Jak sobie z tym poradzić? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak sobie z tym poradzić?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 132 ]

66

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

ulle ale miej ty odpowiednią skalę zachowaną. Szacun za co? Że raczył łaskawie w wieku dorosłym uznać podstawową wiedzą, którą ogarnia się na poziomie przedszkola i podstawówki?

Babka się akurat uwsteczniła. I to właśnie przez tego typa.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Gratuluję odwagi, ale powinniście najpierw usiąść razem i porozmawiać na miejscu.
Nie wciagałabym w to jego rodziców, bo to przynosi odwrotny efekt.

Dlatego ja bym go nie odsyłała do rodziców, tym bardziej znając ich nastawienie do Ciebie, bo ja wyobrażam czego on musi się nasłuchać od rodziców, jak to na złą drogę syna sprowadzasz...

Ale dobrze się stało, bo wam by i tak nie wyszło, zrobiłaś z siebie siłaczkę... za duża jest przepaść między wami, ma rację w tym co napisał, choć nie udało by się jej zasypać, to niezdrowa zazdrość postawiła kropkę nad i...

68

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

ulle ale miej ty odpowiednią skalę zachowaną. Szacun za co? Że raczył łaskawie w wieku dorosłym uznać podstawową wiedzą, którą ogarnia się na poziomie przedszkola i podstawówki?

Babka się akurat uwsteczniła. I to właśnie przez tego typa.

Nie zapominaj z jakiego domu on wyszedł i jaki był tam poziom nauczania.

Autorka nie uwstecznila się przez te znajomość, lecz raczej ubogaciła, ponieważ dowiedziała się , kolei mnóstwo innych rzeczy, o których wcześniej nie miała pojęcia.

A skoro już tak sobie rozmawiamy, to powiem szczerze, że wiele razy w swoim życiu przekonałam się, że zwykły prostu chlop bez szkół jest sto razy madrzejsxy od wielu profesorów.
Ja kocham słuchać opowieści mądrych prostych ludzi. Oni niczego nie komplikują i doskonale rozumieją rzeczywistość.
Zamiast chodzić do wydumanych zmanierowanych psycholozek lepiej pójść do mądrej babci albo mądrego dziadka i tych ludzi prosić o wyjaśnienie swoich problemów.
A oni prostym językiem wszystko wyjaśnia najlepiej bo nie są jeszcze skażeni mundrymi specjalistami, może nawet o nich nie słyszeli.
Ich mądrość spłynie na ich języki prosto z życia.

69 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-12 22:03:50)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:
ulle napisał/a:

Skoro ona czuje ulgę ( już to sprostowalam), to najlepszy dowód na to, że zalazł jej porządnie za skórę i oczywiście miała rację, jednak czy dobrze to rozegrała?

Jeśli chce pozbyć się go ze swojego życia, to fakt była dość skuteczna. Szkoda tylko, że na koniec prawie że wprost powiedziała mu, iż czuje się od niego lepsza, jako jego mentorka ( nauczycielka).

Jeśli jednak nie chciała tego kończyć, tylko rzeczywiście załatwić swoją sprawę, to zabrała się do tego fatalnie.

Myślę, że oni dyr dogadają, ale uraz w tym facecie zostanie, szczególnie że jest honorowy i ambitny.

Do dzisiaj pamiętam, jak ktoś zwrócił mi uwagę, że używam nieodpowiednich sztućców do zjedzenia spagetti. Zrobił to publicznie, przy stole w towarzystwie, byłam bardzo młodziutka mocno due wtedy zawstydziłam, a ten ktoś nie zrobił tego złośliwie, wprost przeciwnie, był ostatnią osobą, która podejrzewałabym o złośliwość.

Chowanie w sobie urazy nie świadczy o dumie i ambicji, a o wątłym i kruchym ego. A takich ludzi trzeba co krok głaskać po główce, bo jak nie, to zawsze masz życiowy dramat.

Facet sam się ustawił w swoim położeniu ciągłą zazdrością, ciągłym męczeniem, ciągłym potrzebowaniem czegoś. Z jednej strony ustawił się w pozycji poddańczej, a z drugiej w takiej, z której łatwo manipulować na poziomie emocjonalnym. Łatwo mu będzie wywołać w niej poczucie winy. No bo przecież ona go nauczyła, ona mu pokazała, on się wciąż uczy więc popełnia błędy, ale jak tylko ona da mu szanse to się zmieni. Nie obiecuje, ale się postara, bo przecież już tak bardzo odmienił swoje życie dzięki niej.....

Ma ją tak omotaną, ze mimo faktu, że on jej robił sceny i awantury, to jeszcze go poprosiła, żeby do niej przyjechał przy okazji tego szkolenia czy co to tam było. To już naprawdę grubo.

Tylko że on już zaczął prawie wrastać w te rodzinę i chociaż przyszedł bez grosza przy duszy, to zobacz już idzie w takim kierunku, by i rodzina się wzbogaciła, nie myśli tylko o sobie.
Daje innym wędkę. Z takim czlowiekiem wiele można osiągnąć - dlatego pisałam, że on że złotówki zrobi dziesięć złotych a czego dotknie zamieni się w złoto.

Poznac takiego mężczyznę to jak wygrać los na loterii.

Myślę, że się pogodzą, a może już teraz gadają sobie przez telefonu i on zaraz do niej pojedzie?
No też jestem bardzo ciekawa.
Autorko daj znać.

70 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2023-07-12 22:23:49)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Nie zapominaj z jakiego domu on wyszedł i jaki był tam poziom nauczania.

A ty nie zapominaj ile lat temu to było, bo koleś od ładnych paru lat mieszka w PL i nie jest to jego pierwszy związek.

Autorka nie uwstecznila się przez te znajomość, lecz raczej ubogaciła, ponieważ dowiedziała się , kolei mnóstwo innych rzeczy, o których wcześniej nie miała pojęcia.

Że istnieją płaskoziemcy? To jest wiedza kompletnie zbędna. Wiedza jest wartością dodaną, jak prowadzi do rozwoju. Tutaj nie ma tego kryterium.


A skoro już tak sobie rozmawiamy, to powiem szczerze, że wiele razy w swoim życiu przekonałam się, że zwykły prostu chlop bez szkół jest sto razy madrzejsxy od wielu profesorów.

Mądrością ludową na poziomie 'to je amelinium, pan tego nie pomalujesz'. Mamy tu taką Julkę, która dokładnie tak ma. Efekt jest taki, że nie potrafi liczyć do siedmiu. I nie jest to żart, to wyszło w innym wątku.

Oni niczego nie komplikują i doskonale rozumieją rzeczywistość.

Tia, widać na załączonym obrazku skoro trzeba tłumaczyć, że Księżyc jednak nie świeci swoim światłem, że jest coś takiego jak ewolucja i inne podstawy tego pokroju.

Zamiast chodzić do wydumanych zmanierowanych psycholozek lepiej pójść do mądrej babci albo mądrego dziadka i tych ludzi prosić o wyjaśnienie swoich problemów.

Ok. Mój nieżyjący dziadek był bardzo mądry. Utrzymał żonę i 4 dzieci. Był mistrzem w swoim rzemiośle (tak, miał stopień mistrzowski w zawodzie). Przeżył wojnę, choć wywieźli go naziści jeszcze w 39 roku. Po wojnie pomagał odbudowywać kraj swoimi rękoma i poprzez naukę kolejnych pokoleń specjalistów murarzy. Jego modelowym rozwiązaniem wszelkich problemów była wóda i wpierdol.

Ich mądrość spłynie na ich języki prosto z życia.

Takich mądrości słucham każdego ranka od lokalnych meneli czekających na otwarcie żabki.

71 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-07-12 22:26:07)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

"Autorka nie uwstecznila się przez te znajomość, lecz raczej ubogaciła, ponieważ dowiedziała się , kolei mnóstwo innych rzeczy, o których wcześniej nie miała pojęcia."

Na czym niby to ubogacenie polegało?

Podobny poziom intelektualny jest bardzo ważny w związku, co nie idzie czasem w parze z wykształceniem, ale na pewno nie z"analfabetyzmem".

Przecież on nie od wczoraj jest w Polsce, powinien zacząć od nauki...Choć tych braków to do śmierci nie odrobi.

Że robotny, to nie wszystko... Tak jak samo jak uczucie nie wystarczy do wspólnego życia.

72

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Nie zapominaj z jakiego domu on wyszedł i jaki był tam poziom nauczania.

A ty nie zapominaj ile lat temu to było, bo koleś od ładnych paru lat mieszka w PL i nie jest to jego pierwszy związek.

Autorka nie uwstecznila się przez te znajomość, lecz raczej ubogaciła, ponieważ dowiedziała się , kolei mnóstwo innych rzeczy, o których wcześniej nie miała pojęcia.

Że istnieją płaskoziemcy? To jest wiedza kompletnie zbędna. Wiedza jest wartością dodaną, jak prowadzi do rozwoju. Tutaj nie ma tego kryterium.


A skoro już tak sobie rozmawiamy, to powiem szczerze, że wiele razy w swoim życiu przekonałam się, że zwykły prostu chlop bez szkół jest sto razy madrzejsxy od wielu profesorów.

Mądrością ludową na poziomie 'to je amelinium, pan tego nie pomalujesz'. Mamy tu taką Julkę, która dokładnie tak ma. Efekt jest taki, że nie potrafi liczyć do siedmiu. I nie jest to żart, to wyszło w innym wątku.

Oni niczego nie komplikują i doskonale rozumieją rzeczywistość.

Tia, widać na załączonym obrazku skoro trzeba tłumaczyć, że Księżyc jednak nie świeci swoim światłem, że jest coś takiego jak ewolucja i inne podstawy tego pokroju.

Zamiast chodzić do wydumanych zmanierowanych psycholozek lepiej pójść do mądrej babci albo mądrego dziadka i tych ludzi prosić o wyjaśnienie swoich problemów.

Ok. Mój nieżyjący dziadek był bardzo mądry. Utrzymał żonę i 4 dzieci. Był mistrzem w swoim rzemiośle (tak, miał stopień mistrzowski w zawodzie). Przeżył wojnę, choć wywieźli go naziści jeszcze w 39 roku. Po wojnie pomagał odbudowywać kraj swoimi rękoma i poprzez naukę kolejnych pokoleń specjalistów murarzy i zdunów. Jego modelowym rozwiązaniem wszelkich problemów była wóda i wpierdol.

Ich mądrość spłynie na ich języki prosto z życia.

Takich mądrości słucham każdego ranka od lokalnych meneli czekających na otwarcie żabki.

Jacku, ja nie o takich ludziach piszę. Jak Ci to wytłumaczyć. Myślę, że porządnych ludziach, którzy znają życie od podszewki, znają się na ludziach i bez żadnych książek wiedzą, co jest mądrym posunięciem a co głupim. Taki mędrzec spojrzawszy tylko na te Twoja była od razu wiedziałby że to latawica i zły materiał na żonę czy matkę.
Powiedziałby Ci to prosto i krótko s jego argumenty byłyby dla Ciebie tak zrozumiałe, że wyszedłbys od tego medrca i wyleczony i z podjęts decyzja. Tacy ludzie mają potężna siłę, gdyż życie ich zahartowalo.

73

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

Myślę, że się pogodzą, a może już teraz gadają sobie przez telefonu i on zaraz do niej pojedzie?
No też jestem bardzo ciekawa.

Przeczytaj mój post.
Ona nie zrozumie oczywistej rzeczy, jak i większość ludzi tu piszących.

74

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

Jacku, ja nie o takich ludziach piszę. Jak Ci to wytłumaczyć. Myślę, że porządnych ludziach, którzy znają życie od podszewki, znają się na ludziach i bez żadnych książek wiedzą, co jest mądrym posunięciem a co głupim. Taki mędrzec spojrzawszy tylko na te Twoja była od razu wiedziałby że to latawica i zły materiał na żonę czy matkę.
Powiedziałby Ci to prosto i krótko s jego argumenty byłyby dla Ciebie tak zrozumiałe, że wyszedłbys od tego medrca i wyleczony i z podjęts decyzja. Tacy ludzie mają potężna siłę, gdyż życie ich zahartowalo.

Siur. To taką komunistyczną propagandą zaciąga, że szok.

75 Ostatnio edytowany przez szeptem (2023-07-12 23:01:14)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Autorko, kobieta w zdrowym, szczęśliwym związku nie powinna spełniać roli wybawicielki - nauczycielki - mamusi. I oczywiście odwrotnie też - facet nie powinien być nauczycielem czy tatusiem. Bo nigdy nie będziecie "na równi", zawsze będzie to relacja wyżej - niżej, czego masz doskonały przykład właśnie teraz w swoim życiu. Jak widzisz, nie daje Ci to satysfakcji na dłuższą metę. A on SIĘ NIE ZMIENI. Być może troszkę, po latach pracy nad sobą (!) - anie nie już, zaraz, od jutra. Wiedz, że jego chore poglądy na rolę i miejsce kobiety, jego zazdrość i zaborczość nie znikną. Nie łudź się. Więc ma on w tym rację, nie może Ci niczego obiecać bo jest tego świadomy, za co mu chwała. Nie pakuj się w to dalej, teraz - skoro poszedł na noc do rodziców po rozmowie - masz idealną okazję by to zakończyć raz i dobrze. Ja bym w każdym razie tak uczyniła. Wybór należy do Ciebie.

76 Ostatnio edytowany przez 123Sprawdzam (2023-07-12 23:45:06)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Było kiedyś takie reality-show "projekt lady", jak myślicie, czy te wszystkie zachowania o które oni się kłócą, a które opisała autorka, byłyby pochwalone, bo tak zachowuję się dama czy jednak zostałyby przyjęte z dezaprobatą przez kobiety, które to reality-show prowadziły?

Które zachowania byłyby pochwalone a które nie? Co "wypada" robić damie a co nie?

77 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-13 07:17:48)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Farmer napisał/a:
ulle napisał/a:

Myślę, że się pogodzą, a może już teraz gadają sobie przez telefonu i on zaraz do niej pojedzie?
No też jestem bardzo ciekawa.

Przeczytaj mój post.
Ona nie zrozumie oczywistej rzeczy, jak i większość ludzi tu piszących.

Przeczytałam i zgadzam się z Tobą.

