Jak sobie z tym poradzić? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak sobie z tym poradzić?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 132 ]

Temat: Jak sobie z tym poradzić?

Cześć.

Słowem wstępu, mam 25 lat i do tej pory nie miałam za dużego szczęścia w miłości. W wieku 15 lat byłam 5 lat ze swoją pierwszą miłością,  ale ciężko to nazwać udanym związkiem, bo byliśmy młodzi, głupi i dość toksyczni dla siebie nawzajem. Później przyszedł związek ok. 9mscy, gdzie byłam bita i obiecałam sobie nigdy więcej nie dać się tak traktować. Nastepny związek, 6 mscy zakończyłam właśnie z tego powodu.

Po tych przejściach nie chciałam się pakować w żaden związek, facet nie jest mi potrzebny do życia i funkcjonowania. Sama ze sobą bawiłam się bardzo dobrze, miałam swój rytm życia, swoje plany i przy połączeniu z bardzo złym zdaniem o większości facetów, poskutkowało to byciem singielką przez 2 lata.

Swojego obecnego, z którym jestem prawie rok poznałam w pracy, i po raz drugi tak naprawdę się zakochałam. Zakochałam się w tym, że od początku dał mi siebie poznać jako osobę wartościową.  Mieliśmy kompletnie inne spojrzenie na świat i życie, bo ja jestem ateistką fascynującą się nauką i fizyką o dość liberalnych poglądach, natomiast on jest z pochodzenia Ukraińcem o Polskich korzeniach, z rodziny katolickiej. Był więc wierzący, a poziom jego edukacji (mimo, że jest inteligentny) był rażąco niski. Wychowany był w wierze "Bóg, ojczyzna, honor". Był, ponieważ to się zmieniło.

Poprzez rozmowy i spędzanie razem czasu, mocno zmienił swoje poglądy. Wierzy w istnienie stwórcy, ale nie wierzy już w religię i tworzy to mocne spory z jego rodziną - zaznaczę, że już wcześniej miał wątpliwości i ja go do zmiany wiary nie zmuszałam. Byłam raczej czymś wygodnym dla niego by móc to w końcu zrobić. Zanim mnie poznał pojechał brać udział w wojnie na Ukrainie, ponieważ był takim patriotą, a obecnie uważa, że było to po prostu głupie.  Gdy go poznałam, uważał, że ziemia jest płaska, lądowanie na księżycu to ściema a teoria ewolucji nie ma szans na bycie prawdziwą. Muszę przyznać, że te rozmowy były ciężkie bo brak fundamentalnej wiedzy utrudniał jakiekolwiek dyskusje. Czas mijał, on czytał i sam się tym zafascynował, przez co również zmienił zdanie o 180° i sam stoi teraz po stronie nauki, a swoje zdanie zaczyna opierać na faktach które sprawdza.

Jest mężczyzną,  który bardzo mocno kocha, jest wrażliwy emocjonalnie, okazuje dużo uczuć i ich potrzebuje.  Jest wierny jak pies, co sobie bardzo cenię, bo dla mnie to też bardzo ważne i nie potrafiłabym być z kimś komu nie ufam. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko emocjonalnie i cenię to sobie, mogę mu wszystko powiedzieć, mogę na niego liczyć w każdej sprawie. Do tego jest naprawdę zabawny jako osoba, rodzinny. Uważam, że wśród facetów w moim wieku to perełka, bo dla mnie nigdy nie liczyło się, żeby facet zarabiał hajs, był toksycznie męski, przejawiał agresywne zachowania - liczy się jak mnie traktuje, jaką jest osobą. Jest dobrą. Swoją matkę i rodzeństwo traktuje bez zarzutu.

W czym więc jest problem?

Jesteśmy ze  sobą prawie rok, i chociaż bardzo go kocham i podoba mi się w nim tak wiele, są też rzeczy, których nie potrafię zaakceptować i każda kolejna sytuacja zaczyna mnie od niego oddalać.

1. Zazdrość

Telefonu mi nie sprawdza, nic z tych rzeczy. Ale jakiekolwiek moje wyjście z domu wiąże się z histerią. Na początku związku byłam z koleżankami w klubie, tak to masakrycznie przeżył, że zrozumiałam, że z tym koniec. Okej, nie zależy mi na tym. Mimo to co mniej więcej 2 miesiące wychodzę z nimi gdzieś na piwo i wtedy to też jest masakra. Ostatnio szłam na piknik na 2.5 godziny gdzie zapowiedziałam picie piwa i aż musiał ostentacyjnie wyjść się przejść na ten czas żebym wiedziała jak to przeżywa. Zaprosiły mnie wtedy na wyjazd nad jezioro, a ja zrozumiałam, że nie ma szans. Dotarło do mnie, jakie to chore. W domu wywiązała się kłótnia gdy wróciłam, a on powiedział m.in., że według niego osoby w związku nie potrzebują nikogo z zewnątrz. Powinnam chcieć spędzać czas tylko z nim. On nie rozumie, po co mi koleżanki.

O koledze mogę zapomnieć. Wszystkich których miałam, musiałam w jakiś sposób olać. Jest u mnie w mieście dawny przyjaciel, który po śmierci ojca wrocil przejąć interes. Chciałam odnowić kontakt ale zrozumiałam, że  nie ma na to opcji.

Gdy zaczęłam nową pracę, jechałam na szkolenie 3-dniowe do Katowic. Jako, że musiałabym wstać przed 5 żeby tam dojechać, firma załatwiała nocleg takim osobom jak ja, ale w Katowicach akurat coś się działo i hotele były pełne. Tę noc ja i kilka innych osób które potrzebowały szkolenia mieliśmy spędzić w wynajętym apartamencie przez Airbnb. Gdy mój o tym usłyszał, zaczęła się jazda. Koniec końców wstawałam przed 5. Mimo to czekały mnie 2 noclegi bez niego. Pierwszy przeżył, na drugi przyjechał bo miałam sama pokój (nie ukrywam, że na moje zaproszenie, bo czułam mega presję).

To był jedyny dzień przez ten rok który spędziliśmy osobno.

2. Jak się ubieram i zachowuję

W zimę było okej, teraz jest lato i się zaczęło. Raz chciałam iść do sklepu 100m od domu. Poszłam w spodenkach od piżamy i klapkach, bo nie chciało mi się przebierać. Spodenki były za pośladek, ale były luźne i wg. nigo jeśli się pochylę będzie mi widać tyłek. Ja stwierdziłam, że no trudno, dół pośladka to nie najgorsze czym się można obnażyć i nie zamierzam się specjalnie przebierać do osiedlowego sklepu (dyskusje czy się będę nachylać czy nie stwierdziłam że jest poniżej mojej godności żeby o tym dyskutować). Była o to kłótnia oczywiście i obraza majestatu.

Teraz gdy jest gorąco do pracy noszę spódniczkę nad kolano. Ledwo nad kolano. Wg. Niego gdy się pochylam wszystko mi widać, więc powinnam chodzić w spodniach w 30 stopniowym upale. Powiedziałam mu, że nie zamierzam, ciągle się o to kłócimy i mi to wypomina, że on od kobiety wymaga innego zachowania. Temat wciąż się ciągnie.

Na spotkaniach rodzinnych typu grill zdarza mi się na przykład położyć na hamaku czy kanapie tak, że widać mi majtki i on uważa, że ja jestem nieostrożna i się obnażam (ja uważam, że przy rodzinie której to w ogóle nie obchodzi mogę się czuć swobodnie).

3. Zaborczość

Sytuacja: siedzimy przy jedzeniu, opowiadam mu coś o reality show które oglądam, a on wybucha i mówi że go to gówno interesuje i jest zażenowany, że oglądam takie rzeczy. On sam ogląda mega głupoty i moim zdaniem człowiek ma prawo na rozrywkę jaka mu się podoba, ja jego rzeczy nie krytykuję i nie osądzam.  Gdy on opowiada mi coś, co mnie nie interesuje to i tak słucham, bo go szanuję. Po kłótni stwierdził, że tak zareagował, bo oni się w tych reality show zdradzają a on tego nie toleruje.

Jestem osobą mega zadaniową, dopóki mam coś do zrobienia nie mogę się "odprężyć". Z tego powodu gdy wracam z pracy, to razem sprzątamy, gotujemy, muszę zjeść i się wykąpać i dopiero wtedy myślę o odpoczynku i relaksie. Nie znoszę, gdy mi przerywa, bo on się musi przytulić akurat jak myje podłogę. Mimo to dam mu buziaka, pocałuję, bo wiem że tego potrzebuje, ale TO ZA MAŁO. Ponieważ on czuje, że ja nie chcę. Nie potrafi tego zrozumieć i ten problem wraca jak bumerang cały czas. Uważa, że to czego on chce jest nie tylko normalne i każdy tego chce, ale że moje podejście jest nienormalne i żadne tłumaczenia, że taka już jestem nie docierają do niego. Nie mam prawa nawet na tę chwilę dla siebie.

4. Seks i kobiety

Nie potrafi zaakceptować, że miałam partnerów seksualnych przed nim. Wypominał mi to wielokrotnie, bo on chcial czekać do ślubu a seks dla niego to coś tak intymnego. Ja miałam seks tylko w 4 związkach, jeden wystrzał ze znajomym i raz sprobowalam z koleżanką. Zaznaczę, ze jestem osobą demiseksualną i nigdy się nie "szlajałam", ale byłam też młoda i te 2 razy pomiędzy związkami mi uświadomiły, że mi się to nie podoba w ogóle. Dlatego 2 lata przed nim żyłam w celibacie. Moja wstrzemięźliwość wynika nie z zasad, a z tego, że mnie to nie pociąga - seks z byle kim. Mimo to, jestem przez niego osądzana i rozliczana za przeszłość. Wielokrotnie czułam się przez niego jak szmat*.

Kiedy  podczas rozmowy wyszło, że ja miałam 6 parnerów, a on miał 6 partnerek, to myślałam, że mnie coś strzeli. Co za hipokryzja! Do tego on był tylko w jednym związku a pozostałe to były przypadki albo bardzo krótkie flingi, więc jego ścisłe zasady jego ewidentnie nie dotyczą. Zaznaczę, że ja nie mam  problemu, z kim on spał, chodzi tylko o tę hipokryzję.

MIMO TO! On uważa, że nie jesteśmy kwita właśnie dlatego, że on sypiał z nimi krótko i nie miał doświadczenia, a ja sypiałam z moimi partnerami regularnie bo byłam w związkach. Kurtyna.

Do tego ma mocne zdanie, uważa, że kobiety które np. powiększają usta to są zwykłe lachociągi, ogólnie wiele kobiet wrzuca do worka pt. "Szm*ty". 

5. Rozwój

Jestem osobą bardzo ambitną, mam plany i chcę coś osiągnąć w życiu. Im dłużej jesteśmy razem, tym bardziej czuję, że on mnie stopuje.
Mam stypendium naukowe, więc czasem muszę siąść i się uczyć, a gdy to robię 1. Przerywa mi 2. Ma pretensje że nie poświęcam mu czasu 3. Czuję, że brakuje mi wsparcia bo często bywam zestresowana a on mi tylko dokłada.

Miałam plany, chcę podciągnąć angielski z B2 na C1, poprzeć to certyfikatem oksfordzkim, chcę także się nauczyć programowania co jest moim marzeniem. Podstawy znam, ale chciałam do końca studiów moc zacząć pracę w tej branży. Z wszystkich tych planów póki co nic nie realizuję, bo cały czas poświęcam jemu.  Tutaj nie mogę całej winy zwalić na niego, bo teoretycznie jakbym chciała to bym wyegzekwowała na to czas. Natomiast wiem po prostu z jakim oporem się to spotka i że praca + sprzątanie + gotowanie + nauka 2h sprawi że będę wolna o 21/22 więc zostanie "nam" godzina czy dwie a to za mało i nie przejdzie.

Mieliśmy chodzić na siłownię, bo on jest sportowcem amatorem i był trenerem personalnym. Pochodziliśmy miesiąc, po czym nie dało się go więcej namówić. Ciągle obiecuje i w ten sposób oddaje na siłownię 130zł miesięcznie żeby tam nie chodzić. Ten miesiąc był ekstra, bardzo mi się podobało spędzanie w taki sposób czasu, a do tego miałam szanse poprawić swój wygląd z którego nie jestem do końca zadowolona (nadprogramowe kg). Czuje, że gdybym była singielką już by mi lepiej w tym temacie szło niż z nim.


WNIOSKI I PYTANIA O RADĘ

To nie jest tak, że on taki jest ciągle. Te sytuacje które wypisałam były rozsiane przez ten rok, I zawsze zakończone rozmową i tym, że on rozumie, że jest w błędzie i chce coś z tym zrobić, ale to od niego silniejsze. Poza tymi sytuacjami jest partnerem idealnym, opiekuńczym, kochanym, wrażliwym.

