netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

157 odpowiedzi15 003 wyświetleniazałożony przez Miklosza, 07.10.2024

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 158 ]

66

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Klaryssa napisał/a:

Po moich znajomych zauważyłam ze najwiecej maja zawsze do powiedzenia jak to jest wszystko proste Ci którzy a) dostali mieszkanie w spadku po dziadkach b) dostali mieszkanie od rodziców c) rodzice ich tak wyedukowali/zainwestowali w dzieciństwie w ich przyszłość ze rzeczywiście teraz dobrze zarabiają i mogą stawiać warunki ... oni są 'najlepszymi' doradcami.

Nie mieszkam z rodzicami już od wielu lat, wyjechałam za granice ale moje cale życie 'ustawil' fakt, ze poznałam kogoś. Wcześniej byłam w długich związkach z dwoma chłopakami którzy mieli mieszkania kupione przez rodziców wiec jakbym za nich wyszła za maz to te kwestie gdzie zamieszkać tez miałabym 'z głowy'.


Rodzice niczego mi nie dali, spadku żadnego nie dostałem. A uważam, że wyprowadzka, jak i sam sam proces przeprowadzenia się, jest banalny. To jedynie kwestia chęci i motywacji. Dzisiaj, ze względu na internet i social media jest o to łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej. I to pomimo względnie wysokich cen, bo nie brakuje ogłoszeń o szukaniu współlokatora. Tysiące ofert można przejrzeć siedząc na kiblu.

67

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Jack Sparrow napisał/a:
Klaryssa napisał/a:

Po moich znajomych zauważyłam ze najwiecej maja zawsze do powiedzenia jak to jest wszystko proste Ci którzy a) dostali mieszkanie w spadku po dziadkach b) dostali mieszkanie od rodziców c) rodzice ich tak wyedukowali/zainwestowali w dzieciństwie w ich przyszłość ze rzeczywiście teraz dobrze zarabiają i mogą stawiać warunki ... oni są 'najlepszymi' doradcami.

Nie mieszkam z rodzicami już od wielu lat, wyjechałam za granice ale moje cale życie 'ustawil' fakt, ze poznałam kogoś. Wcześniej byłam w długich związkach z dwoma chłopakami którzy mieli mieszkania kupione przez rodziców wiec jakbym za nich wyszła za maz to te kwestie gdzie zamieszkać tez miałabym 'z głowy'.


Rodzice niczego mi nie dali, spadku żadnego nie dostałem. A uważam, że wyprowadzka, jak i sam sam proces przeprowadzenia się, jest banalny. To jedynie kwestia chęci i motywacji. Dzisiaj, ze względu na internet i social media jest o to łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej. I to pomimo względnie wysokich cen, bo nie brakuje ogłoszeń o szukaniu współlokatora. Tysiące ofert można przejrzeć siedząc na kiblu.

No dokladnie mnie wyprowadzka poszla latwo i to za granice, gdzie nie znalam nikogo oprocz mojej kolezanki, a nawet jezyka nie znalam.  A tu maja sie wyprowadzic ulice dalej i gina na swiecie

68

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Chcącemu nie dzieje się krzywda. Jak ktoś chce i mu na tym zależy to po prostu robi to.

69

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Gwoli ścisłości, ptaki będące gniazdownikami opuszczają je zanim jeszcze w pełni się usamodzielnią smile

Natomiast irytuje mnie schematyczne i powierzchowne podejście do wieli spraw. Kiedy po przytoczeniu określonego zagadnienia od razu następuje zaszufladkowanie kogoś do danego "worka" bez jakiegokolwiek głębszego przyjrzenia się sprawie. W przypadku mieszkania z rodzicami nadrzędnym argumentem jest sprawa prywatności i niezależności. Trochę to sugeruje, jakby każda matka czy generalnie rodzice, przejawiali toksyczne zachowania, czyniąc ze swojego dziecka jakąś upośledzoną osobę..
Nawet, jeśli się ma w dużym domu osobne piętro..

70 Ostatnio edytowany przez New Me (2024-12-17 22:15:37)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
bagienni_k napisał/a:

Gwoli ścisłości, ptaki będące gniazdownikami opuszczają je zanim jeszcze w pełni się usamodzielnią smile

Natomiast irytuje mnie schematyczne i powierzchowne podejście do wieli spraw. Kiedy po przytoczeniu określonego zagadnienia od razu następuje zaszufladkowanie kogoś do danego "worka" bez jakiegokolwiek głębszego przyjrzenia się sprawie. W przypadku mieszkania z rodzicami nadrzędnym argumentem jest sprawa prywatności i niezależności. Trochę to sugeruje, jakby każda matka czy generalnie rodzice, przejawiali toksyczne zachowania, czyniąc ze swojego dziecka jakąś upośledzoną osobę..
Nawet, jeśli się ma w dużym domu osobne piętro..

A mowia, ze czlowiek jest najbardziej inteligetna istota,a chyba jako jedyny nie jest samodzielny wg prawa do 18 roku zycia. A takie np rybki wykluja sie i sobie szczesliwie plyna w swiat. Takie cielaki juz stoja i biegaja po 2-3 dniach max a ludzie sie caly rok ucza chodzic.  Takie lwiatka juz maja kilka miesiecy sie ucza polowac, a czlowiek sra pod siebie. Moze wlasnie dlatego zwierzeta sie tak duzo rozmnazaja, bo one nie maja zadnych obowiazkow, a jak maja to sa krotkotrwale, a czlowiekowi trzeba jedno to samo po tysiac razy tlumaczyc. Maly tygrys zrozumie jak mu matka tygrysica powie ,ze ma gdzies nie isc, a takiemu dziecku trzeba gadac non stop to samo i tak nie slucha

71 Ostatnio edytowany przez Klaryssa (2024-12-17 23:01:17)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Jack Sparrow napisał/a:

Rodzice niczego mi nie dali, spadku żadnego nie dostałem. A uważam, że wyprowadzka, jak i sam sam proces przeprowadzenia się, jest banalny. To jedynie kwestia chęci i motywacji. Dzisiaj, ze względu na internet i social media jest o to łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej. I to pomimo względnie wysokich cen, bo nie brakuje ogłoszeń o szukaniu współlokatora. Tysiące ofert można przejrzeć siedząc na kiblu.

Przeprowadzałam się w ciagu swojego życia kilkanaście razy (włącznie z przeprowadzka z Niemiec do UK i z powrotem) wiec wiem ze jest to możliwe jednak będąc sama i mając przeciętnie płatna prace bez możliwości pracy zdalnej nie przeprowadziłabym się z Warszawy do np. Radomia bo tam by mnie było 'stać' i wiem ze nie płaciłabym ok. 1300 zł za pokój kiedy miałabym pokój u rodziców w mieszkaniu. Odkładałabym pieniądze i oszczędzała.

72

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Klaryssa napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Rodzice niczego mi nie dali, spadku żadnego nie dostałem. A uważam, że wyprowadzka, jak i sam sam proces przeprowadzenia się, jest banalny. To jedynie kwestia chęci i motywacji. Dzisiaj, ze względu na internet i social media jest o to łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej. I to pomimo względnie wysokich cen, bo nie brakuje ogłoszeń o szukaniu współlokatora. Tysiące ofert można przejrzeć siedząc na kiblu.

Przeprowadzałam się w ciagu swojego życia kilkanaście razy (włącznie z przeprowadzka z Niemiec do UK i z powrotem) wiec wiem ze jest to możliwe jednak będąc sama i mając przeciętnie płatna prace bez możliwości pracy zdalnej nie przeprowadziłabym się z Warszawy do np. Radomia bo tam by mnie było 'stać' i wiem ze nie płaciłabym min. 1300 zł za pokój kiedy miałabym pokój u rodziców w mieszkaniu. Odkładałabym pieniądze i oszczędzała.

Stolicy sa zawsze najdrozsze. Dobrze,ze w Londynie nie mieszkam. Tam sa ceny z kosmosu, a zarobki niewiele wyzsze niz w innych miastach

73 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2024-12-18 09:48:12)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Kiedyś młodym ludziom zależało, aby szybko wyprowadzić się od rodziców, żeby  usamodzielnić się i być niezależnym.
Dziś panuje tendencja całkowicie odwrotna. Padają przy tym różne tłumaczenia. Zdecydowana większość z nich opiera się na czystym wygodnictwie, niechęcią do zrobienia czegoś więcej ponad ustaloną normę.
Zgadzam się z Julką, że koszty życia w każdej metropolii są wręcz kosmiczne. Bardziej opłaca się mieszkać w mniejszym ośrodku, gdzie płace są na dobrym poziomie, koszty życia zdecydowanie przystępne. To przekłada się idealnie na lepszy komfort życia, mniej stresu, mniej nerwówki.

74

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Klaryssa napisał/a:

nie przeprowadziłabym się z Warszawy do np. Radomia bo tam by mnie było 'stać' i wiem ze nie płaciłabym ok. 1300 zł za pokój kiedy miałabym pokój u rodziców w mieszkaniu. Odkładałabym pieniądze i oszczędzała.


Jako kobieta masz większe pole manewru w porównaniu do mężczyzny. Ten pozostający w rodzinnym domu "bo taniej" będzie zawsze postrzegany jako niesamodzielny maminsynek i po prostu życiowa niedojda.

75

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Alessandro napisał/a:

Kiedyś młodym ludziom zależało, aby szybko wyprowadzić się od rodziców, żeby  usamodzielnić się i być niezależnym.
Dziś panuje tendencja całkowicie odwrotna. Padają przy tym różne tłumaczenia. Zdecydowana większość z nich opiera się na czystym wygodnictwie, niechęcią do zrobienia czegoś więcej ponad ustaloną normę.
.

Kiedyś było tak samo, byli tacy, którzy mieszkali latami z rodzicami a byli tacy, co szybko się wyprowadzali, najczęsciej wiązało się to ze studiami w innym mieście lub pracą.
I druga kwestji to fakt, czy się jest samemu, czy w związku,. Osoby będące w związku rzadziej mieszkają z rodzicami niż samemu.

76 Ostatnio edytowany przez Klaryssa (2024-12-18 17:02:15)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

.

77

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Muqin napisał/a:

Jaką sytuację gniazdownika opisuje się w Newsweeku?

Taki pasożyt, który mieszkanie z rodzicami traktuje jak okazje do wzbogacenia się, przycięcia na kase.

To dość złożony temat, bo swego czasu była mocna nagonka na takich ludzi i w sumie nie wiem czy tacy ludzie istnieją, czy to było lobbowanie na bańkę nieruchomości. IMO nikt nie mieszka z rodzicami jak nie musi/ nie są do rany i nie mają super relacji i dużego domu. W mediach była nagonka na gniazdowników, że wolą kisić się z mama w jednym pokoju w bloku tylko po to żeby zaoszczdzić i nie musieć samemu ogarniac życia. Teraz mysle że to czesciej ludzi tay jak Shimi, niby ma prace, ale IMO na mieszkanie samodzielne w Warszawie to troche za mało płatna, albo nawet ludzie którzy mają schorowanych rodziców i po prostu nie stać ich żeby się wyprowadzić i potem wynająć kogoś do opieki więc robią sami za opieknkę.
Po odkryciu "lobby deweloperskiego" troche mi się zmianiła perspektywa na ten temat.

78

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Priscilla napisał/a:

No dobrze, ale tak szczerze, to ile razy w miesiącu jedziesz do dużego miasta, by kogoś poznać? Uważasz, że w mniejszym są mniejsze możliwości? Często przeciwnie, bo ludzie bywają tam bardziej otwarci.

Ja dla odmiany znam takich osób naprawdę sporo i w każdym wieku. Wśród moich znajomych, także tych młodszych, mało kto wciąż mieszka z rodzicami, bo najczęściej na swoim, przy czym niektórzy we własnym mieszkaniu, inni w wynajmowanym.
Wciąż uważam, że Twoje ograniczenia są sztucznie narzucone i chwytasz się wszystkiego, co może usprawiedliwić Twój lęk przed zmianą.

Czy w mniejszym są mniejsze możliwości? Zakładam, że tak bo ja mieszkając te 20km od Warszawy nie mam nic. Im bliżej dużego miasta tym więcej "atrakcji" powinno być, a nie ma prawie niczego. Do samej Warszawy w tygodniu po prostu nie da się jeździć bo większość wszelkiego rodzaju grupowych zajęć, treningów, kursów itd. jest w godzinach 18-19, a ja nie raz w tych godzinach jestem jeszcze w pracy. Przypominam, że po pracy wypadałoby coś zjeść, umyć się i jeszcze trzeba dojechać. To nie biuro, że cały dzień jestem czysty i pachnący, na moich treningach to jeszcze jakoś przejdzie bo tam i tak jest się mega spoconym. Jednak mieszkając w tej Warszawie byłoby dużo łatwiej bo przynajmniej czas dojazdu odpada, byłoby po postu bliżej.