Oni rozstaną się, wrócą i znowu rozstaną.
Ona zaliczy potem kilka innych koślawych związków i dopiero, gdy dostanie tak porządnie po zadku, wtedy coś albo kogoś sobie przypomni. Za jakieś pięć lat.
Większość tu piszących,( podobnie jak Ty, ja też uważam), że nawet nie wiedzą o czym tu piszemy.
Autorka teraz też tego nie wie.

Przeczytałam tamten Twój post wczoraj.

78

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:
ulle napisał/a:

Jacku, ja nie o takich ludziach piszę. Jak Ci to wytłumaczyć. Myślę, że porządnych ludziach, którzy znają życie od podszewki, znają się na ludziach i bez żadnych książek wiedzą, co jest mądrym posunięciem a co głupim. Taki mędrzec spojrzawszy tylko na te Twoja była od razu wiedziałby że to latawica i zły materiał na żonę czy matkę.
Powiedziałby Ci to prosto i krótko s jego argumenty byłyby dla Ciebie tak zrozumiałe, że wyszedłbys od tego medrca i wyleczony i z podjęts decyzja. Tacy ludzie mają potężna siłę, gdyż życie ich zahartowalo.

Siur. To taką komunistyczną propagandą zaciąga, że szok.

Jacku, nie wiem ile masz lat, jednak na pewno jesteś bardzo młody.
Uwierz mi na słowo, że propaganda komunistyczna, jaka kiedyś uprawiano ( dalej zresztą jest uprawiana tylko domyśl się przez kogo) nawet nie zbliża się do poziomu dzisiejszej propagandy. To co teraz robione jest ludziom to poziom najwyższy, tak źle nie było nigdy wcześniej.

79

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

LOL, nope, nie jestem młody. Pisanie w obecnych czasach o mądrości dziadków i babć, którzy w ogóle średnio ogarniają co i jak się dzieje w dzisiejszym świecie, to jakieś fantasmagorie. Mamy kompletnie inne tempo życia. Dla ich pokolenia, jak ktoś się dwa tygodnie nie odzywał, to spoko. Bo telefonów nie było, poczta potrafiła zawieść. Dzisiaj takie milczenie tyle czasu jest zwyczajnie czerwoną flagą, która jest usprawiedliwiona jedynie w kilku wypadkach. Mamy zupełnie inne realia ekonomiczne, gospodarcze, społeczne i kulturowe.

Można posłuchać najwyżej jak to kiedyś było. Ale to wszystko.

80

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Natinatka napisał/a:
Mariusz 1984 napisał/a:

Czy Ty przepisałas właśnie jego wiadomość do Ciebie?

Na to wychodzi; myślę, że ona najlepiej pokazuje jego intencje i broni go od przypisanej mu roli, chociaż po Twoim komentarzu faktycznie nie wiem, czy to dobry pomysł i czy nie naruszam jego prywatności. Usuwając go jednak będę teraz hipokrytką.

Może spróbujcie terapii dla par ? On przy okazji oswoiłby się może generalnie z czymś takim jak terapia i zachęciłoby go to, do terapii indywidualnej, która na pewno by mu się przydała.

81

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Witam następnego dnia.

Sytuacja trochę się zmieniła, wyklarowała i wyewoluowała.
Po tym jak odpowiedziałam na wszystkie posty, sama się trochę uspokoiłam. Cały czas byliśmy w kontakcie mniejszym/większym, dopóki mi nie powiedział, że rodzicom nie powiedział nic i myśleli, że tylko ich odwiedza. Po jego reakcji wiedziałam już, że przyjął swoją winę i wykazał chęć zrobienia z tym coś, oraz zaakceptował moje warunki. Moje warunki, czyli, że takie akcje muszą się skończyć i, że nie będę siedzieć w domu bo on by tego chciał.  Nie chciałam zaogniać tej sytuacji, a te kilka godzin osobno wystarczyło żeby dotarło do mnie i do niego.

Zaczęłam mieć straszne wyrzuty sumienia o to, że tak to załatwiłam, że kazałam mu jechać, że mieszam mu w głowie. Naprawdę można to było zrobić inaczej. Mnie się po prostu od dawna zbierało i wczoraj mu to nagle wszystko wyrzygałam. Dlatego poprosiłam, żeby wrócił na noc i przed spaniem jeszcze porozmawialiśmy. Ustaliliśmy wspólnie, że wprowadzimy zmiany, tj. będę wychodzić częściej i żyć życiem normalnym, nie stresując się co on myśli i czuje, ale będę też otwarta na to, że on może ze mną porozmawiać o swoich uczuciach. Tak nagle przecież  nie przestanie być zazdrosny. Ale zamiast awantur i pretensji może ze mną porozmawiać.

Będziemy nad tym pracować, a przynajmniej wczoraj zasnęliśmy przytuleni. Dzisiaj za to mam potworne wyrzuty sumienia, bo wyobrażam sobie jak on się musiał czuć i jak się dalej czuje. Mam silną potrzebę żeby jakoś mu to wynagrodzić  i jak najszybciej odbudować jego poczucie własnej wartości...

82

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

A dlaczego uwazasz ze jego poczucie wartosci jest na glebie i trzeba je odbudowac?

83

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Natinatka napisał/a:

Witam następnego dnia.

Sytuacja trochę się zmieniła, wyklarowała i wyewoluowała.
Po tym jak odpowiedziałam na wszystkie posty, sama się trochę uspokoiłam. Cały czas byliśmy w kontakcie mniejszym/większym, dopóki mi nie powiedział, że rodzicom nie powiedział nic i myśleli, że tylko ich odwiedza. Po jego reakcji wiedziałam już, że przyjął swoją winę i wykazał chęć zrobienia z tym coś, oraz zaakceptował moje warunki. Moje warunki, czyli, że takie akcje muszą się skończyć i, że nie będę siedzieć w domu bo on by tego chciał.  Nie chciałam zaogniać tej sytuacji, a te kilka godzin osobno wystarczyło żeby dotarło do mnie i do niego.

Zaczęłam mieć straszne wyrzuty sumienia o to, że tak to załatwiłam, że kazałam mu jechać, że mieszam mu w głowie. Naprawdę można to było zrobić inaczej. Mnie się po prostu od dawna zbierało i wczoraj mu to nagle wszystko wyrzygałam. Dlatego poprosiłam, żeby wrócił na noc i przed spaniem jeszcze porozmawialiśmy. Ustaliliśmy wspólnie, że wprowadzimy zmiany, tj. będę wychodzić częściej i żyć życiem normalnym, nie stresując się co on myśli i czuje, ale będę też otwarta na to, że on może ze mną porozmawiać o swoich uczuciach. Tak nagle przecież  nie przestanie być zazdrosny. Ale zamiast awantur i pretensji może ze mną porozmawiać.

Będziemy nad tym pracować, a przynajmniej wczoraj zasnęliśmy przytuleni. Dzisiaj za to mam potworne wyrzuty sumienia, bo wyobrażam sobie jak on się musiał czuć i jak się dalej czuje. Mam silną potrzebę żeby jakoś mu to wynagrodzić  i jak najszybciej odbudować jego poczucie własnej wartości...

Nie miej wyrzutów. Taka rozmowa była potrzebna już dawno. Jeśli chcecie być razem, to trzeba rozmawiać.
Jego poczucie wartości budować najlepiej doceniając wysiłki jakie podejmuje zmieniając się. O ile będzie je podejmował. Teraz nie "zagłaskaj szczeniaczka", bo jednak nabroił i musi mieć tego świadomość smile

84 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-07-13 09:03:17)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:
Farmer napisał/a:
ulle napisał/a:

Myślę, że się pogodzą, a może już teraz gadają sobie przez telefonu i on zaraz do niej pojedzie?
No też jestem bardzo ciekawa.

Przeczytaj mój post.
Ona nie zrozumie oczywistej rzeczy, jak i większość ludzi tu piszących.

Przeczytałam i zgadzam się z Tobą.

Oni rozstaną się, wrócą i znowu rozstaną.
Ona zaliczy potem kilka innych koślawych związków i dopiero, gdy dostanie tak porządnie po zadku, wtedy coś albo kogoś sobie przypomni. Za jakieś pięć lat.
Większość tu piszących,( podobnie jak Ty, ja też uważam), że nawet nie wiedzą o czym tu piszemy.
Autorka teraz też tego nie wie.

Przeczytałam tamten Twój post wczoraj.

To chyba macie szklaną kulę smile

Owszem tak się zdarza, bo trudno wyrwać się z toksycznego związku, ale nie sprawdzi się w sytuacji autorki, bo widać to jest silna kobieta, potrafiła wyrwać się z poprzedniego toksycznego związku, to i teraz da radę, jak będzie taka potrzeba.

Ja natomiast dziwię się Twojej postawie, nie trzeba znać problemu z autopsji, wystarczy wiedza ogólna i wyobraźnia, żeby wiedzieć, jak ciężko żyć w związku z kimś, który intelektuanie nie dorasta do pięt czy jest niezdrowo zazdrosny, tu nawet cierpią oboje...

Nie mówimy tu o takich zazdrośnikach, ale oni też pewnie mają ciężko, stałe myśląc o ew. zdradzie, też nie do końca na własne życzenie, ale to ich problem.

Autorka już wcześniej chciała zrobić porzadek że swoim życiem, nie jest tak, że słuchała forum, to był tylko kop do działania.
I może nawet dobrze, że taki konkretny, bo inaczej sprawa by się pewnie ślimaczyła.

85

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Facet sam się ustawił w swoim położeniu ciągłą zazdrością, ciągłym męczeniem, ciągłym potrzebowaniem czegoś. Z jednej strony ustawił się w pozycji poddańczej, a z drugiej w takiej, z której łatwo manipulować na poziomie emocjonalnym. Łatwo mu będzie wywołać w niej poczucie winy. No bo przecież ona go nauczyła, ona mu pokazała, on się wciąż uczy więc popełnia błędy, ale jak tylko ona da mu szanse to się zmieni. Nie obiecuje, ale się postara, bo przecież już tak bardzo odmienił swoje życie dzięki niej.....

Ma ją tak omotaną, ze mimo faktu, że on jej robił sceny i awantury, to jeszcze go poprosiła, żeby do niej przyjechał przy okazji tego szkolenia czy co to tam było. To już naprawdę grubo.


Następnego dnia:

Natinatka napisał/a:

Zaczęłam mieć straszne wyrzuty sumienia o to, że tak to załatwiłam

(...)

Dzisiaj za to mam potworne wyrzuty sumienia, bo wyobrażam sobie jak on się musiał czuć i jak się dalej czuje. Mam silną potrzebę żeby jakoś mu to wynagrodzić  i jak najszybciej odbudować jego poczucie własnej wartości...


I co?

86 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2023-07-13 09:00:00)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

Autorko, pośpiech jest wskazany tylko przy ładowaniu pcheł.
Zareagowałas zbyt impulsywnie i kto wie czy właśnie nie wylalas dziecka wraz z kąpielą.

Przeczytałam jego wiadomość do Ciebie i będąc na Twoim miejscu, przy założeniu, że zależy mi na tym facecie, najbardziej przeraziloby mnie jego stwierdzenie, że on jest dopiero w fazie rozwoju, a Ty już teraz potrzebujesz rozwiniętego i w pełni świadomego człowieka.
Balabym się takich jego wniosków, gdyż jeszcze tylko jeden kroczek dzieli go od decyzji odejścia od Ciebie.
Źle zabrałaś się do rozwiązania swojego problemu z nim.
Chyba go stracisz.
Powinnaś dać sobie chwilę na przemyślenie, a nie od razu pod wpływem różnych postów pojechałaś na niego z takim orężem.

Widzisz, tutaj mamy do czynienia mimo wszystko z (chyba wbrew temu co pisze Jack Sparrow)  nie tak popularną kwestią, mamy dwie strony sporu i oba stronnictwa mają swoje racje.  Z jednej strony osoby dostrzegające już nawet nie dno, ale głęboką czeluść, od której zaczynał partner autorki, to jaka przepaść była i mimo jego postępów wciąż jest między nimi i pewne cechy (jak chorobliwa zazdrość) które kiepsko rokują. Z drugiej strony mamy jednak zdumiewające wręcz tempo zmian na korzyść u tego faceta, a przede wszystkim WOLĘ dalszego dokonywania zmian wynikającą z uczucia do autorki. Fakt, wstrząsający i budzący obawy jest wniosek że tego faceta trzeba przestawić o 180 stopni w większości aspektów jego życia, niemniej jednak bardzo znaczne przestawienie już się dokonało. I jeśli on ma tak silną wolę zmian motywowaną uczuciem do autorki, to trzeba się liczyć z tym że jeśli ona się z nim rozstanie, to (zwłaszcza w kontekście jego wychowania) on wróci do punktu wyjścia albo nawet gorzej. I wtedy dopiero jego kolejna kobieta DOPIERO (szybko lub z czasem) pożałuje że na niego trafiła, bo jeśli teraz jego wysiłki w kierunku zmian zostaną spuszczone w kiblu, to bardzo możliwe że on uzna że były one błędem i będzie postępował tak jak go rodzice wychowali. Nie wykluczam nawet że dojdzie zaciętość i stereotypowe podejście w stylu "z babami to jednak trzeba krótko", stanowiące odreagowanie odrzuconych starań.

87 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-07-13 09:15:24)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Facet sam się ustawił w swoim położeniu ciągłą zazdrością, ciągłym męczeniem, ciągłym potrzebowaniem czegoś. Z jednej strony ustawił się w pozycji poddańczej, a z drugiej w takiej, z której łatwo manipulować na poziomie emocjonalnym. Łatwo mu będzie wywołać w niej poczucie winy. No bo przecież ona go nauczyła, ona mu pokazała, on się wciąż uczy więc popełnia błędy, ale jak tylko ona da mu szanse to się zmieni. Nie obiecuje, ale się postara, bo przecież już tak bardzo odmienił swoje życie dzięki niej.....
Ma ją tak omotaną, ze mimo faktu, że on jej robił sceny i awantury, to jeszcze go poprosiła, żeby do niej przyjechał przy okazji tego szkolenia czy co to tam było. To już naprawdę grubo.


Następnego dnia:

Natinatka napisał/a:

Zaczęłam mieć straszne wyrzuty sumienia o to, że tak to załatwiłam

(...)

