówczas zacząć konstruktywną rozmowę. Złość sama w sobie absolutnie nie jest czymś złym, wydaje się wręcz nieodzowną częścią naszej emocjonalności, ważne, aby potrafić sobie z nią radzić w sposób, który nikogo nie krzywdzi, także nas samych.
Milczenie jest karą, jest formą biernej agresji, ta z kolei nie jest niczym innym, jak przemocą, co zresztą zostało już powyżej napisane.
Warto przy tym zaznaczyć, że brak konfliktów w relacjach międzyludzkich, a tym bardziej wśród ludzi żyjących ze sobą pod jednym dachem, również powinien skłaniać do zastanowienia, bo może pokazywać, że któraś ze stron za wszelką cenę unika konfrontacji, boi się otwarcie wyrażać swoje zdanie, przyjęła rolę strony w pełni podporządkowanej.
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Jak długo foch/milczenie po kłótni?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026