Widzę, że niektórzy opisują tutaj przykre doświadczenia związane z mobbingiem w pracy, to bardzo przykre i cieszę się, że wam się udało z tego bagna wyjść. W mojej pracy natomiast nie ma mobbingu... nieustannie niestety odczuwam poczucie winy związane z pracą. Ciągły strach z nie do końca wyjaśnionych przyczyn lęk (jako przyczynę mogłabym podać ewentualnie to, że jestem nadwrażliwcem od urodzenia, nienawidzę czegolwiek załatwiać, wpychać się miedzy ludzi, odpowiadać za jakieś zadania; w samej pracy natomiast też różni są ludzie co nie ułatwia)..
Nawet teraz siedząc na przymusowym urlopie (koronawirus) odczuwam poczucie winy
Wyobrażam sobie jak to będzie jak wrócę do tej pracy, gdzie znowu będzie nerwowo, gdzie znowu będę narażona na stres, kontakt z ludźmi
Dziś zadzwoniła do mnie koleżanka z pracy - a mnie - słysząc dźwięk dzwonka telefonu już , zaczęły się pocić ręce, serce mi zaczęło szybciej bić, oddech mi przyspieszył..
Słuchajcie co mi jest??? Albo jeszcze dalej - co mam robić, ale tak w praktyce? Obiektywnie - nie ma tam żadnego mobbingu!!! Ale ja przeżywam, odczuwam wielki dyskmfort na myśl o tej pracy, stres, nerwy
Boję się pomyśleć co to będzie kiedy trzeba będzie tam wracać
I tak dla jasności - nie użalam się nad sobą, ani nie mam pretensjonalnego podejścia. Po prostu tak się czuję i nic nie potrafię na to poradzić. Nie umiem sobie po prostu z tym poradzić 
-----------------
Ela210 napisał/a:Pytanie, co naprawdę w tej pracy Cię męczy i stresuje, co jesteś w stanie zmienić i czy w innej się nie powtórzy.
Może warto na początek zmieniać małe denerwujące Cię elementy, a po pracy umieć się zregenerować, Sport, joga dobre odżywianie..
Jak inni funkcjonują w tej pracy, są zadowoleni?
Dobrze byłoby zlokalizować problemy, jeśli to kontakt z ludźmi, da się nad tym pracować.Twoje dobre nastawienie zaowocuje reakcją zwrotną od ludzi, i poczujesz satysfakcję
Spróbuj przestać myśleć o tej pracy całościowo, zlokalizuj poszczególne trudne elementy i je rozgryzaj i poprawiaj
Wiem, że między nami doszło już do wymiany zdań. Ale jak tak teraz zastanawiam się ponownie i czytam ponownie komentarze analizując całą sprawę, doszłam do wniosku, że nie odniosłam się właściwie do Pani pierwszego komentarza.
Otóż pracuję od dawna nad kontaktem z ludźmi. Począwszy od wieku kilkunastu lat (gdzie bałam się nawet iść do sklepu zrobić zakupy albo oddalić od domu na więcej niż 2 km!) do teraz - pracuję nad kwestią fobii społecznej. Naprawdę zrobiłam ogromny postęp w tej sprawie. Nie boję się już większości z tych rzeczy. Nie problem dla mnie gdzieś pojechać, zagadać do kogoś, otworzyć się, pójść coś załatwić np na poczcie. Choć nie jest idealnie - jest już u mnie dalece lepiej niż było wtedy.
Po drugie - jestem pozytywnie nastawiona do ludzi. Jestem zawsze miła dla innych, zawsze zachowuję się taktownie, jestem kulturalna. Wychodzę z inicjatywami do innych. Ale nie wiem dlaczego, ludzie do mnie nie lgną (tutaj akurat zawsze tak było). Jestem zbyt spokojna, małomówna. Ludzie nie interesują się kimś takim. Jest to dla mnie źródłem stresu, lęku jak zostanę odebrana przez innych. Niestety tutaj zmiana nastawienia niewiele daje.
Po trzecie - ludzie różni są. Także w tej firmie na ogół spotykam się również z miłym odbiorem ale raczej brakiem zainteresowania moją osobą. Ludzie mają różne charaktery. Trudno mi funkcjonować kiedy muszę się stykać z każdym typem osobowości (niestety nie mam wpływu na wybór osoby z którą przychodzi mi coś załatwiać - co zawsze robiłam w szkole/na studiach). Wiem oczywiście - że wszyscy ludzie tak mają. Natomiast na mnie to bardzo źle oddziałuje, czuję silne lęki, nawroty fobii. Zanim zaczęłam pracę byłam nieśmiałą ale dużo bardziej otwartą osobą. Zauważyłam, że zamknęłam się w sobie.
Po czwarte - tak jak już wcześniej podkreślałam, czuję , że ta praca to nie jest to. Czuję że wrzuciłam się na głęboką wodę i teraz zdecydowanie żałuję. Pal licho, że dobra praca. Serce nakazuje mi po prostu stamtąd uciekać z wyżej wymienionych (i nie tylko) powodów.
Kolejna sprawa - tak, po pracy (jak i w pracy) bardzo o siebie dbam. Zauważyłam już wcześniej, że zdrowe odżywianie i styl życia bardzo pozytywnie wpływa na moje zdrowie psychiczne i zdolność regeneracji. Jem zdrowo (nawet dzięki temu udało mi się schudnąć parę kilo i poprawić swoją pewnośc siebie), nie piję, nie palę, spaceruję, chodzę spać o 21 a nawet czasem o 20! Także nie mogę zarzucić sobie nic.
Droga Elu, takie są moje odczucia w związku z tą sytuacją. Niestety bardzo duży mętlik w głowie dlatego ten post. Proszę o wyrozumiałość i nieocenianie
-------------
Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim – łamiesz w ten sposób regulamin. Jeśli chcesz coś do swojej wypowiedzi dopisać, użyj funkcji "edytuj", która znajduje się po prawej stronie każdego z Twoich postów.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka