Jak odpuścić i sobie i rodzicom? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 60 z 264 ]

Temat: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Bardzo tego dużo, ale mam ochotę się wygadać

Mam problem, a mianowicie od wielu lat czuję żal do rodziców. Z zewnątrz mogło by się wydawać, że zawsze byliśmy wzorowa rodzina: rodzice medycy, zdolne dzieci, ale ja okres dojrzewania wspominam z traumą.
Zaczynając od wczesnego dzieciństwa- rodzice mało czasu ze mną spędzali. Dużo pracowali. Ja siedziałam albo z dziadkami albo z nianiami. Sami rodzice nigdy się ze mną nie bawili, nie czytali mi na dobranoc. Tata zawsze był chłodny emocjonalnie. Znaczy kochał mnie i siostrę, jak trzeba było to gdzieś nas zawoził, ale nigdy nie rozmawiał ze mną jak ojciec z córką. Robił to tak jakby z powinności. Mama miała zawsze dość twardą rękę do wszystkiego. Nie była nigdy delikatną kobietą, wrażliwą itp.- totalne tego przeciwieństwo.

Jednak we wczesnych latach młodości, tak do końca podstawówki mi to ich wychowanie nie przeszkadzało. Miałam zabawki i żyłam we własnym świecie, bawiłam się z młodszą siostrą i tyle.

Potem poszłam do gimnazjum, zaczęłam dojrzewać, weszłam w wiek, gdzie dzieci chcą przynależeć do jakiejś społeczności.
Rodzice sami tylko pracowali. Nie chodzili na żadne zajęcia dodatkowe, mimo że im mówiłam, żeby tata wrócił do koszykówki (bo kiedyś grał) a mama poszła na jakiś aerobik, ale mówili, że nie mają siły, zdrowia i w ogóle. Obrali sobie cel w dzieciach. Głównie we mnie, bo byłam starsza (siostrze odpuścili).
Fakt jest taki, że pieniądze zawsze we mnie pompowali i to jest fakt. Pozapisywali mnie na różne zajęcia dodatkowe. Jako dojrzewająca nastolatka miałam plan taki: poniedziałek - piątek szkołą i nauka, ewentualnie jakieś korepetycje. Piątek po południu miałam angielski, sobota rano niemiecki, sobota po południu trening (uprawiałam pewien sport, nie chcę mówić co dokładnie), niedziela niby wolna, ale zakaz wychodzenia z domu, bo nauka na następny tydzień szkoły.  W czasach szkolnych nie miałam prawie wcale znajomych. Zaznaczam też, że te zajęcia dodatkowe były indywidualnie z nauczycilami (a nie że w grupie rówieśników). Czułam się strasznie samotna i odseparowana od ludzi. Jedyne, co mnie ratowało to pewne forum młodzieżowe- tam gadałam z ludźmi. Jednak nie miałam praktycznie wcale znajomych. Widziałam się 3 może 4 razy do roku ze znajomymi ze szkoły i to przeważnie z mojej inicjatywy. Mnie nikt nigdzie nikt nie zapraszał, nie miałam jednego trochę bliższego znajomego. Czułam się potwornie samotna.

Zajęcia dodatkowe ogólnie są super i ja popieram tą ideę, ale wszystko w odpowiedniej ilości. W wakacje potrafiłam mieć coś prawie codziennie, czasem po 2 razy dziennie. Byłam dzieckiem, chciałam się bawić, a zmuszali mnie do treningów, języków. Pamiętam, że chciałam w sobotę po południu odwołać jeden trening, to dostałam ochrzan, że jestem niedojrzała, że wolę się szlajać z głupimi znajomymi niż dbać o samorozwój. Dopiero powiedziałam, że dobra, pójdę na trening, to mnie pochwalili, że jestem mądra. Albo piątek po południu i trening. Chciałam zrezygnować, ale ojciec powiedział, że nie ma mowy. A bardzo chciałam zaprosić do siebie znajomych z klasy. I wiecie na jaki pomysł wpadł mój tata? Żeby na mnie poczekali. To była 2-3 klasa gimnazjum. Przyjechała do mnie koleżanka i kolega z klasy. I musiałam prosić ich, żeby poszli ze mną na trening i czekali na mnie prawie 1,5h. Teraz, jak o tym piszę wydaje mi się to ogromnym absurdem i nietaktem z mojej strony, żeby kogoś prosić o czekanie w tak błachej sprawie. Ale takie podejście mieli moi rodzice. A zaznaczam, że ja się bardzo rzadko widywałam z ludźmi- zaledwie kilka razy w ciągu roku. A na treningi chodziłam co chwle. Oczywiście jak możecie się domyślić- strasznie mi te treningi zbrzydły. Nienawidziłam tego. Do tego rodzice chcieli iść po znajomości i chodziłam do trenera, który chodził pijany i mi często ubliżał np. wytykał mi, że zgrubłam w momencie, gdy szalały mi hormony w okresie dojrzewania (a nie byłam gruba, nie ważyłam nigdy więcej niż 58kg przy wzroście niewiwle mniejszym niż 170cm), ale jak to nastolatka wiadomo, jak traktuje takie rzeczy. Mówiłam rodzicom, że nie chcę u niego trenować, ale mówili, że nie ma innej opcji, bo to mała miejscowość.
Chciałam iśćdo liceum do większego miasta, ale rodzice mnie odmówili mówiąc, że dojazd trudny i daleki, że to bez sensu. Posłuchałam ich i poszłam do liceum, gdzie byłam mobbingowana, głównie przez nauczycieli (w szkole było dużo ich "pupilków", więc dla równowagi musieli gnoić innych, a nie byłam jedyna). Potem mówili, że to liceum to był zły wybór i przyznali mi rację, ale to było trochę po fakcie, bo 3 lata miałam depresję i to ciężką (nie miałam siły wstać z łóżka). Prosiłam rodziców o psychologa, ale oni stwierdzili, że muszę się wziąć w garść, bo psycholog nie pomoże, to pic na wodę.

Potem studia. Chciałam iść na jakiś łatwiejszy kierunek studiów. Fakt, że nie wiedziałam dokładnie, co jest moim wymarzonym zawodem, ale nie chciałam siedzieć nad książkami cholera wie ile, ale rodzice mnie namówili na jeden z najtrudniejszych kierunków, jakie istnieją. Jestem już na 4 roku (mam 2 lata opóźnienia, nie poszłam na studia tuż po liceum), ale zaliczyłam na tych studiach wiele nieprzespanych nocy, dużo przepłakałam. O stresie nie wspomnę. Mało sobie układu pokarmowego nie zniszczyłam przez stres. Bo wiecie, wszystko dla ludzi, krótkotrwały stres jest motywujący, ale jak się prawie cały czas, przez wiele miesięcy i lat czuje stres, adrenalina z kortyzolem na obiegu, to jest to bardzo niezdrowe dla organizmu.

I przez te przeżycia w przeszłości mam żal. Największy do rodziców za to, że mnie krótko trzymali na sznurku, że nie miałam takiej młodości, jak rówieśnicy. Byłam u psychologa, pani nawet określiła to tak, że musiałam stać się takim "młodym dorosłym", który ma masę rzeczy na głowie. I jestem wściekła o to, że nie pozwolili mi samej decydować, bo wiecie, co innego podjąć złą decyzję samemu, a co innego, gdy ktoś za nas podejmuje złą decyzję.

Ale moi rodzice tacy już są. Nawet wśród znajomych przybierają taki ton wyższości. Jakby pozjadali wszystkie rozumy. Wyśmiewają czyjeś zdanie, bo jest inne, niż ich. Strasznie mnie to denerwuje. Z resztą nawet teraz na to patrzę tak- miałam wiele lat w szkole depresję. Raz mniejszą, raz większą. Wyjechałam na studia, rzuciłam te zajęcia dodatkowe, wyniosłam się z domu. Minęło kilka miesięcy i doszłam do siebie. Owszem, doszedł duży stres, ale sama sobie poradziłam z depresją, widziałam już sens życia. A jak są wakacje i wracam do domu rodzinnego i siedzę w nim dłużej niż miesiąc to czuję, że nie mogę tam dłużej siedzieć. Jak wybuchła pandemia, pół roku siedziałam w domu to mnie uratował rok akademicki, bo już nie mogłam wytrzymać w tym domu. A nie było konkretnego powodu. Rodzice mnie kochają. A jednak coś było na rzeczy.

Już pomijam fakt, że mam młodszą siostrę. I tekst "Jesteś starsza, bądź mądrzejsza" słyszałam jak mantrę. I to jeszcze ze 2-3 lata temu to usłszałam, gdy siostra nie była malutka, bo miała 18 lat. A rodzice zawsze przy kłótni mi mówili, że mam odpuścić, mam być mądrzejsza, bo jestem starsza, a siostra młoda i głupia i jeszcze dorośnie (nie, nie dorosła, jest toksyczną osobą, która też mnie wiele razy wpędziła w płacz w przeszłości). "Jesteś starsza, bądź mądrzejsza", ale jak coś mi zrobiła i próbowałam ją pouczyć, to było "To nie ty jesteś od wychowywania jej!". Więc takie podwójne standardy.
Rodzice latami mnie izolowali od rówieśników, a teraz są wielce zdziwieni, że nie mogę znaleźć ssobie chłopaka. Czasem na siłę mnie mama z siostrą próbują z kimś sfatać a mnie się aż nóż w kieszeni otwiera

Jednak do dziś czuję taki uraz, poczucie niesprawiedliwości, bo mam poczucie, że ktoś mi bezdusznie zabrał lata beztroski, poznawania siebie, narzucił obowiązki i straciłam te lata, bo powiedzmy sobie szczerze- to już nie wróci. Czasu nie cofniemy. I też mam żal do rodziców. Aż mi się płakać chce, jak to wspominam. Nie poradziłam sobie z tym do dzisiaj. Byłam u psychologa, ale prócz porad "Wychodź na słońce" i "zapisuj myśli" nic nie wyniosłam z tych wizyt.

Przybrałam nawet taką postawę obronną, bo rodzice chcieli wychować sobie idealne dziecko: dobre oceny w szkole, wysportowane, znające języki obce, potem dobre studia, następnie ślub, potem dzieci i żyli długo i szczęśliwie. Tyle razy robiłam coś, co mi kazali, próbowali mnie wbić w swój wzorzec poglądowy nie patrząc na moje zdanie, tyle razy robiłam coś dla nich, a wbrew sobie, że teraz podświadomie chcę im zrobić na przekór. Mama z siostrą potrafią przy stole rodzinnym bezczelnie (żeby nie powiedzieć prześmiewczo) mnie z kimś zesfatać, wymieniają jakiś potencjalnych kandydatów na mężów "a może ten?", "a może tamten?" a jak próbuję zmienić temat to jest "nie zmieniaj tematu, więc jak, który?". A ja podświadomie próbuję zrobić na przekór. Czuję nawet, że jak jest jakiś chłopak, którego chciałabym poznać, bo wydaje się dobrym kandydatem na chłopaka, ale jak moja rodzina zaczyna go wychwalać to czuję, że znowu próbują kontrolować moim życiem. Wybrali mi liceum, studia, jeszcze inne mniejsze rzeczy, że no wybieranie przez nich dla mnie faceta to już jest absurd. Znowu próba podjęcia kontroli nad moim życiem, na co reaguję już wręcz agresją, bo już tyle złych wyborów wobec mnie podjęli, że no nie potrafię na ich doradztwo patrzeć przychylnie. Tak samo oni bardzo chcieliby mieć wnuki i ja już podświadomie, chyba żeby im się wreszcie sprzeciwić a nie poczciwie się słuchać, nie lubię dzieci. Denerwują mnie i to od najmłodszych lat. Oni mnie w ogóle nie traktują poważnie. Uważają, że teraz tak gadam, ale będę miała dzieci to będą dla mnie najkochańsze i najpiękniejsze i jak słyszę, jak to mówią, to aż mam ochotę wyjechać za granicę podwiązać jajowody choćby dlatego, żeby pokazać, że nie jestem marionetką i ich własnością i że nie są najmądrzejsi na świecie

Zamierzam iść w przyszłości jeszcze z tym do psychologa. Nie wiem, czy pomoże, ale spróbuję. Natomiast teraz mnie na to nie stać. Muszę do tego jakoś dożyć. Nie mam też pewności, czy psycholog w ogóle pomoże- poprzedni nie dał rady

Uffff chyba koniec. A i tak to jest maksymalny skrót.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez blueangel (2022-05-22 17:36:12)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

poprostu isc przytulic i powiedziec kocham was, przebaczam.


w taki sposob to kazdy moglby cos zarzucic swoim rodzicom. to tez ludzie i nie sa doskonali. twoje dzieci tez beda na cos narzekac. a niejeden dzieciak marzylby o takich rodzicach.
sorry, ale niektorzy to naprawde maja za dobrze. w mojej klasie byly 3 osoby z domu dziecka. u nich jestem w stanie zrozumiec traume, ale u ciebie? ich rodzice zyli, nie znam szczegolow, ale albo ich nie chcieli albo jakas patola. i chcieliby chodzic na zajecia dodatkowe, ale kto mial im na nie dac? ile masz lat? wez sie w garsc!


a co do faceta to idz do pracy, sama sie utrzymuj i sama se wybierz faceta. jesli okaze sie zlym wyborem to juz bedzie twoj problem, nie rodzicow. biorac pod uwage dzisiejsze czasy to jest na to nawet duze prawdopodobienstwo, zwlaszcza jesli sie nie ma doswiadczenia zyciowego. w mlodym wieku jest sie zazwyczaj idealista, wierzy i ufa ludziom, wierzy w milosc jak z telenoweli. zreszta cos czuje, ze i tak wtedy spotkamy sie znowu na tym forum i ktos bedzie winny, tylko nie ty. nie wiem, czy jest jakis syndrom poczucia bycia ofiara losu, jesli tak to powinnas z nim sie udac do psychologa.

3

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Źródła wszystkich swoich niepowodzeń  szukasz na zewnątrz?.
Czy myślisz że jesteś  jedyną osobą  wobec której rodzice mieli jakieś sugestie czy plany?
Jedyną starszą siostrą której sugerowano odpuszczenie starszemu rodzeństwu.

Wiesz co zrobili inni? Zamiast pomstowac na rodziców? Wyszli że swojej sfery komfortu o walczyli o to czego chcą,  nawet jak rodziców musieli do czegoś przekonać, czy przełknąć to, że odcinają się od ich kasy, zarabiając swoją  jako nastolatkowie.
Narazić się na jakieś niewygody.
Po latach potrafią się śmiać z tych swoich buntów przy stole z rodzicami. Jedne wyszły na dobre, z innymi rodzice mieli rację.

Przecież Ty jesteś dorosła. Idź do pracy, już dawno mogłaś się też zapisać  do psychologa chociażby na NFZ.
Powiązanie sobie jajowodów na złość  rodzicom?
A potem spotkasz mężczyznę co będzie chciał dzieci i też do rodziców będziesz mieć pretensje że nie możesz?

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

4

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

i jeszcze to: "Już pomijam fakt, że mam młodszą siostrę. I tekst "Jesteś starsza, bądź mądrzejsza" słyszałam jak mantrę. I to jeszcze ze 2-3 lata temu to usłszałam, gdy siostra nie była malutka, bo miała 18 lat. A rodzice zawsze przy kłótni mi mówili, że mam odpuścić, mam być mądrzejsza, bo jestem starsza, a siostra młoda i głupia i jeszcze dorośnie (nie, nie dorosła, jest toksyczną osobą, która też mnie wiele razy wpędziła w płacz w przeszłości). "Jesteś starsza, bądź mądrzejsza", ale jak coś mi zrobiła i próbowałam ją pouczyć, to było "To nie ty jesteś od wychowywania jej!". Więc takie podwójne standardy." no kurka, przeciez dobre 90% rodzicow takie jest.

5

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

1. Odetnij pępowinę
2. Nabierz asertywności i naucz się ucinać rozmowy, których nie chcesz
3. Wyzbądź się przekonań, które Ci nie pasuję.

