Oczywiście, że lepiej. Wiesz dopiero po dwóch latach klapki spadły mi z oczu. Ja go traktowałam jak relikwie, świętość, latałam za nim, obchodziłam się jak z jajeczkiem, żeby czasem nie urazić, no i kochałam na maxa (wiele tu moich postów o mojej miłości do niego, o tym jaki cudowny, a zarazem trudny). No a on dawał mi jakieś resztki miłości, nie chciał słuchać, gdy mówiłam o moich pragnieniach i potrzebach- podważał je. Obrażał się, gdy zwracałam mu uwagę, że np. zachowuje się nietaktownie w stosunku do mnie... NIE CHCIAŁ ROZMAWIAĆ. Powtarzał "Ty masz problem to se miej, mnie do tego nie mieszaj, ja chcę mieć spokój", lekceważył gdy przychodziłam żeby się pogodzić, kpił, drwił i olewał a ja się poniżałam. Nie wspierał mnie i mną manipulował. Wszystko to widziałam, ale i tak kochałam, tłumaczyłam sama przed sobą i wierzyłam naiwnie, że kiedyś się zmieni. Nie poświęcał mi 100% uwagi, nie dawał bliskości w postaci pocałunków, pieszczot dotyku (bardzo rzadko). Odzywał w ciągu dnia rzadko i mimo setek próśb żeby zwiększył częstotliwość bo ja tego potrzebuje, to i tak miał to gdzieś. Nie zabierał do kina, czy na kolację (raz, dwa razy do roku) i jak się upomniałam to był oburzony i mówił "to Ty mnie zabierz jak Ci się coś nie podoba". Liczył się on, jego pasje, jego życie, telewizor, komputer, mecze, treningi. Ja musiałam się do tego wszystkiego dostosować, spotykać kiedy mu pasuje i to ja przychodziłam do niego, nie odwoził mnie i nie mogłam i tak narzekać, no bo jak to zrobiłam to zostałam ukarana w postaci jego chłodu, nie odzywania się i braku kontaktu. No i to ciągłe obwinianie mnie o wszystko, to szantażysta emocjonalny, bo tylko oni posługują się takim narzędziem jak wpajanie komuś nieustannie poczucia winy. Tresował mnie jak zwierzątko jakieś. Nigdy nie krzyczał, ani nie wyzywał, ale to co robił z moją psychiką było dla mnie torturą. A teraz wszystko zobaczyłam czarno na białym i wzięłam życie w swoje ręce... Miał oczywiści także i plusy, nie jest złym człowiekiem, ale mi nie dał miłości i wszystkich innych rzeczy jakie w związku są podstawą. Wierzę, że znajdę kogoś kto da mi to czego potrzebuje kobieta, że obydwoje będziemy szaleć za sobą nawzajem, wspierać się i rozmawiać o problemach.
976 2011-01-04 16:49:19 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2011-01-04 18:09:23)
Podobne tematy
Widać, że inteligentna z Ciebie kobieta i dobrze, że teraz te klapki spadły. Jesteś o wiele bogatsza o to doświadczenie i chociaż na pewno boli, to jednak pokazałaś swoją wartość. Chciałabym żeby więcej kobiet zauważało jak są traktowane, ale jak pokazuje to forum - to tylko mały procent.
Oczywiście, że znajdziesz wspaniałego faceta, bo teraz już wiesz jakich błędów nie popełniać. Nie dasz sobą drugi raz tak pomiatać.
Wiem, ze to dziwnie brzmi, ale cieszę się, że się rozstaliście. Powodzenia. Wiem, że uda Ci się znaleźć o wiele lepszego i bardziej wartościowego faceta ![]()
Dziękuje a_normalna. Wiem, że dobrze się stało, dobrze dla mnie, bo mam nadzieję, że On kiedyś zrozumie kogo stracił i dopiero wtedy mnie doceni. Teraz radzę sobie dobrze, to dopiero kilka dni, wiem jednak że przyjdą trudne chwile, dlatego chce sobie wypisać wszystkie te złe rzeczy, których od niego doświadczyłam i będę je czytać w chwilach refleksji, żeby czasem mi nie odbiło i nie wróciła do niego, zresztą on i tak nie będzie walczył, NIGDY nie walczył o mnie... Życie jest jedno i zdałam sobie sprawę, że będąc z nim zmarnowałabym je płacząc nieustannie w kącie, powiedziałam NIE, NIE ZMARNUJE SWOJEJ SZANSY NA SZCZĘŚCIE... Jestem młoda i choć marzę już o rodzinie to wolę poczekać dłużej i mieć piękne życie niż na siłę pakować się w coś co mnie niszczy i unieszczęśliwia. Koniec z naiwnością i ślepą miłością.
zakochana,wsółczuję,ale jednocześnie muszę Ci pogratulowac,że mimo iż wszystko zostało zaplanowane,potrafiłaś dac sobie spokój z takim związkiem.
Życzę Ci abys i Ty znalazła kogośmkto zawsze będzie Cie traktowac jak Ty dotychczasowego partnera.
Pamiętaj - to nie koniec, a właśnie POCZĄTEK
Masz przed sobą tyle możliwości, jesteś wolna, nikim i niczym nieograniczona, więc głowa do góry ![]()
Macie racje, to początek.
A jacy są Wasi przyszli mężowie? Dają Wam tego czego potrzebujecie? A_normalna z tego co pamiętam Ty masz wspaniałego mężczyznę?
