netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

133 odpowiedzi22 433 wyświetleniazałożony przez Cougarzyca, 25.05.2017

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 134 ]

66

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Amethisie, świetnie, że w dyskusji pojawił się także głos z drugiej strony.

Osobiście twierdzę, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Wpadanie w nałóg, to także ciąg przyczynowo-skutkowy. Często trzeba cofnąć się do dzieciństwa, by dostrzec jego zalążek, a kolejne sytacje, zdarzenia, jakie mają miejsce po drodze, w zderzeniu z predyspozycjami, w tym pewnymi cechami osobowości, które notabene też z dzieciństwa wynikają (lub mogą wynikać), potem już tylko się na to nakładają. Ten proces zwykle jest długotrwały i bardzo skomplikowany. To nigdy (choć może lepszym stwierdzeniem będzie: prawie nigdy) nie jest tak, że pewnego dnia pewny siebie, z silnym charakterem, wierzący we własne możliwości i osiągający sukcesy człowiek nagle łamie się i "zostaje" alkoholikiem. To może co prawda tak wyglądać z zewnątrz, ale kiedy zajrzy się do wnętrza takiego człowieka, to wtedy okazuje się, że stoi za tym cała historia, często dramat, z którym radzi sobie tylko do pewnego momentu, a potem zaczyna od niego uciekać. Ja w każdym razie nie znam ani jednego przypadku alkoholizmu, gdzie równolegle nie występuje jakiś życiowy balast.

67 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-05-28 02:03:49)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Amethis, to brzmi jak usprawiedliwianie swojego picia. Nikt nie wybierał swojego środowiska, rodziny, okoliczności, w jakich dorastał. Większość żyje w podobnych realiach i ma problemy oraz różne życiowe trudności, boryka się ze zwykłą codziennością. To nie jakieś szczególne niesprzyjajace okoliczności czy też wyjątkowa wrażliwosć a  zwykła słabość charakteru i głupota jest przyczyną, że ludzie wpadają w nałogi. Dlaczego tylu ludzi pomimo dramatów, nie sięga po alkohol, żeby zapijać smutki? Zresztą nie oszukujmy się, większosć nie zapija żadnych tragedii ani nieznośnej rzeczywistości, tylko pije, bo zwyczajnie lubi taki szybki stan odprężenia, jaki daje alkohol. Idą na łatwiznę.
Każdy jest kowalem swojego losu i ma zdolność oraz wolę kierowac swoim życiem. Sięganie po alkohol jest świadomym wyborem. Podobnie, jak po papierosa. Gdy wpadniesz w nałog to z własnego wyboru. Każdy wie, czym to może się skończyć. Czy palacze papierosów nie mają świadomości, że mogą dostać raka? Oczywiście, że mają. Ale przyszłość ich nie obchodzi, mają przyjemność tu i teraz z palenia i jutro się nie liczy. Podobnie jest z piciem. Nikt nie zakłada, że wpadnie w nałog, choć doskonale wie o zagrożeniu, ale alkoholizm jest taką abstrakcją jak rak. Gdzieś tam majaczy, ale na razie nie dotyczy nas, więc w dupie z tym, nie? Napijmy się, będzie przyjemnie.
Dlatego nie wspołczuję alkoholikom i nie interesują mnie oni. Wyjdą z nałogu, ok, to dobrze, że znaleźli w sobie siłę i chęć wyjść z tego bajora w które wdepnęli. Nie wyjdą, ok, niech się zapiją na śmierć. W końcu nie ma obowiązku życia, więc każdy może sobie umierać, kiedy chce i jak chce. 
Na świecie zawsze były, są i będę jednostki słabo przystosowane do życia i nieradzące sobie ze stresem,  problemami, ze słabą wolą i bez wyobraźni. Niektore będą pić, inne ćpać, jeszcze inne się obżerać itd. Można w nieskończoność wymyślać jednostki chorobowe, przynajmniej lekarze zawsze będą mieć pracę.

edit: dodam jeszcze, że moj ojciec nie miał i nie ma żadnego balastu życiowego, zawsze był wesołym i nieodpowiedzialnym czlowiekiem dla ktorego liczyła się zabawa i przyjemne życie. Oczy mu się świeciły na każda okazję, gdzie była wódeczka. Po prostu lubił tak żyć. Dla wielu to wydaje się niemomożliwe, stąd przypisują jakieś balasty, bo w glowie im się nie mieści, że można chcieć tak żyć. Można, jak najbardziej. Moj ojciec pił od zawsze, ale nigdy tak, żeby upaść na dno. Nie tracił pracy ani nie spał w rowie zarzygany. Nie ten level. Potrafił rano wstać i iść do pracy. Po przejściu na emeryturę praca już go nie ograniczała, więc pił jak tylko oczy otworzył i tak jest do dzis. Jest po 70 tce i wodeczka to jego stały codzienny element życia. Nie potrafi funkcjonować bez. Dziwię się, że dociągnął do takiego wieku.

68

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Amethis napisał/a:

(...) Czy ktoś z Was mierzył się z bezsilnością?l w tej materii

Może odpowie mi ktoś, jaki miałem wpływ?przychodząc na swiat w rodzinie z czasów gdzie alkohol był jak "chleb"
Może mi ktoś odpowie czy ja sobie qybieralem mentalnosc, środowisko w którym dorastałem
Może ktoś mi odpowie za co ktoś mi to dał?
Może ktos mi odpowie dlaczego jestem pietnowany ? (...)

Czy może mi ktoś odpowiedzieć dlaczego jako człowiek jestem traktowany gorzej???
Dlaczego wmawiano mi wiele lat wstyd, poczucie niższości,
Dzięki mnie się dowartościowywano?
Dlaczego nikt nie pokazał mi czym jest zdrowa miłość?
Dlaczego znalazlem partnerkę której, umożliwilem swoim uzależnieniem, wejście w role ofiary

Dlaczego nie chce wyjść z roli ofiary, po co jest rola ofiary potrzebna? (...)

Ile mam jako alkoholik udowadniać światu, żeby się w dupe pocałował. Bo potrafię żyć odpowiedzialnie, na własną rękę w spokoju

Ludzie, jak słucham tych opowieści
To w większości przypadków nawet rozumiem czemu nie trzezwieja te mendy zapijaczone

Bo nie ma do czego wracać, normalnego!!! (...)

Nawet z alkoholizmu, wytrzeźwiec można
Nie wszyscy po prostu robią to na tym świecie

Amethis, chapeau bas!





Jest różnica między usprawiedliwieniem a wyjaśnieniem.

69

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Amethis napisał/a:

Witam Was

Na wstępie jestem sie przedstawię, jestem uzależnionym członkiem, nie mylić z penisem
Aktywnym na tym forum, od dłuższego czasu

Łapka do góry. Można biczowac wink

Dlaczego alkoholizm jest chorobą bo jest np uznany za chorobę i sklasyfikowany jako F10.2 i nie sądzę aby ktos z nas tutaj miał na to wpływ

Wiele tutaj ciekawych wyobrażeń pada, zadam pytanie czy ktoś Was jesy, był? Haha uzależnionym od alkoholu?

Czy ktoś z Was mierzył się z bezsilnością?l w tej materii

Może odpowie mi ktoś, jaki miałem wpływ?przychodząc na swiat w rodzinie z czasów gdzie alkohol był jak "chleb"
Może mi ktoś odpowie czy ja sobie qybieralem mentalnosc, środowisko w którym dorastałem
Może ktoś mi odpowie za co ktoś mi to dał?
Może ktos mi odpowie dlaczego jestem pietnowany ?
Bo rzekomo krzywdzilem, tak jak i nie tylko alkoholicy to robią, robią to też pewnie, nie Roby, KATole, i zwykły rodzić goniavy za pieniędzmi, z brakiem czasu dla dziecka

Czy może mi ktoś odpowiedzieć dlaczego jako człowiek jestem traktowany gorzej???
Dlaczego wmawiano mi wiele lat wstyd, poczucie niższości,
Dzięki mnie się dowartościowywano?
Dlaczego nikt nie pokazał mi czym jest zdrowa miłość?
Dlaczego znalazlem partnerkę której, umożliwilem swoim uzależnieniem, wejście w role ofiary

Dlaczego nie chce wyjść z roli ofiary, po co jest rola ofiary potrzebna? Wiele wiele pytań

Mimo bycia nierobem, leniem, nadwrazliwcem
Bo przecież wiele nocy spędził jako dziecko płacząc się bojąc, sparaliżowany lękiem

Skończyłem jedne studia, drugie studia, alkohol mi pomagał. Tak pomagał, obniżyć stres, bylem ambitny. Więc i alkoholu było wiele

Ile mam jako alkoholik udowadniać światu, żeby się w dupe pocałował. Bo potrafię żyć odpowiedzialnie, na własną rękę w spokoju

Ludzie, jak słucham tych opowieści
To w większości przypadków nawet rozumiem czemu nie trzezwieja te mendy zapijaczone

Bo nie ma do czego wracać, normalnego!!!

smile

Trochę z przekąsem

Dziś mam wpływ na swoje życie, ktoś mi go cholernie utrudnił,

Setki opinii jest, setki reguł, setki opowieści

Ktoś to fajnie rzekł
Granic nie ma w życiu jedynie w samooklamywaniu się, reszta ma swoje granice

Nawet z alkoholizmu, wytrzeźwiec można
Nie wszyscy po prostu robią to na tym świecie


a jaki ja mialam wpływ?
ze urodziłam się w rodzinie, gdzie ojciec byl pijakiem - a pil, bo nie potrafil odmowic kolegom, a nie z jakiegoś konkretnego powodu, a matka byla bezwolna marionetka,która nigdy nie wziela zycia w swoje rece?

czy ktos mnie pytal czy chce zyc w takiej rodzinie?
nie

a jednak nie wpadłam ani w alkoholizm, ani w narkotyki, choc mialam wiele okazji
szczerze mowiac to wolalam byc wyrzucona z grupy niż robic cos, czego nie lubilam

jedyny epizod uzależnieniowy to ten z psycholem - walka byla ciezka, ale dalam rade sama i jestem teraz madrzejsza.

moje zycie jest moje, ja o nim decyduje
nie bede zrzucac winy na srodowisko, bo sama z niego ucieklam
dzis wybieram sobie takie środowisko, jakie chce
a wcale nie bylam jakas przebojowa i dominujaca, zeby mi bylo latwo
wręcz przeciwnie, bylam niesmiala i cicha

Ale juz dawno temu zrozumialam, ze wszystko zalezy ode mnie. tylko ode mnie. zapomniałam o tym na chwile, na czas zwiazku z psycholem. i nawet jestem wdzięczna za to przeżycie, bo dostałam niepowtarzalna szanse od losu, ktora tylko mnie utwierdzila w przekonaniu, ze moge wiele a ograniczam sie tylko ja sama.

wiec sorry, ale jak slysze "piję, bo takie srodowisko" to mi sie wszystko przewraca
tak moglby powiedzieć moj ojciec, ale ma IQ marchewki, wiec nie bylby w stanie sformułowac takiego zdania.

70 Ostatnio edytowany przez Amethis (2017-05-28 10:18:25)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Dziewczyny, i może chłopaki
A może żeby nie umniejszać kobiety i faceci
wink


Każdy ma swój punkt widzenia i dobrze, że ludzie mysla, się rozwijają

Ja jestem przeciwnikiem jedynie powielania schematów, bezmyślnego opierania iluzji poczucia bezpieczeństwa, głupocie tłumu

Dzięki temu jestem gdzie jestem smile

Piszę z telefonu więc ciężko mi o eseje

Jednak chciałbym jeszcze coś dorzucić, w większości wypowiedzi nie tylko w tym wątku, ale i w tematyce około uzależnieniowej, współuzależnieniowej

Przewija sie gdzie w tle, żyj i daj żyć innym, jeśli lepiej by się przypatrzyć, sączy się jad, nienawiść

Dla mnie dziś to jest zwykła konsekwencją wychowania w rodzinie dysfunkcyjnej, gdzie jednen z rodziców "dowodził" tym wychowaniem

Radzę popatrzeć się na modele rodzin, ściągnąć tw maski cierpietnictwie, wykorzystywania, niesienia krzyża, i co tam jeszcze

I popatrzeć na nie dopasowanie ludzi. Na brak rozwoju, na dystans emocjonalny, na plutkosc uczuciowa, materializm, egoizm, egocentryzm, zaburzenia, leki
Na przeniesienie tego na dzieci, na często odreagowywanie ma dzieciach
Odrzucić własne zakłamanie i poblazanie

I tak każdy ma własną wolę, jedni mają silniejsza inni nie mają

Nie zależnie od tej woli, od poziomu świadomości, wszyscy popełniamy błędy
_v_ poszperaj sobie nawet na forum
Uswiadom roznice między inteligencją intelektualną, a inteligencja emocjonalna

Można być marchewką. Ale taka która czuje!!

Więc teraz wracając do pytania postu

Alkoholizm musi być umownie nazwany chorobą, według mnie
Bo jak by to na rodziny rzutowalo ? wink

Przecież rodzina się nie przyzna do wad własnych, do destrukcyjnych mechanizmów. Zachowań, nawet przed sobąi to jest adekwatne jak z alkoholikiem i jego uzależnienieniem

Drużyna działa, gra sie toczy, i nikt niea.odwagi przerwać meczu

Szkoda tylko że jak przerywa sie mecz, to za wynik meczu obarcza się najsłabszy element drużyny
Często chodowany na tę potrzeby!!!
Często wentyl bezpieczeństwa emocjonalnego rodziny,

Tak się wogole zastanawiam ile z Was, coś więcej o tym wie

Ile z osób ktore rzeczywiście padły ofiarą alkoholizmu drugiej osoby, bierze odpowiedzialność za swoje życie, nie powiela tych samych schematów
Ile osób leczy zaburzenie całej rodziny???
Przecież cały układ jest "chory"!!!

Nawet to pokazuje jak wygląd zdrowy egoizm, ja sobie radę dam, a Wy sie martwcie o siebie

Oczywiscie setki alkoholików, ich wady charakteru, wyczyny
Pracują na całokształt, i dobrze
Sa taxy co chcą żyć, i tacy co chca wegetowac

Nie zmienie od strony, każdy ma mniej lub bardziej ograniczony wybór
I może ale nie musi, chcieć to zmieniać smile

Choroba jest brak chęci na zmianę tego, gdy już jest się świadomym!!! Ze jest się uzależnionym!!? Pod czym rozumiem, zniewolenie własnym myśleniem smile

71

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
adiaphora napisał/a:

edit: dodam jeszcze, że moj ojciec nie miał i nie ma żadnego balastu życiowego, zawsze był wesołym i nieodpowiedzialnym czlowiekiem dla ktorego liczyła się zabawa i przyjemne życie. Oczy mu się świeciły na każda okazję, gdzie była wódeczka. Po prostu lubił tak żyć. Dla wielu to wydaje się niemomożliwe, stąd przypisują jakieś balasty, bo w glowie im się nie mieści, że można chcieć tak żyć. Można, jak najbardziej. Moj ojciec pił od zawsze (...)

