Samo utrzymanie niepełnosprawnego dziecka, to koszt kilkunastu tysięcy miesięcznie. A pomoc fundacji - ponieważ fundacja nie daje i nie pomaga - a wyłącznie pośredniczy w gromadzeniu środków - jest kropla w morzu tych potrzeb.
Do tego dochodzi koszt rehabilitacji, leczenia, turnusów, prywatnej opieki medycznej, przystosowania domu do osoby niepełnosprawnej - można by tak wymieniać jeszcze bardzo długo ... Świadomie pomijam tu obciążenie emocjonalne i psychiczne.
I nagrodą za bohaterstwo jakim ma być w domyśle urodzenie niepełnosprawnego dziecka, ma być dożywotnia harówa po to, aby móc to dziecko normalnie utrzymać, a i tak mało której matce, czy ojcu uda się samodzielnie zarobić co miesiąc kwotę z pięcioma zerami, tak aby móc spokojnie pokryć koszt utrzymania własnego dziecka.
Wobec powyższego - postawa żony Autora tematu, jest uczciwa i czysta.
Podobne tematy
67 2019-10-18 19:08:06 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2019-10-18 19:15:43)
Samo utrzymanie niepełnosprawnego dziecka, to koszt kilkunastu tysięcy miesięcznie. A pomoc fundacji - ponieważ fundacja nie daje i nie pomaga - a wyłącznie pośredniczy w gromadzeniu środków - jest kropla w morzu tych potrzeb.
Do tego dochodzi koszt rehabilitacji, leczenia, turnusów, prywatnej opieki medycznej, przystosowania domu do osoby niepełnosprawnej - można by tak wymieniać jeszcze bardzo długo ... Świadomie pomijam tu obciążenie emocjonalne i psychiczne.
I nagrodą za bohaterstwo jakim ma być w domyśle urodzenie niepełnosprawnego dziecka, ma być dożywotnia harówa po to, aby móc to dziecko normalnie utrzymać, a i tak mało której matce, czy ojcu uda się samodzielnie zarobić co miesiąc kwotę z pięcioma zerami, tak aby móc spokojnie pokryć koszt utrzymania własnego dziecka.
Wobec powyższego - postawa żony Autora tematu, jest uczciwa i czysta.
Mam nadzieję, że przeczyta to przynajmniej jeden rodzic dziecka niepełnosprawnego i poczuje się doceniony. Według uczestników popularnego forum dokonuje niemożliwego
Choć możliwe, że nie mają czasu na takie bzdurki.
Fundacja pomaga, Isabello, niekoniecznie 1:1. Rodzic oczywiście musi zobowiązać się do starania o środki, ale w miarę konieczności jest wspomagany przez fundację, która zdobywa sponsorów i darczyńców, więc ogólnie środki miewa. A na pewno niektóre fundacje dają wsparcie niematerialne, także ważne. Nawet ten nielubiany PFRON bywa skuteczny. Choć faktycznie w naszym kraju niepełnosprawni mają przekichane. A jest ich dużo. Tu przypadek skrajnie ciężki, a przecież niepełnosprawność ma różne oblicza, choć wspólny mianownik- niesamodzielnosc przez całe życie lub znaczną jego część. Warto choć poczytać by nie pisać nieprawdy lub nieścisłości.
Catago, odpowiedzi na Twoje pytania są powyżej. Wypadałoby zapoznać się z postami tego, do kogo się odnosimy. Może nie oglądałaś relacji z protestu w Sejmie, wśród rodziców byli także ojcowie. Nieliczni, ale są. A ojciec nieobecny jest także zobowiązany do pomocy. I materialnej, i opieki. To także słaby punkt naszego systemu, prawo nakazuje, ale trzeba powalczyć i wyegzekwować.
A zarobki kobieta może mieć nie mniejsze, tylko na odpowiednim etacie. U mnie w zakładzie płace nie zależą od płci, tylko stanowiska, a z tym zaangażowania i odpowiedzialności.
Czytam Gagatko. Czytam sporo.
Jednak to moja niepełnosprawna córka i moje życie jest dla mnie najlepszym przykładem wszystkiego, co nazywasz bzdurkami.
Cóż, Twoje opinie przeczą faktom w konkretnej sytuacji i opinii innej matki. Zastanawiające.
IsaBella77 napisał/a:Samo utrzymanie niepełnosprawnego dziecka, to koszt kilkunastu tysięcy miesięcznie. A pomoc fundacji - ponieważ fundacja nie daje i nie pomaga - a wyłącznie pośredniczy w gromadzeniu środków - jest kropla w morzu tych potrzeb.
Do tego dochodzi koszt rehabilitacji, leczenia, turnusów, prywatnej opieki medycznej, przystosowania domu do osoby niepełnosprawnej - można by tak wymieniać jeszcze bardzo długo ... Świadomie pomijam tu obciążenie emocjonalne i psychiczne.
