netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Problem z zaradnością faceta

153 odpowiedzi9 134 wyświetleniazałożony przez Justmarciniak, 17.04.2024

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problem z zaradnością faceta

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 154 z 154 ]

131

Odp: Problem z zaradnością faceta
wieka napisał/a:
Kaszpir007 napisał/a:

Ja pierniczę ale macie problemy smile

prawo jazdy i posiadanie samochodu nie jest czymś wymaganym. Wielu ludzi nie ma samochodu i jakoś żyje. Ma też dzieci.
Widzę że wielu tutaj jest mistrzami w wymyślaniu problemów smile

Kiedyś jakoś mało kto miał samochód a dzieci rodziło się mnóstwo i jakoś ludzie dawali rady.

A w mieście czy nawet na wsi jest komunikacja miejska i miejsko-podmiejska i da się zyć bez samochodu.

Z tego co czytałem kilka dni temu średnia wieku samochodu w PL to 16lat i ciągle sie wydłuża. Najstarsze samochody mają powyżej 30lat. Niską średnią robią samochody nowe kupowane głównie przez firmy.
Jak te samochodu  by się odrzuciło ze średniej to średnia to 21lat smile

To pokazuje jak bogaci są Polacy.

Wielu PL nie stać na samochód i na jego utrzymanie.

Ale są też tacy których stać na samochód ale nie mają. Z różnych powodów. Często powodem są także problemy z zaparkowaniem.

Jak zdawałem lata temu na prawko to mi instruktor mówił że szkolił taką panią co jak pojawiała się jakaś sytuacja "kryzysowa" na drodze to puszczała kierownicę i ... zamykała oczy.
Nie każdy nadaje się na kierowcę i nie każdy może mieć prawko. Naprawdę są rzeczy które dyskwalifikują taką osobę jako kierowca.

Moi rodzice nigdy nie mieli prawa jazdy ani samochodu i jakoś żyją.

Myślę że jak ktoś nie ma samochodu to wybiera takie miejsce gdzie jest świetna infrastruktura i tak naprawdę samochód nie jest potrzebny.
Tam gdzie mieszkam bez samochodu było by ciężko, ale nawet w moim domu położonym głęboko w lesie da się dojechać do cywilizacji autobusem.
Dziś jechałem smile Fakt trochę spaceru jest ale da się wink

Gorzej z bagażem na plecach big_smile
To jest po prostu wygoda, szczególnie gdy trzeba coś przewieźć, zakupy też bywają ciężkie. Albo pogoda fatalna. No i ta niezależność jest istotna.

Lekkie zakupy to ide do sklepu wracam autobusem, a ciezkie zamawiam online albo kupuje w osiedlowym sklepie do ktorego mam 10 sekund drogi takie rzeczy spozywcze ciezkie jak np worek ziemniakow, maka, ryz duze  paczki czy np kuweta dla kota to kupuje w tym sklepie, bo nie wyobrazam sobie targac 20 kilo przez pol miasta... nie ma problemu bez auta z zakupami zawsze jest wyjscie z sytuacji jak nie drzwiami to oknem jak to sie mowi

132

Odp: Problem z zaradnością faceta
JuliaUK33 napisał/a:
wieka napisał/a:
Kaszpir007 napisał/a:

Ja pierniczę ale macie problemy smile

prawo jazdy i posiadanie samochodu nie jest czymś wymaganym. Wielu ludzi nie ma samochodu i jakoś żyje. Ma też dzieci.
Widzę że wielu tutaj jest mistrzami w wymyślaniu problemów smile

Kiedyś jakoś mało kto miał samochód a dzieci rodziło się mnóstwo i jakoś ludzie dawali rady.

A w mieście czy nawet na wsi jest komunikacja miejska i miejsko-podmiejska i da się zyć bez samochodu.

Z tego co czytałem kilka dni temu średnia wieku samochodu w PL to 16lat i ciągle sie wydłuża. Najstarsze samochody mają powyżej 30lat. Niską średnią robią samochody nowe kupowane głównie przez firmy.
Jak te samochodu  by się odrzuciło ze średniej to średnia to 21lat smile

To pokazuje jak bogaci są Polacy.

Wielu PL nie stać na samochód i na jego utrzymanie.

Ale są też tacy których stać na samochód ale nie mają. Z różnych powodów. Często powodem są także problemy z zaparkowaniem.

Jak zdawałem lata temu na prawko to mi instruktor mówił że szkolił taką panią co jak pojawiała się jakaś sytuacja "kryzysowa" na drodze to puszczała kierownicę i ... zamykała oczy.
Nie każdy nadaje się na kierowcę i nie każdy może mieć prawko. Naprawdę są rzeczy które dyskwalifikują taką osobę jako kierowca.

Moi rodzice nigdy nie mieli prawa jazdy ani samochodu i jakoś żyją.

Myślę że jak ktoś nie ma samochodu to wybiera takie miejsce gdzie jest świetna infrastruktura i tak naprawdę samochód nie jest potrzebny.
Tam gdzie mieszkam bez samochodu było by ciężko, ale nawet w moim domu położonym głęboko w lesie da się dojechać do cywilizacji autobusem.
Dziś jechałem smile Fakt trochę spaceru jest ale da się wink

Gorzej z bagażem na plecach big_smile
To jest po prostu wygoda, szczególnie gdy trzeba coś przewieźć, zakupy też bywają ciężkie. Albo pogoda fatalna. No i ta niezależność jest istotna.

Lekkie zakupy to ide do sklepu wracam autobusem, a ciezkie zamawiam online albo kupuje w osiedlowym sklepie do ktorego mam 10 sekund drogi takie rzeczy spozywcze ciezkie jak np worek ziemniakow, maka, ryz duze  paczki czy np kuweta dla kota to kupuje w tym sklepie, bo nie wyobrazam sobie targac 20 kilo przez pol miasta... nie ma problemu bez auta z zakupami zawsze jest wyjscie z sytuacji jak nie drzwiami to oknem jak to sie mowi

Czyli jesteś ograniczona do jednego sklepu, jakby go nie było, to zostają tylko zakupy online albo targanie ciężkich siat. Zakupy online są spoko i sama zamawiałam jak przez pracę nie mieliśmy czasu ale u mnie był mały wybór i jednak jak mam czas, to wolę sobie sama pojechać i wybrać co chce. Owoce, warzywa i świeże mięso też są lepsze jak się samemu wybierze, te ze sklepów online u nas są niedobre. Targać siat nienawidzę, to już wolę godzinę w korku stać.