Chcę z nim być, ale czuje się też jak w złotej klatce i że po prostu tracę siebie, bo rezygnuję ze wszystkiego w imię jego dobra. Jak z nim rozmawiać, jak to zmienić, czy to ma szansę wypalić?

Jego potrzeba bycia razem 24/7 mnie przytłacza, nie mam czasu na nic innego.

Miałam siebie za osobę wartościową, a wszystkie te rzeczy sprawiają że czuje się jak jedna z tych, które osądza, bo czasem chcę wyjść na piwo I kiedyś z kimś spałam. Czuję się czasem niewystarczająca.

Moje pytanie polega na tym, czy to normalne? Trzeba się dotrzeć, pracować nad sobą? Ja zdaje sobie sprawę, że ludzi idealnych nie ma i z kimś innym miałabym inne problemy. Czy to zakrawa o jakiś rodzaj przemocy wobec mnie? Widzę, że powolutku rozumie to wszystko i idzie to w dobrą stronę. Proszę o konstruktywne rady.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2023-07-12 11:08:42)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Natinatka napisał/a:

(...) że on rozumie, że jest w błędzie i chce coś z tym zrobić, ale to od niego silniejsze. Poza tymi sytuacjami jest partnerem idealnym, opiekuńczym, kochanym, wrażliwym. (...)

Coś Ci się pomyliło, albo sama przed sobą usiłujesz go wybielić; człowiek opiekuńczy i wrażliwy nie zachowuje się w sposób opisany przez Ciebie.


(...) Chcę z nim być, ale czuje się też jak w złotej klatce i że po prostu tracę siebie, bo rezygnuję ze wszystkiego w imię jego dobra. Jak z nim rozmawiać, jak to zmienić, czy to ma szansę wypalić? (...)

Chcąc z nim być podejmujesz decyzję o zamknięciu się w klatce. Żadna rozmowa nie zmieni jego przekonań i traktowania Ciebie. Dlaczego? Bo po raz kolejny zaserwuje wobec Ciebie postawę biednego misia, który zdaje sobie sprawę z nagannego zachowania, chce cos z tym zrobić, lecz jest to silniejsze od niego. Wniosek? Mydli Ci oczy, a Ty pozwalasz mu na to. Gdzie Twój szacunek do samej siebie? Gdzie Twa godność?


(...) Czy to zakrawa o jakiś rodzaj przemocy wobec mnie? Widzę, że powolutku rozumie to wszystko i idzie to w dobrą stronę. Proszę o konstruktywne rady.

To nie zakrawa, to jest przemoc.
On jest niepełnosprawnym intelektualnie, że zachwycasz się, że on powolutku rozumie?



Rady?
1. Jeśli chcesz być niewolnicą i żyć w klatce, bądź z nim.
2. Jeśli jesteś ważną dla siebie, odejdź bezzwłocznie.


***
Poprawiłam literówki. smile

3

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Natinatka napisał/a:

....moje wyjście z domu wiąże się z histerią.
... po co mi koleżanki.
...O koledze mogę zapomnieć. Wszystkich których miałam, musiałam w jakiś sposób olać.
...
... w wynajętym apartamencie przez Airbnb. Gdy mój o tym usłyszał, zaczęła się jazda.
....... powinnam chodzić w spodniach w 30 stopniowym upale.
....
...opowiadam mu coś o reality show które oglądam, a on wybucha i
...
Nie potrafi zaakceptować, że miałam partnerów seksualnych przed nim.
jestem przez niego osądzana i rozliczana za przeszłość. Wielokrotnie czułam się przez niego jak szmat*.
....
Kiedy  podczas rozmowy wyszło, że ja miałam 6 parnerów, a on miał 6 partnerek, to myślałam, że mnie coś strzeli. Co za hipokryzja!
....
MIMO TO! On uważa, że nie jesteśmy kwita
wiele kobiet wrzuca do worka pt. "Szm*ty". 
...

Wdepnęłaś w totalne bagno, pułapkę, więzienie. Ono Cię totalnie zniszczy.
Chyba masz jeszcze szansę na ucieczkę.




Chcę z nim być, ale czuje się też jak w złotej klatce i że po prostu tracę siebie,

Uciekaj.



Miałam siebie za osobę wartościową, a wszystkie te rzeczy sprawiają że czuje się jak jedna z tych, które osądza

To dopiero początek.

Jak nie uciekniesz, to poczekasz, aż upadniesz niżej, aby zobaczyć że nie było warto.



Czy to zakrawa o jakiś rodzaj przemocy wobec mnie? Widzę, że powolutku rozumie to wszystko i idzie to w dobrą stronę. Proszę o konstruktywne rady.

Tak. To przemoc emocjonalna.

4

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

To jest facet-bluszcz. Moim zdaniem jesteście z dwóch odrębnych galaktyk. Póki co jesteście w początkowej fazie relacji, więc wtedy zazwyczaj widzi się więcej plusów, niż minusów. Ale to mocno subiektywna ocena. Po prostu pomniejsza się negatywne aspekty. Z czasem Twoja ocena zacznie się zmieniać i te negatywy nabiorą coraz większego znaczenia.
W mojej ocenie nie pasujecie do siebie i to będzie Cię uwierać coraz bardziej. Jeśli wpakujesz się w ciążę z nim, to już w ogóle będzie masakra, bo on Cię będzie wtedy chciał, żebyś tylko siedziała w domu i wychowała dziecko. Fajnie, że gościu zaakceptował, że ziemia jednak jest okrągła, ale generalnie jest to typ mentalnie konserwatywny. A Ty jesteś kobietą samoświadomą i "żyjącą w XXI wieku". On nie będzie Cię wspierał w rozwoju, tylko ciągnął w dół. Wszystko będziesz musiała u niego wywalczyć. Jeśli odpowiada Ci takie życie, to ok. Chociaż moim zdaniem i tak w końcu kiedyś Cię to zmęczy, ale przez to może Cię wiele innych rzeczy ominąć. Marnujesz swój potencjał.

5 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-07-12 12:37:39)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Taka chorobliwa zazdrość jest w genach i to, że się stara, a nie może, to jego śpiewka...

Gdzie on się uchował, że był taki zacofany, chyba w ogóle nie chodził do szkoły, inteligencją na pewno też Ci nie dorównuje.
Ty jesteś ambitna, uczysz się, a on co? Czym się zajmuje?

Błędem było ciągnięcie go za uszy, żeby zrównał się z cywilizacją... zrobiłaś z siebie ratownika, a to nie rola partnerki... ale byłoby to wszystko do akceptacji, żeby nie ta toksyczna zazdrość.
Pod tym względem, będzie tylko gorzej, jak będziesz żoną i matką... będzie wiedział, że już go nie zostawisz.

Dlatego ja uważam, że nie powinno się ulegać od początku takiemu zazdrośnikowi, robić swoje, wtedy ta sytuacja wyklarowała by  się na początku znajomości.

Sama też nie potrafisz postawić go do pionu, jak nawet wypomina Ci przeszłość, sama widzisz, że to jest chore, co on wyprawia, nie pozwalaj na takie traktowanie.
Postaw wszystko na jedną kartę i powiedz mu wprost, że nie chcesz dalej tak żyć.

6

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się tak radykalnych odpowiedzi i jestem trochę w szoku. Rewiduje w głowie cały nasz związek pod tym względem, biorę pod uwagę czy mogę się aż tak mylić co do niego. Mimo wszystko do tej pory uważałam, że większość tych rzeczy wynika z wychowania, które miał jakie miał. A udowodnił, że potrafi wiele zmienić. Był wychowany w tym, że kobieta jest od sprzątania i gotowania a po kilku rozmowach bez gadania robi swoją robotę. Gdy rozmawiamy o dzieciach (zamierzam je mieć po 30) i ich wychowaniu to 95% rzeczy nam się pokrywa i chcemy je wychować świadomie, z brakiem przymusu do wiary, dostępem do nauki, zrozumieniem i traktowaniem jak czlowieka. Oraz opieką 50/50. Regularnie kłóci się o to z rodziną która twierdzi, że dzieci są do tego by im rozkazywać. Wiem więc, że naprawdę tak uważa. Jak mi coś powie, jak np. Odnośnie spódniczki w pracy to niemal błaga mnie żebym mu jakoś z tym pomogła bo on nie chce mnie tym ranić, bo wie, że to nienormalne. Traktuje mnie jak encyklopedię wiedzy i rewiduje masę swoich przekonań, zmieniając je na moje. Jest kompletnie innym człowiekiem niż na początku. Był homofobem, a teraz sam staje w obronie tych ludzi.

Myślałam, że po prostu temat zazdrości i zaborczości jest cięższy i dlatego oporniejszy do pokonania, bo jeszcze zakorzeniony wraz z kompleksami i po prostu strachem, że go zostawię albo zdradzę.

Co do tego, że to bluszcz, to wiem. Mój 5-letni związek też był z chłopakiem bluszczem. Dlatego wiem, jak go traktować żeby był spokojny. Zalewam go miłością a w zamian by mi gwiazdkę z nieba uchylił.

Mimo to również mam obawy, że tych różnic jest za dużo i ile człowiek może się do nich naginać? I ja, i on.

W każdym razie temat pozostawiam otwarty, zaczynam obserwować uważnie, nie będę go już wybielać. Biorę pod uwagę, że może nie jest taki jak mi się wydaje.

Dziś przeprowadzę z nim rozmowę, postawie go przed faktem niestety dużych zmian. Brak tolerancji wobec jakichkolwiek komentarzy odnośnie ubioru, jadę nad to jezioro, zażądam by raz w tygodniu znajdował sobie zajęcie żebym mogła zostać sama chociaż na chwilę, zamierzam wychodzić z koleżankami częściej i bez jakichkolwiek komentarzy. Zamierzam po prostu żyć normalnie nie myśląc o tym czy będzie zazdrosny czy nie, jeśli nie będzie w stanie tego zaakceptować to będziemy musieli się rozstać. Jeśli będę chciała to będę się uczyć i na ten czas ma mi nie przeszkadzać. Jeśli mu nie odpowiada jaka jestem to ma szansę z tego teraz zrezygnować.

7 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2023-07-12 12:46:48)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Ostatnia rada.
Patrz na to, co robi i jak Cię traktuje, nie na to, co obiecuje.


***
Udusiłabym się żyjąc z bluszczem.
Tak, wiem, ludzie są różni, mają różny system wartości i różne preferencje. smile

8

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
wieka napisał/a:

Taka chorobliwa zazdrość jest w genach i to, że się stara, a nie może, to jego śpiewka...

Gdzie on się uchował, że był taki zacofany, chyba w ogóle nie chodził do szkoły, inteligencją na pewno też Ci nie dorównuje.
Ty jesteś ambitna, uczysz się, a on co? Czym się zajmuje?

Błędem było ciągnięcie go za uszy, żeby zrównał się z cywilizacją... zrobiłaś z siebie ratownika, a to nie rola partnerki... ale byłoby to wszystko do akceptacji, żeby nie ta toksyczna zazdrość.
Pod tym względem, będzie tylko gorzej, jak będziesz żoną i matką... będzie wiedział, że już go nie zostawisz.

Dlatego ja uważam, że nie powinno się ulegać od początku takiemu zazdrośnikowi, robić swoje, wtedy ta sytuacja wyklarowała by  się na początku znajomości.

Sama też nie potrafisz postawić go do pionu, jak nawet wypomina Ci przeszłość, sama widzisz, że to jest chore, co on wyprawia, nie pozwalaj na takie traktowanie.
Postaw wszystko na jedną kartę i powiedz mu wprost, że nie chcesz dalej tak żyć.

Wychował się na wsi na Ukrainie gdzie nauczono go, że wiedza się do niczego nie przydaje a wartością nadrzędną jest honor i ciężka praca.

On pracuje w wykończeniówce, jest w tym naprawdę dobry i robotny, a w sierpniu/wrześniu gdy ruszą dofinansowania samorządowe zakłada własną firmę. Współpracuje i będzie współpracował z mężem mojej siostry który firmę już ma i nie wyrabia z zleceniami. Planuję wyrobić uprawnienia hydrauliczne i razem chcą pracować na 2 ekipy, później 3 i tak dalej. Jest ambitny, po prostu miał inny start w życiu.

Poza tym jest całkowicie świadomy, że w dowolnym momencie związku jak będzie mnie źle traktował to go zostawię, mówiłam mu to już nie raz. Mam swoje własne mieszkanie, pracę, zarobki i nigdy się nie dam ubezwłasnowolnić, a rozwód to dla mnie nie koniec świata i na pewno lepsze wyjście niż życie w bagnie jeśli by do tego doszło. Nie potrzebuje też faceta do szczęścia.  Doskonale o tym wie, że mam takie zdanie.

Żałuję że od początku nie postawiłam jasnych granic, chociaż wszystkie sytuacje które wymieniłam kończyły się kłótnia właśnie dlatego, że się nie dawałam.