To znaczy jedynie tyle, że po prostu żyjemy w innych środowiskach. Powtarzam, ja nie znam nikogo kto SAMEMU lub W POJEDYNKĘ wyprowadził się od rodziców, to ZAWSZE następowało po znalezieniu partnera/partnerki. Nie znam nawet nikogo kto widziałby jakiś sens w wyprowadzaniu się nie będąc w związku lub nie mając jakiejś solidnej dysfunkcji czy patoli w domu.

Alessandro napisał/a:

Chcącemu nie dzieje się krzywda. Jak ktoś chce i mu na tym zależy to po prostu robi to.

Totalna bzdura, gdyby tak było to po ulicach chodziliby sami milionerzy, aktorzy, piłkarze, astronauci, lekarze itd. Nie ma czegoś takiego jak "chcieć to móc".

Klaryssa napisał/a:

Odkładałabym pieniądze i oszczędzała.

Z tym oszczędzaniem też nie jest tak łatwo. Żeby zaoszczędzić tyle by starczyło na mieszkanie trzeba by było zarabiać powyżej średniej krajowej. Zarabiając minimalną nawet nie wydając z tego nic nie odłożysz zbyt wiele, to wciąż będzie daleko od sumy potrzebnej na mieszkanie.

Alessandro napisał/a:

Kiedyś młodym ludziom zależało, aby szybko wyprowadzić się od rodziców, żeby  usamodzielnić się i być niezależnym.
Dziś panuje tendencja całkowicie odwrotna. Padają przy tym różne tłumaczenia. Zdecydowana większość z nich opiera się na czystym wygodnictwie, niechęcią do zrobienia czegoś więcej ponad ustaloną normę.
Zgadzam się z Julką, że koszty życia w każdej metropolii są wręcz kosmiczne. Bardziej opłaca się mieszkać w mniejszym ośrodku, gdzie płace są na dobrym poziomie, koszty życia zdecydowanie przystępne. To przekłada się idealnie na lepszy komfort życia, mniej stresu, mniej nerwówki.

Nie nazwałbym tego wygodnictwem, raczej racjonalnością. Nikt świadomie nie chcę się wpakować w warunki gorsze niż miał wcześniej. Oczywiście można być naiwnym optymistą i myśleć coś w stylu "teraz się pomęczę, a jak znajdę lepszą pracę lub dostanę awans to na pewno będzie lepiej niż wcześniej". Mało kto już wierzy w coś takiego, zwłaszcza patrząc na znajomych, którzy albo po kilku latach wrócili do rodziców albo osiągnęli poziom maksymalnie ten sam co rodzice mając przy tym długi, depresję, alimenty i problemy z używkami. To prawda, że ludzie z pokolenia moich rodziców pod wieloma względami mieli turniej ale pod względem usamodzielnienia się i pójścia na swoje mieli łatwiej.

Przykład, moja znajoma mieszka na wynajętym z chłopakiem w Warszawie. Oboje ledwo wyrabiają na przetrwanie pracując po 12h i już podjęli decyzję o wzięciu wspólnego kredytu na 30 lat by kupić mieszkanie, nie mają ślubu ani dzieci, są razem niecałe dwa lata przy czym on jest jej pierwszym chłopakiem. Nawet nie zdążyli się dobrze poznać i pobyć w tym związku dłużej, a już chcą brać kredyt na całe życie bo inaczej nie mieliby jak mieszkać razem bo oboje mają domy rodzinne za daleko żeby opłacało im się dojeżdżać tyle do pracy.

79

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Priscilla napisał/a:
Miklosza napisał/a:

No może masz rację ale musiał bym mieszkać na tym samym osiedlu za bardzo pszyzwyczaiony* do rodziny  big_smile

Brak odciętej pępowiny to dodatkowy i niestety bardzo duży problem. Już niejeden związek, a nawet małżeństwo, się przez to rozpadło.






* przyzwyczajony wink

Dokladnie tak

80

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Shinigami napisał/a:

Czy w mniejszym są mniejsze możliwości? Zakładam, że tak bo ja mieszkając te 20km od Warszawy nie mam nic. Im bliżej dużego miasta tym więcej "atrakcji" powinno być, a nie ma prawie niczego. Do samej Warszawy w tygodniu po prostu nie da się jeździć bo większość wszelkiego rodzaju grupowych zajęć, treningów, kursów itd. jest w godzinach 18-19, a ja nie raz w tych godzinach jestem jeszcze w pracy. Przypominam, że po pracy wypadałoby coś zjeść, umyć się i jeszcze trzeba dojechać. To nie biuro, że cały dzień jestem czysty i pachnący, na moich treningach to jeszcze jakoś przejdzie bo tam i tak jest się mega spoconym. Jednak mieszkając w tej Warszawie byłoby dużo łatwiej bo przynajmniej czas dojazdu odpada, byłoby po postu bliżej.

Shini, są miasta i... miasta. Przypomnij mi, w jak dużej miejscowości zamieszkujesz? To nie jest przypadkiem wieś?
Ja w moim mam niemal wszystko i to w takiej ilości, że mogę wybierać i przebierać. W dodatku jesteśmy na tyle dobrze skomunikowani, że gdyby jednak było mi mało, choć nie jest, to spokojnie mogę korzystać również z tego, co oferują miasta ościenne.
Zresztą wcześniej dokładnie już wyjaśniłam o co mi konkretnie chodzi, za to Ty raz twierdzisz, że to musi być Warszawa, by zaraz potem wymieniać przeszkody, które nie pozwalają Ci korzystać z jej dobrodziejstw. Jesteś jedną, wielką sprzecznością.

81

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Po odkryciu "lobby deweloperskiego" troche mi się zmianiła perspektywa na ten temat.


A na czym w tym wypadku miałoby to lobby deweloperskie polegać skoro mieszkania w PL schodzą jak ciepłe bułeczki, a ich cena nieustannie rośnie od wielu lat? Teraz dopiero się troszkę uspokoiło na tym polu, ale wciąż ceny są kosmiczne.

Gniazdownicy nie są targetem dla developerów. Nigdy nie byli. Jeśli już to są targetem banków, które żyją z kredytów konsumenckich.

Bańka mieszkaniowa jest u nas ogromna. Ale gniazdownicy nie mają z tym żadnego związku, bo relacja kosztów najmu lub zakupu mieszkania względem stawek minimalnych prawie się nie zmieniła na przestrzeni ostatnich ~20 lat. Też byłem w szoku, ale okazuje się, że ekonomia nie ma z tym żadnego związku. Od kilkunastu lat nasz kraj się wyludnia, liczba mieszkańców spada. Buduje się jednak kolejne blokowiska, a ceny nieruchomości tak czy siak wciąż rosną, choć w takiej sytuacji powinny....spadać. Ilość pustostanów też jest ogromna.

82

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Shinigami napisał/a:

To znaczy jedynie tyle, że po prostu żyjemy w innych środowiskach. Powtarzam, ja nie znam nikogo kto SAMEMU lub W POJEDYNKĘ wyprowadził się od rodziców, to ZAWSZE następowało po znalezieniu partnera/partnerki. Nie znam nawet nikogo kto widziałby jakiś sens w wyprowadzaniu się nie będąc w związku lub nie mając jakiejś solidnej dysfunkcji czy patoli w domu.

Przecież nawet tutaj nie brakuje takich ludzi.

Sam się wyprowadziłem nie mając partnerki. Po prostu znalazłem kolejną, lepiej płatną pracę, policzyłem, że mnie na to stać i wykonałem krok (przeprowadzając się do innego miasta). Tym bardziej, że znalazłem współlokatora, kolegę z pracy i we dwóch wynajęliśmy 3 pokojowe mieszkanie. Kolejne mieszkanie też wynająłem z kolegą, ale innym. W kolejnym mieście. Samodzielny najem to chyba dopiero 4 albo 5 mieszkanie było. Potem się popsułem i musiałem wrócić do domu rodzinnego, żeby podreperować zdrowie, bo w tamtym czasie nie dałbym rady nawet zrobić zakupów i zwyczajnie nie miałem innego wyjścia.


Po prostu nie chciałem wisieć na rodzicach, bo nawet dokładając do rachunków zawsze byłem i zawsze pozostanę ich dzieckiem. Po prostu przychodzi taki etap w życiu człowieka, że chce się usamodzielnić. Nawet jeśli ekonomicznie oznacza to krok w tył. Ta samodzielność oznacza wolność i możliwość.....popełniania błędów młodości. Mogłem urządzić domówkę, mogłem sprowadzać przygodne dziewczyny.....mogłem robić wszystko to, co w obecności rodziców nie wypada, a czego młody człowiek potrzebuje, aby tej młodości faktycznie zaznać.

Masz kompletnie spaczone widzenie wyprowadzki. Dla ciebie to jakiś przymus i społeczna presja. Ja z kolei nie znam nikogo, kto by to tak widział.


Totalna bzdura, gdyby tak było to po ulicach chodziliby sami milionerzy, aktorzy, piłkarze, astronauci, lekarze itd. Nie ma czegoś takiego jak "chcieć to móc".

Oczywiście, że tak jest. Chcieli, zapracowali i mają.


Nie nazwałbym tego wygodnictwem, raczej racjonalnością. Nikt świadomie nie chcę się wpakować w warunki gorsze niż miał wcześniej. Oczywiście można być naiwnym optymistą i myśleć coś w stylu "teraz się pomęczę, a jak znajdę lepszą pracę lub dostanę awans to na pewno będzie lepiej niż wcześniej". Mało kto już wierzy w coś takiego, zwłaszcza patrząc na znajomych


TO CZYSTE WYGODNICTWO. Bo mamusia posprząta, papu zrobi...

Nie masz znajomych. To po pierwsze. Po drugie ty się zatrzymałeś mentalnie na poziomie szkoły podstawowej. Siedzisz u jednego pracodawcy, własnego szwagra i boisz się wyegzekwować nawet należnych ci praw pracowniczych. Większość tak nie ma i jednak chujowe roboty rzucają bez żalu przenosząc się tam, gdzie lepiej płacą lub gdzie jest możliwość awansu. Ty siedzisz na dupie i czekasz na mannę z nieba.


Oboje ledwo wyrabiają na przetrwanie pracując po 12h i już podjęli decyzję o wzięciu wspólnego kredytu na 30 lat by kupić mieszkanie, nie mają ślubu ani dzieci, są razem niecałe dwa lata przy czym on jest jej pierwszym chłopakiem.

Przestań kłamać, dobrze? Ty myślisz, że tu ludzie o kredyty nie występowali nigdy i nie realiów nie znają?



PS duże miasto = większe możliwości > to się nie tyczy ciebie, ani twojej pracy, bo tu chodzi o możliwość znalezienia lepszej pracy w większej firmie, co wiąże się z opcjami awansów lub z posiadaniem bogatego życia prywatnego (muzea, wystawy, kina, eventy), którego również nie masz.

83

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Jack, a było by cie stac na mieszkanie, nie z współlokatorami?
Bo o to sie rozbija, z partnerka i partnerem na 2 pensje to jedna sprawa , czy prowadzać życie jak w komunie, de facto z kilkoma obcymi osobami na mieszkaniu, do druga sprawa, ale w żadnym w tych przypadków nie możną mówić o samodzielności czy niezależności.

Ja wyprowadziłem sie z domu tuz po maturze, ale rozumiem jak najbardziej ludzi którzy żyją z rodzicami.
Patrząc na ceny w najbliższym mi małym miasteczku, przy której jest strefa ekonomiczna, gdzie pościągali Ukraińców i chińczyków,
Miasto według gogle ma 14 tys mieszkańców + jakieś 2 tys pracowników najemnych.
Cena za najtańsze syfiaste mieszkanie, aktualnie 2k+czynsz+opłaty.
Minimalna od nowego roku 3500 na rękę.
Powiesz, zajebiście, przecież jest strefa, jest praca itp...tak za minimalna +400zł brutto premi frekwencyjnej, która ci zabierają po 3 dniach na l4 w ROKU.
Wiec na pewno uda ci sie samemu przezyć.

Co do cen mieszkan to przypominam sobie tutaj nie jedna rozmowę, nawet z toba, bodajże.