133 Ostatnio edytowany przez JuliaUK33 (2024-04-22 13:11:58)

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:
wieka napisał/a:

Gorzej z bagażem na plecach big_smile
To jest po prostu wygoda, szczególnie gdy trzeba coś przewieźć, zakupy też bywają ciężkie. Albo pogoda fatalna. No i ta niezależność jest istotna.

Lekkie zakupy to ide do sklepu wracam autobusem, a ciezkie zamawiam online albo kupuje w osiedlowym sklepie do ktorego mam 10 sekund drogi takie rzeczy spozywcze ciezkie jak np worek ziemniakow, maka, ryz duze  paczki czy np kuweta dla kota to kupuje w tym sklepie, bo nie wyobrazam sobie targac 20 kilo przez pol miasta... nie ma problemu bez auta z zakupami zawsze jest wyjscie z sytuacji jak nie drzwiami to oknem jak to sie mowi

Czyli jesteś ograniczona do jednego sklepu, jakby go nie było, to zostają tylko zakupy online albo targanie ciężkich siat. Zakupy online są spoko i sama zamawiałam jak przez pracę nie mieliśmy czasu ale u mnie był mały wybór i jednak jak mam czas, to wolę sobie sama pojechać i wybrać co chce. Owoce, warzywa i świeże mięso też są lepsze jak się samemu wybierze, te ze sklepów online u nas są niedobre. Targać siat nienawidzę, to już wolę godzinę w korku stać.

To gdyby nie bylo tego sklepu to bym kupowala online i tak przeciez kupuje,wiec roznicy by to nie zrobilo. A,ze mam ten sklep blisko to tez z niego korzystam. Tez nie lubie ciezkich zakupow dzwigac dlatego jak juz jade na zakupy to nic ciezkiego nie kupuje

134

Odp: Problem z zaradnością faceta

Można żyć bez samochodu, czemu nie? Jeśli ktoś nie potrzebuje i mu wygodnie, to przecież to nie zabronione. Tylko ja mam taką znajomą, która to wyznaje zasadę, że samochód jest jej niepotrzebny, ale gdy np. ma termin u lekarza gdzieś na drugim końcu miasta, to molestuje wszystkich naokoło aby ktoś ją tam zawiózł, bo nie ma tam dobrego połączenia komunikacją, musiałaby wstać o 5.00 rano, żeby tam na 8.00 dojechać i tym podobne. Najczęsciej ktoś (w tym też ja, chociaż ostatnio rzadziej bo po prostu odmawiam) ją tam w końcu odwozi. I właśnie tu jest pies pogrzebany smile Nie potrzebujesz samochodu, to jedź na rowerze, tramwajem, hulajnogą albo na piechotę i bądź konsekwentny/a w swoim postanowieniu. Do tego dzisiaj posiadanie prawa jazdy to właściwie podstawowe wyposażenie czlowieka w dorosłość. Nawet gdy się szuka pracy, to często prawo jazdy to podstawa, zwłaszcza gdy trzeba używać samochód służbowy, a to teraz coraz częstsza praktyka i to nie tylko dla kierowców TIRów. Może się troszkę przyzwyczaiłam, bo przecież kiedyś samochodu nie miałam i żyłam, ale dziś bez auta nie wyobrażam sobie życia. Pewnie, że to trochę kosztuje ale ma też wiele plusów. Można pojechać po zakupy gdzie się chce, albo w jedno przedpołudnie załatwić kilka spraw w różnych częsciach miasta. Kiedyś gdy mieszkałam w USA miałam do pracy 60 km w jedną stronę i allejuja smile Prawie żadnej komunikacji, a ofertę pracy przyjęłam bo była korzystna finansowo. Z prawem jazdy człowiek jest przygotowany na różne niespodzianki w życiu, a kwestia posiadania samochodu jest już drugorzędna. Dziś jest niepotrzebny, a jutro bez niego to być albo nie być. Lepiej chyba nie znaleźć się z punktu poza pewnym nawiasem, bo życie jest dość nieprzewidywalne.

135

Odp: Problem z zaradnością faceta
Salomonka napisał/a:

Można żyć bez samochodu, czemu nie? Jeśli ktoś nie potrzebuje i mu wygodnie, to przecież to nie zabronione. Tylko ja mam taką znajomą, która to wyznaje zasadę, że samochód jest jej niepotrzebny, ale gdy np. ma termin u lekarza gdzieś na drugim końcu miasta, to molestuje wszystkich naokoło aby ktoś ją tam zawiózł, bo nie ma tam dobrego połączenia komunikacją, musiałaby wstać o 5.00 rano, żeby tam na 8.00 dojechać i tym podobne. Najczęsciej ktoś (w tym też ja, chociaż ostatnio rzadziej bo po prostu odmawiam) ją tam w końcu odwozi. I właśnie tu jest pies pogrzebany smile Nie potrzebujesz samochodu, to jedź na rowerze, tramwajem, hulajnogą albo na piechotę i bądź konsekwentny/a w swoim postanowieniu. Do tego dzisiaj posiadanie prawa jazdy to właściwie podstawowe wyposażenie czlowieka w dorosłość. Nawet gdy się szuka pracy, to często prawo jazdy to podstawa, zwłaszcza gdy trzeba używać samochód służbowy, a to teraz coraz częstsza praktyka i to nie tylko dla kierowców TIRów. Może się troszkę przyzwyczaiłam, bo przecież kiedyś samochodu nie miałam i żyłam, ale dziś bez auta nie wyobrażam sobie życia. Pewnie, że to trochę kosztuje ale ma też wiele plusów. Można pojechać po zakupy gdzie się chce, albo w jedno przedpołudnie załatwić kilka spraw w różnych częsciach miasta. Kiedyś gdy mieszkałam w USA miałam do pracy 60 km w jedną stronę i allejuja smile Prawie żadnej komunikacji, a ofertę pracy przyjęłam bo była korzystna finansowo. Z prawem jazdy człowiek jest przygotowany na różne niespodzianki w życiu, a kwestia posiadania samochodu jest już drugorzędna. Dziś jest niepotrzebny, a jutro bez niego to być albo nie być. Lepiej chyba nie znaleźć się z punktu poza pewnym nawiasem, bo życie jest dość nieprzewidywalne.

