netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Problem z zaradnością faceta

153 odpowiedzi9 133 wyświetleniazałożony przez Justmarciniak, 17.04.2024

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problem z zaradnością faceta

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 154 ]

66

Odp: Problem z zaradnością faceta
Justmarciniak napisał/a:

Myśli o wspólnym zamieszkaniu są tylko że to nie jest do wykonania. Bo wtedy to ja będę od podwózki do pracy a jak nie to wiadomo ciągłe konflikty. Nie chodzi o to żeby mieszkać razem kilka tygodni i zostanie jedynie niesmak po takiej relacji. Pojawiło się dużo komentarzy że prawo jazdy nie jest potrzebne. Tak pod warunkiem że naprawdę osoba bez prawka sobie radzi. Zamiast jego rodziców będę ja od wszystkiego. Nie czepiałabym się gdyby szukał innych rozwiązań niż wisieć na innych. Może jeździć nawet rowerem nie wnikam to ale ile można słuchać że się nie da. Niby sprawny dorosły człowiek a zachowuje się jak ograniczony umysłowo

Nie. W sensie nie zgadzam sie z tezą, że osoba bez prawka sobie radzi.

Bo potem może się zdarzyć sytuacja nagła, w której sobie nie poradzi, bo czas przeznaczony na szukanie transportu będzie nie do nadrobienia.

67

Odp: Problem z zaradnością faceta
Lady Loka napisał/a:
Justmarciniak napisał/a:

Myśli o wspólnym zamieszkaniu są tylko że to nie jest do wykonania. Bo wtedy to ja będę od podwózki do pracy a jak nie to wiadomo ciągłe konflikty. Nie chodzi o to żeby mieszkać razem kilka tygodni i zostanie jedynie niesmak po takiej relacji. Pojawiło się dużo komentarzy że prawo jazdy nie jest potrzebne. Tak pod warunkiem że naprawdę osoba bez prawka sobie radzi. Zamiast jego rodziców będę ja od wszystkiego. Nie czepiałabym się gdyby szukał innych rozwiązań niż wisieć na innych. Może jeździć nawet rowerem nie wnikam to ale ile można słuchać że się nie da. Niby sprawny dorosły człowiek a zachowuje się jak ograniczony umysłowo

Nie. W sensie nie zgadzam sie z tezą, że osoba bez prawka sobie radzi.

Bo potem może się zdarzyć sytuacja nagła, w której sobie nie poradzi, bo czas przeznaczony na szukanie transportu będzie nie do nadrobienia.

Jesteś upośledzona?Jak jest sytuacja nagła to se dzwonisz po taksówkę i tyle

68

Odp: Problem z zaradnością faceta
WyjaśniaczPrzegrywów napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Justmarciniak napisał/a:

Myśli o wspólnym zamieszkaniu są tylko że to nie jest do wykonania. Bo wtedy to ja będę od podwózki do pracy a jak nie to wiadomo ciągłe konflikty. Nie chodzi o to żeby mieszkać razem kilka tygodni i zostanie jedynie niesmak po takiej relacji. Pojawiło się dużo komentarzy że prawo jazdy nie jest potrzebne. Tak pod warunkiem że naprawdę osoba bez prawka sobie radzi. Zamiast jego rodziców będę ja od wszystkiego. Nie czepiałabym się gdyby szukał innych rozwiązań niż wisieć na innych. Może jeździć nawet rowerem nie wnikam to ale ile można słuchać że się nie da. Niby sprawny dorosły człowiek a zachowuje się jak ograniczony umysłowo

Nie. W sensie nie zgadzam sie z tezą, że osoba bez prawka sobie radzi.

Bo potem może się zdarzyć sytuacja nagła, w której sobie nie poradzi, bo czas przeznaczony na szukanie transportu będzie nie do nadrobienia.

Jesteś upośledzona?Jak jest sytuacja nagła to se dzwonisz po taksówkę i tyle

Jestes uposledzony czy zwyczajnie masz wyobraznie kartofla? Jak znajdziesz sie w potrzebie w srodku dziury zabitej dechami to powodzenia w zamawianiu taksowki. I czekaniu az sie znajdzie i dojedzie. Pomijajac kilka razy wiekszy koszt. Pomijajac tez to, ze w niektorych przypadkach szybciej samemu dowiezc kogos np do szpitala niz czekac na karetke. Ale ok, widac tez nie przyszlo ci do glowy, ze takie sytuacje moga sie zdarzyc.

69

Odp: Problem z zaradnością faceta
Lady Loka napisał/a:
Justmarciniak napisał/a:

Myśli o wspólnym zamieszkaniu są tylko że to nie jest do wykonania. Bo wtedy to ja będę od podwózki do pracy a jak nie to wiadomo ciągłe konflikty. Nie chodzi o to żeby mieszkać razem kilka tygodni i zostanie jedynie niesmak po takiej relacji. Pojawiło się dużo komentarzy że prawo jazdy nie jest potrzebne. Tak pod warunkiem że naprawdę osoba bez prawka sobie radzi. Zamiast jego rodziców będę ja od wszystkiego. Nie czepiałabym się gdyby szukał innych rozwiązań niż wisieć na innych. Może jeździć nawet rowerem nie wnikam to ale ile można słuchać że się nie da. Niby sprawny dorosły człowiek a zachowuje się jak ograniczony umysłowo

Nie. W sensie nie zgadzam sie z tezą, że osoba bez prawka sobie radzi.

Bo potem może się zdarzyć sytuacja nagła, w której sobie nie poradzi, bo czas przeznaczony na szukanie transportu będzie nie do nadrobienia.

Ja tez nie. Nie wiem co to za usprawiedliwiania nieogaru na wszystkie sposoby sie w tym watku odstawia. Umiejetnosc prowadzenia auta to jest tak posdtawowa sprawa, ze nie posiadac prawa jazdy jako dososla osoba to jak robic z siebie na sile ulomnego. Jak ktos ma takie silne leki, ze sie boi jezdzic, to chyba potrzbuje pomocy secjalisty, to jest przeciez prosta czynnosc, nikt nie musi byc kierowca rajdowym. Jest cos pomiedzy panicznym lekiem przed jazda a zapierdalaniem powyzej dozwolonej predkosci, mozna zupelnie normalnie jezdzic z punktu A do B i nie rozumiem czego tu sie bac.
Ja mieszkam na stale w wielkim miescie i tez mam auto, bo to jest wolnosc. Trzeba jechac na zakupy to jade i sie nie przejmuje taszczeniem ciezkich siat z zakupami, tylko wszystko elegncko miesci sie w aucie. Chce pojechac na weekend za miasto to jade i nie musze sie przejmowac jak ogarnac transport. Tak samo jak trzeba cokolwiek zalatwic gdzies dalej, pojechac na lotnisko, cokolwiek wlasciwie. A parking sie zawsze gdzies znajdzie, tylko trzeba sie nauczyc parkowac w miare sprawnie i nie ma problemu, jak ja jestem w NYC sobie znalezc parking, to wiem co mowie.
Tu gdzie mam dom w suburbiach nie da sie zyc bez auta, i szczerze mowiac nie wiem jakby tu mogla dorosla osoba funkcjonowac bez umiejetnosci prowadzenia i dostepu do wlasnego transportu. Jeszcze pol biedy jak ktos ma zrobione prawo jazdy, tylko nie ma auta. Ale jak ktos zupelnie nie potrafi prowadzic, to sorry ale ja nie wiem gdzie sie taka sierota losu uchowala...

70 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-04-19 16:25:00)

Odp: Problem z zaradnością faceta

A jakie to wielkie miasto jeśli można wiedzieć?
Bo teraz w Krakowie jadę tramwajem i wiem że  zdążę  komfortowo na spotkanie.
A jest piątek i samochody stoją w korkach.
A ja siedzę  i mam wolne ręce by klikać na tym portalu jak mi się nudzi.
Ale Autorka ma większy problem bo nie o  zaradność chodzi, ale i wygodnictwo chłopaka
Ciezkie siaty  z zakupami ?
Po co?
Rzeczy na śniadanie i kolację kupuję na bieżąco A jadam na mieście 5 minut na piechotę do ulubionych knajpek.
Ale jak ktoś musi gotować, ma dzieci to rozumiem że musi dźwigać siaty.
Dźwigałam w sobotę  z pobliskiego bazarku  albo zamawiałam z Tesco z dowozem w tygodniu.
Edit :
No ja na spotkanie zdążę  wink
Ale druga osoba zadzwoniła przed chwilą że stoi w korku wink))
No i co ja w swojej niezaradnosci biedna sierota zrobię?
Wiem, wysiądę parę pr,ystankow wczesniej  I wypiję kawę w ulubionej  knajpce ;D

71 Ostatnio edytowany przez Halina3.1 (2024-04-19 16:11:41)

Odp: Problem z zaradnością faceta
Ela210 napisał/a:

A jakie to wielkie miasto jeśli można wiedzieć?
Bo teraz w Krakowie jadę tramwajem i wiem że  zdążę  komfortowo na spotkanie.
A jest piątek i samochody stoją w korkach.
A ja siedzę  i mam wolne ręce by klikać na tym portalu jak mi się nudzi.
Ale Autorka ma większy problem bo nie o  zaradność chodzi, ale i wygodnictwo chłopaka.

NYC to skrót od New York City. Manhattan midtown dokładnie.

No ja też mogę jechać subwayem gdzie chce, albo taxi albo uberem. I też często tak robie. Ale mam tą opcję, że mogę też bez problemu wziąć auto i załatwić co trzeba a nie muszę polegać jedynie na transporcie publicznym i taxi.

72 Ostatnio edytowany przez JuliaUK33 (2024-04-19 16:12:08)

Odp: Problem z zaradnością faceta

Tez zalezy gdzie sie mieszka.  Ja mam przystanek bardzo blisko domu i autobusy co 15 minut. Taksowka tez bardzo latwo mozna zamowic kilka chwil i sa pod domem w razie naglego wypadku. Dla mnie auto jest niepotrzebne, co jedynie koszta same,ale prawo jazdy mam i niewiem w sumie po co. Moze kiedys sie przydadza

73

Odp: Problem z zaradnością faceta

Jak gdzieś jadę zagranicę czy na urlop, w odwiedziny czy z pracy, to też zawsze wynajmuje sobie auto i nie muszę się martwić gdzie i jak dojechac. Inaczej to jak bez ręki.

74 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-04-19 16:29:49)

Odp: Problem z zaradnością faceta

Carrie lapala  zawsze taxi wink
Ja mam tramwaje 2 minuty, pewnie jaknym musiała korzystać z metra też bym.miala auto bo jednak metro to przesiadki zwykle
Na wakacjach też wynajmujemy auto.ale zwykle jadę z kimś kto ma prawko i nic przeciwko wożeniu mnie.
Nie ma porównania NYC do Krakowa z parkowaniem w centrum
Kraków jest ciasny w porównaniu  do amerykańskich miast
Ale nie róbmy off top
Facet który nie ma jak przyjechać do kobiety nie może żądać by po niego jechała i tyle
Nie jesz po niego,  jak sam się nie ogarnie to słabo to widzę

75

Odp: Problem z zaradnością faceta
Justmarciniak napisał/a:

Myśli o wspólnym zamieszkaniu są tylko że to nie jest do wykonania. Bo wtedy to ja będę od podwózki do pracy a jak nie to wiadomo ciągłe konflikty. Nie chodzi o to żeby mieszkać razem kilka tygodni i zostanie jedynie niesmak po takiej relacji. Pojawiło się dużo komentarzy że prawo jazdy nie jest potrzebne. Tak pod warunkiem że naprawdę osoba bez prawka sobie radzi. Zamiast jego rodziców będę ja od wszystkiego. Nie czepiałabym się gdyby szukał innych rozwiązań niż wisieć na innych. Może jeździć nawet rowerem nie wnikam to ale ile można słuchać że się nie da. Niby sprawny dorosły człowiek a zachowuje się jak ograniczony umysłowo

Jak dla mnie to nie chodzi o prawo jazdy a brak skrupułów w wykorzystywaniu ciebie jako kierowcy jakbyś miała to wpisane  na stałe. I to obrażanie się, kiedy nie przyjedziesz. On się tobą nie interesuje, w razie choroby czy  kłopotów potrafi tylko strzelić focha.  Czy to jest materiał  na partnera?