Wiem, że tego do siebie nie dopuszczasz i pewnie mnie zakrzyczysz, ale zaryzykuję.

Będę strzelać: może w dzieciństwie stawiano mu zbyt wysokie wymagania, a może przeciwnie - cierpiał na ogromny deficyt uwagi? Może nikt mu nigdy nie pomógł ukształtować siły charakteru, był wrażliwy, a jednocześnie pozostawiony sam sobie, przez co podatny na wpływy otoczenia? Być może czuł się przez najbliższych niedoceniany albo potem, w pracy czuł się nikim? Być może przez całe życie miał poczucie, że niczego nie osiągnął, a może po prostu brakowało mu jakiejkolwiek motywacji, celu?

Zawsze jest ten początek, ten moment, kiedy człowiek czuje, że zabawa jest fajna, że alkohol jest fajny, że wtedy jest inaczej, lepiej, że świat staje się łagodniejszy. 
To że ojciec od zawsze był nieodpowiedzialny też z czegoś przecież wynika. Nikt nie rodzi się nieodpowiedzialny.

72

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Czytam tak sobie...

I tak sobie mysle, że gdybym wpadla w alkoholizm to byloby jak wyrok. Czytam wypowiedzi pelne niecheci, wrecz pogardy dla alkoholikow.

Jak sie przyznac że się jest alkoholikiem, jeżeli to oznacza, że ludzie tak zaczna o tobie myslec?  Myslec o tobie jak o osobie bez woli, bez uczuc dla bliskich?...

Nie mialabym prawa nawet nazwac sie osoba chora, bo ludzie mi to prawo odbiora. Zostanę sama ze swoim nalogiem. Mogę zaczac z nim walczyc, ale jeżeli się potknę pogarda innych zostanie. Mogę tylko wygrać, albo zostac nikim. Bo przeciez nie bede zaslugiwac na wspolczucie jezeli sie potkne... ludzie nie pamietaja prob, tylo ze ZNOWU upadles.



Żałuję, że nikt mi nie powiedzial 30 lat temu, ze alkoholizm to choroba. Ze nie muszę nienawidziec swojego ojca, za to, że jest dupkiem, bo pije, ale że to ma swoje przyczyny, że jak kazda choroba wplywa na zycie, ale tez jak kazda chorobe mozna probowac to leczyc. Lub chociazby wytlumaczyc.

Moze moje dziecinstwo wygladaloby inaczej, gdybym nie musiala sluchac ze jestem jego corka. Corka faceta, ktorym ludzie gardza, bo jest alkoholikiem.

Slyszalam to nawet od mojej matki. Kiedy chciala mi dokopac wlasnie to powtarzala - ze nic ze mnie nie bedzie, skoro mam takiego ojca. W jej ustach to bylo najgorsza obelga.

Moze latwiej by bylo to znosic, gdybym mogla pomyslec, ze to tylko choroba...


Wiec... jak sie przyznac, ze sie jest alkoholikiem?...

73 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-05-28 13:50:51)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Amethis napisał/a:

    Na wstępie jestem sie przedstawię, jestem uzależnionym członkiem,

Amethis, dzięki za relację z drugiej strony kurtyny. Adiaphora i Fałka opisały moje odczucia, więc spróbuję się nie powtarzać.

Z jednej strony rozumiem, że było Ci ciężko w życiu (nie mówię o nałogu), z drugiej strony nie rozumiem dlaczego wybierałeś to samo zło dla siebie i swojej rodziny, tym bardziej, że sam kiedyś byłeś na jej miejscu, wiedziałeś jak cierpi? Dlaczego fundowałeś to, co Tobie zafundowano, swoim dzieciom| żonie| matce (niepotrzebne skreślić)? Ja też mając baaaardzo kiepskie wzorce wyniesione z domu mogłam rozwiązywać problemy butelką wódy,  wyzwiskami, poniżaniem najbliższych, ucieczką od problemów. Dlaczego wobec tego tak nie zrobiłam? Ja po prostu wiedziałam, że to jest złe, i że ja, mając już realny wpływ na swoje życie jako dorosła osoba, chcę czegoś, co będzie mi odpowiadać, czegoś zdecydowanie innego niż widziałam w moim domu. Dziś moje życie, małżeństwo wygląda zupełnie inaczej, niż to, co było normą w dzieciństwie i uważam to za swój wielki sukces. Nie było łatwo wyzwolić się spod ciężaru doświadczeń (jak widać wciąż wszystkiego nie przepracowałam), wciąż siebie obserwuję i poprawiam, ale było i jest warto. A co Tobie dało picie i spadanie na dno? Czy na trzeźwo nigdy nie miałeś chwili zastanowienia, że nie warto, że to tylko chwilowa przyjemność, po której znów trzeba będzie obudzić się w ponurej rzeczywistości? Rzeczywistości, która jest wystarczająco trudna, a Ty sprawiasz, że jest jeszcze gorzej nie tylko sobie, ale i swoim najbliższym, zamiast starać się coś zmienić, coś ułatwić szedłeś tam, gdzie było łatwiej, ale nie lepiej.

Gratuluję wyjścia z nałogu i mam nadzieję, że uda Ci się wytrwać i samemu układać swoje życie na lepsze bez zakłamywaczy rzeczywistości. Życzę Ci, byś pod koniec swojej podróży mógł spojrzeć w twarz sobie, swoim najbliższym i powiedzieć z dumą, że Ci się udało.

VonTrupka napisał/a:

   ... ale widać, że nie byli tak do końca beznadziejni. wink

Do końca to nie. Umiał naprawić absolutnie wszystko, co mu wpadło w ręce, albo upiększyć. Ogólnie był bardzo uzdolniony manualnie. Nigdy nie przeklinał, można było z nim porozmawiać o wszystkim. Tak mniej więcej do wieczora...

VonTrupka napisał/a:

  Nie rozliczasz ich za błąd, pomyłkę, chybione działanie, a jednak rozliczanie z tego samego Taty, przychodzi Ci z łatwością... Dlaczego?

Babci wiele razy powiedziałam, co o tym sądzę, mówiłam jej o błędach, o tym co powinna zrobić, a czego nie. Ona zresztą miała mi za złe, że widzę te wszystkie wady ojca. W jej przypadku umiem zrozumieć to matczyne zaślepienie, w przypadku ojca nie mam usprawiedliwienia.

Cougarzyca napisał/a:

Czyli boisz się, że mogłoby Ci się go zrobić żal, że mogłabyś zacząć mu współczuć, że nagle cała krzywda wyrządzona Tobie miałaby już inny wydźwięk, że musiałabyś zmagać się z innego rodzaju smutkiem... Nie bój się. To o wiele prościej jest przejść niż znosić stan, w którym obecnie się znajdujesz.

Dokładnie tego się boję, bo podejrzewam, że tak to właśnie będzie wyglądać.Choć muszę przyznać, ze po tym wszystkim, co tu czytam umiem sobie moją wizytę na jego grobie wyobrazić, umiem sobie wyobrazić, że pogadam sobie z nim w myślach. Co dziwniejsze w myślach nic mu nie zarzucam, a spokojnie rozmawiam. Wcześniej unikałam samego myślenia o tym.

Nie czuję się jednak gotowa na pójście do niego na grób. Czuję się tak, jakbym idąc tam przyznała się do błędu. Tak jakby on miał wtedy wygrać, jakbym miała wtedy ustąpić.

Cougarzyca napisał/a:

Najgorsze jest to, że podświadomie przekładasz te odczucia na swoje życie, a to Ci wiele może odebrać...

Co mi to może odebrać? Ja te odczucia uważałam raczej za coś pozytywnego. Za swojego rodzaju zabezpieczenie przed niewłaściwymi wyborami.

Iceni napisał/a:

Jak sie przyznac że się jest alkoholikiem, jeżeli to oznacza, że ludzie tak zaczna o tobie myslec?  Myslec o tobie jak o osobie bez woli, bez uczuc dla bliskich?...

Dlaczego ludzie zaczynają myśleć o tym dopiero, gdy jest już po ptokach?

Ale świetnie rozumiem wstyd, jakie czuje dziecko.

Iceni napisał/a:

Wiec... jak sie przyznac, ze sie jest alkoholikiem?...

Po prostu przyznać się. Schować dumę do kieszeni i nie spodziewać się braw, po tym jak się schrzaniło na całej linii.
Na brawa przyjdzie czas później. Najpierw trzeba naprawić błędy, a to nigdy nie jest łatwe.

74

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

a jak sie przyznać, ze sie jest zlodziejem czy gwalcicielem?
czy im tez mamy wymyślać inne nazwy, zeby przypadkiem biedacy nie zamkneli sie w sobie jak te slimaki?

75 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-05-28 14:06:39)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
_v_ napisał/a:

a jak sie przyznać, ze sie jest zlodziejem czy gwalcicielem?
czy im tez mamy wymyślać inne nazwy, zeby przypadkiem biedacy nie zamkneli sie w sobie jak te slimaki?

Dla ciebie alkoholik i gwalciciet to to samo?


Ciekawe kiedy kobiety doznajace przemocy ze strony swoich partnerow zaczna sie przyznawac, ze to ich wlasna wina.... przeciez to tez uzaleznienie smile

76

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Iceni napisał/a:
_v_ napisał/a:

a jak sie przyznać, ze sie jest zlodziejem czy gwalcicielem?
czy im tez mamy wymyślać inne nazwy, zeby przypadkiem biedacy nie zamkneli sie w sobie jak te slimaki?

Dla ciebie alkoholik i gwalciciet to to samo?


a nie jest tym samym?

różnica moze taka, ze gwalciciel dana osobe zgwalci raz (rzadko sa bardziej skomplikowane sytuacje)
a alkoholik niszczy swoja rodzine systematycznie przez wiele lat

ofiary obu dochodzą do siebie latami, a czasem i nie dochodza w ogole
maja zniszczone zycie i traume

77

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Iceni napisał/a:

Dla ciebie alkoholik i gwalciciet to to samo?

Jasne, że to nie to samo, ale rozumiem odczucia Fałki. Bycie alkoholikiem to nie jest powód do dumy i nie ma co udawać, że nic się nie stało. Podejrzewam, że wielu mocny kop w dupę, by ułatwił podjęcie odpowiedniej decyzji. Poklepywanie po pleckach w wielu przypadkach tylko ją utrudnia.

78

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Wiele osob wchodzi w zwiazki z przemocowcami. Dlaczego traktujemy te sytuacje inaczej? Dlaczego uzaleznienie od "milosci" do innej osoby jest mniejszym zlem niz uzaleznienie od alkoholu? Dlaczego obwinia sie osobe przemocowa, a nie jej ofiare, skoro schemat i krzywdy sa takie same?

Tak latwo jest zmieniac osad tylko ze wzgledu na emocje?

Ludzie trwajacy w przemocowych zwiazkach powtarzaja dokladnie ten sam schemat uzaleznienia od alkoholu -  najpierw przyjemnosc, dobre samopoczucie, potem chce sie wiecej, a nagle pewnego dnia pozwalaja sie krzywdzic i nie maka sily odejsc... dlaczego mialabym im wspolczuc bardziej niz alkoholikom... sami sobie zgotowali ten los

79

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Iceni, być może ja jestem za bardzo "przeciw", ty z kolei wydajesz się być za bardzo "za", co też wydaje mi się niezdrowe.

Iceni napisał/a:

Wiele osob wchodzi w zwiazki z przemocowcami. Dlaczego traktujemy te sytuacje inaczej?

Dziecko nie jest w stanie wybrać sobie ojca.
Osoba dorosła z kolei sama sobie wybiera partnera. Zawsze są sygnały alarmowe, to nie jest tak, że raptem się budzi i partner się zmienił. Jak wspomniałam, nie mam zamiaru takiej osoby usprawiedliwiać, ani współczuć, póki sama w tym siedzi i jestem zdania, że sama się prosiła, mogła odejść o wiele wcześniej. Trzymam jednak kciuki za wyrwanie się z takiej relacji, gdy już podejmie taką decyzję.

Iceni napisał/a:

Dlaczego uzaleznienie od "milosci" do innej osoby jest mniejszym zlem niz uzaleznienie od alkoholu? Dlaczego obwinia sie osobe przemocowa, a nie jej ofiare, skoro schemat i krzywdy sa takie same?

Nie znam tematu uzależnienia od miłości, więc ciężko mi porównywać, ale wydaje mi się, że w jednym przypadku osoba sama doświadcza przemocy ze strony swojego nałogu (miłości), a alkoholik projektuje tą przemoc na innych i w nałogu szuka pociechy. Nie znaczy to, że w jakimkolwiek stopniu popieram, czy wybielam to pierwsze uzależnienie.

80

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:

Iceni, być może ja jestem za bardzo "przeciw", ty z kolei wydajesz się być za bardzo "za", co też wydaje mi się niezdrowe.

Nie usprawiedliwiam alkoholizmu, ale nie podoba mi sie pietnowanie alkoholikow. Zadne pietnowanie mi sie nie podoba.

Nie obchodzi mnie jak sie nazywa alkoholizm, czy to choroba, czy nie, ale uwazam, ze to pomaga samym alkoholikom mierzyc sie z nalogiem. Latwiej jest sie przyznac do choroby i szukac pomocy.  A skutecznosc jest dla mnie w tym wypadku wazniejsza niz wlasne emocje.

81

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Iceni napisał/a:

      ale uwazam, ze to pomaga samym alkoholikom mierzyc sie z nalogiem. Latwiej jest sie przyznac do choroby i szukac pomocy.  A skutecznosc jest dla mnie w tym wypadku wazniejsza niz wlasne emocje.

Alkoohlik ma problem z życiem w rzeczywistości, dlatego pije,  a to, co napisałaś wyżej to znowu zakłamywanie, żeby im było łatwiej. Dlatego jestem na nie. W ten sposób nigdy nie pojmą czym jest odpowiedzialność za własne czyny, a tylko to (tak mi się wydaje) gwarantuje wytrwanie bez alkoholu. Skuteczność na chwilę to żadna skuteczność.

82 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2017-05-28 15:20:31)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Beyondblackie napisał/a:
Cougarzyca napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza, mylisz podjecie decyzji o leczeniu z silna wola. Jedno z drugim ma niewiele wspolnego.

Czego więc potrzeba do podjęcia decyzji o odwyku i zerwania z nałogiem? Chęci?