Dokladnie zgadzam sie z tym. Ja juz nie pamietam kiedy kogos prosilam o podwiezienie lata temu to chyba bylo i to tylko jednorazowo. Dlatego tak masz racje jak ktos nie musi miec auta to niech jezdzi komunikacja miejska,a nie non stop wykorzystuje inne osoby, przeciez paliwo tez kosztuje,zeby kogos podwozic

136

Odp: Problem z zaradnością faceta
Salomonka napisał/a:

Można żyć bez samochodu, czemu nie? Jeśli ktoś nie potrzebuje i mu wygodnie, to przecież to nie zabronione. Tylko ja mam taką znajomą, która to wyznaje zasadę, że samochód jest jej niepotrzebny, ale gdy np. ma termin u lekarza gdzieś na drugim końcu miasta, to molestuje wszystkich naokoło aby ktoś ją tam zawiózł, bo nie ma tam dobrego połączenia komunikacją, musiałaby wstać o 5.00 rano, żeby tam na 8.00 dojechać i tym podobne. Najczęsciej ktoś (w tym też ja, chociaż ostatnio rzadziej bo po prostu odmawiam) ją tam w końcu odwozi. I właśnie tu jest pies pogrzebany smile Nie potrzebujesz samochodu, to jedź na rowerze, tramwajem, hulajnogą albo na piechotę i bądź konsekwentny/a w swoim postanowieniu. Do tego dzisiaj posiadanie prawa jazdy to właściwie podstawowe wyposażenie czlowieka w dorosłość. Nawet gdy się szuka pracy, to często prawo jazdy to podstawa, zwłaszcza gdy trzeba używać samochód służbowy, a to teraz coraz częstsza praktyka i to nie tylko dla kierowców TIRów. Może się troszkę przyzwyczaiłam, bo przecież kiedyś samochodu nie miałam i żyłam, ale dziś bez auta nie wyobrażam sobie życia. Pewnie, że to trochę kosztuje ale ma też wiele plusów. Można pojechać po zakupy gdzie się chce, albo w jedno przedpołudnie załatwić kilka spraw w różnych częsciach miasta. Kiedyś gdy mieszkałam w USA miałam do pracy 60 km w jedną stronę i allejuja smile Prawie żadnej komunikacji, a ofertę pracy przyjęłam bo była korzystna finansowo. Z prawem jazdy człowiek jest przygotowany na różne niespodzianki w życiu, a kwestia posiadania samochodu jest już drugorzędna. Dziś jest niepotrzebny, a jutro bez niego to być albo nie być. Lepiej chyba nie znaleźć się z punktu poza pewnym nawiasem, bo życie jest dość nieprzewidywalne.

Tutaj to jest norma, ze ludzie dojezdzaja daleko do pracy, sa fajne autostradki ale nie ma nic a nic komunikacji publicznej. O to chodzi, ze w razie czego warto miec, bo nigdy nie iadomo jak sie zycie potoczy. Jakbys nie miala prawka, to bys nie mogla przyjac tej korzystnej pracy, bo zanim zrobilabys kurs i nauczyla sie jezdzic, to oni juz by pewnie kogos innego znalezli.

137

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Można żyć bez samochodu, czemu nie? Jeśli ktoś nie potrzebuje i mu wygodnie, to przecież to nie zabronione. Tylko ja mam taką znajomą, która to wyznaje zasadę, że samochód jest jej niepotrzebny, ale gdy np. ma termin u lekarza gdzieś na drugim końcu miasta, to molestuje wszystkich naokoło aby ktoś ją tam zawiózł, bo nie ma tam dobrego połączenia komunikacją, musiałaby wstać o 5.00 rano, żeby tam na 8.00 dojechać i tym podobne. Najczęsciej ktoś (w tym też ja, chociaż ostatnio rzadziej bo po prostu odmawiam) ją tam w końcu odwozi. I właśnie tu jest pies pogrzebany smile Nie potrzebujesz samochodu, to jedź na rowerze, tramwajem, hulajnogą albo na piechotę i bądź konsekwentny/a w swoim postanowieniu. Do tego dzisiaj posiadanie prawa jazdy to właściwie podstawowe wyposażenie czlowieka w dorosłość. Nawet gdy się szuka pracy, to często prawo jazdy to podstawa, zwłaszcza gdy trzeba używać samochód służbowy, a to teraz coraz częstsza praktyka i to nie tylko dla kierowców TIRów. Może się troszkę przyzwyczaiłam, bo przecież kiedyś samochodu nie miałam i żyłam, ale dziś bez auta nie wyobrażam sobie życia. Pewnie, że to trochę kosztuje ale ma też wiele plusów. Można pojechać po zakupy gdzie się chce, albo w jedno przedpołudnie załatwić kilka spraw w różnych częsciach miasta. Kiedyś gdy mieszkałam w USA miałam do pracy 60 km w jedną stronę i allejuja smile Prawie żadnej komunikacji, a ofertę pracy przyjęłam bo była korzystna finansowo. Z prawem jazdy człowiek jest przygotowany na różne niespodzianki w życiu, a kwestia posiadania samochodu jest już drugorzędna. Dziś jest niepotrzebny, a jutro bez niego to być albo nie być. Lepiej chyba nie znaleźć się z punktu poza pewnym nawiasem, bo życie jest dość nieprzewidywalne.

Tutaj to jest norma, ze ludzie dojezdzaja daleko do pracy, sa fajne autostradki ale nie ma nic a nic komunikacji publicznej. O to chodzi, ze w razie czego warto miec, bo nigdy nie iadomo jak sie zycie potoczy. Jakbys nie miala prawka, to bys nie mogla przyjac tej korzystnej pracy, bo zanim zrobilabys kurs i nauczyla sie jezdzic, to oni juz by pewnie kogos innego znalezli.

