netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

282 odpowiedzi19 087 wyświetleńzałożony przez Załamana42, 06.11.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 283 ]

66

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:
rossanka napisał/a:

Miałaś kiedyś do czyniena z dzieckie, któremu zwracasz uwagę, a ono śmieje Ci się w twarz, albo jak się odwórcisz zrobi to samo, albo powie Ci, że nie ma ochoty Cię słuchać? Co wtedy zerobisz?

Przede wszystkim jak dziecko kopie czyjeś auto, wybija szyby i tym podobne historie to pytanie skąd u dziecka tyle agresji?

Tak jak pisze Lady Loka, jak dziecko z domu wyniesie, że można mieć szacunek do siebie i innych, jak się zachowywać z szacunkiem do siebie i innych, to takich akcji nie będzie.

.

Teoretycznie tak. A co w przypadku, gdzie rodzeństwo tak się nie zachowuje a on już tak?
Sytuacja z podstawówki  - kolega po latach założył swoją firmę, żona, dzieci, nie pali , nie pije, po studiach i tak dalej jak to sie mówi, normalne życie.
Jego brat - praca na czarno,  szemrane towarzystwo, długi, edukacja skończona na zawodówce, obecnie siedzi rodzicom na głowie, bo ani pracy, ani oszczędności, koledzy jakimś trafem nagle pouciekali jak zabrakło pieniędzy.

A to samo wychowanie. Tylko juz charaktery inne i to co działało na starszego nie podziałało na młodszego.

67 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2022-11-07 13:12:09)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
polis napisał/a:
rossanka napisał/a:

Miałaś kiedyś do czyniena z dzieckie, któremu zwracasz uwagę, a ono śmieje Ci się w twarz, albo jak się odwórcisz zrobi to samo, albo powie Ci, że nie ma ochoty Cię słuchać? Co wtedy zerobisz?

Przede wszystkim jak dziecko kopie czyjeś auto, wybija szyby i tym podobne historie to pytanie skąd u dziecka tyle agresji?

Tak jak pisze Lady Loka, jak dziecko z domu wyniesie, że można mieć szacunek do siebie i innych, jak się zachowywać z szacunkiem do siebie i innych, to takich akcji nie będzie.

.

Teoretycznie tak. A co w przypadku, gdzie rodzeństwo tak się nie zachowuje a on już tak?
Sytuacja z podstawówki  - kolega po latach założył swoją firmę, żona, dzieci, nie pali , nie pije, po studiach i tak dalej jak to sie mówi, normalne życie.
Jego brat - praca na czarno,  szemrane towarzystwo, długi, edukacja skończona na zawodówce, obecnie siedzi rodzicom na głowie, bo ani pracy, ani oszczędności, koledzy jakimś trafem nagle pouciekali jak zabrakło pieniędzy.

A to samo wychowanie. Tylko juz charaktery inne i to co działało na starszego nie podziałało na młodszego.

A skąd wiesz, że takie samo wychowanie? To, że rodzice tacy sami nie znaczy, że wychowanie takie samo. Patrząc na to, że rodzice pozwalają, żeby im siedział na głowie, to tu widzę właśnie jakiś problem w podejściu rodziców.

Poza tym można wyjść na ludzi mając nijakich rodziców, zajętych, zapracowanych, nieobecnych w życiu dziecka. I wtedy jak najbardziej mogą się pojawić takie różnjce u rodzeństwa. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jak oni byli wychowywali.

Też mam taki przykład w okolicy. Jeden brat to super lekarz z renomą, a drugi alkoholik. Tylko to dalej niczego nie zmienia, bo badania na temat modeli wychowania czy choćby pozytywna dyscyplina, o której ja mówię nie istniały w świadomości publicznej wtedy, kiedy ich wychowywano. Bardziej prawdopodobne, że raz na czas oberwali ścierą niż że rozmawiali z rodzicami o swoich emocjach.

Edit. Poza tym wychowanie nie działa tak, że masz jeden schemat i zadziała na jedno, a na drugie już nie. Sposób postępowania dopasowujesz do tego, jakie są potrzeby konkretnego dziecka.

68

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:

Przecież ty tutaj podajesz przykład niedobrego wychowania, nie o taki nam tutaj z dziewczynami chodzi. Dobre to by było jakby rodzice siedli i porozmawiali z dzieckiem, że a) porażki się zdarzają, może to być smutne i frustrujące, ale trzeba umieć się z nimi mierzyć. b) można wyciągnąć z nich wnioski i przygotować się na lepiej w przyszłości.

Rodzice mogliby tutaj porozmawiać z dzieckiem i próbować szukać sposobów, żeby następnym razem lepiej się przygotować. Pokazać dziecku sposoby, podpowiedzieć jak się uczyć, zaproponować pomoc przed następną klasówką. Zapytać jak się dziecko czuje w związku z tą sytuacją, zaproponować wsparcie emocjonalne, jeśli dziecko jakoś mocno przeżywa tę porażkę, itd. Całe mnóstwo rzeczy można zrobić i wcale nie musi to być bicie/przemoc i twarda ręka.

Własnie o otym ciągle pisze. Zakładasz, ze rozmowa pomoże, a ja pisze o przypadkach, gdy rozmowa nie pomoże. 9 dzieciakom przetłumaczysz, że nie można biegać i kręcić nad głową hulajnogą na hodniku, bo można komuś zrobić krzywdę i te 9 osób to zrozumie. a 10tej moze sz setki razy tłumaczyć, wyjaśniać,rozmawiać, ona pokiwa głową, a przy najbliższej okazji machnie znienacka hulajnogą na tym hodniuku i rozbije komuś głowę.

Są jednostki, którym nie przetłumaczysz. Część z nich może być zaburzona, a część po prostu ma w 4 literach i tak zrobi po swojemu.

69 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-07 13:19:43)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:

Teoretycznie tak. A co w przypadku, gdzie rodzeństwo tak się nie zachowuje a on już tak?
Sytuacja z podstawówki  - kolega po latach założył swoją firmę, żona, dzieci, nie pali , nie pije, po studiach i tak dalej jak to sie mówi, normalne życie.
Jego brat - praca na czarno,  szemrane towarzystwo, długi, edukacja skończona na zawodówce, obecnie siedzi rodzicom na głowie, bo ani pracy, ani oszczędności, koledzy jakimś trafem nagle pouciekali jak zabrakło pieniędzy.

A to samo wychowanie. Tylko juz charaktery inne i to co działało na starszego nie podziałało na młodszego.

No i widzisz, różne dzieci mają różne potrzeby i wyczuć, trzeba się trochę dostosować, a nie oczekiwać, że jak jedno dziecko nie miało problemu z A, to drugie też nie będzie mieć. Pytanie kiedy rodzice się zorientowali? Jak wyglądało to ich wychowanie braci? Czy ty to może wiesz? Czy może nie było tak, że starszy był stawiany na piedestał, a młodszy słyszał 'bierz przykład', "zobacz jak twój starszy brat super to zrobił", albo może nawet "ty to się do niczego nie nadajesz", "nigdy nic nie osiągniesz". Czy rodzice mówili mu coś w tym stylu i czy czasem nie mamy tutaj samospełniającej się przepowiedni?

rossanka jeśli dziecko ma jakieś zaburzenia, to nie objawiają się ona z dnia na dzień jak piorun z jasnego nieba, tylko są obecne od dawana, tym bardziej bym się spytała, czemu rodzice nie poszli do psychologa dziecięcego jeśli wszystkie sensowne metody zostały wyczerpane? Co robią rodzice, żeby szukać pomocy? Czy rodzice próbowali mówić np. tak: "To co robisz jest niebezpieczne, bo a, b i c, jeśli będziesz dalej tak robił, to będziemy zmuszeni zabrać ci hulajnogę"

70

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
polis napisał/a:

Przede wszystkim jak dziecko kopie czyjeś auto, wybija szyby i tym podobne historie to pytanie skąd u dziecka tyle agresji?

Tak jak pisze Lady Loka, jak dziecko z domu wyniesie, że można mieć szacunek do siebie i innych, jak się zachowywać z szacunkiem do siebie i innych, to takich akcji nie będzie.

.

Teoretycznie tak. A co w przypadku, gdzie rodzeństwo tak się nie zachowuje a on już tak?
Sytuacja z podstawówki  - kolega po latach założył swoją firmę, żona, dzieci, nie pali , nie pije, po studiach i tak dalej jak to sie mówi, normalne życie.
Jego brat - praca na czarno,  szemrane towarzystwo, długi, edukacja skończona na zawodówce, obecnie siedzi rodzicom na głowie, bo ani pracy, ani oszczędności, koledzy jakimś trafem nagle pouciekali jak zabrakło pieniędzy.

A to samo wychowanie. Tylko juz charaktery inne i to co działało na starszego nie podziałało na młodszego.

A skąd wiesz, że takie samo wychowanie? To, że rodzice tacy sami nie znaczy, że wychowanie takie samo. Patrząc na to, że rodzice pozwalają, żeby im siedział na głowie, to tu widzę właśnie jakiś problem w podejściu rodziców.

Poza tym można wyjść na ludzi mając nijakich rodziców, zajętych, zapracowanych, nieobecnych w życiu dziecka. I wtedy jak najbardziej mogą się pojawić takie różnjce u rodzeństwa. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jak oni byli wychowywali.

Też mam taki przykład w okolicy. Jeden brat to super lekarz z renomą, a drugi alkoholik. Tylko to dalej niczego nie zmienia, bo badania na temat modeli wychowania czy choćby pozytywna dyscyplina, o której ja mówię nie istniały w świadomości publicznej wtedy, kiedy ich wychowywano. Bardziej prawdopodobne, że raz na czas oberwali ścierą niż że rozmawiali z rodzicami o swoich emocjach.

Edit. Poza tym wychowanie nie działa tak, że masz jeden schemat i zadziała na jedno, a na drugie już nie. Sposób postępowania dopasowujesz do tego, jakie są potrzeby konkretnego dziecka.

Bo ludzie sa rózni i różnie reagują i trzeba podejść indywidualnie, a nie, ze teraz jest takie wychowanie.
Na tej zasadzie każdy któw ychodzi z alkoholowego domu z przepocą, powinien powielać ten model, co się oczywiście zdarza, ale nie u wszystkich, bo ileśtam osób wyszło na prostą, nie piją, pracują, zarabiają, mają dzieci , zony, albo zwiedzają swiat, mają koty, ale zero alkoholi, pijackich rozbojów, długów i braku higieny.

Z resztą wystarczy porównac wychowanie w latach 80tych i teraz. A wtedy też robiono wiele rzeczy w dobrej wierze, bo tak nalezy wychowywać dziecko. Moze teraz jest tak samo a to wyjdzie po latach?
Poczytaj tu osoby 40, czy 50 plus,  20 czy 30latków- po wpisach widać, kto jakie miał wychowanie.
Zazwyczaj piszący tu 40 latkowie plus, pomino przeżyc życiowych widać, ze mają przemyślenia, doświadczenie, pisza niegłupio, jak każdy mają swoje krysysy, ale ogólnie mają głowę na karku.
A niespełna 30latkowie- mam wrażenie że tp właśnie byly takie dzieci, co to wszystko im wolno, karać nie, bo się zdenerwuje, wszystko pod nos - wyrośli tacy roszczeniowi z umysłem 12 latka.
Uogólniam, bo jest tu tez paru 30 latków z głowią na karku i widac, ze to fajni faceci, żeby nie było. Tak jak zdarzają sie infantylni 40latkowie.

71

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
polis napisał/a:

Przecież ty tutaj podajesz przykład niedobrego wychowania, nie o taki nam tutaj z dziewczynami chodzi. Dobre to by było jakby rodzice siedli i porozmawiali z dzieckiem, że a) porażki się zdarzają, może to być smutne i frustrujące, ale trzeba umieć się z nimi mierzyć. b) można wyciągnąć z nich wnioski i przygotować się na lepiej w przyszłości.

Rodzice mogliby tutaj porozmawiać z dzieckiem i próbować szukać sposobów, żeby następnym razem lepiej się przygotować. Pokazać dziecku sposoby, podpowiedzieć jak się uczyć, zaproponować pomoc przed następną klasówką. Zapytać jak się dziecko czuje w związku z tą sytuacją, zaproponować wsparcie emocjonalne, jeśli dziecko jakoś mocno przeżywa tę porażkę, itd. Całe mnóstwo rzeczy można zrobić i wcale nie musi to być bicie/przemoc i twarda ręka.