Zacznij żyć po swojemu i zaakceptuj, że przeszłości nie zmienisz.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

6

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Nawet nie wiesz jak Cie rozumiem
Ja byłem najstarszy z 3 braci, i byłem bity bo któreś z młodszych dostało 1 w szkole.
A najzabawniejsze było to że oni dostawali w tym czasie upominki na poprawę humoru.
W sensie: Ja wpierdol za ICH jedynkę w szkole ( bo ich nie przypilnowałem, a powinienem ich pilnować bo w końcu jestem najstarszy) a oni wyjście do zoo bo się zestresowali tą 1.
Podobnie w szkole, cały czas sam, kompletnie nikogo do rozmów, pamiętam do dziś żarty które sam sobie opowiadałem bo nie było komu.
Syty głodnego nie zrozumie.Dlatego nie dziw się że ludzie tutaj odbiorą twój post, twoje problemy jako błahostka. Nie rozumieją jak się czuje człowiek od dziecka tłamszony/poniewierany/traktowany niesprawiedliwie. Jak przedmiot którego można dowolnie używać i dowolnie ustawiać. Bez prawa do własnego JA, do którego potem niestety trzeba się dokopywać, bo zasypane jest tonami śmieci. A kazzde z tych śmieci krzyczy ze nic ci się nie uda/nic nie jesteś wart/do niczego nie dojdziesz.
Natomiast ja w przeciwieństwie do ciebie gdy zdałem maturę, po prostu wyszedłem z domu, nawet drzwi nie zamknąłem.
Pracowałem w zasadzie od dziecka. zbierałem grzyby, jagody. ten kto zbierał jagody w lipcowym skwarze to wie jak ciężki to chleb. Gdy ukończyłem 16 lat to pracowałem w takim pałacu przerobionym na hotel.
Pracowałem, bo nie dostawałem ani grosza od rodziców, zawsze był powód aby nie dali mi kieszonkowego. U moich braci było odwrotnie, kieszonkowe mieli zawsze.
Pamiętam swoje pierwsze zarobione pieniądze z jagód które bracia mi ukradli, a gdy poinformowałem rodziców to usłyszałem "trzeba było pilnować". Następne zawsze chowałem poza domem
Ale dzięki temu miałem pieniądze na to aby po zdanej maturze wynająć sobie pokój, i rozpocząć życie, gdzie człowiek nie bał się zasypiać.
Poszedłem na studia, tutaj zacząłem terapie która trwała 2 lata, na studiach poznałem swoich przyjaciół.
Wreszcie żyłem.
Teraz mam 35 lat i od wyjścia z domu po maturze nigdy nie widziałem swojej rodziny.
Nie utrzymuje z nimi żadnego kontaktu
Kompletnie nie wiem co u nich ani oni co u mnie.
Jeżeli chcesz pójść naprzód to musisz się od rodziny odciąć całkowicie.
bo zawsze ale to zawsze bedziesz czuła niesprawiedliwe traktowanie względem siostry, zawsze będę cie do niej porównywać i zawsze będziesz się czuła gorsza, zawsze będziesz tylko przestraszona dziewczynka zdana na laskę i nie laskę.
wiesz to, podświadomie czujesz jaką krzywdę ci zrobili, że zaburzyli twój rozwój i zmarnowali okres w życiu w którym człowiek tak naprawdę uczy się zachowań społecznych.
Odetnij się od nich.
Idz do pracy, sama się  utrzymuj, sama gospodaruj swoim czasem/uczuciami/pieniędzmi.
dlaczego wmawiasz sobie poczucie winny? Że masz im przebaczyć, pojednać się z nimi bo inaczej będziesz czuć się źle.
Masz prawo ich nienawidzić, gardzić nimi i zerwać kontakt całkowicie.
Ale do tego potrzebna jest niezależność finansowa.
Gdy ja zdobędziesz to nie wahaj się zerwać kontakty z rodzina i nie wstydź się tego że nienawidzisz.
bo masz prawo

7 Ostatnio edytowany przez blueangel (2022-05-22 19:11:33)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Jaki syty nie zrozumie? Ja tez bylam starsza, tez bylo oczeki2anie, ze madrzejsza,  tez nie bylo rownego traktowania, mlodsza traktowana jak ksiezniczka, nawet po ukonczeniu 18. Ale tak robi 90% rodzicow! I Co zeraz mam plakac do konca zycia?

Na edukacje i wszystko inne sama musialam zap..dalac. zreszta Mam 30 i dalej na nia zapie.dalam, bo mi nikt na nic nie dal. nikt mi za angielski nie placil. jakies korki? Haha! Czlowiek musial Sam sobie w pojedynke ze wszystkim radzic. Siedziala jak wielka pani z nianiami. Ja musialam w 2 klasie podstawowki po 4 godzinie lekcyjnej sama do domu i siedziec do wieczora SAMA, az matka z pracy nie wroci. j3szcze wąty, jaka ona biedna. No ja prdle

Od poczatku wszystko pod nos. Za dobrze miala i tyle. Dlatego w glowie Sie przewraca

8

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

W sumie też mam taka naturę użalacza się nad sobą. smile Ale to kompletnie nic nie daje. Czasu nie da się odwrócić. Trzeba żyć dalej. Jest to jakaś część mnie, nie do wyrwania i nie do naprawienia. Taki już jestem. Kiedyś znalazłem taka piosenkę, która mówi o tym, czas od czasu sobie posłucham. smile

I'm a man.

9

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
blueangel napisał/a:

Jaki syty nie zrozumie? Ja tez bylam starsza, tez bylo oczeki2anie, ze madrzejsza,  tez nie bylo rownego traktowania, mlodsza traktowana jak ksiezniczka, nawet po ukonczeniu 18. Ale tak robi 90% rodzicow! I Co zeraz mam plakac do konca zycia?

Na edukacje i wszystko inne sama musialam zap..dalac. nikt mi za angielski nie placil. Na korkii tez nie dal. Czlowiek musial Sam sobie w pojedynke ze wszystkim radzic. Siedziala jak wielka pani z nianiami. Ja musialam w 2 klasie podstawowki po 4 godzinie lekcyjnej sama do domu i siedziec do wieczora SAMA, az matka z pracy nie wroci. j3szcze wąty, jaka ona biedna. No ja prdle

Od poczatku wszystko pod nos. Za dobrze miala i tyle. Dlatego w glowie Sie przewraca

Wybacz ale trywializujesz to co przeszła.

Gdzie ja pisałem że ma usiąść i płakać.
Napisałem ze ma się wziąć za siebie.
Ogarnąć finanse/uczucia i pójść naprzód.
Zostawiając ten bajzel za sobą.
Napisałem że nie musi czuć wyrzutów sumienia za swoje uczucia do rodziny.
Że ma prawo ich nienawidzić i zerwać kontakt

10

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
YellowStar napisał/a:

Bardzo tego dużo, ale mam ochotę się wygadać (...)

Czy na skutek "wygadania się" podejmujesz istotne dla siebie działania? Czy to kolejne, bo jesteś autorką podobnych wątków, użalanie się nad sobą i usprawiedliwianie w swoich oczach braku decyzji (brak decyzji też jest decyzją)?

(...) Mam problem, a mianowicie od wielu lat czuję żal do rodziców. (...)

Możesz na nim zbudować całe swoje życie. Możesz też wyciągnąć wnioski i, skoro jesteś dorosłą, żyć tak, jak chcesz. Decyzja należy do Ciebie.


(...) Zamierzam iść w przyszłości jeszcze z tym do psychologa. Nie wiem, czy pomoże, ale spróbuję. Natomiast teraz mnie na to nie stać. Muszę do tego jakoś dożyć. Nie mam też pewności, czy psycholog w ogóle pomoże- poprzedni nie dał rady (...)

Bez Twojego zaangażowania, bez Twej determinacji, bez Twego wysiłku żaden psycholog Ci nie pomoże, nawet najlepszy nie pstryknie palcami, na skutek czego zmienisz swój sposób myślenia, także o sobie.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

11 Ostatnio edytowany przez blueangel (2022-05-22 19:21:55)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

I jewzcze ten Stres . Ty chyba nie wiedz Co to jest i jakie problemy w zyciu mozna miec - jak moze byc ciezko. Pewnie ponad pol tego forum mialo ciezsze zycie od ciebie hrabino.
Rzuc studia pojedz na rok do jakiejs korei polnocnej to ci zadna psychotherapia potrzebna nie bedzie.


Byl kiedys taki film, chyba "dzieci zlego panstwa". Obejrzyj sobie.

12 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-05-22 19:20:14)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Szeptuch, współczuję doświadczeń, ale ona nie była bita, miała od rodziców pełne wsparcie materialne, nie była okradana przez rodzinę.
Więc wasze historie nie są podobne tak bardzo, jak Ci się wydaje.

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

13

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
Legat napisał/a:

W sumie też mam taka naturę użalacza się nad sobą. smile Ale to kompletnie nic nie daje. Czasu nie da się odwrócić. Trzeba żyć dalej. Jest to jakaś część mnie, nie do wyrwania i nie do naprawienia. Taki już jestem. Kiedyś znalazłem taka piosenkę, która mówi o tym, czas od czasu sobie posłucham. smile

Naprawdę fajna piosenka.
Mnie gdy melancholia owija w folie( choć teraz gdy mam rodzinę zdarza się to bardzo rzadko) to lubię posłuchać tej piosenki

Polecam Ci posłuchać, tylko wł napisy

14

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Szeptuch mial normalne przecietne zycie, a ona za duzo miala w doopie. I teraz jej to wychodzi. Ide stad, bo bez sensu sie produkowac.
Nie zazdroszcze, niech kazdy ma jak najlepiej, ale cisnienie mi sie podnosi, gdy takie ochucane osoby zamiast byc wdzieczne sa roszczeniowe i jeszcze narzekaja, jak im zle.

15 Ostatnio edytowany przez blueangel (2022-05-22 19:28:50)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Dla chetnych zostawie jeszcze tylko link do filmiku:
https://m.cda.pl/video/15177913


A ty bez twoich rodzicow bylavys w czarnej d.

16

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Wiecie, że większość dzieci ma o coś żal do rodziców? Ja znam masę ludzi, gdzie starsze dziecko się czuło poszkodowane i czuło, że młodsze jest faworyzowane, ale młodsze miało dokładnie te same odczucia względem starszego.

Ja zawsze byłam zazdrosna, że mojej siostrze wszystko podawali pod nos, a moja siostra była zazdrosna, że ja jestem bardziej samodzielna. I tak to się kręci, trawa u sąsiada zawsze bardziej zielona.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

17

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
Ela210 napisał/a:

Szeptuch, współczuję doświadczeń, ale ona nie była bita, miała od rodziców pełne wsparcie materialne, nie była okradana przez rodzinę.
Więc wasze historie nie są podobne tak bardzo, jak Ci się wydaje.

Wiesz, przemoc ma rożne oblicza.
Czy mąż który przynosi duże pieniądze do domu ale ciągle delikatnie, niewinnymi sugestiami odciąga żonę od pracy aby była zależna od niego to nie jest przemoc?
Zobacz tematy które zakłada autorka.
Wszędzie widać ten cień rzucany przez rodziców.
Wszędzie jest ten strach/niepewność.

Lady Loka:
Są żale realne i te wydumane.
Teraz pytanie jak to ocenić.
Bo to zawsze będzie w jakiej części subiektywne.
Bo dla jednych będzie to sprawiedliwość dla innych nie.
I jak to rozstrzygnąć?
Według mnie każdy ma prawo do oceny rodziców i według swojego sumienia albo, gdy się dorośnie zerwać kontakt i utrzymywać się sam albo uznać że nic się nie stała ewentualnie ze się wybacza.

18 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-05-22 20:08:14)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Ale  nikt jej nie zabrania od tych rodziców się odciąć.
Tylko bez sensu jest ich o wszystko obwiniać, bo jakby byli takimi potworami to może mieliby gdzieś wydawanie kasy na dzieci, mogliby na siebie.
Może lepiej nie potrafili.

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

19 Ostatnio edytowany przez YellowStar (2022-05-22 20:17:05)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
blueangel napisał/a:

poprostu isc przytulic i powiedziec kocham was, przebaczam.


w taki sposob to kazdy moglby cos zarzucic swoim rodzicom. to tez ludzie i nie sa doskonali. twoje dzieci tez beda na cos narzekac. a niejeden dzieciak marzylby o takich rodzicach.
sorry, ale niektorzy to naprawde maja za dobrze. w mojej klasie byly 3 osoby z domu dziecka. u nich jestem w stanie zrozumiec traume, ale u ciebie? ich rodzice zyli, nie znam szczegolow, ale albo ich nie chcieli albo jakas patola. i chcieliby chodzic na zajecia dodatkowe, ale kto mial im na nie dac? ile masz lat? wez sie w garsc!


a co do faceta to idz do pracy, sama sie utrzymuj i sama se wybierz faceta. jesli okaze sie zlym wyborem to juz bedzie twoj problem, nie rodzicow. biorac pod uwage dzisiejsze czasy to jest na to nawet duze prawdopodobienstwo, zwlaszcza jesli sie nie ma doswiadczenia zyciowego. w mlodym wieku jest sie zazwyczaj idealista, wierzy i ufa ludziom, wierzy w milosc jak z telenoweli. zreszta cos czuje, ze i tak wtedy spotkamy sie znowu na tym forum i ktos bedzie winny, tylko nie ty. nie wiem, czy jest jakis syndrom poczucia bycia ofiara losu, jesli tak to powinnas z nim sie udac do psychologa.

"Weź się w garść"- mam wrażenie, że to typowe powiedzenie mało inteligentnych ludzi
Masz depresję? -> Weź się w garść!
Zginęło Ci dziecko? -> Weź się w garść!
Zachorowałeś na raka? -> Weź się w garść!
Garść lekiem na wszystko, haha
Przecież zawsze można mieć gorzej!
Nieważne, że komuś źle się dzieje, bo przecież na świecie są ludzie, co głodują, więc trzeba olać swoje problemy, co nie?

A Tobie życzę więcej empatii, bo masz zaściankowe myślenie.

Ela210 napisał/a:

Źródła wszystkich swoich niepowodzeń  szukasz na zewnątrz?.
Czy myślisz że jesteś  jedyną osobą  wobec której rodzice mieli jakieś sugestie czy plany?
Jedyną starszą siostrą której sugerowano odpuszczenie starszemu rodzeństwu.

Wiesz co zrobili inni? Zamiast pomstowac na rodziców? Wyszli że swojej sfery komfortu o walczyli o to czego chcą,  nawet jak rodziców musieli do czegoś przekonać, czy przełknąć to, że odcinają się od ich kasy, zarabiając swoją  jako nastolatkowie.
Narazić się na jakieś niewygody.
Po latach potrafią się śmiać z tych swoich buntów przy stole z rodzicami. Jedne wyszły na dobre, z innymi rodzice mieli rację.

Przecież Ty jesteś dorosła. Idź do pracy, już dawno mogłaś się też zapisać  do psychologa chociażby na NFZ.
Powiązanie sobie jajowodów na złość  rodzicom?
A potem spotkasz mężczyznę co będzie chciał dzieci i też do rodziców będziesz mieć pretensje że nie możesz?

Ja właśnie swojego okresu buntu nie miałam. Zawsze byłam spokojna i potulna. Za bardzo. Może tu jest problem? Za bardzo dałam rodzicom wejść na głowę?
Z tym podwiązaniem jajowodów- to i tak tego nie zrobię, tylko mówię, że czasem mam straszne nerwy i "na złość babci odmrożę sobie uszy"
I boję się, że ten żal we mnie już zostanie. Chciałabym się wyłamać z ich schematu idealnego dziecka
Znalazłam pracę, jednak nie mogę sobie pozwolić na etat. Dorabiam sobie, kiedy mi czas pozwala
Byłam zapisana do psychologa, ale wybuchła pandemia i jakoś mi to przepadło, a czas oczekiwania to prawie rok. Poszłam prywatnie, ale nie byłam zadowolona

blueangel napisał/a:

i jeszcze to: "Już pomijam fakt, że mam młodszą siostrę. I tekst "Jesteś starsza, bądź mądrzejsza" słyszałam jak mantrę. I to jeszcze ze 2-3 lata temu to usłszałam, gdy siostra nie była malutka, bo miała 18 lat. A rodzice zawsze przy kłótni mi mówili, że mam odpuścić, mam być mądrzejsza, bo jestem starsza, a siostra młoda i głupia i jeszcze dorośnie (nie, nie dorosła, jest toksyczną osobą, która też mnie wiele razy wpędziła w płacz w przeszłości). "Jesteś starsza, bądź mądrzejsza", ale jak coś mi zrobiła i próbowałam ją pouczyć, to było "To nie ty jesteś od wychowywania jej!". Więc takie podwójne standardy." no kurka, przeciez dobre 90% rodzicow takie jest.

