Jak sobie z tym poradzić? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak sobie z tym poradzić?

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 132 z 132 ]

131

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

No i witam ponownie w zasadzie po miesiącu z kolejną sytuacją, która mnie wpędziła trochę w zaułek.

Po moim ostatnim poście dogadaliśmy się i sytuacja obróciła się o 180 stopni. Zniknął całkowicie problem zazdrości/zaborczości i tak naprawdę rozpoczął się najlepszy czas w naszym związku.
Żadnych kłótni, problemów; nic.

Jak mówiłam, w pracy były przewroty i niespodziewanie zaproponowano mi stanowisko mojej przełożonej która została zwolniona. Jak mam być szczera, to było spełnienie moich marzeń, bo właśnie tego chciałam - wiedziałam, że będę bardzo dobra w tej robocie i czułam jednocześnie, że to będzie moja pierwsza bardzo poważna praca i rozpoczęcie tak naprawdę kariery. To były bardzo emocjonalne dni dla mnie, ale też do podpisania umowy dość stresujące; ciągle miałam wrażenie, że zaraz się coś wydarzy co przekreśli te decyzję. Z moim lubym mieliśmy zaplanowany tydzień urlopu, więc po powrocie miałam wskoczyć od razu na nowe stanowisko. Ten tydzień był po prostu idealny. Pokazał, jak dobrze się dogadujemy i lubimy spędzać ze sobą czas. Nieważne czy to było pływanie, leniuchowanie, granie w coś, spacer czy jeszcze coś innego. Widziałam w nim ogromną zmianę po tamtej kłótni. Zbliżyliśmy się do siebie jak jeszcze nigdy. 

Zaraz po powrocie musiałam jechać niemal 500km po auto służbowe, więc wziął wolne w pracy i pojechał ze mną. Spowodowane było to tym, że kilka lat temu w niedalekiej rodzinie u mnie miał miejsce wypadek, w którym zginęły dwie osoby i od tamtej pory strasznie boję się jeździć, a szczególnie nowym autem i na trasie z dużą szybkością. Jechał jako moje wsparcie psychiczne. Jak się okazało, bardzo słusznie, bo PIERWSZE co zrobiłam po tym jak wsiadłam do auta to wjechałam na słupek. Nie widziałam go. Oczywiście na maksa spanikowałam, nowiutkie auto, świeżo podpisana umowa, pierwszy dzień w pracy i jeb; prosto w kamienny słupek który wsiąknął pod auto które na nim delikatnie zawisło. Mój luby zachował się w tej sytuacji perfekcyjnie; uspokoił mnie, wsparł, znalazł rozwiązanie, jeszcze raz uspokoił i zapewniał, że żadna tragedia się nie wydarzyła. Poczułam w nim wtedy ogromne wsparcie i że bez niego faktycznie ta sytuacja chyba by mnie przerosła. To jakby otworzyło coś we mnie, w moich oczach stał się wręcz chodzącym ideałem partnera a nasz związek był tak intensywny jak nigdy; czułam się jak zakochana nastolatka po prostu.

Mimo to nowa robota wymagała dużego zaangażowania. Szczególnie na początku, musiałam tyrać w zasadzie od 8 do 21, bo nagle zostałam wrzucona w wielki projekt z ponad 20 osobami pod sobą, masą administracji i górą roboty która była zaniedbana od miesięcy. Dopóki nie ogarnęłam co i jak, to musiałam włożyć w to dużo czasu. Ciągle też telefony z pytaniami, prośbami, wiadomości od rana do wieczora. Jak już kończyłam robotę, to mówiłam dalej tylko o niej. Dla mnie to logiczne, że tak duża zmiana wiąże się z dużymi emocjami i chęcią podzielenia się tym z najbliższą osobą. Mówiłam mu, że przepraszam i za godziny mojej pracy i za gadanie o niej, ale tak to wygląda tylko na początku i niedługo się uspokoi. Co faktycznie cię stało, bo ostatnie 2 dni miałam wręcz mniej niż 8h pracy w dniu, moja paplanina też się drastycznie skurczyła. Mimo to, gdy pracowałam wieczorami to odczuwałam z jego strony niewypowiedziane pretensje, że robię to za długo.