Potrzebna jest decyzja i chec, ale wychodzenie z nalogu to kwestia przepracowywania swoich problemow i reakcji na stres, a nie zacisniecia zebow, tzw w srodowiskach alkoholikow "duposcisku", ktory jest wylacznie krotkotrwalym rozwiazaniem.

Ja o chęci TEŻ napisałam. Wystarczy naprawdę tego chcieć, a potem zdecydować się, zawziąć i ciężko pracować. Jest staropolskie przysłowie, że każdy jest kowalem swojego losu. To się odnosi właśnie do takich rzeczy, które możemy zmienić a nie chcemy, bo mamy 1000 wymówek, w tym słabą wolę.
Czym w takim razie jest silna wola, jeśli nie wytrwałością, dupościskiem, zawziętością, uporem w dążeniu do celu? Bez tego same chęci nic nie znaczą... naprawdę.
Wiem po sobie i swojej matce. Tak właśnie moja mama chce... całe życie bardzo chce się uwolnić od depresji, ale na chęci się kończy... dlaczego? Bo nie podjęła decyzji, bo nie ma silnej woli. Same chęci to zdecydowanie za mało.

83 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2017-05-28 15:53:27)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Amethis napisał/a:

Wiele tutaj ciekawych wyobrażeń pada, zadam pytanie czy ktoś Was jesy, był? Haha uzależnionym od alkoholu?

Ja, pisałam o tym wyżej.

Iceni> ja bardzo szanuję i cenię tych alkoholików, którzy się leczą, którzy trwają. Gratuluję im z całego serca i życzę wiele dobrego. Jednak nie będę się rozczulać i użalać nad tymi co leżą w rowie zasikani, obrzygani i śmierdzący. Jeśli się podniosą i pójdą coś ze sobą zrobić... nawet pomogę, owszem czemu nie. Działam (niestety teraz znacznie za mało) w fundacji pomagającej alkoholikom i ich rodzinom. Tylko nikomu nie pomożemy, gdy ktoś tej pomocy nie chce... bo taki co leży w rowie oczekuje pomocy jedynie takiej, by dać mu na jabola. Takiej nie udzielamy.

84

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Amethis napisał/a:

Może odpowie mi ktoś, jaki miałem wpływ?przychodząc na swiat w rodzinie z czasów gdzie alkohol był jak "chleb"
Może mi ktoś odpowie czy ja sobie qybieralem mentalnosc, środowisko w którym dorastałem
Może ktoś mi odpowie za co ktoś mi to dał

Ja też z takiej rodziny, dziadkowie z obu stron byli alkholikami, potem ojciec, potem brat, zaczynałam ja. Tylko do tego nic nie ma sama podatność na zachorowanie. Gdy mam gen raka piersi, nie oznacza, ze na niego zachoruję. To czynniki zewnętrzne, mój styl życia może to spowodować. Tak samo nie oznacza, ze stanę się pijakiem bo wywodzę sie z takiej rodziny. Jednak mam swój rozum, inteligencje jakaś przecież i nie muszę do tego dopuścić, a jeśli sie stało, nie muszę w to brnąć.


Przykro, ze nikt Ci nie chciał pomóc. Możliwe jednak, że nawet tego nie zauważyłeś, moze ktoś jednak wyciągał rękę. Dlaczego tak sądzę? Mój brat twierdzi podobnie jak Ty, ale to nieprawda. Mama nie spała po nocach by znaleźć sposób na pomoc synowi. Dogadzała mu, rozczulała się nad nim, bo chciała mu serce okazać, bo niby za mało miał miłości, proponowała, ze z nim pójdzie do AA, że mu załatwi wizytę u lekarza od uzależnień, wszystko chciała mu oddać....aby tylko sie zgodził i sam chciał. A po latach on twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca. Moze pijany był i nie pamięta, może odbierał to jako narzucanie się, celowe wkurzanie go... nie wiem... ale prawdą jest, że bardzo mu chciała pomóc, a on dziś twierdzi, że taki biedny był pokrzywdzony.
Nie chce nikogo biczować, bardzo Ci współczuję, ze znalazłeś się w takiej sytuacji, ale prawdo podobnie miałeś zaburzony obraz rzeczywistości i możliwe, ze nie zauważyłeś gdy ktoś chciał Ci pomóc.
Weź to pod uwagę zanim obarczysz winą cały świat.

85 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-05-28 15:51:05)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:
Iceni napisał/a:

      ale uwazam, ze to pomaga samym alkoholikom mierzyc sie z nalogiem. Latwiej jest sie przyznac do choroby i szukac pomocy.  A skutecznosc jest dla mnie w tym wypadku wazniejsza niz wlasne emocje.

Alkoohlik ma problem z życiem w rzeczywistości, dlatego pije,  a to, co napisałaś wyżej to znowu zakłamywanie, żeby im było łatwiej. Dlatego jestem na nie. W ten sposób nigdy nie pojmą czym jest odpowiedzialność za własne czyny, a tylko to (tak mi się wydaje) gwarantuje wytrwanie bez alkoholu. Skuteczność na chwilę to żadna skuteczność.

Tak ci sie wydaje... i z tego powodu jestes gotowa skazac ich na publiczny ostracyzm. To im pomoze?


Tak na marginesie zauwaze, ze pierwszy kontakt z alkoholem czasem nastepuje w wieku 13-15 lat. Juz wtedy zaczynaja sie wyrabiac pewne nawyki. Wtedy moga tez ksztaltowac sie pierwsze symptomy uzaleznienia.

Co w takim wypadku?

Co w takim przypadku? Tez jestes gotowa rzucac kamieniami?

86 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-05-28 15:53:49)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:

Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Dlatego że spożywanie alkoholu to jak wysypka przy ospie - objaw choroby, a nie choroba. Żeby wpaść w destrukcyjny nałóg, trzeba mieć ku temu predyspozycje - chorobę psychiczną, problemy z osobowością. Dlatego też nie da się samemu wyjść z alkoholizmu, samemu można tylko przestać pić, a prawdziwy problem pozostaje nierozwiązany.

Poza tym alkoholizm polega na tym, że chory nie jest w stanie kontrolować spożywania alkoholu. Do tego nieleczony prowadzi do śmierci.

Leśny_owoc napisał/a:

Lepiej im usłyszeć, że są chorzy, niż mają poważne zaburzenia na które sami w 100% zapracowali.

Trudno samemu zapracować na problemy, które prowadzą do alkoholizmu... Poza tym równie dobrze możesz powiedzieć, że rak płuc u palacza nie jest chorobą.

87

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Iceni napisał/a:

Tak ci sie wydaje... i z tego powodu jestes gotowa skazac ich na publiczny ostracyzm. To im pomoze?

Iceni, mam wrażenie, że myślisz, że najchętniej wzięłabym alkoholików, zaprowadziła na jakiś plac w centrum miasta, przywiązała do pala, nakleiła wielkie tabliczki z napisem: ALKOHOLIK i niech się ludzie patrzą i wyżywają.

Tak nie jest. Po prostu uważam, że nie ma sensu udawać, że alkoholizm, nałóg, jest czymś innym, czymś prostym, czymś za co nie ponosi się odpowiedzialności, że winnych trzeba szukać najpierw wokół, dopiero potem w sobie. Takie podejście, byle nie stresować samego zainteresowanego nic dobrego nie przyniesie.

88

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Hm, jeśli temat wątku brzmi tak na prawdę: "Czy alkoholikom powinno się współczuć", to chciałabym wyrazić moją własną opinię, w odpowiedzi na to pytanie.
Po pierwsze. Najpierw trzeba się zastanowić czym owo "współczucie" rzeczywiście jest. A czym nie jest.
Poniżej moja własna definicja.
Współczucie - stan zrozumienia dla sytuacji i emocji innej osoby. Kiedy możemy nawet wyobrazić sobie przez chwilę siebie samych na jej miejscu. Współczucie to stan umysłu i serca. (Nie jakieś konkretne działania!)
Tyle.
(Słownik natomiast bardziej zwięźle podaje: współczucie «uczuciowa solidarność z osobą cierpiącą». )

Teraz, czym współczucie NIE jest.
Współczucie to nie jest to samo, co poparcie dla kogoś/czegoś. Nie jest to "głaskanie po główce" i wybielanie danej osoby, czy jej działań. Współczucie to nie jest ułatwianie danej osobie robienia czegoś. Nie jest to też zdejmowanie z niej odpowiedzialności za swoje czyny (odpowiedzialności przede wszystkim prawnej, ale też moralnej). Nie oznacza ono, że osoba, której się współczuje "ma rację", a wszyscy inni jej nie mają, ani nie oznacza to, żeby taka osoba była w pozycji uprzywilejowanej do reszty. Ani nie oznacza, że współczując jej, nie da się współczuć także innym (!).

Współczucie nie jest też tożsame z jakimiś działaniami. Działania często z niego wynikają, jednak są one wypadkową również innch czynników: inteligencji/mądrości życiowej/wiedzy osoby współczującej, relacji jaka łączy ją z "obiektem współczucia", osobowości osoby współczującej i jej poglądów, całej sytuacji itp.

Podam na prostym przykładzie, żebyście lepiej zrozumieli o co mi chodzi.

Dziecko płacze, bo chce nową zabawkę. Choć ma już 1001 zabawek.
1) Matka mu współczuje. (-stan jej umysłu i uczuć)
Możliwe skutki współczucia:
a) kupuje mu zabawkę,
b) nie kupuje mu zabawki.
Zauważcie, że ze współczucia nie wynika bezpośrednio a), ani b). Bo może się to różnić w zalezności od tego, co matka myśli (co z kolei wynika z jej charakteru, wiedzy, relacji z dzieckiem i tak dalej, co juz pisałam powyżej). Np. może ona pomyśleć: "Biedny syneczek, ma co prawda 1001 zabawek, ale tak mu się podoba ta jedna, że mu kupię" - i kupi. Ale, może myśleć o sytuacji inaczej: "Ponieważ ma 1001 zabawek, to mu nie kupię, choć przykro patrzeć jak płacze". Albo: "Nie będę syna rozpieszczać, żeby go nie zepsuć". Więc tu wszystko zalezy głównie od sposobu myślenia osoby współczującej, co zrobi, nie od odczuwanego współczucia.
Teraz, dla dopełnienia sytuacji:
2) Matka mu nie współczuje.
Skutki:
a) kupuje,
b) nie kupuje.
W syt. a) może myśleć tak "A tam, kupię smarkaczowi, niech przestanie mi d*** zawracać", albo "kupię mu tą zabawkę, zajmie się nią, a ja będe mieć czas dla siebie". W syt. b) to już bardziej oczywiste: nie współczuje, więc żałuje pieniędzy, więc nie kupi i tyle.

Na tym prostym przykładzie chciałam wam tylko pokazać, że ze współczucia wcale nie musi wynikać jakieś jedno, konkretne działanie. Podobnie z braku współczucia. To współczucie jest jedynie stanem zrozumienia dla ludzkiej nędzy, słabości, upadku, cierpienia - niczym więcej.
Można na prawdę współczuć mordercom, gwałcicielom itp - przykład: Dalajlama, Jan Paweł II i pewnie jeszcze parę innych, roziwniętych duchowo osób. Co nie znaczy, że któraś z tych osób (choć ludzie zawsze się różnią, więc może w tym gronie była i taka osoba) chciałoby żeby tych morderców ominęła kara. Albo, że współczując im, nie współczuli też ich ofiarom. Albo, że tym przestępcom współczuli dużo bardziej, niż ofiarom (raczej zwykle jest odwrotnie, bo ofiarom jest łatwo i naturalnie współczuć, więc myśle, ze jeśli ktoś jest na poziomie, że umie nawet przestępcy współczuć, to jego współczucie dla ofiar musi być oooogromne).
Można nawet współczuć w pewnym stopniu ludziom bardzo złym, psychopatom. Ale to nie znaczy, że ktoś im współczujący musi ich "głaskać po główce" i olewać los ich ofiar (byłoby to wybiórcze współczucie). Powiem więcej, można współczuć im, ale na tyle współczuć też losom ich ofiar, że być za karą śmierci. Wiem, ze wielu się to w głowach nie mieści, co piszę, ale tak na prawdę da się wink

Mam nadzieję, że dałam wam moim wpisem troszke do myślenia wink

No i na koniec dodam, że współczucie/zrozumienie hm... jest w pewien sposób przyjemne smile Na prawdę tak smile Przynajmniej mówię to w porównaniu ze stanem "zajadłości" i złości do ludzi złych/upadłych (a jest ich w świecie wiele - stąd i wiele można w sobie złości wyhodować...). Współczucie jest jednak trudne (tak jak rzucenie alkoholizmu jest trudne). Bo wymaga poszerzenia swojej świadomości. Poza tym myślę, że nie każdy człowiek jest do niego zdolny. Po prostu. Jeden urodzi się wrażliwszy, a inny mniej. I ten drugi nigdy nie doświadczy współczucia. Dlatego na pewno nie można mówić: "Należy współczuć". Nie. Nic nie należy. Współczucie musi wyniknąć samo z człowieka, w wyniku pewnych duchowych poszukiwań, przemyśleń, także zdobyciu szerokiej wiedzy o życiu, o ludziach...

Dlatego nie namawiam nikogo "współczuj", tak samo nie namawiam "nie warto współczuć". Jedynie z osobistego doświadczenia mówię: współczucie to jest ulga. Po myśleniu pełnym niezrozumienia i złości.

89

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:

Po prostu uważam, że nie ma sensu udawać, że alkoholizm, nałóg, jest czymś innym, czymś prostym, czymś za co nie ponosi się odpowiedzialności, że winnych trzeba szukać najpierw wokół, dopiero potem w sobie. Takie podejście, byle nie stresować samego zainteresowanego nic dobrego nie przyniesie.

Ale tematem nie jest odpowiedzialność alkoholika, lecz status alkoholizmu jako choroby. Mam wrażenie, że status alkoholizmu nie jest dla Ciebie istotny, jedynie dajesz upust złości na jakiegoś konkretnego alkoholika. A wiesz, że to chyba dowód na to, że sama czegoś nie przerobiłaś....

90 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-05-28 15:59:19)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:
Iceni napisał/a:

Tak ci sie wydaje... i z tego powodu jestes gotowa skazac ich na publiczny ostracyzm. To im pomoze?

Iceni, mam wrażenie, że myślisz, że najchętniej wzięłabym alkoholików, zaprowadziła na jakiś plac w centrum miasta, przywiązała do pala, nakleiła wielkie tabliczki z napisem: ALKOHOLIK i niech się ludzie patrzą i wyżywają.

Tak nie jest. Po prostu uważam, że nie ma sensu udawać, że alkoholizm, nałóg, jest czymś innym, czymś prostym, czymś za co nie ponosi się odpowiedzialności, że winnych trzeba szukać najpierw wokół, dopiero potem w sobie. Takie podejście, byle nie stresować samego zainteresowanego nic dobrego nie przyniesie.