I nagrodą za bohaterstwo jakim ma być w domyśle urodzenie niepełnosprawnego dziecka, ma być dożywotnia harówa po to, aby móc to dziecko normalnie utrzymać, a i tak mało której matce, czy ojcu uda się samodzielnie zarobić co miesiąc kwotę z pięcioma zerami, tak aby móc spokojnie pokryć koszt utrzymania własnego dziecka.
Wobec powyższego - postawa żony Autora tematu, jest uczciwa i czysta.Mam nadzieję, że przeczyta to przynajmniej jeden rodzic dziecka niepełnosprawnego i poczuje się doceniony. Według uczestników popularnego forum dokonuje niemożliwego
Choć możliwe, że nie mają czasu na takie bzdurki.
Fundacja pomaga, Isabello, niekoniecznie 1:1. Rodzic oczywiście musi zobowiązać się do starania o środki, ale w miarę konieczności jest wspomagany przez fundację, która zdobywa sponsorów i darczyńców, więc ogólnie środki miewa. A na pewno niektóre fundacje dają wsparcie niematerialne, także ważne. Nawet ten nielubiany PFRON bywa skuteczny. Choć faktycznie w naszym kraju niepełnosprawni mają przekichane. A jest ich dużo. Tu przypadek skrajnie ciężki, a przecież niepełnosprawność ma różne oblicza, choć wspólny mianownik- niesamodzielnosc przez całe życie lub znaczną jego część. Warto choć poczytać by nie pisać nieprawdy lub nieścisłości.
Catago, odpowiedzi na Twoje pytania są powyżej. Wypadałoby zapoznać się z postami tego, do kogo się odnosimy. Może nie oglądałaś relacji z protestu w Sejmie, wśród rodziców byli także ojcowie. Nieliczni, ale są. A ojciec nieobecny jest także zobowiązany do pomocy. I materialnej, i opieki. To także słaby punkt naszego systemu, prawo nakazuje, ale trzeba powalczyć i wyegzekwować.
A zarobki kobieta może mieć nie mniejsze, tylko na odpowiednim etacie. U mnie w zakładzie płace nie zależą od płci, tylko stanowiska, a z tym zaangażowania i odpowiedzialności.
Tak tak już ten ojciec zmuszony wyrokiem sądu biegnie opiekować się własnym dzieckiem i lozyc wysokie alimenty. Boże widzisz i nie grzmisz teoretykom gratuluję fantazji.
Nie mam zamiaru przekonywać Ciebie do tego, że tyle wiemy o sobie, na ile było nam dane sprawdzić się na konkretnych płaszczyznach.
Ale podkreślam - wiemy to o sobie. Nie o innych.
Temat niepełnosprawności i warunków życia takich dzieci/osób, w naszych realiach jest na tyle delikatną materią, że nie ma w niej miejsca na oceny, czy potępianie ludzi, którzy nie chcą stawiać czoła takiemu życiu.
Mają do tego pełne prawo.
Rozumiem, że opinia Twojej kuzynki może być dla Ciebie ważniejsza, niż opinia jakiejś randomowej osoby z forum. Jednak między możliwościami rodziców i ich świadomością przyszłości, istnieją nierzadko ogromne różnice.
Jeden ma dziecko z porażeniem czterokończynowym, które wegetuje sobie spokojnie w domu, jest karmione kilka razy dziennie, przewijane i to wszystko. A inny, który też ma dziecko z porażeniem czterokończynowym - wyprawia cuda z dzieckiem, począwszy od pionizacji, specjalnych wózków, aktywnej rehabilitacji przeróżnymi metodami, poprzez spersonalizowane komputery, synchrony mowy, suplementację która nie jest w ogóle dostępna w Polsce, po kosmiczną technologię i komórki macierzyste. Niby taka sama sytuacja, a jednak skrajnie inna.
Jeśli człowiek ma świadomość, że nie poradzi sobie z danym - nawet hipotetycznym wyzwaniem - jak najbardziej może powiedzieć, że tego nie chce.
72 2019-10-18 19:39:59 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2019-10-18 19:48:23)
Tak tak już ten ojciec zmuszony wyrokiem sądu biegnie opiekować się własnym dzieckiem i lozyc wysokie alimenty. Boże widzisz i nie grzmisz teoretykom gratuluję fantazji.
A owszem, znam ojca zmuszonego do zabierania dziecka przez sąd. O alimentach nie wspomnę. Może niekoniecznie wysokich, ale dobre i to. Wyliczenia typu "kilkunastu tysięcy miesięcznie" po pokazaniu mojej krewnej wywołały tylko uśmiech. "Szczęśliwie da się taniej, choć nie bez pomocy". Jej słowa. Wierzę w to co widzę, napisać faktycznie można wszystko.