Legacie, kiedyś kobiety istotnie  liczyły na partnerów w zakresie podwożenia, jednak to było nie takie podejście jak u partnera autorki, że musi i już, w zamian nic nie oferując.

76 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-04-19 16:33:52)

Odp: Problem z zaradnością faceta

Dokładnie nie musi
Mój przyjaciel chcę po mnie przyjeżdżać jak do niego jadę.
Ale gdyby mi powiedział. Nie mogę ogarnij to jakoś dzisiaj nie byłoby focha, żadnego.

77

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:

Jak znajdziesz sie w potrzebie w srodku dziury zabitej dechami to powodzenia w zamawianiu taksowki. I czekaniu az sie znajdzie i dojedzie. Pomijajac kilka razy wiekszy koszt. Pomijajac tez to, ze w niektorych przypadkach szybciej samemu dowiezc kogos np do szpitala niz czekac na karetke. Ale ok, widac tez nie przyszlo ci do glowy, ze takie sytuacje moga sie zdarzyc.

Trochę za mocno kombinujesz. Nie znajdziesz się w środku dziury zabitej dechami jeśli najpierw do niej nie dojedziesz, a takie miejsca raczej nie da się dostać bez samochodu. No chyba, że najpierw tam dojedziesz, a potem samochód ci się zepsuje ale tego nikt nie przewidzi. Większość ludzi jeśli potrzebuje nagle szybko gdzieś dojechać to albo dzwoni do kogoś po podwózkę albo bierze tą taksówkę.

Jeśli ktoś mieszka w dużym mieście to może w ogóle nie potrzebować ani prawa jazdy ani samochodu bo komunikacją miejską praktycznie wszędzie dostanie się szybciej niż samochodem. W przypadku takiej Warszawy dojazd do niej rano, wyjazd i ogólnie jeżdżenie po mieście po południu to jest dramat, o parkowaniu już nie wspominając. Ja mieszkam na wsi pod Warszawą i w moim przypadku bez samochodu dosłownie się nie da, nawet do najbliższego spożywczaka trzeba jechać samochodem. Ale znam ludzi, którzy mieszkając w mieście nigdy nawet nie podchodzili do robienia prawa jazdy bo nigdy nie było im potrzebne jak wielu, którzy mają prawo jazdy ale jeżdżą samochodem może kilka razy w roku wypożyczając go.

78

Odp: Problem z zaradnością faceta
Shinigami napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Jak znajdziesz sie w potrzebie w srodku dziury zabitej dechami to powodzenia w zamawianiu taksowki. I czekaniu az sie znajdzie i dojedzie. Pomijajac kilka razy wiekszy koszt. Pomijajac tez to, ze w niektorych przypadkach szybciej samemu dowiezc kogos np do szpitala niz czekac na karetke. Ale ok, widac tez nie przyszlo ci do glowy, ze takie sytuacje moga sie zdarzyc.

Trochę za mocno kombinujesz. Nie znajdziesz się w środku dziury zabitej dechami jeśli najpierw do niej nie dojedziesz, a takie miejsca raczej nie da się dostać bez samochodu. No chyba, że najpierw tam dojedziesz, a potem samochód ci się zepsuje ale tego nikt nie przewidzi. Większość ludzi jeśli potrzebuje nagle szybko gdzieś dojechać to albo dzwoni do kogoś po podwózkę albo bierze tą taksówkę.

Jeśli ktoś mieszka w dużym mieście to może w ogóle nie potrzebować ani prawa jazdy ani samochodu bo komunikacją miejską praktycznie wszędzie dostanie się szybciej niż samochodem. W przypadku takiej Warszawy dojazd do niej rano, wyjazd i ogólnie jeżdżenie po mieście po południu to jest dramat, o parkowaniu już nie wspominając. Ja mieszkam na wsi pod Warszawą i w moim przypadku bez samochodu dosłownie się nie da, nawet do najbliższego spożywczaka trzeba jechać samochodem. Ale znam ludzi, którzy mieszkając w mieście nigdy nawet nie podchodzili do robienia prawa jazdy bo nigdy nie było im potrzebne jak wielu, którzy mają prawo jazdy ale jeżdżą samochodem może kilka razy w roku wypożyczając go.

Nie chce mi sie tego nawet komentowac.

79 Ostatnio edytowany przez Diamanda (2024-04-19 17:39:41)

Odp: Problem z zaradnością faceta

Rozumiem cie autorko, jest to upierdliwe. Jeszcze zrozumiem nie musieć jeździć autem, jeśli jest to duże miasto z bardzo dobra komunikacja. Ale juz obzeza miasta, wies, to robi się problem. Z tego co piszesz wnioskuje, że nie macie u siebie mega dobrej komunikacji, skoro on do ciebie nie jezdzi, czy ma problem wrócić. Ja mieszkam na wsi i bez auta ani rusz, byłabym totalnie wykluczona. Mnie by to tez wkurzało jakbym tylko ja musiała miec na głowę cala sferę komunikacji i musiała wszędzie jeździć. Poza tym jest on zależny tez jeśli chodzi o dojazdy do pracy, na to wychodzi. Zapewnie będzie cie ten jego brak prawka niemiłosiernie wkurzać, co rozumiem. Troche taka pipka  ten twój facet , skoro tez nie kwapi się, jak rozwiązać sytuacje i chyba mu wygodnie ze ty do niego ciagle jeździsz

80 Ostatnio edytowany przez 123qwerty123 (2024-04-19 18:37:35)

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:
Shinigami napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Jak znajdziesz sie w potrzebie w srodku dziury zabitej dechami to powodzenia w zamawianiu taksowki. I czekaniu az sie znajdzie i dojedzie. Pomijajac kilka razy wiekszy koszt. Pomijajac tez to, ze w niektorych przypadkach szybciej samemu dowiezc kogos np do szpitala niz czekac na karetke. Ale ok, widac tez nie przyszlo ci do glowy, ze takie sytuacje moga sie zdarzyc.

Trochę za mocno kombinujesz. Nie znajdziesz się w środku dziury zabitej dechami jeśli najpierw do niej nie dojedziesz, a takie miejsca raczej nie da się dostać bez samochodu. No chyba, że najpierw tam dojedziesz, a potem samochód ci się zepsuje ale tego nikt nie przewidzi. Większość ludzi jeśli potrzebuje nagle szybko gdzieś dojechać to albo dzwoni do kogoś po podwózkę albo bierze tą taksówkę.

Jeśli ktoś mieszka w dużym mieście to może w ogóle nie potrzebować ani prawa jazdy ani samochodu bo komunikacją miejską praktycznie wszędzie dostanie się szybciej niż samochodem. W przypadku takiej Warszawy dojazd do niej rano, wyjazd i ogólnie jeżdżenie po mieście po południu to jest dramat, o parkowaniu już nie wspominając. Ja mieszkam na wsi pod Warszawą i w moim przypadku bez samochodu dosłownie się nie da, nawet do najbliższego spożywczaka trzeba jechać samochodem. Ale znam ludzi, którzy mieszkając w mieście nigdy nawet nie podchodzili do robienia prawa jazdy bo nigdy nie było im potrzebne jak wielu, którzy mają prawo jazdy ale jeżdżą samochodem może kilka razy w roku wypożyczając go.

Nie chce mi sie tego nawet komentowac.

Mieszkam w dużym mieście i dojeżdżam do pracy tramwajem. Szybciej i taniej. Tym bardziej, że pracuje w centrum, a pod pracą są tylko płatne i drogie miejskie parkingi.

Nie jeżdże autem tylko tramwajem do pracy bo tak wygodniej, ale auto mam rowniez dla wygody. Jezdze nim po zakupy, np galerii handlowej zeby potem nie tluc sie z siatami, na wycieczki. I do rodziny, nie jestem wtedy uwiązana zadnym rozkładem pociągów.

Mysle ze gdyby partner autorki mieszkał w miescie i nie bylo by problemow z dojazdem do pracy jak i z odwiedzaniem autorki to autorka nie sądzila by ze on jest niezaradny.

Teraz on jest zalezny od innych, bo praktycznie nie moze opuscic wsi bez pomocy innych. Chyba zbyt mocno moze on liczyc na pomoc innych. Gdyby tak raz czy dwa ktos go nie podwiózl zobaczylby wtedy ze ma problem. Wtedy moze by byl zmuszony cos z tym zrobic. Tak samo autorka tez powinna sie postawic i powiedziec ze ona do niego nie przyjedzie. Niech sam sobie transport zalatwi albo niech zrobi prawo jazdy by moc do niej przyjezdzac.

W kazdym razie on powinien odczuc brak prawa jazdy. Polecam przestac go wyreczac w tej kwestii to moze sie ogarnie

81

Odp: Problem z zaradnością faceta
Justmarciniak napisał/a:

Jesteśmy w związku od roku. Więc do rzeczy nie chce wyjść na kobietę bez serca. Mój facet ma 28 lat i nie ma prawa jazdy rozmowy na temat kursu na nic. Mam prawo jazdy 5 lat i swój samochód. Drażni mnie że obowiązek jazdy jest zależny ode mnie. Do pracy dojeżdża z tatą i wraca z nim lub z kolegą. Chciałabym żeby był niezależny jak ja. Niby glupota ale bardzo mnie to męczy. Chciałam zapytać co o tym myślicie? Nie chciałabym być wiecznym kierowcą na wspólne wakacje czy zwykłe zakupy


Brak prawka to nie żaden życiowy dramat. Zwłaszcza w dużym mieście.

82 Ostatnio edytowany przez Halina3.1 (2024-04-19 19:29:33)

Odp: Problem z zaradnością faceta
Wiewiórka Basia napisał/a:
Justmarciniak napisał/a:

Jesteśmy w związku od roku. Więc do rzeczy nie chce wyjść na kobietę bez serca. Mój facet ma 28 lat i nie ma prawa jazdy rozmowy na temat kursu na nic. Mam prawo jazdy 5 lat i swój samochód. Drażni mnie że obowiązek jazdy jest zależny ode mnie. Do pracy dojeżdża z tatą i wraca z nim lub z kolegą. Chciałabym żeby był niezależny jak ja. Niby glupota ale bardzo mnie to męczy. Chciałam zapytać co o tym myślicie? Nie chciałabym być wiecznym kierowcą na wspólne wakacje czy zwykłe zakupy


Brak prawka to nie żaden życiowy dramat. Zwłaszcza w dużym mieście.

On mieszka na wsi.

83

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:
Justmarciniak napisał/a:

Jesteśmy w związku od roku. Więc do rzeczy nie chce wyjść na kobietę bez serca. Mój facet ma 28 lat i nie ma prawa jazdy rozmowy na temat kursu na nic. Mam prawo jazdy 5 lat i swój samochód. Drażni mnie że obowiązek jazdy jest zależny ode mnie. Do pracy dojeżdża z tatą i wraca z nim lub z kolegą. Chciałabym żeby był niezależny jak ja. Niby glupota ale bardzo mnie to męczy. Chciałam zapytać co o tym myślicie? Nie chciałabym być wiecznym kierowcą na wspólne wakacje czy zwykłe zakupy


Brak prawka to nie żaden życiowy dramat. Zwłaszcza w dużym mieście.

On mieszka na wsi.


No to zmienia postać rzeczy o 180stopni.

84

Odp: Problem z zaradnością faceta
Shinigami napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Jak znajdziesz sie w potrzebie w srodku dziury zabitej dechami to powodzenia w zamawianiu taksowki. I czekaniu az sie znajdzie i dojedzie. Pomijajac kilka razy wiekszy koszt. Pomijajac tez to, ze w niektorych przypadkach szybciej samemu dowiezc kogos np do szpitala niz czekac na karetke. Ale ok, widac tez nie przyszlo ci do glowy, ze takie sytuacje moga sie zdarzyc.