Ja jestem bardzo zadowolona i szczęśliwa. Wiadomo, ze bywają gorsze dni, ale zwykle to nic poważnego (ot, gorszy humor, zmęczenie itp). Ale w ogólnym rozrachunku czuję, że jestem kochana, szanowana i wiem jak bardzo K. cieszy się na ten ślub i wspólne mieszkanie.
Witam Wszystkich. Jestem tu nowa więc mam nadzieje, że dobrze wbije się z moim "probleme". Właściwie to jest troche zamotana historia. Więc może od początku. Jestem z moim "byłym" narzeczonym od 5 lat. Dlaczego byłym? a no dlatego, że zwróciłam mu pierścionek, ale o tym potem. Ogólnie poznaliśmy sie w ten sposób, że M. pracował w jednym zakładzie z moja mamą, a ja nie miałam z kim pójść na studniówkę. Wogóle sie nie wybierałam, bo niespełna rok przed tą szacowną imprezą zmarła moja babcia, co mną mocno trząchło, ale to nie wątek do tego tematu
. Facet mi sie wogóle nie podobał za to mojej mamie bardzo i w taki sposób troche na przymus zostalismy ze sobą zeswatani. Ja powiedział: Niach już będzie co mi zależy to tylko jeden wieczór, a jemu koledzy doradzili, że przynajmniej wódki sie za darmo napije. Sprawy potoczyły sie jednak w taki sposób, że po tej imprezie zaceliśmy sie spotykać. Po 1,5 roku bycia razem mój ukochany dostał propozycje od brata aby wyjechać do Anglii zarobić troche kasy. Pytana czy sie zgadzam nie mogłam powiedziec: NIE. Wkońcu to jest jakaś szansa, a ja nie czułam, że mogę mu czego kolwiek zabraniać. Nie chciałam, żeby potem jakieś żale stawały miedzy nami. Sprawy potoczyły się w ten sposób ze po 4 miesiącach dołączyłam do niego. Zostawiłam prace, rzuciłam studia, rodzine i włąściewie bez większego zastanowienia pojechałam. Czułam, że jeśli tego nie zrobie to M. raczej nie bedzie miał po co wracać,a na pewno nie będzie miał po co wracać do mnie. W ostatecznym rozrachunku żałuje tego wyjazdu. Jego rodzina (tz. starszy brat i jego szacowna małżonka) dali mi nieźle w kość. Doszło prawie do rękoczynów i to wszystko przed świętami Bożego Narodzenia. Postanowiłam nie czekać wydać większośc zarobionej kasy na bilet i wracać. Nie miałam tam czego szukać skoro nie byłam mile widziana, ale M. wrócił ze mną. Troche jednak to doświadczenie (bardzo po macoszemu przeze mnie tutaj opowiedziane) nas ze sobą zbliżyło, ale nie powtórzyłabym tego nigdy. Po 8 miesiącach od powrotu M. mi się oświadczył. Niestey zrobił to tak nieudolnie, że domyśliłam się wszystkiego 3 tygodnie przed a i sam sposób nie był zbyt romantyczny. Przynajmniej ja spowiedziałam się czegoś wiecej. Mimo to pierścionek przyjełam. i na tym sie skonczyło. Pół roku po zaręczynach trafiła się okazją, abym sie wyprowadziła do mieszkania po cioci. I tak zrobiłam ( męczyła mnie sytuacja w domu). Zaproponowałam mu czy zamieszka ze mną, ale nie naciskałam własciwie to zapytałam, bo nie chciałam aby to było tak ze wpada od czasu do czasu i tyle. Pozatym ostatnio kłóciliśmy się wiecej niz bylismy zgodni, więc stwierdziliśmy ze to bedzie dobry test na to czy wytrzymamy ze sobą razem przed podjęciem ostatecznych decyzji. No i w ostatecznych rozrachunku wyszło tak, że widywaliśmy sie jeszce zadziej niz przedtem. Po pracy ja wracałam do pustego, brudnego domu, a on gdzie w granicach północy lekko podchmielony. Pewnego wieczoru kiedy nie trafił sobie po upojnym spotkaniu z kolegami do toalety i załatwił sie w przedpokoju prosto na sciane miarka sie przebrała. Spakowałam piżame, poszłam spac do mamy, a na drugi dzien oddałam mu pierscionek i poweidziałam mu aby sie zastanowił nad swoim zyciem, bo ja nie potrzebje dziecka do wychowywania tylko dorosłego faceta do zycia. I tak jestem juz bez pierscionka 4 miesiace, ale M. zaczął się starac i narazie obserwuję co z tego wyjdzie. A teray sedno. Problem zaczyna sie w tym momencie bo mój ukochany oczywiscie nie przyznał sie mamusi do niczego, a ja co kolejną wizyte "teściowej" mam wykład, że tak nie możemy życ, że to nie po bożemu i zaczyna planowanie ze mną wesela, co cierpliwie staram sie znosić. Narazie doszło do tego, iż zakomunikowałam wszem i wobec, że żadnego hucznego wesela nie będzie bo po pierwsze nie mamy na to pieniedzy, a po drugie ja mam tylko mamę i 5 rodzenstwa nikogo poza nimi,a to ze M. ma liczna rodzine z którą nawet kontaktu nie utrzymuje, ale trzeba zaprosić mnie zupełnie nie obchodzi. Przechodziłam to na weselu mojego brata. My przy jednym małym stoliku a od strony panny młodej tłum. Wiem jak sie wtedy czuła moja mama i jak czuliśmy sie my. Do tego jeszcze pretensje teściowej brata: Kto od Was nie przyszedł bo tyle porcji sie zmarnowało? żenada. Powiedziała, że ja do tego nie dopuszcze. I tak planuje ślub bez pierścionka z narzeczonym który czuje sie na 16 lat i natretną tesciową. Ostatecznie powiedziałam, że po ponownych zaręczynach możemy ustalić datę na koniec 2011 roku i bedzie to tylko przyjecie dla rodziców i rodzenstwa. Skromnie i bez żadnych ciociów wujków itd. Mam mętlik w głowie i raczej działam w tej kwestii na pilocie. Jest pewne, że kocham M. troche już ze soba przeszliśmy, a on chyba zrozumiał, że czas w końcu dojrzeć. Tylko nie chciałabym, żebyśmy wzieli ślub pod naporem innych, żeby on był pewien tego ze chce byc ze mną na całe zycie. Tylko jak to wytłumaczyć teściowej:))
Asiek, po pierwsze: dobrze się zastanów, czy chcesz życia z takim facetem. Zobaczyłaś do czego jest zdolny, więc teraz on musi o Ciebie zawalczyć i pokazać, że mu zależy i chce się poprawić.