Mieszkania drożeją coraz bardziej, warszawa jest chyba najdroższa stolica w europie, i drożeją najszybciej w europie na pewno, o ile nie na świecie, chyba nawet dubaj prześcignęliśmy.
Bo sa traktowane jako inwestycja, o praktycznie zerowym ryzyku.
I największym zysku.
Fundusze inwestycyjne kupują całe osiedla, większe firmy po całe bloki, i one stoją puste
Bo nawet nie trzeba ich wynajmować, aby zarobić ogrom kasy.
Przecietny polak co zrobi z wolna gotówką? ano kupi mieszkanie.
przedsiębiorcy jak do czegokolwiek dojdą przestają inwestować w swoja firmy, bo większą stopę zysku otrzymają z mieszkań.
Jakie jest marzenie większości polaków, zyc z rentierstwa 

Polsce jest na wczoraj potrzebny ogromny podatek katastralny

84

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Jack, a było by cie stac na mieszkanie, nie z współlokatorami?

Tak. Po prostu wynająłbym kawalerkę albo pokój. A tak wynajęliśmy 3pokojowe mieszkanie. Aczkolwiek na to konkretne mieszkanie i tak byłoby mnie stać samemu, bo wynajmowaliśmy od zakonnicy za jakieś śmieszne pieniądze.


W pierwszej pracy zarabiałem grosze, bo nawet pełnego etatu nie wyrabiałem. Po co mi było tam siedzieć? Poszedłem tam, gdzie lepiej płacili....właśnie po to, żeby mnie było stać się wyprowadzić.


Co do cen mieszkan to przypominam sobie tutaj nie jedna rozmowę, nawet z toba, bodajże.

Tak, mam podobne zdanie. Mało tego, ilość pustostanów jest OGROMNA. W samej stolicy prawie 200 tyś pustych mieszkań stoi.

Ale nie rozmawiamy tu o kupnie mieszkania, ale o wyprowadzce z domu, o usamodzielnieniu się. A przynajmniej kroku w tym kierunku.

Warszawa jest mega specyficzna, zwłaszcza po szturmie Ukraińców. Ale wcześniej lub w miejscach gdzie takiego problemu nie ma, to mieszkania do najmu można znaleźć bez większego problemu za niewielkie pieniądze. Na FB są całe grupy spod hasła 'współlokatora szukam', a też nie brakuje ogłoszeń lokalnych, często w gazetach czy na tablicach spółdzielczych od ludzi starszych, którzy chętnie komuś podnajmą pokój za garść drobniaków w zamian za okazjonalną pomóc z zakupami, drobne naprawy itp. Nie jest to rozwiązanie idealne, ale krok w kierunku dorosłości.


Mieszkanie z rodzicami jestem w stanie zrozumieć w kilku sytuacjach:
- ktoś ma problem zdrowotny
- jest to duży dom jednorodzinny z jakąś formą gospodarki rolnej
- ma się realnie spore zarobki, które w perspektywie max kilku lat pozwolą na kupno własnego M


Jak się mieszka u rodziców płacząc jednocześnie na brak partnerki i chujową robotę to sorry, ale na moje zrozumienie nie ma co liczyć. Tym bardziej, że są TBSy, są mieszkania komunalne itp. Możliwych rozwiązań jest na pęczki o ile się nie szuka wymówek. A umówmy się - 30latek na minimalnej i będący na garnuszku rodziców to nie będzie kąsek dla nikogo. Czasem trzeba zrobić krok w tył, żeby zrobić dobry rozbieg przed ogromnym skokiem do przodu.

85 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2024-12-20 19:59:47)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Szeptuch napisał/a:

warszawa jest chyba najdroższa stolica w europie

Cena za metr w centrum:
Warszawa - 24k
Madryt - 27k
Lizbona - 27k
Rzym - 29k
Berlin - 34k / Monachium 50k
Wieden - 41k
Paryz - 52k
Londyn - 77k

Wawa jest jedna z najtanszych stolic w Europie.
Jaki brak samokrytyki i samozastanowienia trzeba miec aby napisac, ze jest chyba "najdrozsza"?

86 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2024-12-20 20:04:55)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

warszawa jest chyba najdroższa stolica w europie

Cena za metr w centrum:
Warszawa - 24k
Madryt - 27k
Lizbona - 27k
Rzym - 29k
Berlin - 34k / Monachium 50k
Wieden - 41k
Paryz - 52k
Londyn - 77k

Wawa jest jedna z najtanszych stolic w Europie.


To jeszcze odnieś to do zarobków oraz kosztów kredytów i przestanie już być to takie "tanie".

edit - jedne z najdroższych kredytów:
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Oproce … 09603.html

a tu coś o realnym stanie posiadania:

Polska jest w trójce krajów Unii Europejskiej, w których majątek w przeliczeniu na pojedynczego dorosłego obywatela jest najmniejszy. Średnio pięciu Kowalskich ma razem tyle, co typowy Muller.

https://businessinsider.com.pl/gospodar … ie/179x4cq


Więc tak - te ceny, które podałeś w odniesieniu do realnych zarobków i kosztów zakupu mieszkania są jednymi z najdroższych na świecie.

87 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2024-12-20 20:08:41)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Jack, ja osobiscie nigdy nie bralem zadnej pozyczki wiec w tym temacie ekspertem nie jestem, ale slyszalem, ze przynajmniej jeszcze do niedawna byl kredyt 2% na pierwsze mieszkanie?

Edit: Jak chcesz liczyc nie koszt nieruchomosci tylko sile nabywcza (relatywnie do wiekszosci Europy) to dochodzisz do nudnego wniosku, ze jest tak jak bylo przez ostatnie 300 lat (a nawet odwrotnie - czyli w Polsce zyje sie coraz lepiej relatywnie do Europy Zachodniej).

88

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Jack, ja osobiscie nigdy nie bralem zadnej pozyczki wiec w tym temacie ekspertem nie jestem, ale slyszalem, ze przynajmniej jeszcze do niedawna byl kredyt 2% na pierwsze mieszkanie?


Bajki dla dzieci.

https://www.gov.pl/web/rozwoj-technolog … zny-kredyt

89

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Edit: Jak chcesz liczyc nie koszt nieruchomosci tylko sile nabywcza (relatywnie do wiekszosci Europy) to dochodzisz do nudnego wniosku, ze jest tak jak bylo przez ostatnie 300 lat (a nawet odwrotnie - czyli w Polsce zyje sie coraz lepiej relatywnie do Europy Zachodniej).


Nope.


Nie mogę się z tym zgodzić.


Problem leży w naszej historii. Mało mamy, bo możemy się bogacić dopiero od niedawna. I mamy ogromny problem z nieruchomościami i gruntami, bo nikt się za porządki nie wziął zaraz po wojnie i teraz mamy tego konsekwencje.

Jedyne co mamy OK to nasza ksenofobia zapewnia nam względne bezpieczeństwo.

90

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Jedyna interesujaca, ale bledna informacja, ktora prostowalem to fakt, ze Warszawa nie jest najdrozsza stolica w Europie - jest jedna z najtanszych (za ta sama ilosc pieniedzy co w Londynie za 1 mieszkanie, w Wawie kupisz 3 i Ci zostanie).

Fakt, ze w twoim mozgu "drogo" oznacza nie cene tylko sile nabywcza (bo tak Ci pasuje do sztywnych przekonan) to inna sprawa.
Ostatecznie pozwolilo Ci to na zmiane tematu z ciekawego na nudny - oswieciles mnie, ze Polska jest biedniejsza od Europy Zachodniej...

91

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Jeśli w jednym dużym mieście stoi tyle pustych mieszkań, to nie ma chyba wątpliwości, że jest tutaj coś mocno "nie halo". Poza tym, trzeba wiedzieć, za co się płaci. Jeśli już wydawać fortunę, to za odpowiednią jakość. Mam wrażenie, że obecnie bardzo często płaci się krocie za byle co. Siła nabywcza zaś wydaje się dość istotna: różnica między Kowalskim zarabiającym w złotówkach a Smithem czy Mullerem, dostającym wypłatę w innej walucie..

Do tego dochodzi jeszcze jedna, kluczowa rzecz moim zdaniem: styl życia. Nie każdy, przynajmniej na pewnym etapie, ma możliwość czy nawet chęci prowadzić stateczny i osiadły tryb życia ze stabilną pracą od poniedziałku do piątku, gdzie każdego dnia do tego mieszkania się wraca. Co, jeśli przez większą część roku ktoś tak naprawdę przebywa cały czas w ruchu, na walizkach? Choćby z uwagi na wykonywany zawód? Czy zatem rozsądne jest płacenie nawet za pokój, jeśli się w nim prawie nie przebywa? Zetknąłem się osobiście z takimi przypadkami i zawsze się zastanawiałem, po jaką cholerę ci ludzie wynajmują mieszkanie, skoro tam w ogóle nie bywają?

92

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Czy coś jest drogie czy tanie to nie kwestia liczby bezwzględnej tylko tego czy ciebie na to stać, czy nie. Jesteśmy w europejskim ogonie jeśli chodzi o stan posiadania. Do tego mamy najwyższe koszty związane z kredytami hipotecznymi. To, że dla przeciętnego Francuza albo Brytyjczyka warszawskie ceny mieszkań są przystępne nie zmienia tego, że nasz rynek nieruchomości jest pojebany i dla zwykłego Kowalskiego zakup mieszkania jest prawie nieosiągalny.

To, że tle starej unii jesteśmy tani to winduje nam niebotycznie ceny z powodów, jakie przedstawił Szeptuch.

93 Ostatnio edytowany przez Klaryssa (2024-12-20 23:29:01)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

W Niemczech dominuje wynajem. Ludzie nawet 50 + czy 60 + nadal wynajmują. Mało kto decyduje się na kupno mieszkania w dużych miastach w zachodnich Niemczech a komunikacja miejska jest tak świetna i tak rozwinięta ze do 1 h drogi od wielkiego miasta ceny są niestety także bardzo wysokie ... taniej jest we wschodnich Niemczech szczególnie zaraz przy polskiej granicy.

94 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2024-12-21 00:43:42)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Jack Sparrow napisał/a:

Czy coś jest drogie czy tanie to nie kwestia liczby bezwzględnej tylko tego czy ciebie na to stać, czy nie.

Czyli bardziej Cie stac na mieszkanie w Londynie czy Paryzu niz w Warszawie?
No nie.
Gadanie o tym co by bylo jakbys pracowal w Londynie i jakby babcia miala wasy nie ma sensu.

Proste:
1. Warszawa jest jedna z najtanszych stolic w Europie
2. Sila nabywcza w Polsce jest jedna z nizszych w Europie.

Oba powyzsze zdania moga byc (i sa) prawdziwe.
(I oba fakty nie sa niczym nowym ani zaskakujacym dla nikogo - bledne stwierdzenie, ze Warszawa jest najdrozsza stolica w Europie byloby czyms szokujacym - gdyby nie fakt, ze jest bledne)

95

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Czyli bardziej Cie stac na mieszkanie w Londynie czy Paryzu niz w Warszawie?
No nie.


Ty po prostu nie rozumiesz jak działają kredyty hipoteczne i tobie wydaje się, że jak coś kosztuje więcej to jest droższe czyli mniej dostępne. A tak nie jest. zakup nieruchomości to nie to samo co zakupy spożywcze.

96

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Jack Sparrow

To chyba oczywiste (dla nas) że cena zawsze jest w odniesieniu do zarobków, tzw siły nabywczej.
Tak samo jak dostępność mieszkań i jego koszt, bo faktycznie Johny nie rozumie jak działa kredyt, zwłaszcza hipoteczny

97 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2024-12-21 19:01:35)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Zakup nieruchomości w Polsce jest prosty jak drut z OBI.
Zwłaszcza gdy chodzi o mieszkania typu "dwa pokoje z łazienką".

Pierwsze mieszkanie w Polsce kupiłam mając ledwie jakąs tam miesięczną pensję, wystarczyło dla banku że mam stałą pracę od kilku lat.

Pewnie, że można kupić mieszkanie na wyśrubowanym rynku, za cenę z kosmosu, ale jak ktoś coś tam nieco liznął z rynku handlu nieruchomościami, to może kupić dziś mieszkanie za 60-70 % jego rynkowej wartości. Tylko do tego trzeba  mieć gotówkę, a tę trzeba najpierw zarobić smile Dlatego najpierw trzeba pozginać kark, a potem można zarabiać przez inwestowanie zarobionej kasy.

Dla leżących, pachnących, i czekających aż im manna spadnie z nieba oferta jest inna, sporo droższa i stąd pewnie to rozżalenie niektórych.