To nie wiem, w jakim środowisku Ty się otaczasz, ale jak ja opowiadam to moim znajomym, to szeroko otwierają oczy i uważają to za absurd i niezdrową relację i na pewno nikt nie uważa tego za normalne. Mam znajomych, którzy nie byli mobbingowani jako starsze rodzeństwo, więc jak widać da się

Lady Loka napisał/a:

1. Odetnij pępowinę
2. Nabierz asertywności i naucz się ucinać rozmowy, których nie chcesz
3. Wyzbądź się przekonań, które Ci nie pasuję.

Zacznij żyć po swojemu i zaakceptuj, że przeszłości nie zmienisz.

Racja. Szczególnie punkt 3- mam tyle wbitych, nieswoich przekonań, że szkoda gadać

Szeptuch napisał/a:

Nawet nie wiesz jak Cie rozumiem
Ja byłem najstarszy z 3 braci, i byłem bity bo któreś z młodszych dostało 1 w szkole.
A najzabawniejsze było to że oni dostawali w tym czasie upominki na poprawę humoru.
W sensie: Ja wpierdol za ICH jedynkę w szkole ( bo ich nie przypilnowałem, a powinienem ich pilnować bo w końcu jestem najstarszy) a oni wyjście do zoo bo się zestresowali tą 1.
Podobnie w szkole, cały czas sam, kompletnie nikogo do rozmów, pamiętam do dziś żarty które sam sobie opowiadałem bo nie było komu.
Syty głodnego nie zrozumie.Dlatego nie dziw się że ludzie tutaj odbiorą twój post, twoje problemy jako błahostka. Nie rozumieją jak się czuje człowiek od dziecka tłamszony/poniewierany/traktowany niesprawiedliwie. Jak przedmiot którego można dowolnie używać i dowolnie ustawiać. Bez prawa do własnego JA, do którego potem niestety trzeba się dokopywać, bo zasypane jest tonami śmieci. A kazzde z tych śmieci krzyczy ze nic ci się nie uda/nic nie jesteś wart/do niczego nie dojdziesz.
Natomiast ja w przeciwieństwie do ciebie gdy zdałem maturę, po prostu wyszedłem z domu, nawet drzwi nie zamknąłem.
Pracowałem w zasadzie od dziecka. zbierałem grzyby, jagody. ten kto zbierał jagody w lipcowym skwarze to wie jak ciężki to chleb. Gdy ukończyłem 16 lat to pracowałem w takim pałacu przerobionym na hotel.
Pracowałem, bo nie dostawałem ani grosza od rodziców, zawsze był powód aby nie dali mi kieszonkowego. U moich braci było odwrotnie, kieszonkowe mieli zawsze.
Pamiętam swoje pierwsze zarobione pieniądze z jagód które bracia mi ukradli, a gdy poinformowałem rodziców to usłyszałem "trzeba było pilnować". Następne zawsze chowałem poza domem
Ale dzięki temu miałem pieniądze na to aby po zdanej maturze wynająć sobie pokój, i rozpocząć życie, gdzie człowiek nie bał się zasypiać.
Poszedłem na studia, tutaj zacząłem terapie która trwała 2 lata, na studiach poznałem swoich przyjaciół.
Wreszcie żyłem.
Teraz mam 35 lat i od wyjścia z domu po maturze nigdy nie widziałem swojej rodziny.
Nie utrzymuje z nimi żadnego kontaktu
Kompletnie nie wiem co u nich ani oni co u mnie.
Jeżeli chcesz pójść naprzód to musisz się od rodziny odciąć całkowicie.
bo zawsze ale to zawsze bedziesz czuła niesprawiedliwe traktowanie względem siostry, zawsze będę cie do niej porównywać i zawsze będziesz się czuła gorsza, zawsze będziesz tylko przestraszona dziewczynka zdana na laskę i nie laskę.
wiesz to, podświadomie czujesz jaką krzywdę ci zrobili, że zaburzyli twój rozwój i zmarnowali okres w życiu w którym człowiek tak naprawdę uczy się zachowań społecznych.
Odetnij się od nich.
Idz do pracy, sama się  utrzymuj, sama gospodaruj swoim czasem/uczuciami/pieniędzmi.
dlaczego wmawiasz sobie poczucie winny? Że masz im przebaczyć, pojednać się z nimi bo inaczej będziesz czuć się źle.
Masz prawo ich nienawidzić, gardzić nimi i zerwać kontakt całkowicie.
Ale do tego potrzebna jest niezależność finansowa.
Gdy ja zdobędziesz to nie wahaj się zerwać kontakty z rodzina i nie wstydź się tego że nienawidzisz.
bo masz prawo

Zrywać kontaktu z nimi nie chcę. To jednak rodzice i kocham ich. Wiem, że to, co robili to robili dla mnie, bo mnie kochali, tylko mieli swoje jakieś wbite przekonania i myśleli, że to, co dla mnie robią jest dobre. Bardziej jestem zła na to, że niczego się nie nauczyli i nadal próbują robić to samo, tylko wiedzą, że nie jestem dzieckiem i nie mogą na mnie krzyczeć, ale nic się nie zmieniło. Jednak kocham ich. Nie utnę kontaktu, nie potrafiłabym, zbyt wrażliwa na to jestem.
Jejku, też pracowałam kiedyś całe lato w pełnym słońcu. Bardzo współczuję
I tak, wiem, że niektórzy mogą to odebrać jako błahostkę, ale sądzę, że jeśli ktoś przeżył coś podobnego to to zrozumie. Np. dziecko w wieku dojrzewania jest bardzo chłonne. Wtedy też uczymy się relacji z ludźmi. Przeglądając różne wątki na różnych forach nawet trafiłam na podobną sytuację. Jedna kobieta opisywała, że miała w pracy dziewczynę: z dobrego domu, wysyłana na korepetycje i zajęcia dodatkowe (indywidualne do najlepszych nauczycieli), wakacje z rodzicami w najlepszych hotelach, potem dobre studia. I co? Dziewczyna miała wtedy ponad 30 lat, była sama jak palec. Ta kobieta opisywała, że ludzie jej nie lubią, ale nie dlatego, że jest wredna. Była miła, ale zachowywała się dziwnie. Czemu? Bo ją właśnie rodzice odseparowali od rówieśników, a ta nie nauczyła się budować relacji. Było mi przykro czytając to, ale pewnie i tak trafi się jakiś "inteligent", który uzna, że miała za dobrze i w tyłku jej się poprzewracało. To zazwyczaj ludzie, którzy nie za bardzo znają się na psychologii
Bardzo Ci współczuję. Ty to dopiero miałeś ciężko. Na prawdę podziwiam Cię.
Ja nie mam tak silnej psychiki

blueangel napisał/a:

Jaki syty nie zrozumie? Ja tez bylam starsza, tez bylo oczeki2anie, ze madrzejsza,  tez nie bylo rownego traktowania, mlodsza traktowana jak ksiezniczka, nawet po ukonczeniu 18. Ale tak robi 90% rodzicow! I Co zeraz mam plakac do konca zycia?

Na edukacje i wszystko inne sama musialam zap..dalac. zreszta Mam 30 i dalej na nia zapie.dalam, bo mi nikt na nic nie dal. nikt mi za angielski nie placil. jakies korki? Haha! Czlowiek musial Sam sobie w pojedynke ze wszystkim radzic. Siedziala jak wielka pani z nianiami. Ja musialam w 2 klasie podstawowki po 4 godzinie lekcyjnej sama do domu i siedziec do wieczora SAMA, az matka z pracy nie wroci. j3szcze wąty, jaka ona biedna. No ja prdle

Od poczatku wszystko pod nos. Za dobrze miala i tyle. Dlatego w glowie Sie przewraca

Tak. Syty nie rozumie. Kolega bardzo dobrze to ujął.
A Ty? Hmmm, jesteś pozbawiona empatii, plujesz jadem, zalatuje mi tu toksycznością (i to w zaledwie kilku zdaniach)
Faktycznie musiałaś mieć bardzo ciężko w życiu, że masz takie problemy ze sobą, bo przyznam, że ja się jakoś trzymam i nie atakuję bezsensownie ludzi

Legat napisał/a:

W sumie też mam taka naturę użalacza się nad sobą. smile Ale to kompletnie nic nie daje. Czasu nie da się odwrócić. Trzeba żyć dalej. Jest to jakaś część mnie, nie do wyrwania i nie do naprawienia. Taki już jestem. Kiedyś znalazłem taka piosenkę, która mówi o tym, czas od czasu sobie posłucham. smile

Dzięki za piosenkę smile
No taka moja natura. Nie uporałam się z problemem. Siedzi mi to gdzieś z tyłu głowy zawsze. Zapomniałam o tym tylko wtedy, gdy byłam zadowolona z życia, ale znowu mi się ostatnio pogorszyło i znowu się użalam nad sobą

Szeptuch napisał/a:
blueangel napisał/a:

Jaki syty nie zrozumie? Ja tez bylam starsza, tez bylo oczeki2anie, ze madrzejsza,  tez nie bylo rownego traktowania, mlodsza traktowana jak ksiezniczka, nawet po ukonczeniu 18. Ale tak robi 90% rodzicow! I Co zeraz mam plakac do konca zycia?

Na edukacje i wszystko inne sama musialam zap..dalac. nikt mi za angielski nie placil. Na korkii tez nie dal. Czlowiek musial Sam sobie w pojedynke ze wszystkim radzic. Siedziala jak wielka pani z nianiami. Ja musialam w 2 klasie podstawowki po 4 godzinie lekcyjnej sama do domu i siedziec do wieczora SAMA, az matka z pracy nie wroci. j3szcze wąty, jaka ona biedna. No ja prdle

Od poczatku wszystko pod nos. Za dobrze miala i tyle. Dlatego w glowie Sie przewraca

Wybacz ale trywializujesz to co przeszła.

Gdzie ja pisałem że ma usiąść i płakać.
Napisałem ze ma się wziąć za siebie.
Ogarnąć finanse/uczucia i pójść naprzód.
Zostawiając ten bajzel za sobą.
Napisałem że nie musi czuć wyrzutów sumienia za swoje uczucia do rodziny.
Że ma prawo ich nienawidzić i zerwać kontakt

Bardzo mądrze powiedziałeś. Nawet nie wiesz, jak mnie Twoja odpowiedź podniosła na duchu!
Kulturalnie, z argumentami, konkretnie
To lubię!

Wielokropek napisał/a:
YellowStar napisał/a:

Bardzo tego dużo, ale mam ochotę się wygadać (...)

Czy na skutek "wygadania się" podejmujesz istotne dla siebie działania? Czy to kolejne, bo jesteś autorką podobnych wątków, użalanie się nad sobą i usprawiedliwianie w swoich oczach braku decyzji (brak decyzji też jest decyzją)?

(...) Mam problem, a mianowicie od wielu lat czuję żal do rodziców. (...)

Możesz na nim zbudować całe swoje życie. Możesz też wyciągnąć wnioski i, skoro jesteś dorosłą, żyć tak, jak chcesz. Decyzja należy do Ciebie.


(...) Zamierzam iść w przyszłości jeszcze z tym do psychologa. Nie wiem, czy pomoże, ale spróbuję. Natomiast teraz mnie na to nie stać. Muszę do tego jakoś dożyć. Nie mam też pewności, czy psycholog w ogóle pomoże- poprzedni nie dał rady (...)

Bez Twojego zaangażowania, bez Twej determinacji, bez Twego wysiłku żaden psycholog Ci nie pomoże, nawet najlepszy nie pstryknie palcami, na skutek czego zmienisz swój sposób myślenia, także o sobie.

Masz rację
A co do psychologa...u mnie psycholog mało zdziała. Czemu? Bo jestem osobą, która bardzo dużo obserwuje i analizuje zachowania ludzi. Często obserwuję mechanizmy zachowania ludzi i teraz, po latach czytam to jako psychologiczną nowość, gdzie ja o tym wiedziałam od dawna. Psycholog może naświetlić człowiekowi sytuację, w której jest, ale po co ma mi naświetlać, jeśli ja wszystko doskonale widzę?
Byłam u psychologa. Wiesz, jak oni działają? Przeprowadzają z Tobą wywiad i zaznaczają punkty. Chciała mnie ta pani zaklasyfikować do pewnego przedziału, a jak zaczęłam udzielać odpowiedzi, które wiedziałam, że nie pasują to się zdziwiła. No bo takiej klasyfikacji uczą ich na studiach, a nie wszystko jest czarno białe przecież
I jak sama mówisz- psycholog nie pstryknie palcem. Psycholog może wytłumaczyć sytuację. Tylko to dobre dla ludzi, którzy nie obserwują i nie analizują tyle co ja. A ja mam znajomego, starszego i bardziej doświadczonego życiem ode mnie i sam mi mówi, że dawno nie rozmawiał z kimś tak młodym, kto by miał tak dużą wiedzę o mechanizmach psychologicznych i że mi żaden psycholog potrzebny nie jest
Więc to jest najgorsze w tym wszystkim

blueangel napisał/a:

I jewzcze ten Stres . Ty chyba nie wiedz Co to jest i jakie problemy w zyciu mozna miec - jak moze byc ciezko. Pewnie ponad pol tego forum mialo ciezsze zycie od ciebie hrabino.
Rzuc studia pojedz na rok do jakiejs korei polnocnej to ci zadna psychotherapia potrzebna nie bedzie.


Byl kiedys taki film, chyba "dzieci zlego panstwa". Obejrzyj sobie.

Idź do nory i nie pluj jadem na ludzi, bo te odpowiedzi są takie bezsensowne, tak denne, że szkoda gadać
To ja też mogę powiedzieć, że Ty guzik wiesz o stresie, bo nie przeszłaś tego co ja
Widzisz? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Ela210 napisał/a:

Szeptuch, współczuję doświadczeń, ale ona nie była bita, miała od rodziców pełne wsparcie materialne, nie była okradana przez rodzinę.
Więc wasze historie nie są podobne tak bardzo, jak Ci się wydaje.

Też prawda
U mnie było co innego. Ja miałam wszystko materialnie zapewnione. U mnie było bardziej wchodzenie mi na psychikę, ale to też potrafi człowieka dobić

blueangel napisał/a:

Szeptuch mial normalne przecietne zycie, a ona za duzo miala w doopie. I teraz jej to wychodzi. Ide stad, bo bez sensu sie produkowac.
Nie zazdroszcze, niech kazdy ma jak najlepiej, ale cisnienie mi sie podnosi, gdy takie ochucane osoby zamiast byc wdzieczne sa roszczeniowe i jeszcze narzekaja, jak im zle.

Najważniejsze, że ty jesteś najmądrzejsza, najpiękniejsza, najbardziej pracowita i miałaś w życiu najciężej

Twoja empatia wywaliła skalę, haha

20

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Ja nikomu nie zabraniam własnych odczuć. Ale warto też je przefiltrować trochę.
Yellow jest ofiarą własnych przekonań i przez nie stoi w miejscu. To wypływa jak wodospad z każdego jej tematu.

Zamiast zakładać kolejny i kolejny, można zacząć zmieniać życie pod siebie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

21 Ostatnio edytowany przez YellowStar (2022-05-22 20:34:11)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
blueangel napisał/a:

Dla chetnych zostawie jeszcze tylko link do filmiku:
https://m.cda.pl/video/15177913


A ty bez twoich rodzicow bylavys w czarnej d.

Byłabym. Nie zaprzeczam
Kocham ich, ale czuję żal, że nie pozwolili mi o sobie decydować, że podejmowali za mnie decyzje
Tak ciężko to zrozumieć?

Lady Loka napisał/a:

Wiecie, że większość dzieci ma o coś żal do rodziców? Ja znam masę ludzi, gdzie starsze dziecko się czuło poszkodowane i czuło, że młodsze jest faworyzowane, ale młodsze miało dokładnie te same odczucia względem starszego.

Ja zawsze byłam zazdrosna, że mojej siostrze wszystko podawali pod nos, a moja siostra była zazdrosna, że ja jestem bardziej samodzielna. I tak to się kręci, trawa u sąsiada zawsze bardziej zielona.

Też prawda. Tylko u nas to było na tyle ewidentne, że osoby postronne zwracały na to uwagę, co najlepsze- mi (jakbym miała na to wpływ), bo moich rodziców się bali
Ale wszystko wychodzi w praniu potem
Moja siostra zawsze miała wszystko pod nos. Dosłownie wszystko. I teraz nie radzi sobie za dobrze w dorosłym życiu. Ja to chociaż różne urzędowe sprawy sama załatwię, ona nie

Szeptuch napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Szeptuch, współczuję doświadczeń, ale ona nie była bita, miała od rodziców pełne wsparcie materialne, nie była okradana przez rodzinę.
Więc wasze historie nie są podobne tak bardzo, jak Ci się wydaje.