Po drugie: ważniejsze od pierścionka i kwiatów na zaręczynach jest szczere uczucie. Mój oświadczył się nie wręczając mi dosłownie nic. Zadał tylko to najważniejsze pytanie i chociaż marzyły mi się wielkie i romantyczne zaręczyny jak z filmu, to nie zamieniłabym ich na inne.
Po trzecie: musicie WSPÓLNIE ustalić jaki chcecie mieć ślub. Jeżeli obydwoje zgadzacie się na skromny obiad, to pozostanie wam spokojnie zakomunikować to Twoim teściom i wyjaśnić z jakich pobudek tak ma to wyglądać. Nie będzie to łatwe, bo sama przez to przechodzę (my chcemy tylko obiad dla rodziny, a moi teściowie huczne wesele, gdzie to ja z narzeczonym sponsorujemy imprezę i nie mamy tyle kasy, by wydać jakieś 30 tysięcy na wszystko).
a_normalna dzięki za radę, myślę, że tutaj największym problemem jest tylko to, czy jesteśmy obydwoje pewni, że chcemu być razem. Któregoś wieczoru zapytałam M. co myśli o tym wszystkim. Powiedział, że owszem chce się ze mna ożenić, ale lepiej żeby to było za pewien czas dlatego martwie sie ze jak jego matka zacznie napierac ( głównie na niego) to zgodzi sie dla swietego spokoju. A po takim tekście to i ja nie wiem, czy to wszystko ma sens, bo skoro ktoś prosi Cię o rękę to chyba chce być z Tobą tak na dobre. A jeśli chodzi o zaręczyny to poprostu były przekombinowane i tyle. Ogólnie nie lubie wody, mam chorobę morską i nie potrafie pływać a zostałam siła zaciągnięta na rowerek wodny bo ma byc romantycznie, a wystarczyło tylko przyklęknąć i zapytac czy sie zgadzam:) no alw cóż chyba za bardzo narzekam.
Co do wesela to zgadzamy sie obydwoje ze ma byc skromne przyjecie i tyle tylko najblizsza rodzina. A no własnie od razu moje pytanie: gdybyśmy się zdecydowali na takie przyjęcie to jak to wszystko załatwić, przecież wódki sie chyba w hurtowych ilościach na takie przyjecie nie zamawia, orkiestry chyba tez bo przeciez tanców nie bedzie tak mysle. Jedyne co mi przeszkadza w takim przyjeciu to brak pierwszego tańca, który chciałabym mieć. Całą reszte tradycyjnej biesiady moge wykreslić:)
Powiem ci jak my robimy: planujemy obiad dla ok. 60 osób (okaże się ile osób faktycznie przyjedzie). Plan zakłada, że po mszy w kościele jedziemy do restauracji, tam standardowe powitanie, następnie obiadek, deser i z atrakcji tyle. Ponieważ sala jest nasza (mamy standardową umowę), więc rodzinka będzie mogła tam siedzieć i gadać ile dusza zapragnie. W drugiej sali włączymy jakąś muzykę z laptopa/wieży/boomboxa i kto będzie chciał, to sobie popląsa. Możliwe, że koło 19-20 będzie jeszcze jedno ciepłe danie (np barszcz z krokietem) dla osób, które jeszcze będą chciały posiedzieć i pogadać, a nie były głodne. I tyle. Żadnych oczepin, żadnej orkiestry, wodzireja itp.
My wódki nie chcemy, ale rodzice kręcą nosem, że jak to tak bez alkoholu, więc możliwe, że będzie jakieś wino do obiadu (to bardziej pasuje).
987 2011-01-05 18:35:33 Ostatnio edytowany przez Juliette (2011-01-05 18:36:05)
zakochana tak,mam świetnego faceta, który mnie kocha i szanuje.Przy nim czuję sie na prawdę wyjątkowa.
Tobie również życzę takiego faceta jak ja mam;)
asiek to Ty musisz się zastanowic czy chcesz wesela,ślubu.
a jesli tego chcecie,to zróbcie wszystko po swojemu.Wy płacicie-wy decydujecie.I nie ma mowy o wtrącaniu sie kogoś do tego.
Po przeczytaniu postu zakochanej jakoś tak mi głupio pisać o swoim szczęściu... Bardzo mi przykro, że trafiłaś na takiego faceta. Sama dobrze widzisz, że nie byłaś z nim szczęśliwa. Bardzo mi przykro...