9

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

"Odnośnie spódniczki w pracy to niemal błaga mnie żebym mu jakoś z tym pomogła bo on nie chce mnie tym ranić, bo wie, że to nienormalne."

Tylko to nie Twoja rola, a psychoterapeuty, więc jedynie zaproponuj mu terapię, wytłumacz, że dopiero u psychoga zrozumie, że nie tędy droga i być może będzie szansa na wspólne dogadanie się.

10

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Czytając ten post aż włosy mi się zjeżyły na głowie.
Z opisu wynika ze jesteś fajna, kumata i ambitna dziewczyna a ten chłopak to jedno wielkie nieporozumienie.
Pomyśl sobie ile mogłabyś zrobić i osiągnąć jakbyś była sama a ile rzeczy nie zrobiłaś bo on cie w jakimś stopniu wzbrania. Sama nawet dałaś przykład z siłownia ze ty byś to ogarnęła bez problemu z a nim niekoniecznie. Swoja droga to niezły 'trener personalny' któremu się nawet na siłkę nie chce iść. Chciałabyś coś zrobić ale zaraz sama tłumaczysz sobie ze nie możesz bo on się będzie skarżył ze nie masz dla niego czasu.
To co do końca życia macie siedzieć na kanapie i trzymać się za ręce?
Poza tym wszystkie punkty które wymieniłaś to jak dla mnie totalnie czerwone flagi. Ograniczanie kontaktu ze znajomymi, robienie jakiś dziwnych dramatów bo musisz jechać  na szkolenie z pracy i nie będzie cie w domu dwa dni, nie wspominając już o kolejnych dramatach związanych z ubieraniem się i ze spódniczka to odpada, i jak perełka na torcie największa hipokryzja świata - miałaś za wielu parnterow pomimo ze on dokładnie miał tyle samo.

On już ciebie urobił i urabia dalej, ten post to twój krzyk ratunkowy, zdajesz sobie sprawę ze dobrze się nie dzieje ale nie masz w sobie na tyle siły żeby się z tego uwolnić.
To nie jest normalny związek, to nie jest normalne traktowanie kobiety przez faceta.
Jak z nim zostaniesz to ciebie jako osoby już totalnie nie będzie, bo on coraz bardziej cie porasta swoimi wątpliwymi pretensjami. Upadniesz jeszcze niżej niż jesteś ale czy to warto bo to ze upadniesz to jest pewne jak w banku, On doprowadzi do tego ze będziesz siedziała w domu i mu usługiwała ubrana w jeasny i koszulkę z długim rękawem w 30 stopniowym gorącu.

11

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Natinatka napisał/a:
wieka napisał/a:

Taka chorobliwa zazdrość jest w genach i to, że się stara, a nie może, to jego śpiewka...

Gdzie on się uchował, że był taki zacofany, chyba w ogóle nie chodził do szkoły, inteligencją na pewno też Ci nie dorównuje.
Ty jesteś ambitna, uczysz się, a on co? Czym się zajmuje?

Błędem było ciągnięcie go za uszy, żeby zrównał się z cywilizacją... zrobiłaś z siebie ratownika, a to nie rola partnerki... ale byłoby to wszystko do akceptacji, żeby nie ta toksyczna zazdrość.
Pod tym względem, będzie tylko gorzej, jak będziesz żoną i matką... będzie wiedział, że już go nie zostawisz.

Dlatego ja uważam, że nie powinno się ulegać od początku takiemu zazdrośnikowi, robić swoje, wtedy ta sytuacja wyklarowała by  się na początku znajomości.

Sama też nie potrafisz postawić go do pionu, jak nawet wypomina Ci przeszłość, sama widzisz, że to jest chore, co on wyprawia, nie pozwalaj na takie traktowanie.
Postaw wszystko na jedną kartę i powiedz mu wprost, że nie chcesz dalej tak żyć.

Wychował się na wsi na Ukrainie gdzie nauczono go, że wiedza się do niczego nie przydaje a wartością nadrzędną jest honor i ciężka praca.

On pracuje w wykończeniówce, jest w tym naprawdę dobry i robotny, a w sierpniu/wrześniu gdy ruszą dofinansowania samorządowe zakłada własną firmę. Współpracuje i będzie współpracował z mężem mojej siostry który firmę już ma i nie wyrabia z zleceniami. Planuję wyrobić uprawnienia hydrauliczne i razem chcą pracować na 2 ekipy, później 3 i tak dalej. Jest ambitny, po prostu miał inny start w życiu.

Poza tym jest całkowicie świadomy, że w dowolnym momencie związku jak będzie mnie źle traktował to go zostawię, mówiłam mu to już nie raz. Mam swoje własne mieszkanie, pracę, zarobki i nigdy się nie dam ubezwłasnowolnić, a rozwód to dla mnie nie koniec świata i na pewno lepsze wyjście niż życie w bagnie jeśli by do tego doszło. Nie potrzebuje też faceta do szczęścia.  Doskonale o tym wie, że mam takie zdanie.

Żałuję że od początku nie postawiłam jasnych granic, chociaż wszystkie sytuacje które wymieniłam kończyły się kłótnia właśnie dlatego, że się nie dawałam.

To jest oczywiste, że sformatowała go młodość i dzieciństwo na wsi w Ukrainie. Pewnie każdy z nas w analogicznej sytuacji myślałby podobnie. Bardzo dobrze, że potrafi przyjmować wiedzę, że dociera do niego, że świat jest inny, niż mu się wcześniej wydawało. Ale na ile to wystarczy ? On zawsze będzie się już musiał ustawiać w kontrze do swojej rodziny w Ukrainie, która tego nie zrozumie. Pytanie, na ile starczy mu sił ?
Mnie osobiście bardzo niepokoi ta jego zazdrość. Dla mnie jest to koszmarne uczucie. W takim stopniu jak u niego, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Jeśli będzie potrafił sobie z tym poradzić, to "wielki szacun", ale to będzie trudne. Ty natomiast robisz mu "niedźwiedzią przysługę" dostosowując się pod tym względem specjalnie pod niego. Twierdzenie, że ludzie będąc w związku nie potrzebują wokół siebie nikogo więcej, to absurd. Może są tacy ludzie, ale muszą się odpowiednio dobrać, a nie w ten sposób, że jedno drugie zamyka "w klatce", bo jest zazdrosne.
Nie dawaj sobie wleźć na głowę smile Trzymam kciuki. Może coś z tego będzie.

12

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Ja rozumiem być naiwnym, ale ty kobieto, to jesteś wręcz niepoważna.
Widać po tym co piszesz, że jesteś inteligentna ,rezolutna i ambitna i pracowita.
A wzięłaś sobie za partnera idiotę.
I to skrajnego, który wierzył w płaska ziemię.
W 21 wieku.
Który osacza cię na każdym kroku, który chce decydować jak masz chodzić ubrana i kiedy możesz wychodzić z domu.
Już po tych akcjach z izolowaniem cię od przyjaciół, powinnaś kopnąć go w dupę.
Nigdy, przenigdy żaden normalny partner, nie izoluje drugiego od jego środowiska.
Tak działają sekty, i widzę tu te same mechanizmy: " bombardowanie miłością " i izolacja. I nie,bon się nie zmienił, ludzie się nie zmieniają, on zaadoptował się do zmiennej w jego życiu. Czyli ciebie, mówi i zachowuje się tak, aby tobie się przypodobać.
Jesteś ateistką? Więc on nagle z kogoś głęboko wierzącego zmienił się pod ciebie ?
Nie oszukuj sama siebie.

Spotykasz się z krajnym toksykiem.
Po związku z którym, w twoim życiu zostaną tylko zgliszcza.

13

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

"... jest oczywiste, że sformatowała go młodość i dzieciństwo na wsi w Ukrainie. Pewnie każdy z nas w analogicznej sytuacji myślałby podobnie..."

No nie, nie w obecnych czasach, chyba, że tam oświata nie dotarła nawet do XX wieku, czyli nie było obowiązku szkolnego, więc wiedział tylko to co przekazali rodzice, a im poprzednie pokolenia... Aż nie do wiary, żeby tak było w Europie.

14

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Jak to czytałem to tylko czułem jak mi się poślady zaciskają co raz mocniej. Dzizas, jak można wdepnąć dobrowolnie w takie bagno, to ja nie wiem.

Mały hint dla ciebie: skoro wszyscy twoi partnerzy okazywali się być mega toksyczni (a ten aktualny jest dla mnie najbardziej toksyczny ze wszystkich), to problemem nie są "wszyscy" mężczyźni, tylko klucz, według którego dokonujesz wyborów życiowych.

15

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
wieka napisał/a:

"... jest oczywiste, że sformatowała go młodość i dzieciństwo na wsi w Ukrainie. Pewnie każdy z nas w analogicznej sytuacji myślałby podobnie..."

No nie, nie w obecnych czasach, chyba, że tam oświata nie dotarła nawet do XX wieku, czyli nie było obowiązku szkolnego, więc wiedział tylko to co przekazali rodzice, a im poprzednie pokolenia... Aż nie do wiary, żeby tak było w Europie.

Zakładam, że właśnie tak mogło być. Naprawdę nie wszędzie jest tak jak u nas. Poza tym, brutalnie rzecz ujmując, idioci wychowują idiotów i bardzo ciężko jest przerwać ten łańcuch. Edukacja na ukraińskiej wsi była pewnie marna, a dodatkowo nikt w jego rodzinie nie zachęcał go do uczenia, bo tam ważniejsza jest pewnie wiara, a nie wiedza. Są jednostki, które potrafią silną wolą wyrwać się z takiego środowiska i coś osiągnąć, ale to są właśnie jednostki.

16

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Analfabetyzm na Ukrainie, to zaledwie 0,2% czyli w skali światowej nie jest źle.

Ale chyba ten Twój partner umiał czytać i pisać? Nawet jak nie chodził do szkoły.
A jak on w ogóle wyrwał się z tej swojej wsi? Skoro nie znał świata...

Tak z ciekawości pytam.

17 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2023-07-12 14:24:10)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

OK, słuchajcie, bieda nie jest wytłumaczeniem. Niedawno było coś takiego jak Life Balance Congress. Oferta wyraźnie skierowana do bogaczy. I to takich faktycznie bogatych w chuj. Jakieś tam prelekcje, wystawcy, koncerty itp. Zwykła wejściówka targowa to tylko 14zł, ale uczestnictwo w prelekcjach, koncertach i możliwość fotek z vipami to w zależności od wariantu to od 800 (ograniczone uczestnictwo online) do 6 tysięcy zł (pakiet vip). A to był jeden wielki festiwal szurii i spierdolenia spod hasła stop nop, uzdrowicieli i podobnych.

Po jednej prelekcji poszedłem w pizdu, bo myślałem, że nie zdzierżę. Pośród widzów to głównie panienki i chłoptasie z bogatych domów z zawodami typu córka-żona-kochanka.

18

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Będzie gorzej, rozmowy tylko przypudrują problemy.
Za bardzo różnicie się światopoglądowo-mentalnie żeby to wypaliło.

19

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

OK, słuchajcie, bieda nie jest wytłumaczeniem.

Myślę, że tak twierdzą tylko ci, którzy nie wiedzą co to jest naprawdę bieda.
"Syty głodnego nie zrozumie".

20

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Przeczytałam wstęp o 3 toksycznych związkach, a potem nagłówki punktów opisujących toksyczność kolejnej, czwartej relacji.
Wystarczy mi.

Autorko, Ty po prostu lubisz toksycznych facetów, więc takich wybierasz. Jak zwykle okraszone jest to zapewne tym, jak bardzo kochasz toksyka. No tak to już jest, że u fanek toksyków jego „toksyczność” ma wartość energetyzującą uczucie do niego. Zrób z sobą porządek, to przestanie Cię ciągnąć do facetów pokroju obecnego i poprzednich.

21 Ostatnio edytowany przez Mariusz 1984 (2023-07-12 15:15:04)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Uciekaj z tego związku póki jest jeszcze czas.
Ps: Twój partner ma bardzo duże problemy potrzebujące terapii.
Ps2: gdyby moja kobieta leżała na hamaku i było widać jej majtki, też nie byłbym zadowolony.
PS3: co znaczy " jeden wystrzał ze znajomym"?

22

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Dziewczyno, mimo całej swej inteligencji jesteś - sorry - niemądra, świadczy o tym fakt, iż związałaś się z takim człowiekiem. Na własne życzenie wpakowujesz się w koszmar, jak już wyżej zauważono, najgorszy z dotychczasowych. Zakończ to prędko i już lepiej bądź sama. Serio. Wyjdzie to Ci tylko na zdrowie. smile

23

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Misinx napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

OK, słuchajcie, bieda nie jest wytłumaczeniem.

Myślę, że tak twierdzą tylko ci, którzy nie wiedzą co to jest naprawdę bieda.
"Syty głodnego nie zrozumie".