98

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Osobiście się nie zgodzę, że zakup nieruchomości jest taki prosty. Tzn może formalnie tak, ale będąc singlem w obecnych czasach trzeba by mieć chyba grubo powyżej średniej aby dostać sensowny i wystarczający kredyt, zwłaszcza w większym mieście, o Warszawie nawet nie wspominam, bo tu mieszkania już chyba tylko dla inwestorów. Sam wynajmuję pokój właśnie w Warszawie, współdzielę mieszkanie z innymi. Osobiście nie widzę różnicy w tym, a mieszkaniem z rodzicami, bo i tak nie mieszkamy sami. Oczywiście to jeszcze zależy kto ma jakich rodziców, jeśli jacyś toksyczni to warto się wyprowadzić jakkolwiek. Jedyna samodzielność to taka, że sam się "ogarniam" zakupy, gotowanie itp. Ale akurat u mnie to samo miałem w domu, nigdy nie żerowałem na rodzicach. Czemu nie wyprowadzę się do tanszej miejscowości? Tam i tak aby wynająć coś samodzielnie musiałbym wydać prawie połowę pensji, a to moim zdaniem nieadekwatne. Co do kredytu to jak wyżej wspomniałem miałbym pewnie taką zdolność, że nic bym nie kupił nawet na wsi, mimo, że nie zarabiam minimalnej.

99 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2024-12-22 14:06:05)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Salomonka napisał/a:

Pierwsze mieszkanie w Polsce kupiłam mając ledwie jakąs tam miesięczną pensję, wystarczyło dla banku że mam stałą pracę od kilku lat.


Dawno i nieprawda. A w przypadku większych miast to wątpię, aby to kiedykolwiek było prawdziwe.

Znam przypadki (po najbliższej rodzinie i przyjaciołach) kiedy to bank powiedział wprost, że bez wcześniejszej historii kredytowej to na kredyt hipoteczny (na dogodnych warunkach) nie ma szans.

W innym historia kredytowa był....zbyt bogata. Mimo, że wszystko płacone na czas, a i zarobki przekraczające 3x średnią krajową to decyzja również była odmowna.

W kolejnym  - zbyt duże wahania zarobków (dziewucha na jdg) - również decyzja odmowna. Dopiero jak wyszła za mąż za kolesia....na minimalnej krajowej, ale w państwowej firmie to dostali razem kredyt. Ale też ostatecznie musieli poszukać czegoś poniżej potrzeb.

Mój bliski kolega również nie dostał kredytu mimo świetnych zarobków i to tylko dlatego, że branża w jakiej pracował bank określił jako wysokiego ryzyka z powodu przewidywań recesji. Rodzice musieli mu żyrować.

Od chuja i jeszcze trochę mam takich przykładów, kiedy banki odmawiały kredytowania pomimo niezłych dochodów z powodu np chujowej umowy (śmieciówki, umowa na minimalną + premia itp), bycia na jdg czy innych tego pokroju.


Zakup mieszkania w małym mieście, takiego pod tytułem 40 max 50metrów to faktycznie banał, o ile ma się umowę o pracę u dużego (najlepiej państwowego) pracodawcy. W innym wypadku to przejście przez mękę albo płacenie frycowego na kredycie o wysokich kosztach ogólnych.


Osobiście przerabiałem dwie...hmm....próby przekrętu jak szukałem lokalu handlowo-usługowego. Niby stan deweloperski, niby nikogo tam nie ma, a jak chcesz kupić normalnie, to się nie da, bo.......musiałbyś kupić od "kolegi dewelopera" za 10-20% ponad cenę z ogłoszenia. Albo lokal będzie na sprzedaż za.....x miesięcy, bo obecnym właścicielem jest jakiś tam fundusz czy osoba spoza PL i czeka aż ceny pójdą do góry.


Pewnie, że można kupić mieszkanie na wyśrubowanym rynku, za cenę z kosmosu, ale jak ktoś coś tam nieco liznął z rynku handlu nieruchomościami, to może kupić dziś mieszkanie za 60-70 % jego rynkowej wartości. Tylko do tego trzeba  mieć gotówkę, a tę trzeba najpierw zarobić smile Dlatego najpierw trzeba pozginać kark, a potem można zarabiać przez inwestowanie zarobionej kasy.

A to już zwykłe pierdolenie. Chyba, że wliczymy w to też średnio legalne taktyki używane przez fliperów obliczone na zadłużonych staruszków z miękkim sercem. "Para z małym dzieckiem kupi mieszkanie za gotówkę do remontu". Nawet z drugiej ręki, mieszkania na moim osiedlu osiągają ceny pod milion za 50 metrów. Jedynymi osobami których stać na zakup są.....Ukraińcy. Ci nie pytają nawet o ceny za specjalnie. Normalni ludzie nie mają wolnej bańki na takie zakupy bez kredytów i tu nie wystarczy tylko pracować i znać rynek. Czy się płaci gotówką czy bierze kredyt to już od jakichś 20 lat nie ma większego wpływu na cenę. Przynajmniej w większych miastach.

Z takimi upustami to tylko w zjebanych budynkach, na których siedzi konserwator zabytku (albo o niejasnej sytuacji prawnej) i gówna się nawet ocieplić nie da, ani żarówki na korytarzu zmieć bez jego zezwolenia albo u patodeweloperki, która nie spełnia standardów formalnych jak te perypetie na bliskiej woli w wawie, w warszawskim hongkongu albo jak to często w starszych budynkach, gdzie np poddasza użytkowe poprzerabiali na mieszkania, albo inne wynalazki tego pokroju, kiedy formalnie, na planach zgłoszonych do miasta dana przestrzeń jest np przestrzenią biurowo-magazynową, a sprzedaje się to jako mieszkanie. A takie perypetie też kojarzę.



Szeptuch napisał/a:

Jack Sparrow

To chyba oczywiste (dla nas) że cena zawsze jest w odniesieniu do zarobków, tzw siły nabywczej.
Tak samo jak dostępność mieszkań i jego koszt, bo faktycznie Johny nie rozumie jak działa kredyt, zwłaszcza hipoteczny


Amen.

100

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Wyprowadzka od rodzicow rowniez nie oznacza samodzielnosci.
Mozna sie wyprowadzic i byc zaleznym od partnera, szefa (nie zarabiajac wiecej niz na obecne potrzeby) lub programow socjalnych.
Mozna zyc z rodzicami i byc samodzielnym - zycie w rodzinnym domu nie uniemozliwia pracy, prania, sprzatania i gotowania (np. na zmiane z rodzicami, dzieki czemu wszystkim jest latwiej) - podczas gdy jest wielu ludzi, ktorzy nie wykonuja tych aktywnosci mimo, ze nie mieszkaja z rodzicami.

Jest jeszcze kwestia, ktora rowniez nie jest oczywista - czy zycie "samodzielne" jest dobre.
Bo w mojej opinii nalezy rozdzielic bycie samodzielnym i bycie przydatnym.
Podczas gdy bycie przydatnym jest pozadane, bycie samodzielnym nie jest.
Ogromny zysk efektywnosci dzieki "division of labor" sprawia, ze wszyscy sa od siebie zalezni i nikt samodzielny nie jest (ale kazdy moze sie bardziej wyspecjalizowac w niewielkim zakresie).
Wiec sam jestem zdania, ze dobrze jest byc od siebie zaleznym.
Niedobrze jak ktos nie chce byc przydatny a jednoczesnie jest roszczeniowy wobec innych.

(...)

Niestety psychoterapeutyczna anty-religia i jej frazesy ("wylot z gniazda", "odciecie pepowiny" itp sa jednymi z nich) bardzo mocno przesiaknely Zachodnia kulture.
Ludzie, ktorzy przyjeli te frazesy jako czesc swojego myslenia pozniej potrzebuja "terapii" bo poodcinali wszystkie pepowiny, powylatywali z wszystkich gniazd, zostali sami i pozostaje im placic aby ktos ich posluchal.
Christopher Lash juz o tym pisal w latach 70'tych jak psychoterapia popularyzowala sie w US (w Culture of Narcissism).

Odcięcie pępowiny nie oznacza zerwania relacji z bliskimi.

A co do tej zależności od innych - brzmi świetnie, dopóki nie weźmie się pod uwagę faktu, że zależność od innych w jakimś aspekcie, np. finansowym, nie dotyczy wyłącznie tego aspektu. To wiąże się również z brakiem decyzyjności, więc o ile ktoś nie jest w stanie stwierdzić z całą pewnością, że o tak, całe życie chce spędzić w ten sposób, to raczej sporo ryzykuje.

101

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Jak się czyta o realiach przyznawania owych kredytów hipotecznych to się w głowie przewraca. Wszelkie prawa logiki raczej tam nie obowiązują, skoro prędzej ktoś otrzyma kasę, kto zarabia za mniej niż średnią krajową niż ten o zarobkach, powiedzmy, 3x wyższych. Te warunki wyglądają tak, jakby każdy w tym kraju miał mieć stałą, państwową posadkę. No, wątpię czy większość społeczeństwa chce stać w miejscu, pracując przez całe życie w budżetówce, siedząc grzecznie przy biurku od poniedziałku do piątku...
Poza tym, ludzie jednak nie wezmą byle czego, zwłaszcza, jeśli planują w przyszłości mieć rodzinę a takie zamierzenia posiada raczej z 99, 9 % ludzi. Większe możliwości zarobku i tak pojawiają się dopiero w większych ośrodkach miejskich, ale żeby tam wyżyć, trzeba się najpierw dorobić.

Jeśli zaś kogoś dzisiaj stać na takie średnie(40-50 m2) mieszkanie w dużym mieście za gotówkę, to nie pozostaje nic innego, jak pogratulować mu/jej bardzo udanego startu w życiu..

102

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
SaraS napisał/a:

Odcięcie pępowiny nie oznacza zerwania relacji z bliskimi.

Jesli zamiast zatrzymywac sie na negatywnym twierdzeniu, podjelabys probe pozytywnej definicji, po czym chwile zastanowila nad jej implikacjami to sadze, ze podzielalabys sentyment.

SaraS napisał/a:

A co do tej zależności od innych - brzmi świetnie, dopóki nie weźmie się pod uwagę faktu, że zależność od innych w jakimś aspekcie, np. finansowym, nie dotyczy wyłącznie tego aspektu. To wiąże się również z brakiem decyzyjności, więc o ile ktoś nie jest w stanie stwierdzić z całą pewnością, że o tak, całe życie chce spędzić w ten sposób, to raczej sporo ryzykuje.

No rownie dobrze mozesz powiedziec, ze ludzie nie powinni kochac albo zakladac firmy bo sporo ryzykuja.

103

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
bagienni_k napisał/a:

Jak się czyta o realiach przyznawania owych kredytów hipotecznych to się w głowie przewraca. Wszelkie prawa logiki raczej tam nie obowiązują, skoro prędzej ktoś otrzyma kasę, kto zarabia za mniej niż średnią krajową niż ten o zarobkach, powiedzmy, 3x wyższych.

To teraz wyobraź sobie sytuację odwrotną. Pożyczasz komuś 500k zł. I masz dwie osoby:

1) teoretycznie świetne zarobki, ale płynność finansowa w okolicy zera, bo całą kasę ktoś oddaje spłacając kolejne kredyty i pracuje w firmie, która nie płaci podatków, bo każdego roku deklaruje brak zysku lub stratę.

2) masz osobę o niskich dochodach, ale jeszcze mniejszych wydatkach, która z każdej pensji odkłada niewielkie kwoty i pracuje w ogromnej firmie o ugruntowanej pozycji na rynku i w perspektywicznej branży


Kto ma szansę spłacić kredyt, a kto ma szansę znaleźć się w kłopotach finansowych w najbliższej dekadzie?


Kwestia kredytu hipotecznego to nie jest temat tylko i wyłącznie wysokości zarobków. Tu chodzi o to jeszcze gdzie pracujesz, jaką masz umowę, historię kredytową, ile czasu średnio spędzałeś na L4, kto jest twoim pracodawcą, jak często ich zmieniałeś i tak wymieniać można długo. Nie bez przyczyny żartuje się, że aby dostać kredyt hipoteczny to trzeba udowodnić, ze się go nie potrzebuje.


Poza tym, ludzie jednak nie wezmą byle czego

Właśnie przez branie byle czego mamy tak chujową deweloperkę i tak absurdalne ceny nieruchomości.

104

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:
SaraS napisał/a:

Odcięcie pępowiny nie oznacza zerwania relacji z bliskimi.

Jesli zamiast zatrzymywac sie na negatywnym twierdzeniu, podjelabys probe pozytywnej definicji, po czym chwile zastanowila nad jej implikacjami to sadze, ze podzielalabys sentyment.

Napisałeś tak, jakby naturalną konsekwencją odcięcia pępowiny było ładowanie na kozetce u psychoterapeuty, bo się nie ma do kogo gęby otworzyć.
Nie, normalnie to tak nie wygląda.