Dzisiaj za to mam potworne wyrzuty sumienia, bo wyobrażam sobie jak on się musiał czuć i jak się dalej czuje. Mam silną potrzebę żeby jakoś mu to wynagrodzić  i jak najszybciej odbudować jego poczucie własnej wartości...


I co?


Dokładnie trafiłeś z tym poczuciem winy.


Nie powinnaś mieć poczucia winy, bo był potrzebny taki wstrząs.

Twoje poczucie winy, a tu już dochodzi do głosu Twoje toksyczne uzależnienie, doprowadzi do stanu poprzednego.

88

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Widzisz, tutaj mamy do czynienia mimo wszystko z (chyba wbrew temu co pisze Jack Sparrow)  nie tak popularną kwestią, mamy dwie strony sporu i oba stronnictwa mają swoje racje.  Z jednej strony osoby dostrzegające już nawet nie dno, ale głęboką czeluść, od której zaczynał partner autorki, to jaka przepaść była i mimo jego postępów wciąż jest między nimi i pewne cechy (jak chorobliwa zazdrość) które kiepsko rokują. Z drugiej strony mamy jednak zdumiewające wręcz tempo zmian na korzyść u tego faceta, a przede wszystkim WOLĘ dalszego dokonywania zmian wynikającą z uczucia do autorki. Fakt, wstrząsający i budzący obawy jest wniosek że tego faceta trzeba przestawić o 180 stopni w większości aspektów jego życia, niemniej jednak bardzo znaczne przestawienie już się dokonało. I jeśli on ma tak silną wolę zmian motywowaną uczuciem do autorki, to trzeba się liczyć z tym że jeśli ona się z nim rozstanie, to (zwłaszcza w kontekście jego wychowania) on wróci do punktu wyjścia albo nawet gorzej. I wtedy dopiero jego kolejna kobieta DOPIERO (szybko lub z czasem) pożałuje że na niego trafiła, bo jeśli teraz jego wysiłki w kierunku zmian zostaną spuszczone w kiblu, to bardzo możliwe że on uzna że były one błędem i będzie postępował tak jak go rodzice wychowali. Nie wykluczam nawet że dojdzie zaciętość i stereotypowe podejście w stylu "z babami to jednak trzeba krótko", stanowiące odreagowanie odrzuconych starań.

Słuchaj, takie tempo zmian byłoby możliwe, jakby typ przyjechał z Zakaukazia, gdzie ani prądu, ani internetu, ani niczego. I przyjechał dopiero co i ma oczy jak 5zł, bo żył w wieku XIX, a teleportowało go w XXI wiek. Tym czasem typ przyjechał z Ukrainy i już od paru ładnych lat jest w PL. I też nie chowa się po kątach, tylko pracuje, sprowadził swoją rodzinę i był w różnych związkach.

I co? I dopiero teraz, magicznie jak za pstryknięciem palcami traci kompletnie tożsamość i zmienia się w tempie jazdy bolidów F1? No nie. O ile to prawda, to był dłuższy proces, a przypisanie tych zasług autorce wątku to tylko sposób manipulacji. Z resztą - niby ma taką dobrą relację z rodziną, a po takiej kłótni nikt się nie skapnął, że coś się stało? I tak łatwo uwierzyli, że tylko w odwiedziny przyszedł? Po tak grubej akcji? Z niby tak silnymi uczuciami w tle? Osoba tak niestabilna emocjonalnie nagle umie trzymać wszystko na postronku?

Tak jakby co się stanie z typem po ewentualnym rozstaniu to nie problem autorki. Trwanie w związku z takich powodów jest debilnie głupie.


Typ odegrał scenkę perfekcyjnie. On odwalał toksyczne akcje, a teraz to ona go przeprasza i będzie głaskać po główce. Jeszcze ze 2-3 razy i babka sama zabunkruje się z nim w czterech ścianach i nie będzie nigdzie wychodzić, w żaden sposób się realizować, żeby nie ranić jego uczuć.

Jej dzisiejszy wpis jedynie potwierdza to, co pisałem wcześniej.

89

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Widzisz, tutaj mamy do czynienia mimo wszystko z (chyba wbrew temu co pisze Jack Sparrow)  nie tak popularną kwestią, mamy dwie strony sporu i oba stronnictwa mają swoje racje.  Z jednej strony osoby dostrzegające już nawet nie dno, ale głęboką czeluść, od której zaczynał partner autorki, to jaka przepaść była i mimo jego postępów wciąż jest między nimi i pewne cechy (jak chorobliwa zazdrość) które kiepsko rokują. Z drugiej strony mamy jednak zdumiewające wręcz tempo zmian na korzyść u tego faceta, a przede wszystkim WOLĘ dalszego dokonywania zmian wynikającą z uczucia do autorki. Fakt, wstrząsający i budzący obawy jest wniosek że tego faceta trzeba przestawić o 180 stopni w większości aspektów jego życia, niemniej jednak bardzo znaczne przestawienie już się dokonało. I jeśli on ma tak silną wolę zmian motywowaną uczuciem do autorki, to trzeba się liczyć z tym że jeśli ona się z nim rozstanie, to (zwłaszcza w kontekście jego wychowania) on wróci do punktu wyjścia albo nawet gorzej. I wtedy dopiero jego kolejna kobieta DOPIERO (szybko lub z czasem) pożałuje że na niego trafiła, bo jeśli teraz jego wysiłki w kierunku zmian zostaną spuszczone w kiblu, to bardzo możliwe że on uzna że były one błędem i będzie postępował tak jak go rodzice wychowali. Nie wykluczam nawet że dojdzie zaciętość i stereotypowe podejście w stylu "z babami to jednak trzeba krótko", stanowiące odreagowanie odrzuconych starań.

Słuchaj, takie tempo zmian byłoby możliwe, jakby typ przyjechał z Zakaukazia, gdzie ani prądu, ani internetu, ani niczego. I przyjechał dopiero co i ma oczy jak 5zł, bo żył w wieku XIX, a teleportowało go w XXI wiek. Tym czasem typ przyjechał z Ukrainy i już od paru ładnych lat jest w PL. I też nie chowa się po kątach, tylko pracuje, sprowadził swoją rodzinę i był w różnych związkach.

I co? I dopiero teraz, magicznie jak za pstryknięciem palcami traci kompletnie tożsamość i zmienia się w tempie jazdy bolidów F1? No nie. O ile to prawda, to był dłuższy proces, a przypisanie tych zasług autorce wątku to tylko sposób manipulacji. Z resztą - niby ma taką dobrą relację z rodziną, a po takiej kłótni nikt się nie skapnął, że coś się stało? I tak łatwo uwierzyli, że tylko w odwiedziny przyszedł? Po tak grubej akcji? Z niby tak silnymi uczuciami w tle? Osoba tak niestabilna emocjonalnie nagle umie trzymać wszystko na postronku?

Tak jakby co się stanie z typem po ewentualnym rozstaniu to nie problem autorki. Trwanie w związku z takich powodów jest debilnie głupie.


Typ odegrał scenkę perfekcyjnie. On odwalał toksyczne akcje, a teraz to ona go przeprasza i będzie głaskać po główce. Jeszcze ze 2-3 razy i babka sama zabunkruje się z nim w czterech ścianach i nie będzie nigdzie wychodzić, w żaden sposób się realizować, żeby nie ranić jego uczuć.

Jej dzisiejszy wpis jedynie potwierdza to, co pisałem wcześniej.

Jack, zadam krótkie pytanie: byłeś kiedyś na Ukrainie? Ja byłem kilka razy służbowo. I wcale nie zapuszczałem się pod Rosję, wystarczyły zachodnie obwody takie jak lwowski i iwano-frankiwski. Jeśli przyjechał z ukraińskiej wsi, to wierzę że mógł kilka lat mieszkać w Polsce w gównianych warunkach, z dala od większej cywilizacji i nie odczuwał wielkiego dyskomfortu, a gówniany pokoik i ciężka robota i tak były dla niego plusem w stosunku do tamtych warunków. Co, zapomniałeś jak żyli nasi w Chicago, że "polska dzielnica" to było de facto getto na poziomie Meksyku, a nie prawdziwych Stanów? W dodatku odcięte kontaktowo od Stanów tak że niejeden przez cały pobyt nie był zmuszony nauczyć się angielskiego? Naprawdę przeceniasz wpływ środowiska na imigrantów, mogą życ w swoich enklawach stanowiących mentalnie ich mały kraj, a nie część kraju, na którego administracyjnym terenie się znajdują. Nie odnoś mechanizmów cywilizowanych ludzi do homo sovieticus wychowanych na zadupiu d. ZSRR, bo się przejedziesz; ja się za łeb łapałem w dużych miastach, a na wsiach to mogłem jedynie powiedzieć "O ja pierdolę...", także pod względem mentalności.
Dlatego jeśli jako zakres odniesienia mam przyjąć widełki między Tarzanem i wykształconym absolwentem Harvardu mieszkającym w NYC, to jak najbardziej wierzę że on jest bliżej Tarzana.

90

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Typ odegrał scenkę perfekcyjnie. On odwalał toksyczne akcje, a teraz to ona go przeprasza i będzie głaskać po główce. Jeszcze ze 2-3 razy i babka sama zabunkruje się z nim w czterech ścianach i nie będzie nigdzie wychodzić, w żaden sposób się realizować, żeby nie ranić jego uczuć.

Jej dzisiejszy wpis jedynie potwierdza to, co pisałem wcześniej.

Zgadzam się w stu procentach, ten związek był, jest i będzie toksyczny.
Totalnie nie rozumiem tłumaczenia chłopa ze on z jakiejś ukraińskiej wioski gdzie wiedza zapomniała zajrzeć. Moj partner pochodzi z bieszczadzkiej wioski i nigdy nie uważał ze ziemia jest plaska ( oraz wzbraniał się od wiedzy) mało tego, uważam ze jest jedna z mądrzejszych życiowo osób jakie spotkałam.
nie rozumiem bronienia tego faceta i wmawiania ze ma w sobie mądrość życiowa czy co tam innego ( nie mogłam tych postów przeczytać do końca bo ..... po prostu nie mogłam).
Czy chłop myślał jak się czulą autorka i czy miał wyrzuty sumienia jak jej robił sceny zazdrości albo jak jej nie pozwalał obierać się tak jak ona chce. Czul ZERO wyrzutów bo on już od dawna tresuje ja sobie pod swoja modle.
Ale jak widać niektórzy powiedzą 'wspaniały partner'

91

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Bbaselle napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Typ odegrał scenkę perfekcyjnie. On odwalał toksyczne akcje, a teraz to ona go przeprasza i będzie głaskać po główce. Jeszcze ze 2-3 razy i babka sama zabunkruje się z nim w czterech ścianach i nie będzie nigdzie wychodzić, w żaden sposób się realizować, żeby nie ranić jego uczuć.

Jej dzisiejszy wpis jedynie potwierdza to, co pisałem wcześniej.

Zgadzam się w stu procentach, ten związek był, jest i będzie toksyczny.
Totalnie nie rozumiem tłumaczenia chłopa ze on z jakiejś ukraińskiej wioski gdzie wiedza zapomniała zajrzeć. Moj partner pochodzi z bieszczadzkiej wioski i nigdy nie uważał ze ziemia jest plaska ( oraz wzbraniał się od wiedzy) mało tego, uważam ze jest jedna z mądrzejszych życiowo osób jakie spotkałam.
nie rozumiem bronienia tego faceta i wmawiania ze ma w sobie mądrość życiowa czy co tam innego ( nie mogłam tych postów przeczytać do końca bo ..... po prostu nie mogłam).
Czy chłop myślał jak się czulą autorka i czy miał wyrzuty sumienia jak jej robił sceny zazdrości albo jak jej nie pozwalał obierać się tak jak ona chce. Czul ZERO wyrzutów bo on już od dawna tresuje ja sobie pod swoja modle.
Ale jak widać niektórzy powiedzą 'wspaniały partner'

Nie rozumiesz tak jak Jack, bo nie byłaś po drugiej stronie granicy, zwłaszcza na wsi. Mój kumpel mieszka w mieście na Podkarpaciu (dawne przemyskie, drugie największe miasto tego byłego już województwa, ale pochodzi z podkarpackiej wsi) i uwierz: to DUŻO POWYŻEJ tego co masz na zapadłej ukraińskiej wsi, nawet jeśli ta zapadła wieś to zachodnie obwody).

92 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2023-07-13 10:04:04)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Bbaselle napisał/a:

nie rozumiem bronienia tego faceta i wmawiania ze ma w sobie mądrość życiowa czy co tam innego ( nie mogłam tych postów przeczytać do końca bo ..... po prostu nie mogłam).
Czy chłop myślał jak się czulą autorka i czy miał wyrzuty sumienia jak jej robił sceny zazdrości albo jak jej nie pozwalał obierać się tak jak ona chce. Czul ZERO wyrzutów bo on już od dawna tresuje ja sobie pod swoja modle.
Ale jak widać niektórzy powiedzą 'wspaniały partner'

Wydaje mi się, że po prostu jesteś z innej epoki niż autorzy twierdzeń, że wartość toksyka tkwi w jego ekhm…życiowej mądrości :-O

Zobacz kto to pisze, np. stara baba, przez życie której przewinęło się stado facetów najgorszej maści, bo jacyś narcyzi, psychopaci, ekstremalne brudasy, brrrrrr…. Gdzie byłaby ich samoocena, gdyby okazało się, że zmarnowali swój potencjał przy  tego pokroju osobach.

93 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2023-07-13 10:10:15)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Jack, zadam krótkie pytanie: byłeś kiedyś na Ukrainie? Ja byłem kilka razy służbowo. I wcale nie zapuszczałem się pod Rosję, wystarczyły zachodnie obwody takie jak lwowski i iwano-frankiwski. Jeśli przyjechał z ukraińskiej wsi, to wierzę że mógł kilka lat mieszkać w Polsce w gównianych warunkach, z dala od większej cywilizacji i nie odczuwał wielkiego dyskomfortu, a gówniany pokoik i ciężka robota i tak były dla niego plusem w stosunku do tamtych warunków. Co, zapomniałeś jak żyli nasi w Chicago, że "polska dzielnica" to było de facto getto na poziomie Meksyku, a nie prawdziwych Stanów? W dodatku odcięte kontaktowo od Stanów tak że niejeden przez cały pobyt nie był zmuszony nauczyć się angielskiego? Naprawdę przeceniasz wpływ środowiska na imigrantów, mogą życ w swoich enklawach stanowiących mentalnie ich mały kraj, a nie część kraju, na którego administracyjnym terenie się znajdują. Nie odnoś mechanizmów cywilizowanych ludzi do homo sovieticus wychowanych na zadupiu d. ZSRR, bo się przejedziesz; ja się za łeb łapałem w dużych miastach, a na wsiach to mogłem jedynie powiedzieć "O ja pierdolę...", także pod względem mentalności.
Dlatego jeśli jako zakres odniesienia mam przyjąć widełki między Tarzanem i wykształconym absolwentem Harvardu mieszkającym w NYC, to jak najbardziej wierzę że on jest bliżej Tarzana.