Przecież tu nikt nie mówi o biedzie, więc nie wiem po co ona wypłynęła...

24

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Ukraińska wieś z ograniczonym dostępem do edukacji to raczej nie jest synonim bogactwa wink

25 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-07-12 15:31:06)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Ukraińska wieś z ograniczonym dostępem do edukacji to raczej nie jest synonim bogactwa wink

Dalej nie widzę związku, bo nie o biedzie rozmawiamy, a Ty zacząłeś jeszcze o bogactwie opowiadać big_smile

26

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Ok, to może inaczej - w tym ujęciu biedy nie do końca chodzi o stan posiadania, a o stan umysłu.

27

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
szeptem napisał/a:

Dziewczyno, mimo całej swej inteligencji jesteś - sorry - niemądra, ....

Łał... właśnie po to przyszła na forum, aby to usłyszeć.

28 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-12 16:25:44)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

A ja widzę kilka zalet tego faceta.
Posiada wprawdzie pewne wpojone sztywne poglądy, ale jest otwarty na inne poglądy i co najważniejsze potrafi je przyjąć, uwierzyć w nie i uznać za własne.
Nie jest więc koniem z klapkami na oczach.
Nie jest tępym betonem.
Wystarczy rozmawiać z nim, tłumaczyć i trzymać krótko - może być z niego super facet nadający się do życia.
Zna biedę i szanuje pracę oraz pieniądze.
Jest ambitny, pracowity i ma fach w ręku, który wykorzystuje.
W jego rękach złotówka zamienia się w dziesięć złotych, a nie jak u tych paniczykow z dwoma lewymi łapami, że ile bys im nie dał, to jakbyś walił w wór bez dna. Z dziesięciu złotych w jednej chwili zrobią złotówkę.
Takie to z nich nowoczesne midasy.
Panienki a nie faceci.

Jest honorowy, posiada zasady, więc nie jest z tych, którzy rzucają słowa na wiatr.
To solidna firma, na której autorka może polegać.
Gdy przyjdzie do budowy domu czy remontu on zawinie rękawy i pięknie wszystko zrobi sam.
Nie będzie musiał wywalać kasy na fachowca, żeby wymienił kolanko pod zlewem, gdy zlew się zatka.

Autorko szanuj tego faceta i bądź mądra szyją, a wszystko z nim osiągniesz.

Lepiej z mądrym zgubić już z głupim stracić.

29

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

To nie jest otwartość tylko odrzucenie wiary i utrata własnej tożsamości. Nauka nie jest kwestią wiary, a jest wiedzą.

Możesz rozmawiać i trzymać tak krótko jak chcesz, to będzie dobrowolne zamknięcie się w złotej klatce bez prawa do własnej indywidualności.

Honorowy? Chorobliwa zazdrość jest dla ciebie objawem honoru?

30 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-12 16:36:56)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Chorobliwa zazdrość to jest wtedy, gdy kobieta wraca do domu z piwnicy, bo poszła tam po ziemniaki i dostaje wpier....l, tak że leży na podłodze i płacze z bólu, gdyż chłopu uroilo się, że w piwnicy spotkała się z kochankiem.
I jest to przykład z życia wzięty.
Nie mogła nawet obejrzeć np filmu, który ją interesował, bo chłop zazdrosny był nawet o film.
Udawała więc, że chce obejrzeć inny film i wtedy była szansa, że ten na złość włączy ten film, o który jej chodziło.
Gdy nie pomogła wyjrzeć przez okno, bo tam jego zdaniem stał kochanek i dawał jej znaki, więc zawsze dostawała kopniaki w żebro albo w tyłek.

Jest honorowy, bo do wszystkiego w życiu dochodzi sam ciężką pracą.

31

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

Chorobliwa zazdrość to jest wtedy, gdy kobieta wraca do domu z piwnicy, bo poszła tam po ziemniaki i dostaje wpier....l, tak że leży na podłodze i płacze z bólu, gdyż chłopu uroilo się, że w piwnicy spotkała się z kochankiem.
I jest to przykład z życia wzięty.
Nie mogła nawet obejrzeć np filmu, który ją interesował, bo chłop zazdrosny był nawet o film.
Udawała więc, że chce obejrzeć inny film i wtedy była szansa, że ten na złość włączy ten film, o który jej chodziło.
Gdy nie pomogła wyjrzeć przez okno, bo tam jego zdaniem stał kochanek i dawał jej znaki, więc zawsze dostawała kopniaki w żebro albo w tyłek.

Jest honorowy, bo do wszystkiego w życiu dochodzi sam ciężką pracą.

To co opisujesz, to zazdrość psychopatyczna.

A my mówimy o chorej zazdrości, która bardzo utrudnia życie i rujnuje zdrowie psychiczne.

32

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

Chorobliwa zazdrość to jest wtedy, gdy kobieta wraca do domu z piwnicy, bo poszła tam po ziemniaki i dostaje wpier....l, tak że leży na podłodze i płacze z bólu, gdyż chłopu uroilo się, że w piwnicy spotkała się z kochankiem.
I jest to przykład z życia wzięty.
Nie mogła nawet obejrzeć np filmu, który ją interesował, bo chłop zazdrosny był nawet o film.
Udawała więc, że chce obejrzeć inny film i wtedy była szansa, że ten na złość włączy ten film, o który jej chodziło.
Gdy nie pomogła wyjrzeć przez okno, bo tam jego zdaniem stał kochanek i dawał jej znaki, więc zawsze dostawała kopniaki w żebro albo w tyłek.

Jest honorowy, bo do wszystkiego w życiu dochodzi sam ciężką pracą.

To nie zazdrość tylko psychoza i urojenia.

To nie honor tylko pracowitość.

33

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

Chorobliwa zazdrość to jest wtedy, gdy kobieta wraca do domu z piwnicy, bo poszła tam po ziemniaki i dostaje wpier....l, tak że leży na podłodze i płacze z bólu, gdyż chłopu uroilo się, że w piwnicy spotkała się z kochankiem.
I jest to przykład z życia wzięty.
Nie mogła nawet obejrzeć np filmu, który ją interesował, bo chłop zazdrosny był nawet o film.
Udawała więc, że chce obejrzeć inny film i wtedy była szansa, że ten na złość włączy ten film, o który jej chodziło.
Gdy nie pomogła wyjrzeć przez okno, bo tam jego zdaniem stał kochanek i dawał jej znaki, więc zawsze dostawała kopniaki w żebro albo w tyłek.

Jest honorowy, bo do wszystkiego w życiu dochodzi sam ciężką pracą.

To o czym piszesz to już jakaś skrajna patologia nadająca się do zgłoszenia na Policję.

Temat chorobliwej zazdrosci jest bardzo szeroki.
Dla kogoś chorobliwa zazdrość będzie wtedy gdy partner nie pozwala wyjść z domu, dla kogoś innego zaczyna się już wtedy gdy partner kręci nosem gdy partnerka chce z koleżankami wyjść do kina.

Temat przeszłości seksualnej..kolejny temat rzeka.
Chyba wszystko zależy od podejścia.
Spotykałem się kiedyś z dziewczyną. Bardzo inteligentna, świetnie nam się rozmawiało. Po paru tygodniach znajomości zeszliśmy na tematy seksu. Dziewucha była bardzo otwarta jeśli chodzi o ten topic. Nie było pytań tabu. Powiedziała podczas rozmowy ze lubi jak jej się kończy na twarz i usta i że z poprzednim facetem zawsze tak robili. Od tamtej pory zaczelem się jej brzydzić i za każdym razem gdy na nią patrzyłem albo chciałem pocałować widziałem spermę poprzedniego typa na jej ustach. Związek nie wytrzymal.
Do czego dążę, dla kogoś innego byc może informacja o tym jak kobieta przyjmowała ejakulat na usta zadziałałby jak: ok , dziewczyna nie ma ograniczeń, fajnie, pasuje mi.
Na mnie zadziałalo w taki sposób że obrzydziło mi jej osobę.
Ile osób tyle punktów widzenia.

34

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

Chorobliwa zazdrość to jest wtedy, gdy kobieta wraca do domu z piwnicy, bo poszła tam po ziemniaki i dostaje wpier....l, tak że leży na podłodze i płacze z bólu, gdyż chłopu uroilo się, że w piwnicy spotkała się z kochankiem.
I jest to przykład z życia wzięty.
Nie mogła nawet obejrzeć np filmu, który ją interesował, bo chłop zazdrosny był nawet o film.
Udawała więc, że chce obejrzeć inny film i wtedy była szansa, że ten na złość włączy ten film, o który jej chodziło.
Gdy nie pomogła wyjrzeć przez okno, bo tam jego zdaniem stał kochanek i dawał jej znaki, więc zawsze dostawała kopniaki w żebro albo w tyłek.

Jest honorowy, bo do wszystkiego w życiu dochodzi sam ciężką pracą.

A czy ta kobieta wcześniej, dawała powody do zazdrości? Zdrada, spotkania z kimś itp? Bo jeśli tak to w 0.000000000000001% rozumiem gościa.

35

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Mariusz 1984 napisał/a:
ulle napisał/a:

Chorobliwa zazdrość to jest wtedy, gdy kobieta wraca do domu z piwnicy, bo poszła tam po ziemniaki i dostaje wpier....l, tak że leży na podłodze i płacze z bólu, gdyż chłopu uroilo się, że w piwnicy spotkała się z kochankiem.
I jest to przykład z życia wzięty.
Nie mogła nawet obejrzeć np filmu, który ją interesował, bo chłop zazdrosny był nawet o film.
Udawała więc, że chce obejrzeć inny film i wtedy była szansa, że ten na złość włączy ten film, o który jej chodziło.
Gdy nie pomogła wyjrzeć przez okno, bo tam jego zdaniem stał kochanek i dawał jej znaki, więc zawsze dostawała kopniaki w żebro albo w tyłek.

Jest honorowy, bo do wszystkiego w życiu dochodzi sam ciężką pracą.

A czy ta kobieta wcześniej, dawała powody do zazdrości? Zdrada, spotkania z kimś itp? Bo jeśli tak to w 0.000000000000001% rozumiem gościa.

Nie ma żadnego powodu do takiego zachowania.

36

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Jak to czytałem to tylko czułem jak mi się poślady zaciskają co raz mocniej. Dzizas, jak można wdepnąć dobrowolnie w takie bagno, to ja nie wiem.

Mały hint dla ciebie: skoro wszyscy twoi partnerzy okazywali się być mega toksyczni (a ten aktualny jest dla mnie najbardziej toksyczny ze wszystkich), to problemem nie są "wszyscy" mężczyźni, tylko klucz, według którego dokonujesz wyborów życiowych.

Po pierwszych dwóch kusiło mnie by napisać że chyba takich przyciąga wink

Natomiast co do samego faceta, to... albo facet tak dobrze gra i mówi jej co ona chce usłyszeć albo naprawdę w okresie ich związku wykonała niewyobrażalną wręcz robotę w kwestii przywracania go cywilizacji. Jeszcze kilka lat przy niej i (pomijając zazdrość) to może się stać nawet normalny facet. A trzeba przyznać że autorka proces jego reedukacji zaczynała nawet nie od dna tylko wręcz z poziomu Rowu Mariańskiego; w tym kontekście efekty jej pracy nad nim i tak są godne podziwu big_smile

37 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-12 17:10:11)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Mariusz 1984 napisał/a:
ulle napisał/a:

Chorobliwa zazdrość to jest wtedy, gdy kobieta wraca do domu z piwnicy, bo poszła tam po ziemniaki i dostaje wpier....l, tak że leży na podłodze i płacze z bólu, gdyż chłopu uroilo się, że w piwnicy spotkała się z kochankiem.
I jest to przykład z życia wzięty.
Nie mogła nawet obejrzeć np filmu, który ją interesował, bo chłop zazdrosny był nawet o film.
Udawała więc, że chce obejrzeć inny film i wtedy była szansa, że ten na złość włączy ten film, o który jej chodziło.
Gdy nie pomogła wyjrzeć przez okno, bo tam jego zdaniem stał kochanek i dawał jej znaki, więc zawsze dostawała kopniaki w żebro albo w tyłek.

Jest honorowy, bo do wszystkiego w życiu dochodzi sam ciężką pracą.

To o czym piszesz to już jakaś skrajna patologia nadająca się do zgłoszenia na Policję.

Temat chorobliwej zazdrosci jest bardzo szeroki.
Dla kogoś chorobliwa zazdrość będzie wtedy gdy partner nie pozwala wyjść z domu, dla kogoś innego zaczyna się już wtedy gdy partner kręci nosem gdy partnerka chce z koleżankami wyjść do kina.