Nazwanie tego choroba nie jest pojsciem na latwizne. To droga pozwalajaca szukac przyczyn i metod leczenia. Dlatego powstaja terapie i osrodki leczenia. Dlatego, ze ludzie wierza, ze mozna temu przeciwdzialac i dlatego, ze faktycznie powstaja metody pomagajace z tym nalogiem walczyc.

Odebranie im tej mozliwosci jest wlasnie pietnowaniem

Istnieja choroby i zachowania autodestrukcyjne i czy ci sie to podoba, czy nie twoje emocje rzeczywistosci nie zmienia.


I przeczytaj kilka razy posty Eee Tam.  Przemysl je.

91

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

czy cos jest choroba czy nie okresla człowiek
przykładem np. jest homoseksualizm
kiedys byl choroba, a niektorzy potocznie mowia, ze przestal byc choroba
ale tak naprawde to tylko czlowiek sklasyfikowal go jako chorobe
teraz jest uwazany za kolejna orientacje

a tak naprawde,z punktu widzenia natury, nie jest pewnie ani tym, ani tym

92 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-05-28 16:10:11)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
EeeTam napisał/a:

   Mam wrażenie, że status alkoholizmu nie jest dla Ciebie istotny, jedynie dajesz upust złości na jakiegoś konkretnego alkoholika. A wiesz, że to chyba dowód na to, że sama czegoś nie przerobiłaś....

O tym pisałam tu już kilka razy. Doczytałbyś się, że masz rację tongue

@Koczek: wielkie dzięki za wpis. Ja chyba pomyliłam pojęcia smile

@Fałka: ciekawy przykład.

93

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:

O tym pisałam tu już kilka razy. Doczytałbyś się, że masz rację tongue

Doczytałem, ale chciałem Ciebie skłonić do refleksji: dlaczego zakładasz wątek o problemie A, a tak naprawdę chcesz pisać o problemie B.

94

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
EeeTam napisał/a:

Doczytałem, ale chciałem Ciebie skłonić do refleksji: dlaczego zakładasz wątek o problemie A, a tak naprawdę chcesz pisać o problemie B.

Źle sformułowałam temat wątku. O tym też była mowa tongue

95

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:

Przykro, ze nikt Ci nie chciał pomóc. Możliwe jednak, że nawet tego nie zauważyłeś, moze ktoś jednak wyciągał rękę. Dlaczego tak sądzę? Mój brat twierdzi podobnie jak Ty, ale to nieprawda. Mama nie spała po nocach by znaleźć sposób na pomoc synowi. Dogadzała mu, rozczulała się nad nim, bo chciała mu serce okazać, bo niby za mało miał miłości, proponowała, ze z nim pójdzie do AA, że mu załatwi wizytę u lekarza od uzależnień, wszystko chciała mu oddać...aby tylko sie zgodził i sam chciał. A po latach on twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca. Moze pijany był i nie pamięta, może odbierał to jako narzucanie się, celowe wkurzanie go... nie wiem... ale prawdą jest, że bardzo mu chciała pomóc, a on dziś twierdzi, że taki biedny był pokrzywdzony.

Mama zapewne miała dobre intencje, ale to po prostu nie miało prawa zadziałać, bo nie taka pomoc była potrzebna. Mało tego, powiedzenie "dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane" pasuje w tym przypadku doskonale. 
Pomijam przy tym kwestię, że tak jak przy leczeniu raka istnieją ogólnie obowiązujące standardy, bo jakieś muszą być, choć każdy przypadek wymaga indywidualnego podejścia, tak samo jest w przypadku alkoholizmu. Nigdy jednak nie należy się nad alkoholikiem rozczulać i "pomagać" mu w sposób, który zdejmuje z niego dotkliwość nałogu. On ma ponosić wszystkie konsekwencje swojego picia, a im szybciej dotknie własnego dna (ono u każdego może znajdować się na innym poziomie), tym szybciej ma szansę zdecydować o podjęciu próby trzeźwienia.

96

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Z tego co zauważam, mówienie alkoholikowi który w oczach ma kurwiki na słowo, obietnice szansę alkoholu

Ze to choroba, daje złudne poczucie że jak kazda, w takim prostym mniemaniu, wiąże się z pójściem do lekarza, wzięcia tabletki, jakimś zabiegu
I można dalej pić

Nie piję już chwile, nie uważam yez aby pierwsze miesiące mojej trzeźwości były trzeźwe, abstynencja jak najbardziej

Dla mnie to swiadomosc wyboru, świadomość konsekwencji, przecież wiecznie nie można wypierać tego co było, a to jest nie tylko u alkoholików sprawnie działający mechanizm

I trenowania charakteru

Ktoś tu mówił o zapqrcii, duposcisku, silnej woli, pomagam startującym uzależnionym
Chodź nigdy wcześniej nie myślałem że czymś takim będę się zajmował
Nie będę sciemnial to jest realna pomoc dla mnie poprzez zaangażowanie

Chciałbym też zwrócić na jedno uwagę
Trzeźwość to nie uległość, jeśli charakter to też podejmowanie decyzji
Generalnie dziś mógłbym stwierdzić że kierowanie się miłością, szacunkiem

To jednak nie wyklucza odrębnego zdania w związku

Na własnym przykładzie mimo ludzi po studiach, co kiedyś wydawało mi się wartością która miała coś gwarantować

Nazwalbym to zespołem zaburzeń
Od czystych mechanizmów, od uzaleznienia od sunstancji, po komunikację, rozumienie emovjonalnosci, świadomości siebie

Piszę to oczywiscie w wielkim uogólnienia
Czy ja się czuję dziś gorszy broń Boże, jednqk wiele osób chciało by abym się tak właśnie czuł

Stając w orawdzir, więcej osób po tym świecie chodzi nie zdiagnozowanych, na roznego typu zaburzenia, niż rzeczywiście jest

I to jest smutne,
I ma tym cierpią inni, to sie powiela na dIeci, dzieci i koleczko się kreci

Dlatego powtarzam ten zespół zaburzeń, działa i u alkoholika i otoczenia

Cóż z tego ze np matka kocha, jeśli jej świadomość w odpowiednim momencie tak naprawdę pozwala na rozwinięcie tego

Pewnie dobrze wiecie o wpływie wychoeania, zwłaszcza początkowym okresie każdego życia
Najgorszym chyba jest wpadanie z skrajności w skrajnośc

Dziecko bez stresu, nie będzie potrafiło sobie z nim radzić, dziecko w stresie nauczy się rozwiązywać jak otoczenie sytuację stresowe i bla bla bla

97

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Olinka napisał/a:

Mama zapewne miała dobre intencje, ale to po prostu nie miało prawa zadziałać, bo nie taka pomoc była potrzebna. Mało tego, powiedzenie "dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane" pasuje w tym przypadku doskonale.

Ja to wiem, tłumaczyłam mamie, ale ona wiedziała lepiej. Uważała, że on potrzebuje miłości więcej niż pozostałe jej dzieci, że może dlatego pije, bo ma za mało czułości. Moze się nawet sama o to obwiniała. W każdym razie oskarżenia brata, że mama nie chciała mu pomóc jest krzywdzeniem jej... niezależnie od tego, czy mamy pomoc przyniosła efekty czy nie. Starała się mu pomóc najlepiej jak umiała... on tego po prostu nie pamięta, nie rozumie.

98

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:
Amethis napisał/a:

Może odpowie mi ktoś, jaki miałem wpływ?przychodząc na swiat w rodzinie z czasów gdzie alkohol był jak "chleb"
Może mi ktoś odpowie czy ja sobie qybieralem mentalnosc, środowisko w którym dorastałem
Może ktoś mi odpowie za co ktoś mi to dał

Ja też z takiej rodziny, dziadkowie z obu stron byli alkholikami, potem ojciec, potem brat, zaczynałam ja. Tylko do tego nic nie ma sama podatność na zachorowanie. Gdy mam gen raka piersi, nie oznacza, ze na niego zachoruję. To czynniki zewnętrzne, mój styl życia może to spowodować. Tak samo nie oznacza, ze stanę się pijakiem bo wywodzę sie z takiej rodziny. Jednak mam swój rozum, inteligencje jakaś przecież i nie muszę do tego dopuścić, a jeśli sie stało, nie muszę w to brnąć.


Przykro, ze nikt Ci nie chciał pomóc. Możliwe jednak, że nawet tego nie zauważyłeś, moze ktoś jednak wyciągał rękę. Dlaczego tak sądzę? Mój brat twierdzi podobnie jak Ty, ale to nieprawda. Mama nie spała po nocach by znaleźć sposób na pomoc synowi. Dogadzała mu, rozczulała się nad nim, bo chciała mu serce okazać, bo niby za mało miał miłości, proponowała, ze z nim pójdzie do AA, że mu załatwi wizytę u lekarza od uzależnień, wszystko chciała mu oddać....aby tylko sie zgodził i sam chciał. A po latach on twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca. Moze pijany był i nie pamięta, może odbierał to jako narzucanie się, celowe wkurzanie go... nie wiem... ale prawdą jest, że bardzo mu chciała pomóc, a on dziś twierdzi, że taki biedny był pokrzywdzony.
Nie chce nikogo biczować, bardzo Ci współczuję, ze znalazłeś się w takiej sytuacji, ale prawdo podobnie miałeś zaburzony obraz rzeczywistości i możliwe, ze nie zauważyłeś gdy ktoś chciał Ci pomóc.
Weź to pod uwagę zanim obarczysz winą cały świat.

nie jestem specjalistą
papierów na to nie mam, nawet "żółtych" wink

mam własne myśli, przemyślenia, trochę przeczytanych książek, setki godzin przegadanych z ludźmi z tym samym problemem
mam też setki swiadomych już dziś błędów z których, nie chciałem, nie umiałem, nie mogłem,
nie wiem, wyciągać zdrowych lub innych niż na tamten czas wniosków

nie musisz mi współczuć, mimo to dziękuję
też ciężko w pełni świadomie nawiązać do tego co piszesz, bo to tylko wyobrażenie do Twojego wyobrażenia wink

ja u siebie, na moim podwórku

widzę analogię,
przerzucenia "miłości" mamy w wczesnym wieku moim na mnie, większej niż powinna
z czego to wynika mogę się domyślać, może brak relacji z mężem, może wpływ alkoholu i zachowań męża na relację, zdrowej relacji, może jakieś zaburzenie, i wiele by mnożyć
o których na tamten czas się przecież nie mówiło, jeśli nie wychodziło poza środowiskowy nawias, a co dawniej nie było poza nawiasem, a co dziś nie jest big_smile
może wynaturzony instynkt macieżyński
jest nas 5tka, ja sam środek, pierwszy chłopak

zawsze miałem fory od niej, zawsze była skoncentrowana na mniej bardziej, konsekwencją jest "niedopieszczony brat"
lepszy rower, lepsze ciuchy, lepsze zabawki, dużo dużo dziś widzę takich spraw
i cóż dziś mogę to tłumaczyć, też brakiem 'obecności" ojca w wychowaniu dzieci
mogę, ale co to zmienia

nie mylny, braku miłości za co uważam również miłość niedojrzałą

a nieodpowiedzialne/niekonsekwentne próby brania odpowiedzialności za syna

często miłość, powodowana bardziej poczuciem wstydu wobec, np ludzi obok
bo to przecież rzutuje w mniemaniu wielu nieświadomych ludzi/rodziców
na ich samych, więc trzeba na siłę "dziurę" łatać, a to już za późno, jest zdecydowanie za późno, według mnie

chyba mamy świadomość różnic w poczuciu wartości, opartej na czymś z zewnątrz, a poczuciu nie zależnym od "zmiennych wartości"

każdy kocha jak umie, to warto wiedzieć, pamiętać, nie zapominać

a za własne życie dorosły człowiek odpowiada sam, sam powinien brać odpowiedzialność
inaczej, tak naprawdę mam przekonanie dziś
daje się sam manipulować, życiem przychodzącym na własnych zasadach

no i konflikt/ zarazem dla nieświadomego człowieka, powód do np. pielęgnowania picia

99 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2017-05-30 17:20:44)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Amethis napisał/a:

też ciężko w pełni świadomie nawiązać do tego co piszesz, bo to tylko wyobrażenie do Twojego wyobrażenia wink

Co nazywasz moim wyobrażeniem, bo nie wiem do czego się odniosłeś? Do tego, że mama chciała pomoc bratu, tylko metodę złą wybrała.... czy to, ze pochodzenie z rodz. alkoholicznej nie jest pewnikiem zostania alkoholikiem?

Amethis napisał/a:

no i konflikt/ zarazem dla nieświadomego człowieka,powód do np. pielęgnowania picia

Tu bym zmieniała na pretekst. Pamiętajmy, ze alkoholik ma zawsze pretekst, a nie powód. Podobnie jak palacz i narkoman... powód każdy na świecie jakiś ma, ale nie każdy pije, ćpa, jara. To są preteksty.
Poza tym masz we wszystkim rację.
Natomiast moje współczucie odnosiło się do tego, że nie czujesz w nikim wsparcia.... to przykre, akurat to rozumiem. Czego więc potrzebujesz jeśli nie współczucia? Co chciałbyś usłyszeć? Warto dać innym jakieś wskazówki, bo możliwe, że nie wiedzą jak się zachowywać.

100

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:
Amethis napisał/a:

też ciężko w pełni świadomie nawiązać do tego co piszesz, bo to tylko wyobrażenie do Twojego wyobrażenia wink

Co nazywasz moim wyobrażeniem, bo nie wiem do czego się odniosłeś? Do tego, że mama chciała pomoc bratu, tylko metodę złą wybrała.... czy to, ze pochodzenie z rodz. alkoholicznej nie jest pewnikiem zostania alkoholikiem?