Wiesz, przemoc ma rożne oblicza.
Czy mąż który przynosi duże pieniądze do domu ale ciągle delikatnie, niewinnymi sugestiami odciąga żonę od pracy aby była zależna od niego to nie jest przemoc?
Zobacz tematy które zakłada autorka.
Wszędzie widać ten cień rzucany przez rodziców.
Wszędzie jest ten strach/niepewność.

Lady Loka:
Są żale realne i te wydumane.
Teraz pytanie jak to ocenić.
Bo to zawsze będzie w jakiej części subiektywne.
Bo dla jednych będzie to sprawiedliwość dla innych nie.
I jak to rozstrzygnąć?
Według mnie każdy ma prawo do oceny rodziców i według swojego sumienia albo, gdy się dorośnie zerwać kontakt i utrzymywać się sam albo uznać że nic się nie stała ewentualnie ze się wybacza.

Właśnie o tym też mówię- nie zawsze bicie jest jedyną formą przemocy
U mnie rodzice chcieli mnie uzależnić od siebie, żebym była im posłuszna. To nie jest nic tak okropnego jak bicie, ale manipulacja psychologiczna też bywa groźna

Ela210 napisał/a:

Ale  nikt jej nie zabrania od tych rodziców się odciąć.
Tylko bez sensu jest ich o wszystko obwiniać, bo jakby byli takimi potworami to może mieliby gdzieś wydawanie kasy na dzieci, mogliby na siebie.
Może lepiej nie potrafili.

Ja im to mówiłam. Ja mówiłam im, że ja nie chcę tyle zajęć, żeby sami się na coś zapisali. I co? Mówili, że nie chce im się, że my jesteśmy najważniejsze (ale kompletnie się nie liczyli z naszym zdaniem, takie byłyśmy "ważne")
Ja ich kocham i jestem im wdzięczna za wszystko, ale jednak nie mogę przeboleć też tego, co było
I nie chcę się odcinać od rodziców. Nie potrafiłabym. Nawet gdy jestem kilkaset km na studiach to dzwonię do nich, zapytać tylko co słychać, bo ich kocham
Tylko po prostu czuję się jak marionetka. To może wkurzać
Czy jakbyś miała męża, od którego byłabyś finansowo zależna, on by wyśmiewał Twoje własne zdanie czy poglądy (bo sam ma inne i uważa, że jego są najlepsze), nie pozwalałby Ci się spotykać z Twoimi znajomymi i zawalił Cię robotą i to tak, że nie miałabyś czasu dla siebie- czy to byłby akt miłości z jego strony?
Wszyscy by pewnie napisali, żeby uciekać (mimo że przecież nie bije)
A tu się trafi nawet inteligent, co powie, że to jeszcze za dobrze jest

Lady Loka napisał/a:

Ja nikomu nie zabraniam własnych odczuć. Ale warto też je przefiltrować trochę.
Yellow jest ofiarą własnych przekonań i przez nie stoi w miejscu. To wypływa jak wodospad z każdego jej tematu.

Zamiast zakładać kolejny i kolejny, można zacząć zmieniać życie pod siebie.

Dokładnie tak jest
Tkwię w miejscu

22 Ostatnio edytowany przez Ajko (2022-05-22 21:03:10)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

: l

23 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-05-22 20:43:08)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Autorko, akurat w moim przypadku doszło do zachorowania na raka i wyobraź sobie, że hasło "Weź się w garść!" zdziałało "cuda". Hasło, które zreszta sam sobie zakomunikowałem, bo wiedziałem, że NA PEWNO nie mogę zrobić jednej rzeczy: użalać się i narzekać, że ktoś/coś z zewnątrz sprawiło, że moje życie stało się nic niewarte i właśnie dopadła mnie śmiertelna choroba. W końću nie ma to, jak złośliwy nowotwór w sam raz na 18. urodziny, nie? wink Zatem, zamiast zastanawiać się, "dlaczego?", wziąłem się w garść, poddałem się operacji, zacząłem i przeszedłem leczenie i teraz po 16 latach, na razie, jest OK.

To tylko pokazuje, żęby ZMIERZYĆ się z tym problemem, zamiast go od siebie ciągle oddalać.

ps. Plusem tej całęj choroby jest to, że teraz przynajmniej raz w roku przechodzę badania kontrolne smile

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

24

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
Lady Loka napisał/a:

Ja nikomu nie zabraniam własnych odczuć. Ale warto też je przefiltrować trochę.
Yellow jest ofiarą własnych przekonań i przez nie stoi w miejscu. To wypływa jak wodospad z każdego jej tematu.

Zamiast zakładać kolejny i kolejny, można zacząć zmieniać życie pod siebie.

Najtrudniejszy jest ten pierwszy krok.
Wiesz jakie mną emocje targały gdy wynosiłem się z domu? Nawet nie powiedziałem tego rodzica ani żadnej rodzinie.
Poszedłem do urzędu się wymeldować a potem  na komisariat, powiedziałem że się wyprowadzam, nie chce informować rodziny gdzie i żeby nie organizowali poszukiwań gdy przyszli by zgłosić zaginiecie. *nikt nie poszedł) Kupiony bilet na pociag i do Wrocławia
Pryncypialność jest to cecha która autorka musi nabyć.

25 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-05-22 21:59:47)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Piszesz jakby Ci za wybranie innego kierunku studiów czy nie pósjcie na zajęcia dodatkowe groziło wtracenie do loszku o chlebie i wodzie

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

26 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-05-22 22:30:19)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
YellowStar napisał/a:

(...) u mnie psycholog mało zdziała. Czemu? Bo jestem osobą, która bardzo dużo obserwuje i analizuje zachowania ludzi. Często obserwuję mechanizmy zachowania ludzi i teraz, po latach czytam to jako psychologiczną nowość, gdzie ja o tym wiedziałam od dawna. Psycholog może naświetlić człowiekowi sytuację, w której jest, ale po co ma mi naświetlać, jeśli ja wszystko doskonale widzę?
Byłam u psychologa. (...)

Byłaś u psychologa. Świetnie. Jak napisałaś, zrobił to, co do niego należało.
Ta osoba była też psychoterapeutą? Jeśli tak, to kilka pierwszych spotkań służy zebraniu informacji, by można było zidentyfikować podstawowe problemy i cele terapii oraz określić, jaki rodzaj terapii jest dla Ciebie najlepszy. Zdecydowałaś się na terapię? Nie potrzebujesz jej, bo sama sobie poradzisz? Świetnie! Masz dużo wiedzy, więc skąd [odpowiedź jest istotna dla Ciebie] stwierdzenia typu:

(...) No taka moja natura. Nie uporałam się z problemem. Siedzi mi to gdzieś z tyłu głowy zawsze. Zapomniałam o tym tylko wtedy, gdy byłam zadowolona z życia, ale znowu mi się ostatnio pogorszyło i znowu się użalam nad sobą (...)
mam tyle wbitych, nieswoich przekonań, że szkoda gadać (...)
I boję się, że ten żal we mnie już zostanie. (...)
Tkwię w miejscu (...)

Masz wpływ na to, co myślisz, co robisz, jakie decyzje podejmujesz.




Skąd Twa agresja wobec wielu osób zabierających głos w Twym wątku? (Odpowiedzi poszukaj w sobie, to ważna wskazówka, która może stać się Twym kolejnym drogowskazem w pracy nad sobą.)

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

27

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Nie ma człowieka który nie miałby nic do zarzucenia swoim rodzicom.
Nie ma idealnych rodziców, bo wszyscy jesteśmy ludźmi.

Wiele osób dałoby wszystko, by mieć to co Ty, by mieć taki start, takich rodziców.

W opinii Twoich rodziców dali Ci wszystko, starali się. Nie robili niczego złośliwie.

28

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Jesteś z nimi zbyt mocno połączona w jakiś sposób i nie możesz się odciąć. Sama jednak tego nie zrobisz, raczej nie masz wyjścia jak znaleźć dobrego psychologa...

29 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-05-23 09:55:21)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Owszem, YellowStar rodzicie wyrządzili Ci pewną krzywdę, mianowicie, na swój sposób wychuchali, zagłaskali, wycackali - zadbali, aby niczego Ci nie zabrakło, abyś czuła się komfortowo, bezpiecznie i żyła w dobrobycie - masz pretensje np. o nianie a przecież mogłaś siedzieć od rana do nocy w żłobku, przedszkolu czy innej świetlicy. Czy wtedy czułabyś się bardziej zaopiekowana? I to się teraz na Tobie mści.
Jesteś już dorosła. Wiele osób radzi Ci tutaj, aby wyjść ze swojej strefy komfortu. Może powinnaś to w końcu zrobić, przeciwstawiając się rodzicom, może nawet kosztem pogorszenia z nimi wzajemnych relacji, co wcale nie będzie przeszkadzało Ci w tym żeby ich dalej kochać.
Myślę że jesteś uzależniona od nich bardzo silnie emocjonalnie, i potrzebujesz ich akceptacji dla swoich działań, zwłaszcza dla tych działań, które nie są zgodne z ich oczekiwaniami względem Ciebie.
Dorosłość, to jest ten moment, w którym uświadamiamy sobie, że jednak jesteśmy w pełni oddzielnymi i niezależnymi osobami od naszych rodziców, nawet jeśli ceną za to jest poczucie, że pójście swoją drogą czyni rodziców wręcz obcymi (rzadko tak się dzieje, jedynie toksyczni rodzice nie potrafią zachować właściwych proporcji  - ale wtedy tym bardziej należy jak najszybciej uwolnić się, w szczególności emocjonalnie).

30

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
blueangel napisał/a:

Jaki syty nie zrozumie? Ja tez bylam starsza, tez bylo oczeki2anie, ze madrzejsza,  tez nie bylo rownego traktowania, mlodsza traktowana jak ksiezniczka, nawet po ukonczeniu 18. Ale tak robi 90% rodzicow! I Co zeraz mam plakac do konca zycia?

Na edukacje i wszystko inne sama musialam zap..dalac. zreszta Mam 30 i dalej na nia zapie.dalam, bo mi nikt na nic nie dal. nikt mi za angielski nie placil. jakies korki? Haha! Czlowiek musial Sam sobie w pojedynke ze wszystkim radzic. Siedziala jak wielka pani z nianiami. Ja musialam w 2 klasie podstawowki po 4 godzinie lekcyjnej sama do domu i siedziec do wieczora SAMA, az matka z pracy nie wroci. j3szcze wąty, jaka ona biedna. No ja prdle

Od poczatku wszystko pod nos. Za dobrze miala i tyle. Dlatego w glowie Sie przewraca

To Ty miałaś super. W Afrykanskiej wiosce to dzieci marzą o szkole, dachu nad głową, a wodę muszą sobie same przynieść z wodopoju oddalonego 15 km. Angielski? Jaki angielski? One sobie muszą zapracować na przezycie a nie na fanaberie, gdy zarobione pieniądze przeznaczają na angielski zamiast na jedzenie.
W 2 klasie podstawówki siedziała jak królowa w domu, pewnie i książka była pod ręką I telewizor. W domu dziecka dzieci takich luksusów nie mają, one marzą o czymś swoim i chwili dla siebie, rodziców nie mają albo to jacyś menele a ta ma pretensje, że matka do wieczora w pracy siedziała.

Sorry ale nie mogę się powstrzymać jak widzę takie wpisy. To domena starszych pokolen"ciesz się ją w twoim wieku tego nie mialam". No i du..pa z dyskusji.
Sorry za wulg

31 Ostatnio edytowany przez Be. (2022-05-23 11:15:29)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Dobra materialne nie mają żadnego znaczenia. Jestem w szoku jak ta empatyczna kobieca płeć wykazuje brak zrozumienia w tym temacie.

Co z tego, że dostaniesz kasę skoro rodzice np nie mówią nic dobrego, nie przytulają, nie wspierają, nie interesują się, nie tłumacza życia i nie są wzorcem. To z tego rośnie dziecko, a nie z kasy. A gadanie typu że ktoś tak ma gorzej więc nie płacz...to tak jakby założyć na głowę worek z napisem "jestem debilem".

32 Ostatnio edytowany przez YellowStar (2022-05-24 12:42:22)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
bagienni_k napisał/a:

Autorko, akurat w moim przypadku doszło do zachorowania na raka i wyobraź sobie, że hasło "Weź się w garść!" zdziałało "cuda". Hasło, które zreszta sam sobie zakomunikowałem, bo wiedziałem, że NA PEWNO nie mogę zrobić jednej rzeczy: użalać się i narzekać, że ktoś/coś z zewnątrz sprawiło, że moje życie stało się nic niewarte i właśnie dopadła mnie śmiertelna choroba. W końću nie ma to, jak złośliwy nowotwór w sam raz na 18. urodziny, nie? wink Zatem, zamiast zastanawiać się, "dlaczego?", wziąłem się w garść, poddałem się operacji, zacząłem i przeszedłem leczenie i teraz po 16 latach, na razie, jest OK.

To tylko pokazuje, żęby ZMIERZYĆ się z tym problemem, zamiast go od siebie ciągle oddalać.

ps. Plusem tej całęj choroby jest to, że teraz przynajmniej raz w roku przechodzę badania kontrolne smile

A wiesz, że nie każdy jest taki sam?
Jestem na grupie na fb dotyczącą depresji i różnych chorób natury psychicznej. Nawet nie wiesz, jak oni się denerwują, jak ktoś rzuca im "weź się w garść". Bo to takie powiedzenie na równi z "Ogarnij się, inni mają gorzej, a Ty tylko jęczysz"
To, że jednej osobie to pomogło, nie znaczy, że innym tak
Widzisz, mnie by pomogło zwykłe przytulenie i powiedzenie "Kocham Cię, będzie dobrze, jakoś się ułoży", ale u mnie zawsze było wychowanie twardą ręką

Szeptuch napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ja nikomu nie zabraniam własnych odczuć. Ale warto też je przefiltrować trochę.
Yellow jest ofiarą własnych przekonań i przez nie stoi w miejscu. To wypływa jak wodospad z każdego jej tematu.

Zamiast zakładać kolejny i kolejny, można zacząć zmieniać życie pod siebie.

Najtrudniejszy jest ten pierwszy krok.
Wiesz jakie mną emocje targały gdy wynosiłem się z domu? Nawet nie powiedziałem tego rodzica ani żadnej rodzinie.
Poszedłem do urzędu się wymeldować a potem  na komisariat, powiedziałem że się wyprowadzam, nie chce informować rodziny gdzie i żeby nie organizowali poszukiwań gdy przyszli by zgłosić zaginiecie. *nikt nie poszedł) Kupiony bilet na pociag i do Wrocławia
Pryncypialność jest to cecha która autorka musi nabyć.

Serio?
Jestem na prawdę przerażona Twoją rodziną. I tym, że nie próbowali Cię nawet szukać. I samo pójście na komisariat....to musiało tak bardzo Cię boleć
Na prawdę bardzo Ci współczuję
Ja przy tym miałam raj
Nie mówię, że nie
Jednak jestem osobą wysoko wrażliwą i to oziębłe traktowanie też mi dało się we znaki
Wiesz, że ja miałam inny plan na siebie? Po maturze chciałam iść na jakieś łatwiejsze studia, zaocznie, a w ciągu tygodnia pracować i się normalnie sama utrzymywać. Czy rodzice mnie w tym wspierali? W życiu. Pamiętam ich wściekłość, że mam inne zdanie niż oni. Był raban na cały dom, krzyki, ja zapłakana. Poleciały też talerze (matka rzucała ze złości). Dopiero jak mi wmówili, że mam iść na to, co oni sobie wymyślili to był spokój
Więc to nie tak, że ja miałam wybór. Ja tego wyboru nie miałam. Musiałabym się wtedy od nich odciąć i urwać kontakt albo pociąć się na żyletki. A ja nie miałam na to psychicznie siły, bo ostatnie, o czym myśli osoba z depresją to kłótnie i wyprowadzki. Ja nie miałam wtedy siły z łóżka wstać.


Wielokropek napisał/a:
YellowStar napisał/a:

(...) u mnie psycholog mało zdziała. Czemu? Bo jestem osobą, która bardzo dużo obserwuje i analizuje zachowania ludzi. Często obserwuję mechanizmy zachowania ludzi i teraz, po latach czytam to jako psychologiczną nowość, gdzie ja o tym wiedziałam od dawna. Psycholog może naświetlić człowiekowi sytuację, w której jest, ale po co ma mi naświetlać, jeśli ja wszystko doskonale widzę?
Byłam u psychologa. (...)