Temat przeszłości seksualnej..kolejny temat rzeka.
Chyba wszystko zależy od podejścia.
Spotykałem się kiedyś z dziewczyną. Bardzo inteligentna, świetnie nam się rozmawiało. Po paru tygodniach znajomości zeszliśmy na tematy seksu. Dziewucha była bardzo otwarta jeśli chodzi o ten topic. Nie było pytań tabu. Powiedziała podczas rozmowy ze lubi jak jej się kończy na twarz i usta i że z poprzednim facetem zawsze tak robili. Od tamtej pory zaczelem się jej brzydzić i za każdym razem gdy na nią patrzyłem albo chciałem pocałować widziałem spermę poprzedniego typa na jej ustach. Związek nie wytrzymal.
Do czego dążę, dla kogoś innego byc może informacja o tym jak kobieta przyjmowała ejakulat na usta zadziałałby jak: ok , dziewczyna nie ma ograniczeń, fajnie, pasuje mi.
Na mnie zadziałalo w taki sposób że obrzydziło mi jej osobę.
Ile osób tyle punktów widzenia.

Tak, wszystko jest kwestią indywidualną - wiadomo.
Ja nie twierdzę, że ten facet jest chodzącym ideałem, jednak z tego, co napisała autorka można wywnioskować, że da się z nim rozmawiać i co najważniejsze także dogadać.

Pewne wiejskie naleciałości z zabitej dechami biednej wiochy na Ukrainie mogą nas troszkę dziwić, oburzać i niepokoić, ale z tym można zrobić porządek, chociaż on pewnych swoich głęboko zakorzenionych poglądów i tak nie zmieni.
Na nowoczesnego go nie przerobi.
To autorka musi brać pod uwagę.

Szczerze?
Gdybym ja miała wybierać między panienka po uniwersytetach i nowoczesna papka we łbie, a facetem z krwi i kości, pracowitym, honorowym i może odrobinę za bardzo konserwatywnym , to bez wahania bralabym tego drugiego.
Bo taki człowiek nadaje się i do tańca, i do różańca, na dobre i złe czasy, a nie kurczę do siedzenia na doopie z pomalowanymi pazurami i modnie wystrzyzonym łbem.

38

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
wieka napisał/a:
Mariusz 1984 napisał/a:
ulle napisał/a:

Chorobliwa zazdrość to jest wtedy, gdy kobieta wraca do domu z piwnicy, bo poszła tam po ziemniaki i dostaje wpier....l, tak że leży na podłodze i płacze z bólu, gdyż chłopu uroilo się, że w piwnicy spotkała się z kochankiem.
I jest to przykład z życia wzięty.
Nie mogła nawet obejrzeć np filmu, który ją interesował, bo chłop zazdrosny był nawet o film.
Udawała więc, że chce obejrzeć inny film i wtedy była szansa, że ten na złość włączy ten film, o który jej chodziło.
Gdy nie pomogła wyjrzeć przez okno, bo tam jego zdaniem stał kochanek i dawał jej znaki, więc zawsze dostawała kopniaki w żebro albo w tyłek.

Jest honorowy, bo do wszystkiego w życiu dochodzi sam ciężką pracą.

A czy ta kobieta wcześniej, dawała powody do zazdrości? Zdrada, spotkania z kimś itp? Bo jeśli tak to w 0.000000000000001% rozumiem gościa.

Nie ma żadnego powodu do takiego zachowania.

Zgadza się - do zachowania nie. Ale to już powody to bycia zazdrosnym. A ludzie w obliczu zazdrości ( szczególnie jeśli do kogoś naprawdę coś się czuje) zachowują się różnie.
Jeden się spakuje i odejdzie bez słowa, drugi weźmie babe na bok i ja opierdoli mówiąc żeby się ogarnęła, trzeci zaś spuści jej wpierdol łamiąc ręce i nogi z pełną świadomością że dostanie zawiasy za uszkodzenie ciała. Rozumiesz?:)

39

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Tak, brawo dla autorki, że potrafiła tak mądrze i pięknie z nim rozmawiać, że z dzikusa zrobił się całkiem fajny facet.
A będzie jeszcze fajniejszy, chociaż zawsze daleko mu będzie do tych gładkich fircykow mocnych w gębie, ale ciężkich do myślenia i roboty.
Ten ma łeb nie od parady.
Ja takich ludzi bardzo poważam.

40

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Będzie rozstanie, próba powrotu i ostateczne zakończenie.
Autorka obudzi się za 5 lat po kilku kolejnych nic nie znaczących związkach i zda sobie sprawę z oczywistości.

41

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Tak czytam i nie wierze.

Facet z kryzysem tożsamości, strzelający absurdalnymi scenami zazdrości, z wybuchami złości, robiący awantury o głupoty, szantażujący emocjonalnie, przez zachowanie którego jego partnerka czuje się jak nic nie warta szmata, która powoli zatraca siebie i nie jest w stanie realizować własnych planów zawodowych, a tu taki zachwyt?

Szczena opada....

42 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-12 17:33:09)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Mariusz 1984 napisał/a:
wieka napisał/a:
Mariusz 1984 napisał/a:

A czy ta kobieta wcześniej, dawała powody do zazdrości? Zdrada, spotkania z kimś itp? Bo jeśli tak to w 0.000000000000001% rozumiem gościa.

Nie ma żadnego powodu do takiego zachowania.

Zgadza się - do zachowania nie. Ale to już powody to bycia zazdrosnym. A ludzie w obliczu zazdrości ( szczególnie jeśli do kogoś naprawdę coś się czuje) zachowują się różnie.
Jeden się spakuje i odejdzie bez słowa, drugi weźmie babe na bok i ja opierdoli mówiąc żeby się ogarnęła, trzeci zaś spuści jej wpierdol łamiąc ręce i nogi z pełną świadomością że dostanie zawiasy za uszkodzenie ciała. Rozumiesz?:)

Przytoczony przeze mnie przykład był oczywiście z gatunku psychiatryka - tak zresztą skończył, jaki pijak z napadami furii zmuszany do odwyku, bo kiedyś brano takich na przymusowe leczenie ( jak faktycznie wyglądało to leczenie, to już inna para kaloszy, ale kiedyś nie certolono się z takimi), jednak zrobiłam to specjalnie, żeby pokazać kontrast między chorym psychicznie człowiekiem a normalnym ze sklonnosciami do zaborczości i zazdrości.

Tu wielkie pole do popisu dla autorki, a wygląda na to, że ona da sobie z nim radę, bo facet jest kumaty i chętny do pracy nad sobą.

No chyba że się mylę, ale ja bazuje tylko na tym, co przeczytałam. Może autorka nie wszystko opisała? Ja tego nie wiem.

43

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:
Mariusz 1984 napisał/a:
ulle napisał/a:

Chorobliwa zazdrość to jest wtedy, gdy kobieta wraca do domu z piwnicy, bo poszła tam po ziemniaki i dostaje wpier....l, tak że leży na podłodze i płacze z bólu, gdyż chłopu uroilo się, że w piwnicy spotkała się z kochankiem.
I jest to przykład z życia wzięty.
Nie mogła nawet obejrzeć np filmu, który ją interesował, bo chłop zazdrosny był nawet o film.
Udawała więc, że chce obejrzeć inny film i wtedy była szansa, że ten na złość włączy ten film, o który jej chodziło.
Gdy nie pomogła wyjrzeć przez okno, bo tam jego zdaniem stał kochanek i dawał jej znaki, więc zawsze dostawała kopniaki w żebro albo w tyłek.

Jest honorowy, bo do wszystkiego w życiu dochodzi sam ciężką pracą.

To o czym piszesz to już jakaś skrajna patologia nadająca się do zgłoszenia na Policję.

Temat chorobliwej zazdrosci jest bardzo szeroki.
Dla kogoś chorobliwa zazdrość będzie wtedy gdy partner nie pozwala wyjść z domu, dla kogoś innego zaczyna się już wtedy gdy partner kręci nosem gdy partnerka chce z koleżankami wyjść do kina.

Temat przeszłości seksualnej..kolejny temat rzeka.
Chyba wszystko zależy od podejścia.
Spotykałem się kiedyś z dziewczyną. Bardzo inteligentna, świetnie nam się rozmawiało. Po paru tygodniach znajomości zeszliśmy na tematy seksu. Dziewucha była bardzo otwarta jeśli chodzi o ten topic. Nie było pytań tabu. Powiedziała podczas rozmowy ze lubi jak jej się kończy na twarz i usta i że z poprzednim facetem zawsze tak robili. Od tamtej pory zaczelem się jej brzydzić i za każdym razem gdy na nią patrzyłem albo chciałem pocałować widziałem spermę poprzedniego typa na jej ustach. Związek nie wytrzymal.
Do czego dążę, dla kogoś innego byc może informacja o tym jak kobieta przyjmowała ejakulat na usta zadziałałby jak: ok , dziewczyna nie ma ograniczeń, fajnie, pasuje mi.
Na mnie zadziałalo w taki sposób że obrzydziło mi jej osobę.
Ile osób tyle punktów widzenia.

Tak, wszystko jest kwestią indywidualną - wiadomo.
Ja nie twierdzę, że ten facet jest chodzącym ideałem, jednak z tego, co napisała autorka można wywnioskować, że da się z nim rozmawiać i co najważniejsze także dogadać.

Pewne wiejskie naleciałości z zabitej dechami biednej wiochy na Ukrainie mogą nas troszkę dziwić, oburzać i niepokoić, ale z tym można zrobić porządek, chociaż on pewnych swoich głęboko zakorzenionych poglądów i tak nie zmieni.
Na nowoczesnego go nie przerobi.
To autorka musi brać pod uwagę.

Szczerze?
Gdybym ja miała wybierać między panienka po uniwersytetach i nowoczesna papka we łbie, a facetem z krwi i kości, pracowitym, honorowym i może odrobinę za bardzo konserwatywnym , to bez wahania bralabym tego drugiego.
Bo taki człowiek nadaje się i do tańca, i do różańca, na dobre i złe czasy, a nie kurczę do siedzenia na doopie z pomalowanymi pazurami i modnie wystrzyzonym łbem.


Taaa, akurat do tańca i do różańca... My tu podnosimy problem zazdrości, który autorce przeszkadza, a nie jego pozostałe wady i zalety, bo tylko tego ona nie akceptuje.

44

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Mariusz 1984 napisał/a:
wieka napisał/a:
Mariusz 1984 napisał/a:

A czy ta kobieta wcześniej, dawała powody do zazdrości? Zdrada, spotkania z kimś itp? Bo jeśli tak to w 0.000000000000001% rozumiem gościa.

Nie ma żadnego powodu do takiego zachowania.

Zgadza się - do zachowania nie. Ale to już powody to bycia zazdrosnym. A ludzie w obliczu zazdrości ( szczególnie jeśli do kogoś naprawdę coś się czuje) zachowują się różnie.
Jeden się spakuje i odejdzie bez słowa, drugi weźmie babe na bok i ja opierdoli mówiąc żeby się ogarnęła, trzeci zaś spuści jej wpierdol łamiąc ręce i nogi z pełną świadomością że dostanie zawiasy za uszkodzenie ciała. Rozumiesz?:)

Ja to wszystko wiem, ale ulle pisała o psychopacie, a jemu nic nie jest potrzebne do bycia chorym z urojenia.

45

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

O, jej... potrzebuję chwili, żeby na to wszystko odpowiedzieć. Nie spodziewałam się takiej "sławy" tego tematu i tylu rozbieżnych opinii.

Tymczasem powiem, co się stało. Wróciłam z pracy i siadłam, żeby z nim na poważnie porozmawiać. Przeczytałam mu zapisane tutaj sytuacje jedna po drugiej, po czym zapytałam, czy uważa, że to jest normalne. Kompletnie się tego nie spodziewał bo zamilkł na amen. Powiedziałam, jak wiele w nim cenię - tę jego otwartość na świat, jak dobry jest w słuchaniu mnie, jak mi okazuje miłość i wsparcie, ale jednak te sytuacje nie są normalne i nie czuję się po nich dobrze w naszym związku. Postawiłam sprawę bardzo jasno; nie uważam, żebym  robiła coś złego i na to zasługiwała, a ta zazdrość z czegokolwiek wynika klasyfikuje się na terapię.

Powiedziałam, że dla mnie to jest proste. Nie chcę więcej słuchać komentarzy odnośnie mojego ubioru, ani chodzić jak na szpilkach wokół niego bo chcę gdzieś wyjść albo jechać; koniec z tym. Nie jestem taka i nie będę. Możemy się kochać do szaleństwa, spędzać czas najcudowniej  jak się da, ale po prostu nie jestem osobą którą można zamknąć w klatce. Dość mam naginania się do związku i zgadzania na mniej niż potrzebuję. Kocham go bardzo i serce mi się kraje, ale powiedziałam mu, żeby pojechał na tę noc do rodziców i przemyślał to sobie, bo jeśli nie jest w stanie mnie zaakceptować to musimy zakończyć związek.