Amethis napisał/a:

no i konflikt/ zarazem dla nieświadomego człowieka,powód do np. pielęgnowania picia

Tu bym zmieniała na pretekst. Pamiętajmy, ze alkoholik ma zawsze pretekst, a nie powód. Podobnie jak palacz i narkoman... powód każdy na świecie jakiś ma, ale nie każdy pije, ćpa, jara. To są preteksty.
Poza tym masz we wszystkim rację.
Natomiast moje współczucie odnosiło się do tego, że nie czujesz w nikim wsparcia.... to przykre, akurat to rozumiem. Czego więc potrzebujesz jeśli nie współczucia? Co chciałbyś usłyszeć? Warto dać innym jakieś wskazówki, bo możliwe, że nie wiedzą jak się zachowywać.

różnica między "pretekstem" a "powodem" jest mi dobrze znana smile

zauważ jedynie, że świadoma osoba może, nie musi kontrolować to

mocno uzależniona i współuzależniona, tej różnicy prawdopodobnie nie WIDZI
tak więc pisząc z tamtej pozycji, tak właśnie uznałem za słuszne, jak mówię o czymś co czuję wstecz, odwołuję się do tego co wtedy "czułem"
nie mniej jednak cenna uwaga smile gdzieś już na to uwagi nie zwracam chyba

nie sądzę aby mama nie spała po nocach z powodu poszukiwania sposobu pomocy bratu, w nocy nie szukała,
nie raz nie dwa słyszałem, nie spałem przez Ciebie całą noc, w pewnych sytuacjach jest to zwrot
mający wywołać zamierzony cel
być może nie spała z powodu bezsilności, bezradności, lęków, emocji, odczuć fizyczno-psychicznych, dobra dopiszę z miłości, troski bo tu lincz zaliczę big_smile

tajemnicza75 napisał/a:

wszystko chciała mu oddać....aby tylko sie zgodził i sam chciał

klasyka dysfunkcji

znasz slogany
wiele bym dał aby cofnąć czas
gdybym tylko mógł wrócić, itd itp

świadoma ocena czegoś co już w pewnym sensie, przybrało jakąś całość

tak naprawdę patowe sytuacje, nie ma takich mocnych, na takie momenty
klamka zapadła

mam nadzieje ze widzisz co chcę pokazać

tajemnicza75 napisał/a:

Natomiast moje współczucie odnosiło się do tego, że nie czujesz w nikim wsparcia.... to przykre, akurat to rozumiem. Czego więc potrzebujesz jeśli nie współczucia? Co chciałbyś usłyszeć? Warto dać innym jakieś wskazówki, bo możliwe, że nie wiedzą jak się zachowywać.

jak się zachowywać?
wreszcie normalnie, o ile się potrafi big_smile

to jest za mała przestrzeń, aby to opisać, uwierz
wsparcia, w tej formie ogólnie rozumianej, osobiście nie potrzebuje

przecież uzależnionemu, szkodzi tak naprawdę utrzymywanie relacji do niego jako "dziecka"
z pozycji "rodzic"
popatrz ska patrzy rodzic w jakim kierunku, w dół smile

świadoma miłość, to w pewnym sensie dla mnie dziś, pozwolenie na "wydoroślenie"
jeśli ktoś lubi gnębić dzieci, no cóż można big_smile, tak samo jeśli dziecko chce być dzieckiem i dostawać "słodycze" wink

świadoma relacja to Dorosły-Dorosły

mi wystarczy otwartość, szczerość, gotowość
cenie ludzi którzy grają bez masek, w teatrzyku

z dystansem ludzie, z dystansem jakby co big_smile
bo wiem ze temat trudny,

jednak czy całe życie musi być śmiertelnie poważne

101 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2017-05-30 21:13:04)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Tą różnicę miedzy pretekstem a przyczyną naświetliła mi psycholożka.
Podejrzewam, że alkoholik różnicy nie widzi, ale jednak nie zmienia to faktu, że to pretekst.

Co do słów: "być może nie spała z powodu bezsilności, bezradności, lęków, emocji, odczuć fizyczno-psychicznych, dobra dopiszę z miłości, troski bo tu lincz zaliczę". Ok... ale z jakiego powodu ta bezsilność, bezradność, lęk, smutek i inne? Z powodu alkoholizmu syna przecież, a nie widzi mi się. Nie spała, nawet jeśli nie wierzysz, bo mi wydzwaniała i słała sms-y całą noc. Zamiast spać rozmyślała, modliła się i co jeszcze-nawet nie wiem... .

102 Ostatnio edytowany przez Amethis (2017-05-30 22:10:07)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:

Tą różnicę miedzy pretekstem a przyczyną naświetliła mi psycholożka.
Podejrzewam, że alkoholik różnicy nie widzi, ale jednak nie zmienia to faktu, że to pretekst.

Co do słów: "być może nie spała z powodu bezsilności, bezradności, lęków, emocji, odczuć fizyczno-psychicznych, dobra dopiszę z miłości, troski bo tu lincz zaliczę". Ok... ale z jakiego powodu ta bezsilność, bezradność, lęk, smutek i inne? Z powodu alkoholizmu syna przecież, a nie widzi mi się. Nie spała, nawet jeśli nie wierzysz, bo mi wydzwaniała i słała sms-y całą noc. Zamiast spać rozmyślała, modliła się i co jeszcze-nawet nie wiem... .

dobra Twoja racja mój spokój big_smile
z tym pretekstem

kurde, a gdzie są osoby obok, jak się ktoś stacza
mało kto, z dnia nadzień idzie na "szczupaka" w asfalt

a gdzie wartości przekazane w ramach wychowania, a gdzie mówienie dorosłe rozmowy, przykłady
a gdzie komunikacja

nie podważam,

to co ja widzę z mojego miejsca, to nie krew mogła by zalać, dziś, szkoda mi jednak krwi własnej

jak mi się dawniej wydawało że patologia, to margines społeczny

to tak dziś bym rzekł, że to tylko dolna granica marginesu smile
a ludziom sie w dupach pomieszało

abstrahując od Twojego przykładu, czasem warto nie "spać" wtedy kiedy się ma wpływ, niż "zarywać" nocki gdy, już pozamiatane

to jest stan świadomości, dysfunkcja, przecież widać to na każdym kroku
dorastając w czymś takim, dorastamy jak ludzie, niepełnosprawni
zamiast zewnętrznych niedorozwinięć, są zmasakrowane "środki"

ludzie jak zombii, chodzą sterowani, niskimi potrzebami
puste środki, które ciężko się naprawia, zwłaszcza że pod ręką są szybkie rozwiązania

przecież to jedn z chorób cywilizacyjnych, nie które narodowości są tym pojone, bo są dzieki temu sterowalne, nie interesują się tym co ich otacza, powiedz że tego nie widzisz??

więc z automatu, wszytko co daje "szybkie rozwiązanie" jest
pożądane, dla organizmu

kurde, jak zrozumiałem że to nie ja, nie ja prawdziwy, że to tak naprawdę reakcja chemiczna, mną sterowała
to kurde nie, mną się nie steruje smile joke
co chwilę trwało, to i depresyjkę przeleżałem, nerwice pewnie lekką ja przyszlo to ruszać zaliczyłem

organizm się broni,  ludzie się poddają, jedni dają radę druzy nie, jedni Boga w to mieszają
a sami chlają wink

to jak powiesić "marchewkę" przed oczami, i lecisz, a marchewka ciągle w tej samej odległości, taki najstersztyk
perpetum mobile big_smile


gdyby popatrzeć poza stratami ekonomicznymi, moralnymi
to swiadomość ile się energii straciło na "szukanie" alkoholu, i spożywanie
wytłumaczalne by tez było brak energii do życia

wydaje mi się z perspektywy własnej, że wyborażenie osoby pijącej w konstekście tego jak wiele go energii kosztowało alkoholizowanie, przytłacza chęć też
ze tyle samo trzeba od siebie dać aby trzeźwieć

trzeźwienie jest proste, przestać pić, i żyć
znam osoby które w ciagu roku, z ewentualnymi konsekwencjami żyją
emocjonalnie rozwiniętę, psychicznie stabilne, z system wartości mocno przeciętnym
cuda się zdarzają wink

nic nie dzieje się bez przyczyny

103 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-05-31 14:38:07)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Od razu uprzedzam ze nie przebrnelam przez wszystkie wpisy w watku ale we mnie rowniez wywoluje zlosc usprawiedliwianie alkoholizmu jako choroby. Tzn to jest choroba ale taka na ktora zapracowujemy sami i ktora na dodatek  nie dotyka tylko nas ale rowniez a moze przedewszystkim osoby obok nas. Niby podobnie jest z rakiem pluc od fajek czy miazdzyca od otylosci, tez na nie pracujemy palac i jedzac ponad miare tyle ze konsekwencje swojej lekkomyslnosci lenistwa i zaniedban ponosimy rowniez my i tylko my.
Jestem wnuczka alkoholika i corka alkoholika i tak mam zal do ojca ze pije, nie szanuje go za to. Ktos moze powiedziec ze nie mial wyjscia bo wychowal sie w rodzinie alkoholowej takze sam byl podatny. Ja tez sie wychowalam i co z tego? Nie dostalam zadnej cudownej szczepionki po ktorej odrzuca mnie od alkoholu, co wiecej lubie sie czasem napic dobrego drinka ale jestem czujna, obserwuje siebie caly czas. A zlosc i zal ktory czuje do wlasnego ojca pomaga mi w tej czujnosci  bo umacnia moja wole nie bycia  taka jakim on jest, bezwolna kukla ktora wiekszosci spraw w zyciu nie umiala ogarnac ale zorganizowac flache zawsze i byc powodem lez dla swojej rodziny bo sie awanturowalam, uderzylam po pijaku lub pare dni nie wracalam do domu a oni odchodzili od zmyslow co sie ze mna dzieje.No i mowienie ze alkoholik zapija zle emocje i mysli. No super ze miewa takie luksusowe stany zapomnienia w odroznieniu od bliskich ktorzy non stop zyja w napieciu kiedy bedzie kolejny ciag, czy nie bedzie agresywny, czy po pijaku nie spali chalupy albo nie zapije sie na smierc. Dlatego doprowadzanie sie do tej  choroby pietnuje duzo bardziej niz sprowadzenie na siebie innych nieszczesc i chorob.

104

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

A mnie z kolei zastanawia dlaczego niektore osoby tutaj wypowiadajace sie uwazaja ze uznanie alkoholizu jako choroby jest wytlumaczeniem/ usprawiedliwieniem dla alkoholika? Do tej pory sadzilam ze wlasnie status choroby zabiera mozliwosc usprawiedliwiania bo przeciez uznanie faktu jestem chora= chorobe sie leczy.  Wlasnie mozliwosc leczenia choroby zabiera mozliwosc tlumaczenia siebie i innych alkoholizmem. O tym mowia terapeuci, lekarze i o ile sie nie myle AA. Ze pierwszy krok to uswiadomienie sobie i otoczeniu ze sie ma do czynienia z choroba, niewyleczalna, dotykajaca cala rodzine ale choroba z ktora mozna sobie poradzic   
Status choroby to nadzieja dla chorych i ich rodzin ze z tym mozna cos zrobic. Status idioty ktory niszczy siebie i innych dla wlasnego widzimisie bo lubi wodke i stan upojenia jak to niektorzy probuja tu przedstawic to dno i metr mulu pod stopami.
Uwielbiam stwierdzenie ze doprowadzenie sie do tej choroby pietnuje bardziej niz i alkoholicy krzywdza ale palacze juz nie i ich tylko oni ponosza konsekwencje swojego postepowania.  Kuzy zmarl na raka pluc w mlodym wieku. Rak spowodowany paleniem papierosow. Zostawil rodzine , trojke malych wtedy dzieci . Teraz po latach gdyby ktos im powiedzial ze tylko ich ojciec poniosl konsekwencje palenia papierosow nawet by sie usmiali.

105

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Jaselka napisał/a:

A mnie z kolei zastanawia dlaczego niektore osoby tutaj wypowiadajace sie uwazaja ze uznanie alkoholizu jako choroby jest wytlumaczeniem/ usprawiedliwieniem dla alkoholika? Do tej pory sadzilam ze wlasnie status choroby zabiera mozliwosc usprawiedliwiania bo przeciez uznanie faktu jestem chora= chorobe sie leczy.  Wlasnie mozliwosc leczenia choroby zabiera mozliwosc tlumaczenia siebie i innych alkoholizmem. O tym mowia terapeuci, lekarze i o ile sie nie myle AA. Ze pierwszy krok to uswiadomienie sobie i otoczeniu ze sie ma do czynienia z choroba, niewyleczalna, dotykajaca cala rodzine ale choroba z ktora mozna sobie poradzic   
Status choroby to nadzieja dla chorych i ich rodzin ze z tym mozna cos zrobic. Status idioty ktory niszczy siebie i innych dla wlasnego widzimisie bo lubi wodke i stan upojenia jak to niektorzy probuja tu przedstawic to dno i metr mulu pod stopami.
Uwielbiam stwierdzenie ze doprowadzenie sie do tej choroby pietnuje bardziej niz i alkoholicy krzywdza ale palacze juz nie i ich tylko oni ponosza konsekwencje swojego postepowania.  Kuzy zmarl na raka pluc w mlodym wieku. Rak spowodowany paleniem papierosow. Zostawil rodzine , trojke malych wtedy dzieci . Teraz po latach gdyby ktos im powiedzial ze tylko ich ojciec poniosl konsekwencje palenia papierosow nawet by sie usmiali.

No tak sie sklada ze moj ojciec tez pali od 16 roku zycia i raka pluc nie ma a wujek ktory nawet  nie tknal fajek zmarl wlasnie na to. Palacz glupio robi ale nie ma pewnosci ze jego nalog skonczy sie rakiem i tragedia dla rodziny natomiast alkoholik ktory zalewa sie w trupa, robi awantury i stosuje przemoc ma 100 % pewnosci ze niszczy swoja rodzine i to  latami i systematycznie.
Moze okrutne to co powiem ale jako dziecko zazdroscilam kuzynowi ktory wychowywal sie bez ojca ale w spokoju. Ja musialam nasluchiwac nagminnie w jakim stanie tatus wrocil i czy bedzie dzis awantura czy nie. Do dzis czuje sie jakbym wychowywala sie w rodzinie gdzie byla tak naprawde  tylko mama a ojciec to taki starszy niedojrzaly i czasem nieobliczalny brat ktory sie stoczyl.

106

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Amethis napisał/a:

kurde, a gdzie są osoby obok, jak się ktoś stacza
mało kto, z dnia nadzień idzie na "szczupaka" w asfalt

To prawda. Jednak przypominając sobie siebie kiedyś... dziś odbieram to jako wygodnictwo. Po prostu łatwiej jest zepchnąć na kogoś, bo wtedy mniej boli, mniejszy kamień na sercu. Każdy ma jakieś traumy-większe czy mniejsze. Kazdy jeden na tym świecie miałby powód aby chlać. Ja codziennie bym coś znalazła gdybym się na siłę doszukiwała... od ojca pijaka bym zaczęła, potem matki w depresji wiecznej, brata drugiego pijaka, mobbingów i wszystkich żalów z całego życia. Tylko, że to nie żadna sztuka iść na łatwiznę. Ja się wcale lepiej nie poczuję gdy się napiję, to tylko złudzenie.... znieczulenie.
Ktoś nas stacza... ale my nie musimy się temu dać. Po prostu tak jest prościej, nie ma co ściemniać wink .