Trochę za mocno kombinujesz. Nie znajdziesz się w środku dziury zabitej dechami jeśli najpierw do niej nie dojedziesz, a takie miejsca raczej nie da się dostać bez samochodu. No chyba, że najpierw tam dojedziesz, a potem samochód ci się zepsuje ale tego nikt nie przewidzi. Większość ludzi jeśli potrzebuje nagle szybko gdzieś dojechać to albo dzwoni do kogoś po podwózkę albo bierze tą taksówkę.

Jeśli ktoś mieszka w dużym mieście to może w ogóle nie potrzebować ani prawa jazdy ani samochodu bo komunikacją miejską praktycznie wszędzie dostanie się szybciej niż samochodem. W przypadku takiej Warszawy dojazd do niej rano, wyjazd i ogólnie jeżdżenie po mieście po południu to jest dramat, o parkowaniu już nie wspominając. Ja mieszkam na wsi pod Warszawą i w moim przypadku bez samochodu dosłownie się nie da, nawet do najbliższego spożywczaka trzeba jechać samochodem. Ale znam ludzi, którzy mieszkając w mieście nigdy nawet nie podchodzili do robienia prawa jazdy bo nigdy nie było im potrzebne jak wielu, którzy mają prawo jazdy ale jeżdżą samochodem może kilka razy w roku wypożyczając go.

uważam jaz
Jak ktoś meiszka i rpacuje na z\zadupiu za granicą gdzie koszt jazdy busem kosztuje fortunę to czyiś punkt widzenia się zaraz zmienia. Ja przerwałam prawo jazdy najpierw z powodu pandemii. A później ze względu na ciężką chorobę która obercnie dyskwalifikuje mnie jako kierowcę. Wcześniej kiedy jeszcze myślałam o prawie jazdy planowałam kupić elektryka ze względu na dużą ilość stacji ładowania w mojej wiosce w Niemczech. Uważam jazdę samochodem spalinowym za wysoce nieetyczną CO2 oraz trujące spaliny. W Niemczech tego tak nie czuć ludzie często zmieniają katalizatory i nie jeżdżą wrakami. A w Polsce to niestety mocno czuć.

85

Odp: Problem z zaradnością faceta
Adelaida napisał/a:
Shinigami napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Jak znajdziesz sie w potrzebie w srodku dziury zabitej dechami to powodzenia w zamawianiu taksowki. I czekaniu az sie znajdzie i dojedzie. Pomijajac kilka razy wiekszy koszt. Pomijajac tez to, ze w niektorych przypadkach szybciej samemu dowiezc kogos np do szpitala niz czekac na karetke. Ale ok, widac tez nie przyszlo ci do glowy, ze takie sytuacje moga sie zdarzyc.

Trochę za mocno kombinujesz. Nie znajdziesz się w środku dziury zabitej dechami jeśli najpierw do niej nie dojedziesz, a takie miejsca raczej nie da się dostać bez samochodu. No chyba, że najpierw tam dojedziesz, a potem samochód ci się zepsuje ale tego nikt nie przewidzi. Większość ludzi jeśli potrzebuje nagle szybko gdzieś dojechać to albo dzwoni do kogoś po podwózkę albo bierze tą taksówkę.

Jeśli ktoś mieszka w dużym mieście to może w ogóle nie potrzebować ani prawa jazdy ani samochodu bo komunikacją miejską praktycznie wszędzie dostanie się szybciej niż samochodem. W przypadku takiej Warszawy dojazd do niej rano, wyjazd i ogólnie jeżdżenie po mieście po południu to jest dramat, o parkowaniu już nie wspominając. Ja mieszkam na wsi pod Warszawą i w moim przypadku bez samochodu dosłownie się nie da, nawet do najbliższego spożywczaka trzeba jechać samochodem. Ale znam ludzi, którzy mieszkając w mieście nigdy nawet nie podchodzili do robienia prawa jazdy bo nigdy nie było im potrzebne jak wielu, którzy mają prawo jazdy ale jeżdżą samochodem może kilka razy w roku wypożyczając go.

uważam jaz
Jak ktoś meiszka i rpacuje na z\zadupiu za granicą gdzie koszt jazdy busem kosztuje fortunę to czyiś punkt widzenia się zaraz zmienia. Ja przerwałam prawo jazdy najpierw z powodu pandemii. A później ze względu na ciężką chorobę która obercnie dyskwalifikuje mnie jako kierowcę. Wcześniej kiedy jeszcze myślałam o prawie jazdy planowałam kupić elektryka ze względu na dużą ilość stacji ładowania w mojej wiosce w Niemczech. Uważam jazdę samochodem spalinowym za wysoce nieetyczną CO2 oraz trujące spaliny. W Niemczech tego tak nie czuć ludzie często zmieniają katalizatory i nie jeżdżą wrakami. A w Polsce to niestety mocno czuć.

Dokladnie im mniej samochodow tym lepsze powietrze. Ja widze roznice ogromna w powietrzu jak mieszkalam wczesniej w miescie, a teraz mieszkam w malym miasteczku,gdzie jest duzo zieleni i o wiele mniej samochodow jezdzi

86

Odp: Problem z zaradnością faceta
Adelaida napisał/a:

Uważam jazdę samochodem spalinowym za wysoce nieetyczną CO2 oraz trujące spaliny..

A bycia idiotką nie uważasz za nieetyczne?

87

Odp: Problem z zaradnością faceta
Adelaida napisał/a:
Shinigami napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Jak znajdziesz sie w potrzebie w srodku dziury zabitej dechami to powodzenia w zamawianiu taksowki. I czekaniu az sie znajdzie i dojedzie. Pomijajac kilka razy wiekszy koszt. Pomijajac tez to, ze w niektorych przypadkach szybciej samemu dowiezc kogos np do szpitala niz czekac na karetke. Ale ok, widac tez nie przyszlo ci do glowy, ze takie sytuacje moga sie zdarzyc.

Trochę za mocno kombinujesz. Nie znajdziesz się w środku dziury zabitej dechami jeśli najpierw do niej nie dojedziesz, a takie miejsca raczej nie da się dostać bez samochodu. No chyba, że najpierw tam dojedziesz, a potem samochód ci się zepsuje ale tego nikt nie przewidzi. Większość ludzi jeśli potrzebuje nagle szybko gdzieś dojechać to albo dzwoni do kogoś po podwózkę albo bierze tą taksówkę.

Jeśli ktoś mieszka w dużym mieście to może w ogóle nie potrzebować ani prawa jazdy ani samochodu bo komunikacją miejską praktycznie wszędzie dostanie się szybciej niż samochodem. W przypadku takiej Warszawy dojazd do niej rano, wyjazd i ogólnie jeżdżenie po mieście po południu to jest dramat, o parkowaniu już nie wspominając. Ja mieszkam na wsi pod Warszawą i w moim przypadku bez samochodu dosłownie się nie da, nawet do najbliższego spożywczaka trzeba jechać samochodem. Ale znam ludzi, którzy mieszkając w mieście nigdy nawet nie podchodzili do robienia prawa jazdy bo nigdy nie było im potrzebne jak wielu, którzy mają prawo jazdy ale jeżdżą samochodem może kilka razy w roku wypożyczając go.

uważam jaz
Jak ktoś meiszka i rpacuje na z\zadupiu za granicą gdzie koszt jazdy busem kosztuje fortunę to czyiś punkt widzenia się zaraz zmienia. Ja przerwałam prawo jazdy najpierw z powodu pandemii. A później ze względu na ciężką chorobę która obercnie dyskwalifikuje mnie jako kierowcę. Wcześniej kiedy jeszcze myślałam o prawie jazdy planowałam kupić elektryka ze względu na dużą ilość stacji ładowania w mojej wiosce w Niemczech. Uważam jazdę samochodem spalinowym za wysoce nieetyczną CO2 oraz trujące spaliny. W Niemczech tego tak nie czuć ludzie często zmieniają katalizatory i nie jeżdżą wrakami. A w Polsce to niestety mocno czuć.

To jak mieszkasz w dużym mieście i nie chcesz jeździć autem, to nie musisz. Masz tez zazwyczaj wiele innych opcji. Autobus, metro, tramwaj, jakieś zwykłe pociągi, taksówki, ubery, do wyboru.
Ale w życiu zdarzają się czasem sytuacje kiedy umiejętność prowadzenia się przydaje i wtenczas nieposiadanie prawa jazdy przez dorosłego człowieka, ktory mógłby tą sytuację ogarnąć gdyby je miał, jest po prostu do dupy.
Więc to są dwie bardzo różne sytuacje jeśli taki człowiek ma prawo jazdy i wie jak się prowadzi auto ale nie używa na codzień, bo nie musi. To  spoko.
Ale inna sprawa jest jest dorosły człowiek nigdy nie zrobił prawa jazdy, chociaż nic nie stało na przeszkodzie i nie ma pojęcia jak się jeździ. To już imo nieogar.
Ogólnie nie posiadanie prawka wliczyłabym bardziej do punktów ogarnięcia życiowego a nie do zaradności. Bo człowiek bez prawka może wykazywać zaradność tym, że sobie załatwia podwózki i udaje mu się dojeżdżać tam gdzie musi. Ale imo jest nieogarnięty do końca, bo prawo jazdy uważam za coś bardzo podstawowego.

Mam kolegę starszego, on taki był, urodzony i wychowany w centrum Londynu. Nigdy nie musiał jeździć i nie zrobił prawka aż ok 40 wyniosł się z żoną na przedmieścia, bo dziecko im się urodziło i kupili dom blisko dobrej szkoły. No i się zaczęły schody, bo wszędzie daleko, rzeczy dzieciowe ciężkie, zakupy większe trzeba robić. A ten ni w ząb nie wiedział jak się auto prowadzi. Więc żona  wzięła to na siebie a ten niemota musiał iść do szkoły jazdy i się uczyć z młodymi smarkaczami jak się autem jeździ xd gdyby to wcześniej ogarnął, to by sobie tylko poszedł odświeżyć jazdę na parę godzin i po problemie, bo to nie fizyka kwantowa po suburbiach jeździć. Dalej on nie umie dobrze zmieniać biegów, taki stary chłop to już się nie nauczy jak się delikatnie z drążkiem obchodzić xddd

88 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2024-04-20 16:34:51)

Odp: Problem z zaradnością faceta

To problem z zaradnoscia na pewno nie jest.
Gdyby byl to by go nikt nie wozil.
Ale jest taki zaradny, ze zarowno jego tata - a teraz jeszcze Ty go wozicie gdzie chce xD
Gdzie Ty widzisz brak zaradnosci? big_smile

To czego mu brakuje to motywacji aby zrobic prawko i samemu jezdzic (bo po co jak inni godza sie go wozic jak prezydenta?).
A ten brak motywacji wynika z innego, znacznie powazniejszego powodu - uczucia kogokolwiek oprocz jego wlasnych go nie interesuja.

Uciekaj jak najpredzej. Nie patrz na slowa i tlumaczenia (kazdy ma swoje powody) tylko na efekty dzialan - jego zycie jest latwiejsze dzieki Tobie, czy twoje zycie staje sie latwiejsze czy trudniejsze dzieki niemu?

89

Odp: Problem z zaradnością faceta
JohnyBravo777 napisał/a:

To problem z zaradnoscia na pewno nie jest.
Gdyby byl to by go nikt nie wozil.
Ale jest taki zaradny, ze zarowno jego tata - a teraz jeszcze Ty go wozicie gdzie chce xD
Gdzie Ty widzisz brak zaradnosci? big_smile

To czego mu brakuje to motywacji aby zrobic prawko i samemu jezdzic (bo po co jak inni godza sie go wozic jak prezydenta?).
A ten brak motywacji wynika z innego, znacznie powazniejszego powodu - uczucia kogokolwiek oprocz jego wlasnych go nie interesuja.

Uciekaj jak najpredzej. Nie patrz na slowa i tlumaczenia (kazdy ma swoje powody) tylko na efekty dzialan - jego zycie jest latwiejsze dzieki Tobie, czy twoje zycie staje sie latwiejsze czy trudniejsze dzieki niemu?