Jestem osobą wysoko wrażliwą, ale moi ex nazywali mnie królową lodu, bo w pewnych momentach logika wygrywa nad emocjami. Przy nim byłam pełna spokoju, ale gdy tylko wyszedł zalałam się łzami i wiem, że to będzie paskudny wieczór i noc. Nie zgodzę się na kontynuację tego związku niezależnie od tych emocji, jeśli ma zostać jak jest. Tracimy teraz swój czas. Chociaż serce krzyczy, że będzie dobrze.

46

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Natinatka napisał/a:

O, jej... potrzebuję chwili, żeby na to wszystko odpowiedzieć. Nie spodziewałam się takiej "sławy" tego tematu i tylu rozbieżnych opinii.

Tymczasem powiem, co się stało. Wróciłam z pracy i siadłam, żeby z nim na poważnie porozmawiać. Przeczytałam mu zapisane tutaj sytuacje jedna po drugiej, po czym zapytałam, czy uważa, że to jest normalne. Kompletnie się tego nie spodziewał bo zamilkł na amen. Powiedziałam, jak wiele w nim cenię - tę jego otwartość na świat, jak dobry jest w słuchaniu mnie, jak mi okazuje miłość i wsparcie, ale jednak te sytuacje nie są normalne i nie czuję się po nich dobrze w naszym związku. Postawiłam sprawę bardzo jasno; nie uważam, żebym  robiła coś złego i na to zasługiwała, a ta zazdrość z czegokolwiek wynika klasyfikuje się na terapię.

Powiedziałam, że dla mnie to jest proste. Nie chcę więcej słuchać komentarzy odnośnie mojego ubioru, ani chodzić jak na szpilkach wokół niego bo chcę gdzieś wyjść albo jechać; koniec z tym. Nie jestem taka i nie będę. Możemy się kochać do szaleństwa, spędzać czas najcudowniej  jak się da, ale po prostu nie jestem osobą którą można zamknąć w klatce. Dość mam naginania się do związku i zgadzania na mniej niż potrzebuję. Kocham go bardzo i serce mi się kraje, ale powiedziałam mu, żeby pojechał na tę noc do rodziców i przemyślał to sobie, bo jeśli nie jest w stanie mnie zaakceptować to musimy zakończyć związek.

Jestem osobą wysoko wrażliwą, ale moi ex nazywali mnie królową lodu, bo w pewnych momentach logika wygrywa nad emocjami. Przy nim byłam pełna spokoju, ale gdy tylko wyszedł zalałam się łzami i wiem, że to będzie paskudny wieczór i noc. Nie zgodzę się na kontynuację tego związku niezależnie od tych emocji, jeśli ma zostać jak jest. Tracimy teraz swój czas. Chociaż serce krzyczy, że będzie dobrze.

A on nic nie powiedział?

47

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Bbaselle napisał/a:

-Pomyśl sobie ile mogłabyś zrobić i osiągnąć jakbyś była sama a ile rzeczy nie zrobiłaś bo on cie w jakimś stopniu wzbrania.
To co do końca życia macie siedzieć na kanapie i trzymać się za ręce?

Niestety, nie chciałam długo związku bo wiedziałam, że jestem bardzo ambitna i chciałam 100% czasu włożyć w swój rozwój. Uważałam, że nie mam na to teraz czasu. Spełnił się najgorszy scenariusz bo tak się właśnie stało, że go nie mam, i chociaż bardzo go kocham i chcę w swoim życiu, czuję że marnuję kluczowy czas i wiek (25 lat) kiedy powinnam się skupić na innych rzeczach.

Misinx napisał/a:

To jest oczywiste, że sformatowała go młodość i dzieciństwo na wsi w Ukrainie. Pewnie każdy z nas w analogicznej sytuacji myślałby podobnie. Bardzo dobrze, że potrafi przyjmować wiedzę, że dociera do niego, że świat jest inny, niż mu się wcześniej wydawało. Ale na ile to wystarczy ? On zawsze będzie się już musiał ustawiać w kontrze do swojej rodziny w Ukrainie, która tego nie zrozumie. Pytanie, na ile starczy mu sił ?

Najbardziej doceniam w nim to, jak bardzo jest otwarty na wszystko. Mimo tego, jak został wychowany i jakie kamienie zazwyczaj z tego wychodzą, jest w stanie kompletnie otworzyć się na nowe idee i treści. Wychował się w biedzie i skrajnej wierze. Jego rodzice budowali kościół, bo w okolicy panował jedynie protestantyzm. Jego matka dzwoniąc do niego tłumaczy mu, że pójdzie przez niego do piekła bo go wychowała tak, że nie wierzy. Nie daje się. Jasno stawia, że jeśli będą naciskać, nie będą mieli więcej syna.

Szeptuch napisał/a:

A wzięłaś sobie za partnera idiotę.
I to skrajnego, który wierzył w płaska ziemię.
W 21 wieku.
.......
Jesteś ateistką? Więc on nagle z kogoś głęboko wierzącego zmienił się pod ciebie ?
Nie oszukuj sama siebie.

Nie uważam go za idiotę, a wręcz przeciwnie. Ciekawe czy ja bym była taka mądra jakbym się urodziła w tym samym miejscu i rodzinie co on? Jeżeli każdy w otoczeniu Ci mówi, że ziemia jest płaska, to w to wierzysz. Dla mnie liczy się to, że gdy mu pokazałam fakty, to zrozumiał, że był w błędzie.
Co do wiary pisałam w poście, on już od dawna odchodził od wiary i ją kwestionował, ja byłam dla niego wygodnym wyjściem. Zaznajomienie z nauką i tym co mu pokazałam tylko go w tym upewniło.

Jack Sparrow napisał/a:

Mały hint dla ciebie: skoro wszyscy twoi partnerzy okazywali się być mega toksyczni (a ten aktualny jest dla mnie najbardziej toksyczny ze wszystkich), to problemem nie są "wszyscy" mężczyźni, tylko klucz, według którego dokonujesz wyborów życiowych.

Pierwszy był za młody, i ja swoje też dołożyłam. Obecnie tworzy od kilku lat stały związek więc chyba jednak jest ogarnięty jako dorosły. Drugi i trzeci to były pomyłki i błędy młodości, zwykła naiwność i głupota. Obecnego nie uważam za toksycznego, uważam go za osobę która ma problem/być może wymaga terapii ale nasz związek nie jest toksyczny i 99% problemów rozwiązujemy rozmową.

wieka napisał/a:

Ale chyba ten Twój partner umiał czytać i pisać? Nawet jak nie chodził do szkoły.
A jak on w ogóle wyrwał się z tej swojej wsi? Skoro nie znał świata...

Jego rodzina to byli zesłani na Kazachstan Polacy, którzy osiedli ostatecznie w Ukrainie. W domu mówiło się w slangu Ukraińskiego z Polskim. Ten honor i ojczyzna, to nie Ukraina dla niego lecz Polska. Gdy skończył 18 lat przyjechał tu i całował ziemię po której chodził bo była to dla niego dosłownie ziemia obiecana. Dopiero tu zaczynał od zera, pierwsze auto, pierwsze oszczędności, sprowadził tu później całą swoją rodzinę i buduje to życie dalej. Ale tak, wyrwał się jak chwast z kompletnego dna.

maku2 napisał/a:

Będzie gorzej, rozmowy tylko przypudrują problemy.
Za bardzo różnicie się światopoglądowo-mentalnie żeby to wypaliło.

Obawiam się też tego. To, ile pracy w niego włożyłam przytłacza. Ile rozmów, bezsensownych, ile kłótni o opinie i fakty, zanim zaczął ogarniać jak dużo nie wie i jak bardzo świat faktyczny różni się od tego, co myślał. To, jak bardzo się zmienił rokuje bardzo dobrze ale boję się i obawiam, że to prędzej czy później i tak z niego wyjdzie i będę z takim kamieniem. On zawsze bardzo źle reaguje na moją krytykę, dopiero jak to przemyśli to do niego dociera. Jak mu mówię, że nie ma racji bo to i to to najpierw walczy a dopiero później słucha.

ulle napisał/a:

A ja widzę kilka zalet tego faceta.
Posiada wprawdzie pewne wpojone sztywne poglądy, ale jest otwarty na inne poglądy i co najważniejsze potrafi je przyjąć, uwierzyć w nie i uznać za własne.
Nie jest więc koniem z klapkami na oczach.
Nie jest tępym betonem.
Wystarczy rozmawiać z nim, tłumaczyć i trzymać krótko - może być z niego super facet nadający się do życia.
Zna biedę i szanuje pracę oraz pieniądze.
Jest ambitny, pracowity i ma fach w ręku, który wykorzystuje.

Zgadzam się w 100%, ma bardzo dużo zalet i takich cech wśród facetów w moim wieku można szukać na próżno. Przede wszystkim jest ogarnięty życiowo i otwarty. Tak, nie radzi sobie z zazdrością i niepewnością. Być może to powód do rozstania. Niektóre opinie tutaj na jego temat są chyba jednak trochę na wyrost. A może to ja uważam, że na więcej nie zasługuję?

Nowe_otwarcie napisał/a:

Natomiast co do samego faceta, to... albo facet tak dobrze gra i mówi jej co ona chce usłyszeć albo naprawdę w okresie ich związku wykonała niewyobrażalną wręcz robotę w kwestii przywracania go cywilizacji. Jeszcze kilka lat przy niej i (pomijając zazdrość) to może się stać nawet normalny facet. A trzeba przyznać że autorka proces jego reedukacji zaczynała nawet nie od dna tylko wręcz z poziomu Rowu Mariańskiego; w tym kontekście efekty jej pracy nad nim i tak są godne podziwu big_smile

To prawda i aż mi niedobrze jak to wspominam. Dalej mnie czasem zaskakuje na przykład pytaniem, czemu księżyc świeci swoim światłem i niedowierzaniem, gdy go poinformowałam, że nie.

ulle napisał/a:

Pewne wiejskie naleciałości z zabitej dechami biednej wiochy na Ukrainie mogą nas troszkę dziwić, oburzać i niepokoić, ale z tym można zrobić porządek, chociaż on pewnych swoich głęboko zakorzenionych poglądów i tak nie zmieni.
Na nowoczesnego go nie przerobi.
To autorka musi brać pod uwagę.

Wiem, ale ja go nie chcę zmieniać na nowoczesnego. Ja sama jestem nienowoczesna, nie mam mediów społecznościowych, sram na ten konsumpcjonizm i gdybym mogła to bym dawno sama na wiosce mieszkała. Podoba mi się jaki jest. Po prostu nie toleruję tej zazdrości.

Farmer napisał/a:

Będzie rozstanie, próba powrotu i ostateczne zakończenie.
Autorka obudzi się za 5 lat po kilku kolejnych nic nie znaczących związkach i zda sobie sprawę z oczywistości.

Dziękuję za troskę, ale ja z odejściem od mężczyzny akurat problemów nie mam. Ani z utrzymywaniem ostatecznych decyzji.

wieka napisał/a:

A on nic nie powiedział?


W zasadzie niewiele, widząc, że rozmowy z tego nie będzie bo go przytłoczyły zarzuty poprosiłam by przenocował u rodziców. Dopiero jak wyszedł to teraz wypisuje bo już przeżywa i się boi.

Pod wszystkimi względami które mi otwarte, ja nie widzę żadnego problemu w tobie, a widzę swoje zaniżenie psychiczne, widzę swoją niepewność, widzę jeszcze duża ilość minusów które mam i którymi ci psuje życie, emocje, stan zdrowia, wrażenia życiowe, relacje przyjacielskie i pozostałe życiowe rzeczy. Widzę że osobie którą kocham, zniszczyłem rok czasu. Nie żyłaś jak ci się chciało, a tylko jak musiałaś. Mi szkoda strasznie ciebie i siebie, bo ja chciałem kochania i ty też, a przez to że ja jestem taki, to musiałaś się męczyć ty i ja przy tobie.
Ale najgorsze, że ja nie umiem sobie poradzic, nie umiem tego kontrolować, myślałem że związek mi pomoże, że ty mi pomożesz, że nauczę się tego wszystkiego już z tobą. Ale ty już to przeszłaś w życiu i potrzebujesz osoby już gotowej do dorosłego związku, a nie tą która się formuje.
Ja chciałem tego, starałem się, przysięgam. Widocznie jestem chory. Ale kocham całym sercem i to jest prawdziwe.
Ja więcej nic nie dodam, więcej i nie ma sensu, więcej nie pomoże. Tylko jedno znam, że chce być z tobą dalej, tylko czy ty się na to odważysz, czy ja sobie poradzę z twoimi wymaganiami, ja nie mogę obiecywać. Nie mogę być w tym tak pewien, jak w uczuciach do ciebie.


Wiem jedno - bardzo go kocham i jednocześnie czuję ulgę w bólu, że dziś spędzę drugą noc od niemal roku sama.

48

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Natinatka napisał/a:
Bbaselle napisał/a:

-Pomyśl sobie ile mogłabyś zrobić i osiągnąć jakbyś była sama a ile rzeczy nie zrobiłaś bo on cie w jakimś stopniu wzbrania.
To co do końca życia macie siedzieć na kanapie i trzymać się za ręce?