Pracowałem wielokrotnie z ludźmi z takich dziur. Chłoną wszystko jak gąbka (choć faktycznie pewnych zachowań nie są w stanie się wyzbyć) i bardzo, ale to bardzo szybko się adaptują technologiczno-cywilizacyjnie. To nie trwa tyle lat, jak u tego typa, że koleś od 18 roku życia jest w PL i dopiero teraz się uczy wszystkiego od autorki wątku. A raczej nasza 25letnia autorka raczej nie związała się z młodszym. I co przez 7 lat omijała go technologia? To co opisujesz ma oczywiście miejsce, ale to dotyczy kontraktorów, wyrobników, którzy z założenia przyjechali na chwilę, żeby zarobić, a potem wracają do siebie. On tu przyjechał na stałe już.

Pamiętaj, że już przynajmniej raz na poważnym kłamstwie go przyłapała. Bo niby z seksem chciał do ślubu czekać, bo to tak ważne, tak intymne. A potem się okazało, że przed nią była nie jedna, nie dwie, a SZEŚĆ innych kobiet. SZEŚĆ u niby ultra religijnego ortodoksa.

Do tego jest tak apodyktyczny, że nawet jak ona sprząta lub jest czymś pochłonięta, to ma rzucać wszystko w cholerę, bo on się chce poprzytulać. I ten problem wracał u nich wielokrotnie. I to potrafi tak robić kiedy ona wykonuje swoje służbowe obowiązki, aby utrzymać stypendium. Ona ma rzucić wszystko w cholerę, bo według niego, ona nie poświęca mu czasu.

Sorry, ale kurde nie.

94

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Nowe_otwarcie napisał/a:
Bbaselle napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Typ odegrał scenkę perfekcyjnie. On odwalał toksyczne akcje, a teraz to ona go przeprasza i będzie głaskać po główce. Jeszcze ze 2-3 razy i babka sama zabunkruje się z nim w czterech ścianach i nie będzie nigdzie wychodzić, w żaden sposób się realizować, żeby nie ranić jego uczuć.

Jej dzisiejszy wpis jedynie potwierdza to, co pisałem wcześniej.

Zgadzam się w stu procentach, ten związek był, jest i będzie toksyczny.
Totalnie nie rozumiem tłumaczenia chłopa ze on z jakiejś ukraińskiej wioski gdzie wiedza zapomniała zajrzeć. Moj partner pochodzi z bieszczadzkiej wioski i nigdy nie uważał ze ziemia jest plaska ( oraz wzbraniał się od wiedzy) mało tego, uważam ze jest jedna z mądrzejszych życiowo osób jakie spotkałam.
nie rozumiem bronienia tego faceta i wmawiania ze ma w sobie mądrość życiowa czy co tam innego ( nie mogłam tych postów przeczytać do końca bo ..... po prostu nie mogłam).
Czy chłop myślał jak się czulą autorka i czy miał wyrzuty sumienia jak jej robił sceny zazdrości albo jak jej nie pozwalał obierać się tak jak ona chce. Czul ZERO wyrzutów bo on już od dawna tresuje ja sobie pod swoja modle.
Ale jak widać niektórzy powiedzą 'wspaniały partner'

Nie rozumiesz tak jak Jack, bo nie byłaś po drugiej stronie granicy, zwłaszcza na wsi. Mój kumpel mieszka w mieście na Podkarpaciu (dawne przemyskie, drugie największe miasto tego byłego już województwa, ale pochodzi z podkarpackiej wsi) i uwierz: to DUŻO POWYŻEJ tego co masz na zapadłej ukraińskiej wsi, nawet jeśli ta zapadła wieś to zachodnie obwody).

Nie rozumiem skąd wyciąganie wniosków ze nigdy nie byłam na wsi u naszych wschodnich sąsiadów. Ale nie jest to ważne czyli jak rozumiem muszę bronic chłopa bo on z zapadłej ukraińskiej wsi wiec to co robi tej dziewczynie to ok bo on jest ze wsi wiec takie zachowanie jest norma, jakby był w blokowiska gdziekolwiek to już nie byłoby ok?
Tak na marginesie widziałam intelektualne ubóstwo u ludzi z dużych aglomeracji miejskich wiec nie zrzucajmy wszystkich do jednego wora pod tytułem on ze wsi to mogę być głupi i trzeba im to wybaczyć.

95

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Bbaselle napisał/a:

Nie rozumiem skąd wyciąganie wniosków ze nigdy nie byłam na wsi u naszych wschodnich sąsiadów. Ale nie jest to ważne czyli jak rozumiem muszę bronic chłopa bo on z zapadłej ukraińskiej wsi wiec to co robi tej dziewczynie to ok bo on jest ze wsi wiec takie zachowanie jest norma, jakby był w blokowiska gdziekolwiek to już nie byłoby ok?
.

Nie o to chodzi. Jeszcze niedawno napisałbym że to taka skamielina że już nie do odratowania, ale postęp wykonany dzięki autorce budzi naprawdę zdumienie i podziw; do tego stopnia i w takim stopniu gość daje sobie zmieniać podejście że IMHO wciąż jest nadzieja (choć nie pewność) że i tych decydujących kwestiach da się go naprostować.

96

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Jack, zadam krótkie pytanie: byłeś kiedyś na Ukrainie? Ja byłem kilka razy służbowo. I wcale nie zapuszczałem się pod Rosję, wystarczyły zachodnie obwody takie jak lwowski i iwano-frankiwski. Jeśli przyjechał z ukraińskiej wsi, to wierzę że mógł kilka lat mieszkać w Polsce w gównianych warunkach, z dala od większej cywilizacji i nie odczuwał wielkiego dyskomfortu, a gówniany pokoik i ciężka robota i tak były dla niego plusem w stosunku do tamtych warunków. Co, zapomniałeś jak żyli nasi w Chicago, że "polska dzielnica" to było de facto getto na poziomie Meksyku, a nie prawdziwych Stanów? W dodatku odcięte kontaktowo od Stanów tak że niejeden przez cały pobyt nie był zmuszony nauczyć się angielskiego? Naprawdę przeceniasz wpływ środowiska na imigrantów, mogą życ w swoich enklawach stanowiących mentalnie ich mały kraj, a nie część kraju, na którego administracyjnym terenie się znajdują. Nie odnoś mechanizmów cywilizowanych ludzi do homo sovieticus wychowanych na zadupiu d. ZSRR, bo się przejedziesz; ja się za łeb łapałem w dużych miastach, a na wsiach to mogłem jedynie powiedzieć "O ja pierdolę...", także pod względem mentalności.
Dlatego jeśli jako zakres odniesienia mam przyjąć widełki między Tarzanem i wykształconym absolwentem Harvardu mieszkającym w NYC, to jak najbardziej wierzę że on jest bliżej Tarzana.

Pracowałem wielokrotnie z ludźmi z takich dziur. Chłoną wszystko jak gąbka (choć faktycznie pewnych zachowań nie są w stanie się wyzbyć) i bardzo, ale to bardzo szybko się adaptują technologiczno-cywilizacyjnie. To nie trwa tyle lat, jak u tego typa, że koleś od 18 roku życia jest w PL i dopiero teraz się uczy wszystkiego od autorki wątku. A raczej nasza 25letnia autorka raczej nie związała się z młodszym. I co przez 7 lat omijała go technologia? To co opisujesz ma oczywiście miejsce, ale to dotyczy kontraktorów, wyrobników, którzy z założenia przyjechali na chwilę, żeby zarobić, a potem wracają do siebie. On tu przyjechał na stałe już.

Pamiętaj, że już przynajmniej raz na poważnym kłamstwie go przyłapała. Bo niby z seksem chciał do ślubu czekać, bo to tak ważne, tak intymne. A potem się okazało, że przed nią była nie jedna, nie dwie, a SZEŚĆ innych kobiet. SZEŚĆ u niby ultra religijnego ortodoksa.

Do tego jest tak apodyktyczny, że nawet jak ona sprząta lub jest czymś pochłonięta, to ma rzucać wszystko w cholerę, bo on się chce poprzytulać. I ten problem wracał u nich wielokrotnie. I to potrafi tak robić kiedy ona wykonuje swoje służbowe obowiązki, aby utrzymać stypendium. Ona ma rzucić wszystko w cholerę, bo według niego, ona nie poświęca mu czasu.

Sorry, ale kurde nie.

OK Jack, a teraz spójrz na takie wyjaśnienie przypadku (musisz przyznać że ma sens): gość pod silnym wpływem rodziców (z którego jak widać się wyzwala), przez te kilka lat za sprawą rodziców i ukraińskiego pochodzenia nie został wciągnięty do innej, lokalnej (w domyśle: polskiej, nowoczesnej) grupy społecznej, więc nic się nie zmieniało. Dopiero poznana dziewczyna stała się bodźcem do zmiany środowiska i zmian. Zresztą wcześniejsze argumenty potwierdzałoby to że on nie jest w stanie podjąć prób asymilacji z jej środowiskiem.

97

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Nowe_otwarcie napisał/a:

OK Jack, a teraz spójrz na takie wyjaśnienie przypadku (musisz przyznać że ma sens)

Miałoby sens, gdyby tu był rok, może dwa. I gdyby w tym czasie nikogo nie poznał. I był zatwardziałym 40stolatkiem.

Typ jest tu przynajmniej 7 lat i był po drodze w 6 przelotnych związkach. Przecież na budowie ich nie poznał (a pracuje z mężem siostry autorki, czyli nie w żadnej jakiejś ukraińskiej enklawie). A jeszcze po drodze to przecież był trenerem personalnym.

Więc nie, uważam, że nie masz racji.

98 Ostatnio edytowany przez newlife (2023-07-13 16:41:25)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

A mnie sie wydaje ze zamiast analizowac jego to powinnas sie zastaniowic nad soba. Co powoduje ze wchodzisz w relacje ktore nie sa dobre dla ciebie. Dlaczego bronisz przemocowcow i te relacje ciagniesz... w pierwszych zwiazkach partnerzy cie bili i ty to znosilas - do jakiegos czasu. A co myslisz ze ten obecny robi? To samo, tyle ze nie wali reka w twarz tylko cie maltretuje emocjonalnie a ty go jeszcze tlumaczysz. A jego wielka milosc? Czy to milosc czy tez wygoda i manipulacje ciebie? Osoba ktora kocha nie chce sprawiac przykrosci osobie kochanej.

Poczytaj troche odnosnie "conditioning" - uwarukowanie, programowanie podswiadomosci etc oraz projekcji bo mnie sie wydaje ze swoje emocje i potrzebe milosci przekladasz na niego., Ty go kochasz a on chce cie posiadac. Jego emocje nie sa zdrowe.
Tlumaczenie tego zabita wies ukrainska jest nie na miejscu bo to tak nie dziala. Wiem cos o tym.

99

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
newlife napisał/a:

Ty go kochasz a on chce cie posiadac. Jego emocje nie sa zdrowe.
Tlumaczenie tego zabita wsia ukrainska jest nie na miejscu bo to tak nie dziala. Wiem cos o tym.

I to jest sedno problemu.
Ponadto nie rozwijasz się, żeby partner nie czuł się gorszy.
Twoje podporządkowanie jego woli ma jemu zapewnić bezpieczeństwo, więc rezygnujesz z siebie by on czuł się dobrze, robisz to kosztem swojego poczucia wolności i bezpieczeństwa.

Bez względu na to, jak bardzo będziesz przez niego "kochana" i otaczana troską, jeśli nie będziesz mogła żyć według własnych upodobań staniesz się jego zakładnikiem z Syndromem Sztokholmskim.
A jak przyjdą dzieci i zależność od niego....oby nie wprowadził w domu zasad z ukraińskiej wsi.

Ja mam bardzo dużo uznania dla ludzi, którzy są pracowici, mają wpojone słuszne wartości i chcą się rozwijać. To bardzo cenne.
Z drugiej strony nie można lekceważyć  jego przekonania, że kobieta nie powinna mieć nikogo poza mężem, że nikt inny nie jest jej do życia potrzebny, że można jej zabronić ubierać się według swojego uznania. To dla mnie jest przerażające.

100

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Agnes76 napisał/a:
newlife napisał/a:

Ty go kochasz a on chce cie posiadac. Jego emocje nie sa zdrowe.
Tlumaczenie tego zabita wsia ukrainska jest nie na miejscu bo to tak nie dziala. Wiem cos o tym.

I to jest sedno problemu.
Ponadto nie rozwijasz się, żeby partner nie czuł się gorszy.
Twoje podporządkowanie jego woli ma jemu zapewnić bezpieczeństwo, więc rezygnujesz z siebie by on czuł się dobrze, robisz to kosztem swojego poczucia wolności i bezpieczeństwa.

Bez względu na to, jak bardzo będziesz przez niego "kochana" i otaczana troską, jeśli nie będziesz mogła żyć według własnych upodobań staniesz się jego zakładnikiem z Syndromem Sztokholmskim.
A jak przyjdą dzieci i zależność od niego....oby nie wprowadził w domu zasad z ukraińskiej wsi.

Ja mam bardzo dużo uznania dla ludzi, którzy są pracowici, mają wpojone słuszne wartości i chcą się rozwijać. To bardzo cenne.
Z drugiej strony nie można lekceważyć  jego przekonania, że kobieta nie powinna mieć nikogo poza mężem, że nikt inny nie jest jej do życia potrzebny, że można jej zabronić ubierać się według swojego uznania. To dla mnie jest przerażające.

Nic dodać, nic ująć.

101 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2023-07-14 09:56:18)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

OK Jack, a teraz spójrz na takie wyjaśnienie przypadku (musisz przyznać że ma sens)

Miałoby sens, gdyby tu był rok, może dwa. I gdyby w tym czasie nikogo nie poznał. I był zatwardziałym 40stolatkiem.

Typ jest tu przynajmniej 7 lat i był po drodze w 6 przelotnych związkach. Przecież na budowie ich nie poznał (a pracuje z mężem siostry autorki, czyli nie w żadnej jakiejś ukraińskiej enklawie). A jeszcze po drodze to przecież był trenerem personalnym.

Więc nie, uważam, że nie masz racji.

Jack, a masz pewnośc co do tego jakie to związki były? Bardzo możliwe że kilka lasek poleciało na visual i "związek" rozpadał się nawet nie w ciągu miesięcy, a tygodni (gdy laska dowiadywała się na jakim jest poziomie i co myśli o różnych kwestiach). Do tego wszystkiego co piszesz nie jest potrzebne wejście w konkretne środowisko. Trener personalny... właściciel siłowni zobaczył gostka starającego się o pracę, wystarczyła pewnie demonstracja że umie poprawnie cwiczyc i dostał robotę. Dalej nie ma niczego co wymagałoby faktycznego wyjścia z getta. Pracuje z mężem siostry autorki, w budowlance; no cholernie nietypowe jak na ukraińskiego arbeitera wink
W mojej branży to by dopiero zobaczył jakie międzynarodowe brygady są wśród fizycznych. I stopień asymilacji z Polakami słabiutki wink

102

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Jack, a masz pewnośc co do tego jakie to związki były? Bardzo możliwe że kilka lasek poleciało na visual i "związek" rozpadał się nawet nie w ciągu miesięcy, a tygodni (gdy laska dowiadywała się na jakim jest poziomie i co myśli o różnych kwestiach). Do tego wszystkiego co piszesz nie jest potrzebne wejście w konkretne środowisko. Trener personalny... właściciel siłowni zobaczył gostka starającego się o pracę, wystarczyła pewnie demonstracja że umie poprawnie cwiczyc i dostał robotę. Dalej nie ma niczego co wymagałoby faktycznego wyjścia z getta. Pracuje z mężem siostry autorki, w budowlance; no cholernie nietypowe jak na ukraińskiego arbeitera wink
W mojej branży to by dopiero zobaczył jakie międzynarodowe brygady są wśród fizycznych. I stopień asymilacji z Polakami słabiutki wink

Nawet jakby to były jednorazowe akcje. Ilość kobiet w jego historii świadczy o tym, że nie siedział pod kloszem w domu, ani nie siedział w jakiejś zamkniętej enklawie, ani nie siedział zamknięty w domu czytając biblię. Socjalizował się. Intensywnie.

Bez papierów nikt cię nie zatrudni (kwestia OC i odpowiedzialności prawnej jak komuś coś się stanie). Jak masz papiery i nie masz wyglądu - podobnie - nikt cię nie weźmie. Tutaj rynek jest mega wymagający, bo konkurencja jest bardzo duża.

Że pracuje z mężem siostry to mi chodziło to, że nie pracował w jakiejś losowej grupie ukrów, tylko pracował z Polakami. Czyli w domyśle - nie izolował się i jego zarówno wiedza, jak i przekonania musiały być poddawane próbom.

Nie da się funkcjonować w XXI wieku przez 6 lat i mieć tak ograniczoną wiedzę i tak skrajne i ortodoksyjne przekonania. Nawet krajowe szury wiedzą więcej tylko po prostu to negują.

103

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
MagdaLena1111 napisał/a:
Bbaselle napisał/a:

nie rozumiem bronienia tego faceta i wmawiania ze ma w sobie mądrość życiowa czy co tam innego ( nie mogłam tych postów przeczytać do końca bo ..... po prostu nie mogłam).
Czy chłop myślał jak się czulą autorka i czy miał wyrzuty sumienia jak jej robił sceny zazdrości albo jak jej nie pozwalał obierać się tak jak ona chce. Czul ZERO wyrzutów bo on już od dawna tresuje ja sobie pod swoja modle.
Ale jak widać niektórzy powiedzą 'wspaniały partner'

Wydaje mi się, że po prostu jesteś z innej epoki niż autorzy twierdzeń, że wartość toksyka tkwi w jego ekhm…życiowej mądrości :-O

Zobacz kto to pisze, np. stara baba, przez życie której przewinęło się stado facetów najgorszej maści, bo jacyś narcyzi, psychopaci, ekstremalne brudasy, brrrrrr…. Gdzie byłaby ich samoocena, gdyby okazało się, że zmarnowali swój potencjał przy  tego pokroju osobach.

Jeśli po drodze nie zaliczysz jakiegoś chorobska, to może i tobie uda się doczekać czasów, że ktoś nazwie cię stara babą.
Chamstwo.
Tak się dzisiaj dyskutuje?
A od tego czy przez moje życie przewinęło się stado popaprancow trzymaj się z daleka albo od oceniania moich rad.
Siedz sobie na tym forum i udzielaj innym samych mądrych rad.
Ja jestem stanowczo za stara na to, by pouczać młodzież.
Super, że wreszcie zostałam zmobilizowana do tego, by opuścić to forum.
Wszystkiego dobrego.

104

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

Ja jestem stanowczo za stara na to, by pouczać młodzież.
Super, że wreszcie zostałam zmobilizowana do tego, by opuścić to forum.
Wszystkiego dobrego.

Oj ulle, a skąd wiesz, że akurat młodzież pouczasz? wink

Też znalazłaś powód żeby opuścić forum, jakby akurat  bardzo to miało dotknąć Twoich przeciwników.
Wrzuć na luz i baw się dalej smile

105

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Ulle:
Po prostu ignoruj pewne osoby, tak jak ja to robię.
W dzisiejszym świecie, posiadanie innej oceny sytuacji, to grzech.
Więc grzesz do woli, i tak spotkamy się w piekle smile

106

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Agnes, Szeptuch dziękuję.

107 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-15 07:25:14)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Dubel

108

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Bbaselle napisał/a:

nie rozumiem bronienia tego faceta i wmawiania ze ma w sobie mądrość życiowa czy co tam innego ( nie mogłam tych postów przeczytać do końca bo ..... po prostu nie mogłam).
Czy chłop myślał jak się czulą autorka i czy miał wyrzuty sumienia jak jej robił sceny zazdrości albo jak jej nie pozwalał obierać się tak jak ona chce. Czul ZERO wyrzutów bo on już od dawna tresuje ja sobie pod swoja modle.
Ale jak widać niektórzy powiedzą 'wspaniały partner'

Wydaje mi się, że po prostu jesteś z innej epoki niż autorzy twierdzeń, że wartość toksyka tkwi w jego ekhm…życiowej mądrości :-O

Zobacz kto to pisze, np. stara baba, przez życie której przewinęło się stado facetów najgorszej maści, bo jacyś narcyzi, psychopaci, ekstremalne brudasy, brrrrrr…. Gdzie byłaby ich samoocena, gdyby okazało się, że zmarnowali swój potencjał przy  tego pokroju osobach.

Jeśli po drodze nie zaliczysz jakiegoś chorobska, to może i tobie uda się doczekać czasów, że ktoś nazwie cię stara babą.
Chamstwo.
Tak się dzisiaj dyskutuje?
A od tego czy przez moje życie przewinęło się stado popaprancow trzymaj się z daleka albo od oceniania moich rad.
Siedz sobie na tym forum i udzielaj innym samych mądrych rad.
Ja jestem stanowczo za stara na to, by pouczać młodzież.
Super, że wreszcie zostałam zmobilizowana do tego, by opuścić to forum.
Wszystkiego dobrego.

Ulle, stanowczy sprzeciw z mojej strony! Już i tak rozsądnych użytkowników firum da się policzyć na palcach jednej ręki. Daj spokój i nie przejmuj się gówniarą, ktora kilka lat temu była w czarnej dupie, pk czym udało jej się uczyciowo trochę wygrzebać, złapać jakiegoś frajera,zaciążyć i ueaza zd wszystkie rozumu pozjadała (choć wśród tych co niedawno urodziły to nie byłby jednostkowy przypadek zdrowego odpału). Nie przejmuj się i pisz dalej.

109

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Nowe_otwarcie napisał/a:
ulle napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Wydaje mi się, że po prostu jesteś z innej epoki niż autorzy twierdzeń, że wartość toksyka tkwi w jego ekhm…życiowej mądrości :-O

Zobacz kto to pisze, np. stara baba, przez życie której przewinęło się stado facetów najgorszej maści, bo jacyś narcyzi, psychopaci, ekstremalne brudasy, brrrrrr…. Gdzie byłaby ich samoocena, gdyby okazało się, że zmarnowali swój potencjał przy  tego pokroju osobach.

Jeśli po drodze nie zaliczysz jakiegoś chorobska, to może i tobie uda się doczekać czasów, że ktoś nazwie cię stara babą.
Chamstwo.
Tak się dzisiaj dyskutuje?
A od tego czy przez moje życie przewinęło się stado popaprancow trzymaj się z daleka albo od oceniania moich rad.
Siedz sobie na tym forum i udzielaj innym samych mądrych rad.
Ja jestem stanowczo za stara na to, by pouczać młodzież.
Super, że wreszcie zostałam zmobilizowana do tego, by opuścić to forum.
Wszystkiego dobrego.

Ulle, stanowczy sprzeciw z mojej strony! Już i tak rozsądnych użytkowników firum da się policzyć na palcach jednej ręki. Daj spokój i nie przejmuj się gówniarą, ktora kilka lat temu była w czarnej dupie, pk czym udało jej się uczyciowo trochę wygrzebać, złapać jakiegoś frajera,zaciążyć i ueaza zd wszystkie rozumu pozjadała (choć wśród tych co niedawno urodziły to nie byłby jednostkowy przypadek zdrowego odpału). Nie przejmuj się i pisz dalej.

Wobec tak stanowczego sprzeciwu chyba się ugnę.
Bardzo Ci dziękuję.
Ale wiesz to nawet nie chodzi o to, że się przejmuje.
Bardziej chodzi o to, że czasem trzeba wiedzieć, kiedy się z czegoś wycofać, bo jeśli przekroczy się te magiczna cienką linię można stać się śmiesznym, a ja swoje lata jednak mam.
Ona, jeśli dożyje też kiedyś będzie stara.

Jednak ta stygmatyzacja i to z powodu wieku? Prymitywne.
Jednak, jak wspomniałam, nie chodzi mi nawet o mój wiek, tylko o te pogardę, jaka ta kobieta wyraziła w stosunku do mnie, bo przejechała się bez mojego przyzwolenia po mnie, po całości.
Czy myślała o tym, co pisze?
W doopie miała, co ja pomyśle albo co pomyśli ktoś inny.
Liczyło się tylko to, żeby moim kosztem wzmocnić siłę swoich argumentów na zasadzie " nie słuchajcie ludzie tej głupiej starej baby, bo to ostatnie dno itd. Mnie tylko słuchajcie."
Niczym tej kobiecie nigdy nie zalazlam za skórę, a przecież jakiś czas temu także w innym wątku wycierała sobie mną gębę".

I właśnie o to chodzi mi najbardziej - o to, że zwyczajnie nie warto.
Myślę sobie teraz " a po cholerę mi to wszystko? Czy nie mam swoich spraw i swojego życia, żebym musiała narażać się coś takiego?"
Nie wiem, mam teraz straszny niesmak i jeśli jakiś uda mi się przełknąć to badziewie, to pewnie w jeszcze wielu wątkach się wypowiem, szczególnie gdy coś mnie zainteresuje.
Ale to już chyba nie będzie to, o co mi chodziło.

W każdym razie dziękuję i Ty też na siebie uważaj. Nie pisz wszystkiego, co leży Ci na sercu, a masz do tego skłonność, bo w każdej chwili ktoś może napisać Ci coś po chamsku, a Ty staniesz i będziesz się dziwił " co takiego złego albo głupiego napisałem, że zasłużyłem na taki komentarz?"

Myślę, że czasem odezwę się w wybranych wątkach.
Pozdrawiam.

110

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Po przeczytaniu pierwszego posta od autorki chciałem napisać: uciekaj i to jak najszybciej. Później czytając inne uwagi i odpowiedzi autorki nie byłem już taki pewny. Kiedyś doradziłem koledze rozwód- był w ciężkim momencie z żoną a jego żona to była zołza jak cholera. Oni to naprawili dziewczyna się ogarnęła. Są od lat para i jest ok. Mylilem się choć miałem mocne podstawy zeby doradzać rozwód. Cóż takie życie. Dlatego nie wyrzucam juz z siebie z szybkoscia swiatla rad. Teraz powiem: Autorko trzymam kciuki zobacz co się uda zrobić. Dobrze ze przeprowadziłaś rozmowę z facetem i dobrze ze właśnie tak jak to zrobiłaś. Choćby pojawiło się 10000 odpowiedzi o forumowiczów to i tak od Ciebie wszystko zależy. Jeśli miałbym coś doradzić to ustal sobie ramy czasowe do kiedy podejmiesz decyzję. Trochę obawiam się tego że facet "ułoży" się pod Ciebie ale będzie to tylko gra (bo chce z Tobą byc) bo w wgłębi duszy będzie go zżerać zazdrość. Wtedy to tylko wyrok z odroczeniem. Chyba że zrozumie (jeśli to mozliwe) ze może Ci ufać. Martwi mnie też ze na dluższa metę w związku ludzie powinni nadawać na tych samych falach (poziomach). Ja nie wiem czy on może Cie dogonić. Z czasem będzie to większy problem dla Ciebie niz dla niego. Ale duża jesteś Ty decydujesz nie wydajesz się osoba która da się omamic i zmanipulować. Zobacz co będzie - jak stracisz pół roku to trudno świat się nie zawali. Tylko je wpadnij

111

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Po przeczytaniu pierwszego posta od autorki chciałem napisać: uciekaj i to jak najszybciej. Później czytając inne uwagi i odpowiedzi autorki nie byłem już taki pewny. Kiedyś doradziłem koledze rozwód- był w ciężkim momencie z żoną a jego żona to była zołza jak cholera. Oni to naprawili dziewczyna się ogarnęła. Są od lat para i jest ok. Mylilem się choć miałem mocne podstawy zeby doradzać rozwód. Cóż takie życie. Dlatego nie wyrzucam juz z siebie z szybkoscia swiatla rad. Teraz powiem: Autorko trzymam kciuki zobacz co się uda zrobić. Dobrze ze przeprowadziłaś rozmowę z facetem i dobrze ze właśnie tak jak to zrobiłaś. Choćby pojawiło się 10000 odpowiedzi o forumowiczów to i tak od Ciebie wszystko zależy. Jeśli miałbym coś doradzić to ustal sobie ramy czasowe do kiedy podejmiesz decyzję. Trochę obawiam się tego że facet "ułoży" się pod Ciebie ale będzie to tylko gra (bo chce z Tobą byc) bo w wgłębi duszy będzie go zżerać zazdrość. Wtedy to tylko wyrok z odroczeniem. Chyba że zrozumie (jeśli to mozliwe) ze może Ci ufać. Martwi mnie też ze na dluższa metę w związku ludzie powinni nadawać na tych samych falach (poziomach). Ja nie wiem czy on może Cie dogonić. Z czasem będzie to większy problem dla Ciebie niz dla niego. Ale duża jesteś Ty decydujesz nie wydajesz się osoba która da się omamic i zmanipulować. Zobacz co będzie - jak stracisz pół roku to trudno świat się nie zawali. Tylko je wpadnij

112

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

P.S. co by nie gadać fajnych facetow na świecie trochę jest. Trafić na 4 (5?) pod rząd z problemami to jak rzucać szóstke kostką 4-5 razy pod rząd. Raczej nie ma w tym przypadku. Spróbuj się zrozumieć, co Tobą kieruje (może terapeuta który spojrzy na to z boku?). Jest jakiś klucz według którego dobierasz facetow. Takich jacy Cie pociągają ale po chwili orientujesz się że nie tędy droga. A potem znów taki sam facet.