Własnie o otym ciągle pisze. Zakładasz, ze rozmowa pomoże, a ja pisze o przypadkach, gdy rozmowa nie pomoże. 9 dzieciakom przetłumaczysz, że nie można biegać i kręcić nad głową hulajnogą na hodniku, bo można komuś zrobić krzywdę i te 9 osób to zrozumie. a 10tej moze sz setki razy tłumaczyć, wyjaśniać,rozmawiać, ona pokiwa głową, a przy najbliższej okazji machnie znienacka hulajnogą na tym hodniuku i rozbije komuś głowę.

Są jednostki, którym nie przetłumaczysz. Część z nich może być zaburzona, a część po prostu ma w 4 literach i tak zrobi po swojemu.

Ty zakładasz, że nagle widzisz dzieci biegające i koniecznie musisz im zwrócić uwagę. Po co? Od tego mają rodziców. Nie zrobisz nic obcemu 10latkowi, bo takie dziecko doskonale wie, że po pierwsze z obcymi się nie rozmawia, a po drugie nie jesteś dla niego żadnym autorytetem, więc właściwie z jakiej paki miałby Cię słuchać?

Ja zakładam, że wychowuję dziecko od zera i moje dziecko będzie wiedziało, że takie bieganie jest niebezpieczne i tak nie zrobi. A jak zrobi to sama wytłumaczę, czemu tak nie wolno, a nie będzie tego robić obca baba na ulicy.
I ja wiem, że jeżeli z dzieckiem się rozmawia od samego początku, to dziecko posłucha a nie poleci wywijać hulajnogą. Skąd wiem? Bo są sprawdzone badania na to, jak konkretne metody wychowawcze wpływają na dzieci.
Jeżeli wiem, że moje dziecko ma tendencję do zapominania takich rzeczy to hulajnogę dostaje tylko w miejscu odosobnionym, żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Jeżeli będzie pytać, dlaczego to cierpliwie tłumaczę. Jak będzie poprawa, to będzie hulajnoga na chodniku.

Kary fizyczne to pójście na łatwiznę i sprawi tyle, że dziecko wyładuje się na kimś innym jak nie będziesz widzieć.

72

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:
rossanka napisał/a:

Teoretycznie tak. A co w przypadku, gdzie rodzeństwo tak się nie zachowuje a on już tak?
Sytuacja z podstawówki  - kolega po latach założył swoją firmę, żona, dzieci, nie pali , nie pije, po studiach i tak dalej jak to sie mówi, normalne życie.
Jego brat - praca na czarno,  szemrane towarzystwo, długi, edukacja skończona na zawodówce, obecnie siedzi rodzicom na głowie, bo ani pracy, ani oszczędności, koledzy jakimś trafem nagle pouciekali jak zabrakło pieniędzy.

A to samo wychowanie. Tylko juz charaktery inne i to co działało na starszego nie podziałało na młodszego.

No i widzisz, różne dzieci mają różne potrzeby i wyczuć, trzeba się trochę dostosować, a nie oczekiwać, że jak jedno dziecko nie miało problemu z A, to drugie też nie będzie mieć. Pytanie kiedy rodzice się zorientowali? Jak wyglądało to ich wychowanie braci? Czy ty to może wiesz? Czy może nie było tak, że starszy był stawiany na piedestał, a młodszy słyszał 'bierz przykład', "zobacz jak twój starszy brat super to zrobił", albo może nawet "ty to się do niczego nie nadajesz", "nigdy nic nie osiągniesz". Czy rodzice mówili mu coś w tym stylu i czy czasem nie mamy tutaj samospełniającej się przepowiedni?
"

A moze odwrotnie - młodszy, to nic nie musi, starszy musi mu ustąpić, od starszego się więcej wymaga, młodszy to zawsze młodszy, rodzice dają więcej luzu? No i starszy uczy się, pracował, a młodszy sobie bimbał, bo jakoś to będzie i wybimbał sobie?
A może mieli inne charaktery, co przy takim samym wychowaniu przyniosło różne efekty?

A co w przypadku bliźniaków? Tez autentyk, jeden bliźniak wyszedł na prostą, szkoły, prace, spokojny itd. Drugi bliźniak - używki, tzw złe towarzystwo, brak szkoły.
A nie można tu mówić o faworyzowaniu ze względu na płęć czy wiek.

73 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-11-07 13:34:11)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Myślę, że istnieją różne szkoły na temat wychowywania dziecka, inne w Europie, inne w Afryce, a jeszcze inne w krajach azjatyckich. I to jest normalne i wszędzie są plusy i minusy. Nie należy po prostu zakładać klapek na oczy i przyjmować wszystkiego, co dzisiaj jest modne, jako jedyne słuszne.
Należy czerpać wiedzę z doświadczeń ludzi, którzy niejedno w życiu widzieli i niejednego doświadczyli oraz nie tracić zdrowego rozsądku.
Idealnym tematem zastępczym rzucanym tzw ludziom zwykłym, jako że oni są niezwykli, jest spór o aborcję. Zawsze, gdy ci z góry robią jakieś przewaly ludziom daje się temat o aborcji do dyskusji, bo wiadomo, że co człowiek, to inne zdanie, by oni mogli robić swoje, a zwykli niech się żrą o aborcję.
Uważam, że do tematu o aborcję powinni dorzucić także spór o to, jak wychowywać dzieci, również podchwytliwy.
Ile ludzi, tyle sądów.
Lepiej zakończyć tę dyskusję, bo i tak nikt nikogo do niczego nie przekona.

74

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
polis napisał/a:

Przecież ty tutaj podajesz przykład niedobrego wychowania, nie o taki nam tutaj z dziewczynami chodzi. Dobre to by było jakby rodzice siedli i porozmawiali z dzieckiem, że a) porażki się zdarzają, może to być smutne i frustrujące, ale trzeba umieć się z nimi mierzyć. b) można wyciągnąć z nich wnioski i przygotować się na lepiej w przyszłości.

Rodzice mogliby tutaj porozmawiać z dzieckiem i próbować szukać sposobów, żeby następnym razem lepiej się przygotować. Pokazać dziecku sposoby, podpowiedzieć jak się uczyć, zaproponować pomoc przed następną klasówką. Zapytać jak się dziecko czuje w związku z tą sytuacją, zaproponować wsparcie emocjonalne, jeśli dziecko jakoś mocno przeżywa tę porażkę, itd. Całe mnóstwo rzeczy można zrobić i wcale nie musi to być bicie/przemoc i twarda ręka.

Własnie o otym ciągle pisze. Zakładasz, ze rozmowa pomoże, a ja pisze o przypadkach, gdy rozmowa nie pomoże. 9 dzieciakom przetłumaczysz, że nie można biegać i kręcić nad głową hulajnogą na hodniku, bo można komuś zrobić krzywdę i te 9 osób to zrozumie. a 10tej moze sz setki razy tłumaczyć, wyjaśniać,rozmawiać, ona pokiwa głową, a przy najbliższej okazji machnie znienacka hulajnogą na tym hodniuku i rozbije komuś głowę.

Są jednostki, którym nie przetłumaczysz. Część z nich może być zaburzona, a część po prostu ma w 4 literach i tak zrobi po swojemu.

Ty zakładasz, że nagle widzisz dzieci biegające i koniecznie musisz im zwrócić uwagę. Po co? Od tego mają rodziców. Nie zrobisz nic obcemu 10latkowi, bo takie dziecko doskonale wie, że po pierwsze z obcymi się nie rozmawia, a po drugie nie jesteś dla niego żadnym autorytetem, więc właściwie z jakiej paki miałby Cię słuchać?

.

I własnie mamy co mamy przez takie jak Twoje podejście.
Rodzic uwagi nie zwróci, bo dziecko wyszło samo na osiedle i rodzica w pobliżu nie ma.
A dzieciak  robi niebezpieczne rzeczy, typu rzucanie metalowym drążkiem znalezionym gdzieś w śmietniku na oślep, nie zwrócisz uwagi to potem będzie krzyk, ze  nikt nie reagował.
Z tym nierozmawianiem z obcymi - własnie to tak wygląda - zwrócisz uwagę: nie pisz flamastrem po przystanku, nie niszcz tego, to Ci powie, ze nie jesteś od zwracania mu uwagi a on z obcymi nie rozmawia.

I mamy co mamy, popisane budynki, oberwane i popisane ścianki na przystankach, połamane ławeczki przy alejkach.
Dokładnie bez autorytetu to jest jak jest.

75

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Teoretycznie tak. A co w przypadku, gdzie rodzeństwo tak się nie zachowuje a on już tak?
Sytuacja z podstawówki  - kolega po latach założył swoją firmę, żona, dzieci, nie pali , nie pije, po studiach i tak dalej jak to sie mówi, normalne życie.
Jego brat - praca na czarno,  szemrane towarzystwo, długi, edukacja skończona na zawodówce, obecnie siedzi rodzicom na głowie, bo ani pracy, ani oszczędności, koledzy jakimś trafem nagle pouciekali jak zabrakło pieniędzy.

A to samo wychowanie. Tylko juz charaktery inne i to co działało na starszego nie podziałało na młodszego.

A skąd wiesz, że takie samo wychowanie? To, że rodzice tacy sami nie znaczy, że wychowanie takie samo. Patrząc na to, że rodzice pozwalają, żeby im siedział na głowie, to tu widzę właśnie jakiś problem w podejściu rodziców.

Poza tym można wyjść na ludzi mając nijakich rodziców, zajętych, zapracowanych, nieobecnych w życiu dziecka. I wtedy jak najbardziej mogą się pojawić takie różnjce u rodzeństwa. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jak oni byli wychowywali.

Też mam taki przykład w okolicy. Jeden brat to super lekarz z renomą, a drugi alkoholik. Tylko to dalej niczego nie zmienia, bo badania na temat modeli wychowania czy choćby pozytywna dyscyplina, o której ja mówię nie istniały w świadomości publicznej wtedy, kiedy ich wychowywano. Bardziej prawdopodobne, że raz na czas oberwali ścierą niż że rozmawiali z rodzicami o swoich emocjach.

Edit. Poza tym wychowanie nie działa tak, że masz jeden schemat i zadziała na jedno, a na drugie już nie. Sposób postępowania dopasowujesz do tego, jakie są potrzeby konkretnego dziecka.

Bo ludzie sa rózni i różnie reagują i trzeba podejść indywidualnie, a nie, ze teraz jest takie wychowanie.
Na tej zasadzie każdy któw ychodzi z alkoholowego domu z przepocą, powinien powielać ten model, co się oczywiście zdarza, ale nie u wszystkich, bo ileśtam osób wyszło na prostą, nie piją, pracują, zarabiają, mają dzieci , zony, albo zwiedzają swiat, mają koty, ale zero alkoholi, pijackich rozbojów, długów i braku higieny.

Z resztą wystarczy porównac wychowanie w latach 80tych i teraz. A wtedy też robiono wiele rzeczy w dobrej wierze, bo tak nalezy wychowywać dziecko. Moze teraz jest tak samo a to wyjdzie po latach?
Poczytaj tu osoby 40, czy 50 plus,  20 czy 30latków- po wpisach widać, kto jakie miał wychowanie.
Zazwyczaj piszący tu 40 latkowie plus, pomino przeżyc życiowych widać, ze mają przemyślenia, doświadczenie, pisza niegłupio, jak każdy mają swoje krysysy, ale ogólnie mają głowę na karku.
A niespełna 30latkowie- mam wrażenie że tp właśnie byly takie dzieci, co to wszystko im wolno, karać nie, bo się zdenerwuje, wszystko pod nos - wyrośli tacy roszczeniowi z umysłem 12 latka.
Uogólniam, bo jest tu tez paru 30 latków z głowią na karku i widac, ze to fajni faceci, żeby nie było. Tak jak zdarzają sie infantylni 40latkowie.

Mam wrażenie, że bijesz pianę dla samego bicia piany.
Bo sama napisałam, że metody się dopasowuje. To nie jest podręcznik, który Ci mówi od A do Z co masz zrobić. Pozytywna dyscyplina jest stylem wychowania, który dopasowujesz do tego, jaka jest aktualna sytuacja.
Ja mam 30lat i nie czuję, żebym miała umysł 12latka.