A jaki jest mój przyszły mąż? Dla mnie jest wspaniałym człowiekiem. Wiem i nie raz się przekonałam, że dla mnie zrobiłby wszystko. Jest nie tylko moim partnerem ale też przyjacielem. Przy nim czuję się kochaną, wspaniałą i wyjątkową kobietą. Owszem bywają gorsze dni, czasami się pokłócimy, ale potrafimy znaleźć ten "złoty środek", rozwiązanie, które będzie dobre i dla mnie i dla niego. A co najważniejsze kochamy się i dajemy to sobie odczuć.
Wczoraj byłam w salonie sukien ślubnych. Była to moja pierwsza wizyta, przymierzyłam pierwszą suknię.. i wiedziałam, że to jest ta, w której pójdę do ołtarza
już nie chciałam mierzyć żadnej innej ale właścicielka sklepu namówiła mnie na jeszcze dwie, żebym zmierzyła i przekonała się czy aby na pewno chcę tą. Przymierzyłam i wiedziałam, że nie chcę żadnej innej. Nie myślałam, że mi to tak szybko pójdzie
Pisałam wcześniej, że obawiam się Pań, które pracują w salonie sukien ślubnych, że nie będą zbyt miłe. Ale byłam bardzo mile przywitana. Obsługa po prostu rewelacyjna.
Naprawdę jestem bardzo zadowolona. I cena również jest rewelacyjna ![]()
Teraz tylko 1 sierpnia pojadę (albo Pani przyjedzie do mnie) na przymiarkę, mierzenie itd. i później tylko odbiór.
Jestem szczęśliwa ![]()
Cassie, mówiłam Ci żebyś nie nastawiała się tak negatywnie
A tak szybkie wybranie sukni mnie nie dziwi. Zwykle wybieramy to, co pierwsze wpadnie nam w oko i chociaż potem złazimy pół miasta, to na koniec i tak wrócimy w to pierwsze miejsce i do pierwszej rzeczy ![]()
Pochwalisz się jakimś zdjęciem? ![]()
Pewnie, że się pochwalę tylko w późniejszym terminie wkleję zdjęcia, bo teraz nie mam za bardzo czasu.
Pozdrawiam. Miłego wieczoru ![]()
Cassie, koniecznie wstaw zdjęcia.
A ja muszę się pochwalić,że za jakieś parę tygodni przyjdą do nas rodzice mojego narzeczonego obgadać sprawy ślubu,ustalić datę etc.
Wstępnie chcemy,żeby to był 8 wrzesień, bo u nas jest sala bez klimatyzacji(inaczje byłoby 1 września,chociaż nie wiem czy tydzień robi różnicę).Sala jest na ok 130 osób,a my mamy więcej i zaczyna się problem.A nie chcemy szukać gdzieś dalej, bo to bez sensu.Lepiej 'uciąć' listę gości...
Juliette teraz kiedy tak czytam to co piszesz przzychodzi mi na myśl chyba jedno z najgorszych wydarzeń, ale muszących się odbyć mianowicie spotkanie rodziców.:( i tutaj moje pytanie: na ile przed ślubem trzeba zorganizować taką "imprezę"? I czy jeśli mieszkamy razem to mogę zaprosić rodziców chłopaka i moją mamę do nas? Czy musiałabym zwalać wszystko na głowę mojej mamie?
asiek,jest styczeń, spotkanie ma sie odbyc w tym miesiącu,a ślub chcemy na wrzesień 2012 rok,czyli za 1,5 roku.
Myślę,że fajnie byłoby gdybys zaprosiła wszystkich do siebie.
W końcu możesz odciążyc mamę;)
Wiesz,u nas jest o tyle dobrze,że nasza orkiestra ma wolny termin i salę tez mamy,więc reszte to już jakoś się załatwi,Tymbardziej,że wiemy co chcemy i u kogo,więc wystarczy tylko pojechac i zaplacic zaliczki.
Juliette, powodzenia. U nas spotkanie naszych rodziców podniosło nam ciśnienie i pokazało, ze będzie ciężko. No, ale u Was może pójść lepiej ![]()
a_ normalna dziękuję;)
Nie wiem czy pójdzie dobrze,bo ja chciałabym w tych 140 os. się zmieścić,a Lubego mama poprzednie wesele zrobiła na 200 osób.Dla mnie to idiotyczne i ja się na coś takiego na pewno nie zgodzę.Poza tym moich rodziców nie stać na takie wesele.
Niestety ja nie pracuję,a mój Luby owszem.Jeżeli rodzice się nie dogadają, to za rok będzie cywilny i zamieszkamy razem, wtedy zarobimy razem na wspólne wesele.Trudno.Ale jestem dobrej myśli.
A dlaczego Wasi rodzice się nie dogadali jeśli można spytać?
Śledze ten wątek i podobne.Ponoć teściowa chce wesele z wielką pompą?
Ciężko powiedzieć, czy dogadali się. Moi rodzice powiedzieli, że już wszystko akceptują, bo widzą, że twardo stoimy przy swoim. Ale teściowa wyjechała z tekstem, że ona też ma jakieś wyobrażenia na temat tego ślubu i chciałaby to po swojemu ;/ Potem teść dodał, ze chce zobaczyć listę gości, żeby móc kogoś dopisać. Nie chciałam się kłócić w tym momencie z nikim, więc tylko zagryzałam zęby i nic nie komentowałam. W sumie, żadnych ustaleń nie było, bo rodzice tylko narzekali, że oni nie rozumieją po co nam ślub na studiach itp.