Amethis napisał/a:

a gdzie wartości przekazane w ramach wychowania, a gdzie mówienie dorosłe rozmowy, przykłady
a gdzie komunikacja

Niby nie ma. W moim przypadku z powodu picia ojca, współuzależnienia matki, despotyzmu dziadków...czym doprowadzili do niskiego poczucia wartości wszystkich członków rodziny. Teoretycznie z tego powodu cierpi każdy z nas, ale nie każdy ćpa, chleje, kopci faje i co tam jeszcze. Robią to osoby, które się poddały, które wcale nie zamierzały nic z tym zrobić i inne słabe (jeśli to słowo nie będzie nadużyciem, ale nie wpadłam na inne).


Amethis napisał/a:

abstrahując od Twojego przykładu, czasem warto nie "spać" wtedy kiedy się ma wpływ, niż "zarywać" nocki gdy, już pozamiatane

to jest stan świadomości, dysfunkcja, przecież widać to na każdym kroku
dorastając w czymś takim, dorastamy jak ludzie, niepełnosprawni
zamiast zewnętrznych niedorozwinięć, są zmasakrowane "środki"

Zgadza się, ale to nadal nie tłumaczy alkoholizmu wink . W ten sposób wychowywane dziecko, jeśli nie zostanie alkoholikiem to będzie miało depresję, stany lękowe i inne psychiczne problemy lub zostanie narkomanem, zwyrodnialcem itp itd. To tłumaczy sam mechanizm powstawania, nic więcej.


Amethis napisał/a:

przecież to jedn z chorób cywilizacyjnych, nie które narodowości są tym pojone, bo są dzieki temu sterowalne, nie interesują się tym co ich otacza, powiedz że tego nie widzisz??

To prawda, ale otyłość też nią jest wink . Świadomość się mimo wszystko zmienia. Mamy dziś więcej możliwości i środków, aby sobie z nałogami poradzić. Nie wiem czy w czasie komuny ktoś w ogóle przejmował się takim pojęciem jak alkoholizm... skoro tam on królował. Dopiero teraz nasza mentalność się nieco zmienia i to plus, tego się należy trzymać.


Amethis napisał/a:

gdyby popatrzeć poza stratami ekonomicznymi, moralnymi
to swiadomość ile się energii straciło na "szukanie" alkoholu, i spożywanie
wytłumaczalne by tez było brak energii do życia

wydaje mi się z perspektywy własnej, że wyborażenie osoby pijącej w konstekście tego jak wiele go energii kosztowało alkoholizowanie, przytłacza

To moze nie myśl o tym. Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr wink . Skup się nad tym co jest teraz. Ciesz się każdym trzeźwym dniem, bądź z siebie dumny, że wytrwałeś, moze jakoś świętuj swoje miesięcznice/rocznice w trzeźwości? Podobno tak niektórzy robią; świętują jak urodziny i to daje im siłę, motywacje.

Amethis napisał/a:

nic nie dzieje się bez przyczyny

Otóż to, ale ja bym przyczynę szukała w tym co ma się stać, a nie w tym co było. Kojarzysz aktora Lecha Dyblik (Badurę z serialu Kiepskich) ? Dla tych co nie wiedzą o co chodzi, w skrócie wyjaśniam. Przyznał się do alkoholizmu dawno temu, niepijący ileś tam lat, udziela się społecznie, pomaga innym wyjść z nałogu. W jednym z wywiadów powiedział m.in. że dziś odbiera swój alkoholizm jako sens życia. Owszem, krzywdził rodzinę, prawie ją rozbił, upadł na dno.... ale powstał i dziś nie wyobraża sobie życia bez prelekcji, pomocy potrzebującym. Prawdo podobnie- jako trzeźwy od zawsze- nie pomyślał by nawet o tym, by komuś pomóc wyjść z alkoholizmu. Teraz jest to jego życiowy cel, w tym się odnalazł.
to co napisałeś, że nic się nie dzieje bez przyczyny, to właśnie to odnalezienie swojej drogi życiowej... moze swego powołania (jeśli nie jest to przesadne słowo).

107

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Tajemnicza75, gdyby nalog faktycznie tylko i wylacznie byl spowodowany wyborem latwej drogi przez swoje problemy, to ja dzis powinnam byc na litrze wody dziennie. Bo ja nie mam jakiejs niesamowicie silnej woli, ani tez nie lubie miec pod gorke, a rodzine mialam z piekla rodem (matka- totalna narcyzka i ojciec- furiat, DDD pelna para!) plus byly maz to byl psychol jakich malo, do tego alkoholik. Wiec prosze, wyjasnij mi dlaczego w wieku lat 40 nie jestem zataczajaca sie pijaczka, lezaca w rowie? Bo zapewniam Cie, ze ani nie brakuje mi powodow, ani nie jestem zadna moralna silaczka. Dlaczego nawet nie pale nalogowo?

Widzisz, uzaleznienie jako CHOROBA jest skomplikowana bestia. Skladaja sie na nie nie tylko doswiadczenia zyciowe, traumy, charakter, ale rowniez sklonnosci genetyczne. Jedna osoba napije sie piwka w weekend i na tym sie skonczy, inna nie bedzie umiala zastopowac po jednym piwku, tylko zapije sie w trupa.

108 Ostatnio edytowany przez Amethis (2017-05-31 18:18:01)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:
Amethis napisał/a:

gdyby popatrzeć poza stratami ekonomicznymi, moralnymi
to swiadomość ile się energii straciło na "szukanie" alkoholu, i spożywanie
wytłumaczalne by tez było brak energii do życia

wydaje mi się z perspektywy własnej, że wyborażenie osoby pijącej w konstekście tego jak wiele go energii kosztowało alkoholizowanie, przytłacza

To moze nie myśl o tym. Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr wink . Skup się nad tym co jest teraz. Ciesz się każdym trzeźwym dniem, bądź z siebie dumny, że wytrwałeś, moze jakoś świętuj swoje miesięcznice/rocznice w trzeźwości? Podobno tak niektórzy robią; świętują jak urodziny i to daje im siłę, motywacje.

uparta jesteś big_smile
kiedyś wpadła mi w oczy taka historia, o wycinaniu przez dzieci
z kartonu pajacyka, czesci jego osobno, ręce, ciało, glowa, nogi
i wśród dzieciaków, jednym szło lepiej, drugim gorzej
jedne chłopak nie mógł nadążyć a grupa, czas się jakby kończył

miał problem z wycinaniem dłoni, do pajacyka który po połączeniu wszystkich części, miał pląsać na jakimś tam sznureczku
iminutując naturalne ruchy

i wpadł na pomysł, bo ciężko szło wycinanie dłoni, zwłaszcza z kciukiem miał problem,
więc uciął kciuk

takiego pajacyka złożył, pokazał
Pani zbytnio problemów nie robiła, zauwazyła
jednak zaliczyła chłopakowi tą pracę

chłopak się nauczył, że można "uciąć kciuka"
i można zaliczyć pracę big_smile

ja dziś też często muszę, tak postępować, i nie mówię o byle jakości
wciąż się uczę składania nowych pajacyków
każdego dnia wychodzi mi jakiś pajacyk, skacząco, pląsający wink

tu  nie chodzi o radość ze przeżyłem kolejny dzień, wstaję rano i wiem że jest mi dane, i po sprawie
a dzien jak pajacyk, raz z kciukiem, raz bez, kazdy tak ma, co tu dziwnego
bo widzę świadomie, a świadomość się zmienia
ze jeden pięknięjszy a drugi nie bardzo, kanciasty, są tez i takie do powieszenia pewne w pierwszym szeregu
odpowiedzialność za pajacyka  jest w moich dłoniach big_smile uważność pokazuje mi, jak bardzo mam dopasowywać pajacyka dzisiejszego dnia smile

nie rozumiem po co miałbym, stawiać ołtarz, kazdemu pajacykowi, to się mija z sensem
wartościować sobie, piętnować się, u jeju kolejne pajacyki wyszły beee

może popłakać bym jeszcze miał, ??
najłatwiej jest nie pić, wystarczy nie pić, to proste jest

motywację czerpie z wielu innych aspektów mojego życia, z rozwijania wielu spraw, z obserwacji, z uczestnictwa
też nie mam dziś oporów do pomocy, tym którzy jeszcze "cierpią" i to jest moja 'higiena osobista"
poza tym kompas naturalny, emocje , kopalnia informacji

jednak sorry, ja się w klatce nie zamknąłem, nie zamierzam byc pięknym ptakiem w złotej klatce
i marzyć o lataniu, ja latać dobrze umiałem

także bez sensu, tego typu akcje kojarzą mi się z kościółkowem, nie moja bajka

tajemnicza75 napisał/a:
Amethis napisał/a:

nic nie dzieje się bez przyczyny

Otóż to, ale ja bym przyczynę szukała w tym co ma się stać, a nie w tym co było. Kojarzysz aktora Lecha Dyblik (Badurę z serialu Kiepskich) ? Dla tych co nie wiedzą o co chodzi, w skrócie wyjaśniam. Przyznał się do alkoholizmu dawno temu, niepijący ileś tam lat, udziela się społecznie, pomaga innym wyjść z nałogu. W jednym z wywiadów powiedział m.in. że dziś odbiera swój alkoholizm jako sens życia. Owszem, krzywdził rodzinę, prawie ją rozbił, upadł na dno.... ale powstał i dziś nie wyobraża sobie życia bez prelekcji, pomocy potrzebującym. Prawdo podobnie- jako trzeźwy od zawsze- nie pomyślał by nawet o tym, by komuś pomóc wyjść z alkoholizmu. Teraz jest to jego życiowy cel, w tym się odnalazł.
to co napisałeś, że nic się nie dzieje bez przyczyny, to właśnie to odnalezienie swojej drogi życiowej... moze swego powołania (jeśli nie jest to przesadne słowo).

napiszę wprost,
ja nie zamierzam brać całej odpowiedzialności, za mój związek

odkąd coś z sobą robię, odkąd rozumiem co się stało
w czym tkwiłem, jak to działało,
jasne mam swoje "grzechy" na sumieniu, biorę za nie odpowiedzialność, ale już jak mi sąsiad na  "mój ogródek" wrzuca swoje śmieci,
spokojnie czasem mniej spokojnie, jak głuchy zbyt długi czas
przpominam, aby się zainteresował swoim bałaganem, bo ma wpływ na mój ogródek

traktuje też trzeźwość, że bardzo chetnie zapraszam do mojego ogródka, jednak jeśli ktoś wyśmiewa moje starania
piękno tego w tym ogródku jest, nie za bardzo mam chęć
mierzyć się z czyimś brakiem wrażliwości,

ja mam dziś peły wybór, działania
ograniczam się jedynie sobą samym, a możliwości są nie ograniczone
oczywiście mówię o kontakcie z ziemią, na poziomie niezbyt na gruntem i niezbyt pod gruntem

też miałem elementy współuzależnienia które, skutecznie karczuję, jak tylko sie w ogrodzie pojawiają
ale to nei jest charówka, to jest przyjemność
kierować sowim zyciem


ilu znasz alkoholików, którzy nie piją bo chcą wink
a nie tylko muszą

109

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza75, gdyby nalog faktycznie tylko i wylacznie byl spowodowany wyborem latwej drogi

tajemniczą, coś tam w boku chyba
jeszcze jakaś kolka łupie big_smile

110 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2017-05-31 19:01:16)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza75, gdyby nalog faktycznie tylko i wylacznie byl spowodowany wyborem latwej drogi przez swoje problemy, to ja dzis powinnam byc na litrze wody dziennie. Bo ja nie mam jakiejs niesamowicie silnej woli, ani tez nie lubie miec pod gorke, a rodzine mialam z piekla rodem (matka- totalna narcyzka i ojciec- furiat, DDD pelna para!) plus byly maz to byl psychol jakich malo, do tego alkoholik. Wiec prosze, wyjasnij mi dlaczego w wieku lat 40 nie jestem zataczajaca sie pijaczka, lezaca w rowie? Bo zapewniam Cie, ze ani nie brakuje mi powodow, ani nie jestem zadna moralna silaczka. Dlaczego nawet nie pale nalogowo?

Przecież ja napisałam, ze nasze traumy życiowe nie są żadnym usprawiedliwieniem. Każdy ma tysiąc powodów, a mimo tego nie każdy jest nałogowcem. Nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi smile . Nigdzie nie napisałam o łatwej drodze przecież. to na pewno jest do mnie? Jakoś nie widzę powiązania, naprawdę.

111

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Amethis napisał/a:

uparta jesteś big_smile

To komplement czy ironia wink ? Gdyby nie upór, nie dokonałaby tyle ile dokonałam smile .

Amethis napisał/a:

ilu znasz alkoholików, którzy nie piją bo chcą wink
a nie tylko muszą

Nie znam przecież cudzych myśli i nie czuję tego co oni. Skąd mam wiedzieć. Cały czas wszystko co pisze, to tylko moje doświadczenie, moje uczucia i moje emocje. Ja nie piję, bo chcę.

112

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Amethis napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza75, gdyby nalog faktycznie tylko i wylacznie byl spowodowany wyborem latwej drogi

tajemniczą, coś tam w boku chyba
jeszcze jakaś kolka łupie big_smile

No wiesz, troche nie dziwie sie osobom, ktore w rodzinie mialy alkoholikow, ze sa bardzo na nich zle, ze duzo w nich negatywnych emocji. To normalne, bo ciezko jest przyjac do wiadomosci, ze ktos kto zrypal Ci kawalek zycia byl po prostu chory.

Oczywiscie, nie usprawiedliwiam uzaleznionych, bo koniec koncow jak z kazda choroba, mozna podjac decyzje o leczeniu, albo to olac.

113

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Beyondblackie napisał/a:
Amethis napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza75, gdyby nalog faktycznie tylko i wylacznie byl spowodowany wyborem latwej drogi

tajemniczą, coś tam w boku chyba
jeszcze jakaś kolka łupie big_smile

No wiesz, troche nie dziwie sie osobom, ktore w rodzinie mialy alkoholikow, ze sa bardzo na nich zle, ze duzo w nich negatywnych emocji. To normalne, bo ciezko jest przyjac do wiadomosci, ze ktos kto zrypal Ci kawalek zycia byl po prostu chory.

Oczywiscie, nie usprawiedliwiam uzaleznionych, bo koniec koncow jak z kazda choroba, mozna podjac decyzje o leczeniu, albo to olac.

Łupie najbardziej to, że nie chcą się leczyć, nie chcą uwolnić od nałogu. Skoro ja mogłam... to każdy moze, wystarczy naprawdę tego bardzo chcieć.... oczywiście to nie jest pstrykniecie czarodziejskiej różczki, a dopiero początek wyboistej drogi... ale da się. Choroba czy nie... gdyby ojciec coś zrobił z alkoholizmem, gdyby mama chciała się od alkoholika uwolnić jako os. współuzależniona... to nie miałabym jedynie przykrych wspomnień z dzieciństwa. A tak... nic miłego, nic pozytywnego do dziś.