Mój luby w ramach mojej powiedzmy to "wiedzy ogólnej" lubi mi zadawać dużo pytań, więc doradziłam mu zainstalowanie apki quory. Zrobił to i wsiąkł. Zapytałam go, czy mogę przejrzeć o co pytał, a ten zareagował strasznie obronnie nie chcąc mi tego pokazywać. Stwierdziłam, że ok; ja też jestem w stanie sobie wyobrazić pytania których nie chcę, żeby on widział i to jego sprawa, wiec odpuściłam. Nagle 2 dni temu zauważyłam ogromną zmianę w jego zachowaniu. Z zakochanej pary nastolatków przestał nagle do mnie pisać podczas dnia, nie cieszył się na mój widok jak wracał z pracy, o jakieś 80% spadło zainteresowanie mną, dotykiem i czułością. Pytałam o co chodzi, ale zarzekał się, że wszystko jest ok. Stwierdziłam, że może faktycznie wymyślam. Następnego dnia jednak było tak samo, próbowałam na przykład pocałować go w szyję a on reagował wręcz złością "Ale co ty robisz!?". Później przepraszał. Planował dni beze mnie. No czułam w kościach że coś jest nie tak. Prosiłam o szczerość ale nic to nie dało. W końcu wczoraj stwierdził, że musi ze mną porozmawiać.

No ja pie****le, krew mnie zalała. Stwierdził, że on stracił całe swoje życie przeze mnie (ale nie przeze mnie, bo to jego decyzja, ale przeze mnie), bo był tak strasznie skupiony na mnie i na niczym innym, w czasie kiedy mnie interesowało wszystko inne niż on (to znaczy praca, studia, czasem rodzina, raz na 3 miesiące wyjście na piwo). Stracił relacje z przyjaciółmi (których sam odrzucił i namawiałam go by tego nie robił/naprawił te relacje), nic się nie rozwinął, przestał ćwiczyć (kiedy próbowałam go wyciągnąć na te ćwiczenia!!!), przestał czuć się męsko. Bo chodzi jak zegarek pod moje dyktando. Ja mam nową super prace a on co? Widać, że go to strasznie zabolało. Powiedział, że się czuje jak gówno zasadniczo w tej relacji. Skąd to się tak nagle wzięło? Otóż zadał pytanie na quorze o mnie i mu doradzili, żeby natychmiast się ode mnie odseparować! Karma wraca jak widać po tym poście przeze mnie założonym gdzie zrobiłam podobnie smile Co jeszcze? Usłyszałam, że ja mu w ogóle tej czułości nie daję, nie wspieram go, praca była dla mnie ważniejsza, a on musiał biedny o tym naokoło słuchać. Co jeszcze??? Otóż oglądając dokument o tabletkach antykoncepcyjnych które biorę opowiadałam mu o wnioskach i że badania wykazały związek pomiędzy antykoncepcją hormonalną a wyborem partnerów z mniejszą ilością testosteronu. Mój błąd, ponieważ tak się to wryło mojego lubemu do łba, że zdecydował że przeze mnie i moje tabletki jest teraz samcem beta czy już nawet delta i do mężczyzny to on się nie kwalifikuje. Wiadomo; czułość, dobroć, emocjonalność które są jego najlepszymi cechami i jednocześnie najgłębszym środkiem jego osobowości powszechnie nie są uważane za "męskie" w przeciwieństwie do agresji, braku uczuć i emocji. Wobec tego zdecydował udawać, że jest inny i stać się partnerem którego NIE CHCĘ żeby udowodnić sobie, że jest coś wart. CO JESZCZE????  Stwierdził, że ja mu mówiłam, że moi inni partnerzy mieli większego! No faktycznie jak kiedyś mnie o to wypytywał mimo, że prosiłam by sobie darował to nie zaprzeczyłam. Mój luby ma całkowicie przeciętnego i wystarczającego mi penisa ale informacja o tym, że kiedyś miałam większego jest nie do przejścia i uwłacza jego męskości! Ciekawe, że ja nie pytałam o wąskość mojej pochwy w stosunku do jego ex czy wielkość piersi, może trzeba było to bym miała argument przeciwko niemu. Tak mnie to wszystko przytłoczyło, że myślałam, że pęknę.