Byłaś u psychologa. Świetnie. Jak napisałaś, zrobił to, co do niego należało.
Ta osoba była też psychoterapeutą? Jeśli tak, to kilka pierwszych spotkań służy zebraniu informacji, by można było zidentyfikować podstawowe problemy i cele terapii oraz określić, jaki rodzaj terapii jest dla Ciebie najlepszy. Zdecydowałaś się na terapię? Nie potrzebujesz jej, bo sama sobie poradzisz? Świetnie! Masz dużo wiedzy, więc skąd [odpowiedź jest istotna dla Ciebie] stwierdzenia typu:

(...) No taka moja natura. Nie uporałam się z problemem. Siedzi mi to gdzieś z tyłu głowy zawsze. Zapomniałam o tym tylko wtedy, gdy byłam zadowolona z życia, ale znowu mi się ostatnio pogorszyło i znowu się użalam nad sobą (...)
mam tyle wbitych, nieswoich przekonań, że szkoda gadać (...)
I boję się, że ten żal we mnie już zostanie. (...)
Tkwię w miejscu (...)

Masz wpływ na to, co myślisz, co robisz, jakie decyzje podejmujesz.




Skąd Twa agresja wobec wielu osób zabierających głos w Twym wątku? (Odpowiedzi poszukaj w sobie, to ważna wskazówka, która może stać się Twym kolejnym drogowskazem w pracy nad sobą.)

Ja mam taki charakter- jak ktoś obraża mnie lub innych w rażący sposób, to się wyzłośliwiam. Jestem uczulona na chamstwo i agresję, szczególnie taką, jak pierwsza osoba wypowiadająca się w wątku. Szanujmy siebie nawzajem , nie ubliżajmy, postarajmy zrozumieć. I przede wszystkim- kultura osobista

madoja napisał/a:

Nie ma człowieka który nie miałby nic do zarzucenia swoim rodzicom.
Nie ma idealnych rodziców, bo wszyscy jesteśmy ludźmi.

Wiele osób dałoby wszystko, by mieć to co Ty, by mieć taki start, takich rodziców.

W opinii Twoich rodziców dali Ci wszystko, starali się. Nie robili niczego złośliwie.

Ja wiem, że w ich opinii dali mi wszystko. Ja jednak czuję braki emocjonalne. Żadne pieniądze nie zastąpią uczuć. Należę do osób WWO, który są wyjątkowo uczuciowe, dla mnie żadne pieniądze nie mają takiej wartości, jak miłość czy troska.
Ja wiem, że wielu chciałoby mieć takich rodziców. Tylko ja to ja a nie "wiele osób". Kocham ich bardzo, ale mam do nich ukryte pretensje
Ja staram się zawsze rodziców bronić i wybielać. Ostatnio mojemu znajomemu powiedziałam, że jednak mimo wszystko rodzice starali się mnie wspierać. Wiesz co odpowiedział?
Cytuję"
"Ciebie zawsze rodzina wspierała? Serio? A w którym momencie? Gdy nie chciałaś chodzić na zajęcia sportowe do tego pijaka, który ci ubliżał? Czy jak powiedziałaś, że nie chcesz mieć dzieci? Czy jak miałaś problemy w szkole? Czy jak byłaś na dziekance? Czy jak wybierałaś studia i ci było na nich ciężko? Czy na pewno mogłaś się ich zawsze radzić?"
I te jego słowa dały mi dużo do myślenia

KoralinaJones napisał/a:

Owszem, YellowStar rodzicie wyrządzili Ci pewną krzywdę, mianowicie, na swój sposób wychuchali, zagłaskali, wycackali - zadbali, aby niczego Ci nie zabrakło, abyś czuła się komfortowo, bezpiecznie i żyła w dobrobycie - masz pretensje np. o nianie a przecież mogłaś siedzieć od rana do nocy w żłobku, przedszkolu czy innej świetlicy. Czy wtedy czułabyś się bardziej zaopiekowana? I to się teraz na Tobie mści.
Jesteś już dorosła. Wiele osób radzi Ci tutaj, aby wyjść ze swojej strefy komfortu. Może powinnaś to w końcu zrobić, przeciwstawiając się rodzicom, może nawet kosztem pogorszenia z nimi wzajemnych relacji, co wcale nie będzie przeszkadzało Ci w tym żeby ich dalej kochać.
Myślę że jesteś uzależniona od nich bardzo silnie emocjonalnie, i potrzebujesz ich akceptacji dla swoich działań, zwłaszcza dla tych działań, które nie są zgodne z ich oczekiwaniami względem Ciebie.
Dorosłość, to jest ten moment, w którym uświadamiamy sobie, że jednak jesteśmy w pełni oddzielnymi i niezależnymi osobami od naszych rodziców, nawet jeśli ceną za to jest poczucie, że pójście swoją drogą czyni rodziców wręcz obcymi (rzadko tak się dzieje, jedynie toksyczni rodzice nie potrafią zachować właściwych proporcji  - ale wtedy tym bardziej należy jak najszybciej uwolnić się, w szczególności emocjonalnie).

Tak, tylko ja bym wolała, żeby mnie wychuchali, wygłaskali  emocjonalnie, a nie wysyłając na zajęcia ponad moje siły i mimo mojej woli i protestów
Pieniądze w życiu są potrzebne, ale to nie jest wszystko
Ja bym wolała nie mieć tych zajęć w ogóle, ale mieć rodziców, którzy by mnie wspierali w ciężkich chwilach. Pamiętam, że miałam ciężką depresję w liceum. Prosiłam o psychologa, ale nie zgodzili się rodzice. Byłam w takim stanie, że matura mi poszła słabo (zdałam, ale nie napisałam na tyle z rozszerzeń, żeby dostać się na studia, na które oni chcieli)
Ojciec się miesiąc do mnie nie odzywał. Podeszłam do niego, to machnął ręką i powiedział "Spi*rdalaj!" (dosłownie, nie żartuję), ja mówię "ale..." a ten powtórzył to drugi raz
Ten chłód emocjonalny...
Byłam załamana i oczekiwałam, że mnie właśnie tata przytuli i powie, że trudno, poprawię, będzie dobrze, a nie pretensje
Właśnie przez takie zakochania rodzą się "kobiety, które kochają za bardzo" (jestem jedną z nich)
Z dobrych rzeczy szukam mężczyzny do życia z miłości, nie pieniędzy, bo wiem, że pieniądze można mieć, a być nieszczęśliwym

I to ich "chuchanie" w takiej formie miałam gdzieś. Wolałabym już siedzieć na świetlicy z dziećmi czy żłobku (do przedszkola chodziłam)
Nie mogę im tego wybaczyć, że oni zamiast zadbać o samych siebie, to mi kazali robić coś ponad siły i możliwości, żeby potem móc się pochwalić przed ludźmi
Dla mnie to chore. Znajomy mówił, że to bardzo niepewni siebie ludzie, bo osoby pewne siebie nie podnoszą własnej wartości kosztem dzieci...


rossanka napisał/a:
blueangel napisał/a:

Jaki syty nie zrozumie? Ja tez bylam starsza, tez bylo oczeki2anie, ze madrzejsza,  tez nie bylo rownego traktowania, mlodsza traktowana jak ksiezniczka, nawet po ukonczeniu 18. Ale tak robi 90% rodzicow! I Co zeraz mam plakac do konca zycia?

Na edukacje i wszystko inne sama musialam zap..dalac. zreszta Mam 30 i dalej na nia zapie.dalam, bo mi nikt na nic nie dal. nikt mi za angielski nie placil. jakies korki? Haha! Czlowiek musial Sam sobie w pojedynke ze wszystkim radzic. Siedziala jak wielka pani z nianiami. Ja musialam w 2 klasie podstawowki po 4 godzinie lekcyjnej sama do domu i siedziec do wieczora SAMA, az matka z pracy nie wroci. j3szcze wąty, jaka ona biedna. No ja prdle

Od poczatku wszystko pod nos. Za dobrze miala i tyle. Dlatego w glowie Sie przewraca

To Ty miałaś super. W Afrykanskiej wiosce to dzieci marzą o szkole, dachu nad głową, a wodę muszą sobie same przynieść z wodopoju oddalonego 15 km. Angielski? Jaki angielski? One sobie muszą zapracować na przezycie a nie na fanaberie, gdy zarobione pieniądze przeznaczają na angielski zamiast na jedzenie.
W 2 klasie podstawówki siedziała jak królowa w domu, pewnie i książka była pod ręką I telewizor. W domu dziecka dzieci takich luksusów nie mają, one marzą o czymś swoim i chwili dla siebie, rodziców nie mają albo to jacyś menele a ta ma pretensje, że matka do wieczora w pracy siedziała.

Sorry ale nie mogę się powstrzymać jak widzę takie wpisy. To domena starszych pokolen"ciesz się ją w twoim wieku tego nie mialam". No i du..pa z dyskusji.
Sorry za wulg

W punkt. Zawsze ktoś będzie miał gorzej
A jak ciężkie życie mają owady typu muchy, że je ludzie z packami gonią. Blueangel przy nich ma raj na ziemi!

Be. napisał/a:

Dobra materialne nie mają żadnego znaczenia. Jestem w szoku jak ta empatyczna kobieca płeć wykazuje brak zrozumienia w tym temacie.

Co z tego, że dostaniesz kasę skoro rodzice np nie mówią nic dobrego, nie przytulają, nie wspierają, nie interesują się, nie tłumacza życia i nie są wzorcem. To z tego rośnie dziecko, a nie z kasy. A gadanie typu że ktoś tak ma gorzej więc nie płacz...to tak jakby założyć na głowę worek z napisem "jestem debilem".

Nieeee ta kobieca "empatia" jest przereklamowana. Czasem wolę wchodzić na męskie fora, bo tam więcej zrozumienia człowiek dostanie. Ktoś nawet określi "kobieta kobiecie wilkiem" albo bardziej prześmiewczo "Kobieta kobiecie kobietą", hah
Sądzę, że osoby, które piszą takie rzeczy same mają jakieś problemy emocjonalne, jakieś niedociągnięcia
Wiadomo, że dla każdego człowieka jego własny problem jest najważniejszy, ale empatia to coś, co pozwala wczuć się w sytuację drugiego człowieka i go zrozumieć
Dla jednej osoby wpadka w postaci dziecka będzie życiową tragedią dla drugiej brak dziecka. Dla jednego człowieka będzie problem dorastanie w bogatym domu bez emocji, dla drugiego kochający rodzice, ale bieda
Fakt, że sama jestem osobą o wysokim stopniu empatii (do tego stopnia, że często przyjmuję emocje drugiej osoby, czy negatywne czy pozytywne) dlatego nie rozumiem, jak można być zimnym i oschłym
Dla mnie brak nawet podjęcia próby zrozumienia drugiej osoby tylko bezmyślne rzucanie "Inni mają gorzej" jest cechą osób o bardzo wąskiej wyobraźni
Pół roku temu w wypadku samochodowym zginęła kuzynka mojej bliskiej koleżanki. Było mi strasznie przykro, pocieszałam ją jak mogłam, nie oceniałam (za co mi była bardzo wdzięczna i wiele razy dziękowała za możliwość wygadania się), a osoby pokroju pierwszej tu wypowiadającej się pewnie by napisały "E tam taka kuzynka, masz jeszcze innych kuzynów, ja miałam gorzej bo wracałam sama do domu w podstawówce..."- brzmi absurdalnie, ale taki to ma wydźwięk
Dla mnie taki brak zrozumienia drugiej osoby to absurd
Mam koleżankę, która sama przyznaje, że nie ma powodu, a jednak cały czas ma nawroty stanów lękowych i depresji. Ja ją wspieram i pocieszam jak mogę(chodzi do psychiatry i psychologa, ale widać, ile jej to daje). Nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby jej powiedzieć, żeby się zamknęła, bo inni mają gorzej...nawet mi to przez myśl nie przeszło

Co ciekawsze- rodzice (szczególnie mama) są bardzo zdziwieni (mówili mi wprost), że jestem taka niepewna siebie i zakompleksiona (hmm ciekawe czemu...)

Właśnie sęk w tym, że kocham rodziców, dałabym się za nich pokroić, ale nie mogę zapomnieć o tych wcześniejszych latach. Fakt, że nadal nie jestem zadowolona do końca ze swojego życia i może też dlatego tak rozmyślam o przeszłości? Bo myślę, czy mogłam wtedy zrobić coś inaczej, to może teraz miałabym lepiej...
Tylko co mogę z tym zrobić?

33

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

YellowStar
Przeszłości nie zmienisz, a rozmyślając nad nią wcale sobie nie pomagasz. Jedyne co Ci zostało to akceptacja. To fakt, że miałaś trudne dzieciństwo, ale teraz to już nie ważne. Liczy się tylko to co jest tu i teraz. Dopóki nie zamkniesz swojej przeszłości, dopóty będzie Cię ona męczyć. Skup się na tym co możesz zrobić teraz, by poczuć się lepiej. Na początku nie musi być to nic wielkiego. A, i nie martw się za dużo na przyszłość, bo to działa tak samo. Częstsze rozmyślanie "a co to będzie" nic nie wprowadza, a zabiera tylko czas i nerwy.

34 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-05-24 15:07:46)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
YellowStar napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

Owszem, YellowStar rodzicie wyrządzili Ci pewną krzywdę, mianowicie, na swój sposób wychuchali, zagłaskali, wycackali - zadbali, aby niczego Ci nie zabrakło, abyś czuła się komfortowo, bezpiecznie i żyła w dobrobycie - masz pretensje np. o nianie a przecież mogłaś siedzieć od rana do nocy w żłobku, przedszkolu czy innej świetlicy. Czy wtedy czułabyś się bardziej zaopiekowana? I to się teraz na Tobie mści.
Jesteś już dorosła. Wiele osób radzi Ci tutaj, aby wyjść ze swojej strefy komfortu. Może powinnaś to w końcu zrobić, przeciwstawiając się rodzicom, może nawet kosztem pogorszenia z nimi wzajemnych relacji, co wcale nie będzie przeszkadzało Ci w tym żeby ich dalej kochać.
Myślę że jesteś uzależniona od nich bardzo silnie emocjonalnie, i potrzebujesz ich akceptacji dla swoich działań, zwłaszcza dla tych działań, które nie są zgodne z ich oczekiwaniami względem Ciebie.
Dorosłość, to jest ten moment, w którym uświadamiamy sobie, że jednak jesteśmy w pełni oddzielnymi i niezależnymi osobami od naszych rodziców, nawet jeśli ceną za to jest poczucie, że pójście swoją drogą czyni rodziców wręcz obcymi (rzadko tak się dzieje, jedynie toksyczni rodzice nie potrafią zachować właściwych proporcji  - ale wtedy tym bardziej należy jak najszybciej uwolnić się, w szczególności emocjonalnie).

Tak, tylko ja bym wolała, żeby mnie wychuchali, wygłaskali  emocjonalnie, a nie wysyłając na zajęcia ponad moje siły i mimo mojej woli i protestów
Pieniądze w życiu są potrzebne, ale to nie jest wszystko
Ja bym wolała nie mieć tych zajęć w ogóle, ale mieć rodziców, którzy by mnie wspierali w ciężkich chwilach. Pamiętam, że miałam ciężką depresję w liceum. Prosiłam o psychologa, ale nie zgodzili się rodzice. Byłam w takim stanie, że matura mi poszła słabo (zdałam, ale nie napisałam na tyle z rozszerzeń, żeby dostać się na studia, na które oni chcieli)
Ojciec się miesiąc do mnie nie odzywał. Podeszłam do niego, to machnął ręką i powiedział "Spi*rdalaj!" (dosłownie, nie żartuję), ja mówię "ale..." a ten powtórzył to drugi raz
Ten chłód emocjonalny...
Byłam załamana i oczekiwałam, że mnie właśnie tata przytuli i powie, że trudno, poprawię, będzie dobrze, a nie pretensje
Właśnie przez takie zakochania rodzą się "kobiety, które kochają za bardzo" (jestem jedną z nich)
Z dobrych rzeczy szukam mężczyzny do życia z miłości, nie pieniędzy, bo wiem, że pieniądze można mieć, a być nieszczęśliwym

I to ich "chuchanie" w takiej formie miałam gdzieś. Wolałabym już siedzieć na świetlicy z dziećmi czy żłobku (do przedszkola chodziłam)
Nie mogę im tego wybaczyć, że oni zamiast zadbać o samych siebie, to mi kazali robić coś ponad siły i możliwości, żeby potem móc się pochwalić przed ludźmi
Dla mnie to chore. Znajomy mówił, że to bardzo niepewni siebie ludzie, bo osoby pewne siebie nie podnoszą własnej wartości kosztem dzieci...