SaraS napisał/a:

A co do tej zależności od innych - brzmi świetnie, dopóki nie weźmie się pod uwagę faktu, że zależność od innych w jakimś aspekcie, np. finansowym, nie dotyczy wyłącznie tego aspektu. To wiąże się również z brakiem decyzyjności, więc o ile ktoś nie jest w stanie stwierdzić z całą pewnością, że o tak, całe życie chce spędzić w ten sposób, to raczej sporo ryzykuje.

No rownie dobrze mozesz powiedziec, ze ludzie nie powinni kochac albo zakladac firmy bo sporo ryzykuja.

Z firmą czy związkiem może się udać albo nie, a jak się nie uda, możesz próbować do skutku.
Jeżeli uzależniasz się od kogoś w jakimś aspekcie, ale tak dosłownie uzależniasz, to automatycznie nie podejmujesz sam pewnych powiązanych z daną kwestią decyzji.

105 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2024-12-22 17:59:17)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
SaraS napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:
SaraS napisał/a:

Odcięcie pępowiny nie oznacza zerwania relacji z bliskimi.

Jesli zamiast zatrzymywac sie na negatywnym twierdzeniu, podjelabys probe pozytywnej definicji, po czym chwile zastanowila nad jej implikacjami to sadze, ze podzielalabys sentyment.

Napisałeś tak, jakby naturalną konsekwencją odcięcia pępowiny było ładowanie na kozetce u psychoterapeuty, bo się nie ma do kogo gęby otworzyć.
Nie, normalnie to tak nie wygląda.

Moim zdaniem kazdy ma pepowine odcieta zaraz po urodzeniu.
Ale jesli zdefiniujesz ten koncept w sprzeciwie, ze nie jest to psychoterapeutyczny frazes to bede mogl sie do tego konstruktywnie odniesc.

SaraS napisał/a:
SaraS napisał/a:

A co do tej zależności od innych - brzmi świetnie, dopóki nie weźmie się pod uwagę faktu, że zależność od innych w jakimś aspekcie, np. finansowym, nie dotyczy wyłącznie tego aspektu. To wiąże się również z brakiem decyzyjności, więc o ile ktoś nie jest w stanie stwierdzić z całą pewnością, że o tak, całe życie chce spędzić w ten sposób, to raczej sporo ryzykuje.

No rownie dobrze mozesz powiedziec, ze ludzie nie powinni kochac albo zakladac firmy bo sporo ryzykuja.

Z firmą czy związkiem może się udać albo nie, a jak się nie uda, możesz próbować do skutku.
Jeżeli uzależniasz się od kogoś w jakimś aspekcie, ale tak dosłownie uzależniasz, to automatycznie nie podejmujesz sam pewnych powiązanych z daną kwestią decyzji.

Wezmy najprostszy przyklad: maz zarabia pieniadze na utrzymanie, zona zajmuje sie domem i uczy gotowac, szyc, urzadzac wnetrza, ogrod, w wolnym czasie rozwija pasje np. w grafice komputerowej.
Zwiazek sie konczy.
Jakie maja opcje?

Maz moze:
- Zwiazac sie z inna kobieta, ktora bedzie zajmowala sie domem
- Moze samemu sie nauczyc tych czynnosci i sie nimi zajmowac

Zona moze:
- Zwiazac sie z innym mezczyzna, ktory bedzie zarabial pieniadze na utrzymanie
- Samemu zatrudnic sie w jednej z dziedzin, na ktorych sie zna (gotowanie, szycie, urzadzanie wnetrz, ogrodu, jako UI designer czy UI artist)

Jedyna sytuacja, w ktorej ktos zalezny od drugiej osoby nie jest w stanie sobie poradzic bez niej, jest gdy byl pasozytem.
Ale w tym przypadku to nie jest rozmowa o byciu od siebie wzajemnie zaleznymi (co jest dobre) tylko jednej osobie, ktora jest niezalezna a druga nie robi nic (co jest zle).

Nic nie robienie w zyciu wiaze sie z ryzykiem - ale to nie jest nic odkrywczego.

106 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2024-12-22 18:02:30)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Moim zdaniem kazdy ma pepowine odcieta zaraz po urodzeniu.

Nie udawaj idioty większego niż jesteś.

Jedyna sytuacja, w ktorej ktos zalezny od drugiej osoby nie jest w stanie sobie poradzic bez niej, to gdy jest pasozytem.
Ale w tym przypadku to nie jest rozmowa o byciu od siebie wzajemnie zaleznymi (co jest dobre) tylko jednej osobie, ktora jest niezalezna a druga nie robi nic.

Podałeś debilny przykład podziału ról w związku i wyciągnąłeś jeszcze bardziej debilne wnioski. W rzeczonym przykładzie nie ma absolutnie żadnej zależności. Jest wspólnota małżeńska z dobrowolnym podziałem ról i obowiązków.

Zależny to jest np Shini od swojej rodziny. Albo Miklosza. Przy czym Miklosze idzie zrozumieć, bo jest po prostu niepełnosprawnym umysłowo autystykiem. Ale Shini, czy wielu podobnym mu inceli jest zależnych od rodziny. Oni samodzielnie nie są w stanie wykonać żadnej czynności, ani nie są w stanie dokonać życiowych zmian. To jest zależność.

A nie dobrowolny układ partnerski.

107

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Kolejny kupy nie zrobil i mu gowna do glowy naplynelo...
Jak to Paslawek pisal... co komu zostalo...

108

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Johny - podałeś po prostu debilny przykład, w którym nie ma absolutnie żadnej współzależności. Opisałeś związek dwójki dojrzałych ludzi, w którym obie są zdolne do realizowania obowiązków domowych, pracowych i ogólnie - życiowych. Tu nie ma żadnej zależności pomiędzy nimi, jest jedynie dobrowolny, wypracowany podział ról i obowiązków.

Pępowina i zależność o jakiej mowa w tym wątku oznaczają brak decyzyjności, brak dojrzałości i nieumiejętność samodzielnego egzystowania w społeczeństwie.

A ty stawiasz znak równości pomiędzy wyprowadzeniem i się i ekonomiczną niezależnością od rodziców z zerwaniem jakichkolwiek więzi rodzinnych próbując udowadniać, że nie ma czegoś takiego jak samodzielność, bo każdy od każdego jest zależny co wynika ze specjalizacji postępu społeczno-ekonomicznego. A to jest po prostu górnolotne, filozoficzne pierdolenie.

109

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
Jack Sparrow napisał/a:

Johny - podałeś po prostu debilny przykład, w którym nie ma absolutnie żadnej współzależności. Opisałeś związek dwójki dojrzałych ludzi, w którym obie są zdolne do realizowania obowiązków domowych, pracowych i ogólnie - życiowych. Tu nie ma żadnej zależności pomiędzy nimi, jest jedynie dobrowolny, wypracowany podział ról i obowiązków.

Pępowina i zależność o jakiej mowa w tym wątku oznaczają brak decyzyjności, brak dojrzałości i nieumiejętność samodzielnego egzystowania w społeczeństwie.

A ty stawiasz znak równości pomiędzy wyprowadzeniem i się i ekonomiczną niezależnością od rodziców z zerwaniem jakichkolwiek więzi rodzinnych próbując udowadniać, że nie ma czegoś takiego jak samodzielność, bo każdy od każdego jest zależny co wynika ze specjalizacji postępu społeczno-ekonomicznego. A to jest po prostu górnolotne, filozoficzne pierdolenie.

Ja od nikogo nie jestem zalezna. No jedyne co musze to raz w miesiacu sie w urzedzie pracy zjawic,a tak robie co chce i zycie jest piekne

110

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:
SaraS napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Napisałeś tak, jakby naturalną konsekwencją odcięcia pępowiny było ładowanie na kozetce u psychoterapeuty, bo się nie ma do kogo gęby otworzyć.
Nie, normalnie to tak nie wygląda.

Moim zdaniem kazdy ma pepowine odcieta zaraz po urodzeniu.
Ale jesli zdefiniujesz ten koncept w sprzeciwie, ze nie jest to psychoterapeutyczny frazes to bede mogl sie do tego konstruktywnie odniesc.

Myślę, że dobrze wiesz, co mam na myśli.

SaraS napisał/a:

Wezmy najprostszy przyklad: maz zarabia pieniadze na utrzymanie, zona zajmuje sie domem i uczy gotowac, szyc, urzadzac wnetrza, ogrod, w wolnym czasie rozwija pasje np. w grafice komputerowej.
Zwiazek sie konczy.
Jakie maja opcje?

Maz moze:
- Zwiazac sie z inna kobieta, ktora bedzie zajmowala sie domem
- Moze samemu sie nauczyc tych czynnosci i sie nimi zajmowac

Zona moze:
- Zwiazac sie z innym mezczyzna, ktory bedzie zarabial pieniadze na utrzymanie
- Samemu zatrudnic sie w jednej z dziedzin, na ktorych sie zna (gotowanie, szycie, urzadzanie wnetrz, ogrodu, jako UI designer czy UI artist)

Jedyna sytuacja, w ktorej ktos zalezny od drugiej osoby nie jest w stanie sobie poradzic bez niej, jest gdy byl pasozytem.
Ale w tym przypadku to nie jest rozmowa o byciu od siebie wzajemnie zaleznymi (co jest dobre) tylko jednej osobie, ktora jest niezalezna a druga nie robi nic (co jest zle).

Nic nie robienie w zyciu wiaze sie z ryzykiem - ale to nie jest nic odkrywczego.

To nie jest zależność od drugiej osoby. To, że ja gotuję, a partner kosi trawę, nie oznacza, że on beze mnie umrze z głodu, a ja bez niego wyhoduję dżunglę. Niemniej chciałabym zobaczyć to CV na kucharkę z doświadczeniem typu "gotowałam w domu obiadki". wink

Dla mnie zależność finansową będzie np. wtedy, kiedy dorosłe dziecko zostanie w domu rodzinnym w imię tej wymiany przydatności. Np. rodzice kasiaści, wielki dom, działka, kupa roboty, ale rodzice nie mają czasu się zajmować. No przecież brzmi całkiem rozsądnie, zostać w domu, ogarniać za starszych rodziców chałupę, w zamian mieć utrzymanie i "kieszonkowe". Wszyscy przydatni, po co płacić obcym, bla bla... Tylko jak potem takie czterdziestoletnie dziecko pozna drugą połówkę i dojdzie do rozmów o wspólnym mieszkaniu, to pojawia się problem, bo partner(ka) wcale dotychczasową przydatnością nie musi się interesować. Osoba "samodzielna" się w jakiś sposób dostosuje. Osoba "ja tylko robię X" nic innego nie wniesie. No chyba że wierzymy, że każdy czterdziestolatek bez problemu znajduje pierwszą pracę, utrzymuje się itd., będąc w tym samym miejscu co reszta dwudziestolatków.

A druga sprawa to decyzyjność nawet bez związku na horyzoncie. Można sobie snuć wizję, jak to ładnie wszyscy dla wszystkich są przydatni, ale tak naprawdę zawsze osobą decyzyjną będzie ta, która wnosi najwięcej; najczęściej właściciele mieszkania, czyli rodzice. Nawet jeśli "dziecko" w jakiejś kwestii decyduje, to tylko dlatego, że mu na to pozwolono, a nie dlatego, że tak po prostu jego zdanie się liczy.

111 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2024-12-22 19:07:15)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Jesli dla was "bycie zaleznym" jest synonimem "pasozyta bez umiejetnosci" to duzo tracicie bo jaki koncept pozwala wam rozroznic sytuacje, w ktorej czlowiek nie musi dbac o jakiekolwiek relacje (i do kogokolwiek dostosowywac) od tej w ktorej musi?

Dla mnie to jest wlasnie rozroznienie miedzy byciem niezaleznym (dzieki np. posiadaniu tylu pieniedzy, ze moge mieszkac samemu, jesc w restauracjach i wszystko robic z powodzeniem samemu lub zatrudnic do tego pracownikow) a byciem zaleznym (zaspokojenie potrzeb jest podzielone i wyspecjalizowane tak, ze dane osoby sa sobie potrzebne aby sprawnie zaspokajac swoje potrzeby i w efekcie musza tak dostosowywac swoje zachowanie aby pielegnowac a nie niszczyc ta relacje).

Ale pomijajac powyzsze, oboje jestescie w bledzie bo psychoterapeutyczny frazes "odciecia pepowiny" nie dotyczy sytuacji, w ktorej ktos jest pasozytem i psychoterapeuta mu w ten sposob komunikuje, ze powinien sie czegos nauczyc i zaczac pracowac.
Ten termin jest najczesciej uzywany w kontekscie w ktorym dziecko, ktore samo zarabia i placi sobie za terapie czuje, ze powinno dokonywac takich wyborow, ktore zadowola ich rodzicow.