Ponawiam apel, nie porównuj kar fizycznych i bezstreskwegi wychowania, bo oba czynią dużo szkód. Bezstresowe wychowanie wyrosło niejako w opozycji do kar fizycznych. A teraz jest coraz więcej opisanych metod na to, jak dzieci wychować z poszanowaniem autorytetów, w określonych ramach, ale bez lania pasem. I ja o tym mówię, nie o pozwalaniu dziecku na wszystko.

Są konkretne badania, są konkretne podręczniki, poczytaj sobie.

Ja znam rodziny, które tak żyją i dzieci mają super ułożone, a jednocześnie mam wrażenie, że tam nawet 5 letnie dziecko potrafi o wiele lepiej wyrażać swoje emocje niż obecne 15 latki, bo ma do tego przestrzeń i wie, że rodzic wysłucha i pomoże, jak trzeba, a jak nie trzeba to po prostu będzie obok.

76 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-07 13:33:48)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Spytałabym sie, czy ten jesteś pewna, że ten lekarz potem to przykład zdrowia psychicznego? Jesteś pewna, że to jest dorosły bez problemów?

Czy to może potem ten lekarz to ten sam co kupuje dziecku telefon za 3000 za niezdaną klasówkę? Czy może to tacy lekarze rodzice jak z wątku YellowStar? https://www.netkobiety.pl/t128046.html

Od kiedy sukces zawodowy w życiu == byciem zdrowym psychicznie/brak problemów emocjonalnych?

rossanka ale ty wiesz na 100% jak to ich wychowanie wyglądało? Czy jesteś na 100% przekonana, że rodzice mieli zdrowe podejście, stosowali komunikację bez przemocy etc?

77

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
ulle napisał/a:

Myślę, że istnieją różne szkoły na temat wychowywania dziecka, inne w Europie, inne w Afryce, a jeszcze inne w krajach azjatyckich. I to jest normalne i wszędzie są plusy i minusy. Nie należy po prostu zakładać klapek na oczy i przyjmować wszystkiego, co dzisiaj jest modne, jako jedyne słuszne.
Należy czerpać wiedzę z doświadczeń ludzi, którzy niejedno w życiu widzieli i niejednego doświadczyli oraz nie tracić zdrowego rozsądku.
Idealnym tematem zastępczym rzucanym tzw ludziom zwykłym jest spór o aborcję. Zawsze gdy ci z góry robią jakieś przewaly ludziom daje się temat do dyskusji, bo wiadomo, że ci człowiek, to inne zdanie, by oni mogli robić swoje, a ludzie niech się żrą o aborcję.
Uważam, że do tematu o aborcję powinni dorzucić takie spór o to, jak wychowywać dzieci.
Ile ludzi, tyle sądów. Lepiej zakończyć tę dyskusję, bo i tak nikt nikogo do niczego nie przekona.

Dlatego uważam, że trzeba patrzeć jednostkowo. Jednemu pomoże rozmowa, a drugiemu kara fizyczna, bo na dakie gadanie to Ci się tylko roześmieje w twarz.
Jednemu spokojnie wytłumaczysz, innemu trzeba krzyknąć aby zrozumiał.
Pisze z doświadczenia Przez tyle leat wiele widziałam i w szkole gdy byłam dzieckiem i pózniej. Jakkolwiek lanie pasem za nie wyniesienie smieci i byle pierdołę - to jest gruba przesada a z drugiej mamy teraz bande rozwydzrzonych gnojków, a potem nastolatków. Swojch rodziców z reszta też nie szanuja.

78

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Własnie o otym ciągle pisze. Zakładasz, ze rozmowa pomoże, a ja pisze o przypadkach, gdy rozmowa nie pomoże. 9 dzieciakom przetłumaczysz, że nie można biegać i kręcić nad głową hulajnogą na hodniku, bo można komuś zrobić krzywdę i te 9 osób to zrozumie. a 10tej moze sz setki razy tłumaczyć, wyjaśniać,rozmawiać, ona pokiwa głową, a przy najbliższej okazji machnie znienacka hulajnogą na tym hodniuku i rozbije komuś głowę.

Są jednostki, którym nie przetłumaczysz. Część z nich może być zaburzona, a część po prostu ma w 4 literach i tak zrobi po swojemu.

Ty zakładasz, że nagle widzisz dzieci biegające i koniecznie musisz im zwrócić uwagę. Po co? Od tego mają rodziców. Nie zrobisz nic obcemu 10latkowi, bo takie dziecko doskonale wie, że po pierwsze z obcymi się nie rozmawia, a po drugie nie jesteś dla niego żadnym autorytetem, więc właściwie z jakiej paki miałby Cię słuchać?

.

I własnie mamy co mamy przez takie jak Twoje podejście.
Rodzic uwagi nie zwróci, bo dziecko wyszło samo na osiedle i rodzica w pobliżu nie ma.
A dzieciak  robi niebezpieczne rzeczy, typu rzucanie metalowym drążkiem znalezionym gdzieś w śmietniku na oślep, nie zwrócisz uwagi to potem będzie krzyk, ze  nikt nie reagował.
Z tym nierozmawianiem z obcymi - własnie to tak wygląda - zwrócisz uwagę: nie pisz flamastrem po przystanku, nie niszcz tego, to Ci powie, ze nie jesteś od zwracania mu uwagi a on z obcymi nie rozmawia.

I mamy co mamy, popisane budynki, oberwane i popisane ścianki na przystankach, połamane ławeczki przy alejkach.
Dokładnie bez autorytetu to jest jak jest.

Odwracanie kota ogonem level Ross xD

Tak, oczywiście, to moja wina, że mamy małych wandali. Już tworzę kolejny legion, jak urodzę to jeszcze nauczę, żeby na obce baby pluło jak będą zwracać uwagę.

Ross, weź Ty czytaj dokładnie, co Ci się pisze, dobra?
Mnie rodzice wychowali bez pasa i po ścianach nie maluję. Młodsze dzieciaki z rodziny tak samo. Więc spokojnie zakładam, że też sobie poradzę z tym, żeby moje dzieci tak nie robiły.
Od początku ciąży podczytuję różne książki i słucham o wychowaniu dzieci, zaznaczam sobie fragmenty dla mnie ważne, patrzę na co zwrócić uwagę i pewnie masę błędów popełnię, ale sobie buduję podstawy do tego, żeby mieć fajne dzieci, które będą ze mną rozmawiać.

Czemu nie zwrócę uwagi obcym dzieciom? Bo to i tak nie działa. Jeżeli wiem, czyje jest dziecko to ewentualnie mogę zwrócić uwagę rodzicom, albo dać cynk na straż miejską. Natomiast jak dziecko jest wychowane bezstresowo to jedyne co ja mogę zrobić, to uczulić własne dziecko na to, żeby się w pewne sytuacje wciągnąć nie dawało, bo może się to źle skończyć.

79

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

ross, ale Ty popełniasz błąd logiczny na błędzie logicznym.

oczywiście że trzeba podejść indywidualnie do dziecka. inaczej się wychowuje małego choleryka a inaczej małego flegmantyka. ale to nie znaczy że masz choleryka bić!
właśnie o to chodzi że dzieci z tego samego domu "tak samo wychowane" kończą drastycznie różnie. jeśli np. rodzice byli flegmatykami, jedno dziecko cholerykiem a drugie flegmatykiem to "naturalnie" wiedzieli jak z flegmatykiem gadać. a nie potrafili z cholerykiem. ale nie chodzi o to że mieli lać tego choleryka tylko INACZEJ z nim rozmawiać. ale ROZMAWIAĆ.

80

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Ross, myślę tak samo, jak Ty.

81

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:

Spytałabym sie, czy ten jesteś pewna, że ten lekarz potem to przykład zdrowia psychicznego? Jesteś pewna, że to jest dorosły bez problemów?

Czy to może potem ten lekarz to ten sam co kupuje dziecku telefon za 3000 za niezdaną klasówkę? Czy może to tacy lekarze rodzice jak z wątku YellowStar? https://www.netkobiety.pl/t128046.html

Od kiedy sukces zawodowy w życiu == byciem zdrowym psychicznie/brak problemów emocjonalnych?

rossanka ale ty wiesz na 100% jak to ich wychowanie wyglądało? Czy jesteś na 100% przekonana, że rodzice mieli zdrowe podejście, stosowali komunikację bez przemocy etc?

Mówisz o tym lekarzu co ja powiedziałam?:) nie wiem, jak ma w domu. Gość jest super specjalistą, leczył mi siostrę, tatę i babcię. Ale co ma w domu to rodzina wie.

82 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2022-11-07 13:39:45)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Co jak co, ale 8 miesięczne dziecko z krwawiącym nosem i siniakami? Przecież ono musiało być tłuczone i to ostro po główce! Każdy kto miał dziecko wie, że czasem może ono się nieźle walnąć o coś, a krew z noska pojawia się rzadko. A tu leciała tak, że trzeba było lekarza!

Jaki czlowiek zrobiłby coś takiego dziecku? Do tego niemowlakowi, który pewnie nawet nie chodził sam, o rozumieniu czegokolwiek z tej "dyscypliny" nie wspominając.
Ten człowiek powinien być pozbawiony praw rodzicielskich w całości i tutaj autorka zrobiła błąd wciąz powtarzając, że on jest dobrym ojcem i dzieci potrzebują go. Nie potrzebują oparwcy, tyrana i chorego psychicznie ojca. Dobry adwokat zrobiłby z tym porządek raz dwa i autorka miałaby z nim spokój, ale przecież ona sama nie wie czego chce i wciąż narzeka że ma ciężkie życie. Tak, jest ono ciężkie, bo kto ma miękkie serce, musi mieć twardą d...pę.

83

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
ulle napisał/a:

Myślę, że istnieją różne szkoły na temat wychowywania dziecka, inne w Europie, inne w Afryce, a jeszcze inne w krajach azjatyckich. I to jest normalne i wszędzie są plusy i minusy. Nie należy po prostu zakładać klapek na oczy i przyjmować wszystkiego, co dzisiaj jest modne, jako jedyne słuszne.
Należy czerpać wiedzę z doświadczeń ludzi, którzy niejedno w życiu widzieli i niejednego doświadczyli oraz nie tracić zdrowego rozsądku.
Idealnym tematem zastępczym rzucanym tzw ludziom zwykłym jest spór o aborcję. Zawsze gdy ci z góry robią jakieś przewaly ludziom daje się temat do dyskusji, bo wiadomo, że ci człowiek, to inne zdanie, by oni mogli robić swoje, a ludzie niech się żrą o aborcję.
Uważam, że do tematu o aborcję powinni dorzucić takie spór o to, jak wychowywać dzieci.
Ile ludzi, tyle sądów. Lepiej zakończyć tę dyskusję, bo i tak nikt nikogo do niczego nie przekona.

Dlatego uważam, że trzeba patrzeć jednostkowo. Jednemu pomoże rozmowa, a drugiemu kara fizyczna, bo na dakie gadanie to Ci się tylko roześmieje w twarz.
Jednemu spokojnie wytłumaczysz, innemu trzeba krzyknąć aby zrozumiał.
Pisze z doświadczenia Przez tyle leat wiele widziałam i w szkole gdy byłam dzieckiem i pózniej. Jakkolwiek lanie pasem za nie wyniesienie smieci i byle pierdołę - to jest gruba przesada a z drugiej mamy teraz bande rozwydzrzonych gnojków, a potem nastolatków. Swojch rodziców z reszta też nie szanuja.

No ale właśnie nie widziałaś. Widziałaś ten wycinek w szkole. A nie widziałaś, jak dziecko rozwijało się do tego czasu.
Jeżeli dziecko roześmieje się rodzicowi w twarz, to rodzic zbiera konsekwencje tego, jak sobie dziecko wychowywał do tej pory. Jeżeli wychowanie było kijowe to efekty są jakie są. I zdecydowanie nie zmienią tego kary fizyczne.

Bo chyba nie mówisz o tym, że masz zamiar bić obce dziecko na ulicy.

84

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ty zakładasz, że nagle widzisz dzieci biegające i koniecznie musisz im zwrócić uwagę. Po co? Od tego mają rodziców. Nie zrobisz nic obcemu 10latkowi, bo takie dziecko doskonale wie, że po pierwsze z obcymi się nie rozmawia, a po drugie nie jesteś dla niego żadnym autorytetem, więc właściwie z jakiej paki miałby Cię słuchać?