W takim razie ja tez jestem zaradna, ze utrzymuja mnie podatnicy,a ja dostalam mieszkanie bez przepracowania na nie nawet jednego dnia.

90

Odp: Problem z zaradnością faceta
Adelaida napisał/a:

W Niemczech tego tak nie czuć ludzie często zmieniają katalizatory i nie jeżdżą wrakami. A w Polsce to niestety mocno czuć.

Te wraki, których niemcy się pozbywają przyjeżdżają do Polski i jeżdżą jeszcze po 15 lat, bez katalizatora bo handlarz wyjął. Wszystko zależy od cen, a w Polsce są one bardzo wysokie. Coraz bardziej się opłaca sprowadzić nowy samochód ze Stanów albo z Japonii niż kupować w Polsce i jeszcze czekać na niego kilka miesięcy.

Halina3.1 napisał/a:

Więc żona  wzięła to na siebie a ten niemota musiał iść do szkoły jazdy i się uczyć z młodymi smarkaczami jak się autem jeździ xd gdyby to wcześniej ogarnął, to by sobie tylko poszedł odświeżyć jazdę na parę godzin i po problemie, bo to nie fizyka kwantowa po suburbiach jeździć. Dalej on nie umie dobrze zmieniać biegów, taki stary chłop to już się nie nauczy jak się delikatnie z drążkiem obchodzić xddd

I to według ciebie aż taka tragedia, że żona musiała przez jakiś czas to ogarniać? Ile trwał ten jego kurs, kilka miesięcy? I jakie to ma znaczenie, że z młodymi się uczył? Wcześniej nie potrzebował więc nie robił, teraz potrzebuje więc robi, nic nadzwyczajnego. Przy okazji nie porównaj nauki obsługi samochodu jako urządzenia z rzeczywistą nauką jazdy. Samej obsługi nawet małpa by się nauczyła ale już jak jeździć uczymy się całe życie i żaden kurs w tym nie pomoże.

91

Odp: Problem z zaradnością faceta
Justmarciniak napisał/a:

....dla mnie prawko to podstawa w dzisiejszych czasach niezależnie od płci.

To po kija się z tym właśnie człowiekiem związałaś?... bo niezbyt rozumiem. Skoro na wstępie wiedziałaś o braku prawka, jest to dla Ciebie mega ważne, ale pomimo tego weszłaś z nim w relację, wina leży po Twojej stronie. Czy on obiecał faktycznie, że to zrobi sam z siebie, czy jedynie pod Twoimi naciskami coś tam przebąkiwał? wg mnie nie powinnaś mieć pretensji do niego - tylko do siebie. Że zmarnowałaś sobie, i jemu, rok czasu. Zerwij z nim bo nic z tego nie będzie.

92

Odp: Problem z zaradnością faceta
Shinigami napisał/a:

I to według ciebie aż taka tragedia, że żona musiała przez jakiś czas to ogarniać? Ile trwał ten jego kurs, kilka miesięcy? I jakie to ma znaczenie, że z młodymi się uczył? Wcześniej nie potrzebował więc nie robił, teraz potrzebuje więc robi, nic nadzwyczajnego. Przy okazji nie porównaj nauki obsługi samochodu jako urządzenia z rzeczywistą nauką jazdy. Samej obsługi nawet małpa by się nauczyła ale już jak jeździć uczymy się całe życie i żaden kurs w tym nie pomoże.

No ja bym nie chciala takiej niemoty zyciowej i tyle. Nie chcialabym musiec sama sie do szpitala wiesc na rodzenie i ze szpitala i za kazdym razem jak trzeba cos przywiezc czy zalatwiec, zakupy, zlobek, lekarz itd. to musiec wiecznie byc kierowca, bo on nie umie nawet prowadzic, tylko umie siasc w fotelu pasazera jak ciele i sie wozic. To plus wszystko co robi sie wokol samochodu, typu serwis, przeglad, myjnia, detailing, zmiana opo, hamulcow itd. I zeby nie bylo zaraz, ze pieklo mezczyzn, tego samego oczekiwalam jak bylam w zwiazku z kobieta. Ogarniania podstaw, a prawko i auto to sa dla mnie podstawy.

93

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:
Shinigami napisał/a:

I to według ciebie aż taka tragedia, że żona musiała przez jakiś czas to ogarniać? Ile trwał ten jego kurs, kilka miesięcy? I jakie to ma znaczenie, że z młodymi się uczył? Wcześniej nie potrzebował więc nie robił, teraz potrzebuje więc robi, nic nadzwyczajnego. Przy okazji nie porównaj nauki obsługi samochodu jako urządzenia z rzeczywistą nauką jazdy. Samej obsługi nawet małpa by się nauczyła ale już jak jeździć uczymy się całe życie i żaden kurs w tym nie pomoże.

No ja bym nie chciala takiej niemoty zyciowej i tyle. Nie chcialabym musiec sama sie do szpitala wiesc na rodzenie i ze szpitala i za kazdym razem jak trzeba cos przywiezc czy zalatwiec, zakupy, zlobek, lekarz itd. to musiec wiecznie byc kierowca, bo on nie umie nawet prowadzic, tylko umie siasc w fotelu pasazera jak ciele i sie wozic. To plus wszystko co robi sie wokol samochodu, typu serwis, przeglad, myjnia, detailing, zmiana opo, hamulcow itd. I zeby nie bylo zaraz, ze pieklo mezczyzn, tego samego oczekiwalam jak bylam w zwiazku z kobieta. Ogarniania podstaw, a prawko i auto to sa dla mnie podstawy.

A dla mnie to nie bylby ZADEN problem brak prawa jazdy. Teraz jest tak rozwiniety transport publiczny,ze naprawde samochod to nie jest dla mnie cos niezbednego do zycia. Autobusy jezdza co 15 minut ,a jak dzwonie na taxi to 5 minut sa by pod domem.

94

Odp: Problem z zaradnością faceta
JuliaUK33 napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:
Shinigami napisał/a:

I to według ciebie aż taka tragedia, że żona musiała przez jakiś czas to ogarniać? Ile trwał ten jego kurs, kilka miesięcy? I jakie to ma znaczenie, że z młodymi się uczył? Wcześniej nie potrzebował więc nie robił, teraz potrzebuje więc robi, nic nadzwyczajnego. Przy okazji nie porównaj nauki obsługi samochodu jako urządzenia z rzeczywistą nauką jazdy. Samej obsługi nawet małpa by się nauczyła ale już jak jeździć uczymy się całe życie i żaden kurs w tym nie pomoże.

No ja bym nie chciala takiej niemoty zyciowej i tyle. Nie chcialabym musiec sama sie do szpitala wiesc na rodzenie i ze szpitala i za kazdym razem jak trzeba cos przywiezc czy zalatwiec, zakupy, zlobek, lekarz itd. to musiec wiecznie byc kierowca, bo on nie umie nawet prowadzic, tylko umie siasc w fotelu pasazera jak ciele i sie wozic. To plus wszystko co robi sie wokol samochodu, typu serwis, przeglad, myjnia, detailing, zmiana opo, hamulcow itd. I zeby nie bylo zaraz, ze pieklo mezczyzn, tego samego oczekiwalam jak bylam w zwiazku z kobieta. Ogarniania podstaw, a prawko i auto to sa dla mnie podstawy.

A dla mnie to nie bylby ZADEN problem brak prawa jazdy. Teraz jest tak rozwiniety transport publiczny,ze naprawde samochod to nie jest dla mnie cos niezbednego do zycia. Autobusy jezdza co 15 minut ,a jak dzwonie na taxi to 5 minut sa by pod domem.

Hipotetyczna sytuacja.
Maja 2 letnie dziecko. Zgodnie z prawem, musi jeździć w foteliku, tyłem do kierunku jazdy. Fotelik MUSI być dopasowany i do auta i do dziecka. Jakim cudem w takim razie mają z dzieckiem jeździć taksą? Mają targać fotelik ze sobą licząc na to, że podjedzie auto, do którego fotelik będzie pasował? big_smile

Mieszkam w dużym mieście i jeżdżę zbiorkomem, ale od kiedy mam dziecko, samochód jest rzeczą niezbędną. Zakupy to jedno, ale jak trzeba się szybko dostać do lekarza (a zdarza się), to pakuję do auta i jadę, a nie czekam na taksę, w której muszę montować fotelik i zastanawiać się czy dziecko jedzie bezpiecznie.
Raz montowałam łupinę w taksówce i nigdy więcej nie zamierzam tego robić.

95

Odp: Problem z zaradnością faceta
JuliaUK33 napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:
Shinigami napisał/a:

I to według ciebie aż taka tragedia, że żona musiała przez jakiś czas to ogarniać? Ile trwał ten jego kurs, kilka miesięcy? I jakie to ma znaczenie, że z młodymi się uczył? Wcześniej nie potrzebował więc nie robił, teraz potrzebuje więc robi, nic nadzwyczajnego. Przy okazji nie porównaj nauki obsługi samochodu jako urządzenia z rzeczywistą nauką jazdy. Samej obsługi nawet małpa by się nauczyła ale już jak jeździć uczymy się całe życie i żaden kurs w tym nie pomoże.

No ja bym nie chciala takiej niemoty zyciowej i tyle. Nie chcialabym musiec sama sie do szpitala wiesc na rodzenie i ze szpitala i za kazdym razem jak trzeba cos przywiezc czy zalatwiec, zakupy, zlobek, lekarz itd. to musiec wiecznie byc kierowca, bo on nie umie nawet prowadzic, tylko umie siasc w fotelu pasazera jak ciele i sie wozic. To plus wszystko co robi sie wokol samochodu, typu serwis, przeglad, myjnia, detailing, zmiana opo, hamulcow itd. I zeby nie bylo zaraz, ze pieklo mezczyzn, tego samego oczekiwalam jak bylam w zwiazku z kobieta. Ogarniania podstaw, a prawko i auto to sa dla mnie podstawy.

A dla mnie to nie bylby ZADEN problem brak prawa jazdy. Teraz jest tak rozwiniety transport publiczny,ze naprawde samochod to nie jest dla mnie cos niezbednego do zycia. Autobusy jezdza co 15 minut ,a jak dzwonie na taxi to 5 minut sa by pod domem.

W mieście nie ma problemu, a są takie miejsca, gdzie się dostaniesz tylko własnym środkiem transportu. Ludzie dojeżdżają do pracy, załatwiają sprawy w innym miejscu niż mieszkają. Na odległej wsi prawie wszyscy musza czymś jeździć. Jeśli autor nauczył się korzystać z uprzejmości innych, to po co mu własne auto?

96 Ostatnio edytowany przez wieka (2024-04-21 11:05:24)

Odp: Problem z zaradnością faceta

Tamiraa, właśnie po to potrzebne, żeby nie nadużywać uprzejmości/wykorzystywać innych, a czasem pomóc swoją podwózką.

97

Odp: Problem z zaradnością faceta
wieka napisał/a:

Tamiraa, właśnie po to potrzebne, żeby nie nadużywać uprzejmości/wykorzystywać innych, a czasem pomóc swoją podwózką.

Ok, ale skoro nie mając prawka i tak tą podwózkę zawsze ma, to imho ciężko pisać, że jest niezaradny, bo jak widać umie się wysługiwać odpowiednio innymi ludźmi.

Tak, lepiej mieć to prawko i samochód, ale jak umie sobie ktoś poradzić w życiu i bez tego, to jest OK.


Dzielenie włosa na czworo hipotetycznymi sytuacjami jest bez sensu, bo zawsze coś się znajdzie przeciwko.

98

Odp: Problem z zaradnością faceta
JuliaUK33 napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:
Shinigami napisał/a:

I to według ciebie aż taka tragedia, że żona musiała przez jakiś czas to ogarniać? Ile trwał ten jego kurs, kilka miesięcy? I jakie to ma znaczenie, że z młodymi się uczył? Wcześniej nie potrzebował więc nie robił, teraz potrzebuje więc robi, nic nadzwyczajnego. Przy okazji nie porównaj nauki obsługi samochodu jako urządzenia z rzeczywistą nauką jazdy. Samej obsługi nawet małpa by się nauczyła ale już jak jeździć uczymy się całe życie i żaden kurs w tym nie pomoże.