Muszę ze swoją mamą zrobić listę gości od nas i z tym pojechać do K. żeby z nimi stworzyć ostateczną wersję i pewnie powiedzieć w końcu jednoznacznie jak MY chcemy żeby to wyglądało. Niestety, na wsi króluje zasada "zastaw się, a postaw się", więc ma być wesele albo nic. Szczerze mówiąc cieszę się, że nikt nam się nie dokłada, bo wtedy pewnie nie mielibyśmy kompletnie nic do gadania (chociaż, teraz i tak musimy pazurami walczyć o swoje, ale przynajmniej mamy szansę wygranej).
U mnie jest tak, że to my ustaliliśmy listę gości. Owszem, wzięliśmy pod uwagę zdanie rodziców, ale to jest nasze wesele i chcemy zaprosić ludzi, na których nam zależy. Rodzina jest cała zaproszona, więc z tym nie ma problemów.
Ale generalnie to my wszystko ustalamy i planujemy.
Agatko, i tak powinno być! To jest Wasz wielki dzień i tylko Wy powinniście decydować jak on ma wyglądać.
a_normalna - na Waszym miejscu sama z partnerem napisałabym listę gości i nawet nie pokazała jej.Wiem,że to perfidne z mojej strony,ale uważam,że jeżeli samemu płaci się za wesele,to też o wszystkim się decyduje,a nie że ktoś się wtrąca.
Powiedz teściowej,że jak jest taka mądra to niech dorzuci się do wesela z kasą,a nie będzie rządzić.
Wy płacicie- Wy ustalacie na ile gości Was stać.I twardo powinniście się tej wersji trzymać.
U nas to jest tak z listą,że ode mnie będzie ok 60 os.a u niego ponad 80, albo i więcej.
Sala jest na 140....nie wiem czy my w ogóle tam zmieścimy tych ludzi.
Chyba,że część nie przyjdzie(ode mnie przyjdą wszyscy,bo to najbliższa rodzina,a od niego może trochę nie przyjść).
Spotkanie rodziców przed nami,ale też się boję,bo nasze rodziny to strasznie materialistyczne stworzenia ![]()
U nas razem z orkiestrą, fotografami, kierowcami będzie w sumie 77 osób. Ale wiem, ze kilka osób odpadnie. Moi rodzice troszkę się dołożyli do wesela, ale głównie to my płacimy. Ale w kazdym razie ja uważam, ze nawet gdy rodzice płacą to młodzi powinni mieć ostateczne słowo, bo to w końcu ich wesele. Wiadomo, ze dobre rady czy jakies sugestie zawsze są mile widziane, ale bez przesady oczywiście.
1 000 2011-01-08 14:14:32
Juliette, wielka zniewaga już była, gdy rodzice (i moi i teściowie) dowiedzieli się, że śmieliśmy SAMI załatwić sobie salę i kościół. Gdybyśmy tak samo zrobili z listą gości, to byłaby 3 wojna światowa i pewnie wykluczenie z rodziny. To absolutnie nie przejdzie. Nie chcemy wojować z rodzicami (teściowa do znudzenia powtarza K. , że nie wolno robić sobie z rodziny wrogów).
Nie zamierzam prosić nikogo o kasę. Zresztą, nie dostaniemy jej, bo nasi rodzice jej zwyczajnie nie mają (moi są emerytami z pokaźnym kredytem na głowie, a teściowie od lat wciąż remontują dom i mają jeszcze trójkę dzieci w wieku szkolnym do odchowania). Powiedzieliśmy na początku, że wg nas to młodzi powinni za wszystko płacić, bo skoro są dorośli na tyle by brać ślub, to powinni też być na tyle dorośli, by za niego zapłacić. We dwoje odłożyliśmy kasę i nic od rodziców nie będziemy brać.
Aha, moja ja mama kazała niemal mi przysiąc, że nie powiem teściowej, że jak chcą mieć wesele, to mają dać kasę. Mam zakaz mówienia z nią o kwestiach pieniężnych.
1 001 2011-01-08 15:39:32
A_normalna to ciężko macie z tymi rodzicami. Szkoda, że tak do tego podchodzą, bo przecież organizacja wesela to nie tylko mnóstwo obowiązków, ale też radość i to oczekiwanie na ten wielki dzień. Ale najważniejsze, że Ty się umiesz dogadac z narzeczonym i jesteście tego samego zdania ![]()
My jutro będziemy zamawiać na allegro zaproszenia, bo już czas najwyższy. A jest taki wybór, że pół dnia musiałabym oglądać ![]()
1 002 2011-01-08 15:46:08
Ja myślę sama zrobić zaproszenia, ale czy się uda - okaże się (przede wszystkim od ilości
).
Cóż, boli mnie, że nasi rodzice w ogóle nie podzielają naszego szczęścia. Cały czas powtarzają nam tylko, że małżeństwo to same obowiązki, ciężka praca i zero przyjemności i radości. Aż się chce zapytać, to po co sami się w to pakowali albo czemu się nie rozwiedli, skoro to takie złe.
1 003 2011-01-08 18:13:36
a_normalna szukając coś dla siebie pomyślałam o Tobie. Posłuchaj sobie może Ci sie przyda ![]()
http://nesir.wrzuta.pl/audio/6ydVMNBgF1 … e_rodzicom
1 004 2011-01-08 18:41:24
Apoteoza, nie zamierzamy robić podziękowań pod publikę
Szczerze mówiąc, obecnie nie bardzo wiem za co mielibyśmy dziękować (bo na pewno nie za ten stres, łzy i złość), ale pewnie parę słów powiemy, ale nie na sali tylko bardziej podczas błogosławieństwa w domu.