Wiec nie chodzi o brak umiejetnosci zarobienia pieniedzy i bycia uzytecznym tylko brak "decydowania samemu" o kierunku swojego zycia.

Gdybyscie uzywali tylko konceptow, ktore potraficie zdefiniowac to na pytanie o ich definicje mielibyscie wiecej mozliwosci niz napisac: "Myślę, że dobrze wiesz, co mam na myśli."

112

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Jesli dla was "bycie zaleznym" jest synonimem "pasozyta bez umiejetnosci" to duzo tracicie bo jaki koncept pozwala wam rozroznic sytuacje, w ktorej czlowiek nie musi dbac o jakiekolwiek relacje (i do kogokolwiek dostosowywac) od tej w ktorej musi?

Dla mnie to jest wlasnie rozroznienie miedzy byciem niezaleznym (dzieki np. posiadaniu tylu pieniedzy, ze moge mieszkac samemu, jesc w restauracjach i wszystko robic z powodzeniem samemu lub zatrudnic do tego pracownikow) a byciem zaleznym (zaspokojenie potrzeb jest podzielone i wyspecjalizowane tak, ze dane osoby sa sobie potrzebne aby sprawnie zaspokajac swoje potrzeby i w efekcie musza tak dostosowywac swoje zachowanie aby pielegnowac a nie niszczyc ta relacje).

Ale pomijajac powyzsze, oboje jestescie w bledzie bo psychoterapeutyczny frazes "odciecia pepowiny" nie dotyczy sytuacji, w ktorej ktos jest pasozytem i psychoterapeuta mu w ten sposob komunikuje, ze powinien sie czegos nauczyc i zaczac pracowac.
Ten termin jest najczesciej uzywany w kontekscie w ktorym dziecko, ktore samo zarabia i placi sobie za terapie czuje, ze powinno dokonywac takich wyborow, ktore zadowola ich rodzicow.

Wiec nie chodzi o brak umiejetnosci zarobienia pieniedzy i bycia uzytecznym tylko brak "decydowania samemu" o kierunku swojego zycia.

Gdybyscie uzywali tylko konceptow, ktore potraficie zdefiniowac to na pytanie o ich definicje mielibyscie wiecej mozliwosci niz napisac: "Myślę, że dobrze wiesz, co mam na myśli."

Bycie zaleznym nie jest fajne. Przeciez to niewolnictwo

113

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:

J
Wiec nie chodzi o brak umiejetnosci zarobienia pieniedzy i bycia uzytecznym tylko brak "decydowania samemu" o kierunku swojego zycia.
c: "Myślę, że dobrze wiesz, co mam na myśli."

Czasami ludzie robią pewne rzeczy z wygody. A czasami wydaje im się, ze z wygody, a jest to nie Przecięta pępowina. A czasami splot okoliczności (choroba, samotne rodzicielstwo, załamanie psychiczne).

114 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2024-12-22 19:45:25)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
New Me napisał/a:

Bycie zaleznym nie jest fajne. Przeciez to niewolnictwo

Albert Einstein by sie nie zgodzil.
Ale Ty pewnie jestes madrzejsza smile

A. Einstein (https:// monthlyreview.org/2009/05/01/why-socialism/) napisał/a:

Doszedłem teraz do punktu, w którym mogę krótko wskazać, co według mnie stanowi istotę kryzysu naszych czasów. Dotyczy to relacji jednostki z społeczeństwem. Jednostka stała się bardziej świadoma niż kiedykolwiek swojej zależności od społeczeństwa. Jednak nie postrzega tej zależności jako pozytywnego atutu, organicznej więzi czy siły ochronnej, lecz raczej jako zagrożenie dla swoich naturalnych praw, a nawet dla swojego ekonomicznego bytu. Co więcej, jej pozycja w społeczeństwie jest taka, że egoistyczne impulsy w jej charakterze są nieustannie wzmacniane, podczas gdy impulsy społeczne, które z natury są słabsze, stopniowo ulegają osłabieniu. Wszyscy ludzie, niezależnie od swojej pozycji w społeczeństwie, cierpią z powodu tego procesu degradacji. Nieświadomie będąc więźniami własnego egoizmu, czują się niepewni, samotni i pozbawieni naiwnej, prostej i nieskomplikowanej radości życia. Człowiek może znaleźć sens życia, krótkiego i niebezpiecznego, tylko poprzez oddanie się społeczeństwu.

Wedlug Einteina to Ty jestes wiezniem tongue (swojego egoizmu).
A skutki - samotnosc i zagubienie - widac po celowosci twojego przebywania na forum

115 Ostatnio edytowany przez New Me (2024-12-22 19:51:59)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:
New Me napisał/a:

Bycie zaleznym nie jest fajne. Przeciez to niewolnictwo

Albert Einstein by sie nie zgodzil.
Ale Ty pewnie jestes madrzejsza smile

A. Einstein (https:// monthlyreview.org/2009/05/01/why-socialism/) napisał/a:

Doszedłem teraz do punktu, w którym mogę krótko wskazać, co według mnie stanowi istotę kryzysu naszych czasów. Dotyczy to relacji jednostki z społeczeństwem. Jednostka stała się bardziej świadoma niż kiedykolwiek swojej zależności od społeczeństwa. Jednak nie postrzega tej zależności jako pozytywnego atutu, organicznej więzi czy siły ochronnej, lecz raczej jako zagrożenie dla swoich naturalnych praw, a nawet dla swojego ekonomicznego bytu. Co więcej, jej pozycja w społeczeństwie jest taka, że egoistyczne impulsy w jej charakterze są nieustannie wzmacniane, podczas gdy impulsy społeczne, które z natury są słabsze, stopniowo ulegają osłabieniu. Wszyscy ludzie, niezależnie od swojej pozycji w społeczeństwie, cierpią z powodu tego procesu degradacji. Nieświadomie będąc więźniami własnego egoizmu, czują się niepewni, samotni i pozbawieni naiwnej, prostej i nieskomplikowanej radości życia. Człowiek może znaleźć sens życia, krótkiego i niebezpiecznego, tylko poprzez oddanie się społeczeństwu.

Wedlug Einteina to Ty jestes wiezniem tongue (swojego egoizmu).
A skutki - samotnosc i zagubienie - widac po celowosci twojego przebywania na forum

A czemu Einstein by sie nie zgodzil? I I niby jaki znowu egoizm?

116

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Jesli dla was "bycie zaleznym" jest synonimem "pasozyta bez umiejetnosci" to duzo tracicie bo jaki koncept pozwala wam rozroznic sytuacje, w ktorej czlowiek nie musi dbac o jakiekolwiek relacje (i do kogokolwiek dostosowywac) od tej w ktorej musi?

Dla mnie to jest wlasnie rozroznienie miedzy byciem niezaleznym (dzieki np. posiadaniu tylu pieniedzy, ze moge mieszkac samemu, jesc w restauracjach i wszystko robic z powodzeniem samemu lub zatrudnic do tego pracownikow) a byciem zaleznym (zaspokojenie potrzeb jest podzielone i wyspecjalizowane tak, ze dane osoby sa sobie potrzebne aby sprawnie zaspokajac swoje potrzeby i w efekcie musza tak dostosowywac swoje zachowanie aby pielegnowac a nie niszczyc ta relacje).

Rzecz w tym, że ja nawet nie mówię o pasożytowaniu, bo to jest przykład skrajny, który chyba dyskusji nie wymaga. Natomiast bardzo rzadka jest sytuacja takiej zależności, hm, w dwie strony. Najczęściej to jednak mamy dziecko, które coś tam robi, więc pasożytem jako takim nie jest, ale jednak bez którego rodzice świetnie by sobie poradzili (no bo, hej, skoro radzili sobie z wychowaniem dziecka, to raczej rzadko pomoc dziecka dorosłego staje im się niezbędna).

Ale pomijajac powyzsze, oboje jestescie w bledzie bo psychoterapeutyczny frazes "odciecia pepowiny" nie dotyczy sytuacji, w ktorej ktos jest pasozytem i psychoterapeuta mu w ten sposob komunikuje, ze powinien sie czegos nauczyc i zaczac pracowac.
Ten termin jest najczesciej uzywany w kontekscie w ktorym dziecko, ktore samo zarabia i placi sobie za terapie czuje, ze powinno dokonywac takich wyborow, ktore zadowola ich rodzicow.

Wiec nie chodzi o brak umiejetnosci zarobienia pieniedzy i bycia uzytecznym tylko brak "decydowania samemu" o kierunku swojego zycia.

Gdybyscie uzywali tylko konceptow, ktore potraficie zdefiniowac to na pytanie o ich definicje mielibyscie wiecej mozliwosci niz napisac: "Myślę, że dobrze wiesz, co mam na myśli."

Ale nikt o niczym innym chyba nie pisał. To Ty zrownałeś odcięcie pępowiny z brakiem jakiekolwiek bliższej relacji z rodzicami, który skutkuje koniecznością wyplakiwania się terapeucie. Z tym się nie zgodziłam, więc szczerze nie mam pojęcia, skąd cała reszta się wzięła.

117

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
SaraS napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Jesli dla was "bycie zaleznym" jest synonimem "pasozyta bez umiejetnosci" to duzo tracicie bo jaki koncept pozwala wam rozroznic sytuacje, w ktorej czlowiek nie musi dbac o jakiekolwiek relacje (i do kogokolwiek dostosowywac) od tej w ktorej musi?

Dla mnie to jest wlasnie rozroznienie miedzy byciem niezaleznym (dzieki np. posiadaniu tylu pieniedzy, ze moge mieszkac samemu, jesc w restauracjach i wszystko robic z powodzeniem samemu lub zatrudnic do tego pracownikow) a byciem zaleznym (zaspokojenie potrzeb jest podzielone i wyspecjalizowane tak, ze dane osoby sa sobie potrzebne aby sprawnie zaspokajac swoje potrzeby i w efekcie musza tak dostosowywac swoje zachowanie aby pielegnowac a nie niszczyc ta relacje).

Rzecz w tym, że ja nawet nie mówię o pasożytowaniu, bo to jest przykład skrajny, który chyba dyskusji nie wymaga. Natomiast bardzo rzadka jest sytuacja takiej zależności, hm, w dwie strony. Najczęściej to jednak mamy dziecko, które coś tam robi, więc pasożytem jako takim nie jest, ale jednak bez którego rodzice świetnie by sobie poradzili (no bo, hej, skoro radzili sobie z wychowaniem dziecka, to raczej rzadko pomoc dziecka dorosłego staje im się niezbędna).

Ale pomijajac powyzsze, oboje jestescie w bledzie bo psychoterapeutyczny frazes "odciecia pepowiny" nie dotyczy sytuacji, w ktorej ktos jest pasozytem i psychoterapeuta mu w ten sposob komunikuje, ze powinien sie czegos nauczyc i zaczac pracowac.
Ten termin jest najczesciej uzywany w kontekscie w ktorym dziecko, ktore samo zarabia i placi sobie za terapie czuje, ze powinno dokonywac takich wyborow, ktore zadowola ich rodzicow.

Wiec nie chodzi o brak umiejetnosci zarobienia pieniedzy i bycia uzytecznym tylko brak "decydowania samemu" o kierunku swojego zycia.

Gdybyscie uzywali tylko konceptow, ktore potraficie zdefiniowac to na pytanie o ich definicje mielibyscie wiecej mozliwosci niz napisac: "Myślę, że dobrze wiesz, co mam na myśli."

Ale nikt o niczym innym chyba nie pisał. To Ty zrownałeś odcięcie pępowiny z brakiem jakiekolwiek bliższej relacji z rodzicami, który skutkuje koniecznością wyplakiwania się terapeucie. Z tym się nie zgodziłam, więc szczerze nie mam pojęcia, skąd cała reszta się wzięła.

No ale jak rodzice beda chorzy lub starzy to tez moga byc zalezni od dzieci, zeby sie nimi zajmowac, a jak nie to dom starcow

118

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
SaraS napisał/a:

To Ty zrownałeś odcięcie pępowiny z brakiem jakiekolwiek bliższej relacji z rodzicami, który skutkuje koniecznością wyplakiwania się terapeucie. Z tym się nie zgodziłam

Ja napisalem, ze koniecznosc placenia aby nas wysluchano jest nie skutkiem "odciecia pepowiny" tylko przyjecia tego rodzaju frazesow jako czesc swojego myslenia.

Zostajac przy samej "pepowinie" - zalozmy, ze dokonujac wyborow w zyciu kierujesz sie akceptacja rodzicow.
Ktos Ci mowi, ze powinnas odciac pepowine.
Co to oznacza w praktyce? Co robisz?