.

I własnie mamy co mamy przez takie jak Twoje podejście.
Rodzic uwagi nie zwróci, bo dziecko wyszło samo na osiedle i rodzica w pobliżu nie ma.
A dzieciak  robi niebezpieczne rzeczy, typu rzucanie metalowym drążkiem znalezionym gdzieś w śmietniku na oślep, nie zwrócisz uwagi to potem będzie krzyk, ze  nikt nie reagował.
Z tym nierozmawianiem z obcymi - własnie to tak wygląda - zwrócisz uwagę: nie pisz flamastrem po przystanku, nie niszcz tego, to Ci powie, ze nie jesteś od zwracania mu uwagi a on z obcymi nie rozmawia.

I mamy co mamy, popisane budynki, oberwane i popisane ścianki na przystankach, połamane ławeczki przy alejkach.
Dokładnie bez autorytetu to jest jak jest.

Odwracanie kota ogonem level Ross xD

Tak, oczywiście, to moja wina, że mamy małych wandali. Już tworzę kolejny legion, jak urodzę to jeszcze nauczę, żeby na obce baby pluło jak będą zwracać uwagę.

Ross, weź Ty czytaj dokładnie, co Ci się pisze, dobra?
Mnie rodzice wychowali bez pasa i po ścianach nie maluję. Młodsze dzieciaki z rodziny tak samo. Więc spokojnie zakładam, że też sobie poradzę z tym, żeby moje dzieci tak nie robiły.
Od początku ciąży podczytuję różne książki i słucham o wychowaniu dzieci, zaznaczam sobie fragmenty dla mnie ważne, patrzę na co zwrócić uwagę i pewnie masę błędów popełnię, ale sobie buduję podstawy do tego, żeby mieć fajne dzieci, które będą ze mną rozmawiać.

Czemu nie zwrócę uwagi obcym dzieciom? Bo to i tak nie działa. Jeżeli wiem, czyje jest dziecko to ewentualnie mogę zwrócić uwagę rodzicom, albo dać cynk na straż miejską. Natomiast jak dziecko jest wychowane bezstresowo to jedyne co ja mogę zrobić, to uczulić własne dziecko na to, żeby się w pewne sytuacje wciągnąć nie dawało, bo może się to źle skończyć.

O tym to się dopiero przekonasz za 20 lat, jak dziecko będzie już dorosłe. Moim zdanie mie można być pewnym, zczy się dobrze wychowa swoje dziecko. Mozna mieć nadzieję, ze tak, ale jak będzie to wyjdzie w praniu.
I nadal twierdze, ze trzeba podejść indywidualnie. Moze na twóje dziecko nie b ędzie działałłagodny to i trzeba będzie je krótko trzymac, albo odwrotnie, będzie łagodne i rozmowy przyniosą własciwe efekty.

A co do odwracania kota ogonem, to rozumiem, ze jak obcy  dzieciak będzie kopał piłkę o Twój samochód, to nie zwrócisz uwagi bo od tego sa rodzice? Ale jak już będzie kopał w obcy samochód to już darujesz sobie zwracania uwagi?:D
A co do straży miejskiej, to on ucieknie zanim przyjadą a szkód może nie być i co wtedy? Pozwolić drugo raz robić to samo i nie reagować?

85 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-07 13:57:47)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Lady Loka ah, nie, tu się zgadzamy smile Chodzi mi o ten przykład rossanki z gościem co ma firmę i drugim z szemranym towarzystwem, pomyliłam przykłady. Chodziło mi, że rossanka nie ma pojęcia jak to wychowanie wygląda u obcych ludzi, bo sukces zawodowy nie jest wyznacznikiem braku problemów emocjonalnych.

rossanka napisał/a:

Pisze z doświadczenia Przez tyle leat wiele widziałam i w szkole gdy byłam dzieckiem i pózniej. Jakkolwiek lanie pasem za nie wyniesienie smieci i byle pierdołę - to jest gruba przesada a z drugiej mamy teraz bande rozwydzrzonych gnojków, a potem nastolatków. Swojch rodziców z reszta też nie szanuja.

I tu jest pytanie, czy rodzice szanują te nastolatki, szanują potrzeby tych nastolatków, pomagają szukać sposobów na zaspokojenie potrzeb? Szcunek do siebie i innych wynosi się z domu.

rossanka napisał/a:

A co do odwracania kota ogonem, to rozumiem, ze jak obcy  dzieciak będzie kopał piłkę o Twój samochód, to nie zwrócisz uwagi bo od tego sa rodzice? Ale jak już będzie kopał w obcy samochód to już darujesz sobie zwracania uwagi?:D

Myślę rossanka, że nie rozumiesz czym jest dbanie o własne granice, a czym jest przekraczanie granic innych ludzi. Jak jakieś dziecko kopie ci w samochód to jak najbardziej możesz zwrócić uwagę. Wręcz powinno się zadbać o własne granice i dobrze to umieć, choćby po to, żeby twoje dzieci się od ciebie nauczyły i nie miały z tym problemu smile

86

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

I własnie mamy co mamy przez takie jak Twoje podejście.
Rodzic uwagi nie zwróci, bo dziecko wyszło samo na osiedle i rodzica w pobliżu nie ma.
A dzieciak  robi niebezpieczne rzeczy, typu rzucanie metalowym drążkiem znalezionym gdzieś w śmietniku na oślep, nie zwrócisz uwagi to potem będzie krzyk, ze  nikt nie reagował.
Z tym nierozmawianiem z obcymi - własnie to tak wygląda - zwrócisz uwagę: nie pisz flamastrem po przystanku, nie niszcz tego, to Ci powie, ze nie jesteś od zwracania mu uwagi a on z obcymi nie rozmawia.

I mamy co mamy, popisane budynki, oberwane i popisane ścianki na przystankach, połamane ławeczki przy alejkach.
Dokładnie bez autorytetu to jest jak jest.

Odwracanie kota ogonem level Ross xD

Tak, oczywiście, to moja wina, że mamy małych wandali. Już tworzę kolejny legion, jak urodzę to jeszcze nauczę, żeby na obce baby pluło jak będą zwracać uwagę.

Ross, weź Ty czytaj dokładnie, co Ci się pisze, dobra?
Mnie rodzice wychowali bez pasa i po ścianach nie maluję. Młodsze dzieciaki z rodziny tak samo. Więc spokojnie zakładam, że też sobie poradzę z tym, żeby moje dzieci tak nie robiły.
Od początku ciąży podczytuję różne książki i słucham o wychowaniu dzieci, zaznaczam sobie fragmenty dla mnie ważne, patrzę na co zwrócić uwagę i pewnie masę błędów popełnię, ale sobie buduję podstawy do tego, żeby mieć fajne dzieci, które będą ze mną rozmawiać.

Czemu nie zwrócę uwagi obcym dzieciom? Bo to i tak nie działa. Jeżeli wiem, czyje jest dziecko to ewentualnie mogę zwrócić uwagę rodzicom, albo dać cynk na straż miejską. Natomiast jak dziecko jest wychowane bezstresowo to jedyne co ja mogę zrobić, to uczulić własne dziecko na to, żeby się w pewne sytuacje wciągnąć nie dawało, bo może się to źle skończyć.

O tym to się dopiero przekonasz za 20 lat, jak dziecko będzie już dorosłe. Moim zdanie mie można być pewnym, zczy się dobrze wychowa swoje dziecko. Mozna mieć nadzieję, ze tak, ale jak będzie to wyjdzie w praniu.
I nadal twierdze, ze trzeba podejść indywidualnie. Moze na twóje dziecko nie b ędzie działałłagodny to i trzeba będzie je krótko trzymac, albo odwrotnie, będzie łagodne i rozmowy przyniosą własciwe efekty.

A co do odwracania kota ogonem, to rozumiem, ze jak obcy  dzieciak będzie kopał piłkę o Twój samochód, to nie zwrócisz uwagi bo od tego sa rodzice? Ale jak już będzie kopał w obcy samochód to już darujesz sobie zwracania uwagi?:D
A co do straży miejskiej, to on ucieknie zanim przyjadą a szkód może nie być i co wtedy? Pozwolić drugo raz robić to samo i nie reagować?

Ross, ale to czy musisz dziecko trzymać krótko czy nie wynika z tego, co z nim robiłaś wcześniej. No bo nie możesz powiedzieć, że musisz krótko trzymać niemowlaka czy roczniaka. Skoro nagle coś jest nie tak z 4latkiem to znaczy, że zawaliłaś sprawę wcześniej. I tak dalej i tak dalej.

Na pewno nie pójdę z pasem na obce dziecko bo mi uderza piłką o samochód. Zlokalizuję, sfotografuję szkody i wycena do rodziców.
No raczej z 4 piętra biec nie będę, żeby dzieciaka ochrzanić tongue

Poza tym zdziw się lub nie, ale na moim osiedlu po pierwsze jest boisko dla dzieci, a po drugie jest monitoring, więc nikt z piłką po ulicy nie lata. Poza tym szybciej by inne auto rozjechało to dziecko niż by piłkę kopnęło big_smile
Pomijając fakt, że nie mam samochodu tongue

Wiesz, Ty się wkurzałaś na takiego starego dziadka, a mnie dokładnie tak samo wkurzają stare baby zwracające uwagę nieproszone.
Kiedyś jakaś mnie ochrzaniła, że jem publicznie kanapkę tongue więc nie, nie zwracam uwagi.

87

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Wydaje mi sie,ze jeżeli doprowadzono kwestie wychowawcze do tak złego stopnia,ze jedynym wyjściem wydaje sie uderzenie dziecka,to nie tylko nic to nie naprawi,ale tylko pogorszy sprawę.
Moim zdaniem zle sie tutaj operuje terminem "bezstresowe wychowanie" bo tak jest ono złe,ale nie dlatego że piętnuje kary cielesne (słusznie) tylko dlatego że w istocie ogranicza nasze dziecko.
Kazdy dorosły człowiek wie, że stres może być motywujący ale również destrukcyjny.
I problemem w bezstresowym wychowaniu, moim zdaniem jest to że nie stawia sie przed dzieckiem celów,nie wymaga,nie motywuje do podjęcia działań, nie uczy sie samodzielności, efektem tego jest to,że dziecko nie wyznacza pragnień wybiegających poza dzisiaj.
I rola rodzica jest wspieranie dziecka,ale nie robienie wszystkiego za niego.
Bo widzę efekty: niby dorośli ludzie, 20 paro latkowie,niepełnosprawni społecznie, za których wszystkie decyzje podejmują rodzice, bez pragnień,bez marzeń,bez ambicji,dosłownie żywe trupy.

My z żoną wychowujemy syna pokładając wszystko w zaufaniu,w więzach jakie nas łączą, dajemy sie synowi wykazać przed nami.
Jeżeli mówi że jedzie z kolegami rowerem tam i tam,będzie z tym i tym kolega,i wrócą o tej i o tej godzinie, to my mu ufamy, i ani razu nas nie okłamał czy sie nie spóził,nie informując nas o tym.

Natomiast gdy cos przeskrobie w szkole, to u nas nie ma kar,nie ma w tedy przywieli.
Czyli np przywilejem za dobre zachowanie jest to że może dłużej posiedzieć z kolegami na podwórku.
Przywilejem jest to że może sobie dłużej pograć na komputerze.
Przywilejem jest to że np kupimy mu zepsute słuchawki od razu nie wliczając do kieszonkowego ten kwoty, i nie będzie musiał czekać do kieszonkowego, gdzie będzie musiał kupić z tych pieniędzy.

88

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:

Na pewno nie pójdę z pasem na obce dziecko bo mi uderza piłką o samochód. Zlokalizuję, sfotografuję szkody i wycena do rodziców.
No raczej z 4 piętra biec nie będę, żeby dzieciaka ochrzanić tongue

A rodzic Ci powie, odczep sie pani, szkód nie ma, szyby nie wybite, lakier nie zadrapany, bo piłka byla gumowa i nic się nie stało, jedynie lakier troche brudny.