1 005 2011-01-08 23:02:25
a_normalna, to faktycznie macie pod górkę.
Mój kochany ojczulek wymyślił dzisiaj,że on chce w święta zmówiny a nie teraz.
Tylko ciekawe gdzie ja znajdę rok przed ślubem fotografa,salę, orkiestrę,kucharza i całą masę innych rzeczy.
Podniósł mi ciśnienie,ale cóż,ja już zaplanowałam, rodzice Lubego zaproszeni,więc teraz to już nie mam się co martwić.
Ogólnie rzecz biorąc,to bardzo się cieszę na myśl o ślubie ![]()
Jesteśmy ponad 2 lata, nie myślałam,że po 2 latach można tak kogoś pokochać takiego jakim jest i zdecydować się na bycie z nim wtedy gdy jest dobrze i źle.
1 006 2011-01-09 12:29:10
Ja już po kilku miesiącach wiedziałam, że to jego chcę na męża, tylko planowaliśmy ślub tak minimum po 5 latach (jak obydwoje skończymy studia). No, ale zdecydowaliśmy, to przyspieszyć i pobierzemy się równo 4 lata od poznania się.
1 007 2011-01-09 15:41:20
Przepraszam Was, ale strasznie mnie śmieszy jak ktoś używa określenia "zmówiny". Obecnie nie istnieje już taki termin. Dawne zmówiny miały przecież dość odmienne zastosowanie niż obecne spotkania rodziców obu stron.
Moja sukienka już się szyje
Zdecydowałam się na taką jaką zamieszczałam kilka stron wcześniej
Wszystko już załatwione i ustalone, godzina ślubu także zaproszenia niedługo zacznę wypisywać mimo, że rozdamy je dopiero w kwietniu ![]()
Pod koniec miesiąca kupujemy obrączki i strój dla mojego M.
Także nastrój pozytywny.
1 008 2011-01-09 21:43:59
U mnie obecnie tworzy się lista gości. Niby moi rodzice twierdzą, że od nas zależy kogo zaprosimy i nie będą się wtrącać. Ale mimo to kłótnia już była... Ale podejrzewam, że stokroć gorsze będzie tworzenie listy z "pomocą" teściów.
Do końca stycznia podejmiemy decyzję, że zaproszenia kupujemy czy robimy, w lutym kupujemy obrączki, a gdzieś na wiosnę garnitur. Póki co K. ma obronę i głównie tym żyjemy i skupiam się na podnoszeniu jego poczucia własnej wartości ![]()
1 009 2011-01-10 12:01:15
Bierzemy ślub w lipcu 2012roku, i chciałabym dowiedzieć się od Was co kiedy najlepiej zacząć załatwiać:)
1 010 2011-01-10 12:03:53
Pauliss, witaj w naszym gronie ![]()
Masz jeszcze półtorej roku, więc ja bym póki co załatwiła jedynie salę, kamerzystę, fotografa, orkiestrę/dja i najwyżej alkohol. Resztę możecie zacząć zbierać dopiero za rok. No, może suknię polecam kupować pod koniec tego roku, bo będą wyprzedaże posezonowe starej kolekcji.
1 011 2011-01-10 12:20:45
Pauliss gratuluję ![]()
A_normalna ma rację i to, co wymieniła to najwyżej możecie załatwiać. A jeśli macie czas i ochotę to możecie też powoli załatwiać nauki przedślubne. My je zrobiliśmy troszkę ponad rok przed ślubem i teraz mamy spokój. Możecie tak powoli oglądać sobie obrączki, ale niekoniecznie musicie teraz je kupować. Jak załatwicie to, co pisała a_normalna to w sumie jest spokój przez dobrych kilka miesięcy.
My wczoraj w końcu zamówiliśmy zaproszenia. Bardzo ładne są a zarazem skromne. W złotym kolorze ze złotą wstążką. W środku tradycyjny tekst, bez wierszyków i z prośbą o wino zamiast kwiatków. Mam nadzieję, ze gościom się spodobają ![]()
1 012 2011-01-10 13:35:00
Ja to od razu powiedziałam mojej przyszłej teściowej ze wielkiego wesela na 100 sosób nie bedzie ponieważ ja nie mam wielkiej rodziny. Mój tata nie żyje, a moja mama mam jeszcze 3 młodszego rodzenstwa na utrzymaniu. Także w sumie odemnie wychodzi 10 osób,, a od M. 6+2 dzieci. Moi chrzestni nie zyja, a jego sa za granica i nie raczej nie przyjada takze miescimy sie w 20 osobach. Zaskoczyłam tesciowa ta wiadomoscia, bo nie miała pojecia o mojej sytuacji takze przystała na ten warunek byle by ślub. Nie wiem jak to bedzie kiedy przyjdzie oco do czego
/ POstawiła tylko warunek ze ślub MAMY wziac w tym roku i kropka. Wiec mój ukochany ucieka od tematu, moja tesciowa narazie dopytuje a ja sie martwie://
Dlatego nie wiem co z tym tgz ZAPOZNANIEM rodziców. Ogólnie nie mamy jeszce konkretnej daty-tyle ze ma to byc w tym roku!! Gdybym zaprosiła wszystkich do siebie w świtea wielkanocne to nie byłoby to za późno i jak to mam wyglądać. MA być obiad, czy wystarczy ciasto z kawa i wogóle chyba zaczynam popadac w jakąs paranoje moze dlatego ze wszystko jak zwykle jest na mojej głowie:(
1 013 2011-01-10 15:00:42
U mnie zapoznanie się rodziców wyglądało tak, że przyjechali gdzieś koło 17; była herbata, ciasto i na kolację sałatka. Tylko jakieś 2 godziny posiedzieli i dopiero przy rewizycie był poruszony temat ślubu.
