Bert44 napisał/a:Minnie nie o to chodzi
Spójrzmy na ta dyskusje - same nadinterpretacje. Źródło (Farmer) powiedzial że status kobiety nie jest najwazniejsza rzeczą dla faceta. I co z tego logicznie wynika? No że nie jest najważniejsza cecha. To nie oznacza że facet nie zwiaze się z kobieta sukcesu. To nie oznacza że sukces u kobiet jest zły czy niemiłe widziany. To nie oznacza że facet bedzie mial wywalone na to co zawodowo robi jego kobieta. To oznacza tylko że spojrzy na to jako kolejna cechę ktora ocenia. Ale nie pierwsza. Facet nie poleci na "pania prezes banku". Chyba że pani prezes banku przejdzie przez sito innych ocen które są wazniejsze. Statystycznie- bo wielu jednak poleci.
Jeśli masz różnicę wielkości przepaści, to istotnie: taki wariant bardziej w filmie niż w rzeczywistości. Natomiast jeśli różnica nie jest aż tak wielka... znajomy z poprzedniej pracy pracował jako budowniczy, jeździł autem, które kupiła mu żona (zajmująca OIDP dość wysokie stanowisko w banku i zarabiająca - co było tajemnicą poliszynela - znacznie lepiej od niego. I mimo tego jakoś nie kopnęła go szybko w dupę, mimo tego byli podobno zgodnym małżeństwem. Czyli: inny poziom, inne branże (on techniczna, ona - raczej zdecydowanie nie po polibudzie), ale... musieli mieć inne wspólne punkty jeśli to się spięło.. I na tym to raczej polega, nawet w tym "wycinku": można czytać inne książki, oglądać inne filmy, ale będzie tyle łączących ich kwestii że ogólnie będą mieli (skutecznie) wspólny język.
Bert44 napisał/a:A tu od razu "facet na poziomie", dziwki i Grażyny, bogaci i biedni, Mirki i celebryci. Ktos pisze ze zwiazek nie ujedzie jesli ludzie nie będą intelektualnie na podobnym poziomie. A ktos temu zaprzeczał? Intelektualny poziom moze miec bibliotekatrka i pani prezes w korpo. Ale najpierw do oceny pojdzie poziom intelektualny a potem wykonywany zawod .
Taki jest styl "dyskusji" osoby, do języka której pewnie nawiązujesz; jeśli się dobrze wczytasz, to sam dojdziesz do wniosku że wyczerpuje definicję trollingu (argumenty dorabiane pod tezę i gnojenie jeśli się z nimi nie zgadzasz) 
@RozrabiakaWmalinowymGaju
Jeśli dalej się zastanawiasz po co się tłumaczę, to przyjrzyj się proszę postowi czarnego trolliszcza z wczoraj z 9:53. Stanowi on esencję jej stylu. Masz w tym poście obrzucanie gównem skomponowanym z tego co sobie sama dopowiedziała na podstawie tego co gdzieś przeczytała na w myśl znanego "dzwonią, ale nie wiadomo w którym kościele" (także na podstawie wkrętów; zresztą podobnie wkręcała ją jedna użytkowniczka - notabene po dziś dzień zakłada wątki na tej zasadzie na Kafeterii - którą czarna "pieszczotliwie" nazywała "tępą racicą", "fałszywcem" itd) z czystymi kłamstwami. Stara, "dobra" metoda Goebbelsa, że kłamstwo powtórzone 1000 razy stanie się w końcu prawdą (przynajmniej w jej mniemaniu; chociaż np. na Kafeterii podobnie uskuteczniane przez nią kłamstwa po pewnym czasie zaczęły żyć własnym życiem jako "prawdy objawione" i "najprawdziwsze historie" czy "tak faktycznie było" ).
I co, oczekujesz że nie zdementuję oczywistych kłamstw obliczonych na to żeby nikt (kto je przeczyta) nie był skłonny przeprowadzić ze mną dyskusji na jakikolwiek temat, żeby na podstawie tego błota (które, jak każde tego typu błoto, ciężko zmyć)? Przecież to prowadzi tylko do jednego: napisz mi lepiej od razu, że mam tu tak przewalone że i tak jestem totalnie spalony i nikt w żadnym temacie nie będzie traktował mojego zdanie poważniej niż zdania Julki i z tego tytułu lepiej zwinąć w ogóle konto (być może i lepiej, próbowałem nawet u byłej adminki, ale mimo wielu prób konto wciąż działa. Tylko nie pisz o niewchodzeniu, bo to nie zadziała. Tak jak zauważyłeś: jestem podatny na manipulacje i wpływy, zwłaszcza od osób których nie chcę traktować z nieufnością - tak, do tego się przyznaję! - lecz jednocześnie coś takiego jak silna wola zawsze występowało u mnie w stopniu śladowym i krótkotrwałym: np. jakkolwiek nie musiałem nigdy rzucać palenia i picia - bo mnie do tych używek nie ciągnie - to słodycze rzucałem już dziesiątki razy. Ergo: nie zagwarantuję, że to cholerstwo nie zdoła mnie czymś sprowokować na tyle że jednak wejdę i coś napiszę. A taktykę ma zawsze tę samą, od lat: najpierw wchodzi (zauważ jak się uaktywniła gdy akurat ja wszedłem) i "przypadkowo" pod moimi wpisami zacznie umieszczać swoje, przesycone aluzjami (których większość obecnych tutaj nawet nie zrozumie). Gdy widzi, że nie reaguję, to zaczyna iść coraz bardziej dosłownie, aż do otwartego obrzucania gównem jak to widziałeś ostatnio. Była na Kafeterii; gdy dałem sobie spokój z Kafeterią, to po jakimś czasie pojawiła się i tutaj. Nie wiem, na czym opiera swojego chorego pierdolca na moim punkcie (sadystyczne zachowania ją podniecają? Na Kafeterii latała plotka że chełpiła się swego czasu tym że znęcała się nad psem), ale że go ma, to widziało całe otoczenie na Kafeterii i pewnie dostrzegają to już nawet niektóre osoby tutaj. Zauważyłeś, że nawet tutejsze "stare" użytkowniczki (i to zebrane do kupy) jakoś nie poświęcają mi nawet w ułamku tyle "uwagi" co ona? Jakiś czas temu Karmie się nieco poulewało, Smutna mimochodem raz mnie wspomniała i koniec. Bez potrzeby nie widzą powodu by wchodzić w ostrą, jadowitą interakcję. Tu masz zupełnie inny przypadek; przypadek, w przypadku którego możesz sobie udawać że go nie widzisz, ale który będzie próbować do skutku.