Powodzenia!

113 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2023-07-15 18:08:16)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
ulle napisał/a:

Jeśli po drodze nie zaliczysz jakiegoś chorobska, to może i tobie uda się doczekać czasów, że ktoś nazwie cię stara babą.
Chamstwo.
Tak się dzisiaj dyskutuje?
A od tego czy przez moje życie przewinęło się stado popaprancow trzymaj się z daleka albo od oceniania moich rad.
Siedz sobie na tym forum i udzielaj innym samych mądrych rad.
Ja jestem stanowczo za stara na to, by pouczać młodzież.
Super, że wreszcie zostałam zmobilizowana do tego, by opuścić to forum.
Wszystkiego dobrego.

Ulle, stanowczy sprzeciw z mojej strony! Już i tak rozsądnych użytkowników firum da się policzyć na palcach jednej ręki. Daj spokój i nie przejmuj się gówniarą, ktora kilka lat temu była w czarnej dupie, pk czym udało jej się uczyciowo trochę wygrzebać, złapać jakiegoś frajera,zaciążyć i ueaza zd wszystkie rozumu pozjadała (choć wśród tych co niedawno urodziły to nie byłby jednostkowy przypadek zdrowego odpału). Nie przejmuj się i pisz dalej.

Wobec tak stanowczego sprzeciwu chyba się ugnę.
Bardzo Ci dziękuję.
Ale wiesz to nawet nie chodzi o to, że się przejmuje.
Bardziej chodzi o to, że czasem trzeba wiedzieć, kiedy się z czegoś wycofać, bo jeśli przekroczy się te magiczna cienką linię można stać się śmiesznym, a ja swoje lata jednak mam.
Ona, jeśli dożyje też kiedyś będzie stara.

Jednak ta stygmatyzacja i to z powodu wieku? Prymitywne.
Jednak, jak wspomniałam, nie chodzi mi nawet o mój wiek, tylko o te pogardę, jaka ta kobieta wyraziła w stosunku do mnie, bo przejechała się bez mojego przyzwolenia po mnie, po całości.
Czy myślała o tym, co pisze?
W doopie miała, co ja pomyśle albo co pomyśli ktoś inny.
Liczyło się tylko to, żeby moim kosztem wzmocnić siłę swoich argumentów na zasadzie " nie słuchajcie ludzie tej głupiej starej baby, bo to ostatnie dno itd. Mnie tylko słuchajcie."
Niczym tej kobiecie nigdy nie zalazlam za skórę, a przecież jakiś czas temu także w innym wątku wycierała sobie mną gębę".

I właśnie o to chodzi mi najbardziej - o to, że zwyczajnie nie warto.
Myślę sobie teraz " a po cholerę mi to wszystko? Czy nie mam swoich spraw i swojego życia, żebym musiała narażać się coś takiego?"
Nie wiem, mam teraz straszny niesmak i jeśli jakiś uda mi się przełknąć to badziewie, to pewnie w jeszcze wielu wątkach się wypowiem, szczególnie gdy coś mnie zainteresuje.
Ale to już chyba nie będzie to, o co mi chodziło.

W każdym razie dziękuję i Ty też na siebie uważaj. Nie pisz wszystkiego, co leży Ci na sercu, a masz do tego skłonność, bo w każdej chwili ktoś może napisać Ci coś po chamsku, a Ty staniesz i będziesz się dziwił " co takiego złego albo głupiego napisałem, że zasłużyłem na taki komentarz?"

Myślę, że czasem odezwę się w wybranych wątkach.
Pozdrawiam.

100% wrazliwy narcyzm sie odpalil xD
Dramat jak chvy... zostalas skrytykowana... po co Ci narazanie sie na cos takiego?

To zalezy po co tutaj jestes:
Jesli celem jest pomoc innym to odpowiedz jest oczywista i zadna krytyka na to wplynac nie moze.
Jesli celem jest podbudowanie wlasnego ego a zamiast tego jestes krytykowana to rzeczywiscie nie wiem po co Ci to.

114

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

O matko.
Jedyne co mi się nasuwa to to, że jeśli ktokolwiek pierwszy zdradzi - to on. Najpierw chce Cie zawłaszczyć to a potem jak już się od niego uzależnisz to będzie robił co chciał.

Ale jest mądra, nie dasz się w to wrobić. Mam nadzieję.

115 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-15 20:45:49)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
JohnyBravo777 napisał/a:
ulle napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Ulle, stanowczy sprzeciw z mojej strony! Już i tak rozsądnych użytkowników firum da się policzyć na palcach jednej ręki. Daj spokój i nie przejmuj się gówniarą, ktora kilka lat temu była w czarnej dupie, pk czym udało jej się uczyciowo trochę wygrzebać, złapać jakiegoś frajera,zaciążyć i ueaza zd wszystkie rozumu pozjadała (choć wśród tych co niedawno urodziły to nie byłby jednostkowy przypadek zdrowego odpału). Nie przejmuj się i pisz dalej.

Wobec tak stanowczego sprzeciwu chyba się ugnę.
Bardzo Ci dziękuję.
Ale wiesz to nawet nie chodzi o to, że się przejmuje.
Bardziej chodzi o to, że czasem trzeba wiedzieć, kiedy się z czegoś wycofać, bo jeśli przekroczy się te magiczna cienką linię można stać się śmiesznym, a ja swoje lata jednak mam.
Ona, jeśli dożyje też kiedyś będzie stara.

Jednak ta stygmatyzacja i to z powodu wieku? Prymitywne.
Jednak, jak wspomniałam, nie chodzi mi nawet o mój wiek, tylko o te pogardę, jaka ta kobieta wyraziła w stosunku do mnie, bo przejechała się bez mojego przyzwolenia po mnie, po całości.
Czy myślała o tym, co pisze?
W doopie miała, co ja pomyśle albo co pomyśli ktoś inny.
Liczyło się tylko to, żeby moim kosztem wzmocnić siłę swoich argumentów na zasadzie " nie słuchajcie ludzie tej głupiej starej baby, bo to ostatnie dno itd. Mnie tylko słuchajcie."
Niczym tej kobiecie nigdy nie zalazlam za skórę, a przecież jakiś czas temu także w innym wątku wycierała sobie mną gębę".

I właśnie o to chodzi mi najbardziej - o to, że zwyczajnie nie warto.
Myślę sobie teraz " a po cholerę mi to wszystko? Czy nie mam swoich spraw i swojego życia, żebym musiała narażać się coś takiego?"
Nie wiem, mam teraz straszny niesmak i jeśli jakiś uda mi się przełknąć to badziewie, to pewnie w jeszcze wielu wątkach się wypowiem, szczególnie gdy coś mnie zainteresuje.
Ale to już chyba nie będzie to, o co mi chodziło.

W każdym razie dziękuję i Ty też na siebie uważaj. Nie pisz wszystkiego, co leży Ci na sercu, a masz do tego skłonność, bo w każdej chwili ktoś może napisać Ci coś po chamsku, a Ty staniesz i będziesz się dziwił " co takiego złego albo głupiego napisałem, że zasłużyłem na taki komentarz?"

Myślę, że czasem odezwę się w wybranych wątkach.
Pozdrawiam.

100% wrazliwy narcyzm sie odpalil xD
Dramat jak chvy... zostalas skrytykowana... po co Ci narazanie sie na cos takiego?

To zalezy po co tutaj jestes:
Jesli celem jest pomoc innym to odpowiedz jest oczywista i zadna krytyka na to wplynac nie moze.
Jesli celem jest podbudowanie wlasnego ego a zamiast tego jestes krytykowana to rzeczywiscie nie wiem po co Ci to.

Johny, ale czy my naprawde komuś tu pomagamy?
Ja w sumie puściłam już w niepamięć te krytykę jednej z użytkowniczek, bo w sumie, co mi tam? O ile w ogóle można określić to jako krytykę.
Lat sobie nie odejmę ani nikomu nie udowodnie, że nie jestem wielbłądem.
Ok, niech jej będzie.
Psy szczekają, karawana jedzie dalej.
Przecież lubię to forum, więc w sumie dlaczego miałabym sobie odejmować?

Dzisiaj rozmyślam jednak o czymś innym - poddaje mianowicie w wątpliwość sens pisania tutaj, bo o jakim pomaganiu tu jest mowa, skoro mnóstwo osób zakładających wątki raczej siebie wybiela, a z drugiej strony robi chodzący dramat- akurat w tym wątku dziewczyna pisała bardzo obiektywnie.
I może właśnie dlatego ja zobaczyłam jej faceta z zupełnie innej strony. Widziałam jego wady, dość poważne, ale zobaczyłam też dobra stronę tego człowieka i podczas dyskusji broniłam go używając konkretnych argumentów.
A co byłoby, gdyby ona opisała swoją sytuację zupełnie inaczej?
Czy ja mogłabym spojrzeć na jej faceta tak, jak zrobiłam to w jej wątku?
Tak więc Johny ( naszym konikiem jest narcyzm, dlatego lubię czytać Twoje posty)
czy my naprawde komuś pomagamy?
A może tylko podpuszczamy kogoś, by zrobił coś głupiego?
Taki mam teraz kryzys.

116

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

czy my naprawde komuś pomagamy?
A może tylko podpuszczamy kogoś, by zrobił coś głupiego?

Nie ma różnicy. Każdy z nas jest dorosły i jest odpowiedzialny sam za siebie. To od drugiej osoby zależy czy się posłucha, czy nie. Czy zrozumie metaforę, czy nie. Czy spojrzy na swoją sytuację z innej perspektywy czy nie. Różni ludzie zapewniają różne punkty widzenia. A to daje możliwość rozwoju.

117

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:
ulle napisał/a:

czy my naprawde komuś pomagamy?
A może tylko podpuszczamy kogoś, by zrobił coś głupiego?

Nie ma różnicy. Każdy z nas jest dorosły i jest odpowiedzialny sam za siebie. To od drugiej osoby zależy czy się posłucha, czy nie. Czy zrozumie metaforę, czy nie. Czy spojrzy na swoją sytuację z innej perspektywy czy nie. Różni ludzie zapewniają różne punkty widzenia. A to daje możliwość rozwoju.

Na pewno?
Mnóstwo osób jest tak strasznie pogubionych, tak sponiewieranych przez zło, że czasem masz wrażenie, iż pisze dziecko, kompletnie bezradne, że szuka ostatniej deski ratunku, bo wszystko inne już zawiodło. Wychodzi więc do ludzi i pyta, co robić?
Czy takie osoby zdolne są do właściwej oceny swojej sytuacji?

I dlatego ja dzisiaj dużo myślę o forum, gdyż nie wiem, jak do tego wszystkiego podejść, żeby było lepiej dla osób zakładających wątki.
Czy traktować pisanie tutaj jako coś w rodzaju rozrywki, czy raczej śmiertelnie poważnie?
Bo np. ja nie potrafiłabym dla rozrywki.
W każdy wątek, który mnie zainteresuje wkładam mnóstwo energii, już nie mowiac o emocjach.

118

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:

Dzisiaj rozmyślam jednak o czymś innym - poddaje mianowicie w wątpliwość sens pisania tutaj, bo o jakim pomaganiu tu jest mowa, skoro mnóstwo osób zakładających wątki raczej siebie wybiela, a z drugiej strony robi chodzący dramat.

Te osoby latwo rozpoznac po tym, ze przychodza z gotowa narracja / przekonaniami i nie szukaja refleksji, zmiany tylko potwierdzenia swoich opinii (np. ze nie ma w nich zadnej winy [Lazardo], albo ze ich przykra sytuacja zyciowa jest niezalezna od nich [rakastankielia]).
Z uwagi na to, ze ich celem jest uzyskanie potwierdzenia to odpowiednio filtruja i przeksztalcaja swoje historie aby je uzyskac.

Ale jest tez mnostwo osob z autentycznymi problemami, ktorzy sa zainteresowani roznymi punktami widzenia.

Tym drugim - wierze - wszystkie dobrze uargumentowane rady (niezaleznie od opinii) maja szanse pomoc wczesniej badz pozniej.
Tym pierwszym sam nie wiem jak pomoc ale mam nadzieje, ze kiedys dzieki interakcjom z nimi (oraz nauce i refleksji) znajde sposob.

119

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Więcej luzu. Niektórzy potrzebują pogłaskania po główce, a na innych lepiej działa bura. Nigdy wszystkim nie dogodzisz. Nigdy wszystkich nie zbawisz.

To jest FORUM. Ono służy do wymiany opinii, spostrzeżeń i myśli. Możesz rozbijać gówno na atomy i będzie OK. A możesz napisać, żeby ktoś wziął się w garść, bo jest żałosnym frajerem i to też będzie ok. Bo nie wiesz co kogo wyrwie z marazmu, co komu pomoże i co kogo zmusi do działania.

Tak było w moim przypadku, kiedy przyszedłem tych 13 lat temu tutaj. Jedni mnie pogłaskali. Inni na mnie naburali. Obie te rzeczy były mi potrzebne na tamtym etapie mojego życia. Dziś, chcę się odwdzięczyć tym samym - moją opinią. Nie prawdą objawioną, nie jedynym możliwym rozwiązaniem. Tylko i wyłącznie moją opinią. Przemyśleniem na podstawie skrawka informacji.

120

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
JohnyBravo777 napisał/a:
ulle napisał/a:

Dzisiaj rozmyślam jednak o czymś innym - poddaje mianowicie w wątpliwość sens pisania tutaj, bo o jakim pomaganiu tu jest mowa, skoro mnóstwo osób zakładających wątki raczej siebie wybiela, a z drugiej strony robi chodzący dramat.

Te osoby latwo rozpoznac po tym, ze przychodza z gotowa narracja / przekonaniami i nie szukaja refleksji, zmiany tylko potwierdzenia swoich opinii (np. ze nie ma w nich zadnej winy [Lazardo], albo ze ich przykra sytuacja zyciowa jest niezalezna od nich [rakastankielia]).
Z uwagi na to, ze ich celem jest uzyskanie potwierdzenia to odpowiednio filtruja i przeksztalcaja swoje historie aby je uzyskac.

Ale jest tez mnostwo osob z autentycznymi problemami, ktorzy sa zainteresowani roznymi punktami widzenia.

Tym drugim - wierze - wszystkie dobrze uargumentowane rady (niezaleznie od opinii) maja szanse pomoc wczesniej badz pozniej.
Tym pierwszym sam nie wiem jak pomoc ale mam nadzieje, ze kiedys dzieki interakcjom z nimi (oraz nauce i refleksji) znajde sposob.

Ci pierwsi, to raczej narcyzi, bo oni mają przecież ogromne problemy z samotnością, a ich często nawet liczne latające małpy nie dają im pomocy. Narcyz potrzebuje miec latające małpy, ale mimi gardzi.
Tym ludziom nie da się pomoc
Druga grupa, jak najbardziej nadaje się do dyskusji, do terapii.

121

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Więcej luzu. Niektórzy potrzebują pogłaskania po główce, a na innych lepiej działa bura. Nigdy wszystkim nie dogodzisz. Nigdy wszystkich nie zbawisz.

To jest FORUM. Ono służy do wymiany opinii, spostrzeżeń i myśli. Możesz rozbijać gówno na atomy i będzie OK. A możesz napisać, żeby ktoś wziął się w garść, bo jest żałosnym frajerem i to też będzie ok. Bo nie wiesz co kogo wyrwie z marazmu, co komu pomoże i co kogo zmusi do działania.

Tak było w moim przypadku, kiedy przyszedłem tych 13 lat temu tutaj. Jedni mnie pogłaskali. Inni na mnie naburali. Obie te rzeczy były mi potrzebne na tamtym etapie mojego życia. Dziś, chcę się odwdzięczyć tym samym - moją opinią. Nie prawdą objawioną, nie jedynym możliwym rozwiązaniem. Tylko i wyłącznie moją opinią. Przemyśleniem na podstawie skrawka informacji.

Byłam kiedyś w dramatycznej sytuacji i przyszłam tutaj.wczesniej byłam na tym czerwonym forum o zdradach, tak byłam jako Mono- tamto forum też było fantastyczne, tylko że tam było mnóstwo radykałów, bardzo mądrych osób, burzliwe dyskusje. Świetne forum.
A potem przeniosłam się tutaj.
Uzyskałam dzięki czerwonemu forum oraz dzięki niektórym naszym furomowiczom mądre rady. Jedna osoba pomogła mi szczególnie. Udało jej się poprzestawiać klepki w mojej głowie.
I podobnie jak Ty zwracam dług, który zaciągnęłam u niej.
Niech takie rzeczy idą w świat, bo świat trzeba zmienić.

122 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-15 21:55:57)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Więcej luzu. Niektórzy potrzebują pogłaskania po główce, a na innych lepiej działa bura. Nigdy wszystkim nie dogodzisz. Nigdy wszystkich nie zbawisz.

To jest FORUM. Ono służy do wymiany opinii, spostrzeżeń i myśli. Możesz rozbijać gówno na atomy i będzie OK. A możesz napisać, żeby ktoś wziął się w garść, bo jest żałosnym frajerem i to też będzie ok. Bo nie wiesz co kogo wyrwie z marazmu, co komu pomoże i co kogo zmusi do działania.

Tak było w moim przypadku, kiedy przyszedłem tych 13 lat temu tutaj. Jedni mnie pogłaskali. Inni na mnie naburali. Obie te rzeczy były mi potrzebne na tamtym etapie mojego życia. Dziś, chcę się odwdzięczyć tym samym - moją opinią. Nie prawdą objawioną, nie jedynym możliwym rozwiązaniem. Tylko i wyłącznie moją opinią. Przemyśleniem na podstawie skrawka informacji.

Ja właśnie też tak robię, oddaje po prostu dług, który mam u wielu pomagających mi wtedy ludziom, a szczególne tej jednej.
Uważam takie postępowanie za w porządku, chce żeby inni skorzystali na moim doświadczeniu.
O, dwa razy Ci odpisałam, ale to nic nie szkodzi.

123 Ostatnio edytowany przez Socjallibertarianin (2023-07-15 21:58:59)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
ulle napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:
ulle napisał/a:

Wobec tak stanowczego sprzeciwu chyba się ugnę.
Bardzo Ci dziękuję.
Ale wiesz to nawet nie chodzi o to, że się przejmuje.
Bardziej chodzi o to, że czasem trzeba wiedzieć, kiedy się z czegoś wycofać, bo jeśli przekroczy się te magiczna cienką linię można stać się śmiesznym, a ja swoje lata jednak mam.
Ona, jeśli dożyje też kiedyś będzie stara.

Jednak ta stygmatyzacja i to z powodu wieku? Prymitywne.
Jednak, jak wspomniałam, nie chodzi mi nawet o mój wiek, tylko o te pogardę, jaka ta kobieta wyraziła w stosunku do mnie, bo przejechała się bez mojego przyzwolenia po mnie, po całości.
Czy myślała o tym, co pisze?
W doopie miała, co ja pomyśle albo co pomyśli ktoś inny.
Liczyło się tylko to, żeby moim kosztem wzmocnić siłę swoich argumentów na zasadzie " nie słuchajcie ludzie tej głupiej starej baby, bo to ostatnie dno itd. Mnie tylko słuchajcie."
Niczym tej kobiecie nigdy nie zalazlam za skórę, a przecież jakiś czas temu także w innym wątku wycierała sobie mną gębę".

I właśnie o to chodzi mi najbardziej - o to, że zwyczajnie nie warto.
Myślę sobie teraz " a po cholerę mi to wszystko? Czy nie mam swoich spraw i swojego życia, żebym musiała narażać się coś takiego?"
Nie wiem, mam teraz straszny niesmak i jeśli jakiś uda mi się przełknąć to badziewie, to pewnie w jeszcze wielu wątkach się wypowiem, szczególnie gdy coś mnie zainteresuje.
Ale to już chyba nie będzie to, o co mi chodziło.

W każdym razie dziękuję i Ty też na siebie uważaj. Nie pisz wszystkiego, co leży Ci na sercu, a masz do tego skłonność, bo w każdej chwili ktoś może napisać Ci coś po chamsku, a Ty staniesz i będziesz się dziwił " co takiego złego albo głupiego napisałem, że zasłużyłem na taki komentarz?"

Myślę, że czasem odezwę się w wybranych wątkach.
Pozdrawiam.

100% wrazliwy narcyzm sie odpalil xD
Dramat jak chvy... zostalas skrytykowana... po co Ci narazanie sie na cos takiego?

To zalezy po co tutaj jestes:
Jesli celem jest pomoc innym to odpowiedz jest oczywista i zadna krytyka na to wplynac nie moze.
Jesli celem jest podbudowanie wlasnego ego a zamiast tego jestes krytykowana to rzeczywiscie nie wiem po co Ci to.


Psy szczekają, karawana jedzie dalej.

Tak gadały najbardziej zatwardziałe PISiory  w Internecie. Ja zawsze mówię nie karawana a karawan.

124 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-15 22:02:55)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Socjallibertarianin napisał/a:
ulle napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

100% wrazliwy narcyzm sie odpalil xD
Dramat jak chvy... zostalas skrytykowana... po co Ci narazanie sie na cos takiego?

To zalezy po co tutaj jestes:
Jesli celem jest pomoc innym to odpowiedz jest oczywista i zadna krytyka na to wplynac nie moze.
Jesli celem jest podbudowanie wlasnego ego a zamiast tego jestes krytykowana to rzeczywiscie nie wiem po co Ci to.


Psy szczekają, karawana jedzie dalej.

Tak gadały najbardziej zatwardziałe PISiory na min wirtualnej Polsce. Zawsze mówię nie karawana a karawan. Może jesteś tą świrniętą kurator Nowak...
A czy jak ktoś kogoś zabije to możliwe że był ku temu powód owszem 0,001%
Pała z logiki. Brak dobrej woli to rak tzw. źle rozumianej polskości. Właśnie Donald Tusk pil do tego. Chwaląc Gąbrowicza.

To prawda, karawan.
Nie, nie jestem tą kurator.

125

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

W życiu jest miejsce i na sacrum i na profanum. Każdy ma jakieś swoje male dziwactwa, przesądy, nawyki. I to jest OK. To co już nie jest ok, to jak ktoś zaczyna negować wiedzę naukową i podejmuje decyzje życiowe na podstawie horoskopu......

126 Ostatnio edytowany przez Natinatka (2023-07-21 20:02:32)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Cześć, wracam po kilku dniach, aby opowiedzieć, jak się rozwinęła sytuacja.

Po tej kłótni, po tym jak pojechał do rodziców i wrócił, jakoś bardzo szybko się dogadaliśmy. On nie miał do mnie pretensji, a ja mu dałam szansę. Tak się akurat złożyło, że do mnie napisały koleżanki aby lecieć na miasto, i z kamieniem na sercu mu o tym powiedziałam spodziewając się mimo wszystko jakiegoś problemu. Miałam wyrzuty, że tak niedługo po poważnej kłótni.
On natomiast nie miał z tym w ogóle problemu, zaprosił brata i przyjaciela i pojechali na supa. Później ja wyszłam, okazało się, że oni też i nikt nie miał z niczym problemu. Chyba po prostu to, że miał towarzystwo sprawiło, że wyluzował. W pewnym momencie poprosił, żebym nie wracała przed 1 bo chcą posiedzieć jeszcze u nas sami. Jego brat został u nas na noc, a ja wróciłam chwilę przed 2.

Następnego dnia popędziłam na kacu do pracy (tak, pracuję również w weekendy), i wszystko było między nami okej. Do momentu.
Minęły chyba trzy dni, gdzie po prostu przy jedzeniu rozmawiając wspomniałam, że mogłam to inaczej trochę załatwić i że tak go mocno zarzuciłam tym, za co przepraszam. Na co on, wyczuwając „przyznanie” się do winy i wyrzuty sumienia, postanowił wycisnąć tę cytrynę do końca. Zarzucił mnie pretensjami, twierdził, że tak, źle to załatwiłam; źle rozmawiałam; źle wszystko. Wtedy mi się przypomniały posty które tu przeczytałam, że będzie chciał we mnie wzbudzić poczucie winy. Więc powiedziałam : NIE.

Nie wmówisz mi tego, nie będziesz mną manipulował, nie pozwolę sobie na to. To, że przeprosiłam to była moja dobra wola. Fakt był taki, że te sytuacje wszystkie miały faktycznie miejsce i moje wypunktowanie ich i prezentacja problemu to nie żadna moja wina. Może się dało lepiej, ale też jestem człowiekiem i nie jestem idealna, nie zawsze zachowam się idealnie, a on nie jest dzieckiem które takiego idealnego traktowania potrzebuje. Pokłóciliśmy się, ale udało się szybko pogodzić, a on się przyznał, że mimowolnie próbował mnie obarczyć winą.
Ta sytuacja jednak zburzyła moje poczucie, że jest już dobrze i, że idzie wszystko ku lepszemu. Z nadziei przeszłam znowu na oczekiwanie. Co dalej?

Tak też mu powiedziałam dzień czy  dwa później, gdy pytał, czy między nami już jest wszystko dobrze. Powiedziałam, że tak, tylko odczuwam pewną niepewność spowodowaną tamtą sytuacją, bo myślałam, że rozumie dlaczego to zrobiłam, a wyszło na to, że ma o to pretensje.
Odebrał to znowu bardzo osobiście (On.. ogólnie bardzo źle znosi jakąkolwiek krytykę) i się zaczęła jazda bez trzymanki. Stwierdził, że ta sytuacja miała prawo go zaboleć – stąd tamta rozmowa przy jedzeniu. Powiedziałam, że tak, jak najbardziej! Ja to kompletnie rozumiem, że go to boli bo jednak dałam mu znać, że mam poważny problem i, że nie może tak dalej być. Też by mnie to zabolało. Ale ja też mam prawo móc powiedzieć, co mi przeszkadza w związku i nie zasługuję na pretensje o to, jeśli to fakty.  On stwierdził, że tak, mam prawo powiedzieć, ale zrobiłam to w zły sposób. „Dlaczego?” -  zapytałam, bo dla mnie sposób ten był całkowicie normalny. Wymieniłam  wszystko co w nim kocham i uwielbiam, zaznaczyłam, że nie chcę się rozstawać i chodzi o jedną rzecz której nie akceptuję, a potem wymieniłam przykłady żeby mieć na poparcie argumenty. Cały czas byłam spokojna i wyrozumiała. Wtedy stwierdził, że ja mu wymieniłam x rzeczy które mi w nim przeszkadzają i nie mają związku z zazdrością, że stwierdziłam, że cały nasz związek jest do dupy i be i w ogóle to mam go za śmiecia. 