Jesteś już dorosła a przeszłości ani rodziców nie zmienisz. Weź pod uwagę, że to osoby, które - jak każdy człowiek - nie są idealne, mają swoje wady i zalety, mają swoje przekonania oraz wzorce wyniesione z własnych domów rodzinnych, własne schematy postępowania, określoną osobowość. I tego nie przeskoczysz. Dlatego z żalu do rodziców o dzieciństwo w dorosłym życiu należy wyrosnąć. Na ten żal jest już za późno i szkoda dla tego żalu życia. Jeżeli nie tulili i nie głaskali Cię kiedy byłaś dzieckiem, to tym bardziej nie będą robić tego teraz, kiedy jesteś osobą dorosłą.
Może zamiast roztrząsać żal do rodziców najwyższa pora odciąć się od nich? Zostawić dzieciństwo w przeszłości, a na przyszłość wyciągnąć wnioski tak, aby nie powtarzać schematów zachowań rodziców, tych które tak bardzo Ci nie odpowiadały.
Nie patrz na rodziców jak na rodziców a spójrz na nich jak na zwykłych ludzi. I kogo zobaczysz? Zobaczysz kogoś kto nie jest doskonały, kto mógłby postępować inaczej, ale może nie umie, może jego samego tego nie nauczono, może nie chce. Problem z rodzicami jest tego typu, że oni nigdy nie wychodzą ze swojej roli.

35

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
YellowStar napisał/a:

(...) Jestem na grupie na fb dotyczącą depresji i różnych chorób natury psychicznej. (...)

Sama sobie zdiagnozowałaś depresję czy zrobił to lekarz? Jeśli lekarz, to prócz farmakoterapii zlecił psychoterapię?


(...) Ja mam taki charakter- jak ktoś obraża mnie lub innych w rażący sposób, to się wyzłośliwiam. (...)

To nie charakter, to - jak napisałaś - celowe, świadome zachowanie.


(...) Ja jednak czuję braki emocjonalne. (...)

Było, minęło. Od Ciebie zależy to, czy dalej widzieć będziesz szklankę do połowy pustą, czy też do połowy pełną. Bo, jak napisał Jean Paul Sartre, "Ważnie jest nie to, co ze mną zrobiono, ale to, co ja sam zrobiłem z tym, co mnie zrobiono." Dlaczego wciąż robisz sobie to, co robisz?


(...) mam do nich ukryte pretensje (...)

To może najwyższy czas na uczciwość wobec nich? Na powiedzenie im tego, co myślisz, co wobec nich czujesz?


(...) Ja staram się zawsze rodziców bronić i wybielać. (...)

Po co to robisz? Jakie masz, bo masz, z tego korzyści?


(...) Nie mogę im tego wybaczyć, że oni zamiast zadbać o samych siebie, to mi kazali robić coś ponad siły i możliwości, żeby potem móc się pochwalić przed ludźmi (...)

Hm... . A chcesz wybaczyć?

Louise L. Hay napisał/a:

Przebaczyć komuś wcale nie znaczy, że musisz tolerować jego zachowania. Akt przebaczenia odbywa się w twoim własnym umyśle. To naprawdę nie ma nic wspólnego z drugą osobą. Prawdziwe przebaczenie to uwolnienie się od tkwiącego wewnątrz bólu. Wybaczenie jest aktem uwolnienia się od negatywnej energii.


(...) Właśnie sęk w tym, że kocham rodziców, dałabym się za nich pokroić, ale nie mogę zapomnieć o tych wcześniejszych latach. Fakt, że nadal nie jestem zadowolona do końca ze swojego życia i może też dlatego tak rozmyślam o przeszłości? Bo myślę, czy mogłam wtedy zrobić coś inaczej, to może teraz miałabym lepiej... (...)

A ktoś, ktokolwiek, wymaga od Ciebie, byś zapomniała o przeszłości? hmm Sporo osób zachęca Cię do tego, byś przestała wciąż do trudnych doświadczeń wracać. Z sobie wiadomych względów (my możemy się tylko ich domyślać) nie chcesz wyjść z roli ofiary, wybacz, toksycznych rodziców.


(...) Tylko co mogę z tym zrobić?

Wiele osób już na to pytanie odpowiedziało. Póki co spłynęło to po Tobie jak deszcz po kaczce. Wniosek?
No właśnie. hmm

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

36

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Bardzo smutno czyta się Twój pierwszy post. Nigdy nie chciałabym mieć takiego dzieciństwa.
Są dwa sposoby by skrzywić własne dziecko - całkowity brak zainteresowania i całkowita kontrola.
Ty wpisujesz się w ten drugi schemat.
Masz prawo czuć żal, gniew i ból, bo byłaś przez całe swoje życie poddana nieustannej kontroli i sterowaniu. Nie wiem jak można naśmiewać się ze swojego dorosłego dziecka, razem z drugim dzieckiem, w tak delikatnej sprawie jak wybór partnera.
To wszystko razem  jest koszmarne.

Jak wybaczyć rodzicom - jedyna szansa to przyjąć, że chcieli dobrze.
Chociaż dobrymi chęciami piekło brukowane.
Pewnie oni sami doszli do sukcesów kosztem wielu wyrzeczeń, więc Tobie ustawili wysoko poprzeczkę, abyś mogła osiągnąć jeszcze więcej.

Co możesz zrobić dla siebie?
Nie czuj nadzwyczajnej wdzięczności za wszystko co dla Ciebie robili rodzice. Mogli robić mniej, a wtedy Ty mogłabyś żyć na swoich prawach.
Przestań uzależniać swoje poczucie wartości od ich akceptacji. Zacznij robić to co dla Ciebie najlepsze.
Przyjmij, że już nic w życiu nie musisz. Możesz robić tylko to co zechcesz i będziesz ponosić konsekwencje swoich wyborów. Masz prawo decydować o swoim życiu i układać je według własnej woli, płacąc za swoje błędy, z których nie musisz się nikomu tłumaczyć.
Po prostu zacznij żyć dla siebie i na własny koszt.

Jaki pożytek z prędkości, jeśli zmierza się w złym kierunku?

37

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
YellowStar napisał/a:

Nieeee ta kobieca "empatia" jest przereklamowana. Czasem wolę wchodzić na męskie fora, bo tam więcej zrozumienia człowiek dostanie. Ktoś nawet określi "kobieta kobiecie wilkiem" albo bardziej prześmiewczo "Kobieta kobiecie kobietą", hah
Sądzę, że osoby, które piszą takie rzeczy same mają jakieś problemy emocjonalne, jakieś niedociągnięcia

Nie rozumiem. Każdy kto wyraził swoje - ale odmienne od Twojego - zdanie, ma problemy emocjonalne?

Skoro kobiety takie złe, a mężczyźni tacy cool, to dlaczego napisałaś na netkobiety?

38 Ostatnio edytowany przez polis (2022-05-24 18:07:58)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Ja tam autorkę rozumiem, rodzice poddali jej bardziej tresurze niż wychowaniu i chcieli się nią chwalić jak małpką z cyrku co robi różne fajne sztuczki. Ma za co czuć żal, złość, gniew, smutek. Można sobie mówić, że rodzice też pewnie mieli braki emocjonalne, ale to nie zmieni faktu, że do wielu rzeczy podeszli fatalnie i tego jak on się wtedy czuła i teraz czuje.

Moim zdaniem być może pomogłoby jej przejście takiej żałoby za dzieciństwem, wyrzucenie tego całego żalu, tak jak się robi po śmierci bliskiej osoby, wypłakanie i dopiero potem pójście dalej.
Autorce polecam książki i filmiki o wewnętrznym dziecku:
https://youtu.be/O3JjQNXk4TY
https://youtu.be/vtP1IK5Zsd8

39

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Yellow Z pewnością rodzice Cię skrzywdzili w ten sposób.
Problem w tym, że czasu nie cofniesz. Musisz się z tym zmierzyć, będąc świadomą, że jednak w życiu nie zawsze przytulenie i głaskanie po głowie jest ukojeniem czy wyjściem z sytuacji. To, czego Ci tak bardzo brakowało nie zawsze będzie obecne w Twoim życiu. Skor zatem Ci to wszsytko tak przeszkadza, to nie czujesz wystarczającej motywacji, aby to zmienić? Jeśli w końcu stwierdzisz, że chcesz żyć dla siebie a nie dla innych, to powinno Ci ułatwić zadanie.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

40

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

https://www.netkobiety.pl/t126422.html

I tak się bujamy prawie rok i będziemy się bujać kolej e 10 lat.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

41 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-05-24 18:40:02)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Ależ autorka w pierwszym zdaniu aktualnego wątku lojalnie nas uprzedziła, napisała, że chce się wygadać. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

42

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
Wielokropek napisał/a:

Ależ autorka w pierwszym zdaniu aktualnego wątku lojalnie nas uprzedziła, napisała, że chce się wygadać. smile

Dlatego mówię, że będziemy się tak bujać jeszcze z 10 lat co roku, bo poza wygadywaniem się to nie ma żadnych prób zmiany myślenia. Ani w tym temacie, ani w ciążowych tematach.

W sumie ja współczuję takiego uporu w trwaniu w szkodliwych poglądach i braku chęci do ich przepracowania i zmiany.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

43

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Naprawdę ludzie to mają problemy smile Nie pasuje ci rodzina? To idź swoją drogą, zerwij kontakty, albo przynajmniej przestań dalej czerpać profity od tych "rodzicow Potwornickich". Nie bioerz od nich od tej chwili kompletnie niczego, zrzeknij się majątku po nich i RÓB CO CHCESZ.  Dlaczego tylko narzekasz i jęczysz jaką ci krzywdę zrobili, bo chcieli cię wykierować na ludzi jak umieli najlepiej. Sami zaiwaniali na dwóch etatach każdy, żebyś miała wszystko to, co się ptasim mlekiem nazywa, a ty teraz jak już większość tych dóbr odebrałaś i nikt ci co poniektórych nie zabierze np. wykształcenia, ogłady, dobrego wychowania w wyśmienitych warunkach robisz z nich potworów?

A kiedy dorośniesz i zaczniesz żyć na własny rachunek? Jak rodzice umrą i schedę po nich zaczniesz trwonić?

44

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
Irvin D. Yalom napisał/a:

Pierwszym krokiem w każdej zmianie jest przyjęcie odpowiedzialności za swoje życie. Jak bowiem możemy je zmieniać, jeśli w ogóle nie czujemy się za nie odpowiedzialni?




Carl Rogers napisał/a:

Nie można zmusić ziarna do rozwoju i kiełkowania, można jedynie stworzyć warunki zezwalające na to, by ziarno rozwinęło wszystkie tkwiące w nim możliwości.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

45

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

YellowStar doczytałam, że byłaś u psychologa. Moim zdaniem potrzebujesz psychoterapeuty i dłuższej psychoterapii pewnie. Twoje problemy pochodzą wyraźnie z dzieciństwa, więc powinnaś wybrać nurt, który zajmuje się takimi przypadkami. Poczytaj sobie i jak będziesz mogła to idź, zapisz się na nfz. Dłuższa psychoterapia jest też po to, żebyś mogła nawiązać zdrową relację z psychoterapeutą. Takiej relacji ewidentnie nie miałaś z rodzicami, więc może ci się to przydać. Książki książkami, ale takiej zdrowej, bezpiecznej więzi z drugim człowiekiem książki ci nie załatwią, a jak trafisz na dobrego psychoterapeutę, to możesz poczuć, że w końcu coś rusza.

46

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Autorko czy mogłabyś  opisać siebie z wyglądu? Jeden netfacet jest ciekawy A wstydzi się zapytać tongue

Gdy wieje wiatr historii, Ludziom jak pięknym ptakom Rosną skrzydła, natomiast Trzęsą się portki pętakom.?

47

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

pół życia na korepetycjach i pisze sfatać

Fire and Blood

48 Ostatnio edytowany przez polis (2022-05-25 13:03:47)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
Dracarys napisał/a:

pół życia na korepetycjach i pisze sfatać

No akurat to wynikało z przerośniętych ambicji jej rodziców, a nie jej zainteresowań czy ambicji. Nie mówiąc już o tym, że błędy każdy popełnia.

Ten temat autorki i poprzednie to przykład na to, że można dzieciom dać wiele pod względem materialnym, podsuwać to przysłowiowe ptasie mleczko pod nos, ale jeśli to jest wymuszone, przesadzone i bez wsparcia emocjonalnego, to te dziecko może skończyć jako mentalna kaleka, która potem potrzebują często długoletniej terapii.

Nie jesteś jedyna autorko, znam takie osoby jak ty, gdzie rodzice, zwłaszcza tym, którym się powiodło w karierze naciskali na najlepsze stopnie, byli rozczarowani jak dziecko dostało 4 w szkole, no niestety kończy się to często depresją. Te osoby co znam poszły do psychiatry i zostały zdiagnozowane z depresją kliniczną.

Dlatego sądzę, że powinnaś iść na terapie na nfz.

49 Ostatnio edytowany przez YellowStar (2022-05-25 13:54:53)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
Hopefull napisał/a:

YellowStar
Przeszłości nie zmienisz, a rozmyślając nad nią wcale sobie nie pomagasz. Jedyne co Ci zostało to akceptacja. To fakt, że miałaś trudne dzieciństwo, ale teraz to już nie ważne. Liczy się tylko to co jest tu i teraz. Dopóki nie zamkniesz swojej przeszłości, dopóty będzie Cię ona męczyć. Skup się na tym co możesz zrobić teraz, by poczuć się lepiej. Na początku nie musi być to nic wielkiego. A, i nie martw się za dużo na przyszłość, bo to działa tak samo. Częstsze rozmyślanie "a co to będzie" nic nie wprowadza, a zabiera tylko czas i nerwy.

Ja wiem
Tylko z tą akceptacją mam problem

KoralinaJones napisał/a:

Jesteś już dorosła a przeszłości ani rodziców nie zmienisz. Weź pod uwagę, że to osoby, które - jak każdy człowiek - nie są idealne, mają swoje wady i zalety, mają swoje przekonania oraz wzorce wyniesione z własnych domów rodzinnych, własne schematy postępowania, określoną osobowość. I tego nie przeskoczysz. Dlatego z żalu do rodziców o dzieciństwo w dorosłym życiu należy wyrosnąć. Na ten żal jest już za późno i szkoda dla tego żalu życia. Jeżeli nie tulili i nie głaskali Cię kiedy byłaś dzieckiem, to tym bardziej nie będą robić tego teraz, kiedy jesteś osobą dorosłą.
Może zamiast roztrząsać żal do rodziców najwyższa pora odciąć się od nich? Zostawić dzieciństwo w przeszłości, a na przyszłość wyciągnąć wnioski tak, aby nie powtarzać schematów zachowań rodziców, tych które tak bardzo Ci nie odpowiadały.
Nie patrz na rodziców jak na rodziców a spójrz na nich jak na zwykłych ludzi. I kogo zobaczysz? Zobaczysz kogoś kto nie jest doskonały, kto mógłby postępować inaczej, ale może nie umie, może jego samego tego nie nauczono, może nie chce. Problem z rodzicami jest tego typu, że oni nigdy nie wychodzą ze swojej roli.

Ja największy żal to mam do samej siebie, że nie potrafiłam się na tyle skutecznie postawić. Do rodziców też, że ani trochę nie słuchali, ale jednak no co było nie wróci i o to mam chyba żal do całego świata
Problem jest taki, że nie potrafię się odciąć od rodziców. Kocham ich i gdy jestem na studiach to tęsknię za domem (szczególnie w stresujących momentach)

Wielokropek napisał/a:
YellowStar napisał/a:

(...) Jestem na grupie na fb dotyczącą depresji i różnych chorób natury psychicznej. (...)

Sama sobie zdiagnozowałaś depresję czy zrobił to lekarz? Jeśli lekarz, to prócz farmakoterapii zlecił psychoterapię?


(...) Ja mam taki charakter- jak ktoś obraża mnie lub innych w rażący sposób, to się wyzłośliwiam. (...)