No ja bym nie chciala takiej niemoty zyciowej i tyle. Nie chcialabym musiec sama sie do szpitala wiesc na rodzenie i ze szpitala i za kazdym razem jak trzeba cos przywiezc czy zalatwiec, zakupy, zlobek, lekarz itd. to musiec wiecznie byc kierowca, bo on nie umie nawet prowadzic, tylko umie siasc w fotelu pasazera jak ciele i sie wozic. To plus wszystko co robi sie wokol samochodu, typu serwis, przeglad, myjnia, detailing, zmiana opo, hamulcow itd. I zeby nie bylo zaraz, ze pieklo mezczyzn, tego samego oczekiwalam jak bylam w zwiazku z kobieta. Ogarniania podstaw, a prawko i auto to sa dla mnie podstawy.

A dla mnie to nie bylby ZADEN problem brak prawa jazdy. Teraz jest tak rozwiniety transport publiczny,ze naprawde samochod to nie jest dla mnie cos niezbednego do zycia. Autobusy jezdza co 15 minut ,a jak dzwonie na taxi to 5 minut sa by pod domem.

Bo sama swojego nie uzywasz. I nie dziwie sie, mamy zupelnie inne priorytety zyciowe.
Ja auta uzywam prawie codziennie i nie wyobrazam sobie polegac tylko na komunikacji publicznej i taksowkach. Albo spotykac sie kims kto polega. Pozniej np stac jak glupia z ciezkimi siatami przy jakichs wiekszych zakupach albo taszczyc je w zatloczonym autobusie. Swoja droga straszne nie lubie komunikacji zbiorowej i to dla mnie ostatnia opcja jak juz nie ma zupelnie wyboru. Ale nie wiem, moze niektorym nie przeszkadza kisic sie jak szprotka w godzinach szczytu i wachac smierdzace pachy zapocencow, bo zawsze znajdzie sie ktos kto ma z higiena na bakier albo szczyny od jakiegos zula jak akurat wsiadzie. Za za zbior kom dziekuje, podjade sobie autem xddd

99

Odp: Problem z zaradnością faceta
Tamiraa napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

No ja bym nie chciala takiej niemoty zyciowej i tyle. Nie chcialabym musiec sama sie do szpitala wiesc na rodzenie i ze szpitala i za kazdym razem jak trzeba cos przywiezc czy zalatwiec, zakupy, zlobek, lekarz itd. to musiec wiecznie byc kierowca, bo on nie umie nawet prowadzic, tylko umie siasc w fotelu pasazera jak ciele i sie wozic. To plus wszystko co robi sie wokol samochodu, typu serwis, przeglad, myjnia, detailing, zmiana opo, hamulcow itd. I zeby nie bylo zaraz, ze pieklo mezczyzn, tego samego oczekiwalam jak bylam w zwiazku z kobieta. Ogarniania podstaw, a prawko i auto to sa dla mnie podstawy.

A dla mnie to nie bylby ZADEN problem brak prawa jazdy. Teraz jest tak rozwiniety transport publiczny,ze naprawde samochod to nie jest dla mnie cos niezbednego do zycia. Autobusy jezdza co 15 minut ,a jak dzwonie na taxi to 5 minut sa by pod domem.

W mieście nie ma problemu, a są takie miejsca, gdzie się dostaniesz tylko własnym środkiem transportu. Ludzie dojeżdżają do pracy, załatwiają sprawy w innym miejscu niż mieszkają. Na odległej wsi prawie wszyscy musza czymś jeździć. Jeśli autor nauczył się korzystać z uprzejmości innych, to po co mu własne auto?

Ja akurat mieszkalam teraz w malym miasteczku ktore jest pod wsia serio taki.mix masz miasta ze wsia-jest male centrum miasta,restauracje,kawiarnia, kino,supermarket, ale sa tez  dwa duze parku,las,zagroda ze zwierzetami i duzo zieleni, kwiatow  i wiesz co jak wychodze na zewnatrz to widze zielone pole przede mna. I wiesz co autobusy nadal jezdza co 15 minut a taxi mam szybko pod domem.... bo w Polsce tez na wsiach powinien byc latwo dostepny transport publiczny a takze wiecej rzeczy ja u siebie mam nawet przychodnie lekarska i nie musze jezdzic do centrum miasta na badania. W Polsce na wsi nic nie ma to dlatego tam ludzie potrzebuja samochodu

100

Odp: Problem z zaradnością faceta
JuliaUK33 napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:

A dla mnie to nie bylby ZADEN problem brak prawa jazdy. Teraz jest tak rozwiniety transport publiczny,ze naprawde samochod to nie jest dla mnie cos niezbednego do zycia. Autobusy jezdza co 15 minut ,a jak dzwonie na taxi to 5 minut sa by pod domem.

W mieście nie ma problemu, a są takie miejsca, gdzie się dostaniesz tylko własnym środkiem transportu. Ludzie dojeżdżają do pracy, załatwiają sprawy w innym miejscu niż mieszkają. Na odległej wsi prawie wszyscy musza czymś jeździć. Jeśli autor nauczył się korzystać z uprzejmości innych, to po co mu własne auto?

Ja akurat mieszkalam teraz w malym miasteczku ktore jest pod wsia serio taki.mix masz miasta ze wsia-jest male centrum miasta,restauracje,kawiarnia, kino,supermarket, ale sa tez  dwa duze parku,las,zagroda ze zwierzetami i duzo zieleni, kwiatow  i wiesz co jak wychodze na zewnatrz to widze zielone pole przede mna. I wiesz co autobusy nadal jezdza co 15 minut a taxi mam szybko pod domem.... bo w Polsce tez na wsiach powinien byc latwo dostepny transport publiczny a takze wiecej rzeczy ja u siebie mam nawet przychodnie lekarska i nie musze jezdzic do centrum miasta na badania. W Polsce na wsi nic nie ma to dlatego tam ludzie potrzebuja samochodu

Są miejscowości, gdzie jest wszystko, a są takie wyludnione, gdzie można dojechać tylko własnym transportem., zależy. Jak masz wszystko na miejscu, to nie ma problemu.

101

Odp: Problem z zaradnością faceta
Wiewiórka Basia napisał/a:
wieka napisał/a:

Tamiraa, właśnie po to potrzebne, żeby nie nadużywać uprzejmości/wykorzystywać innych, a czasem pomóc swoją podwózką.

Ok, ale skoro nie mając prawka i tak tą podwózkę zawsze ma, to imho ciężko pisać, że jest niezaradny, bo jak widać umie się wysługiwać odpowiednio innymi ludźmi.

Tak, lepiej mieć to prawko i samochód, ale jak umie sobie ktoś poradzić w życiu i bez tego, to jest OK.


Dzielenie włosa na czworo hipotetycznymi sytuacjami jest bez sensu, bo zawsze coś się znajdzie przeciwko.


Tytuł jest mylny, bo to nie zaradność chodzi, a o komfort życia. Dzisiaj sobie radzi, jutro nie.
Teraz ma podwózki, jak ich zabraknie nawet chwilowo, np. z powodu choroby podwożacych, to co wtedy?
Może to dopiero będzie motywacja?

Choć zgadzam się, że nie każdy widzi się za kierownicą, z różnych względów, nic na siłę.

102

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:

No ja bym nie chciala takiej niemoty zyciowej i tyle. Nie chcialabym musiec sama sie do szpitala wiesc na rodzenie i ze szpitala i za kazdym razem jak trzeba cos przywiezc czy zalatwiec, zakupy, zlobek, lekarz itd. to musiec wiecznie byc kierowca, bo on nie umie nawet prowadzic, tylko umie siasc w fotelu pasazera jak ciele i sie wozic. To plus wszystko co robi sie wokol samochodu, typu serwis, przeglad, myjnia, detailing, zmiana opo, hamulcow itd. I zeby nie bylo zaraz, ze pieklo mezczyzn, tego samego oczekiwalam jak bylam w zwiazku z kobieta. Ogarniania podstaw, a prawko i auto to sa dla mnie podstawy.

Z tym rodzeniem i szpitalem ciężko się nie zgodzić ale  czy w takiej sytuacji nie dzwoni się po karetkę? Wiadomo, że na karetkę się czeka ale przynajmniej pojedzie na sygnale, bez korków i bez żadnego czekania w szpitalu.

Nie wiem czy podawanie przykładów z dziećmi to dobry pomysł. To raczej ciężko sobie wyobrazić, ktoś kto nigdy nie miał dzieci nawet się nie zastanawia jakby sobie poradził w danej sytuacji gdyby te dzieci miał.

103

Odp: Problem z zaradnością faceta
Lady Loka napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

No ja bym nie chciala takiej niemoty zyciowej i tyle. Nie chcialabym musiec sama sie do szpitala wiesc na rodzenie i ze szpitala i za kazdym razem jak trzeba cos przywiezc czy zalatwiec, zakupy, zlobek, lekarz itd. to musiec wiecznie byc kierowca, bo on nie umie nawet prowadzic, tylko umie siasc w fotelu pasazera jak ciele i sie wozic. To plus wszystko co robi sie wokol samochodu, typu serwis, przeglad, myjnia, detailing, zmiana opo, hamulcow itd. I zeby nie bylo zaraz, ze pieklo mezczyzn, tego samego oczekiwalam jak bylam w zwiazku z kobieta. Ogarniania podstaw, a prawko i auto to sa dla mnie podstawy.

A dla mnie to nie bylby ZADEN problem brak prawa jazdy. Teraz jest tak rozwiniety transport publiczny,ze naprawde samochod to nie jest dla mnie cos niezbednego do zycia. Autobusy jezdza co 15 minut ,a jak dzwonie na taxi to 5 minut sa by pod domem.

Hipotetyczna sytuacja.
Maja 2 letnie dziecko. Zgodnie z prawem, musi jeździć w foteliku, tyłem do kierunku jazdy. Fotelik MUSI być dopasowany i do auta i do dziecka. Jakim cudem w takim razie mają z dzieckiem jeździć taksą? Mają targać fotelik ze sobą licząc na to, że podjedzie auto, do którego fotelik będzie pasował? big_smile

Mieszkam w dużym mieście i jeżdżę zbiorkomem, ale od kiedy mam dziecko, samochód jest rzeczą niezbędną. Zakupy to jedno, ale jak trzeba się szybko dostać do lekarza (a zdarza się), to pakuję do auta i jadę, a nie czekam na taksę, w której muszę montować fotelik i zastanawiać się czy dziecko jedzie bezpiecznie.
Raz montowałam łupinę w taksówce i nigdy więcej nie zamierzam tego robić.

Hipotetyczna sytuacja: mają zaprzyjaźnionych ludzi, którzy dowiozą dziecko do lekarza  smile

104

Odp: Problem z zaradnością faceta
wieka napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:
wieka napisał/a:

Tamiraa, właśnie po to potrzebne, żeby nie nadużywać uprzejmości/wykorzystywać innych, a czasem pomóc swoją podwózką.

Ok, ale skoro nie mając prawka i tak tą podwózkę zawsze ma, to imho ciężko pisać, że jest niezaradny, bo jak widać umie się wysługiwać odpowiednio innymi ludźmi.

Tak, lepiej mieć to prawko i samochód, ale jak umie sobie ktoś poradzić w życiu i bez tego, to jest OK.


Dzielenie włosa na czworo hipotetycznymi sytuacjami jest bez sensu, bo zawsze coś się znajdzie przeciwko.


Tytuł jest mylny, bo to nie zaradność chodzi, a o komfort życia. Dzisiaj sobie radzi, jutro nie.
Teraz ma podwózki, jak ich zabraknie nawet chwilowo, np. z powodu choroby podwożacych, to co wtedy?
Może to dopiero będzie motywacja?

Choć zgadzam się, że nie każdy widzi się za kierownicą, z różnych względów, nic na siłę.

