Jack Sparrow napisał/a:Przed okresem pokwitania tematy romantyczno-erotyczne de facto nie istnieją. Nie w takim wymiarze jak w późniejszym okresie.
Istnieją. Nie w takim wymiarze, fakt, ale istnieją 
Jack Sparrow napisał/a:Nie stałaś się taki teraz. Taki zawsze byłeś - wycofany i bierny. Dlatego nie utrzymałeś roboty załatwionej przez ojca. Dlatego też nie zauważałeś zainteresowania swoją osobą. I to jest twoja wada. Nie zaleta.
Ależ oczywiście, że byłem introwertykiem, co jednak w dzieciństwie nie sprawiało że nie miałem kolegów na podwórku, z którymi jeździłem na rowerach czy grałem w piłkę czy grałem (z nimi i z dziewczynami z okolicy) w różne typowe dla tego wieku gry. I to oni często przychodzili by mnie wyciągnąć na dwór.
Jack Sparrow napisał/a:I dlatego, że kompleksy zniknęły to przyszedłeś się tu zarejestrować dopytać czemu nie wzbudzasz sobą zainteresowania i gdzie te wszystkie porządne kobiety? Zobacz, że nawet ten wątek - ogólny o zjawisku - odbierasz personalnie.
Nie. Przyszedłem by rozeznać się w sytuacji, która przez niemal dwie dekady (wyjąwszy półtoraroczną przerwę pomiędzy) mnie zbytnio nie interesowała, z oczywistych względów: byłem w długoletnim związku, wypadłem z rynku, chciałem zobaczyć jak rynek wygląda w 2021. Trafiłem na grupy osób, które być może (same na tych forach siedząc non stop, co już samo w sobie stanowi red flag) wypaczyły mi obraz obecnego świata matrymonialnego
Jack Sparrow napisał/a:O przepraszam - cztery. W wieku 50 lat? To wciąż nie jest doświadczenie, które pozwalałoby ci się kreować na faceta cieszącego się powodzeniem, który zna swoją wartość na rynku matrymonialnym.
Dla większości kolesi ery przedinternetowej jak ty i ja, to kwestia jednego czy dwóch weekendów lub po prostu - wakacyjnych kolonii/obozów. Dla ciebie to osiągnięcia życia. Ale to i tak nie w tym rzecz. Bo długoterminowe związki i lojalność też się ceni, a wciąż próbujesz się licytować na ilość. Co jest kompletnie bez sensu. Ale i tak to wałkujesz. Bo jak sam przyznałeś kiedyś - żałujesz, ze na studiach więcej nie poruchałeś. Ja żałuję, że poruchałem za dużo i seks sam w sobie stracił na wartości. Zyskał dopiero przy poznaniu mojej żony i nabiera w miarę lat trwania naszego związku. Bo to kompletnie inny wymiar.
I to Jackie po raz kolejny pokazuje twoje metody i że nie ma sensu z tobą prowadzić dyskusji, bo wyrywasz słowa z kontekstu i przekręcasz tak by pasowały do twojej ograniczonej wizji. Twój problem polega na tym, że przez to co dała ci natura nie byłeś na tym swoim Podlasiu rozpatrywany przez laski jako pierwsza, druga czy jakakolwiek opcja i rozpaczliwie starałeś się znaleźć coś, co ci te braki w ich oczach zrekompensuje. Potem trafiałeś na mężatki czy laski w związkach, które chciały dopierdolić stałemu partnerowi (a widziały, że faceta często bardziej boli jak go zdradzi z zerem) i brałeś to za dobrą monetę, za zainteresowanie i nawet (żeby podbudować sobie ego) pokrętnie przewartościowałeś kwestie seksualne tak by te ochłapy, które ci rzucono, według jakiejś pokrętnej klasyfikacji stawiały cię wyżej od innych. Czyż to nie efekt rzucających się na głowę kompleksów z lat nastoletnich i bardzo wczesnej młodości?