89

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:

Lady Loka ah, nie, tu się zgadzamy smile Chodzi mi o ten przykład rossanki z gościem co ma firmę i drugim z szemranym towarzystwem, pomyliłam przykłady. Chodziło mi, że rossanka nie ma pojęcia jak to wychowanie wygląda u obcych ludzi, bo sukces zawodowy nie jest wyznacznikiem braku problemów emocjonalnych.

rossanka napisał/a:

Pisze z doświadczenia Przez tyle leat wiele widziałam i w szkole gdy byłam dzieckiem i pózniej. Jakkolwiek lanie pasem za nie wyniesienie smieci i byle pierdołę - to jest gruba przesada a z drugiej mamy teraz bande rozwydzrzonych gnojków, a potem nastolatków. Swojch rodziców z reszta też nie szanuja.

I tu jest pytanie, czy rodzice szanują te nastolatki, szanują potrzeby tych nastolatków, pomagają szukać sposobów na zaspokojenie potrzeb? Szcunek do siebie i innych wynosi się z domu.

rossanka napisał/a:

A co do odwracania kota ogonem, to rozumiem, ze jak obcy  dzieciak będzie kopał piłkę o Twój samochód, to nie zwrócisz uwagi bo od tego sa rodzice? Ale jak już będzie kopał w obcy samochód to już darujesz sobie zwracania uwagi?:D

Myślę rossanka, że nie rozumiesz czym jest dbanie o własne granice, a czym jest przekraczanie granic innych ludzi. Jak jakieś dziecko kopie ci w samochód to jak najbardziej możesz zwrócić uwagę. Wręcz powinno się zadbać o własne granice i dobrze to umieć, choćby po to, żeby twoje dzieci się od ciebie nauczyły i nie miały z tym problemu smile

To właśnie pisze, to Loka pisała, że on aby nie interweniowała, bo od tego sa rodzice a dziecko nie musi słuchać obcych ludzi.

90

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:
rossanka napisał/a:

Pisze z doświadczenia Przez tyle leat wiele widziałam i w szkole gdy byłam dzieckiem i pózniej. Jakkolwiek lanie pasem za nie wyniesienie smieci i byle pierdołę - to jest gruba przesada a z drugiej mamy teraz bande rozwydzrzonych gnojków, a potem nastolatków. Swojch rodziców z reszta też nie szanuja.

I tu jest pytanie, czy rodzice szanują te nastolatki, szanują potrzeby tych nastolatków, pomagają szukać sposobów na zaspokojenie potrzeb? Szcunek do siebie i innych wynosi się z domu.

No nie do końca. W jednych domach ludzie nie szanują siebie dorośli dzieci a dzieci rodziców. A w drugim rodzice robią wszystko dla dziecka, a ono i tak ma ich w nosie.
Kurcze, naprawde nie znaliście takich przypadków?

91

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Na pewno nie pójdę z pasem na obce dziecko bo mi uderza piłką o samochód. Zlokalizuję, sfotografuję szkody i wycena do rodziców.
No raczej z 4 piętra biec nie będę, żeby dzieciaka ochrzanić tongue

A rodzic Ci powie, odczep sie pani, szkód nie ma, szyby nie wybite, lakier nie zadrapany, bo piłka byla gumowa i nic się nie stało, jedynie lakier troche brudny.

Jak szkód nie ma to nic nie mówię, przemywam miejsce ścierką i idę dalej, co za problem?

Robisz problemy tam, gdzie ich nie ma, odwracasz kota ogonem, chcesz uczyć obce dzieci jak żyć.

Twoi rodzice nie są modelem dobrego wychowania, Ross.

92

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
polis napisał/a:
rossanka napisał/a:

Pisze z doświadczenia Przez tyle leat wiele widziałam i w szkole gdy byłam dzieckiem i pózniej. Jakkolwiek lanie pasem za nie wyniesienie smieci i byle pierdołę - to jest gruba przesada a z drugiej mamy teraz bande rozwydzrzonych gnojków, a potem nastolatków. Swojch rodziców z reszta też nie szanuja.

I tu jest pytanie, czy rodzice szanują te nastolatki, szanują potrzeby tych nastolatków, pomagają szukać sposobów na zaspokojenie potrzeb? Szcunek do siebie i innych wynosi się z domu.

No nie do końca. W jednych domach ludzie nie szanują siebie dorośli dzieci a dzieci rodziców. A w drugim rodzice robią wszystko dla dziecka, a ono i tak ma ich w nosie.
Kurcze, naprawde nie znaliście takich przypadków?

Bo w wychowaniu nie chodzi o robienie wszystkiego DLA dziecka. Robienie wszystkiego dla dziecka nie jest dobrym modelem wychowania.
I dlatego nie rozumiesz tego, co piszemy.

93

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Na pewno nie pójdę z pasem na obce dziecko bo mi uderza piłką o samochód. Zlokalizuję, sfotografuję szkody i wycena do rodziców.
No raczej z 4 piętra biec nie będę, żeby dzieciaka ochrzanić tongue

A rodzic Ci powie, odczep sie pani, szkód nie ma, szyby nie wybite, lakier nie zadrapany, bo piłka byla gumowa i nic się nie stało, jedynie lakier troche brudny.

Jak szkód nie ma to nic nie mówię, przemywam miejsce ścierką i idę dalej, co za problem?

Robisz problemy tam, gdzie ich nie ma, odwracasz kota ogonem, chcesz uczyć obce dzieci jak żyć.

Twoi rodzice nie są modelem dobrego wychowania, Ross.

Nie pytałam Cię o zdanie, czy moi rodzice są modelem dobrego wychowania.

"Jak szkód nie ma to nic nie mówię, przemywam miejsce ścierką i idę dalej, co za problem?"-- Czytając Twoje wypowiedzi na forum, mam wrażenie, ze zrobiłabyś dym.

94

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
polis napisał/a:

I tu jest pytanie, czy rodzice szanują te nastolatki, szanują potrzeby tych nastolatków, pomagają szukać sposobów na zaspokojenie potrzeb? Szcunek do siebie i innych wynosi się z domu.

No nie do końca. W jednych domach ludzie nie szanują siebie dorośli dzieci a dzieci rodziców. A w drugim rodzice robią wszystko dla dziecka, a ono i tak ma ich w nosie.
Kurcze, naprawde nie znaliście takich przypadków?

Bo w wychowaniu nie chodzi o robienie wszystkiego DLA dziecka. Robienie wszystkiego dla dziecka nie jest dobrym modelem wychowania.
I dlatego nie rozumiesz tego, co piszemy.

Ależ ja rozumiem i generalnie nie jestem za biciem jako wychowaniem, ale jak zawodzi dialog, rozmowy, spokojne tłumaczenie,, mija czas i jak grochem o sciane, to może drastyczniejsza metoda pomoże, skoro jak widać rozmowa nic nie daje.

95

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

A rodzic Ci powie, odczep sie pani, szkód nie ma, szyby nie wybite, lakier nie zadrapany, bo piłka byla gumowa i nic się nie stało, jedynie lakier troche brudny.

Jak szkód nie ma to nic nie mówię, przemywam miejsce ścierką i idę dalej, co za problem?

Robisz problemy tam, gdzie ich nie ma, odwracasz kota ogonem, chcesz uczyć obce dzieci jak żyć.

Twoi rodzice nie są modelem dobrego wychowania, Ross.

Nie pytałam Cię o zdanie, czy moi rodzice są modelem dobrego wychowania.

"Jak szkód nie ma to nic nie mówię, przemywam miejsce ścierką i idę dalej, co za problem?"-- Czytając Twoje wypowiedzi na forum, mam wrażenie, ze zrobiłabyś dym.

Ale mam wrażenie, że patrzysz na ten temat przez pryzmat tego, jak sama miałaś z rodzicami.

Robię dym obcym babom, które się wtrącają w nie swoje sprawy. Jak nie ma szkody, to nie widzę problemu.

96

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

No nie do końca. W jednych domach ludzie nie szanują siebie dorośli dzieci a dzieci rodziców. A w drugim rodzice robią wszystko dla dziecka, a ono i tak ma ich w nosie.
Kurcze, naprawde nie znaliście takich przypadków?

Bo w wychowaniu nie chodzi o robienie wszystkiego DLA dziecka. Robienie wszystkiego dla dziecka nie jest dobrym modelem wychowania.
I dlatego nie rozumiesz tego, co piszemy.

Ależ ja rozumiem i generalnie nie jestem za biciem jako wychowaniem, ale jak zawodzi dialog, rozmowy, spokojne tłumaczenie,, mija czas i jak grochem o sciane, to może drastyczniejsza metoda pomoże, skoro jak widać rozmowa nic nie daje.

I dalej nic nie rozumiesz.
Jeżeli rozmowy nic nie dają to znaczy, że rodzic zawalił już kilka lat wcześniej. I drastyczniejsza metoda tego nie naprawi.

97

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Jak szkód nie ma to nic nie mówię, przemywam miejsce ścierką i idę dalej, co za problem?

Robisz problemy tam, gdzie ich nie ma, odwracasz kota ogonem, chcesz uczyć obce dzieci jak żyć.

Twoi rodzice nie są modelem dobrego wychowania, Ross.

Nie pytałam Cię o zdanie, czy moi rodzice są modelem dobrego wychowania.

"Jak szkód nie ma to nic nie mówię, przemywam miejsce ścierką i idę dalej, co za problem?"-- Czytając Twoje wypowiedzi na forum, mam wrażenie, ze zrobiłabyś dym.

Ale mam wrażenie, że patrzysz na ten temat przez pryzmat tego, jak sama miałaś z rodzicami.

Robię dym obcym babom, które się wtrącają w nie swoje sprawy. Jak nie ma szkody, to nie widzę problemu.

Przecież sama się wtrącasz. A nie pytałam Cię o zdanie w tym temacie o moich rodziców, a wyskakujesz z tym jak Filip z konopii.

98

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Bo w wychowaniu nie chodzi o robienie wszystkiego DLA dziecka. Robienie wszystkiego dla dziecka nie jest dobrym modelem wychowania.
I dlatego nie rozumiesz tego, co piszemy.

Ależ ja rozumiem i generalnie nie jestem za biciem jako wychowaniem, ale jak zawodzi dialog, rozmowy, spokojne tłumaczenie,, mija czas i jak grochem o sciane, to może drastyczniejsza metoda pomoże, skoro jak widać rozmowa nic nie daje.

I dalej nic nie rozumiesz.
Jeżeli rozmowy nic nie dają to znaczy, że rodzic zawalił już kilka lat wcześniej. I drastyczniejsza metoda tego nie naprawi.

Nawalił, bo gadał, gadał i nic z tego gadania nie wyszło, akurat te konkretne dziecko jak widać nic sobie z tego nie robi, Jakby otrzezwic je wczesniej, to nie byłoby teraz problemu.

99 Ostatnio edytowany przez rossanka (2022-11-07 17:11:44)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:

Natomiast gdy cos przeskrobie w szkole, to u nas nie ma kar,nie ma w tedy przywieli.
Czyli np przywilejem za dobre zachowanie jest to że może dłużej posiedzieć z kolegami na podwórku.
Przywilejem jest to że może sobie dłużej pograć na komputerze.
Przywilejem jest to że np kupimy mu zepsute słuchawki od razu nie wliczając do kieszonkowego ten kwoty, i nie będzie musiał czekać do kieszonkowego, gdzie będzie musiał kupić z tych pieniędzy.

Tu mnie zastanowiłeś, czy to dobra metoda. Przeciez w dorosłym życiu są kary, a skoro jako dziecko się ich nie doświadczy, to można mieć w przyszłości problem ze stresem i radzeniem sobie w pewnych sytuacjach,,
Na przykład nie zapłacisz rachunku za telefon - masz karę spłacić odsetki.
Przekroczysz prędkość, płacisz mandat.
Z drastyczniejszych - ukradniesz coś, szmuglujesz narkotyki, zdemolujesz coś i monitoring Cie namierzy - poniesziesz karę.
Skoro dziecko kary nie ponosi to co będzie w dorosłym życiu?

100

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Ależ ja rozumiem i generalnie nie jestem za biciem jako wychowaniem, ale jak zawodzi dialog, rozmowy, spokojne tłumaczenie,, mija czas i jak grochem o sciane, to może drastyczniejsza metoda pomoże, skoro jak widać rozmowa nic nie daje.

I dalej nic nie rozumiesz.
Jeżeli rozmowy nic nie dają to znaczy, że rodzic zawalił już kilka lat wcześniej. I drastyczniejsza metoda tego nie naprawi.

Nawalił, bo gadał, gadał i nic z tego gadania nie wyszło, akurat te konkretne dziecko jak widać nic sobie z tego nie robi, Jakby otrzezwic je wczesniej, to nie byłoby teraz problemu.