114 Ostatnio edytowany przez Amethis (2017-05-31 21:26:08)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Beyondblackie napisał/a:
Amethis napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza75, gdyby nalog faktycznie tylko i wylacznie byl spowodowany wyborem latwej drogi

tajemniczą, coś tam w boku chyba
jeszcze jakaś kolka łupie big_smile

No wiesz, troche nie dziwie sie osobom, ktore w rodzinie mialy alkoholikow, ze sa bardzo na nich zle, ze duzo w nich negatywnych emocji. To normalne, bo ciezko jest przyjac do wiadomosci, ze ktos kto zrypal Ci kawalek zycia byl po prostu chory.

Oczywiscie, nie usprawiedliwiam uzaleznionych, bo koniec koncow jak z kazda choroba, mozna podjac decyzje o leczeniu, albo to olac.

liczenie że negatywne emocje znikną, to jak zostawienie ropiejącej rany, samej sobie
to jak zostawianie "odbiornika" zepsutego na zmiany pogody wink
bez dezynfekcji, z załóżmy odłamkiem ciała obcego big_smile

dziwne to nie jest, bo jest powszechne

zauważ że jako uzależniony, mam z dwóch stron, impreze

swój bałagan i czyjś,
nie zmienia to faktu, że można szukać sposobu, albo powodu

olewając sprawy ważne dla siebie, to trochę nie rozsądne
nie dorosłe? nie odpowiedzialne?byle jakość??

tak naprawdę to pozwolenie aby życie przychodziło na własnych zasadach, tylko kto za zasady odpowiada

tajemnicza75 napisał/a:

Skoro ja mogłam... to każdy moze, wystarczy naprawdę tego bardzo chcieć.... oczywiście to nie jest pstrykniecie czarodziejskiej różczki, a dopiero początek wyboistej drogi... ale da się. Choroba czy nie... gdyby ojciec coś zrobił z alkoholizmem, gdyby mama chciała się od alkoholika uwolnić jako os. współuzależniona... to nie miałabym jedynie przykrych wspomnień z dzieciństwa. A tak... nic miłego, nic pozytywnego do dziś.

czy czasem element uwierzenia że Ja też mogę, nie wpływa na ludzi??
gdyby każdy żył przekonaniem że nie warto, nie uda się, bez sensu
to pewnie poziom ilości uzależnionych byłby znacznie większy big_smile

wystarczy po prostu chcieć, jak ja bardo chciałem, to zawsze z tego nic nie wyszło wink

ja tam wolę podejście, że każda konfliktowa sytuacja, daje każdej ze stron bardzo fajny wgląd, do poprawy siebie
i co trzeba

więc każdy decyduje o swoim losie wink
też kwestia co mamy pod pojęciem, "pozytywne"

dla uzależnionego to moze być, np brak odczucia emocji, albo niebyt ich wysoki poziom,
bo przecież alko służy do regulacji, w zasadzie regulacja polega na ich "wycinaniu"

115 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-05-31 22:22:32)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza75, gdyby nalog faktycznie tylko i wylacznie byl spowodowany wyborem latwej drogi przez swoje problemy, to ja dzis powinnam byc na litrze wody dziennie. Bo ja nie mam jakiejs niesamowicie silnej woli, ani tez nie lubie miec pod gorke, a rodzine mialam z piekla rodem (matka- totalna narcyzka i ojciec- furiat, DDD pelna para!) plus byly maz to byl psychol jakich malo, do tego alkoholik. Wiec prosze, wyjasnij mi dlaczego w wieku lat 40 nie jestem zataczajaca sie pijaczka, lezaca w rowie? Bo zapewniam Cie, ze ani nie brakuje mi powodow, ani nie jestem zadna moralna silaczka. Dlaczego nawet nie pale nalogowo?

Przecież ja napisałam, ze nasze traumy życiowe nie są żadnym usprawiedliwieniem. Każdy ma tysiąc powodów, a mimo tego nie każdy jest nałogowcem. Nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi smile . Nigdzie nie napisałam o łatwej drodze przecież. to na pewno jest do mnie? Jakoś nie widzę powiązania, naprawdę.

Napisalam to w takim znaczeniu, ze istnieje roznica pomiedzy osobami naduzywajacymi alkoholu a alkoholikami.

Lata temu, kiedy przechodzilam rozwod z mezem psycholem, puscily mi hamulce i przez kilka miesiecy niezle imprezowalam z kolegami. Oczywiscie whisky sie lala, a w domu byla zawsze butelka wina. Po czasie jednak zaczelam sie czuc emocjonalnie i fizycznie tak ch***wo, ze z dnia na dzien przestalam zagladac w szklo. Nie bylo silnej woli ani wysilku. Po prostu alkohol sprawial, ze mialam permanentnego dola i nie bylo mi z tym dobrze. Dzis w domu mam pelny barek i poleczki z winem w kuchni, a pije niesamowicie rzadko- okazjonalny kieliszek Chardonnay, jakis gin z tonikiem czy piwo w weekend, ale generalnie to panuje zielona herbata i woda sodowa.

Takze, musi byc jakis inny czynnik w uzaleznieniu, niz tylko lecenie po najmniejszej linii oporu.

116

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:
Amethis napisał/a:

tajemniczą, coś tam w boku chyba
jeszcze jakaś kolka łupie big_smile

No wiesz, troche nie dziwie sie osobom, ktore w rodzinie mialy alkoholikow, ze sa bardzo na nich zle, ze duzo w nich negatywnych emocji. To normalne, bo ciezko jest przyjac do wiadomosci, ze ktos kto zrypal Ci kawalek zycia byl po prostu chory.

Oczywiscie, nie usprawiedliwiam uzaleznionych, bo koniec koncow jak z kazda choroba, mozna podjac decyzje o leczeniu, albo to olac.

Łupie najbardziej to, że nie chcą się leczyć, nie chcą uwolnić od nałogu. Skoro ja mogłam... to każdy moze, wystarczy naprawdę tego bardzo chcieć.... oczywiście to nie jest pstrykniecie czarodziejskiej różczki, a dopiero początek wyboistej drogi... ale da się. Choroba czy nie... gdyby ojciec coś zrobił z alkoholizmem, gdyby mama chciała się od alkoholika uwolnić jako os. współuzależniona... to nie miałabym jedynie przykrych wspomnień z dzieciństwa. A tak... nic miłego, nic pozytywnego do dziś.

Tajemnicza a Ty do wszystkiego podchodzisz przez swoj pryzmat? Skoro ja moglam to kazdy moze... Skoro ja moge leczyc zeby bez znieczulenia to kazdy moze... Skoro ja moge jesc ostrygi to kazdy moze...Skoro ja moglam zdac mature z matematyki nå 5 to kazdy moze....Skoro ja itd. Niestety fakt ze Ty cos mozesz nie jest wyznacznikiem tego ze inni tez to moga.
Gdybasz co by było gdyby Twoj ojciec albo matka zrobili cos å sama najwidoczniej niewiele robisz  by wyjsc  ze swojej roli skoro piszesz ze do tej pory nic milego i nic pozytywnego.
Parafrazujac skoro ja wychowujac sie w rodzine alkoholika i wspoluzaleznionej mam dobre pozytywne zycie bez pretensji do rodzicow siebie i calego swiata to Ty tez mozesz.  Wystarczy tylko tego chciec.

117

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Jaselka napisał/a:
tajemnicza75 napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

No wiesz, troche nie dziwie sie osobom, ktore w rodzinie mialy alkoholikow, ze sa bardzo na nich zle, ze duzo w nich negatywnych emocji. To normalne, bo ciezko jest przyjac do wiadomosci, ze ktos kto zrypal Ci kawalek zycia byl po prostu chory.

Oczywiscie, nie usprawiedliwiam uzaleznionych, bo koniec koncow jak z kazda choroba, mozna podjac decyzje o leczeniu, albo to olac.

Łupie najbardziej to, że nie chcą się leczyć, nie chcą uwolnić od nałogu. Skoro ja mogłam... to każdy moze, wystarczy naprawdę tego bardzo chcieć.... oczywiście to nie jest pstrykniecie czarodziejskiej różczki, a dopiero początek wyboistej drogi... ale da się. Choroba czy nie... gdyby ojciec coś zrobił z alkoholizmem, gdyby mama chciała się od alkoholika uwolnić jako os. współuzależniona... to nie miałabym jedynie przykrych wspomnień z dzieciństwa. A tak... nic miłego, nic pozytywnego do dziś.

Tajemnicza a Ty do wszystkiego podchodzisz przez swoj pryzmat? Skoro ja moglam to kazdy moze... Skoro ja moge leczyc zeby bez znieczulenia to kazdy moze... Skoro ja moge jesc ostrygi to kazdy moze...Skoro ja moglam zdac mature z matematyki nå 5 to kazdy moze....Skoro ja itd. Niestety fakt ze Ty cos mozesz nie jest wyznacznikiem tego ze inni tez to moga.
Gdybasz co by było gdyby Twoj ojciec albo matka zrobili cos å sama najwidoczniej niewiele robisz  by wyjsc  ze swojej roli skoro piszesz ze do tej pory nic milego i nic pozytywnego.
Parafrazujac skoro ja wychowujac sie w rodzine alkoholika i wspoluzaleznionej mam dobre pozytywne zycie bez pretensji do rodzicow siebie i calego swiata to Ty tez mozesz.  Wystarczy tylko tego chciec.

Absolutnie. Kazdy czlowiek jest inny i ma inne uwarunkowania.

Tez moglabym stwierdzic, ze jak ja palilam i nigdy nie wpadlam w nalog, albo mialam okres nadmiernego picia, ale potrafilam z dnia na dzien odstawic trunki, to kazdy tak potrafi. Co jest idiotyczne. To, ze ja mam farta- nie wiem, moze genetycznego?- i uzywki sie mnie nie trzymaja, nie znaczy, ze inni tez tak maja. Jak pisalam wczesniej, ktos moze wypic piwo i po czasie mu sie znudzi, a ktos od jednego browara zostaje alkoholikiem. Silna wola? Nie sadze.

118 Ostatnio edytowany przez Amethis (2017-06-01 14:55:10)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Jaselka napisał/a:
tajemnicza75 napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

No wiesz, troche nie dziwie sie osobom, ktore w rodzinie mialy alkoholikow, ze sa bardzo na nich zle, ze duzo w nich negatywnych emocji. To normalne, bo ciezko jest przyjac do wiadomosci, ze ktos kto zrypal Ci kawalek zycia byl po prostu chory.

Oczywiscie, nie usprawiedliwiam uzaleznionych, bo koniec koncow jak z kazda choroba, mozna podjac decyzje o leczeniu, albo to olac.

Łupie najbardziej to, że nie chcą się leczyć, nie chcą uwolnić od nałogu. Skoro ja mogłam... to każdy moze, wystarczy naprawdę tego bardzo chcieć.... oczywiście to nie jest pstrykniecie czarodziejskiej różczki, a dopiero początek wyboistej drogi... ale da się. Choroba czy nie... gdyby ojciec coś zrobił z alkoholizmem, gdyby mama chciała się od alkoholika uwolnić jako os. współuzależniona... to nie miałabym jedynie przykrych wspomnień z dzieciństwa. A tak... nic miłego, nic pozytywnego do dziś.

Tajemnicza a Ty do wszystkiego podchodzisz przez swoj pryzmat? Skoro ja moglam to kazdy moze... Skoro ja moge leczyc zeby bez znieczulenia to kazdy moze... Skoro ja moge jesc ostrygi to kazdy moze...Skoro ja moglam zdac mature z matematyki nå 5 to kazdy moze....Skoro ja itd. Niestety fakt ze Ty cos mozesz nie jest wyznacznikiem tego ze inni tez to moga.
Gdybasz co by było gdyby Twoj ojciec albo matka zrobili cos å sama najwidoczniej niewiele robisz  by wyjsc  ze swojej roli skoro piszesz ze do tej pory nic milego i nic pozytywnego.
Parafrazujac skoro ja wychowujac sie w rodzine alkoholika i wspoluzaleznionej mam dobre pozytywne zycie bez pretensji do rodzicow siebie i calego swiata to Ty tez mozesz.  Wystarczy tylko tego chciec.

dla mnie chcieć to wierzyć
nie mówię tu o religijności, przez ten pryzmat niestety
nie moja droga, i nie potrafiłem niczego zmienić

tu jedynie dowiadywałem się że jestem gorszy, że do końca życia krzyż mam nieść, się piętnować, itd itp
i w domu mi to podbijano, skutecznie przez jakiś czas,

skąd oparcie?
skąd wtedy brać jakiś alternatywny sposób do porównania opartego na własnych nowych doświadczeniach, jak te nowe doświadczenia zdobywać
jak całe tło jest takie samo, zero szans na rozwój bez wsparcia

a otrzymywane wsparcie, kosztowne zbyt kosztowne
często potwierdzane że koszty muszą zostać poniesione big_smile

do końca życia za nie wiadomo co płacić, to się idzie i się prosi o rachunek, wyjaśnia się wielkosć kosztów
konfrontuje się życiem, naprawia
inaczej się można na użalaniu i "czarnej INEZ" zatrzymać

w takim kontekście, mój pryzmat, to też
ślepa wiara, w imię ślepej wiary to ludzi "mordowano"

jeszcze jak się grupa wyznawóc jednej wairy w kupę zbierze, to biaga
biaga "grzesznikom"

a gdzie wybaczenie, gdzie akceptacja, gdzie empatia

można dzielić, można łączyć, to my decydujemy

ja po dziś dzień jestem chorym psychicznie człowiekiem, mam nawroty,
bo zacząłem w rodzinie poszukiwać wartości
i dupa zbita, ta miłość którą mnie karmiono

to nie miłość

mówią że dojrzałość emocjonalna pojawia się wraz z przeżywanymi doświadczeniami,
warto wyciągać wnioski i pozwolić sobie na przezywanie

przecież t wszystkie unikania, wyparcia, to są obrony przed
"przeżywaniem"

nie rzutuje to czasem na silną wolę, jednak błędnie wykorzystywaną ? wink smile

119

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Jaselka napisał/a:

Tajemnicza a Ty do wszystkiego podchodzisz przez swoj pryzmat? Skoro ja moglam to kazdy moze... Skoro ja moge leczyc zeby bez znieczulenia to kazdy moze... Skoro ja moge jesc ostrygi to kazdy moze...Skoro ja moglam zdac mature z matematyki nå 5 to kazdy moze....Skoro ja itd. Niestety fakt ze Ty cos mozesz nie jest wyznacznikiem tego ze inni tez to moga.
Gdybasz co by było gdyby Twoj ojciec albo matka zrobili cos å sama najwidoczniej niewiele robisz  by wyjsc  ze swojej roli skoro piszesz ze do tej pory nic milego i nic pozytywnego.
Parafrazujac skoro ja wychowujac sie w rodzine alkoholika i wspoluzaleznionej mam dobre pozytywne zycie bez pretensji do rodzicow siebie i calego swiata to Ty tez mozesz.  Wystarczy tylko tego chciec.