To jest problem, który pojawia się dość regularnie u nas. Każda krytyka czy zwrócenie uwagi spotyka się z ogromnym frontem obronnym. Mogę powiedzieć, że prosiłabym, żeby inaczej składał ubrania z suszarki bo inaczej mi się źle później noszą, a w jego głowie ja mu mówię, że nic nie sprząta i nic nie potrafi. Ja mówię jedno, w jego głowie to oznacza coś zupełnie innego, a potem regularnie mi wmawia, że powiedziałam to co on myśli. Niejednokrotnie były o to kłótnie gdzie on twierdził, że powiedziałam to i to kiedy w ogóle nie miałam tego na myśli. Mogę mu dać 100 pochwał, ale on zapamięta 101 uwagę kiedy mi się coś nie spodoba.

Tak też się stało i w tym przypadku. Szlag mnie trafił, że nic nie mogę powiedzieć bo od razu to jest odbierane w taki sposób, a on jest takim biednym misiem którego nieustannie krytykuję. Zachowałam jednak spokój i poprosiłam o przykład sytuacji/rzeczy którą wymieniłam, a nie dotyczy zazdrości.
Między innymi wymienił seks. Seks??? Pamiętam dokładnie co o tym mówiłam. Jedynie o przeszłości seksualnej i, że go ona boli. Jak to nie ma związku z zazdrością? Wiedząc, że zapędzi się w kozi róg dałam mu się wykazać.

Stwierdził, że mu powiedziałam, że jego podejście do seksu jest chore, nasz seks jest chory, zaczyna ogólnie wymyślać jakieś rzeczy na poczekaniu. Powiedziałam mu – o, to. To jest idealny przykład tego, co cały czas zaprzeczasz, że robisz. Żadna z tych rzeczy nie padła z moich ust. Mówiłam o przeszłości seksualnej. Trochę go zatkało, ale wiadomo; nie przyzna się, że właśnie to wymyślił, więc zaczął mi wmawiać, że to powiedziałam. Powiedziałam, że nie nie, nie tym razem. Tak się składa, że to co mu mówiłam miałam zapisane, z tego forum. Nie było tam nic z tego, co wymienił.

Tu zaczął się kręcić już niesamowicie, nie mogąc przyznać, że się pomylił zaczął łapać mnie za słówka. Zaczynając temat przeszłości seksualnej użyłam zwrotu „Jeśli chodzi o seks. To chore, że…..” więc teraz pyta mnie agresywnie. „Powiedziałaś te słowa czy nie? Tak czy nie? TAK CZY NIE???”. 
To mnie przestraszyło. Dostrzegłam idealnie, co on robi. Doskonale wie, że kontekst dalszy był zupełnie inny, a teraz próbuje mi wmówić że te  pół zdania dało mu prawo do myślenia tego wszystkiego i wkładania mi do ust. Manipulacja najwyższej klasy. Nie dawał mi w tym momencie już dojść do słowa. Popatrzyłam na niego i powiedziałam „Czy ty widzisz co ty właśnie robisz? Masz mnie za idiotkę?”

Wtedy zmienił front i nastąpił drugi etap manipulacji. „Ale o co chodzi? Przecież wszystko jest okej. Nie kłóćmy się już. Znowu wymyślasz. Zaczynasz się nakręcać, nie idź tą drogą” i ogólnie całkowite negowanie tej sytuacji i moich emocji, twierdząc, że jestem stuknięta i czepialska i nic się nie stało. Próbowałam krótko przekazać, że stało się, zrobiłeś to i to, ale on na to robił wielkie oczy i mówił „Coo? X, uspokój się już bo wymyślasz niespotykane rzeczy”.

Wtedy poczułam, że dłużej tak nie mogę. Ta walka nie jest tego warta. Jestem z człowiekiem który otwarcie mną manipuluje, umniejsza moją ocenę sytuacji, stosuje gaslight, nie dociera co do niego mówię. Nasza komunikacja jest na dwóch innych poziomach. Zachowałam się jak dziecko, wzięłam poduszkę i kołdrę i zamknęłam w łazience. Tam mu napisałam skrót tego, co wyżej, punkt po punkcie co się wydarzyło. 1. To, 2. To, wszystko poparte słowami które padły. Żeby mu dać do zrozumienia co miało miejsce. Poczułam, że jeśli on się do tego nie przyzna, że tak było, to ja nie dam z siebie robić wariatki. To będzie koniec. Wolałam pisać, bo emocje mnie kompletnie pokonały w tym momencie. Byłam przerażona.
Na tę wiadomość dalej pisał „po co, dlaczego się tak zachowujesz?”. Odpowiadałam tylko, że do rzeczy i to odnoszenie się do emocji sobie daruj bo nie zadziała. Próbował mi wmówić, że to co piszę jest „poje*ane”. Później, że czemu wymyślam jak wszystko jest dobrze? On ma dość tych gierek.
Kompletna negacja tego, co się stało.  Ja poczułam, ze względu na moje poprzednie związki, że nie mogę tego ciągnąć. Nie mogę udawać, że pada jak na mnie plują.

Dlatego powiedziałam, że to koniec.

127

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

To wszystko jednak, cholera, było bardzo ciężkie. Ponieważ tak samo głęboko, jak widzę i wierzę w to, że mną manipuluje – wierzę w to, że robi to nieumyślnie. Jakby to była naturalna reakcja jego mózgu. Nie ma tam żadnego toku myślowego, w wyniku którego stwierdza „O, zrobię to i to, to osiągnę co pragnę”, tylko jest automatyczna reakcja. Brak umiejętności przyznania się do błędu; tak bym to nazwała. Jednakże efekt jest ten sam; próbuje mi prać mózg i nie mogę na to pozwolić.

Ale jak się rozstawać, kiedy wiem, że ma dobre serce i jak pojmie co robi to się tego pozbędzie, jak wiele innych rzeczy?
Po moim zerwaniu z nim wpadł w histerię i zaczęliśmy rozmawiać normalnie. Wyszłam z łazienki, przestał negować moje uczucia i to, co się stało i krok po kroku doszliśmy do tego. Przyznał, że nie miał racji i próbował mną manipulować. Mi też spadły emocje i poczułam, że nie chcę tego kończyć.

Co nie zmienia faktu, że mocny ślad na mnie został.

Było to 2 dni temu, wczoraj wróciłam do domu bardzo niewyspana, bo kłóciliśmy się chyba do 2 a do pracy wstawałam o 6.45. Czułam się smutna, zmęczona. Do tego bardzo niepewna naszego związku. On natomiast zachowywał się jakby było wszystko ok. Gdy wróciłam z pracy i opowiadałam, co się działo i tak dalej, zatrzymywał filmik na czas jak mówię i gdy tylko kończyłam, kontynuował. Bolało go, bo ma pewien uraz i mówił, że się źle czuje  i to dlatego, ale i tak czułam się na maksa ignorowana. Wieczorem gdy leżeliśmy w końcu przytuleni i było mi lepiej, przyznał się, że powiedział o tej kłótni i rozstaniu mężowi mojej siostry w pracy.

Tutaj zaznaczę, że z moją siostrą jesteśmy w  bardzo poważnym konflikcie od niemal 2 lat, i, że ja specjalnie założyłam konto na forum, bo nie chciałam się spowiadać z tak prywatnych rzeczy nikomu znajomemu ani rodzinie. Bardzo mi się zrobiło z tego powodu smutno. Pomyślałam o tym, że teraz mąż  powtórzy to mojej siostrze i będą nasz związek roztrząsać, czego bardzo nie chciałam. Byłam tak zmęczona emocjonalnie i fizycznie, że po prostu mu powiedziałam, że przykro mi z tego powodu, ale nieważne, bo w sumie nigdy mu nie mówiłam że sobie tego nie życzę (myślałam, że to naturalne). Chciało mi się jednocześnie płakać i spać. Czułam się przytłoczona tym wszystkim.

Dziś wstałam, wciąż zmęczona, ale miałam w pracy tak ogromne perturbacje, ze nie miałam siły o tym wszystkim myśleć. Mój niekompetentny przełożony, którego obowiązki od dawna wykonywałam, został dzisiaj z hukiem zwolniony. Mi natomiast przekazani nowi pracownicy do szkolenia. Zrozumiałam, że prawdopodobnie czeka mnie awans. Ciężko wyrobiona opinia, wyniki i praca 6-7 dni w tygodniu popłaciła. Wróciłam do domu i natychmiast siadłam do pisania CV, listu motywacyjnego i jak najszybszej aplikacji na jego stanowisko. Poprosiłam lubego o ocenienie mojej pracy, bo miałam to wysyłać do HR, natomiast on powiedział, że niestety nie może, bo gra. Zrobiło mi się przykro. W sumie nic nie zrobił, bo grę zaczął wcześniej, a później normalnie podszedł zobaczyć, ale i tak było mi dziwnie. Zrozumiałam, że między nami jest zasadniczo chu**wo.

Wtedy mnie przytulił, zaczął inicjować seks, a ja się poczułam tragicznie nieswojo. Dla mnie seks = emocje, a moje emocje względem niego są bardzo niepewne/złe. Nie czuję się teraz bezpiecznie, dobrze w naszym związku. Sprawa jak dla mnie jest niewyjaśniona. Zatrzymałam go i powiedziałam, że musimy porozmawiać. Zaczęłam mówić o swoich emocjach, że jest u mnie źle, nie wiem o co dokładnie chodzi ale nie jest dobrze, nie chcę seksu, wkurzył mnie nie czytając CV, ogólnie szukam powodu żeby się przyczepić.

ZNOWU stało się to samo. Usłyszał tylko krytykę i olał, co mówię, a stwierdził, że go krytykuję. Zamiast ze mną porozmawiać na spokojnie o moich uczuciach i emocjach, jak to wielokrotnił robił i za co ceniłam nasz związek, zaczął na mnie krzyczeć i twierdzić, że nic mi nie pasuje, ciągle go krytykuję, u niego jest wszystko dobrze a ja na okrągło wymyślam. Popłakałam się, bo się otworzyłam i oczekiwałam wsparcia.

Mam wrażenie, jakby to był obcy człowiek. Te ostatnie dni, naprawdę, nigdy się tak nie zachowywał. Sama nie wiem już co czuję. Teraz, gdy to piszę, po prostu nalałam sobie kieliszek wina i odeszłam zaczerpnąć spokoju, a on zdążył przeprosić wiele razy twierdząc, że bardzo źle zareagował.

Ale mimo wszystko, nie wiem. Czuję, że nasz związek się rozpada.

Weźcie proszę pod uwagę, że to tylko moja perspektywa. Istnieje jeszcze druga strona.

128

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Z opisu wnioskuję, że jesteś dosyć emocjonalną osobą w tym znaczeniu, że emocje i odczucia mają dla Ciebie bardzo duże znaczenie. Faceci z natury bardziej skupiają się na faktach niż na emocjach i być może jest to jeden z powodów dlaczego ciężko Wam się skomunikować. Piszesz, że ciężko mu się przyznać do błędu. Możesz to tak postrzegać ale równie dobrze może tak być rzeczywiście. W takim razie gdzieś leży przyczyna. Tym bardziej, iż wspomniałaś o tym, że go chwalisz a krytukujesz tylko w jakimś określonym punkcie. Sam kiedyś byłem w związku z taką osobą, która za nic nie chciała się przydać do błędu. Jak się potem okazało miało to głębsze podłoże bo w dzieciństwie była karana za najdrobniejsze przewinienia. Więc wykształciła taki mechanizm obronny. Z treści posta wnioskuję, że facet nie jest Ci obojętny i Ci na nim zależy ale przez brak komunikacji czujesz, że oddalacie się od siebie. Może dobrym rozwiązaniem będzie pójście na wspólną terapię dla par pod okiem specjalisty. Czasem bezstronna osoba lepiej widzi co się dzieje i jest w stanie przekonać partnerów aby poszli w określonym kierunku dobrym dla związku.

129 Ostatnio edytowany przez Natinatka (2023-07-21 23:27:03)

Odp: Jak sobie z tym poradzić?
Robsonpl napisał/a:

Z opisu wnioskuję, że jesteś dosyć emocjonalną osobą w tym znaczeniu, że emocje i odczucia mają dla Ciebie bardzo duże znaczenie. Faceci z natury bardziej skupiają się na faktach niż na emocjach i być może jest to jeden z powodów dlaczego ciężko Wam się skomunikować. Piszesz, że ciężko mu się przyznać do błędu. Możesz to tak postrzegać ale równie dobrze może tak być rzeczywiście. W takim razie gdzieś leży przyczyna. Tym bardziej, iż wspomniałaś o tym, że go chwalisz a krytukujesz tylko w jakimś określonym punkcie. Sam kiedyś byłem w związku z taką osobą, która za nic nie chciała się przydać do błędu. Jak się potem okazało miało to głębsze podłoże bo w dzieciństwie była karana za najdrobniejsze przewinienia. Więc wykształciła taki mechanizm obronny. Z treści posta wnioskuję, że facet nie jest Ci obojętny i Ci na nim zależy ale przez brak komunikacji czujesz, że oddalacie się od siebie. Może dobrym rozwiązaniem będzie pójście na wspólną terapię dla par pod okiem specjalisty. Czasem bezstronna osoba lepiej widzi co się dzieje i jest w stanie przekonać partnerów aby poszli w określonym kierunku dobrym dla związku.

Tak, jestem osobą wysoko wrażliwą, ale on też. Być może dlatego mamy takie problemy, bo każdy problem jest rozdmuchiwany do granic możliwości. W naszym związku to ja jestem tą, która mówi o faktach, mimo emocji, a on się skupia głównie na emocjach. Podejrzewam też, że właśnie te reakcje obronne na krytykę są wynikiem wychowania. Myślałam o terapii dla par, ale mam wrażenie, że jeśli jest potrzebna po roku związku to nie warto się szarpać.

130

Odp: Jak sobie z tym poradzić?

Kwestia tego na ile Ci na nim zależy. Czasem jest tak, że ludzie są fajni ale z jakiejś przyczyny nie mogą się dogadać. Zawsze możesz go zapytać co o takiej terapii myśli. Bywa, że ludzie mają jakieś swoje historie i traumy, które nie pozwalają im zbudować dobrego związku.
Tutaj masz fajny materiał o rozmowach i rozwiązywaniu konfliktów:
https://youtu.be/SEr0XqjQg8o

Posty [ 66 do 130 z 132 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak sobie z tym poradzić?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024