To nie charakter, to - jak napisałaś - celowe, świadome zachowanie.


(...) Ja jednak czuję braki emocjonalne. (...)

Było, minęło. Od Ciebie zależy to, czy dalej widzieć będziesz szklankę do połowy pustą, czy też do połowy pełną. Bo, jak napisał Jean Paul Sartre, "Ważnie jest nie to, co ze mną zrobiono, ale to, co ja sam zrobiłem z tym, co mnie zrobiono." Dlaczego wciąż robisz sobie to, co robisz?


(...) mam do nich ukryte pretensje (...)

To może najwyższy czas na uczciwość wobec nich? Na powiedzenie im tego, co myślisz, co wobec nich czujesz?


(...) Ja staram się zawsze rodziców bronić i wybielać. (...)

Po co to robisz? Jakie masz, bo masz, z tego korzyści?


(...) Nie mogę im tego wybaczyć, że oni zamiast zadbać o samych siebie, to mi kazali robić coś ponad siły i możliwości, żeby potem móc się pochwalić przed ludźmi (...)

Hm... . A chcesz wybaczyć?

Louise L. Hay napisał/a:

Przebaczyć komuś wcale nie znaczy, że musisz tolerować jego zachowania. Akt przebaczenia odbywa się w twoim własnym umyśle. To naprawdę nie ma nic wspólnego z drugą osobą. Prawdziwe przebaczenie to uwolnienie się od tkwiącego wewnątrz bólu. Wybaczenie jest aktem uwolnienia się od negatywnej energii.


(...) Właśnie sęk w tym, że kocham rodziców, dałabym się za nich pokroić, ale nie mogę zapomnieć o tych wcześniejszych latach. Fakt, że nadal nie jestem zadowolona do końca ze swojego życia i może też dlatego tak rozmyślam o przeszłości? Bo myślę, czy mogłam wtedy zrobić coś inaczej, to może teraz miałabym lepiej... (...)

A ktoś, ktokolwiek, wymaga od Ciebie, byś zapomniała o przeszłości? hmm Sporo osób zachęca Cię do tego, byś przestała wciąż do trudnych doświadczeń wracać. Z sobie wiadomych względów (my możemy się tylko ich domyślać) nie chcesz wyjść z roli ofiary, wybacz, toksycznych rodziców.


(...) Tylko co mogę z tym zrobić?

Wiele osób już na to pytanie odpowiedziało. Póki co spłynęło to po Tobie jak deszcz po kaczce. Wniosek?
No właśnie. hmm

Depresję mi stwierdzili rodzice (tata farmaceuta, mama lekarz rodzinny). Sama jestem teraz na studiach medycznych i wiem, że to, co oni zdiagnozowali to i tak było nic, bo miałam tą depresję na prawdę ciężką (ale to stwierdzam teraz, gdy mam już na ten temat wiedzę, że to był cięższy stan, nie przejściowy). Co moi rodzice medycy zalecili? "Weź się w garść" a jak poprosiłam o psychologa i psychiatrę to słyszałam "Psychiatrzy mogą co najwyżej wypisać farmakologię i to za dużo nie da a psycholog powie ci, żebyś się tak nie zamartwiała. Jak samemu się nie ogarniesz, to nikt za ciebie tego nie zrobi". Ja się jednak przełamałam i poszłam 1,5 roku temu do psychologa, prywatnie i....rodzice mieli rację. Niestety odniosłam nawet wrażenie, że ja mam większą wiedzę na temat mechanizmów psychologicznych niż ona. Po kilku razach zrezygnowałam, bo to było bez sensu
Ja wiem, że sugerujesz, że nastolatek nie ma prawa mieć problemów i depresji, ale cóż....na nowotwory też młodzi chorują. Choroba nie wybiera

"To nie charakter, to - jak napisałaś - celowe, świadome zachowanie."- prawda. Przez to, że przez wiele lat miałam poczucie niesprawiedliwości i bezsensu życia teraz jestem teraz silniejsza i np. kiedyś byłam zbyt nieśmiała, żeby bronić się przed czyimś atakiem, dzisiaj wyskoczę z ripostą i jak ktoś obraża albo mnie, albo kogoś bliskiego to wtedy się wyzłośliwiam, ale to akurat na plus. Nie można dać po sobie jeździć (jak to kiedyś miałam w zwyczaju). Cenię w ludziach kulturę osobistą i rozmowę na poziomie. Nie toleruje chamstwa i agresji

Z uczciwością racja
Znaczy to jest tak, że oni wiedzą, że źle zrobili pewne rzeczy, ale co z tego, że wiedzą? Wyboru mi nie dali. Nie dali mi wybrać jednej rzeczy, potem się nie nauczyli i znowu kierowali mi życiem. I teraz niedawno znowu to samo. I w przyszłości będzie nacisk na dzieci, bo to według nich jest największe szczęście w życiu

"Po co to robisz? Jakie masz, bo masz, z tego korzyści?"- nie mam korzyści i nie wiem. Kocham ich po prostu

Właśnie ja się muszę nauczyć przestać wracać do tego, tylko jak?
Fakt jest taki, że nadal nie jestem do końca zadowolona ze swojego życia. Chciałabym, żeby wyglądało inaczej i dlatego szukam przyczyn w przeszłości, bo teraz często nie mam możliwości niektórych rzeczy zmienić

"Wiele osób już na to pytanie odpowiedziało. Póki co spłynęło to po Tobie jak deszcz po kaczce. Wniosek?"- dużo osób sugerowało psychologa, a ja pisałam, że już byłam i się zawiodłam, prywatnie mnie nie stać a na NFZ nie mam teraz jak, bo roczne kolejki a ja nie wiem, gdzie będę za rok

Agnes76 napisał/a:

Bardzo smutno czyta się Twój pierwszy post. Nigdy nie chciałabym mieć takiego dzieciństwa.
Są dwa sposoby by skrzywić własne dziecko - całkowity brak zainteresowania i całkowita kontrola.
Ty wpisujesz się w ten drugi schemat.
Masz prawo czuć żal, gniew i ból, bo byłaś przez całe swoje życie poddana nieustannej kontroli i sterowaniu. Nie wiem jak można naśmiewać się ze swojego dorosłego dziecka, razem z drugim dzieckiem, w tak delikatnej sprawie jak wybór partnera.
To wszystko razem  jest koszmarne.

Jak wybaczyć rodzicom - jedyna szansa to przyjąć, że chcieli dobrze.
Chociaż dobrymi chęciami piekło brukowane.
Pewnie oni sami doszli do sukcesów kosztem wielu wyrzeczeń, więc Tobie ustawili wysoko poprzeczkę, abyś mogła osiągnąć jeszcze więcej.

Co możesz zrobić dla siebie?
Nie czuj nadzwyczajnej wdzięczności za wszystko co dla Ciebie robili rodzice. Mogli robić mniej, a wtedy Ty mogłabyś żyć na swoich prawach.
Przestań uzależniać swoje poczucie wartości od ich akceptacji. Zacznij robić to co dla Ciebie najlepsze.
Przyjmij, że już nic w życiu nie musisz. Możesz robić tylko to co zechcesz i będziesz ponosić konsekwencje swoich wyborów. Masz prawo decydować o swoim życiu i układać je według własnej woli, płacąc za swoje błędy, z których nie musisz się nikomu tłumaczyć.
Po prostu zacznij żyć dla siebie i na własny koszt.

Bardzo mi miło, na prawdę, bardzo, że ktoś w końcu ze zrozumieniem to przeczytał. Tu nie chodzi mi o to, że mam pretensje do rodziców, że mnie wysyłali na zajęcia dodatkowe. Sama bym tam zrobiła ze swoimi dziećmi. Jednak jeśli dziecko nie chce, a rodzic je dalej zmusza, to jak to nazwać? Trenowałam pewien sport. W moim klubie była dziewczyna w moim wieku, co też trenowała. Mnie rodzice strasznie naciskali, że tu zawody, tu liga sportowa, tu treningi codziennie. Jej rodzice mieli zasoby finansowe i chcieli jej zapewnić to samo, ale ona powiedziała, że nie chce, więc nie naciskali. I owszem, miałam więcej osiągnięć, byłam w tym lepsza, ale co mi to dało? Ona na Akademię Wychowania Fizycznego poszła. Ja też chciałam iść, bo lubiłam sport, to rodzice się zaczęli na mnie drzeć, bo dla nich- medyków- córka wuefistka to byłaby ujma na honorze, więc po co mi te wyniki były?

Co do reszty- w pełni się zgadzam, bardzo mądrze mówisz big_smile

madoja napisał/a:
YellowStar napisał/a:

Nieeee ta kobieca "empatia" jest przereklamowana. Czasem wolę wchodzić na męskie fora, bo tam więcej zrozumienia człowiek dostanie. Ktoś nawet określi "kobieta kobiecie wilkiem" albo bardziej prześmiewczo "Kobieta kobiecie kobietą", hah
Sądzę, że osoby, które piszą takie rzeczy same mają jakieś problemy emocjonalne, jakieś niedociągnięcia

Nie rozumiem. Każdy kto wyraził swoje - ale odmienne od Twojego - zdanie, ma problemy emocjonalne?

Skoro kobiety takie złe, a mężczyźni tacy cool, to dlaczego napisałaś na netkobiety?

Można mieć inne zdanie i wypowiedzieć je z kulturą- bo to jest wartość, którą cenię

polis napisał/a:

Ja tam autorkę rozumiem, rodzice poddali jej bardziej tresurze niż wychowaniu i chcieli się nią chwalić jak małpką z cyrku co robi różne fajne sztuczki. Ma za co czuć żal, złość, gniew, smutek. Można sobie mówić, że rodzice też pewnie mieli braki emocjonalne, ale to nie zmieni faktu, że do wielu rzeczy podeszli fatalnie i tego jak on się wtedy czuła i teraz czuje.

Moim zdaniem być może pomogłoby jej przejście takiej żałoby za dzieciństwem, wyrzucenie tego całego żalu, tak jak się robi po śmierci bliskiej osoby, wypłakanie i dopiero potem pójście dalej.
Autorce polecam książki i filmiki o wewnętrznym dziecku:
https://youtu.be/O3JjQNXk4TY
https://youtu.be/vtP1IK5Zsd8

Dziękuję za polecenie książek big_smile
Spróbuję o nich poczytać coś więcej :*
"Tresura"- dobre słowo
Ja zawsze broniłam rodziców, przed samą sobą, usprawiedliwiałam, że chcieli jak najlepiej, ale jednak czuję wewnętrzną niesprawiedliwość. Moi rodzice mieli zespół z odbicia- ich rodzice im w ogóle dodatkowych rozrywek nie zapewniali, więc oni na siłę chcieli mnie tym zasypać, bo myśleli, że to mnie uszczęśliwi, a moje sprzeciwy traktowali jak jakiś szmer

bagienni_k napisał/a:

Yellow Z pewnością rodzice Cię skrzywdzili w ten sposób.
Problem w tym, że czasu nie cofniesz. Musisz się z tym zmierzyć, będąc świadomą, że jednak w życiu nie zawsze przytulenie i głaskanie po głowie jest ukojeniem czy wyjściem z sytuacji. To, czego Ci tak bardzo brakowało nie zawsze będzie obecne w Twoim życiu. Skor zatem Ci to wszsytko tak przeszkadza, to nie czujesz wystarczającej motywacji, aby to zmienić? Jeśli w końcu stwierdzisz, że chcesz żyć dla siebie a nie dla innych, to powinno Ci ułatwić zadanie.

Czuję motywację i zmieniam stopniowo, ale nie osiągnęłam jeszcze punktu bycia zadowolonym z życia. Na razie jestem sfrustrowana i nieszczęśliwa, nawet nie wiem, czemu

Lady Loka napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Ależ autorka w pierwszym zdaniu aktualnego wątku lojalnie nas uprzedziła, napisała, że chce się wygadać. smile

Dlatego mówię, że będziemy się tak bujać jeszcze z 10 lat co roku, bo poza wygadywaniem się to nie ma żadnych prób zmiany myślenia. Ani w tym temacie, ani w ciążowych tematach.

W sumie ja współczuję takiego uporu w trwaniu w szkodliwych poglądach i braku chęci do ich przepracowania i zmiany.

A powiem Ci, że pracuję nad sobą
W ciągu ostatniego roku zrobiłam ogromny postęp. Nawet znajomi mi mówią, że to widzą. I o w ciągu roku
Jedną bliższą koleżankę znam już prawie 3 lata to ona sama przyznaje, że jak mnie poznała to byłam nieśmiała, wycofana, bałam się wyrażać własne zdanie, ale przez to, że tyle nad tym myślę, analizuję, sama siebie zmieniam i sądzę, że jest dużo lepiej niż jeszcze kilka lat temu
I uważam to za taki mój mały sukces

Salomonka napisał/a:

Naprawdę ludzie to mają problemy smile Nie pasuje ci rodzina? To idź swoją drogą, zerwij kontakty, albo przynajmniej przestań dalej czerpać profity od tych "rodzicow Potwornickich". Nie bioerz od nich od tej chwili kompletnie niczego, zrzeknij się majątku po nich i RÓB CO CHCESZ.  Dlaczego tylko narzekasz i jęczysz jaką ci krzywdę zrobili, bo chcieli cię wykierować na ludzi jak umieli najlepiej. Sami zaiwaniali na dwóch etatach każdy, żebyś miała wszystko to, co się ptasim mlekiem nazywa, a ty teraz jak już większość tych dóbr odebrałaś i nikt ci co poniektórych nie zabierze np. wykształcenia, ogłady, dobrego wychowania w wyśmienitych warunkach robisz z nich potworów?

A kiedy dorośniesz i zaczniesz żyć na własny rachunek? Jak rodzice umrą i schedę po nich zaczniesz trwonić?

No i widzisz- nie zrozumiałaś, o czym ja tu pisałam

polis napisał/a:

YellowStar doczytałam, że byłaś u psychologa. Moim zdaniem potrzebujesz psychoterapeuty i dłuższej psychoterapii pewnie. Twoje problemy pochodzą wyraźnie z dzieciństwa, więc powinnaś wybrać nurt, który zajmuje się takimi przypadkami. Poczytaj sobie i jak będziesz mogła to idź, zapisz się na nfz. Dłuższa psychoterapia jest też po to, żebyś mogła nawiązać zdrową relację z psychoterapeutą. Takiej relacji ewidentnie nie miałaś z rodzicami, więc może ci się to przydać. Książki książkami, ale takiej zdrowej, bezpiecznej więzi z drugim człowiekiem książki ci nie załatwią, a jak trafisz na dobrego psychoterapeutę, to możesz poczuć, że w końcu coś rusza.

Zamierzam pójść, ale już po studiach, gdy zacznę normalnie zarabiać, bo teraz sobie tylko dorabiam i ledwo na podstawy starcza
Na NFZ są długie kolejki. U mnie rok, a za rok planuję wyprowadzkę, tylko jeszcze nie wiem gdzie
Ale mam postanowienie, że jak tylko zacznę zarabiać normalnie to wybieram się na psychoterapię

Ela210 napisał/a:

Autorko czy mogłabyś  opisać siebie z wyglądu? Jeden netfacet jest ciekawy A wstydzi się zapytać tongue

Ciężko mnie opisać, bo niczym ciekawym się nie wyróżniam, serio

Dracarys napisał/a:

pół życia na korepetycjach i pisze sfatać

Ajjjj ale wstyd
Nie jestem pewna, czy to mi autokorekta nie poprawiła, bo akurat tego słowa nigdy źle nie napisałam, ale fakt, że był moment w życiu, gdzie podejrzewałam u siebie dysleksję. Fakt, że na korepetycje z polskiego nigdy nie chodziłam, bo ani nie miałam go na rozszerzeniu na maturze ani nie wiązałam z nim przyszłości, chodziłam na korepetycje z chemii i fizyki, więc no trzeba mi takie błędy wybaczyć
Ale czy dysleksja to coś złego? Mam znajomych lekarzy i farmaceutów dyslektyków, moja kuzynka jest prawnikiem a ma dysleksję
Nie ma ludzi idealnych
Ja Ci całki, granice i pochodne policzę, ale czasem robię bardzo proste błędy językowe, to fakt. Wejdzie mi jakieś słowo i nie wyjdzie, np. jak piszę słowo "herbata" to muszę się bardzo pilnować, bo zdarza mi się pisać przez "ch". Nie jest tego dużo, no ale mówię- ja się całe życie uczyłam biologii, chemii i fizyki głównie. Polski traktowałam po macoszemu zawsze. Z podstawowej matury też bez szału, bo 75% czy coś takiego
Także musisz mi ten głupi błąd wybaczyć

polis napisał/a:
Dracarys napisał/a:

pół życia na korepetycjach i pisze sfatać

No akurat to wynikało z przerośniętych ambicji jej rodziców, a nie jej zainteresowań czy ambicji. Nie mówiąc już o tym, że błędy każdy popełnia.