Najczęściej patrzymy przez pryzmat siebie, bo ja nie mogę się za kogoś wypowiadać, nie znam cudzych doświadczeń. Cały czas pisze ze swojego punktu widzenia, ale nie znaczy, że zmuszam innych do tego samego. Każdy zrobi jak uważa. Generalnie chodzi mi o to, że można nie pić, nie palić, jeść ostrygi i zdać maturę na 6 ... każdy wszystko może, ale od nas samych to zależy.  I tego, że ktoś nawet nie chce nic w tym kierunku zrobić, jest dla mnie niezrozumiałe.
Ja jestem szczęśliwa, teraz tak... ale nie zmienię swoich wspomnień i to one do dziś są negatywne. Bo jakie maja być... nagle mi się odmieni i zacznę myśleć, ze tatuś był jednak czuły i troskliwy i mówił, ze mnie kocha? Nooo heloł... tego co pamietam i czuję nie zmienię do końca swych dni. Tak po prostu było, a że było beznadziejnie, to ja za to nie mogę.
Zrobiłam bardzo wiele by być szczęśliwa, zaczęłam od uwolnienia się od nałogu, przeszłam terapie, dużo czytam psychologicznych książek i lubię to, lubię się zmieniać na lepsze. Jestem dziś osobą pewną siebie, pogodną i lubię siebie.
Wspomnień i tak nie zmienię. Jakie są takie zostaną. Nie mam do świata pretensji, nawet nie do rodziców... tylko żal, zwyczajnie po ludzku mi przykro.
Ty nie masz pretensji do nikogo, ale pamiętasz swe dzieciństwo i to co czułeś wtedy, czy udajesz jakie było super i beztroskie? Podejrzewam, że nie zapomniałeś.

120 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2017-06-01 16:11:40)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Beyondblackie napisał/a:

Takze, musi byc jakis inny czynnik w uzaleznieniu, niz tylko lecenie po najmniejszej linii oporu.

No jest i o tym pisałam na początku wątku.

Beyondblackie napisał/a:

Tez moglabym stwierdzic, ze jak ja palilam i nigdy nie wpadlam w nalog, albo mialam okres nadmiernego picia, ale potrafilam z dnia na dzien odstawic trunki, to kazdy tak potrafi. Co jest idiotyczne. To, ze ja mam farta- nie wiem, moze genetycznego?- i uzywki sie mnie nie trzymaja, nie znaczy, ze inni tez tak maja. Jak pisalam wczesniej, ktos moze wypic piwo i po czasie mu sie znudzi, a ktos od jednego browara zostaje alkoholikiem. Silna wola? Nie sadze.

Czytając pierwsze zdanie przypomniał mi się teleturniej "Genialny umysł". Pewien łepak miał nadzwyczajną zdolność zapamiętywania, kojarzenia w szybkim tempie, z utrudnieniami. Ktoś z jury go nazwał geniuszem, a on an to, ze nim nie jest, ze tak każdy potrafi, bo wykorzystujemy tylko 10% możliwości naszego mózgu. skoro każdy może, to dlaczego nie każdy jest geniuszem?
No właśnie, bo każdy ma inne predyspozycje. Jeśli już ktoś w ten nałóg wpadnie, to ta silna wola, tak okrzyczana i znielubiona w tym wątku, ma ogromne-jeśli nie zasadnicze znaczenie. Bez niej, bez szczerych chęci wyrwania się z nałogu, bez samozaparcia, nie ma nic. Wiem po sobie. Same chęci to za mało. Kazdy kto kiedykolwiek próbował rzucić nałóg... choćby palenia... powie, ze chcieć każdy może, ale bez silnej woli ni huhu.  Ta silna wola ma znaczenie gdy się juz chce z nałogu wyjść.

121

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Tajemnicza, z innej strony. Wyobraz sobie, ze masz bardzo popsute zeby: masz slabe szkliwo, byl brak higieny ustnej w domu, nikt Cie nie nauczyl jak o zeby dbac. No wiec zaczynasz brac coraz silniejsze srodki przeciwbolowe. W koncu ktos Cie konfrontuje i mowi: "Sluchaj, idz do dentysty. To bedzie bardzo bolec, bo leczenie kanalowe itd ale bedziesz mial zdrowe zabki". Medykowalas sie przez lata i jakos zylas, a nagle slyszysz, ze bedzie po problemie, ale srodki musisz odstawic i bedzie BARDZO BOLEC. I DLUGO TRWAC.

Na to tez uzywa sie "silnej woli"? Od niej przestaje bolec?

122 Ostatnio edytowany przez Amethis (2017-06-01 19:45:22)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Nie no tajemnicza w ostatnim zdaniu się wyratowała

Ale kilka "sztachet" w płocie jeszcze brak smile wink

123 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2017-06-01 20:44:50)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza, z innej strony. Wyobraz sobie, ze masz bardzo popsute zeby: masz slabe szkliwo, byl brak higieny ustnej w domu, nikt Cie nie nauczyl jak o zeby dbac. No wiec zaczynasz brac coraz silniejsze srodki przeciwbolowe. W koncu ktos Cie konfrontuje i mowi: "Sluchaj, idz do dentysty. To bedzie bardzo bolec, bo leczenie kanalowe itd ale bedziesz mial zdrowe zabki". Medykowalas sie przez lata i jakos zylas, a nagle slyszysz, ze bedzie po problemie, ale srodki musisz odstawic i bedzie BARDZO BOLEC. I DLUGO TRWAC.

Na to tez uzywa sie "silnej woli"? Od niej przestaje bolec?

Przytoczyłaś przykład z zębami, ale ja mam przykład podobny z własnego życia, tylko nie z zębami a czymś innym. Ktos mi uświadomił, że całe życie byłam wprowadzana w błąd i czas zmienić RADYKALNIE nawyki żywieniowe, a zniknie większość problemów zdrowotnych. Wiedziałam, ze to będzie kosztowne, czasochłonne i strasznie trudne... weź nagle nie jedz połowy tego co zwykle, uwolnij się ze szponów smakołyków, walcz z chorobą... . Wiem... wydaje się niczym w porównaniu do alkoholizmu i pewnie tak jest, ale przykład adekwatny do tych zębów. Ból i długi czas i dużo kasy do tego.
Miałam wybór, taki sam jak wtedy gdy uświadomiłam sobie swój alkoholizm, taki sam jak ma każdy człowiek w każdej sprawie życiowej. Wybór nigdy nie jest łatwy, ale wychodzę z założenia, ze jeśli nie drzwiami, to oknem, jeśli nie oknem... kominem.... wybór jest jakiś zawsze.
Ja wybrałam walkę. I silna wola była tu ogromnie pomocna, jeśli nie kluczowa. Nie umniejszyła bólu fizycznego, ale psychiczny tak.
A Ty byś zdecydowała się na "naprawę" zębów?

Mogę zapytać dlaczego tak się bronisz przed tą silną wolą? Nie każdy musi ją posiadać i to zrozumiałe, ale można ją w sobie ćwiczyć, bo jest naprawde pomocna w wielu dziedzinach życia. Ja na ten przykład nieustannie ćwiczę cierpliwość wink . Mały krokami... ale do przodu... kiedyś ją wyćwiczę big_smile .

124

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Amethis napisał/a:

Nie no tajemnicza w ostatnim zdaniu się wyratowała

Ale kilka "sztachet" w płocie jeszcze brak smile wink

Ty je masz? To dawaj... inaczej nie zbudujemy płotu wink .

125

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:
Amethis napisał/a:

Nie no tajemnicza w ostatnim zdaniu się wyratowała

Ale kilka "sztachet" w płocie jeszcze brak smile wink

Ty je masz? To dawaj... inaczej nie zbudujemy płotu wink .

Nie no były już tu kilka razy, walały się potrzebne sztachety

Tylko pewnie płot Ci sie nie widzi, taki smile

126

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Heh... my chyba inne płoty budujemy wink... ale w sumie nieistotne. Ostatecznie liczy się efekt. Każdy ma inny sposób, najważniejsze by rezultat był u wszystkich taki sam. Oby był udany... Tobie tego życzę big_smile . Życzliwie życzę, więc nie doszukuj się podtekstów złośliwych wink .... bo zauważyłam, że dość podejrzliwy i nieufny jesteś. Naprawdę życzę Ci wszystkiego dobrego.... jak każdemu zresztą wink .

127

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:

Heh... my chyba inne płoty budujemy wink... ale w sumie nieistotne. Ostatecznie liczy się efekt. Każdy ma inny sposób, najważniejsze by rezultat był u wszystkich taki sam. Oby był udany... Tobie tego życzę big_smile . Życzliwie życzę, więc nie doszukuj się podtekstów złośliwych wink .... bo zauważyłam, że dość podejrzliwy i nieufny jesteś. Naprawdę życzę Ci wszystkiego dobrego.... jak każdemu zresztą wink .

pokłosie naiwności big_smile wink

co do efektu, to zaręczam ze znajduje się w tym samym punkcie, tylko drogi inne prowadzą to tego miejsca
po drodze różne płoty wink

128

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza, z innej strony. Wyobraz sobie, ze masz bardzo popsute zeby: masz slabe szkliwo, byl brak higieny ustnej w domu, nikt Cie nie nauczyl jak o zeby dbac. No wiec zaczynasz brac coraz silniejsze srodki przeciwbolowe. W koncu ktos Cie konfrontuje i mowi: "Sluchaj, idz do dentysty. To bedzie bardzo bolec, bo leczenie kanalowe itd ale bedziesz mial zdrowe zabki". Medykowalas sie przez lata i jakos zylas, a nagle slyszysz, ze bedzie po problemie, ale srodki musisz odstawic i bedzie BARDZO BOLEC. I DLUGO TRWAC.

Na to tez uzywa sie "silnej woli"? Od niej przestaje bolec?

Przytoczyłaś przykład z zębami, ale ja mam przykład podobny z własnego życia, tylko nie z zębami a czymś innym. Ktos mi uświadomił, że całe życie byłam wprowadzana w błąd i czas zmienić RADYKALNIE nawyki żywieniowe, a zniknie większość problemów zdrowotnych. Wiedziałam, ze to będzie kosztowne, czasochłonne i strasznie trudne... weź nagle nie jedz połowy tego co zwykle, uwolnij się ze szponów smakołyków, walcz z chorobą... . Wiem... wydaje się niczym w porównaniu do alkoholizmu i pewnie tak jest, ale przykład adekwatny do tych zębów. Ból i długi czas i dużo kasy do tego.
Miałam wybór, taki sam jak wtedy gdy uświadomiłam sobie swój alkoholizm, taki sam jak ma każdy człowiek w każdej sprawie życiowej. Wybór nigdy nie jest łatwy, ale wychodzę z założenia, ze jeśli nie drzwiami, to oknem, jeśli nie oknem... kominem.... wybór jest jakiś zawsze.
Ja wybrałam walkę. I silna wola była tu ogromnie pomocna, jeśli nie kluczowa. Nie umniejszyła bólu fizycznego, ale psychiczny tak.
A Ty byś zdecydowała się na "naprawę" zębów?

Mogę zapytać dlaczego tak się bronisz przed tą silną wolą? Nie każdy musi ją posiadać i to zrozumiałe, ale można ją w sobie ćwiczyć, bo jest naprawde pomocna w wielu dziedzinach życia. Ja na ten przykład nieustannie ćwiczę cierpliwość wink . Mały krokami... ale do przodu... kiedyś ją wyćwiczę big_smile .

Napisalam wczesniej, ze podjecie decyzji o leczeniu to nie silna wola, to decyzja.

Silna wola nie naprawisz spapranych emocji i nieumiejetnosci radzenia sobie w zyciu. Na to jest leczenie (dokladnie jak przy zebach), a to boli jak cholera i trwa jeszcze dluzej. Dlatego sa ludzie, ktorzy sie nie decyduja, bo ich to przeraza.

129 Ostatnio edytowany przez Amethis (2017-06-01 23:27:45)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

a zęby gniją smile od góry no i wali "z twarzy" hahha

lęki przed nieznanym, przed wyobrażeniami,
trzeba być trochę wariatem, sadomacho

wiem co się ze mną działo jeszcze nie tak dawno

Beyondblackie, wie co mówi

Anthony de Mello, bodajże
opisywał uzależnienie, jako siedzenie w beczce z fekaliami, usta na wysokości poziomu fekali
z litością w oczach aby inni tylko nie ruszali beczką aby fekalia nie wlewały się do ust big_smile

także lepiej obniżyć poziom fekalii, i nawet nie wiedzieć że można beczkę opróżnić, i EUREKA
z beczki wyjść, po co z takiej izolacji siedzieć

130

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Jeszcze chcialabym dodac, ze o wiele lepiej leczy sie cos, jak sie dotrze do zrodel tej choroby.

Jezeli ktos sie nadmiernie objada slodyczami, to sa dwie metody ograniczenia lub eliminacji tego fenomenu.

Propozycja 1- tzw "duposcisk", "silna wola" czy jak tam kto to zwie. Zaciskam zwieracz i heroicznie odmawiam sobie najmniejszej czekoladki, ale i tak ciagle sie slinie w sklepach, omijam kawiarnie, mam palpitacje na czyis urodzinach przy torcie. Mozna tak latami, ale watpie czy jest to szczesliwe zycie.

Propozycja 2- zapytanie siebie "KIEDY i DLACZEGO jem?". W ten sposob jestem w stanie nie tylko zorientowac sie jakie sytuacje czy uczucia wzbudzaja moje slodkie zachcianki (atak niskiej samooceny, stany lekowe, zle samopoczucie, klotnia z mezem, nuda, bezsennosc), ale rowniez co moge zrobic by poprawic stan swoich emocji bez siegania po czekolade. Jest to oczywiscie dluga droga i wymaga wysilku, lecz dzieki niej poznaje lepiej mechanizmy wlasnych zachowan i w jakis sposob moge sie przeprogramowac.

I podobnie jest z alkoholizmem. Jeszcze nie spotkalam alkoholika, ktory pije, bo lubi smak wodki. Jezeli lubilby wylacznie smak, to wystarczylaby mu malpka, a nie butelka. Tak samo jak osoba bez zaburzen odzywiania zje czasem batonika lub ciastko (bo fajny smak), ale nie przyszloby jej do glowy zapychanie sie calym tortem.

Posty [ 66 do 130 z 134 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026