No jak tylko gadasz do dziecka to fakt, nic z tego nie ma. I dlatego nie rozumiesz tego, co piszemy. Bo my wcale nie o gadaniu, to tylko Ty patrzysz na to tak, jakby kary cielesne były jedną metodą, a drugą było bezskuteczne mówienie i nic poza tym.

101

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Natomiast gdy cos przeskrobie w szkole, to u nas nie ma kar,nie ma w tedy przywieli.
Czyli np przywilejem za dobre zachowanie jest to że może dłużej posiedzieć z kolegami na podwórku.
Przywilejem jest to że może sobie dłużej pograć na komputerze.
Przywilejem jest to że np kupimy mu zepsute słuchawki od razu nie wliczając do kieszonkowego ten kwoty, i nie będzie musiał czekać do kieszonkowego, gdzie będzie musiał kupić z tych pieniędzy.

Tu mnie zastanowiłeś, czy to dobra metoda. Przeciez w dorosłym życiu są kary, a skoro jako dziecko się ich nie doświadczy, to można mieć w przyszłości problem ze stresem i radzeniem sobie w pewnych sytuacjach,,
Na przykład nie zapłacisz rachunku za telefon - masz karę spłacić odsetki.
Przekroczysz prędkość, płacisz mandat.
Z drastyczniejszych - ukradniesz coś, szmuglujesz narkotyki, zdemolujesz coś i monitoring Cie namierzy - poniesziesz karę.
Skoro dziecko kary nie ponosi to co będzie w dorosłym życiu?

Wszystko zależy od dziecka,nie ma jednego gotowego modelu wychowawczego
U nas wygląda to tak jak opisałem,i wszystko sie rozbija o kwestie semantyczne,czy brak przywilejów to nie kara?
Gdy syn chce zaprosić kolegów na nocny maraton filmów, a my mówimy nie,ponieważ cos przeskrobał w szkole to jest to kara? Czy brak przywileju?
Czy rozumiemy przywilej jako odstępstwo od normy? Nadanie dodatkowych uprawnień. Skoro tak, to przecież takie maratony filmowe nie sa normą,są odstępstwem od normy, sa właśnie przywilejem.
Wiec naszym zdaniem,skuteczniejsze od kar jest zabieranie przywilejów.

102

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Po co się produkujecie, skoro autorka uciekła?

103

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:
rossanka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Natomiast gdy cos przeskrobie w szkole, to u nas nie ma kar,nie ma w tedy przywieli.
Czyli np przywilejem za dobre zachowanie jest to że może dłużej posiedzieć z kolegami na podwórku.
Przywilejem jest to że może sobie dłużej pograć na komputerze.
Przywilejem jest to że np kupimy mu zepsute słuchawki od razu nie wliczając do kieszonkowego ten kwoty, i nie będzie musiał czekać do kieszonkowego, gdzie będzie musiał kupić z tych pieniędzy.

Tu mnie zastanowiłeś, czy to dobra metoda. Przeciez w dorosłym życiu są kary, a skoro jako dziecko się ich nie doświadczy, to można mieć w przyszłości problem ze stresem i radzeniem sobie w pewnych sytuacjach,,
Na przykład nie zapłacisz rachunku za telefon - masz karę spłacić odsetki.
Przekroczysz prędkość, płacisz mandat.
Z drastyczniejszych - ukradniesz coś, szmuglujesz narkotyki, zdemolujesz coś i monitoring Cie namierzy - poniesziesz karę.
Skoro dziecko kary nie ponosi to co będzie w dorosłym życiu?

Wszystko zależy od dziecka,nie ma jednego gotowego modelu wychowawczego
U nas wygląda to tak jak opisałem,i wszystko sie rozbija o kwestie semantyczne,czy brak przywilejów to nie kara?
Gdy syn chce zaprosić kolegów na nocny maraton filmów, a my mówimy nie,ponieważ cos przeskrobał w szkole to jest to kara? Czy brak przywileju?
Czy rozumiemy przywilej jako odstępstwo od normy? Nadanie dodatkowych uprawnień. Skoro tak, to przecież takie maratony filmowe nie sa normą,są odstępstwem od normy, sa właśnie przywilejem.
Wiec naszym zdaniem,skuteczniejsze od kar jest zabieranie przywilejów.

Jeśli tak, to dlaczego w dorosłkym życiu sa jednak kary?
A dziecko będzie kiedyś dorosłe i jako dorosły będzie ponosiło kary.
Ciekawa jestem z psychologicznego punktu widzenia, czy się do tego odeniesie i jak się odniesie, czy odnajdzie się w takiej sytuacji.
Chyba, ze kara to np zabronienie oglądania przez dwa dni telewizji czy konsoli to też kara, ale nazywa się to zabraniem przywilejów.

104

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

I dalej nic nie rozumiesz.
Jeżeli rozmowy nic nie dają to znaczy, że rodzic zawalił już kilka lat wcześniej. I drastyczniejsza metoda tego nie naprawi.

Nawalił, bo gadał, gadał i nic z tego gadania nie wyszło, akurat te konkretne dziecko jak widać nic sobie z tego nie robi, Jakby otrzezwic je wczesniej, to nie byłoby teraz problemu.

No jak tylko gadasz do dziecka to fakt, nic z tego nie ma. I dlatego nie rozumiesz tego, co piszemy. Bo my wcale nie o gadaniu, to tylko Ty patrzysz na to tak, jakby kary cielesne były jedną metodą, a drugą było bezskuteczne mówienie i nic poza tym.

Nie. Ja piszę, ze jak inne metodzy nie działają, stosujesz je  i stosujesz, a do dziecka nie dociera, to może dotrze kara fizyczna? Skoro jak widzisz rozmowy nie działają.

105

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Rossanka ma rację (po części).

Ale nie chodzi o bicie dziecka, tylko danie przysłowiowego klapsa.
Dzieci są różne, a charakter widać już u malucha.

Jak charakter wredny (jak u Rossanki smile ), to jeszcze w dzieciństwie można go względnie łatwo skorygować.
Wprowadzenie dyscypliny, ustalenie zasad i ich respektowanie (łącznie z porządnym laniem paskiem po dupie) niejednego/-ą sprowadziło na dobrą drogę.
Ale oczywiście nie chodzi o wyżywanie się, silne razy, a jasno postawione granice i kary za ich nieprzestrzeganie (kara na konsolę/smartfon jest teraz dotkliwsza niż lanie paskiem).
Do niektórych po prostu inaczej się nie trafi.

106

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nawalił, bo gadał, gadał i nic z tego gadania nie wyszło, akurat te konkretne dziecko jak widać nic sobie z tego nie robi, Jakby otrzezwic je wczesniej, to nie byłoby teraz problemu.

No jak tylko gadasz do dziecka to fakt, nic z tego nie ma. I dlatego nie rozumiesz tego, co piszemy. Bo my wcale nie o gadaniu, to tylko Ty patrzysz na to tak, jakby kary cielesne były jedną metodą, a drugą było bezskuteczne mówienie i nic poza tym.

Nie. Ja piszę, ze jak inne metodzy nie działają, stosujesz je  i stosujesz, a do dziecka nie dociera, to może dotrze kara fizyczna? Skoro jak widzisz rozmowy nie działają.

Piszesz o dwóch metodach na zmianę i na dodatek patrzysz wybiórczo, a nie uwzględniasz tego, że dziecko nie żyło w próżni i skoro metody przestały działać to znaczy, że coś jest nie halo od początku i że od początku były jakieś błędy.

107

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:

(...)Ja piszę, ze jak inne metodzy nie działają, stosujesz je  i stosujesz, a do dziecka nie dociera, to może dotrze kara fizyczna? Skoro jak widzisz rozmowy nie działają.

Ręce mi opadły na taką propozycję. hmm


Kara fizyczna = przemoc.

Hurra!
Niech żyje przemoc!
Uczmy, że przemoc jest dobra, gdy (w tym wypadku, ale pewnie znajdą się też argumenty na zastosowanie jej w innych wypadkach) umiejętności argumentowania są niewystarczające.
Niech żyje przemoc!



***
Uprzedzając uwagi. smile
Nie znam wątku, "wpadła" mi w oczy propozycja zastosowania przemocy fizycznej.

108

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:

Nie. Ja piszę, ze jak inne metodzy nie działają, stosujesz je  i stosujesz, a do dziecka nie dociera, to może dotrze kara fizyczna? Skoro jak widzisz rozmowy nie działają.

Powtórzę się, ale jeżeli doprowadzono kwestie wychowawcze do takiego stanu,że WYDAJE się,ze jedynym rozwiązaniem są kary cielesne, to i tak one nic nie zmienią,na nic pozytywnego nie wpłyną.
Stworzą jedynie kolejny powód nienawiści dziecka do rodziców. Tylko pogorszą sprawę.

109

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie. Ja piszę, ze jak inne metodzy nie działają, stosujesz je  i stosujesz, a do dziecka nie dociera, to może dotrze kara fizyczna? Skoro jak widzisz rozmowy nie działają.

Powtórzę się, ale jeżeli doprowadzono kwestie wychowawcze do takiego stanu...

Bo może mu pozwalali na wszystko o ulegali i jest co jest.

110 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-11-07 20:41:52)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

jestem w szoku ile osób tutaj popiera kary fizyczne. myślałam, że mamy mądrzejsze społeczeństwo.. 100% racji ma Wielokropek i Szpetuch, ostatnie dwa posty to nic dodać nic ująć.

ross, kolejny błąd logiczny, na litość boską, Ty powinnaś lekcje logiki wziąć. nie mówię złośliwie, tylko po prostu nie da się dyskutkować jak ktoś tak kręci tym kotem wkoło cały czas..
Loka to ma cierpliwość big_smile big_smile

111 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-11-07 21:37:50)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Jak ja lubię takie dyskusje. Unikam jak ognia, chociaż czasem daje się wciągnąć, niemniej jednak zawsze tego żałuję, bo nie ma to, jak przekręcanie cudzych słów i udawanie, że nie rozumie się tego, co ktoś napisze.
Bo Ty Ross niczego nie rozumiesz - w domyśle, Ross jesteś za głupia na to, by pojąć niektóre rzeczy i choćby Ross pisała najprostszym językiem na świecie i tłumaczyła, jak dzieciom, to przecież i tak przeczyta, że to ona przekręca i myli fakty i niczego nie rozumie.
Tak jak ja dzisiaj przeczytałam, że żyje w świecie baśni albo że jak mogę popierać bicie 8- miesięcznego niemowlaka.
I weź tu człowieku miej cierpliwość i tłumacz abarot wszystko od początku, co poeta miał na myśli.
Powiem wprost - są tacy ludzie, którzy siedząc przy stole w towarzystwie udają wielkie państwo i wydłubują rodzynki z ciasta, bo podobno im nie smakują, a gdy pójdą do domu wyjadają zupę prosto z gara chlipiac i mlaskając przy tym niemiłosiernie.
Akurat uwierzę w to, że istnieją domy, w których wszystko przebiega idealnie, gdzie rodzić nigdy nie krzyknie na dziecko, nie da klapsa, tylko siadzie i będzie tłumaczył, tłumaczył i tłumaczył do wyrzygu.
Akurat ludzie mają na to czas, nerwy i zdrowie.
Normalnie jest, gdy komuś trafi się dziecko wyjątkowo niegrzeczne, rozdarte i psotne, to trzeba by było być chodzącym aniołem a nie człowiekiem z krwi i kości, żeby zawsze zachować stoicki spokój i postępować według instrukcji w tych mundrych książkach.
Trochę życia ludzie. Naprawdę nie twórzmy tu literackiej fikcji idealnego świata.

No proszę, właśnie przeczytałam wpis Anny - no Anno gratulacje. Idealny przykład na potwierdzenie moich słów.
A ja rozumiem, co usiłuje przekazać wszystkim Ross i absolutnie się z nią zgadzam.

112

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie. Ja piszę, ze jak inne metodzy nie działają, stosujesz je  i stosujesz, a do dziecka nie dociera, to może dotrze kara fizyczna? Skoro jak widzisz rozmowy nie działają.

Powtórzę się, ale jeżeli doprowadzono kwestie wychowawcze do takiego stanu...

Bo może mu pozwalali na wszystko o ulegali i jest co jest.