Starałeś się popisać uzyskaną tak ilością, bo dopiero później znalazłeś kobietę która cię przygarnęła i tak się stała tą idealną. Utworzyłeś, zgodnie z prymitywną ludzką naturą, taki system wartości, który premiuje tworzącego ten system czyli ciebie. Dlatego patrzysz na introwertyka jak na "aspołecznego zjeba", bo inaczej (po wychowaniu w jakiejś podlaskiej dziurze i po twoich wczesnych traumatycznych przeżyciach) po prostu inaczej nie umiesz patrzeć, może nawet nikt cię nie uczył takiego patrzenia.
Nie Jackie. Ja nie podchodziłem nigdy jak ty, czyli "jeśli laska nie widzi mnie w związku, to choć zarucham i poczuję się wygrywem". Moja niewielka ilość (6) wynika właśnie z tego, że dla mnie to ZAWSZE była kwestia nierozerwalnie związana, czyli seks był związany z uczuciem i związkiem. I zawsze dążyłem do związku. I że tej ilości zawiera się m.in. jeden długotrwały związek (niemal 20 lat) i jeden kilkuletni, trwający, być może ostatni (choć jak ktoś raz po niemal dwóch dekadach zaliczył rozwód, to trwałości żadnego związku pewny być nie może).
Na pewno te nastoletnie związki dają nam piękne i potrzebne emocje, więc właśnie tego mi przez te kilka lat brakowało: nie jednorazowego zaliczenia, bo znam siebie na tyle że wiem że w żadnym wypadku nie skończyłoby się na "one night stand" (nawet tam gdzie jeden raz w moim życiu doszło do seksu na pierwszej randce). Więc tak: brakuje mi tych chwil w tych latach od liceum do pierwszej części studiów: emocji związanych z pierwszymi randkami, potem wspólnego spędzania czasu i oczywiście też seksu, jako nieodzownego elementu związku. Natomiast dalszej części bym nie zmienił, bo każda z pozostałych części pojawiła się w swoim czasie, którego lepiej nie zmieniać.
I mam pełną świadomość, że ja i tylko ja podcinałem sobie skrzydła w tych latach w tej kwestii. Tak więc szkoda co do tamtej części moich lat, ale kolejnej bym nie zmienił; może jedynie w pewnych kwestiach byłbym bardziej doświadczony i otrzaskany w momencie tego właściwego związku, czyli małżeństwa.
Jack Sparrow napisał/a:Kasa to zawsze wymówka. To ci zostało wytknięte, bo nie masz absolutnie nic do zaoferowania swoją osobą i jedyne czym mógłbyś punktować (dobytek) to akurat tego nie masz. Dlatego w wieku jakim się znajdujesz nie cieszysz się powodzeniem. Bo sam wzrost to za mało.
Widzisz Jack, tutaj pokazałem tylko pewną część siebie, nie opuszczając za bardzo (jak widać słusznie, bo przy tych zestawie interlokutorów nie tylko nie warto, ale wręcz byłoby to szkodliwe) zbroi. Pewną część siebie, którą mm dla takich jak wy, bo jesteście akurat takimi osobnikami (poza kilkoma wyjątkami), które naprawdę na nic więcej niż kopa nie zasługują. Jak widać jednak pewne osoby, w przypadku których zależy mi na stworzeniu więzi, dostają coś więcej, coś co (jak uznają) pokazuje że jednak mam co zaoferować. Ale pokazywanie tego randomom z neta to gorzej niż nietrafiona inwestycja, dlatego pozwolisz że pozostawię cię z tym, czego dowiedziałeś się dotąd. Po prostu nie jesteś wśród osób, w przypadku których zależałoby mi żeby mi żeby te osoby myślały o mnie lepiej 
Dalej przekręcasz, dalej wyrywasz z kontekstu (jednocześnie udając że nie widzisz wyjaśnień poruszonych kwestii) by uparcie dopasowywać je do twojej tezy. Dalsza dyskusja z tobą to niepotrzebne strzępienie języka i strata czasu. Nie zamierzam dłużej karmić trolla.