Mnie akurat praca sie nie dotyczy,ale jak ktos ma  prace lub chce pracowac tam,gdzie jest potrzebne auto to prawko musi miec

138

Odp: Problem z zaradnością faceta
JuliaUK33 napisał/a:
wieka napisał/a:
Kaszpir007 napisał/a:

Ja pierniczę ale macie problemy smile

prawo jazdy i posiadanie samochodu nie jest czymś wymaganym. Wielu ludzi nie ma samochodu i jakoś żyje. Ma też dzieci.
Widzę że wielu tutaj jest mistrzami w wymyślaniu problemów smile

Kiedyś jakoś mało kto miał samochód a dzieci rodziło się mnóstwo i jakoś ludzie dawali rady.

A w mieście czy nawet na wsi jest komunikacja miejska i miejsko-podmiejska i da się zyć bez samochodu.

Z tego co czytałem kilka dni temu średnia wieku samochodu w PL to 16lat i ciągle sie wydłuża. Najstarsze samochody mają powyżej 30lat. Niską średnią robią samochody nowe kupowane głównie przez firmy.
Jak te samochodu  by się odrzuciło ze średniej to średnia to 21lat smile

To pokazuje jak bogaci są Polacy.

Wielu PL nie stać na samochód i na jego utrzymanie.

Ale są też tacy których stać na samochód ale nie mają. Z różnych powodów. Często powodem są także problemy z zaparkowaniem.

Jak zdawałem lata temu na prawko to mi instruktor mówił że szkolił taką panią co jak pojawiała się jakaś sytuacja "kryzysowa" na drodze to puszczała kierownicę i ... zamykała oczy.
Nie każdy nadaje się na kierowcę i nie każdy może mieć prawko. Naprawdę są rzeczy które dyskwalifikują taką osobę jako kierowca.

Moi rodzice nigdy nie mieli prawa jazdy ani samochodu i jakoś żyją.

Myślę że jak ktoś nie ma samochodu to wybiera takie miejsce gdzie jest świetna infrastruktura i tak naprawdę samochód nie jest potrzebny.
Tam gdzie mieszkam bez samochodu było by ciężko, ale nawet w moim domu położonym głęboko w lesie da się dojechać do cywilizacji autobusem.
Dziś jechałem smile Fakt trochę spaceru jest ale da się wink

Gorzej z bagażem na plecach big_smile
To jest po prostu wygoda, szczególnie gdy trzeba coś przewieźć, zakupy też bywają ciężkie. Albo pogoda fatalna. No i ta niezależność jest istotna.

Lekkie zakupy to ide do sklepu wracam autobusem, a ciezkie zamawiam online albo kupuje w osiedlowym sklepie do ktorego mam 10 sekund drogi takie rzeczy spozywcze ciezkie jak np worek ziemniakow, maka, ryz duze  paczki czy np kuweta dla kota to kupuje w tym sklepie, bo nie wyobrazam sobie targac 20 kilo przez pol miasta... nie ma problemu bez auta z zakupami zawsze jest wyjscie z sytuacji jak nie drzwiami to oknem jak to sie mowi

Wszystko porównujesz do siebie, Tobie niepotrzebny, innym tak.

139 Ostatnio edytowany przez SaraS (2024-04-22 18:15:19)

Odp: Problem z zaradnością faceta

Nie pamiętam już, czyj to był wpis, ale przyznam, że zachwycił mnie fragment o tym, że jak się dziecko rozchoruje, to się poszuka znajomych. big_smile
No bo to oczywiste, że znajomi są od wożenia komuś tyłka, również po nocy, bo w końcu awaryjna sytuacja. Tylko że nie, bo o ile bardzo chętnie zerwałabym się nawet w środku nocy dla kogoś, kto ma prawko, ale np. auto akurat zmienia czy ma chwilowo w naprawie, to raczej nie kiwnęłabym palcem dla kogoś, kto nie ma, bo "mu niepotrzebne". Jak niepotrzebne, to niech nie korzysta. wink
I to nawet nie jest złośliwość, po prostu to pierwsze odebrałabym faktycznie jako wyjątkową sytuację, w której jest potrzebna pomoc, a drugie - niezależnie od okoliczności - jako konsekwencje cudzych wyborów, których nie zamierzam ponosić.

A co do tematu - no, ja się autorce nie dziwię. Niby można sobie radzić bez auta, ale ten facet przecież sobie nie radzi sam, tylko wykorzystuje innych. Nie dziwię się, że autorka nie chce brać tego na swoje barki. Pewnie po zamieszkaniu razem ona miałaby zostać etatowym kierowcą - od zakupów, wizyt u lekarza itp., pracy i pewnie jeszcze wizyt towarzyskich. I niby mogłaby tupnąć nogą i nie pomagać, ale raczej nie stworzyłoby to miłej atmosfery w domu + o ile partner musiałby załatwiać swoje sprawy sam, to możliwe, że domowe/wspólne i tak ogarniałaby autorka ("kochanie, to ja skoczę po pieczywo i szyneczkę, a ziemniaki, wodę, proszki, płyny i w ogóle całą chemię kupisz przy okazji, co?").

[edit] Zorientowałam się, że napisałam "kierowcom" zamiast "kierowcą". *oblewa się rumieńcem*

140

Odp: Problem z zaradnością faceta
SaraS napisał/a:

Nie pamiętam już, czyj to był wpis, ale przyznam, że zachwycił mnie fragment o tym, że jak się dziecko rozchoruje, to się poszuka znajomych. big_smile
No bo to oczywiste, że znajomi są od wożenia komuś tyłka, również po nocy, bo w końcu awaryjna sytuacja. Tylko że nie, bo o ile bardzo chętnie zerwałabym się nawet w środku nocy dla kogoś, kto ma prawko, ale np. auto akurat zmienia czy ma chwilowo w naprawie, to raczej nie kiwnęłabym palcem dla kogoś, kto nie ma, bo "mu niepotrzebne". Jak niepotrzebne, to niech nie korzysta. wink
I to nawet nie jest złośliwość, po prostu to pierwsze odebrałabym faktycznie jako wyjątkową sytuację, w której jest potrzebna pomoc, a drugie - niezależnie od okoliczności - jako konsekwencje cudzych wyborów, których nie zamierzam ponosić.