1 014 2011-01-10 15:32:10
akvamaryna, zmówiny - użyłam takiego słowa,bo nie znam innego;) u mnie wszyscy tak mówią,a z resztą nie przywiązuje uwagi do tego czy się jeszcze używa czy nie.
pauliss188,My po spotkaniu rodziców, zobaczymy co ustalą.Zamierzamy zarezerwować salę i orkiestrę przede wszystkim.Z resztą pójdzie gładko.A planujemy na wrzesień 2012.
1 015 2011-01-10 16:36:49
Dziękuje:) Kurcze tak mi się za wcześnie załatwianie tego wydaje na 1,5 roku przed:)
1 016 2011-01-10 17:52:22
Wszystko zależy od tego, jakie są terminy. Ale zwykle na ok. rok przed musisz podpisać umowy z najważniejszymi osobami, a resztę możesz kupić kilka miesięcy przed, bo nie trzeba rezerwować terminów.
1 017 2011-01-10 20:44:32
Kurczę chciałam wkleić zdjęcia sukni, ale nie mogę. Wpisuję [img]adres z komputera[/img] - coś źle?
A więc w kościele termin zarezerwowany, sala zarezerwowana, orkiestra i kamerzysta też, suknie też już mam. Jeszcze fryzjer, kosmetyczka, fotograf, kwiaty dla rodziców, alkohol, obrączki, samochód - trochę tego jeszcze jest ale najważniejsze mamy już załatwione.
U mnie na spotkaniu z rodzicami też nie było lekko.. Ale ostatecznie to nasze zdanie się liczy, bo to nasze wesele i na szczęście rodzice to rozumieją. ![]()
1 018 2011-01-10 21:15:27
Cassie, musisz zdjęcie wrzucić na jakiś serwer (np http://www.imageshack.us/), a potem kopiujesz bezpośredni link do niego i dopiero tutaj go wrzucasz pomiędzy [img]i[/img]. Tylko zmniejsz zdjęcie żeby nie było wielkie na całą stronę.
1 019 2011-01-12 21:59:03 Ostatnio edytowany przez Cassie (2011-01-12 21:59:59)
Dzięki a_normalna ![]()
Wkleję tylko jedno zdjęcie bo nie chce mi się bawić w obrabianie:

I jak w niej wyglądam?
1 020 2011-01-12 22:09:16
Ładna sukienka Cassie ![]()
1 021 2011-01-12 22:11:25
Dziękuję bardzo
tylko trochę grubo się w niej czuję, zaczęłam się odchudzać i robić brzuszki. Mam nadzieję, że do 1 sierpnia (to dzień pierwszego mierzenia) schudnę i osiągnę pożądany stan ![]()
1 022 2011-01-12 22:12:50
Grubo? z której strony masz to grubo?
Suknia idealnie leży
1 023 2011-01-12 22:21:19 Ostatnio edytowany przez Cassie (2011-01-12 22:21:40)
Generalnie to nie wiem czy tak idealnie, bo gdyby nie te szpilki, którymi z tyłu suknia jest ściągnięta to by ze mnie zleciała. No może trochę przesadzam, ale jest za duża. To rozmiar 38 a ja muszę mieć 36. - ale dziękuję a_normalna ![]()
W ogóle nie myślałam, że wybór sukni to takie ogromne przeżycie i emocje. Muszę się przyznać, że kiedy ją włożyłam... to popłakałam się ze szczęścia i wzruszenia. Obecne ze mną osoby również się popłakały. Wtedy wiedziałam, że to jest ta suknia. Jak mierzyłam inne to już nie czułam tego dreszczyku i emocji kiedy patrzyłam w lustro ![]()
1 024 2011-01-12 22:32:41
I właśnie o to chodzi. Zobaczysz się w niej i już nie chcesz innej
Zmniejszenie o rozmiar to nie powinien być problem. Zwykle suknię szyją z możliwością dopasowania o jeden rozmiar w dowolną stronę.
1 025 2011-01-12 22:42:19
No właśnie tak było ze mną. Powiedziałam, że nie chcę już innej mierzyć, ale Pani w salonie i tak mi przyniosła żebym się jeszcze bardziej upewniła.
1 026 2011-01-14 15:41:42
Cassie śliczna sukienka.A ta parasolka...też taką chcę ![]()
1 027 2011-01-14 19:47:09
Dziękuję bardzo
no właśnie mnie też urzekła parasolka
jest boska ![]()
1 028 2011-01-14 23:22:52
Cassie, u nas jeszcze przed spotkaniem rodziców,ale już się trochę denerwuję.
A co do sukni, to ja mam czas.Ślub dopiero w 2012;))
1 029 2011-01-14 23:30:16
My w ten weekend chcemy zacząć załatwiać poradnię. Katechezy zrobiliśmy rok temu i żałuję, że nie poszliśmy za ciosem i nie zrobiliśmy całości. Teraz jest nam ciężko zgrać się terminami, a wtedy mi się wydawało, że skoro mamy jeszcze półtorej roku, to z tym spokojnie zdążymy.