Psychoterapeutyczne frazesy powiedza Ci, ze powinnas "postawic granice".
Mowisz rodzicom, ze nie zyczysz sobie aby oceniali twoje wybory.
Rodzice odpowiadaja Ci, ze robia to bo wazne jest dla nich abys miala dobre zycie.
Co odpowiadasz?

Psychoterapeutyczne frazesy podpowiedza Ci, ze rodzice Ci robia "guilt tripa", probuja Ci zagrac na emocjach.

2 kroki dalej juz rodzice sa "emocjonalnymi wampirami" a Ty powinnas "przeciac pepowine" ograniczajac z nimi kontakt bo maja na Ciebie "zly wplyw" i "nie szanuja twoich granic".

To jest schemat u ludzi czytajacych to gowno albo chodzacych na "terapie".

A z rodzicami, tak jak z reszta ludzi, trzeba sie nauczyc dogadywac.
Nie byc roszczeniowym i "stawiac granice" - to robia ludzie, ktorzy sa bezsilni bo maja niskie umiejetnosci w interakcjach z ludzmi.
Dogadywac sie - to jest nauka, ktora przychodzi z dojrzaloscia - skupieniem na swiecie dookola - a nie egzaltowanym masturbowaniem sie wlasna introspekcja.

119

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Co odpowiadasz?

Psychoterapeutyczne frazesy podpowiedza Ci, ze rodzice Ci robia "guilt tripa", probuja Ci zagrac na emocjach.

2 kroki dalej juz rodzice sa "emocjonalnymi wampirami" a Ty powinnas "przeciac pepowine" ograniczajac z nimi kontakt bo maja na Ciebie "zly wplyw" i "nie szanuja twoich granic".

To jest schemat u ludzi czytajacych to gowno albo chodzacych na "terapie".

A z rodzicami, tak jak z reszta ludzi, trzeba sie nauczyc dogadywac.
Nie byc roszczeniowym i "stawiac granice" - to robia ludzie, ktorzy sa bezsilni bo maja niskie umiejetnosci w interakcjach z ludzmi.

Nie zgadzam się. Pokolenia naszych rodziców, dziadków, nawet pradziadków, ludzi, którzy mają teraz pod 70kę czy są dobrze pod 80kę lub starsi - w życiu nie chodzili na terapie, bo 30 czy 40 lat temu terapii po prostu nie było, nie czytali psychologicznych książek, nawet im to do głowy nie przyszło,  albo byli prości, skończyli technikum gastronomiczne  w latach 70tych, nie mówiąc już o jakiejś wiedzy z internetu, bo internet pojawił się, jak byli już dobrze po 50tce w najlepszym razie. Albo i starsi.
I oni ograniczyli kontakty, lub je całkiem zerwali ze swoimi rodzicami, teściami, rodzeństwem, czy znajomymi, ot tak, sami z siebie - pewnie wiele osób zna takie sytuacje z dzieciństwa, gdzie wujenka Marcelina nie odzywała się do swojej siostry od 20 lat bo pokłóciły się o coś w młodości, albo ta wyrodna ciotka Emila już od 30 lat nie ma kontaktu z rodzicami chociaż mieszka  w tym samym mieście, albo  ojciec nie rozmawia ze swoim bratem odkąd wszyscy w rodzinie  pamiętają, w zasadzie nie wiadomo dlaczego, a syn Majchrzaków ożenił się, wyjechali z żona do Katowic w latach 80tych i od tej pory jego kontakt z rodzicami nie istnieje. Przyjechał  natomiast za dwadzieścia lat, kiedy przyszło podzielić spadek. Takie sytuacje były już lata temu, gdzie psycholog to leczył wariatów, a o stawiania granic nikt jeszcze nie słyszał.

120

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
New Me napisał/a:
SaraS napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Jesli dla was "bycie zaleznym" jest synonimem "pasozyta bez umiejetnosci" to duzo tracicie bo jaki koncept pozwala wam rozroznic sytuacje, w ktorej czlowiek nie musi dbac o jakiekolwiek relacje (i do kogokolwiek dostosowywac) od tej w ktorej musi?

Dla mnie to jest wlasnie rozroznienie miedzy byciem niezaleznym (dzieki np. posiadaniu tylu pieniedzy, ze moge mieszkac samemu, jesc w restauracjach i wszystko robic z powodzeniem samemu lub zatrudnic do tego pracownikow) a byciem zaleznym (zaspokojenie potrzeb jest podzielone i wyspecjalizowane tak, ze dane osoby sa sobie potrzebne aby sprawnie zaspokajac swoje potrzeby i w efekcie musza tak dostosowywac swoje zachowanie aby pielegnowac a nie niszczyc ta relacje).

Rzecz w tym, że ja nawet nie mówię o pasożytowaniu, bo to jest przykład skrajny, który chyba dyskusji nie wymaga. Natomiast bardzo rzadka jest sytuacja takiej zależności, hm, w dwie strony. Najczęściej to jednak mamy dziecko, które coś tam robi, więc pasożytem jako takim nie jest, ale jednak bez którego rodzice świetnie by sobie poradzili (no bo, hej, skoro radzili sobie z wychowaniem dziecka, to raczej rzadko pomoc dziecka dorosłego staje im się niezbędna).

Ale pomijajac powyzsze, oboje jestescie w bledzie bo psychoterapeutyczny frazes "odciecia pepowiny" nie dotyczy sytuacji, w ktorej ktos jest pasozytem i psychoterapeuta mu w ten sposob komunikuje, ze powinien sie czegos nauczyc i zaczac pracowac.
Ten termin jest najczesciej uzywany w kontekscie w ktorym dziecko, ktore samo zarabia i placi sobie za terapie czuje, ze powinno dokonywac takich wyborow, ktore zadowola ich rodzicow.

Wiec nie chodzi o brak umiejetnosci zarobienia pieniedzy i bycia uzytecznym tylko brak "decydowania samemu" o kierunku swojego zycia.

Gdybyscie uzywali tylko konceptow, ktore potraficie zdefiniowac to na pytanie o ich definicje mielibyscie wiecej mozliwosci niz napisac: "Myślę, że dobrze wiesz, co mam na myśli."

Ale nikt o niczym innym chyba nie pisał. To Ty zrownałeś odcięcie pępowiny z brakiem jakiekolwiek bliższej relacji z rodzicami, który skutkuje koniecznością wyplakiwania się terapeucie. Z tym się nie zgodziłam, więc szczerze nie mam pojęcia, skąd cała reszta się wzięła.

No ale jak rodzice beda chorzy lub starzy to tez moga byc zalezni od dzieci, zeby sie nimi zajmowac, a jak nie to dom starcow

A jak często widziałaś sytuację, w której rodzic robi się chory i stary natychmiast po tym, jak dziecko zaczęło być dorosłe? wink

JohnyBravo777 napisał/a:

Ja napisalem, ze koniecznosc placenia aby nas wysluchano jest nie skutkiem "odciecia pepowiny" tylko przyjecia tego rodzaju frazesow jako czesc swojego myslenia.

Zostajac przy samej "pepowinie" - zalozmy, ze dokonujac wyborow w zyciu kierujesz sie akceptacja rodzicow.
Ktos Ci mowi, ze powinnas odciac pepowine.
Co to oznacza w praktyce? Co robisz?

Psychoterapeutyczne frazesy powiedza Ci, ze powinnas "postawic granice".
Mowisz rodzicom, ze nie zyczysz sobie aby oceniali twoje wybory.
Rodzice odpowiadaja Ci, ze robia to bo wazne jest dla nich abys miala dobre zycie.
Co odpowiadasz?

Psychoterapeutyczne frazesy podpowiedza Ci, ze rodzice Ci robia "guilt tripa", probuja Ci zagrac na emocjach.

2 kroki dalej juz rodzice sa "emocjonalnymi wampirami" a Ty powinnas "przeciac pepowine" ograniczajac z nimi kontakt bo maja na Ciebie "zly wplyw" i "nie szanuja twoich granic".

To jest schemat u ludzi czytajacych to gowno albo chodzacych na "terapie".

Nie. Dla mnie odcięcie pępowiny w tej sytuacji będzie oznaczało tyle, że rodzice mogą sobie oceniać, proszę bardzo, ale że w żaden sposób te oceny na mnie nie będą wpływać. Imho jeśli muszę im "zamykać buzie", żeby się dobrze czuć, to o żadnym odcięciu pępowiny nie ma mowy, zamiatam problem pod dywan. Odcięcie pępowiny = mogę żyć bez aprobaty/z dezaprobatą rodziców, a nie, że wymuszam, żeby tej dezaprobaty nie słyszeć. Oni są dorośli i wolno im mieć swoje zdanie, ale ja też jestem dorosła i ich zdanie na mnie nie ma wpływu, jeśli na to nie pozwalam.

121

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
SaraS napisał/a:

Nie. Dla mnie odcięcie pępowiny w tej sytuacji będzie oznaczało tyle, że rodzice mogą sobie oceniać, proszę bardzo, ale że w żaden sposób te oceny na mnie nie będą wpływać.

Sugerujesz, ze ludzie marwia sie opinia innych ludzi tylko dlatego, ze uwazaja to za dobry pomysl?
Bo tylko w takim wypadku rada aby przestac sie martwic moglaby poskutkowac realna zmiana postrzegania a nie szczegolow interakcji.

122 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2024-12-22 21:37:48)

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
złoto napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Co odpowiadasz?

Psychoterapeutyczne frazesy podpowiedza Ci, ze rodzice Ci robia "guilt tripa", probuja Ci zagrac na emocjach.

2 kroki dalej juz rodzice sa "emocjonalnymi wampirami" a Ty powinnas "przeciac pepowine" ograniczajac z nimi kontakt bo maja na Ciebie "zly wplyw" i "nie szanuja twoich granic".

To jest schemat u ludzi czytajacych to gowno albo chodzacych na "terapie".

A z rodzicami, tak jak z reszta ludzi, trzeba sie nauczyc dogadywac.
Nie byc roszczeniowym i "stawiac granice" - to robia ludzie, ktorzy sa bezsilni bo maja niskie umiejetnosci w interakcjach z ludzmi.

Nie zgadzam się. Pokolenia naszych rodziców, dziadków, nawet pradziadków, ludzi, którzy mają teraz pod 70kę czy są dobrze pod 80kę lub starsi - w życiu nie chodzili na terapie, bo 30 czy 40 lat temu terapii po prostu nie było, nie czytali psychologicznych książek, nawet im to do głowy nie przyszło,  albo byli prości, skończyli technikum gastronomiczne  w latach 70tych, nie mówiąc już o jakiejś wiedzy z internetu, bo internet pojawił się, jak byli już dobrze po 50tce w najlepszym razie. Albo i starsi.
I oni ograniczyli kontakty, lub je całkiem zerwali ze swoimi rodzicami, teściami, rodzeństwem, czy znajomymi, ot tak, sami z siebie - pewnie wiele osób zna takie sytuacje z dzieciństwa, gdzie wujenka Marcelina nie odzywała się do swojej siostry od 20 lat bo pokłóciły się o coś w młodości, albo ta wyrodna ciotka Emila już od 30 lat nie ma kontaktu z rodzicami chociaż mieszka  w tym samym mieście, albo  ojciec nie rozmawia ze swoim bratem odkąd wszyscy w rodzinie  pamiętają, w zasadzie nie wiadomo dlaczego, a syn Majchrzaków ożenił się, wyjechali z żona do Katowic w latach 80tych i od tej pory jego kontakt z rodzicami nie istnieje. Przyjechał  natomiast za dwadzieścia lat, kiedy przyszło podzielić spadek. Takie sytuacje były już lata temu, gdzie psycholog to leczył wariatów, a o stawiania granic nikt jeszcze nie słyszał.

No i to bylo dobre podejscie.
Czlowiek zrywal relacje wtedy kiedy sam doszedl do wniosku, ze nie chce w niej byc.
A nie dlatego, ze mu jakas ksiazka czy psychoterapeuta zasugerowal, ze powinien byc bardziej samodzielny (tylko ja widze ironie w mowieniu ludziom aby byli samodzielni jednoczesnie samemu sugerujac im co jest dla nich dobre - przy okazji absurdalnie udajac, ze oni sa jakimis magicznymi, przezorczystymi lustrami?)

123

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:
złoto napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Co odpowiadasz?

Psychoterapeutyczne frazesy podpowiedza Ci, ze rodzice Ci robia "guilt tripa", probuja Ci zagrac na emocjach.

2 kroki dalej juz rodzice sa "emocjonalnymi wampirami" a Ty powinnas "przeciac pepowine" ograniczajac z nimi kontakt bo maja na Ciebie "zly wplyw" i "nie szanuja twoich granic".

To jest schemat u ludzi czytajacych to gowno albo chodzacych na "terapie".