Tutaj dziewczyna z autem spadła mu z nieba, sama do niego przyjedzie i odjedzie. Gdyby wybrał dziewczynę bez samochodu, musiałby kombinować i jeździć do niej, na przykład z kumplem smile No, chyba, żeby była tak zakochana, że tłukłaby się do niego busem.  smile Nie wierzę, że zrobi prawo jazdy, bo gdyby miał zamiar, to byłby już po egzaminie z prawka.

105

Odp: Problem z zaradnością faceta
Shinigami napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

No ja bym nie chciala takiej niemoty zyciowej i tyle. Nie chcialabym musiec sama sie do szpitala wiesc na rodzenie i ze szpitala i za kazdym razem jak trzeba cos przywiezc czy zalatwiec, zakupy, zlobek, lekarz itd. to musiec wiecznie byc kierowca, bo on nie umie nawet prowadzic, tylko umie siasc w fotelu pasazera jak ciele i sie wozic. To plus wszystko co robi sie wokol samochodu, typu serwis, przeglad, myjnia, detailing, zmiana opo, hamulcow itd. I zeby nie bylo zaraz, ze pieklo mezczyzn, tego samego oczekiwalam jak bylam w zwiazku z kobieta. Ogarniania podstaw, a prawko i auto to sa dla mnie podstawy.

Z tym rodzeniem i szpitalem ciężko się nie zgodzić ale  czy w takiej sytuacji nie dzwoni się po karetkę? Wiadomo, że na karetkę się czeka ale przynajmniej pojedzie na sygnale, bez korków i bez żadnego czekania w szpitalu.

Nie wiem czy podawanie przykładów z dziećmi to dobry pomysł. To raczej ciężko sobie wyobrazić, ktoś kto nigdy nie miał dzieci nawet się nie zastanawia jakby sobie poradził w danej sytuacji gdyby te dzieci miał.

Nie, Shini, do normalnego porodu do nikogo nie przyjedzie karetka na sygnale.

106

Odp: Problem z zaradnością faceta
Tamiraa napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:

A dla mnie to nie bylby ZADEN problem brak prawa jazdy. Teraz jest tak rozwiniety transport publiczny,ze naprawde samochod to nie jest dla mnie cos niezbednego do zycia. Autobusy jezdza co 15 minut ,a jak dzwonie na taxi to 5 minut sa by pod domem.

Hipotetyczna sytuacja.
Maja 2 letnie dziecko. Zgodnie z prawem, musi jeździć w foteliku, tyłem do kierunku jazdy. Fotelik MUSI być dopasowany i do auta i do dziecka. Jakim cudem w takim razie mają z dzieckiem jeździć taksą? Mają targać fotelik ze sobą licząc na to, że podjedzie auto, do którego fotelik będzie pasował? big_smile

Mieszkam w dużym mieście i jeżdżę zbiorkomem, ale od kiedy mam dziecko, samochód jest rzeczą niezbędną. Zakupy to jedno, ale jak trzeba się szybko dostać do lekarza (a zdarza się), to pakuję do auta i jadę, a nie czekam na taksę, w której muszę montować fotelik i zastanawiać się czy dziecko jedzie bezpiecznie.
Raz montowałam łupinę w taksówce i nigdy więcej nie zamierzam tego robić.

Hipotetyczna sytuacja: mają zaprzyjaźnionych ludzi, którzy dowiozą dziecko do lekarza  smile

Tak, ostatnie o czym w takiej sytuacji się myśli, to szukanie znajomego, który akurat przyjedzie zawieźć dziecko. I jeszcze żeby miał auto pasujące do fotelika big_smile

Nie wiem jak u innych, u nas sytuacje kryzysowe zawsze pojawiają się w soboty o 22 big_smile

107

Odp: Problem z zaradnością faceta
Lady Loka napisał/a:
Shinigami napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

No ja bym nie chciala takiej niemoty zyciowej i tyle. Nie chcialabym musiec sama sie do szpitala wiesc na rodzenie i ze szpitala i za kazdym razem jak trzeba cos przywiezc czy zalatwiec, zakupy, zlobek, lekarz itd. to musiec wiecznie byc kierowca, bo on nie umie nawet prowadzic, tylko umie siasc w fotelu pasazera jak ciele i sie wozic. To plus wszystko co robi sie wokol samochodu, typu serwis, przeglad, myjnia, detailing, zmiana opo, hamulcow itd. I zeby nie bylo zaraz, ze pieklo mezczyzn, tego samego oczekiwalam jak bylam w zwiazku z kobieta. Ogarniania podstaw, a prawko i auto to sa dla mnie podstawy.

Z tym rodzeniem i szpitalem ciężko się nie zgodzić ale  czy w takiej sytuacji nie dzwoni się po karetkę? Wiadomo, że na karetkę się czeka ale przynajmniej pojedzie na sygnale, bez korków i bez żadnego czekania w szpitalu.

Nie wiem czy podawanie przykładów z dziećmi to dobry pomysł. To raczej ciężko sobie wyobrazić, ktoś kto nigdy nie miał dzieci nawet się nie zastanawia jakby sobie poradził w danej sytuacji gdyby te dzieci miał.

Nie, Shini, do normalnego porodu do nikogo nie przyjedzie karetka na sygnale.

W Anglii by przyjechali,  do mojej znajomej przyjechal samochod medyczny, oczywiscie nie na sygnale,bo tylko na filmach dziecko sie rodzi w 5 minut od pierwszego skurczu

108

Odp: Problem z zaradnością faceta
Lady Loka napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Hipotetyczna sytuacja.
Maja 2 letnie dziecko. Zgodnie z prawem, musi jeździć w foteliku, tyłem do kierunku jazdy. Fotelik MUSI być dopasowany i do auta i do dziecka. Jakim cudem w takim razie mają z dzieckiem jeździć taksą? Mają targać fotelik ze sobą licząc na to, że podjedzie auto, do którego fotelik będzie pasował? big_smile

Mieszkam w dużym mieście i jeżdżę zbiorkomem, ale od kiedy mam dziecko, samochód jest rzeczą niezbędną. Zakupy to jedno, ale jak trzeba się szybko dostać do lekarza (a zdarza się), to pakuję do auta i jadę, a nie czekam na taksę, w której muszę montować fotelik i zastanawiać się czy dziecko jedzie bezpiecznie.
Raz montowałam łupinę w taksówce i nigdy więcej nie zamierzam tego robić.

Hipotetyczna sytuacja: mają zaprzyjaźnionych ludzi, którzy dowiozą dziecko do lekarza  smile

Tak, ostatnie o czym w takiej sytuacji się myśli, to szukanie znajomego, który akurat przyjedzie zawieźć dziecko. I jeszcze żeby miał auto pasujące do fotelika big_smile
Nie wiem jak u innych, u nas sytuacje kryzysowe zawsze pojawiają się w soboty o 22 big_smile

Pewnie wezwaliby pogotowie ratunkowe?  Takie sytuacje mogą się zdarzyć  o każdej porze dnia i nocy.

109

Odp: Problem z zaradnością faceta
Tamiraa napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Hipotetyczna sytuacja: mają zaprzyjaźnionych ludzi, którzy dowiozą dziecko do lekarza  smile

Tak, ostatnie o czym w takiej sytuacji się myśli, to szukanie znajomego, który akurat przyjedzie zawieźć dziecko. I jeszcze żeby miał auto pasujące do fotelika big_smile
Nie wiem jak u innych, u nas sytuacje kryzysowe zawsze pojawiają się w soboty o 22 big_smile

Pewnie wezwaliby pogotowie ratunkowe?  Takie sytuacje mogą się zdarzyć  o każdej porze dnia i nocy.

No pewnie, ze by wezwali smile
Tylko to zawsze dodatkowy stres. A tak to pakujesz dziecko w auto i wio. Wiadomo, ze zawsze jest wyjście.

110

Odp: Problem z zaradnością faceta
Lady Loka napisał/a:

Tylko to zawsze dodatkowy stres. A tak to pakujesz dziecko w auto i wio. Wiadomo, ze zawsze jest wyjście.

Teoretyzowanie.

Czy facet bez prawka jest niezaradny?
NIE

Nie każdy nadaje się na kierowcę i nie każdy lubi jeździć. Są osoby z prawkiem, które boją się jeździć.
I to nie ma nic do czynienia z zaradnością.

111

Odp: Problem z zaradnością faceta
Justmarciniak napisał/a:

Jesteśmy w związku od roku. Więc do rzeczy nie chce wyjść na kobietę bez serca. Mój facet ma 28 lat i nie ma prawa jazdy rozmowy na temat kursu na nic. Mam prawo jazdy 5 lat i swój samochód. Drażni mnie że obowiązek jazdy jest zależny ode mnie. Do pracy dojeżdża z tatą i wraca z nim lub z kolegą. Chciałabym żeby był niezależny jak ja. Niby glupota ale bardzo mnie to męczy. Chciałam zapytać co o tym myślicie? Nie chciałabym być wiecznym kierowcą na wspólne wakacje czy zwykłe zakupy

Jesteście razem od roku, a już używasz słów "drażni mnie", "męczy mnie" itp. Nie uważasz, że po prostu się nie dobraliście? Pierwsze motylki w brzuchu wyzdychały, opadły gorące emocje i widzisz w całej okazałości, że facet którego sobie wybrałaś nie jest ideałem dla ciebie. Prawo jazdy to dopiero początek, bo już twierdzisz że "jest niezaradny", chociaż posiadanie lub nie prawa jazdy z zaradnością nie powinno mieć nic wspólnego. Po prostu nie jest kimś, z kim chciałabyś przejść przez życie, albo nawet przez jego część. Zamiast więc wymuszać na gościu coś czego on nie chce, powiedz otwarcie, że czas na to aby się rozejść. Bądź szczera wobec niego i wobec siebie także.

112

Odp: Problem z zaradnością faceta
Justmarciniak napisał/a:

Jesteśmy w związku od roku. Więc do rzeczy nie chce wyjść na kobietę bez serca. Mój facet ma 28 lat i nie ma prawa jazdy rozmowy na temat kursu na nic. Mam prawo jazdy 5 lat i swój samochód. Drażni mnie że obowiązek jazdy jest zależny ode mnie. Do pracy dojeżdża z tatą i wraca z nim lub z kolegą. Chciałabym żeby był niezależny jak ja. Niby glupota ale bardzo mnie to męczy. Chciałam zapytać co o tym myślicie? Nie chciałabym być wiecznym kierowcą na wspólne wakacje czy zwykłe zakupy


Co, gdy pojawią się dzieci i ich podwózka do przedszkola czy szkoły? Czy lekarza?
Co, gdy jego rodzina się rozchoruje, czym dojedzie do pracy?
Co, gdy trzeba będzie szybko gdzies wyjechać?
Facet jest zdrowy, nie ma problemów np. ze wzrokiem czy słuchem (by usłyszeć syrenę), mógłby zapisać się do szkoły.

Jak pisane, nie masz obowiązku go podwozić. Może wymyśl taką sytuację, gdzie trzeba będzie nagle wyjechać, Ty go nie podwieziesz, może on wtedy zorientuje się, że cos z nim nie tego.

Chyba ze on się boi, nie czuje tego, wówczas lepiej, by nie miał prawa, bo moze wyrządzić tym więcej szkody niż korzyści.

113

Odp: Problem z zaradnością faceta
Samba napisał/a:

Chyba ze on się boi, nie czuje tego, wówczas lepiej, by nie miał prawa, bo moze wyrządzić tym więcej szkody niż korzyści.

Oooo, właśnie, bo ten wariant mnie ciekawi. I co WTEDY? Co doradzicie autorce jeśli wyjdzie że on ze względów zdrowotnych (lub innych) nie powinien (albo lepiej żeby nie miał) prawka?

114

Odp: Problem z zaradnością faceta
Nowe_otwarcie napisał/a:
Samba napisał/a:

Chyba ze on się boi, nie czuje tego, wówczas lepiej, by nie miał prawa, bo moze wyrządzić tym więcej szkody niż korzyści.

Oooo, właśnie, bo ten wariant mnie ciekawi. I co WTEDY? Co doradzicie autorce jeśli wyjdzie że on ze względów zdrowotnych (lub innych) nie powinien (albo lepiej żeby nie miał) prawka?

