Piegusko, jeśli spróbowałaś już wszystkiego, aby swój związek naprawić, poprawić, odświeżyć i nic Ci nie wyszło, to bierz nogi za pas i wyruszaj w swoją drogę. Nie obciążaj się myślami o dziecku, bo dziecko tkwiące w złym związku też jest nieszczęśliwe, tylko nie umie tego wyrazić. We własną drogę wyruszysz także dla stworzenia swojemu dziecku lepszych warunków rozwoju. Mnie bardzo długo trzymało za klapy myślenie o tzw. konwenansach, a co to będzie, a jak mi się nie uda, a co powiedzą moi rodzice, bliscy znajomi, przyjaciele, zawsze uważałam, że inni są ważniejsi ode mnie. I wyruszyłam w swoją własną drogę. Nie jest mi jeszcze zupełnie łatwo dzisiaj, jeszcze mnie dusi mój poprzedni związek, jeszcze nieraz wracam do niego myślami, ale już wiem na pewno jedno, zrobiłam słusznie. Cieszę się moją WOLNOŚCIĄ, którą jeszcze niedawno nazywałam SAMOTNOŚCIĄ. Wszystko jest kwestią przerobienia w swojej własnej głowie tego, do czego chcę dążyć. A chcę własnego szczęścia, fajnych chwil, być może nowej miłości, wyzwoliłam się ze złego za długo trwającego i niszczącego związku - niszczącego mnie, dzieci, moje uczucia, moje poczucie godności i moje poczucie bezpieczeństwa. Wreszcie uznałam, że JA też jestem ważna, a życie za krótkie, aby pozbawiać się możliwości decydowania o sobie samej. Bycie singielką nie oznacza samotności. A kręcący się po domu i krzywo na mnie patrzący facet, mający o wszystko pretensje, złośliwy i nie do życia wcale nie gwarantował mi potrzeby bycia kochaną. Po prostu był i nic więcej z tego nie wynikało. Dzisiaj oglądam nawet mundial, który mnie wcale nie interesuje,a le to mój wybór. I już nie złoszczę się, że podczas meczu słyszę bezustannie pstryk kapsla od otwieranego przez tamtego faceta piwa. Nikt już nie wprowadzi zamętu w moje życie, oczywiście jeśli sama tego nie będę chciała.
BROMBO, widzę na przestrzeni kilku tygodni wielki postęp w Twoim myśleniu :-)
KENZO, fajnie, że idziesz w wyznaczanym przez Ciebie samą kierunku :-)
Pamiętajmy, że to co nazywamy samotnością, jest przejściowym etapem ku naszemu lepszemu życiu. Lepsza samotność we własnym fajnym towarzystwie, niż raniący i zły związek. Stawiajmy na czarnego konia, a on pojawi się w naszym życiu zupełnie niespodziewanie. Jeśli zaczniemy myśleć pozytywnie o nas samych i sytuację, w której się znalazłyśmy zaakceptujemy. W nasze ramiona wpadnie wtedy każdy facet.