No to nie najlepiej wychowywali dziecko i mają problem. W obecnie omawianych sposobach wychowawczych nie chodzi o to, że dziecko może wszystko, bo rodzic też ma swoje granice, musi umieć ich pilnować i dawać znać kiedy są przekraczane, ale nie gadaniem dla gadania tylko są np. takie metody jak porozumienie bez przemocy, można o tym poczytać.

No i zależy jaka jest sytuacja, nie zawsze tłumaczenie ma sens. Sama się przekonałam, że skandynawska metoda wychowawcza, po tytułem idź i sam się przekonaj, to może być miodzio. Zamiast walczyć i tłumaczyć dziecku, że wyjście na zewnątrz w ziąb bez kurtki to kiepski pomysł. Lepiej je faktycznie puścić i niech idzie i samo się przekona, że jest zimno. Nie minęły chyba nawet minuta jak było z powrotem po kurtkę. big_smile


Akurat uwierzę w to, że istnieją domy, w których wszystko przebiega idealnie, gdzie rodzić nigdy nie krzyknie na dziecko, nie da klapsa, tylko siadzie i będzie tłumaczył, tłumaczył i tłumaczył do wyrzygu.

No, ale z tych książek dowiesz się też, że wcale nie musisz być idealna 100% czasu 24 godziny na dobę. Rodzic wystarczy, że jest dobry rodzicem jakieś chyba 70% czasu i nie przegina w pozostałych 30% procentach.

Nie chodzi też o to, że już nigdy nie możesz krzyczeć, ale jest różnica pomiędzy, kiedy zdarza się to rzadko i nie stanowi codzienności, a kiedy jest rodzic, że tak powiem 'drze ryja' każdego dnia, bo inaczej nie potrafi.

113

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Ulle.
Powiedzmy że mamy do czynienia z przypadkiem trudnym.
Czy nie lepiej jest poprosić o pomoc specjalisty?
Gdy nie wiemy jak dotrzeć do naszego dziecka?
Przyznać się,przed samym sobą,że zawiedliśmy jako rodzice?

Jak myślisz, co jest bardziej "bolesne" dla dzisiejszego nastolatka?
Klaps?
Czy np:
Brak kieszonkowego
Brak wyjazdów z znajomymi?
Brak telefonu?
Ograniczenie internetu
Godzina policyjna, o 20 ma byc w domu.
Brak nowych ubrań,butów,kupowanie ich dopiero gdy te używane sie zużyją.
Osobiste odbiory ze szkoły

Fakt,mi akurat łatwo mówić bo ja przyszedłem niejako na gotowe, żona świetnie wychowała syna, i ja nigdy nie musiałem nawet podnosić głosu,że o stosowaniu jakiś metod dyscyplinujących nie wspomnę.
Ale wydaje mi sie że kary cielesne łamią to zaufanie do rodzica,niszczą ta ostoje które dziecko widzi w rodzicach.

114 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-11-07 21:20:57)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Jak nauczyć dziecko, wobec którego stosuje się przemoc (bo jest nią kara fizyczna, inaczej zwana biciem), że... agresja jest "be", a bicie niedozwolonym zachowaniem? <pytanie retoryczne>

Czy bicie jest metodą wychowawczą, czy tresurą? <pytanie retoryczne>

I wiem, że do bycia wystarczająco dobrym dorosłym (nie idealnym) nie potrzeba bić dziecka.

To, że ktoś mimo bycia bitym w dzieciństwie wyrósł na tzw. dobrego człowieka, nie jest żadnym argumentem.



Dziękuję za uwagę. smile

115 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-11-07 21:34:57)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:

Ulle.
Powiedzmy że mamy do czynienia z przypadkiem trudnym.
Czy nie lepiej jest poprosić o pomoc specjalisty?
Gdy nie wiemy jak dotrzeć do naszego dziecka?
Przyznać się,przed samym sobą,że zawiedliśmy jako rodzice?

Jak myślisz, co jest bardziej "bolesne" dla dzisiejszego nastolatka?
Klaps?
Czy np:
Brak kieszonkowego
Brak wyjazdów z znajomymi?
Brak telefonu?
Ograniczenie internetu
Godzina policyjna, o 20 ma byc w domu.
Brak nowych ubrań,butów,kupowanie ich dopiero gdy te używane sie zużyją.
Osobiste odbiory ze szkoły

Fakt,mi akurat łatwo mówić bo ja przyszedłem niejako na gotowe, żona świetnie wychowała syna, i ja nigdy nie musiałem nawet podnosić głosu,że o stosowaniu jakiś metod dyscyplinujących nie wspomnę.
Ale wydaje mi sie że kary cielesne łamią to zaufanie do rodzica,niszczą ta ostoje które dziecko widzi w rodzicach.

Szeptuch, ale ja Ciebie akurat rozumiem i wyobrażam sobie, że tworzycie fajna z życia wzięta rodzinę. Ucięcie przywilejów to świetny sposób i macie przede wszystkim dobre dziecko.
Nie chodzi mi o to, że powinno się dawac klapsa albo podnosic głos na dziecko, gdy nie ma takiej potrzeby, jedynie dla jakiejś chorej zasady, że pupa to nie szklanka.
Mnie chodzi o jakieś wyważenie, kiedy zachowujemy się jak normalni żywi ludzie, a kiedy wkraczamy w świat absurdu.
Jaki jest koń, każdy widzi. Jeśli będziesz trzymał pod swoim dachem złośliwego  łobuza, to nie będziesz chyba mu tłumaczył, bo tak napisali w książkach.

116

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
ulle napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Ulle.
Powiedzmy że mamy do czynienia z przypadkiem trudnym.
Czy nie lepiej jest poprosić o pomoc specjalisty?
Gdy nie wiemy jak dotrzeć do naszego dziecka?
Przyznać się,przed samym sobą,że zawiedliśmy jako rodzice?

Jak myślisz, co jest bardziej "bolesne" dla dzisiejszego nastolatka?
Klaps?
Czy np:
Brak kieszonkowego
Brak wyjazdów z znajomymi?
Brak telefonu?
Ograniczenie internetu
Godzina policyjna, o 20 ma byc w domu.
Brak nowych ubrań,butów,kupowanie ich dopiero gdy te używane sie zużyją.
Osobiste odbiory ze szkoły

Fakt,mi akurat łatwo mówić bo ja przyszedłem niejako na gotowe, żona świetnie wychowała syna, i ja nigdy nie musiałem nawet podnosić głosu,że o stosowaniu jakiś metod dyscyplinujących nie wspomnę.
Ale wydaje mi sie że kary cielesne łamią to zaufanie do rodzica,niszczą ta ostoje które dziecko widzi w rodzicach.

Szeptuch, ale ja Ciebie akurat rozumiem i wyobrażam sobie, że tworzycie fajna z życia wzięta rodzinę. Ucięciecie przywilejów to świetny sposób i macie przede wszystkim dobre dziecko.
Nie chodzi mi o to, że powinno się dawac klapsa albo podnieść głos na dziecko, gdy nie ma takiej potrzeby, jedynie dla jakiejś chorej zasady, że pupa to nie szklanka.
Mnie chodzi o jakieś wyważenie, kiedy zachowujemy się jak normalni żywi ludzie, a kiedy wkraczamy w świat absurdu.
Jaki jest koń, każdy widzi. Jeśli będziesz trzymał pod swoim dachem złośliwego  łobuza, to nie będziesz chyba mu tłumaczył, bo tak napisali w książkach.



Kilka lat temu widziałem taki program w tv:
Chodziło właśnie o takie złośliwe dzieci, takich młodocianych przestępców wręcz.
I w ramach przestrogi dla nich,jak mogą skończyć gdy będą podążać ta drogą.
To zabierano ich do prawdziwego wiezienia,gdzie mieli spotkania zarówno z wychowawcami więziennymi jak i z więźniami, którzy dostali dożywocia.
i Słuchali ich historii.
I wielu tych dzieciaków zrozumiało że podąża tą sama droga,co ci więźniowie skazani na dożywocie.
Bardzo wielu dzieki temu otworzyło oczy.
Cała historii działa sie w USA, byłbym wdzięczny gdyby ktoś podał tytuł tego programu, bo był naprawdę mądry.

117

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

@Ulle ja piszę co obserwuję. widzę błędy logiczne w wypowiedziach rossanki więc ciężko nie napisać żę przekręca. jeśli wiele osób to zauważa to chyba jednak jest coś na rzeczy.

nikt tu nie twierdzi że powiniśmy być idealnymi rodzicami. dziewczyny tutaj się tak rozpisały że ja więcej nie będę dodawać, ale właśnie chodzi o wyważenie. ja nie powiem że mi nigdy się klaps nie wydarzy, każdemu mogą puścić nerwy. rodzicielstwo to nie jest cały czas tęcza i kwiatuszki. ale nie zgadzam się na normalizowanie bicia albo traktowanie tego jak coś co należy zastosować jak "inne metody nie działają". jeśli dziecko jest agresywne to ta agresja ma swój powód. każda agresja bierze się z krzywdy. i reagując przemocą tylko podsycamy tą agresję (i pokazujemyswoją bezsilność) jeśli nasze metody wychowawcze zachodzą, mamy trudniejsze dziecko to należy się zastanowić jaki MY błąd robimy a nie twierdzić że dziecko jest ZŁE. ono pewnie jest skrzywdzone i należy tą krzywdą się zająć i zaopiekować.

a to co opisuje Szeptuch to jest właśnie rodzaj pozytywnej dyscypliny o której pisała też Loka. mi się również bardzo podoba idea, jest właśnie wyważona, bez skrajności, oparta na szacunku. klapsy są brakiem szacunku.

118

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
anna.zakochana napisał/a:

@Ulle ja piszę co obserwuję. widzę błędy logiczne w wypowiedziach rossanki więc ciężko nie napisać żę przekręca. jeśli wiele osób to zauważa to chyba jednak jest coś na rzeczy.

nikt tu nie twierdzi że powiniśmy być idealnymi rodzicami. dziewczyny tutaj się tak rozpisały że ja więcej nie będę dodawać, ale właśnie chodzi o wyważenie. ja nie powiem że mi nigdy się klaps nie wydarzy, każdemu mogą puścić nerwy. rodzicielstwo to nie jest cały czas tęcza i kwiatuszki. ale nie zgadzam się na normalizowanie bicia albo traktowanie tego jak coś co należy zastosować jak "inne metody nie działają". jeśli dziecko jest agresywne to ta agresja ma swój powód. każda agresja bierze się z krzywdy. i reagując przemocą tylko podsycamy tą agresję (i pokazujemyswoją bezsilność) jeśli nasze metody wychowawcze zachodzą, mamy trudniejsze dziecko to należy się zastanowić jaki MY błąd robimy a nie twierdzić że dziecko jest ZŁE. ono pewnie jest skrzywdzone i należy tą krzywdą się zająć i zaopiekować.

a to co opisuje Szeptuch to jest właśnie rodzaj pozytywnej dyscypliny o której pisała też Loka. mi się również bardzo podoba idea, jest właśnie wyważona, bez skrajności, oparta na szacunku. klapsy są brakiem szacunku.

Ale powiem Ci Anna że zdążają się dzieci złe.
Historia z mojej okolicy gdzie nastolatka pomówiła matkę o gwałt,bo ta nie chciała ja  pościć na imprezę.

https://www.o2.pl/informacje/15-latka-o … 062164544a

119

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

A co w momenciez kiedy bite dziecko po prosru zrobi bunt i odda rodzicowi? big_smile

Tak wiecie, dla koleżanki pytam.
Jaki wtedy autorytet zostaje rodzicowi?
W jaki sposób ma cokolwiek z dzieckiem ustalić?
Dziecko wyjdzie kiedy chce, wróci kiedy chce, zrobi co chce, a jak rodzic podskoczy to się zrobi bijatyka.

Ja znam rodziny, w których nie ma przemocy i wrzasków. Wiadomo, że krzyk się może zdarzyć, bo człowiek jest człowiekiem i ma swoje granice cierpliwości, ale oni potem idą do dziecka, przepraszają za krzyk i tłumaczą, skąd wzięły się emocje, które do tego krzyku doprowadziły. W ten sposób, kiedy zaczyna z jakiegoś powodu krzyczeć dziecko, to jest potem podstawa do rozmowy o powodach i emocjach, przez jakie to było wywołane

120

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:

Ale powiem Ci Anna że zdążają się dzieci złe.
Historia z mojej okolicy gdzie nastolatka pomówiła matkę o gwałt,bo ta nie chciała ja  pościć na imprezę.

https://www.o2.pl/informacje/15-latka-o … 062164544a

No ale jesteś pewny na 100%, że ta nastolatka była wychowywana w taki sposób w jaki my tutaj z Anną i Lady Loką piszemy?