Ten temat autorki i poprzednie to przykład na to, że można dzieciom dać wiele pod względem materialnym, podsuwać to przysłowiowe ptasie mleczko pod nos, ale jeśli to jest wymuszone, przesadzone i bez wsparcia emocjonalnego, to te dziecko może skończyć jako mentalna kaleka, która potem potrzebują często długoletniej terapii.

Nie jesteś jedyna autorko, znam takie osoby jak ty, gdzie rodzice, zwłaszcza tym, którym się powiodło w karierze naciskali na najlepsze stopnie, byli rozczarowani jak dziecko dostało 4 w szkole, no niestety kończy się to często depresją. Te osoby co znam poszły do psychiatry i zostały zdiagnozowane z depresją kliniczną.

Dlatego sądzę, że powinnaś iść na terapie na nfz.

Cieszę się, że ktoś mnie rozumie
Te słowa na prawdę dużo dla mnie znaczą
Terapię mam w planach, jak najbardziej
Ja to często słyszę o osobach z niby dobrych domów, ale zaniedbanych emocjonalnie. Pisałam z jedną dziewczyną też z medycznej rodziny. Najmłodsza z 3 rodzeństwa, rodzice wykształceni, ale co z tego, jeśli traktowali ich chłodno. I 2 z nich (w tym ona) popadli w narkotyki i alkohol. A też niby im niczego nie brakowało...
Jestem w szoku, jak ludzie mają małe pojęcia na takie tematy
Z drugiej strony to pokazuje, że dla ludzi liczą się głównie dobra materialne, a nie samo wychowanie
Też to jest smutne

Np. wszyscy wiedzą, że synowie muszą mieć męski wzorzec itp., ale mało kto wie, jak ogromny wpływ ma rola ojca na dorastanie córki. Ojciec to pierwszy mężczyzna w życiu kobiety i od tego zależy, czy taka kobieta na partnera wybierze kogoś podobnego czy totalne przeciwieństwo
Np. pisałam tu o terminie "kobiety, które kochają za bardzo" (nawet jest książka z takim tytułem, którą czytałam). I są to kobiety, które dla faceta często z czegoś rezygnują, poświęcają się, byle go nie stracić. I przez to, że ojciec nie przytulał córki w dzieciństwie ta potem wyrasta na taką kobietę kochającą za bardzo. Czemu? Bo przejmuje wzorce z dzieciństwa. Przy zimnym emocjonalnie ojcu taka dziewczynka uczy się, że nie może ktoś jej kochać za nic, tylko musi sobie czymś zasłużyć i taka kobieta w dorosłym życiu potem chucha i dmucha na męża, bo sądzi, że inaczej jej nie będzie kochał. Więc to bardzo niebezpieczny mechanizm. I u mnie to samo. Wcześniej sobie z tego nie zdawałam sprawy, ale analizując przeszłość złapałam się na czymś i nadal tak robię. Np. podobał mi się chłopak, a akurat nie zdałam jakiegoś kolokwium czy egzaminu. W mojej głowie pojawiała się myśl:"Jestem za głupia, nie zasługuję na niego", a jak udało mi się to zaliczyć to czułam się warta takiego chłopaka. Więc no to są dość niebezpieczne schematy. Do tego toksyczni faceci wyczuwają trochę słabsze kobiety. Do mnie też się taki toksyk kiedyś przylepił (nie tak dawno jeszcze). Uratował mnie mój złośliwy charakter, ale powiem tak- gdybym była w nim zakochana, to by mnie emocjonalnie zniszczył. Tyle tylko, że on mnie już bardzo denerwował i nie płakałam po odejściu, to mnie uratowało

50

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Witam. Ja też Cię Autorko całkowicie rozumiem. Masz prawo do własnych uczuć. Masz prawo czuć żal do rodziców. Oni traktowali Cię przedmiotowo, gdy podejmowali jakąś decyzję odnośnie Ciebie to nie liczyli się w ogóle z Tobą. To prawda, że żadne pieniądze nie zastąpią zdrowych, życzliwych, prawdziwych, mądrych relacji z ludźmi. Tego niestety rodzice Ci nie dali. Właściwie tego co najpiękniejsze i najważniejsze w życiu. Ale teraz musisz podjąć jakieś kroki, by to w miarę możliwości uleczyć. Ale widzę, że jesteś mądra i coś robisz w tym kierunku. Życzę Ci powodzenia. Nie będę się za dużo rozpisywać, bo kilka ludzi przede mną napisało już to co miałam na myśli.

51

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Nawet wśród znajomych przybierają taki ton wyższości. Jakby pozjadali wszystkie rozumy. Wyśmiewają czyjeś zdanie, bo jest inne, niż ich.
Ojjj u mnie jest tak samo. Mama ma średnie wykształcenie, ale przy ludziach znajomych lekarzy po imieniu nazywa a w rzeczywistości mówi im "Pani , Pan"
U mnie to już do tego stopnia się nudzą, że przeszkadza im, że ktoś idzie na spacer z psem (mieszkam na wsi, gdzie pies powinien być w kojcu lub na łańcuchu hmm)

52

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Rodzice to farmaceuta i lekarz, stawiający diagnozę własnemu dziecku? Miałam wątpliwości, ale skutecznie zostały rozwiane. Przestałam karmić poprzednie wcielenie, to i z tym robię to samo.
Dobrej zabawy wszystkim.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

53

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
YellowStar napisał/a:

Czuję motywację i zmieniam stopniowo, ale nie osiągnęłam jeszcze punktu bycia zadowolonym z życia. Na razie jestem sfrustrowana i nieszczęśliwa, nawet nie wiem, czemu

Jeśli rzeczywiście zaczęłaś i widzisz jakieś postępy, to już dobry sygnał smile Wiesz, że chcesz się pozbyć demonów przeszłości, zmienić swoje życie, więc walcz. Nie byłaś widocznie świadoma do końća, że innym osobom, choćby to byli najukochańsi rodzice, nie wolno układać czyjegoś życia na siłę i przekór tej osobie.
Bilogia, chemia i fyzyka - już się fajnie zrobiło wink

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

54 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-05-26 08:14:54)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Niektórzy do końca życia pozostają pod wpływem rodziców.

YellowStar napisał/a:

.Chciałam iśćdo liceum do większego miasta, ale rodzice mnie odmówili mówiąc, że dojazd trudny i daleki, że to bez sensu. Posłuchałam ich i poszłam do liceum, gdzie byłam mobbingowana, głównie przez nauczycieli (w szkole było dużo ich "pupilków", więc dla równowagi musieli gnoić innych, a nie byłam jedyna). Potem mówili, że to liceum to był zły wybór i przyznali mi rację, ale to było trochę po fakcie, bo 3 lata miałam depresję i to ciężką (nie miałam siły wstać z łóżka). Prosiłam rodziców o psychologa, ale oni stwierdzili, że muszę się wziąć w garść, bo psycholog nie pomoże, to pic na wodę.

Nieleczona depresja dała o sobie znać. Cóż, rodzice chcieli, byś była szczęśliwa i miała w życiu dobrze, ale im nie wyszło. Oni postąpili tak, bo uważali, że to co robią, jest słuszne.  Prosiłaś o psychologa, ale sama nie poszłaś, taka zależność. Nie winiłabym ich za to, natomiast brak tu twojej inicjatywy, sprzeciwu, protestu, buntu. Ten bunt objawił się dopiero teraz i dobrze, że jest.Wszak do buntowników świat należy.
Całe życie przed tobą.

55 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-05-26 10:15:17)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
YellowStar napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

Jesteś już dorosła a przeszłości ani rodziców nie zmienisz. Weź pod uwagę, że to osoby, które - jak każdy człowiek - nie są idealne, mają swoje wady i zalety, mają swoje przekonania oraz wzorce wyniesione z własnych domów rodzinnych, własne schematy postępowania, określoną osobowość. I tego nie przeskoczysz. Dlatego z żalu do rodziców o dzieciństwo w dorosłym życiu należy wyrosnąć. Na ten żal jest już za późno i szkoda dla tego żalu życia. Jeżeli nie tulili i nie głaskali Cię kiedy byłaś dzieckiem, to tym bardziej nie będą robić tego teraz, kiedy jesteś osobą dorosłą.
Może zamiast roztrząsać żal do rodziców najwyższa pora odciąć się od nich? Zostawić dzieciństwo w przeszłości, a na przyszłość wyciągnąć wnioski tak, aby nie powtarzać schematów zachowań rodziców, tych które tak bardzo Ci nie odpowiadały.
Nie patrz na rodziców jak na rodziców a spójrz na nich jak na zwykłych ludzi. I kogo zobaczysz? Zobaczysz kogoś kto nie jest doskonały, kto mógłby postępować inaczej, ale może nie umie, może jego samego tego nie nauczono, może nie chce. Problem z rodzicami jest tego typu, że oni nigdy nie wychodzą ze swojej roli.

Ja największy żal to mam do samej siebie, że nie potrafiłam się na tyle skutecznie postawić. Do rodziców też, że ani trochę nie słuchali, ale jednak no co było nie wróci i o to mam chyba żal do całego świata
Problem jest taki, że nie potrafię się odciąć od rodziców. Kocham ich i gdy jestem na studiach to tęsknię za domem (szczególnie w stresujących momentach)

Naprawdę przesadzasz jako osoba dorosła. Jakie stresujące momenty ma się na studiach? Stres przed egzaminem? Stres przed kolokwium? Tak, na studiach trzeba się uczyć i zdawać egzaminy.  Fakt ten bywa stresujący. Najwyższa pora uczyć się samodzielności i radzenia sobie w życiu bez akompaniamentu rodziców. Przestań zachowywać się jak mała, wystraszona i roztrzęsiona dziewczynka, to rodzice przestanę Cię traktować tak samo. Jedyną krzywdę jaką Ci rodzice wyrządzili to taką że podejmowali za Ciebie wszystkie decyzje, co prawda robili to apodyktycznie, co wywołało u Ciebie uczucie wewnętrznego buntu i pokrzywdzenia, ale kluczowe znaczenie ma to, że nie nauczyło samodzielności.

56

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Koralina wie lepiej co czułaś i jak co na Ciebie wpłynęło jak coś big_smile.

57

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
KoralinaJones napisał/a:
YellowStar napisał/a:
KoralinaJones napisał/a:

Jesteś już dorosła a przeszłości ani rodziców nie zmienisz. Weź pod uwagę, że to osoby, które - jak każdy człowiek - nie są idealne, mają swoje wady i zalety, mają swoje przekonania oraz wzorce wyniesione z własnych domów rodzinnych, własne schematy postępowania, określoną osobowość. I tego nie przeskoczysz. Dlatego z żalu do rodziców o dzieciństwo w dorosłym życiu należy wyrosnąć. Na ten żal jest już za późno i szkoda dla tego żalu życia. Jeżeli nie tulili i nie głaskali Cię kiedy byłaś dzieckiem, to tym bardziej nie będą robić tego teraz, kiedy jesteś osobą dorosłą.
Może zamiast roztrząsać żal do rodziców najwyższa pora odciąć się od nich? Zostawić dzieciństwo w przeszłości, a na przyszłość wyciągnąć wnioski tak, aby nie powtarzać schematów zachowań rodziców, tych które tak bardzo Ci nie odpowiadały.
Nie patrz na rodziców jak na rodziców a spójrz na nich jak na zwykłych ludzi. I kogo zobaczysz? Zobaczysz kogoś kto nie jest doskonały, kto mógłby postępować inaczej, ale może nie umie, może jego samego tego nie nauczono, może nie chce. Problem z rodzicami jest tego typu, że oni nigdy nie wychodzą ze swojej roli.

Ja największy żal to mam do samej siebie, że nie potrafiłam się na tyle skutecznie postawić. Do rodziców też, że ani trochę nie słuchali, ale jednak no co było nie wróci i o to mam chyba żal do całego świata
Problem jest taki, że nie potrafię się odciąć od rodziców. Kocham ich i gdy jestem na studiach to tęsknię za domem (szczególnie w stresujących momentach)

Naprawdę przesadzasz jako osoba dorosła. Jakie stresujące momenty ma się na studiach? Stres przed egzaminem? Stres przed kolokwium? Tak, na studiach trzeba się uczyć i zdawać egzaminy.  Fakt ten bywa stresujący. Najwyższa pora uczyć się samodzielności i radzenia sobie w życiu bez akompaniamentu rodziców. Przestań zachowywać się jak mała, wystraszona i roztrzęsiona dziewczynka, to rodzice przestanę Cię traktować tak samo. Jedyną krzywdę jaką Ci rodzice wyrządzili to taką że podejmowali za Ciebie wszystkie decyzje, co prawda robili to apodyktycznie, co wywołało u Ciebie uczucie wewnętrznego buntu i pokrzywdzenia, ale kluczowe znaczenie ma to, że nie nauczyło samodzielności.

Tylko to nie takie proste jak już otrzymała takie wychowanie jakie otrzymała. Przecież nie pstryknie teraz palcami i bah, magicznie stanie się dorosła, samodzielna, radząca sobie ze stresem. Przed sobą ma proces, który musi potrwać.

58 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2022-05-26 10:30:46)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?
Be. napisał/a:

Koralina wie lepiej co czułaś i jak co na Ciebie wpłynęło jak coś big_smile.


Ależ skąd! Nikt tego nie wie lepiej od udzielającego się ostatnio we wszystkich tematach Be.!! Ja tylko tak nieśmiało piszę swoje przemyślenia na wypadek gdyby autorka chciała coś z nich wyciągnąć dla siebie.

Alfą i omegą wszystkich porad udzielonych tutaj jest niezaprzeczalnie Be.!

59

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

No nie ma sensu zestawiać naszego IQ i wiedzy, nie oszukujmy się. Ja autorkę rozumiem i tyle, dalej nie wnikam. Logika typu "a w Afryce dzieci nie mają do jeść, więc bądź szczęśliwa" pokazuje (eufemistycznie to ujmując), że autor takiej wypowiedzi nie ma zbyt lotnego umysłu.

60 Ostatnio edytowany przez Gary (2022-05-26 17:38:23)

Odp: Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

@YellowStar...

Masz żal do rodziców, że źle pewne rzeczy w życiu zrobili. Faktycznie źle zrobili. Zrobili błędy, z braku świadomości, albo głupoty, albo egoizmu.

Ale Ty teraz jesteś dorosła. Możesz kierować swoim życiem. Podejmować decyzje.

Jedną z twoich decyzji jest rozpamiętywanie dzieciństwa. To błąd.

Robisz błędy, może z braku świadomości, może z ...



Podam przykłady...

Twoje rozumowanie jest takie "Nie mam chłopaka, bo rodzice mnie izolowali w liceum od rówieśników".
Ale teraz jest inny czas. Dorosłaś. Nie jesteś izolowana. I co?

Ciągle przywołujesz młodszą siostrę, że ona była otoczona opieką, a od Ciebie wymagano.
Ale teraz gdy jesteś dorosła, to jakie znaczenie ma to, że siostra miała inne traktowanie niż Ty?
Dlaczego siostra teraz jest ważna?

Co za różnica, że rodzice są zarozumiali, a jednocześnie nie rozumieją życiowych spraw?
Jakie znaczenie ma to zacofanie emocjonalne rodziców teraz?

Tu i teraz to jest punkt, od którego zaczyna się twoja przyszłość.
Młoda jesteś, możesz dużo zmienić.

A może liczysz na jakąś sprawiedliwość? Rozliczenie?
Cóż...
nie będize takiego. Nikt nie będzie Ci nic wynagradzał, ani przepraszał, nikt nie zrozumie jak
rodzice zepsuli twoje dzieciństwo.
Możesz sobie jedynie wytłumaczyć, że karma wszystko naprawi,
albo jak w staropolskim "Bóg zapłać", co znaczy że Bóg wyrówna i te dobre i złe uczynki.

Lepiej się skup na tym, abyś Ty teraz, w teraźniejszości robiła dobrze.

Czy robisz dobrze? Jakie są twoje działania?

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

Posty [ 1 do 60 z 264 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Jak odpuścić i sobie i rodzicom?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021