A z rodzicami, tak jak z reszta ludzi, trzeba sie nauczyc dogadywac.
Nie byc roszczeniowym i "stawiac granice" - to robia ludzie, ktorzy sa bezsilni bo maja niskie umiejetnosci w interakcjach z ludzmi.

Nie zgadzam się. Pokolenia naszych rodziców, dziadków, nawet pradziadków, ludzi, którzy mają teraz pod 70kę czy są dobrze pod 80kę lub starsi - w życiu nie chodzili na terapie, bo 30 czy 40 lat temu terapii po prostu nie było, nie czytali psychologicznych książek, nawet im to do głowy nie przyszło,  albo byli prości, skończyli technikum gastronomiczne  w latach 70tych, nie mówiąc już o jakiejś wiedzy z internetu, bo internet pojawił się, jak byli już dobrze po 50tce w najlepszym razie. Albo i starsi.
I oni ograniczyli kontakty, lub je całkiem zerwali ze swoimi rodzicami, teściami, rodzeństwem, czy znajomymi, ot tak, sami z siebie - pewnie wiele osób zna takie sytuacje z dzieciństwa, gdzie wujenka Marcelina nie odzywała się do swojej siostry od 20 lat bo pokłóciły się o coś w młodości, albo ta wyrodna ciotka Emila już od 30 lat nie ma kontaktu z rodzicami chociaż mieszka  w tym samym mieście, albo  ojciec nie rozmawia ze swoim bratem odkąd wszyscy w rodzinie  pamiętają, w zasadzie nie wiadomo dlaczego, a syn Majchrzaków ożenił się, wyjechali z żona do Katowic w latach 80tych i od tej pory jego kontakt z rodzicami nie istnieje. Przyjechał  natomiast za dwadzieścia lat, kiedy przyszło podzielić spadek. Takie sytuacje były już lata temu, gdzie psycholog to leczył wariatów, a o stawiania granic nikt jeszcze nie słyszał.

No i to bylo dobre podejscie.
Czlowiek zrywal relacje wtedy kiedy sam doszedl do wniosku, ze nie chce w niej byc.
A nie dlatego, ze mu jakas ksiazka czy psychoterapeuta zasugerowal, ze powinien byc bardziej samodzielny (tylko ja widze ironie w mowieniu ludziom aby byli samodzielni jednoczesnie samemu wtracajac sie w ich zycie?)

No to jest bez sensu mowic zeby byc samodzielnym, a sie wtracac. A samodzielnym warto byc i od nikogo niezaleznym

124

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Jack Racja, czynniki, które decydują o przyznaniu kredytu są rozmaite, po krótkim namyśle zapewne te fakty, o których wspomniałeś stają się oczywiste. Natomiast mam wrażenie, że do ludzi najbardziej przemawiają jednak zarobki. Szczególnie ich wysokość. Wiadomo, że ludzie na różnych etapach życia mają odmienne priorytety, ale nie znam osobiście nikogo w moim otoczeniu, kto przepracowuje cały ten okres, powiedzmy, 15 lat od końca studiów do 40stki wyłącznie na zasadzie umowy o pracę, otrzymując stałe wynagrodzenie co miesiąc. Patrząc na dalsze ich losy spora grupa prowadzi działalność gospodarczą, polegającą zazwyczaj na wykonywaniu odrębnych zleceń dla różnych klientów. Zatem niekoniecznie od razu się decydują na kupno mieszkania, gdyż priorytetem jest dla nich najwidoczniej taka a nie inna forma zarobku. Jeśli zaś idzie o stałe zatrudnienie, to nie każdy też ląduje od razu w dobrej czy znakomitej wręcz, rozwijającej się firmie, w branży, która rewelacyjnie rokuje. Może też przez jakiś czas woli wydawać zarobione środki na zupełnie inne cele. Jeśli dla banku dużo korzystniejsza jest sytuacja, kiedy ktoś pracuje długo w jednym miejscu, to nie wiem, czy znajdzie się aż tak dużo osób, gotowych spełniać takie wymogi. Dzisiaj nawet praca na jednym stanowisku, choćby dobrze płatna w perspektywicznej branży staje się dla wielu osób zwyczajnie nudna. Każdy tutaj chyba musi wypracować sobie jakiś kompromis.

Sam jestem dość ciekawym przypadkiem smile Mam nienormowany czas pracy, w dużej mierze oparty na zleceniach. Co więcej, są one znacznie rozbite sezonowo.
W żadnym wypadku nie liczę na otrzymanie kredytu, ale z drugiej strony za nic w świecie nie zrezygnuję z mojego trybu pracy - zwyczajnie mnie kręci a cała reszta nie ma dla mnie już kompletnego znaczenia. Niejako sam jestem "zmuszony" intensywnie poszukiwać zleceń, czy raczej swoich klientów, jeśli można to tak nazwać. Na samą myśl o tym, żeby się przesiąść za biurko i robić od 8 do 17 od poniedziałku do piątku, wywołuje u mnie dreszcze...

125

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
bagienni_k napisał/a:

Jack Racja, czynniki, które decydują o przyznaniu kredytu są rozmaite, po krótkim namyśle zapewne te fakty, o których wspomniałeś stają się oczywiste. Natomiast mam wrażenie, że do ludzi najbardziej przemawiają jednak zarobki. Szczególnie ich wysokość. Wiadomo, że ludzie na różnych etapach życia mają odmienne priorytety, ale nie znam osobiście nikogo w moim otoczeniu, kto przepracowuje cały ten okres, powiedzmy, 15 lat od końca studiów do 40stki wyłącznie na zasadzie umowy o pracę, otrzymując stałe wynagrodzenie co miesiąc. Patrząc na dalsze ich losy spora grupa prowadzi działalność gospodarczą, polegającą zazwyczaj na wykonywaniu odrębnych zleceń dla różnych klientów. Zatem niekoniecznie od razu się decydują na kupno mieszkania, gdyż priorytetem jest dla nich najwidoczniej taka a nie inna forma zarobku. Jeśli zaś idzie o stałe zatrudnienie, to nie każdy też ląduje od razu w dobrej czy znakomitej wręcz, rozwijającej się firmie, w branży, która rewelacyjnie rokuje. Może też przez jakiś czas woli wydawać zarobione środki na zupełnie inne cele. Jeśli dla banku dużo korzystniejsza jest sytuacja, kiedy ktoś pracuje długo w jednym miejscu, to nie wiem, czy znajdzie się aż tak dużo osób, gotowych spełniać takie wymogi. Dzisiaj nawet praca na jednym stanowisku, choćby dobrze płatna w perspektywicznej branży staje się dla wielu osób zwyczajnie nudna. Każdy tutaj chyba musi wypracować sobie jakiś kompromis.

Sam jestem dość ciekawym przypadkiem smile Mam nienormowany czas pracy, w dużej mierze oparty na zleceniach. Co więcej, są one znacznie rozbite sezonowo.
W żadnym wypadku nie liczę na otrzymanie kredytu, ale z drugiej strony za nic w świecie nie zrezygnuję z mojego trybu pracy - zwyczajnie mnie kręci a cała reszta nie ma dla mnie już kompletnego znaczenia. Niejako sam jestem "zmuszony" intensywnie poszukiwać zleceń, czy raczej swoich klientów, jeśli można to tak nazwać. Na samą myśl o tym, żeby się przesiąść za biurko i robić od 8 do 17 od poniedziałku do piątku, wywołuje u mnie dreszcze...

Szkoda, ze w Polsce nie rozdaja mieszkan jak w Anglii to by Ci dali za darmo mieszkanie

126

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:
SaraS napisał/a:

Nie. Dla mnie odcięcie pępowiny w tej sytuacji będzie oznaczało tyle, że rodzice mogą sobie oceniać, proszę bardzo, ale że w żaden sposób te oceny na mnie nie będą wpływać.

Sugerujesz, ze ludzie marwia sie opinia innych ludzi tylko dlatego, ze uwazaja to za dobry pomysl?
Bo tylko w takim wypadku rada aby przestac sie martwic moglaby poskutkowac realna zmiana postrzegania a nie szczegolow interakcji.

Eee, co? Gdzie znalazłeś radę "przestań się martwić"? Jeśli ktoś się przejmuje cudzą opinią, to od takiej rady nie przestanie, ale to powinien być, hm, pożądany stan rzeczy/efekt terapii/cokolwiek, do czego się dąży, a w tej rozmowie - to dla mnie będzie znaczyło odcięcie pępowiny. Bo można pewnie rodzicom zabronić komentować, ale zmiana zachowania rodziców nie może oznaczać, że dziecko odcięło pępowinę.

127

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
SaraS napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:
SaraS napisał/a:

Nie. Dla mnie odcięcie pępowiny w tej sytuacji będzie oznaczało tyle, że rodzice mogą sobie oceniać, proszę bardzo, ale że w żaden sposób te oceny na mnie nie będą wpływać.

Sugerujesz, ze ludzie marwia sie opinia innych ludzi tylko dlatego, ze uwazaja to za dobry pomysl?
Bo tylko w takim wypadku rada aby przestac sie martwic moglaby poskutkowac realna zmiana postrzegania a nie szczegolow interakcji.

Eee, co? Gdzie znalazłeś radę "przestań się martwić"? Jeśli ktoś się przejmuje cudzą opinią, to od takiej rady nie przestanie, ale to powinien być, hm, pożądany stan rzeczy/efekt terapii/cokolwiek, do czego się dąży, a w tej rozmowie - to dla mnie będzie znaczyło odcięcie pępowiny. Bo można pewnie rodzicom zabronić komentować, ale zmiana zachowania rodziców nie może oznaczać, że dziecko odcięło pępowinę.

Teraz to na wszystkie problemy ludzie lataja na terapie? Nawet jak sa dawno dorosli i maja wprowadzic sie z domu?

128

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
JohnyBravo777 napisał/a:

No i to bylo dobre podejscie.
Czlowiek zrywal relacje wtedy kiedy sam doszedl do wniosku, ze nie chce w niej byc.
A nie dlatego, ze mu jakas ksiazka czy psychoterapeuta zasugerowal, ze powinien byc bardziej samodzielny (tylko ja widze ironie w mowieniu ludziom aby byli samodzielni jednoczesnie samemu sugerujac im co jest dla nich dobre - przy okazji absurdalnie udajac, ze oni sa jakimis magicznymi, przezorczystymi lustrami?)

Bo książki psychologiczne i terapia nie są dla wszystkich, a dla tych, którzy tego akurat w danym czasie potrzebują. Po co terapia osobie, która nie ma problemów w relacjach i jest jedynie  w tych relacjach, które są dla niej dobre i budujące, a ucina relację, które ewidentnie są dla niej akurat szkodliwe?

129

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
New Me napisał/a:

Szkoda, ze w Polsce nie rozdaja mieszkan jak w Anglii to by Ci dali za darmo mieszkanie

A możesz je potem sprzedać i pieniądze sobie zatrzymać?

130

Odp: Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?
New Me napisał/a:
SaraS napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Sugerujesz, ze ludzie marwia sie opinia innych ludzi tylko dlatego, ze uwazaja to za dobry pomysl?
Bo tylko w takim wypadku rada aby przestac sie martwic moglaby poskutkowac realna zmiana postrzegania a nie szczegolow interakcji.

Eee, co? Gdzie znalazłeś radę "przestań się martwić"? Jeśli ktoś się przejmuje cudzą opinią, to od takiej rady nie przestanie, ale to powinien być, hm, pożądany stan rzeczy/efekt terapii/cokolwiek, do czego się dąży, a w tej rozmowie - to dla mnie będzie znaczyło odcięcie pępowiny. Bo można pewnie rodzicom zabronić komentować, ale zmiana zachowania rodziców nie może oznaczać, że dziecko odcięło pępowinę.

Teraz to na wszystkie problemy ludzie lataja na terapie? Nawet jak sa dawno dorosli i maja wprowadzic sie z domu?

Ciekawa teza.
Jak myślicie, z jakimi problemami powinno się chodzić na terapie, a co człowiek powinien ogarniać sam?

I czy terapia może pomóc po dramatycznych wydarzeniach z przeszłości (bycie ofiarą gwałtu, świadkiem zabójstwa, uczestnikiem wypadku komunikacyjnego, strata ciąży, śmierć dziecka), czy lepiej przeciwnie, nie mówić o tym, zamknąć ten rozdział i nigdy do tego nie wracać, bo może jest prawdopodobieństwo, ze terapia rozgrzebie tylko niepotrzebnie tamte wydarzenia i człowiekowi trudno o nich zapomnieć?

Posty [ 66 do 130 z 158 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Jak długo mieszkaliście mieszkacie u rodziców ?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026