To, że dziewczyna nie była gwałcona, nie znaczy, że nie było tam przemocy bicia czy przemocy emocjonalnej.

121

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Ale powiem Ci Anna że zdążają się dzieci złe.
Historia z mojej okolicy gdzie nastolatka pomówiła matkę o gwałt,bo ta nie chciała ja  pościć na imprezę.

https://www.o2.pl/informacje/15-latka-o … 062164544a

No ale jesteś pewny na 100%, że ta nastolatka była wychowywana w taki sposób w jaki my tutaj z Anną i Lady Loką piszemy?

To, że dziewczyna nie była gwałcona, nie znaczy, że nie było tam przemocy bicia czy przemocy emocjonalnej.

dokładnie to pomyślałam. kojarzę tego typu przypadki, dużo podcastów kryminalnych oglądam i znam trochę historii o dziecac które zabiły swoje rodziny.
no i w sumie na ten temat nie mam do końca wyrobionego zdania. ciężko mi to ogarnąć w mózgu, tak bardzo luźno myślę że na pewno skłonności jakieś były u tych dzieci, ale w domu też coś poszło nie tak. weźmy na przykład Radysy - ojciec wojskowy, chłopak trzymany super krótko. to miało wpływ. tak samo weźmy psychopatów - w społeczeńśtwie jest ich wielu, ale nie każdy zabija. zakładam, że też wychowanie ma wpływ na to.

122

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Ale powiem Ci Anna że zdążają się dzieci złe.
Historia z mojej okolicy gdzie nastolatka pomówiła matkę o gwałt,bo ta nie chciała ja  pościć na imprezę.

https://www.o2.pl/informacje/15-latka-o … 062164544a

No ale jesteś pewny na 100%, że ta nastolatka była wychowywana w taki sposób w jaki my tutaj z Anną i Lady Loką piszemy?

To, że dziewczyna nie była gwałcona, nie znaczy, że nie było tam przemocy bicia czy przemocy emocjonalnej.

Polis:
A przeczytałaś moje posty w tym temacie?
Bo  widzę ze nie.
Jak nie napisałem nic w kontrze do tego co wy napisaliście.

Po prostu odnotowałem fakt że zdarzają sie dzieci które sa po prostu złe, bo się zdarzają, niestety.

123

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
anna.zakochana napisał/a:
polis napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Ale powiem Ci Anna że zdążają się dzieci złe.
Historia z mojej okolicy gdzie nastolatka pomówiła matkę o gwałt,bo ta nie chciała ja  pościć na imprezę.

https://www.o2.pl/informacje/15-latka-o … 062164544a

No ale jesteś pewny na 100%, że ta nastolatka była wychowywana w taki sposób w jaki my tutaj z Anną i Lady Loką piszemy?

To, że dziewczyna nie była gwałcona, nie znaczy, że nie było tam przemocy bicia czy przemocy emocjonalnej.

dokładnie to pomyślałam. kojarzę tego typu przypadki, dużo podcastów kryminalnych oglądam i znam trochę historii o dziecac które zabiły swoje rodziny.
no i w sumie na ten temat nie mam do końca wyrobionego zdania. ciężko mi to ogarnąć w mózgu, tak bardzo luźno myślę że na pewno skłonności jakieś były u tych dzieci, ale w domu też coś poszło nie tak. weźmy na przykład Radysy - ojciec wojskowy, chłopak trzymany super krótko. to miało wpływ. tak samo weźmy psychopatów - w społeczeńśtwie jest ich wielu, ale nie każdy zabija. zakładam, że też wychowanie ma wpływ na to.

Ja też lubiłem słuchać podcastów kryminalnych,ale niestety moja ulubiona twórczyni,zwiesiła działalność.

znasz jaśmin z kanału stanowo?

124

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:

Polis:
A przeczytałaś moje posty w tym temacie?
Bo  widzę ze nie.
Jak nie napisałem nic w kontrze do tego co wy napisaliście.

Po prostu odnotowałem fakt że zdarzają sie dzieci które sa po prostu złe, bo się zdarzają, niestety.

Przeczytałam, ale też nie sądzę, że taki nastolatek jest z gruntu zły. Podejrzewam, że raczej dochodziło tam do jakieś przemocy fizycznej lub psychicznej, stąd relacja z córką była tak fatalna, że nastolatce przeszło przez głowę tak oskarżyć matkę.

125

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Anno, łatwo jest napisać, że rossanka popełnia błędy logicznie, tylko że w ten sposób przypinasz jej wizytówkę takiej, która nie potrafi logicznie myśleć, a to nieprawda ja np żadnych nielogicznych błędów u niej nie zauważyłam.
Ross dostała więc od Ciebie taka informację i co ona może z czymś takim zrobić? Będzie pytała Ciebie i innych, żeby wskazano jej te rzekome błędy logiczne, podczas gdy ona pisze bardzo logicznie.
Ma udowadniać, że nie wielbłądem?
Ross jest po prostu konkretna i trzyma się blisko ziemi. Podała świetny przykład z sąsiadem, który pieklil się i po chamsku odzywał się do ludzi. Najpierw Ross tłumaczyła mu spokój ie kulturalnie i cierpliwie, wtedy on wchodził jej głowę, aż któregoś dnia Ross wydarła się po chamsku  i od tej pory ma z nim spokój.

126

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

Ulle , Ross jestem z Wami. Ale poczekam na rozwój psychologii i więcej (poważnych) pozycji naukowych opisujących to dlaczego smile
Tymczasem się wycofuję, gdyż mam alergię na:
-sztuczki erystyczne,
-wmawianie komuś, że jest wielbłądem,
-notoryczne przekręcanie sensu wypowiedzi,
-nietrzymanie się ciągu logicznego faktów a zatem czasu TERAZ miejsca TU -nawiną wiarę w szczerość programów TV i wielu prostopadłych do rzeczywistości książek.

Myślałam, że może Autorka coś napisała ale nom... Dlatego jedyne co mi zostało to zostawić Wam poparcie. Czaję o co Wam chodzi.

Uprzedzam również, jeśli ktoś ma ochotę mnie nawracać to ja te wszystkie argumenty znam i nie trzeba mi ich powtarzać.

Jednak pobicie dziecka to zupełnie inna rzecz a to chyba miało miejsce u Autorki... Cóż. Uciekła tongue

127 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-07 23:01:12)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
ulle napisał/a:

Anno, łatwo jest napisać, że rossanka popełnia błędy logicznie, tylko że w ten sposób przypinasz jej wizytówkę takiej, która nie potrafi logicznie myśleć, a to nieprawda ja np żadnych nielogicznych błędów u niej nie zauważyłam.
Ross dostała więc od Ciebie taka informację i co ona może z czymś takim zrobić? Będzie pytała Ciebie i innych, żeby wskazano jej te rzekome błędy logiczne, podczas gdy ona pisze bardzo logicznie.
Ma udowadniać, że nie wielbłądem?
Ross jest po prostu konkretna i trzyma się blisko ziemi. Podała świetny przykład z sąsiadem, który pieklil się i po chamsku odzywał się do ludzi. Najpierw Ross tłumaczyła mu spokój ie kulturalnie i cierpliwie, wtedy on wchodził jej głowę, aż któregoś dnia Ross wydarła się po chamsku  i od tej pory ma z nim spokój.

No, ale co to ma do tematu? Co innego wychować jeszcze nieukształtowane dziecko, a co innego dorosły facet, który widać wychowywał się w takim środowisku, gdzie szanowało się tego co się wydrze, do tego się przystosował i teraz tylko takie komunikaty robią na nim wrażenie, bo widać inaczej nie potrafi.

Możliwości kształtowania przez wychowanie dziecka są zupełnie inne niż dorosłego, w dodatku obcego człowieka.

Ja tutaj żadnej logiki nie widzę. Czy chodzi wam o to, że widać on od zawsze taki był i już będąc niemowlęciem kilkudniowym należało dyscyplinować go krzykiem, bo po prostu w dna ma posłuch jedynie dla siły i krzyków?

Nie wiem może jakaś dziwna jestem, ale nie widzę równości pomiędzy dzieckiem, a dorosłym facetem.

128

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
DeepAndBlue napisał/a:

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

Ulle , Ross jestem z Wami. Ale poczekam na rozwój psychologii i więcej (poważnych) pozycji naukowych opisujących to dlaczego smile
Tymczasem się wycofuję, gdyż mam alergię na:
-sztuczki erystyczne,
-wmawianie komuś, że jest wielbłądem,
-notoryczne przekręcanie sensu wypowiedzi,
-nietrzymanie się ciągu logicznego faktów a zatem czasu TERAZ miejsca TU -nawiną wiarę w szczerość programów TV i wielu prostopadłych do rzeczywistości książek.

Myślałam, że może Autorka coś napisała ale nom... Dlatego jedyne co mi zostało to zostawić Wam poparcie. Czaję o co Wam chodzi.

Uprzedzam również, jeśli ktoś ma ochotę mnie nawracać to ja te wszystkie argumenty znam i nie trzeba mi ich powtarzać.

Jednak pobicie dziecka to zupełnie inna rzecz a to chyba miało miejsce u Autorki... Cóż. Uciekła tongue

Musiałaby tu przyznać, że chroniła męża, a na pewno nie spodobaloby się wielu osobom na forum, więc wolała się wycofać.

Deep, wcale się nie dziwię, że czaisz o co nam chodzi, ponieważ Ty zawsze jesteś pragmatyczna i nie lubisz sztuczności.

129

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

ulle, no jakby to powiedzieć, właśnie przykład z sąsiadem jest tym błędem logicznym smile czemu - polis wyjaśnia wyżej. to totalnie nie jest temat rozmowy.

co można zrobić? dużo rzeczy. tak jak można pracować nad empatią czy inteligencją emocjonalną, można pracować nad logiką. są zarówno lektury jak i po prostu można dla rozrywki porozwiązywać zadania z konkursów matematycznych.

130

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:
ulle napisał/a:

Anno, łatwo jest napisać, że rossanka popełnia błędy logicznie, tylko że w ten sposób przypinasz jej wizytówkę takiej, która nie potrafi logicznie myśleć, a to nieprawda ja np żadnych nielogicznych błędów u niej nie zauważyłam.
Ross dostała więc od Ciebie taka informację i co ona może z czymś takim zrobić? Będzie pytała Ciebie i innych, żeby wskazano jej te rzekome błędy logiczne, podczas gdy ona pisze bardzo logicznie.
Ma udowadniać, że nie wielbłądem?
Ross jest po prostu konkretna i trzyma się blisko ziemi. Podała świetny przykład z sąsiadem, który pieklil się i po chamsku odzywał się do ludzi. Najpierw Ross tłumaczyła mu spokój ie kulturalnie i cierpliwie, wtedy on wchodził jej głowę, aż któregoś dnia Ross wydarła się po chamsku  i od tej pory ma z nim spokój.

No, ale co to ma do tematu? Co innego wychować jeszcze nieukształtowane dziecko, a co innego dorosły facet, który widać wychowywał się w takim środowisku, gdzie szanowało się tego co się wydrze, do tego się przystosował i teraz tylko takie komunikaty robią na nim wrażenie, bo widać inaczej nie potrafi.

Możliwości kształtowania przez wychowanie dziecka są zupełnie inne niż dorosłego, w dodatku obcego człowieka.

Ja tutaj żadnej logiki nie widzę. Czy chodzi wam o to, że widać on od zawsze taki był i już będąc niemowlęciem kilkudniowym należało dyscyplinować go krzykiem, bo po prostu w dna ma posłuch jedynie dla siły i krzyków?

Nie wiem może jakaś dziwna jestem, ale nie widzę równości pomiędzy dzieckiem, a dorosłym facetem.

Że też napisałam akurat ten przykład rossanki z dorosłym facetem,też miałam pomysł.
Mogłam napisać choćby o tych chlopakach którzy niszczą np przystanek.

Posty [ 66 do 130 z 283 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026