A co do tematu - no, ja się autorce nie dziwię. Niby można sobie radzić bez auta, ale ten facet przecież sobie nie radzi sam, tylko wykorzystuje innych. Nie dziwię się, że autorka nie chce brać tego na swoje barki. Pewnie po zamieszkaniu razem ona miałaby zostać etatowym kierowcom - od zakupów, wizyt u lekarza itp., pracy i pewnie jeszcze wizyt towarzyskich. I niby mogłaby tupnąć nogą i nie pomagać, ale raczej nie stworzyłoby to miłej atmosfery w domu + o ile partner musiałby załatwiać swoje sprawy sam, to możliwe, że domowe/wspólne i tak ogarniałaby autorka ("kochanie, to ja skoczę po pieczywo i szyneczkę, a ziemniaki, wodę, proszki, płyny i w ogóle całą chemię kupisz przy okazji, co?").

No to logiczne, ze jak ktos nie ma prawka a sie wysluguje innymi, zeby podwozili to nie jest dobre.

141 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-04-22 17:46:50)

Odp: Problem z zaradnością faceta

W każdym razie autorce i jej chłopakowi na wsi, w aspekcie odległości, przypuszczalnie kiedyś dzieci i pracy w mieście będzie to potrzebne.
I teraz pytanie, czy bierzesz to autorko na siebie, jeśli tak, to co on daje w zamian za to, czy nie.
Chodzi o to byś nie czuła się wykorzystywana.
Musicie więc mieć podobne poczucie sprawiedliwości.
I czuć się z tym dobrze.
Warto o tym rozmawiać nie na zasadzie : powinieneś,  bo na razie to nie mieszkacie razem nawet,
Ale pytać jak On sobie to wspólne życie wyobraża. W szczegolach

142

Odp: Problem z zaradnością faceta

Kurde nie którzy nie mogą  jezdzic lub boi się że będzie złym kierowcą a jak jej to nie pasuje to niech se znajdzie innego jeżeli jest wygodna

143

Odp: Problem z zaradnością faceta

Widocznie mu jest dobrze tak jak jest. Może kiedyś zmieni zdanie. Jak Ci nie pasuje to go zostaw, nie potrzebujesz do tego poklasku losowych przegrywek z internetu

144

Odp: Problem z zaradnością faceta
Miklosza napisał/a:

Kurde nie którzy nie mogą  jezdzic lub boi się że będzie złym kierowcą a jak jej to nie pasuje to niech se znajdzie innego jeżeli jest wygodna

Ale co innego jak ktoś nie może jeździć, a co innego, jak zwyczajnie nie chce.
Nad lękiem się pracuje. Nad umiejętnościami też.

145

Odp: Problem z zaradnością faceta
Lady Loka napisał/a:
Miklosza napisał/a:

Kurde nie którzy nie mogą  jezdzic lub boi się że będzie złym kierowcą a jak jej to nie pasuje to niech se znajdzie innego jeżeli jest wygodna

Ale co innego jak ktoś nie może jeździć, a co innego, jak zwyczajnie nie chce.
Nad lękiem się pracuje. Nad umiejętnościami też.

Ciotka mojego ex miala kiedys wypadek na skrzyzowaniu, teraz jak gdzies jezdzi to najpierw sprawdza mape byle jechac taka droge ,zeby skrzyzowanie ominac i tak juz ma od lat. Pewnych fobii nie da sie tak latwo pozbyc... ja np mam fobie, ze kogos niechcaco potrace i wysle na tamten swiat,wiec jak mi czasem znajomi mowia, zebym kierowala to jade jak zolw albo jeszcze wolniej, a jak widze biegajace dzieciaki przy drodze to dostaje ataku paniki i zawalu.  Ja sie nie nadaje za kierownice niewiem po co robilam to prawko w sumie tylko po to,bo mowili "ze wstyd nie miec" ale gdybym ja wyjechala na autostrade to z moimi ruchami powstal by korek az do granic Szkocji

146

Odp: Problem z zaradnością faceta
JuliaUK33 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Miklosza napisał/a:

Kurde nie którzy nie mogą  jezdzic lub boi się że będzie złym kierowcą a jak jej to nie pasuje to niech se znajdzie innego jeżeli jest wygodna

Ale co innego jak ktoś nie może jeździć, a co innego, jak zwyczajnie nie chce.
Nad lękiem się pracuje. Nad umiejętnościami też.

Ciotka mojego ex miala kiedys wypadek na skrzyzowaniu, teraz jak gdzies jezdzi to najpierw sprawdza mape byle jechac taka droge ,zeby skrzyzowanie ominac i tak juz ma od lat. Pewnych fobii nie da sie tak latwo pozbyc... ja np mam fobie, ze kogos niechcaco potrace i wysle na tamten swiat,wiec jak mi czasem znajomi mowia, zebym kierowala to jade jak zolw albo jeszcze wolniej, a jak widze biegajace dzieciaki przy drodze to dostaje ataku paniki i zawalu.  Ja sie nie nadaje za kierownice niewiem po co robilam to prawko w sumie tylko po to,bo mowili "ze wstyd nie miec" ale gdybym ja wyjechala na autostrade to z moimi ruchami powstal by korek az do granic Szkocji

Niektórzy specjalnie omijają autostrady, żeby się nie stresować. Uważam, że trzeba lubić być kierowcą.

147

Odp: Problem z zaradnością faceta
Tamiraa napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ale co innego jak ktoś nie może jeździć, a co innego, jak zwyczajnie nie chce.
Nad lękiem się pracuje. Nad umiejętnościami też.