Niestety, nie chciałam długo związku bo wiedziałam, że jestem bardzo ambitna i chciałam 100% czasu włożyć w swój rozwój. Uważałam, że nie mam na to teraz czasu. Spełnił się najgorszy scenariusz bo tak się właśnie stało, że go nie mam, i chociaż bardzo go kocham i chcę w swoim życiu, czuję że marnuję kluczowy czas i wiek (25 lat) kiedy powinnam się skupić na innych rzeczach.

Misinx napisał/a:

To jest oczywiste, że sformatowała go młodość i dzieciństwo na wsi w Ukrainie. Pewnie każdy z nas w analogicznej sytuacji myślałby podobnie. Bardzo dobrze, że potrafi przyjmować wiedzę, że dociera do niego, że świat jest inny, niż mu się wcześniej wydawało. Ale na ile to wystarczy ? On zawsze będzie się już musiał ustawiać w kontrze do swojej rodziny w Ukrainie, która tego nie zrozumie. Pytanie, na ile starczy mu sił ?

Najbardziej doceniam w nim to, jak bardzo jest otwarty na wszystko. Mimo tego, jak został wychowany i jakie kamienie zazwyczaj z tego wychodzą, jest w stanie kompletnie otworzyć się na nowe idee i treści. Wychował się w biedzie i skrajnej wierze. Jego rodzice budowali kościół, bo w okolicy panował jedynie protestantyzm. Jego matka dzwoniąc do niego tłumaczy mu, że pójdzie przez niego do piekła bo go wychowała tak, że nie wierzy. Nie daje się. Jasno stawia, że jeśli będą naciskać, nie będą mieli więcej syna.

Szeptuch napisał/a:

A wzięłaś sobie za partnera idiotę.
I to skrajnego, który wierzył w płaska ziemię.
W 21 wieku.
.......
Jesteś ateistką? Więc on nagle z kogoś głęboko wierzącego zmienił się pod ciebie ?
Nie oszukuj sama siebie.

Nie uważam go za idiotę, a wręcz przeciwnie. Ciekawe czy ja bym była taka mądra jakbym się urodziła w tym samym miejscu i rodzinie co on? Jeżeli każdy w otoczeniu Ci mówi, że ziemia jest płaska, to w to wierzysz. Dla mnie liczy się to, że gdy mu pokazałam fakty, to zrozumiał, że był w błędzie.
Co do wiary pisałam w poście, on już od dawna odchodził od wiary i ją kwestionował, ja byłam dla niego wygodnym wyjściem. Zaznajomienie z nauką i tym co mu pokazałam tylko go w tym upewniło.

Jack Sparrow napisał/a:

Mały hint dla ciebie: skoro wszyscy twoi partnerzy okazywali się być mega toksyczni (a ten aktualny jest dla mnie najbardziej toksyczny ze wszystkich), to problemem nie są "wszyscy" mężczyźni, tylko klucz, według którego dokonujesz wyborów życiowych.

Pierwszy był za młody, i ja swoje też dołożyłam. Obecnie tworzy od kilku lat stały związek więc chyba jednak jest ogarnięty jako dorosły. Drugi i trzeci to były pomyłki i błędy młodości, zwykła naiwność i głupota. Obecnego nie uważam za toksycznego, uważam go za osobę która ma problem/być może wymaga terapii ale nasz związek nie jest toksyczny i 99% problemów rozwiązujemy rozmową.

wieka napisał/a:

Ale chyba ten Twój partner umiał czytać i pisać? Nawet jak nie chodził do szkoły.
A jak on w ogóle wyrwał się z tej swojej wsi? Skoro nie znał świata...

Jego rodzina to byli zesłani na Kazachstan Polacy, którzy osiedli ostatecznie w Ukrainie. W domu mówiło się w slangu Ukraińskiego z Polskim. Ten honor i ojczyzna, to nie Ukraina dla niego lecz Polska. Gdy skończył 18 lat przyjechał tu i całował ziemię po której chodził bo była to dla niego dosłownie ziemia obiecana. Dopiero tu zaczynał od zera, pierwsze auto, pierwsze oszczędności, sprowadził tu później całą swoją rodzinę i buduje to życie dalej. Ale tak, wyrwał się jak chwast z kompletnego dna.

maku2 napisał/a:

Będzie gorzej, rozmowy tylko przypudrują problemy.
Za bardzo różnicie się światopoglądowo-mentalnie żeby to wypaliło.

Obawiam się też tego. To, ile pracy w niego włożyłam przytłacza. Ile rozmów, bezsensownych, ile kłótni o opinie i fakty, zanim zaczął ogarniać jak dużo nie wie i jak bardzo świat faktyczny różni się od tego, co myślał. To, jak bardzo się zmienił rokuje bardzo dobrze ale boję się i obawiam, że to prędzej czy później i tak z niego wyjdzie i będę z takim kamieniem. On zawsze bardzo źle reaguje na moją krytykę, dopiero jak to przemyśli to do niego dociera. Jak mu mówię, że nie ma racji bo to i to to najpierw walczy a dopiero później słucha.

ulle napisał/a:

A ja widzę kilka zalet tego faceta.
Posiada wprawdzie pewne wpojone sztywne poglądy, ale jest otwarty na inne poglądy i co najważniejsze potrafi je przyjąć, uwierzyć w nie i uznać za własne.
Nie jest więc koniem z klapkami na oczach.
Nie jest tępym betonem.
Wystarczy rozmawiać z nim, tłumaczyć i trzymać krótko - może być z niego super facet nadający się do życia.
Zna biedę i szanuje pracę oraz pieniądze.
Jest ambitny, pracowity i ma fach w ręku, który wykorzystuje.

Zgadzam się w 100%, ma bardzo dużo zalet i takich cech wśród facetów w moim wieku można szukać na próżno. Przede wszystkim jest ogarnięty życiowo i otwarty. Tak, nie radzi sobie z zazdrością i niepewnością. Być może to powód do rozstania. Niektóre opinie tutaj na jego temat są chyba jednak trochę na wyrost. A może to ja uważam, że na więcej nie zasługuję?

Nowe_otwarcie napisał/a:

Natomiast co do samego faceta, to... albo facet tak dobrze gra i mówi jej co ona chce usłyszeć albo naprawdę w okresie ich związku wykonała niewyobrażalną wręcz robotę w kwestii przywracania go cywilizacji. Jeszcze kilka lat przy niej i (pomijając zazdrość) to może się stać nawet normalny facet. A trzeba przyznać że autorka proces jego reedukacji zaczynała nawet nie od dna tylko wręcz z poziomu Rowu Mariańskiego; w tym kontekście efekty jej pracy nad nim i tak są godne podziwu big_smile

To prawda i aż mi niedobrze jak to wspominam. Dalej mnie czasem zaskakuje na przykład pytaniem, czemu księżyc świeci swoim światłem i niedowierzaniem, gdy go poinformowałam, że nie.

ulle napisał/a:

Pewne wiejskie naleciałości z zabitej dechami biednej wiochy na Ukrainie mogą nas troszkę dziwić, oburzać i niepokoić, ale z tym można zrobić porządek, chociaż on pewnych swoich głęboko zakorzenionych poglądów i tak nie zmieni.
Na nowoczesnego go nie przerobi.
To autorka musi brać pod uwagę.

Wiem, ale ja go nie chcę zmieniać na nowoczesnego. Ja sama jestem nienowoczesna, nie mam mediów społecznościowych, sram na ten konsumpcjonizm i gdybym mogła to bym dawno sama na wiosce mieszkała. Podoba mi się jaki jest. Po prostu nie toleruję tej zazdrości.

Farmer napisał/a:

Będzie rozstanie, próba powrotu i ostateczne zakończenie.
Autorka obudzi się za 5 lat po kilku kolejnych nic nie znaczących związkach i zda sobie sprawę z oczywistości.

Dziękuję za troskę, ale ja z odejściem od mężczyzny akurat problemów nie mam. Ani z utrzymywaniem ostatecznych decyzji.

wieka napisał/a:

A on nic nie powiedział?


W zasadzie niewiele, widząc, że rozmowy z tego nie będzie bo go przytłoczyły zarzuty poprosiłam by przenocował u rodziców. Dopiero jak wyszedł to teraz wypisuje bo już przeżywa i się boi.

Pod wszystkimi względami które mi otwarte, ja nie widzę żadnego problemu w tobie, a widzę swoje zaniżenie psychiczne, widzę swoją niepewność, widzę jeszcze duża ilość minusów które mam i którymi ci psuje życie, emocje, stan zdrowia, wrażenia życiowe, relacje przyjacielskie i pozostałe życiowe rzeczy. Widzę że osobie którą kocham, zniszczyłem rok czasu. Nie żyłaś jak ci się chciało, a tylko jak musiałaś. Mi szkoda strasznie ciebie i siebie, bo ja chciałem kochania i ty też, a przez to że ja jestem taki, to musiałaś się męczyć ty i ja przy tobie.
Ale najgorsze, że ja nie umiem sobie poradzic, nie umiem tego kontrolować, myślałem że związek mi pomoże, że ty mi pomożesz, że nauczę się tego wszystkiego już z tobą. Ale ty już to przeszłaś w życiu i potrzebujesz osoby już gotowej do dorosłego związku, a nie tą która się formuje.
Ja chciałem tego, starałem się, przysięgam. Widocznie jestem chory. Ale kocham całym sercem i to jest prawdziwe.
Ja więcej nic nie dodam, więcej i nie ma sensu, więcej nie pomoże. Tylko jedno znam, że chce być z tobą dalej, tylko czy ty się na to odważysz, czy ja sobie poradzę z twoimi wymaganiami, ja nie mogę obiecywać. Nie mogę być w tym tak pewien, jak w uczuciach do ciebie.


Wiem jedno - bardzo go kocham i jednocześnie czuję ulgę w bólu, że dziś spędzę drugą noc od niemal roku sama.

Czy Ty przepisałas właśnie jego wiadomość do Ciebie?

49

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Mariusz 1984 napisał/a:

Czy Ty przepisałas właśnie jego wiadomość do Ciebie?

Na to wychodzi; myślę, że ona najlepiej pokazuje jego intencje i broni go od przypisanej mu roli, chociaż po Twoim komentarzu faktycznie nie wiem, czy to dobry pomysł i czy nie naruszam jego prywatności. Usuwając go jednak będę teraz hipokrytką.

50

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Natinatka napisał/a:
Mariusz 1984 napisał/a:

Czy Ty przepisałas właśnie jego wiadomość do Ciebie?

Na to wychodzi; myślę, że ona najlepiej pokazuje jego intencje i broni go od przypisanej mu roli, chociaż po Twoim komentarzu faktycznie nie wiem, czy to dobry pomysł i czy nie naruszam jego prywatności. Usuwając go jednak będę teraz hipokrytką.

Brawo, są jednak myślące kobiety.
Teraz już za późno , ale dziewczyno, uszanuj następnym razem cudzą prywatność i nie wrzucaj takich wiadomości.

51 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2023-07-12 19:24:58)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Natinatka napisał/a:

(...) Tylko jedno znam, że chce być z tobą dalej, tylko czy ty się na to odważysz, czy ja sobie poradzę z twoimi wymaganiami, ja nie mogę obiecywać. Nie mogę być w tym tak pewien, jak w uczuciach do ciebie. (...).

Kapitalne postawienie sprawy: nie gwarantuje Ci żadnej zmiany, ale będę się starał.

52 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-12 20:30:05)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Autorko, pośpiech jest wskazany tylko przy ładowaniu pcheł.
Zareagowałas zbyt impulsywnie i kto wie czy właśnie nie wylalas dziecka wraz z kąpielą.

Przeczytałam jego wiadomość do Ciebie i będąc na Twoim miejscu, przy założeniu, że zależy mi na tym facecie, najbardziej przeraziloby mnie jego stwierdzenie, że on jest dopiero w fazie rozwoju, a Ty już teraz potrzebujesz rozwiniętego i w pełni świadomego człowieka.
Balabym się takich jego wniosków, gdyż jeszcze tylko jeden kroczek dzieli go od decyzji odejścia od Ciebie.
Źle zabrałaś się do rozwiązania swojego problemu z nim.
Chyba go stracisz.
Powinnaś dać sobie chwilę na przemyślenie, a nie od razu pod wpływem różnych postów pojechałaś na niego z takim orężem.

53

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Lol, przecież granie na zasadzie "nie jestem ciebie wart" to numer 1 listy przebojów toksycznych manipulatorów.

54

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Lol, przecież granie na zasadzie "nie jestem ciebie wart" to numer 1 listy przebojów toksycznych manipulatorów.

Chyba za bardzo to sobie uprosciles.