Isabello, tak, to prawda. Młody ma to szczęście, że matka dba, załatwiła pionizator i rehabilitację, bo stymulacja nieużywanych mięśni jest nieodzowna. Niestety także endoprotezy bo kości się sypią. Ale i wakacje, i turnusy. Tak zwany złoty środek między podstawową opieką a kosztami. Chce mieć poczucie, że zrobi ile może.
W temacie podstawowym pozostaję przy swoim. Rodzicielstwo zobowiązuje. Moim zdaniem warto jak najbardziej świadomie, nie pochopnie, się go podjąć.
A owszem, znam ojca zmuszonego do zabierania dziecka przez sąd. O alimentach nie wspomnę. Może niekoniecznie wysokich, ale dobre i to. Wyliczenia typu "kilkunastu tysięcy miesięcznie" po pokazaniu mojej krewnej wywołały tylko uśmiech. "Szczęśliwie da się taniej, choć nie bez pomocy". Jej słowa. Wierzę w to co widzę, napisać faktycznie można wszystko.
No jasne.
W pierwszym przykładzie, który podałam, da się opędzić potrzeby takiego stylu życia niepełnosprawnego dziecka kwotą nędznych 1,5 tys, które stanowią teraz pełną wysokość zasiłku opiekuńczego.
Jeśli jednak jesteś rodzicem drugiego przypadku, to sam wyjazd na delfiny do Stanów jest kosztem około 40 tys złotych dla dwóch osób - dziecka i opiekuna. Tygodniowy turnus rehabilitacyjny, to koszt 5-7 tys. Dodaj do tego wszystko inne o czym napisałam, i spokojnie mamy 20 tys miesięcznie. Oczywiście, że da się taniej, jak pokazuje przykład Twojej krewnej. Jednak nie każdy może chcieć takiej wegetacji dla swojego dziecka.
Wierzyć można w to, co się chce. Ale nakłanianie do tego innych i potępianie ich za to, że nie chcą w to wierzyć - jest hipokryzją.
74 2019-10-18 20:27:32 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2019-10-18 21:49:08)
W takim razie mamy inne definicje : pobyt w ośrodku to wegetacja, bo przynajmniej w tym znanym mi zapewnia się najbardziej podstawową z opiek. Pod warunkiem ludzkich pracowników, bo są przecież przypadki znęcania się nad bezradnymi podopiecznymi, co w ogóle jest straszne. Dobry prywatny byłby najlepszy, ale kosztowny. Mieszkanie w domu rodzinnym i opieka najbliższych, nawet przy słabej świadomości uszkodzonego mózgu, to normalne i szczęśliwe życie. To co opisujesz to jednak luksusy dostępne nielicznym.
Definicji "hipokryzji" to już nawet nie warto poruszać. Szkoda Twojego i mojego czasu.
Niepełnosprawności są różne i różniaste. Niektóre mogą wymagać sporych nakładów, a inne nie. Każda wymaga zwiększonego nakładu uwagi i poświęcenia z tym, że dziecko jako takie też tego wymaga. Jeśli ktoś nie jest na to gotowy, że dziecko wywróci jego świat do góry nogami, a wywróci, to nie powinien decydować się na dziecko.
Nikt nie chce mieć dziecka niepełnosprawnego ale się zdarzają. Tak jak zdarzają się wypadki i choroby dzieciom, które się narodziły zdrowe. Czy wtedy należy je komuś oddać, bo nie jest się w stanie podołać nowym obowiązkom?
Snake, otóż to.
Ale wielu, statystycznie za wielu panow ucieka od odpowiedzialności nie tylko przy dziecku zdrowym, co dopiero przy niepełnosprawnym.
mając swiadomość np. swojej podatności na urodzenie niepełnosprawnego dziecka z powodu np. choroby dziedzicznej w rodzinie, nie podjęłabym sie posiadania dziecka, nie zaryzykowałabym. A co do odpowiedzialnosci za dziecko nawet zdrowe, to u nas jest moda na chwalenie sie, jak to oszukuje sie własne dziecko, placąc np co trzy miesiące po 10 zł, bo wtedy nie trafia się do rejestru niepłacących alimenty..,.żenada. A ściągalność alimentiw leży, blisko 80 procent z osób nieplacących to... tatusiowie...
No ale jak kobieta deklaruje obawę przed wychowywaniem dziecka niepełnosprawnego, niemalże jest traktowana jak wyrodek. W Polsce mit matki polki nadal żywy.
ma rodzić co rok prorok i nosić swój krzyż. Pan sobie może hulać, pić , na dziwki chodzić, jemu wolno. Nawet nie płacic alimentow, co tam wspomnieć paniczowi o zajmowaniu się dziećmi....