Ciotka mojego ex miala kiedys wypadek na skrzyzowaniu, teraz jak gdzies jezdzi to najpierw sprawdza mape byle jechac taka droge ,zeby skrzyzowanie ominac i tak juz ma od lat. Pewnych fobii nie da sie tak latwo pozbyc... ja np mam fobie, ze kogos niechcaco potrace i wysle na tamten swiat,wiec jak mi czasem znajomi mowia, zebym kierowala to jade jak zolw albo jeszcze wolniej, a jak widze biegajace dzieciaki przy drodze to dostaje ataku paniki i zawalu.  Ja sie nie nadaje za kierownice niewiem po co robilam to prawko w sumie tylko po to,bo mowili "ze wstyd nie miec" ale gdybym ja wyjechala na autostrade to z moimi ruchami powstal by korek az do granic Szkocji

Niektórzy specjalnie omijają autostrady, żeby się nie stresować. Uważam, że trzeba lubić być kierowcą.

Tak ja bym sie bala jechac autostrada

148 Ostatnio edytowany przez Halina3.1 (2024-04-23 13:50:28)

Odp: Problem z zaradnością faceta
JuliaUK33 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Miklosza napisał/a:

Kurde nie którzy nie mogą  jezdzic lub boi się że będzie złym kierowcą a jak jej to nie pasuje to niech se znajdzie innego jeżeli jest wygodna

Ale co innego jak ktoś nie może jeździć, a co innego, jak zwyczajnie nie chce.
Nad lękiem się pracuje. Nad umiejętnościami też.

Ciotka mojego ex miala kiedys wypadek na skrzyzowaniu, teraz jak gdzies jezdzi to najpierw sprawdza mape byle jechac taka droge ,zeby skrzyzowanie ominac i tak juz ma od lat. Pewnych fobii nie da sie tak latwo pozbyc... ja np mam fobie, ze kogos niechcaco potrace i wysle na tamten swiat,wiec jak mi czasem znajomi mowia, zebym kierowala to jade jak zolw albo jeszcze wolniej, a jak widze biegajace dzieciaki przy drodze to dostaje ataku paniki i zawalu.  Ja sie nie nadaje za kierownice niewiem po co robilam to prawko w sumie tylko po to,bo mowili "ze wstyd nie miec" ale gdybym ja wyjechala na autostrade to z moimi ruchami powstal by korek az do granic Szkocji

Ja jak mialam dosc powazny wypadek to wrocilam do jazdy po jakichs 2 tygodniach jak troche wydobrzalam, bo mowi sie, ze jak sie po wypadku nie wroci szybko do tego co sie robilo czyli np jazdy samochodem, motocyklem czy jazdy konno, to sie wlasnie mozna nabawic fobii. I ja sie bardziej balam, ze bede sie bala np prowadzic a nie chcialam stracic tej wygody w zyciu, if that makes sense.
I to jest chyba prawda, bo na motorze dwa razy sie wyrabalam w tym raz tak porzadnie a z konia tez prawie udalo mi sie zleciec jak kon sie wystraszyl. Jeszcze mialam tez nieciekawa sytuacje przy parkowaniu za duza lodzia jako nowicjuszka ale tez sie przemoglam zeby sie w tydzien przelamac i nie bac, no i nie nabawilam sie strachu przed zadna z tych rzeczy. Mowia tez, ze kazdy kierowca musi kiedys zaliczyc stluczke,. Ja pierwsza mialam z kolumna na parkingu tuz po zdaniu prawka jak jechalam duzym autem ale nie umialam korzystac z lusterek xdd na jakis czas mnie to zawstydzilo i zniechecilo ale tez sie przemoglam i po prostu nauczylam jak z nich korzystac. Teraz wole lusterka od kamer.

149

Odp: Problem z zaradnością faceta
Tamiraa napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ale co innego jak ktoś nie może jeździć, a co innego, jak zwyczajnie nie chce.
Nad lękiem się pracuje. Nad umiejętnościami też.

Ciotka mojego ex miala kiedys wypadek na skrzyzowaniu, teraz jak gdzies jezdzi to najpierw sprawdza mape byle jechac taka droge ,zeby skrzyzowanie ominac i tak juz ma od lat. Pewnych fobii nie da sie tak latwo pozbyc... ja np mam fobie, ze kogos niechcaco potrace i wysle na tamten swiat,wiec jak mi czasem znajomi mowia, zebym kierowala to jade jak zolw albo jeszcze wolniej, a jak widze biegajace dzieciaki przy drodze to dostaje ataku paniki i zawalu.  Ja sie nie nadaje za kierownice niewiem po co robilam to prawko w sumie tylko po to,bo mowili "ze wstyd nie miec" ale gdybym ja wyjechala na autostrade to z moimi ruchami powstal by korek az do granic Szkocji

Niektórzy specjalnie omijają autostrady, żeby się nie stresować. Uważam, że trzeba lubić być kierowcą.

Tego tez nie rozumiem a tez slyszalam, ze ktos sie boi autostrady. Przeciez nie ma wygodniejszej i prostrzej drogi niz autostrada. No a jak sie zagapisz i przejedziesz exit, to najwyzej zjedziesz na nastepnym i se zawrocisz, big deal. Mnie witki opadly jak uslyszlam, ze kobieta nie pojedzie na miasto, bo sie boi jechac po miescie, bo duzo ulic, samochody itd. Nie ogarniam tego, przeciez w tych czasach sa nawigacje ktore mowia nawet na jaki pas sie ustawic a do tego sa w miastach znaki z nazwami ulic i kierunkami danej drogi. Serio nie wiem jak mozna nie ogarniac jezdzenia chocby po miescie w ktorym sie zyje.
I nie zgadzam sie, ze trzeba lubic byc kierowca zeby jezdzic. Ja nie czerpie jakiejs wyjatkowej przyjemnosci z jazdy, nudzi mnie to i mam czesto chorobe lokomocyjna jak akurat nie prowadze. Wiec sama jazda dla mnie to mala frajda, lubie za to w miare szybko sie przemieszczac bez bycia zalezna od kogos czy czegos.

150

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ale co innego jak ktoś nie może jeździć, a co innego, jak zwyczajnie nie chce.
Nad lękiem się pracuje. Nad umiejętnościami też.