Ten jeszcze miał pretensje. Jak mnie przytłaczają emocje to nie krzyczę, nie płaczę, nie  histeryzuje tylko właśnie staram się na maksa uspokoić i brakuje mi wręcz słów. Chciałam mu powiedzieć jak się czuje. Zaczęłam, że super, że chce pogadać, ale czemu nie 2 dni temu tylko mnie ten czas okłamywał?  Czemu zamiast porozmawiać, że się ze sobą źle czuje i chce coś zmienić to się ode mnie totalnie odseparował, zmienił kompletnie zachowanie i domyślaj się sama o co chodzi? To raz, a dwa, że dla mnie to wygląda jakby miał problemy psychiczne i znalazł sobie nowy sposób na znalezienie szczęścia. W tym momencie poczułam jak ze mnie coś wylatuje. Kurna, ciągle coś. Myślałam, że wszystko między nami gra i znowu coś się musi odwalać. A wszystko dlatego, że mu ktoś w necie coś napisał, bo wcześniej płakał ze szczęścia. Tak jest zawsze; okres kiedy jest idealnie musi zostać zakończony przez nowy problem który urasta w jego głowie. Po prostu poczułam, że to za dużo. Cały związek robiłam wszystko, żeby czuł się ze sobą jak najlepiej; że może wszystko. Wkładałam mu do głowy że rodzina, przyjaciele są ważni. Że dbanie o siebie jest ważne. Motywowałam do działania. Dawałam z siebie całą miłość, zasypywałam uczuciami, a i tak zarzucone mi zostało,  że jest kompletnie odwrotnie. Wkurzyłam się jak nigdy, ale tak wewnętrznie. Nie chciało mi się nawet rozmawiać. Podjęłam próbę wyjaśnienia mi moich uczuć ale zaraz mi przerwał mimo, że prosiłam by tego nie robił i pękłam. Powiedziałam dobranoc i tyle z rozmowy.

Dziś rano kontynuacja; okazało się, że ja go w ogóle nie wspieram. Ma problem z tym, że dochodzi bardzo szybko - co wbrew temu co uważa on i większość ludzi na ten temat, w ogóle mi nie przeszkadza a nawet to lubię. Dlaczego? Bo ja też nie wytrzymuje jakoś długo i jestem zaspokojona, a poza tym jak chcemy więcej to leci runda druga. W łóżku jest mi rewelacyjnie z nim, na początku związku był seks średnio 2 razy dziennie, powiedzmy z 2-3 miesiące temu trochę to zwolniło do raz dziennie. Moim zdaniem to naturalne w związku. Teraz jest go mniej, bo bardzo dużo pracowałam a on kładł się wcześniej do pracy. Na przykład 2 dni bez, ale później dzień z 2 razami bo było wolne. Na mnie mocno wpływają emocje - i dnia codziennego i relacja między nami. To jasne, że jak mnie ostatnie 2 dni olewał to mi się nie chciało. On zaś znowu wypalił z tym, że jest mało męski bo za szybko dochodzi, jemu się ten seks tak nie podoba, ja go nie wspieram bo mówię że mi jest ok (????) a powinnam szukać rozwiązania. Ogólnie temat seksu to powtarzający się problem. Ja czuję, że po opadnięciu motylków dla mnie optymalna ilość to co drugi dzień i wtedy mi się chce i dłużej, i bardziej. Jak ten seks jest codziennie albo po dwa razy to mi się dużo mniej chce. Dla niego zaś seks mógłby być non stop i co drugi dzień to zdecydowanie za mało przez co nakłada na mnie cały czas presję. Jak inicjuje, to ja też nie mam zwykle nic przeciwko, ale nie chce mi się wtedy za przeproszeniem r**ać przez godzinę bo po prostu nie miałam takiej wielkiej ochoty już od początku więc te 5-10 minut z grą wstępną mi starczają. Męczy mnie ten temat bo pretensje o seks pojawiają się absolutnie ciągle; wmawia mi że co drugi dzień seks to w zasadzie życie w wstrzemięźliwości. Średnio powiedziałabym, że wychodzi 5 razy w tygodniu. To też nie jest tak, że ten nasz seks to jest na misjonarza 3 minuty i nara, tylko naprawdę dużo pozycji, zabawki, masaże, prysznice, blaty i inne rzeczy więc ja naprawdę już nie wiem o co mu chodzi i zaczyna mnie ten temat mocno wkurzać. Czuję że po prostu w tym temacie nie jestem w stanie się zmusić do więcej bo będzie to właśnie zmuszanie się.

Zarzuciłam mu, że mnie nie wsparł w tej nowej pracy. Bo niby tak, ale jednak nie, bo mi to wypomina. Bo niby rozumiał, ale jednak nie i ma pretensje że do 21 siedziałam. Bo niby słuchał, ale jednak go męczyłam. Bo mi rzuca takie coś na głowę mimo, że wie, że jestem zestresowana mocno. Poczułam, że chcę pobyć sama. Padła masa słów które mi się nie spodobały. Na przykład, że on całe swoje życie zmienił pode mnie, a ja co? Powiedziałam, że tak się składa, że ja też. Tego już nie powiedziałam, ale gdybym z nim nie była, nie musiałabym tak często jeździć na zakupy i gotować. Byłoby mi dużo taniej jeść i łatwiej trzymać diety. Dużo łatwiej byłoby o porządek w domu. Gdybym z nim nie była, moje życie byłoby prostsze, spokojniejsze. Miałabym czas na naukę angielskiego/programowania. Nie musiałabym ciągle się tłumaczyć; czy to z seksu, braku czasu czy czegokolwiek innego. A mimo to jestem z nim i jestem zadowolona. Co daje mu prawo mówić, że przeze mnie tyle stracił?

Najbardziej mam dość tego, że to musi być taka sinusoida. Nie może być po prostu okej. Patrząc w oczy mi mówił, że ja potrzebuję innego faceta. Już rozwiniętego, zdecydowanego i tak dalej. A ja pomyślałam sobie "Kurna, to Ciebie kocham, ale już sama nie wiem. Może faktycznie trzymam się pazurami nie wiadomo po co?". Jednocześnie mówił, że jemu ilość czułości mojej wobec niego jest niewystarczająca.

Poprosiłam, że chciałabym zostać sama, a on na to powiedział, że pojedzie, ale nie na jeden dzień, tylko na stałe smile Poczułam, że chcę, żeby mi po prostu zszedł z oczu więc powiedziałam "To się pakuj i tyle".  Ja chcę to zobaczyć po prostu jak się jednak rozstaniemy i chłop się zorientuje że dostawał ode mnie kurna wszystko co się tylko dało.

Wtedy wpadł w histerie, że jak to on się źle wobec mnie zachował, tak mnie kocha i nie chce się rozstawać, to wszystko to wymyślił i w ogóle i w szczególe bablablabla.
Jak tylko pojechał to wpadły smsiki, że jak tutaj mu źle, przypomina mu to jak bardzo się zmienił i jego świat, on się boi że mi życie zepsuje. Jakieś 3h później, jak bardzo tęskni i myśli o tym wszystkim, i że wszystkie pary się kłócą, a on mnie teraz dopiero docenia i tak dalej.

A ja czuję, że mam dość.

Zobacz podobne tematy :

132 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-08-19 17:20:48)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Ludzie się nie zmieniają, tym bardziej o 180st., trzymał fason, żeby poprawić swój wizerunek ostatnio pękł, był sobą.

Dlatego takie sinusoidy będą Cię czekały tak długo, jak długo z nim będziesz. On w każdym calu czuje się gorszy i mu się nie dziw, bo nie dorasta Ci do pięt, a Ty usilnie chcesz go zmienić, choć Ci pisaliśmy, że się nie da.

Dlatego stosuje manipulacje, bo niby chciałby być z Tobą, a wie, że nie powinien i tu ma rację. Tak funkcjonuje toksyczna relacja.

Nie pasujecie do siebie pod żadnym względem, samo uczucie nie wystarczy do życia.

Posty [ 131 do 132 z 132 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak sobie z tym poradzić?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024