1 030 2011-01-15 14:04:52
a_normalna a nie wiesz jak to jest z zaświadczeniem tj. dostaje się takie ze szkoły średniej i słyszałam,że to później wystarczy do ślubu i nie trzeba już nic załatwiać.
1 031 2011-01-15 21:09:08 Ostatnio edytowany przez a_normalna (2011-01-15 21:10:12)
Juliette, to zależy. Owszem, w niektórych szkołach niektórzy księża mówią, że oni idą takim programem, po którym na koniec da zaświadczenie o odbytym kursie przedmałżeńskim. Ale nie wszędzie tak jest. Jak nie dostałaś takiego zaświadczenia, to nic nie masz (a niektóre zaświadczenia są ważne tylko rok!).
Narzeczony mi mówił, że u niego w liceum jeden z księży w jednym z oddziałów właśnie szedł takim programem i uczniowie z tej klasy (uczęszczający na religię) dostali zaświadczenia. Ale tylko ta klasa z tym księdzem. Jego klasa nic takiego nie miała.
Aha i to ci daje zwolnienie TYLKO z katechez. Poradnię chyba wciąż musisz załatwić. Ale nie jestem pewna, to pewnie też zależy. No i w niektórych parafiach proboszcz i tak każe robić katechezy, pomimo takiego zaświadczenia z liceum.
1 032 2011-01-15 23:58:58
a_normalna, u nas to raczej będzie tak,że sobie załatwimy. da się to załatwić już za ok.50 zł.
I lepiej,bo nie będziemy mieć czasu chodzić na to.
1 033 2011-01-16 18:43:59
Cóż, wasze sumienie.
1 034 2011-01-17 17:50:41
U nas w liceum ani u mnie ani u Narzeczonego czegoś takiego nie było. A jeżeli ksiądz wymaga uczestnictwa na naukach przedmałżeńskich to jakiś cel to ma, prawda? Tak więc my idziemy. Nasze będą trwały 7 dni i zaczynają się 28 lutego...
1 035 2011-01-17 22:23:45
My już po drugiej wizycie w poradni i dzisiaj było super
Facet prowadzący przesympatyczny i chociaż z my już wszystko umiemy i wiemy, to nie wiem kiedy minęła nam prawie godzina. Chyba za tydzień uda nam się pójść na trzecią i ostatnią wizytę. Tylko nie wiem co z dniami skupienia, bo wygląda na to, ze to trwa od rana do wieczora, a z tym będzie duży problem. Jeżeli to będzie w weekend, to ja mam zajęcia, a jak w tygodniu, to K. pracuje w innym mieście.
1 036 2011-01-18 01:12:55
Z tymi naukami to zależy wszystko od proboszcza danej parafii, w której będzie ślub jedni reflektują zaświadczenia ze szkoły inni proszą o odbycie kursu dodatkowo.
1 037 2011-01-18 08:59:08
A_normalna dzień skupienia nie trwa aż tyle. Przynajmniej u mnie w mieście i kilku miejscowościach obok. U mnie to było w 2 niedzielę miesiąca coś koło 14:30 i teoretycznie trwa około 2,5 godziny. Ale u nas ksiądz stwierdził, zę nie ma co tyle siedzieć i w godzinkę odprawił mszę i poopowiadał o małżeństwie itp. Zapytaj dokładnie. Nie musisz też dnia skupienia odbyć w swoim mieście. Moja koleżanka będąc na wakacjach z narzeczonym w górach, przy okazji zrobili tam dzień skupienia.
A co do załatwiania takich rzeczy za pieniądze itp to ja tego nie popieram, ale kazdy ma swoje zdanie. Ja nie jestem super religijna, ale uważam, zę skoro biorę ślub kościelny to nie zbawi mnie chodzenie na te nauki. My nauki zrobiliśmy rok temu i już mamy spokój. Teraz możemy się zająć innymi sprawami związanymi ze ślubem.
Własnie czekam na zaproszenia i mam nadzieję, zę w tym tygodniu przyjdą, bo już w weekend chciałabym część rozdać.
1 038 2011-01-18 09:49:28
czyli na ile czasu przed ślubem można załatwiać te nauki?
1 039 2011-01-18 10:20:22
Najlepiej będzie, jak zadzwonisz do kancelarii parafialnej i tam Ci wszystko powiedzą. Bo różne parafie mogę różnie do tego podchodzić. Nam pani powiedziała, ze nauki mozemy od razu po zamówieniu ślubu robić. Akurat się zaczynały i to było jakoś na początku lutego zeszłego roku. A dzień skupienia zrobiliśmy sobie w listopadzie, bo wczesniej jakoś czasu nie było. Ale teraz zostały ponad 3 miesiące do ślubu i mamy już wszystko załatwione w tej kwestii i możemy się zająć innymi rzeczami. Więc wracając do Twojego pytania myślę, że już teraz mozecie takie nauki zrobić. Lub ewentualnie zadzwońcie do kancelarii. Wiem, zę są tez nauki weekendowe. Sobota i niedziela po kilka godzin i załatwia się wszystkie nauki, łacznie z dniem skupienia.
1 040 2011-01-18 10:34:35
wiadomo,że w weekend to w sumie dla większości ludzi najlepiej.
U nas robią takie spotkania w parafii 'obok',ale ja mam jeszcze dużo czasu,bo ponad 1,5 roku.