Ciotka mojego ex miala kiedys wypadek na skrzyzowaniu, teraz jak gdzies jezdzi to najpierw sprawdza mape byle jechac taka droge ,zeby skrzyzowanie ominac i tak juz ma od lat. Pewnych fobii nie da sie tak latwo pozbyc... ja np mam fobie, ze kogos niechcaco potrace i wysle na tamten swiat,wiec jak mi czasem znajomi mowia, zebym kierowala to jade jak zolw albo jeszcze wolniej, a jak widze biegajace dzieciaki przy drodze to dostaje ataku paniki i zawalu.  Ja sie nie nadaje za kierownice niewiem po co robilam to prawko w sumie tylko po to,bo mowili "ze wstyd nie miec" ale gdybym ja wyjechala na autostrade to z moimi ruchami powstal by korek az do granic Szkocji

Ja jak mialam dosc powazny wypadek to wrocilam do jazdy po jakichs 2 tygodniach jak troche wydobrzalam, bo mowi sie, ze jak sie po wypadku nie wroci szybko do tego co sie robilo czyli np jazdy samochodem, motocyklem czy jazdy konno, to sie wlasnie mozna nabawic fobii. I ja sie bardziej balam, ze bede sie bala np prowadzic a nie chcialam stracic tej wygody w zyciu, if that makes sense.
I to jest chyba prawda, bo na motorze dwa razy sie wyrabalam w tym raz tak porzadnie a z konia tez prawie udalo mi sie zleciec jak kon sie wystraszyl. Jeszcze mialam tez nieciekawa sytuacje przy parkowaniu za duza lodzia jako nowicjuszka ale tez sie przemoglam zeby sie w tydzien przelamac i nie bac, no i nie nabawilam sie strachu przed zadna z tych rzeczy. Mowia tez, ze kazdy kierowca musi kiedys zaliczyc stluczke,. Ja pierwsza mialam z kolumna na parkingu tuz po zdaniu praka jak jechalam duzym autem ale nie umialam korzystac z lusterek xdd na jakis czas mnie to zawstydzilo i zniechecilo ale tez sie przemoglam i po prostu nauczylam jak z nich korzystac. Teraz wole lusterka od kamer.

Kazdy ma inaczej.  I kto wogole wymyslil taka glupote, ze kazdy kierowca musi zaliczyc stluczke? Wlasnie im mniej wypadkow na drodze tym lepiej

151

Odp: Problem z zaradnością faceta
JuliaUK33 napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:

Ciotka mojego ex miala kiedys wypadek na skrzyzowaniu, teraz jak gdzies jezdzi to najpierw sprawdza mape byle jechac taka droge ,zeby skrzyzowanie ominac i tak juz ma od lat. Pewnych fobii nie da sie tak latwo pozbyc... ja np mam fobie, ze kogos niechcaco potrace i wysle na tamten swiat,wiec jak mi czasem znajomi mowia, zebym kierowala to jade jak zolw albo jeszcze wolniej, a jak widze biegajace dzieciaki przy drodze to dostaje ataku paniki i zawalu.  Ja sie nie nadaje za kierownice niewiem po co robilam to prawko w sumie tylko po to,bo mowili "ze wstyd nie miec" ale gdybym ja wyjechala na autostrade to z moimi ruchami powstal by korek az do granic Szkocji

Ja jak mialam dosc powazny wypadek to wrocilam do jazdy po jakichs 2 tygodniach jak troche wydobrzalam, bo mowi sie, ze jak sie po wypadku nie wroci szybko do tego co sie robilo czyli np jazdy samochodem, motocyklem czy jazdy konno, to sie wlasnie mozna nabawic fobii. I ja sie bardziej balam, ze bede sie bala np prowadzic a nie chcialam stracic tej wygody w zyciu, if that makes sense.
I to jest chyba prawda, bo na motorze dwa razy sie wyrabalam w tym raz tak porzadnie a z konia tez prawie udalo mi sie zleciec jak kon sie wystraszyl. Jeszcze mialam tez nieciekawa sytuacje przy parkowaniu za duza lodzia jako nowicjuszka ale tez sie przemoglam zeby sie w tydzien przelamac i nie bac, no i nie nabawilam sie strachu przed zadna z tych rzeczy. Mowia tez, ze kazdy kierowca musi kiedys zaliczyc stluczke,. Ja pierwsza mialam z kolumna na parkingu tuz po zdaniu praka jak jechalam duzym autem ale nie umialam korzystac z lusterek xdd na jakis czas mnie to zawstydzilo i zniechecilo ale tez sie przemoglam i po prostu nauczylam jak z nich korzystac. Teraz wole lusterka od kamer.

Kazdy ma inaczej.  I kto wogole wymyslil taka glupote, ze kazdy kierowca musi zaliczyc stluczke? Wlasnie im mniej wypadkow na drodze tym lepiej

Nie wiem ale slyszalam takie powiedzenie przy okazji stluczek, jak ja mialam swoja pierwsza stluczke to tez tak mowili. Ze to nie kierowca co nie mial sluczki a auto sie wyklepie i ze musze jezdzic dalej, bo inaczej sie bede bala.

152

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:

Tego tez nie rozumiem a tez slyszalam, ze ktos sie boi autostrady. Przeciez nie ma wygodniejszej i prostrzej drogi niz autostrada. No a jak sie zagapisz i przejedziesz exit, to najwyzej zjedziesz na nastepnym i se zawrocisz, big deal. Mnie witki opadly jak uslyszlam, ze kobieta nie pojedzie na miasto, bo sie boi jechac po miescie, bo duzo ulic, samochody itd. Nie ogarniam tego, przeciez w tych czasach sa nawigacje ktore mowia nawet na jaki pas sie ustawic a do tego sa w miastach znaki z nazwami ulic i kierunkami danej drogi. Serio nie wiem jak mozna nie ogarniac jezdzenia chocby po miescie w ktorym sie zyje.
I nie zgadzam sie, ze trzeba lubic byc kierowca zeby jezdzic. Ja nie czerpie jakiejs wyjatkowej przyjemnosci z jazdy, nudzi mnie to i mam czesto chorobe lokomocyjna jak akurat nie prowadze. Wiec sama jazda dla mnie to mala frajda, lubie za to w miare szybko sie przemieszczac bez bycia zalezna od kogos czy czegos.