55

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Tak, albo Twoj luby naprawde ma świadomość że mentalnie jesteście na innym poziomie, albo właśnie sobie szykuje " dyplomatyczne wyjście ewakuacyjne" z tego związku , czytaj: nie zasługujesz na mnie, zasługujesz na kogoś lepszego.

56

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Po prostu znałem kilku takich typów. Niby ze wsi (albo z seminarium, jakiejś szkoły katolickiej tylko dla chłopców itp), niby tacy niekumaci w wielkim świecie, trzeba ich wprowadzić, nauczyć, zatroszczyć się....a chuja tam. Jedna wielka gra z ich strony, bo to najlepszy sposób manipulacji. Babce się wydaje, że ona rozdaje karty, a jest na takiej emocjonalnej smyczy, że po wyjściu na kawę z koleżankami dokonuje samobiczowania, żeby królewicz nie czuł się źle.

Zapamiętaj - jak facet będzie chciał zrobić z tobą dziwaczne rzeczy w łóżku, to będzie grał wstydzioszka. Tobie się wydaje, że to takie super urocze i intymne, że się odważył, że to będzie wasz wspólny pierwszy raz np odgrywania jakiejś scenki z pornola, że to coś czego żadne z was nie robiło wcześniej....a tu zonk. Koleś tak samo przerabiał każdą poprzednią.

57 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-12 20:55:28)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Mariusz 1984 napisał/a:

Tak, albo Twoj luby naprawde ma świadomość że mentalnie jesteście na innym poziomie, albo właśnie sobie szykuje " dyplomatyczne wyjście ewakuacyjne" z tego związku , czytaj: nie zasługujesz na mnie, zasługujesz na kogoś lepszego.

Myślę, że niczego sobie nie szykuje.
On chce być z autorką, chciał być i zapewne dalej będzie chciał, więc dlaczego miałby strzelać sobie w kolano?
Tak nagle po jednej niezbyt miłej dla niego rozmowie już uknulby cała intrygę pt " oto mam wreszcie pretekst, by wycofać się z tego?"
Grubymi nićmi szyte.
Zwyczajnie jest - facet potrafi liczyć do dziesięciu i szybko zrozumiał do czego pije autorka.
Od początku był przecież jej uczniem, tylko że wcześniej może tak tego nie odczuwał.
Teraz poczuł to bardzo dotkliwie.
Czy zrobiło mu się przyjemnie?
Wątpię w to, szczególnie że na koniec wiadomości napisał, iż czuje ulgę i cieszy się, że pierwszy raz od roku będzie spał oddzielnie.
Dość wymowne.

58

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

(...)Czy zrobiło mu się przyjemnie?
Wątpię w to, szczególnie że na koniec wiadomości napisał, iż czuje ulgę i cieszy się, że pierwszy raz od roku będzie spał oddzielnie.
Dość wymowne.

vs


Natinatka napisał/a:

(...) Wiem jedno - bardzo go kocham i jednocześnie czuję ulgę w bólu, że dziś spędzę drugą noc od niemal roku sama.

59 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-12 21:08:51)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Po prostu znałem kilku takich typów. Niby ze wsi (albo z seminarium, jakiejś szkoły katolickiej tylko dla chłopców itp), niby tacy niekumaci w wielkim świecie, trzeba ich wprowadzić, nauczyć, zatroszczyć się....a chuja tam. Jedna wielka gra z ich strony, bo to najlepszy sposób manipulacji. Babce się wydaje, że ona rozdaje karty, a jest na takiej emocjonalnej smyczy, że po wyjściu na kawę z koleżankami dokonuje samobiczowania, żeby królewicz nie czuł się źle.

Zapamiętaj - jak facet będzie chciał zrobić z tobą dziwaczne rzeczy w łóżku, to będzie grał wstydzioszka. Tobie się wydaje, że to takie super urocze i intymne, że się odważył, że to będzie wasz wspólny pierwszy raz np odgrywania jakiejś scenki z pornola, że to coś czego żadne z was nie robiło wcześniej....a tu zonk. Koleś tak samo przerabiał każdą poprzednią.

I wszystko to sobie przemyślał natychmiast po usłyszeniu newsów i od razu zrealizował niecny plan krótko po przemówieniu autorki?
I to miałby być mistrz manipulacji?
No to taki z niego mistrz manipulacji, jak ze mnie cesarz chiński.
Jacku, daj spokój.

Podpusciliscie autorkę, która już i tak sama wcześniej się nakręciła pisząc w ogóle post w swoim watku i dzisiaj, gdy tylko skończyła pracę mało nóg nie połamała, tak spieszyła się do domu, by nagadac facetowi.
I co z tego wyszło?
No chyba, że to właśnie ona szukała pretekstu, by spławić faceta.
A już wyganianie go z domu, by poszedł na nockę do swoich rodziców było takim posunięciem, że szok.
Zwykły szantaż, kara.

Usunęłam akapit na temat ulgi, ponieważ to autorka ja poczuła, a nie on.

60

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Wielokropek napisał/a:
ulle napisał/a:

(...)Czy zrobiło mu się przyjemnie?
Wątpię w to, szczególnie że na koniec wiadomości napisał, iż czuje ulgę i cieszy się, że pierwszy raz od roku będzie spał oddzielnie.
Dość wymowne.

vs


Natinatka napisał/a:

(...) Wiem jedno - bardzo go kocham i jednocześnie czuję ulgę w bólu, że dziś spędzę drugą noc od niemal roku sama.


No fakt, widocznie za szybko czytałam.

61

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

ulle nie takie rzeczy się na poczekaniu wymyśla. Naprawdę. Tym bardziej, że ona nie jest jego pierwszą partnerką.

Ulgę to czuje akurat ona. I jest to najlepszy miernik jej faktycznego samopoczucia i pozycji w związku.

62 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-12 21:20:07)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

ulle nie takie rzeczy się na poczekaniu wymyśla. Naprawdę. Tym bardziej, że ona nie jest jego pierwszą partnerką.

Ulgę to czuje akurat ona. I jest to najlepszy miernik jej faktycznego samopoczucia i pozycji w związku.

Skoro ona czuje ulgę ( już to sprostowalam), to najlepszy dowód na to, że zalazł jej porządnie za skórę i oczywiście miała rację, jednak czy dobrze to rozegrała?

Jeśli chce pozbyć się go ze swojego życia, to fakt była dość skuteczna. Szkoda tylko, że na koniec prawie że wprost powiedziała mu, iż czuje się od niego lepsza, jako jego mentorka ( nauczycielka).

Jeśli jednak nie chciała tego kończyć, tylko rzeczywiście załatwić swoją sprawę, to zabrała się do tego fatalnie.

Myślę, że oni dyr dogadają, ale uraz w tym facecie zostanie, szczególnie że jest honorowy i ambitny.

Do dzisiaj pamiętam, jak ktoś zwrócił mi uwagę, że używam nieodpowiednich sztućców do zjedzenia spagetti. Zrobił to publicznie, przy stole w towarzystwie, byłam bardzo młodziutka mocno due wtedy zawstydziłam, a ten ktoś nie zrobił tego złośliwie, wprost przeciwnie, był ostatnią osobą, która podejrzewałabym o złośliwość.

63

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

ulle nie takie rzeczy się na poczekaniu wymyśla. Naprawdę. Tym bardziej, że ona nie jest jego pierwszą partnerką.

Ulgę to czuje akurat ona. I jest to najlepszy miernik jej faktycznego samopoczucia i pozycji w związku.

Skoro ona czuje ulgę ( już to sprostowalam), to najlepszy dowód na to, że zalazł jej porządnie za skórę i oczywiście miała rację, jednak czy dobrze to rozegrała?

Jeśli chce pozbyć się go ze swojego życia, to fakt była dość skuteczna. Szkoda tylko, że na koniec prawie że wprost powiedziała mu, iż czuje się od niego lepsza, jako jego mentorka ( nauczycielka).

Jeśli jednak nie chciała tego kończyć, tylko rzeczywiście załatwić swoją sprawę, to zabrała się do tego fatalnie.

Myślę, że oni dyr dogadają, ale uraz w tym facecie zostanie, szczególnie że jest honorowy i ambitny.

A to zwiększa szanse odejścia. Już w tym momencie autorka pokazała że jest lepsza od niego. Świadomy facet nie będzie z kobietą która traktuje go gorzej i stawia w hierarchii niżej od siebie.
Ok, ja już nic nie piszę i czekam na feeback aktorki jak się rozwinęła sytuacja.
Sam jestem ciekaw bo to ciekawy case.

64

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

Skoro ona czuje ulgę ( już to sprostowalam), to najlepszy dowód na to, że zalazł jej porządnie za skórę i oczywiście miała rację, jednak czy dobrze to rozegrała?

Jeśli chce pozbyć się go ze swojego życia, to fakt była dość skuteczna. Szkoda tylko, że na koniec prawie że wprost powiedziała mu, iż czuje się od niego lepsza, jako jego mentorka ( nauczycielka).

Jeśli jednak nie chciała tego kończyć, tylko rzeczywiście załatwić swoją sprawę, to zabrała się do tego fatalnie.

Myślę, że oni dyr dogadają, ale uraz w tym facecie zostanie, szczególnie że jest honorowy i ambitny.

Do dzisiaj pamiętam, jak ktoś zwrócił mi uwagę, że używam nieodpowiednich sztućców do zjedzenia spagetti. Zrobił to publicznie, przy stole w towarzystwie, byłam bardzo młodziutka mocno due wtedy zawstydziłam, a ten ktoś nie zrobił tego złośliwie, wprost przeciwnie, był ostatnią osobą, która podejrzewałabym o złośliwość.

Chowanie w sobie urazy nie świadczy o dumie i ambicji, a o wątłym i kruchym ego. A takich ludzi trzeba co krok głaskać po główce, bo jak nie, to zawsze masz życiowy dramat.

Facet sam się ustawił w swoim położeniu ciągłą zazdrością, ciągłym męczeniem, ciągłym potrzebowaniem czegoś. Z jednej strony ustawił się w pozycji poddańczej, a z drugiej w takiej, z której łatwo manipulować na poziomie emocjonalnym. Łatwo mu będzie wywołać w niej poczucie winy. No bo przecież ona go nauczyła, ona mu pokazała, on się wciąż uczy więc popełnia błędy, ale jak tylko ona da mu szanse to się zmieni. Nie obiecuje, ale się postara, bo przecież już tak bardzo odmienił swoje życie dzięki niej.....

Ma ją tak omotaną, ze mimo faktu, że on jej robił sceny i awantury, to jeszcze go poprosiła, żeby do niej przyjechał przy okazji tego szkolenia czy co to tam było. To już naprawdę grubo.

65 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-12 21:38:13)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Mariusz 1984 napisał/a:
ulle napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

ulle nie takie rzeczy się na poczekaniu wymyśla. Naprawdę. Tym bardziej, że ona nie jest jego pierwszą partnerką.

Ulgę to czuje akurat ona. I jest to najlepszy miernik jej faktycznego samopoczucia i pozycji w związku.

Skoro ona czuje ulgę ( już to sprostowalam), to najlepszy dowód na to, że zalazł jej porządnie za skórę i oczywiście miała rację, jednak czy dobrze to rozegrała?

Jeśli chce pozbyć się go ze swojego życia, to fakt była dość skuteczna. Szkoda tylko, że na koniec prawie że wprost powiedziała mu, iż czuje się od niego lepsza, jako jego mentorka ( nauczycielka).

Jeśli jednak nie chciała tego kończyć, tylko rzeczywiście załatwić swoją sprawę, to zabrała się do tego fatalnie.

Myślę, że oni dyr dogadają, ale uraz w tym facecie zostanie, szczególnie że jest honorowy i ambitny.

A to zwiększa szanse odejścia. Już w tym momencie autorka pokazała że jest lepsza od niego. Świadomy facet nie będzie z kobietą która traktuje go gorzej i stawia w hierarchii niżej od siebie.
Ok, ja już nic nie piszę i czekam na feeback aktorki jak się rozwinęła sytuacja.
Sam jestem ciekaw bo to ciekawy case.

To tak właśnie czasem bywa, gdy spotykają się ludzie z różnych światów, z różnych poziomów.
Trzeba zważać na słowa, bo słowa są jak sztylety i mocno mogą zranić.
Ten facet wykonał nad sobą niewiarygodnie duża robotę, podczas gdy autorka nie wykonała żadnej.
Gdyby więc zmierzyć poziom przyrostu ich wiedzy, świadomości w odniesieniu do czasu i nakładu pracy, to facet wyprzedził te dziewczynę o lata świetlne.
Ona aspirująca do bycia naukowcem a on zwykły glazurnik.
Szacun dla faceta, mimo niewątpliwych jego niedociągnięć.
Można by tu narysować. słupkowy wykres poziomu ich osiagniec.
Jego słupek wysoki, a autorki milimetr od podstawy. Ewaluacja wiedzy.

Posty [ 1 do 65 z 132 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak sobie z tym poradzić?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024