Tak, ze względów zdrowotnych nie może dojeżdżać do autorki  cool

Przecie ż tu chodzi o jego styl życia, a nie względy zdrowotne. Wtedy inaczej by się zachował i być może ułożyłoby im się inaczej.

115

Odp: Problem z zaradnością faceta
Nowe_otwarcie napisał/a:
Samba napisał/a:

Chyba ze on się boi, nie czuje tego, wówczas lepiej, by nie miał prawa, bo moze wyrządzić tym więcej szkody niż korzyści.

Oooo, właśnie, bo ten wariant mnie ciekawi. I co WTEDY? Co doradzicie autorce jeśli wyjdzie że on ze względów zdrowotnych (lub innych) nie powinien (albo lepiej żeby nie miał) prawka?


Nie wiem co inni doradzą, bo nie jestem wszystkimi. Zadaj pytanie mnie, to wtedy może odpowiem. smile

116

Odp: Problem z zaradnością faceta
Tamiraa napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
Samba napisał/a:

Chyba ze on się boi, nie czuje tego, wówczas lepiej, by nie miał prawa, bo moze wyrządzić tym więcej szkody niż korzyści.

Oooo, właśnie, bo ten wariant mnie ciekawi. I co WTEDY? Co doradzicie autorce jeśli wyjdzie że on ze względów zdrowotnych (lub innych) nie powinien (albo lepiej żeby nie miał) prawka?

Tak, ze względów zdrowotnych nie może dojeżdżać do autorki  cool

Przecie ż tu chodzi o jego styl życia, a nie względy zdrowotne. Wtedy inaczej by się zachował i być może ułożyłoby im się inaczej.

Nie, ciekawi mnie: co gdyby względy zdrowotne decydowały o braku możliwości prowadzenia?
Bo w porządku: jeśli gość jest wygodnicki, lubi wykorzystywać i nie chce mu się, to ok: zagoić do prawka, a jak nie, to bye bye. Ale co jeśli on autentycznie nie będzie w stanie zrobić tego prawka nie ze swojej winy?

117

Odp: Problem z zaradnością faceta
Nowe_otwarcie napisał/a:
Samba napisał/a:

Chyba ze on się boi, nie czuje tego, wówczas lepiej, by nie miał prawa, bo moze wyrządzić tym więcej szkody niż korzyści.

Oooo, właśnie, bo ten wariant mnie ciekawi. I co WTEDY? Co doradzicie autorce jeśli wyjdzie że on ze względów zdrowotnych (lub innych) nie powinien (albo lepiej żeby nie miał) prawka?

Juz dawno napisala, ze tu nie chodzi o zadne wzgledy zdrowotne. Gdybys przeczytal przynajmniej jeden watek w ktorym sie wypowiadasz, to bys wiedzial.
Nie wiem jak reszta, ja bym sie nie zwiazala z kims kto boi sie tak podstawowych czynnosci zyciowych jak prowadzenie samochodu. Wiec doradzialbym jej poszukac sobie kogos kto ogarnia proste sprawy bez dostawania katatonii na sama mysl o przejazdzce autem... Teraz jest moda na banie sie i kazdy sie czegos boi, ludzie od wszystkiego dostaja anxiety czy innych panic attacks i omijalabym takich z daleka jako partnerow zyciowych. Poszlam poplywac lodka i znajoma dostala paniki takiej, ze musiala sie ratowac inhalatorem cbd, bo silnik dostal lekkiej czkawki i nie chcial zaskoczyc przez chwile. A ze siedziala najblizej kotwicy, a ja akurat bylam na rufie, to ja maz zapytal, czy moze wrzucic i sprawdzic czy zlapalo. A tej sie juz rece trzesa, ze ona nie wie co robic, jak wrzucac, gdzie wrzucac i zas dostaje sraczki jakbysmy mieli zaraz zginac w sztormie... Chore czasy nastaly, polowa ludzi wymoczki, druga polowa mimozy. Swiat sie konczy.

118

Odp: Problem z zaradnością faceta
Lady Loka napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Hipotetyczna sytuacja.
Maja 2 letnie dziecko. Zgodnie z prawem, musi jeździć w foteliku, tyłem do kierunku jazdy. Fotelik MUSI być dopasowany i do auta i do dziecka. Jakim cudem w takim razie mają z dzieckiem jeździć taksą? Mają targać fotelik ze sobą licząc na to, że podjedzie auto, do którego fotelik będzie pasował? big_smile

Mieszkam w dużym mieście i jeżdżę zbiorkomem, ale od kiedy mam dziecko, samochód jest rzeczą niezbędną. Zakupy to jedno, ale jak trzeba się szybko dostać do lekarza (a zdarza się), to pakuję do auta i jadę, a nie czekam na taksę, w której muszę montować fotelik i zastanawiać się czy dziecko jedzie bezpiecznie.
Raz montowałam łupinę w taksówce i nigdy więcej nie zamierzam tego robić.

Hipotetyczna sytuacja: mają zaprzyjaźnionych ludzi, którzy dowiozą dziecko do lekarza  smile

Tak, ostatnie o czym w takiej sytuacji się myśli, to szukanie znajomego, który akurat przyjedzie zawieźć dziecko. I jeszcze żeby miał auto pasujące do fotelika big_smile

Nie wiem jak u innych, u nas sytuacje kryzysowe zawsze pojawiają się w soboty o 22 big_smile

Dokladnie. Zreszta szybko by sie taka przyjazn skonczyla, bo watpie, ze komukolwiek by sie chcialo robic w relacji za taksowke. Nwm dla mnie rodziny gdzie zadne z rodzicow nie ma prawka i chociaz jednego auta sa nierozsadne.

119

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

Hipotetyczna sytuacja: mają zaprzyjaźnionych ludzi, którzy dowiozą dziecko do lekarza  smile

Tak, ostatnie o czym w takiej sytuacji się myśli, to szukanie znajomego, który akurat przyjedzie zawieźć dziecko. I jeszcze żeby miał auto pasujące do fotelika big_smile

Nie wiem jak u innych, u nas sytuacje kryzysowe zawsze pojawiają się w soboty o 22 big_smile

Dokladnie. Zreszta szybko by sie taka przyjazn skonczyla, bo watpie, ze komukolwiek by sie chcialo robic w relacji za taksowke. Nwm dla mnie rodziny gdzie zadne z rodzicow nie ma prawka i chociaz jednego auta sa nierozsadne.

Sa rodziny i malzenstwa bez samochodu i radza sobie calkiem dobrze

120

Odp: Problem z zaradnością faceta
Halina3.1 napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
Samba napisał/a:

Chyba ze on się boi, nie czuje tego, wówczas lepiej, by nie miał prawa, bo moze wyrządzić tym więcej szkody niż korzyści.

Oooo, właśnie, bo ten wariant mnie ciekawi. I co WTEDY? Co doradzicie autorce jeśli wyjdzie że on ze względów zdrowotnych (lub innych) nie powinien (albo lepiej żeby nie miał) prawka?

Juz dawno napisala, ze tu nie chodzi o zadne wzgledy zdrowotne. Gdybys przeczytal przynajmniej jeden watek w ktorym sie wypowiadasz, to bys wiedzial.
Nie wiem jak reszta, ja bym sie nie zwiazala z kims kto boi sie tak podstawowych czynnosci zyciowych jak prowadzenie samochodu. Wiec doradzialbym jej poszukac sobie kogos kto ogarnia proste sprawy bez dostawania katatonii na sama mysl o przejazdzce autem... Teraz jest moda na banie sie i kazdy sie czegos boi, ludzie od wszystkiego dostaja anxiety czy innych panic attacks i omijalabym takich z daleka jako partnerow zyciowych. Poszlam poplywac lodka i znajoma dostala paniki takiej, ze musiala sie ratowac inhalatorem cbd, bo silnik dostal lekkiej czkawki i nie chcial zaskoczyc przez chwile. A ze siedziala najblizej kotwicy, a ja akurat bylam na rufie, to ja maz zapytal, czy moze wrzucic i sprawdzic czy zlapalo. A tej sie juz rece trzesa, ze ona nie wie co robic, jak wrzucac, gdzie wrzucac i zas dostaje sraczki jakbysmy mieli zaraz zginac w sztormie... Chore czasy nastaly, polowa ludzi wymoczki, druga polowa mimozy. Swiat sie konczy.

Gdybyś przeczytała przynajmniej wyraźnie post znajdujący się tuż nad twoim (tym na który odpowiadam), to byś zauważyła że to pytanie teoretyczne, niezwiązane z tym wypadkiem (a w przypadku tego konkretnego gościa radziłem wyżej upewnić się że nie ma przyczyn zdrowotnych, a jeśli nie ma, to wykopać na prawko albo powiedzieć bye bye). Czytaj ze zrozumieniem posty powyżej twoich zanim się przywalisz. Jeśli dalej nie rozumiesz, to wyjaśnię łopatologicznie: ciekawiło mnie które z tutejszych dyskutantek odstrzeliłyby gościa nawet gdyby to nie była jego wina (a nie jego niechciejstwo)? Rozumiesz? Pytanie teoretycznie, niezwiązane z tym wątkiem.

121

Odp: Problem z zaradnością faceta
Justmarciniak napisał/a:

Myśli o wspólnym zamieszkaniu są tylko że to nie jest do wykonania. Bo wtedy to ja będę od podwózki do pracy a jak nie to wiadomo ciągłe konflikty. Nie chodzi o to żeby mieszkać razem kilka tygodni i zostanie jedynie niesmak po takiej relacji. Pojawiło się dużo komentarzy że prawo jazdy nie jest potrzebne. Tak pod warunkiem że naprawdę osoba bez prawka sobie radzi. Zamiast jego rodziców będę ja od wszystkiego. Nie czepiałabym się gdyby szukał innych rozwiązań niż wisieć na innych. Może jeździć nawet rowerem nie wnikam to ale ile można słuchać że się nie da. Niby sprawny dorosły człowiek a zachowuje się jak ograniczony umysłowo

W tym przypadku lepiej sie rozstac. Po co Tobie ktos kogo wyzywasz od ograniczonych umyslowo.  Twoj partner tez nie lepszy, skoro zamiast pojsc na autobus czy wlasnie jechac rowerem liczy na wyreczanie. Za paliwo sie chociaz doklada jak go wozisz do pracy?

122

Odp: Problem z zaradnością faceta

Ile razy słyszałem, że kobieta ma prawko, a nie chce/nie lubi jeździć i podwozi są wszędzie chłopak.

To zostawić taką, bo jest niezaradna, czy leniwa?
Bo nie przywiezie zakupów?

Są ludzie, którzy po prostu nie chcą kierować, a nie ma to nic wspólnego z zaradnością, a bardziej ze strachem.

123

Odp: Problem z zaradnością faceta
Farmer napisał/a:

Ile razy słyszałem, że kobieta ma prawko, a nie chce/nie lubi jeździć i podwozi są wszędzie chłopak.

To zostawić taką, bo jest niezaradna, czy leniwa?
Bo nie przywiezie zakupów?

Są ludzie, którzy po prostu nie chcą kierować, a nie ma to nic wspólnego z zaradnością, a bardziej ze strachem.

Z tym, że na faceta strachliwego inaczej się patrzy, są kobiety które to akceptują, inne nie i tyle.
Kobieta też ma gorzej bez prawa jazdy, bo nie może nigdzie sama pojechać, szczególnie mieszkając na wsi, tym bardziej facet, więc bez prawka ani rusz smile

124 Ostatnio edytowany przez JuliaUK33 (2024-04-22 10:20:58)

Odp: Problem z zaradnością faceta
Farmer napisał/a:

Ile razy słyszałem, że kobieta ma prawko, a nie chce/nie lubi jeździć i podwozi są wszędzie chłopak.

To zostawić taką, bo jest niezaradna, czy leniwa?
Bo nie przywiezie zakupów?

Są ludzie, którzy po prostu nie chcą kierować, a nie ma to nic wspólnego z zaradnością, a bardziej ze strachem.