Jeżdżenie po wsiach czy nawet polnych drogach często jest dużo bardziej niebezpieczne niż po mieście, a już duże skrzyżowania gdzie w każdą stronę są światła są najłatwiejsze do jazdy.

Mam podobnie w kwestii jeżdżenia samochodem. Też za tym nie przepadam ale jednocześnie nie wyobrażam sobie teraz życia bez tego. Odkąd mam prawo jazdy czyli jakieś 5 lat miałem ze trzy sytuacje, że 10 sekund albo metrów dzieliło mnie od śmierci lub bardzo ciężkich obrażeń. Oprócz tego miałem jeszcze trzy małe kolizje ale wracałem do jazdy praktycznie od razu.

153

Odp: Problem z zaradnością faceta
Shinigami napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Tego tez nie rozumiem a tez slyszalam, ze ktos sie boi autostrady. Przeciez nie ma wygodniejszej i prostrzej drogi niz autostrada. No a jak sie zagapisz i przejedziesz exit, to najwyzej zjedziesz na nastepnym i se zawrocisz, big deal. Mnie witki opadly jak uslyszlam, ze kobieta nie pojedzie na miasto, bo sie boi jechac po miescie, bo duzo ulic, samochody itd. Nie ogarniam tego, przeciez w tych czasach sa nawigacje ktore mowia nawet na jaki pas sie ustawic a do tego sa w miastach znaki z nazwami ulic i kierunkami danej drogi. Serio nie wiem jak mozna nie ogarniac jezdzenia chocby po miescie w ktorym sie zyje.
I nie zgadzam sie, ze trzeba lubic byc kierowca zeby jezdzic. Ja nie czerpie jakiejs wyjatkowej przyjemnosci z jazdy, nudzi mnie to i mam czesto chorobe lokomocyjna jak akurat nie prowadze. Wiec sama jazda dla mnie to mala frajda, lubie za to w miare szybko sie przemieszczac bez bycia zalezna od kogos czy czegos.

Jeżdżenie po wsiach czy nawet polnych drogach często jest dużo bardziej niebezpieczne niż po mieście, a już duże skrzyżowania gdzie w każdą stronę są światła są najłatwiejsze do jazdy.

Mam podobnie w kwestii jeżdżenia samochodem. Też za tym nie przepadam ale jednocześnie nie wyobrażam sobie teraz życia bez tego. Odkąd mam prawo jazdy czyli jakieś 5 lat miałem ze trzy sytuacje, że 10 sekund albo metrów dzieliło mnie od śmierci lub bardzo ciężkich obrażeń. Oprócz tego miałem jeszcze trzy małe kolizje ale wracałem do jazdy praktycznie od razu.

Ja kiedys czytalam lokalna gazetke jak bylam u ciotki na wsi to pamietam sporo bylo tam wypadkow samochodowych opisanych, zwlaszcza mlodzi jezdzili jak wariaty po nocnym imprezowaniu

154

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Juz dawno napisala, ze tu nie chodzi o zadne wzgledy zdrowotne. Gdybys przeczytal przynajmniej jeden watek w ktorym sie wypowiadasz, to bys wiedzial.
Nie wiem jak reszta, ja bym sie nie zwiazala z kims kto boi sie tak podstawowych czynnosci zyciowych jak prowadzenie samochodu. Wiec doradzialbym jej poszukac sobie kogos kto ogarnia proste sprawy bez dostawania katatonii na sama mysl o przejazdzce autem... Teraz jest moda na banie sie i kazdy sie czegos boi, ludzie od wszystkiego dostaja anxiety czy innych panic attacks i omijalabym takich z daleka jako partnerow zyciowych. Poszlam poplywac lodka i znajoma dostala paniki takiej, ze musiala sie ratowac inhalatorem cbd, bo silnik dostal lekkiej czkawki i nie chcial zaskoczyc przez chwile. A ze siedziala najblizej kotwicy, a ja akurat bylam na rufie, to ja maz zapytal, czy moze wrzucic i sprawdzic czy zlapalo. A tej sie juz rece trzesa, ze ona nie wie co robic, jak wrzucac, gdzie wrzucac i zas dostaje sraczki jakbysmy mieli zaraz zginac w sztormie... Chore czasy nastaly, polowa ludzi wymoczki, druga polowa mimozy. Swiat sie konczy.

Gdybyś przeczytała przynajmniej wyraźnie post znajdujący się tuż nad twoim (tym na który odpowiadam), to byś zauważyła że to pytanie teoretyczne, niezwiązane z tym wypadkiem (a w przypadku tego konkretnego gościa radziłem wyżej upewnić się że nie ma przyczyn zdrowotnych, a jeśli nie ma, to wykopać na prawko albo powiedzieć bye bye). Czytaj ze zrozumieniem posty powyżej twoich zanim się przywalisz. Jeśli dalej nie rozumiesz, to wyjaśnię łopatologicznie: ciekawiło mnie które z tutejszych dyskutantek odstrzeliłyby gościa nawet gdyby to nie była jego wina (a nie jego niechciejstwo)? Rozumiesz? Pytanie teoretycznie, niezwiązane z tym wątkiem.

Ty po prostu kochać kręcić drame, jak długo nie ma to cię swędzi i zaś szukasz teoretycznego tematu do kręcenia gownoburzy. Teraz będzie teoretyczne odrzucanie facetów przez niemożliwość zrobienia prawka przez względy zdrowotne. Może załóż sobie osobny wątek  zamiast zaśmiecać następny jakimiś teoretycznymi dyrdymałami.

Zaciekawiło mnie zagadnienie, w pewien sposób wiążące się z tą sytuacją i nie ma powodu zakładać z tej okazji nowego wątku.  Przestań się więc przypierdalać, bo nie ms obowią,ku czytania i jak ci się nie podoba, to.zawwze możesz zie ewakuować na jakież inne, oddalone forum czy gdziekolwiek  wink

Posty [ 131 do 154 z 154 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problem z zaradnością faceta

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026