Ja tez sie boje kierowac. Zawsze sobie wyobrazam, ze w kogos przez przypadek wjechalam, bo np wybiegl ktos nagle na ulice i ide do wiezienia na 20 lat. Dlatego cale szczescie,ze nie mam auta,ale prawko mam i czasem znajomi chca zebym prowadzila to sie wlasnie boje

125

Odp: Problem z zaradnością faceta
wieka napisał/a:

Kobieta też ma gorzej bez prawa jazdy,

Nieprawda. Gorzej to ma mąż takiej kobiety. Ona sama niekoniecznie.

126

Odp: Problem z zaradnością faceta

Ja pierniczę ale macie problemy smile

prawo jazdy i posiadanie samochodu nie jest czymś wymaganym. Wielu ludzi nie ma samochodu i jakoś żyje. Ma też dzieci.
Widzę że wielu tutaj jest mistrzami w wymyślaniu problemów smile

Kiedyś jakoś mało kto miał samochód a dzieci rodziło się mnóstwo i jakoś ludzie dawali rady.

A w mieście czy nawet na wsi jest komunikacja miejska i miejsko-podmiejska i da się zyć bez samochodu.

Z tego co czytałem kilka dni temu średnia wieku samochodu w PL to 16lat i ciągle sie wydłuża. Najstarsze samochody mają powyżej 30lat. Niską średnią robią samochody nowe kupowane głównie przez firmy.
Jak te samochodu  by się odrzuciło ze średniej to średnia to 21lat smile

To pokazuje jak bogaci są Polacy.

Wielu PL nie stać na samochód i na jego utrzymanie.

Ale są też tacy których stać na samochód ale nie mają. Z różnych powodów. Często powodem są także problemy z zaparkowaniem.

Jak zdawałem lata temu na prawko to mi instruktor mówił że szkolił taką panią co jak pojawiała się jakaś sytuacja "kryzysowa" na drodze to puszczała kierownicę i ... zamykała oczy.
Nie każdy nadaje się na kierowcę i nie każdy może mieć prawko. Naprawdę są rzeczy które dyskwalifikują taką osobę jako kierowca.

Moi rodzice nigdy nie mieli prawa jazdy ani samochodu i jakoś żyją.

Myślę że jak ktoś nie ma samochodu to wybiera takie miejsce gdzie jest świetna infrastruktura i tak naprawdę samochód nie jest potrzebny.
Tam gdzie mieszkam bez samochodu było by ciężko, ale nawet w moim domu położonym głęboko w lesie da się dojechać do cywilizacji autobusem.
Dziś jechałem smile Fakt trochę spaceru jest ale da się wink

127

Odp: Problem z zaradnością faceta
Nowe_otwarcie napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Oooo, właśnie, bo ten wariant mnie ciekawi. I co WTEDY? Co doradzicie autorce jeśli wyjdzie że on ze względów zdrowotnych (lub innych) nie powinien (albo lepiej żeby nie miał) prawka?

Juz dawno napisala, ze tu nie chodzi o zadne wzgledy zdrowotne. Gdybys przeczytal przynajmniej jeden watek w ktorym sie wypowiadasz, to bys wiedzial.
Nie wiem jak reszta, ja bym sie nie zwiazala z kims kto boi sie tak podstawowych czynnosci zyciowych jak prowadzenie samochodu. Wiec doradzialbym jej poszukac sobie kogos kto ogarnia proste sprawy bez dostawania katatonii na sama mysl o przejazdzce autem... Teraz jest moda na banie sie i kazdy sie czegos boi, ludzie od wszystkiego dostaja anxiety czy innych panic attacks i omijalabym takich z daleka jako partnerow zyciowych. Poszlam poplywac lodka i znajoma dostala paniki takiej, ze musiala sie ratowac inhalatorem cbd, bo silnik dostal lekkiej czkawki i nie chcial zaskoczyc przez chwile. A ze siedziala najblizej kotwicy, a ja akurat bylam na rufie, to ja maz zapytal, czy moze wrzucic i sprawdzic czy zlapalo. A tej sie juz rece trzesa, ze ona nie wie co robic, jak wrzucac, gdzie wrzucac i zas dostaje sraczki jakbysmy mieli zaraz zginac w sztormie... Chore czasy nastaly, polowa ludzi wymoczki, druga polowa mimozy. Swiat sie konczy.

Gdybyś przeczytała przynajmniej wyraźnie post znajdujący się tuż nad twoim (tym na który odpowiadam), to byś zauważyła że to pytanie teoretyczne, niezwiązane z tym wypadkiem (a w przypadku tego konkretnego gościa radziłem wyżej upewnić się że nie ma przyczyn zdrowotnych, a jeśli nie ma, to wykopać na prawko albo powiedzieć bye bye). Czytaj ze zrozumieniem posty powyżej twoich zanim się przywalisz. Jeśli dalej nie rozumiesz, to wyjaśnię łopatologicznie: ciekawiło mnie które z tutejszych dyskutantek odstrzeliłyby gościa nawet gdyby to nie była jego wina (a nie jego niechciejstwo)? Rozumiesz? Pytanie teoretycznie, niezwiązane z tym wątkiem.

Ty po prostu kochać kręcić drame, jak długo nie ma to cię swędzi i zaś szukasz teoretycznego tematu do kręcenia gownoburzy. Teraz będzie teoretyczne odrzucanie facetów przez niemożliwość zrobienia prawka przez względy zdrowotne. Może załóż sobie osobny wątek  zamiast zaśmiecać następny jakimiś teoretycznymi dyrdymałami.

128

Odp: Problem z zaradnością faceta
Kaszpir007 napisał/a:

Ja pierniczę ale macie problemy smile

prawo jazdy i posiadanie samochodu nie jest czymś wymaganym. Wielu ludzi nie ma samochodu i jakoś żyje. Ma też dzieci.
Widzę że wielu tutaj jest mistrzami w wymyślaniu problemów smile

Kiedyś jakoś mało kto miał samochód a dzieci rodziło się mnóstwo i jakoś ludzie dawali rady.

A w mieście czy nawet na wsi jest komunikacja miejska i miejsko-podmiejska i da się zyć bez samochodu.

Z tego co czytałem kilka dni temu średnia wieku samochodu w PL to 16lat i ciągle sie wydłuża. Najstarsze samochody mają powyżej 30lat. Niską średnią robią samochody nowe kupowane głównie przez firmy.
Jak te samochodu  by się odrzuciło ze średniej to średnia to 21lat smile

To pokazuje jak bogaci są Polacy.

Wielu PL nie stać na samochód i na jego utrzymanie.

Ale są też tacy których stać na samochód ale nie mają. Z różnych powodów. Często powodem są także problemy z zaparkowaniem.

Jak zdawałem lata temu na prawko to mi instruktor mówił że szkolił taką panią co jak pojawiała się jakaś sytuacja "kryzysowa" na drodze to puszczała kierownicę i ... zamykała oczy.
Nie każdy nadaje się na kierowcę i nie każdy może mieć prawko. Naprawdę są rzeczy które dyskwalifikują taką osobę jako kierowca.

Moi rodzice nigdy nie mieli prawa jazdy ani samochodu i jakoś żyją.

Myślę że jak ktoś nie ma samochodu to wybiera takie miejsce gdzie jest świetna infrastruktura i tak naprawdę samochód nie jest potrzebny.
Tam gdzie mieszkam bez samochodu było by ciężko, ale nawet w moim domu położonym głęboko w lesie da się dojechać do cywilizacji autobusem.
Dziś jechałem smile Fakt trochę spaceru jest ale da się wink

Gorzej z bagażem na plecach big_smile
To jest po prostu wygoda, szczególnie gdy trzeba coś przewieźć, zakupy też bywają ciężkie. Albo pogoda fatalna. No i ta niezależność jest istotna.

129

Odp: Problem z zaradnością faceta
Farmer napisał/a:

Ile razy słyszałem, że kobieta ma prawko, a nie chce/nie lubi jeździć i podwozi są wszędzie chłopak.

To zostawić taką, bo jest niezaradna, czy leniwa?
Bo nie przywiezie zakupów?

Są ludzie, którzy po prostu nie chcą kierować, a nie ma to nic wspólnego z zaradnością, a bardziej ze strachem.

Nie widzę problemu żeby taką zostawić. Jesli to wynika z niezaradności czy bycia leniwym to wiadomo od razu, że to jeżdżenie to będzie tylko jedna z wielu rzeczy i znajdą się następne. Jak to wynika ze strachu to w sumie też, nie po drodze mi z ludźmi co boją się prostych czynności.
Są widać faceci co się na to godzą i nie mają problemu podwozić królewny. Jak im to pasuje, to spoczko, może to dla nich wyraz męskości.  Ja bym nie chciała być czyimś szoferem. Nie przyszłoby mi też do głowy powiedzieć, że nie chce mi się jechać po zakupy i całkiem zwalić to na faceta.

130

Odp: Problem z zaradnością faceta
wieka napisał/a:
Kaszpir007 napisał/a:

Ja pierniczę ale macie problemy smile

prawo jazdy i posiadanie samochodu nie jest czymś wymaganym. Wielu ludzi nie ma samochodu i jakoś żyje. Ma też dzieci.
Widzę że wielu tutaj jest mistrzami w wymyślaniu problemów smile

Kiedyś jakoś mało kto miał samochód a dzieci rodziło się mnóstwo i jakoś ludzie dawali rady.

A w mieście czy nawet na wsi jest komunikacja miejska i miejsko-podmiejska i da się zyć bez samochodu.

Z tego co czytałem kilka dni temu średnia wieku samochodu w PL to 16lat i ciągle sie wydłuża. Najstarsze samochody mają powyżej 30lat. Niską średnią robią samochody nowe kupowane głównie przez firmy.
Jak te samochodu  by się odrzuciło ze średniej to średnia to 21lat smile

To pokazuje jak bogaci są Polacy.

Wielu PL nie stać na samochód i na jego utrzymanie.

Ale są też tacy których stać na samochód ale nie mają. Z różnych powodów. Często powodem są także problemy z zaparkowaniem.

Jak zdawałem lata temu na prawko to mi instruktor mówił że szkolił taką panią co jak pojawiała się jakaś sytuacja "kryzysowa" na drodze to puszczała kierownicę i ... zamykała oczy.
Nie każdy nadaje się na kierowcę i nie każdy może mieć prawko. Naprawdę są rzeczy które dyskwalifikują taką osobę jako kierowca.

Moi rodzice nigdy nie mieli prawa jazdy ani samochodu i jakoś żyją.

Myślę że jak ktoś nie ma samochodu to wybiera takie miejsce gdzie jest świetna infrastruktura i tak naprawdę samochód nie jest potrzebny.
Tam gdzie mieszkam bez samochodu było by ciężko, ale nawet w moim domu położonym głęboko w lesie da się dojechać do cywilizacji autobusem.
Dziś jechałem smile Fakt trochę spaceru jest ale da się wink

Gorzej z bagażem na plecach big_smile
To jest po prostu wygoda, szczególnie gdy trzeba coś przewieźć, zakupy też bywają ciężkie. Albo pogoda fatalna. No i ta niezależność jest istotna.

Dokładnie, wygoda i niezależności. Takie gadanie w stylu kiedyś to były czasy a teraz to nie ma czasów. No tak, kiedyś ludzie sobie radzili bez prawka i auta, mało kto miał, bo nie było innej opcji. Jakby mieli takie możliwości jak teraz, to by pewnie kupili wtedy auto. Jednak wygodniej się żyje jak nie trzeba martwić się o to, jak przywieźć większy ładunek i podjechać gdzieś dalej. To można łatwo porównać na przykładzie zmywarek, też wielu ludzi nie mialo i nie widzieli powodu żeby kupować, obecnie wielu nie wyobraża sobie życia bez. Albo suszarek bębnowych które kiedyś w Polsce były zupełnie niepopularne a teraz ci którzy je kupili są w siódmym niebie. A też przecież radzili sobie tyle czasu bez nich.

Posty [ 66 do 130 z 154 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problem z zaradnością faceta

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026