Cougarzyca napisał/a:Z tego co zdąrzyłaś już pewnie sama zauważyć, zachowanie ojca alkoholika miało negatywny wpływ na moje życie i życie mojej rodziny, więc wybacz, ale uważam, że jak najbardziej jestem upoważniona do rozliczania go z błędów i mam pełne prawo czuć żal i złość.
Oczywiście, że masz prawo czuć się rozżalona i wkurzona, ale - tak jak już zdążyli zasugerować Ci moi poprzednicy - zastanów się, czy te emocje są dla Ciebie dobre i czy w jakiś sposób sprawiają, że Twoje życie jest lepsze. Jestem pewna, że lżej by Ci było patrzeć zarówno na swoją przeszłość, jak i przyszłość, gdybyś się z nich oczyściła, a jedynym sposobem na to jest właśnie przebaczenie ojcu. Uwierz, ze swoim też nie miałam łatwo i wiem, że pewne przeżycia z nim związane, już na zawsze odcisnęły na mnie trwałe piętno... Ale wiem też, że gdzieś w głębi serca Tata mnie kochał i mimo wszystko chciał dla mnie dobrze, tylko zapętlony w nałóg, i bez dobrych wzorców wyciągniętych z domu rodzinnego, nie do końca wiedział jak mi tą miłość okazać i jak mnie wychowywać.
Cougarzyca napisał/a:Mówicie, że wybaczenie jest dla mnie, nie dla niego, a ja tego nie rozumiem. Uważam, że nie zasłużył na wybaczenie, gdzieś z tyłu głowy tli się myśl, że wybaczenie będzie dla niego nagrodą, na którą nie zasłużył.
Jeżeli chcesz już rozpatrywać to w takich kategoriach, to uzmysłów sobie, że wybaczenie będzie nagrodą wyłącznie dla Ciebie, że po tylu latach życia na smyczy gniewu, smutku i żalu, w końcu będziesz ją mogła sobie odczepić i nareszcie być wolną.
Cougarzyca napisał/a:U mnie to trwa kilka lat, a paradoksalnie zaczęło się po śmierci ojca, bo swoją walkę przegrał, powiedzmy, walkowerem. W jaki sposób Ty sobie z tym poradziłaś? Póki co jestem na tym etapie, że uważam, że mój skrzywdzony czubek nosa jest o wiele ważniejszy, niż czubek nosa mojego ojca. Wszak problemy z moim nosem zawdzięczam ojcu.
Masz rację w jednym - Twój skrzywdzony czubek nosa jest o wiele ważniejszy, bo ŻYJE i jeszcze wiele fajnego może w tym życiu zdziałać, dlatego zadbaj o niego. Opatrz rany, załóż plaster i pozwól, aby w spokoju się wygoił. Nie powiem Ci ile to potra, na pewno pozostanie blizna, ale przynajmniej przestanie tak boleć...
Pytasz, w jaki sposób ja poradziłam sobie ze swoim żalem...
Podczas pogrzebu ojca, ogarnęła mnie taka rozpacz, jakby świat miał się zaraz skończyć. Samo w sobie było to dla mnie bardzo dziwne, bo przez ten zalegający żal, zawsze reprezentowałam bezduszną postawę "mam głęboko w poważaniu co się z nim dzieje, a jak zdechnie to nawet łezki po nim nie uronię". Odwiedziłam jego grób dopiero po ośmiu miesiącach i dosłownie wbiegłam w tą alejkę, jakby na wyścigach zapaliłam znicz i uciekłam. Druga wizyta wyglądała podobnie, ale już podczas trzeciej postanowiłam przestać uciekać, usiadłam na ławce obok grobu i zaczęłam w myślach rozmowę z ojcem. Byłam w niej cholernie szczera i powiedziałam mu wszystko to, o czym nie miałam odwagi mówić za jego życia, wszystko to, o czym nigdy nie chciał słuchać, wypomniałam mu każde zachowanie, które było dla mnie jak wbicie noża w serce, każdą niespełnioną obietnicę, każde moje małe, dziecięce pragnienie, które olał w imię alkoholu... A na koniec zrobiłam podobnie jak podpowiedział Ci Leśny Owoc - zaczęłam rozliczać Tatę wyłącznie z jego zalet, i wyszło mi, że gdyby tak wymazać z jego życia patologicznych rodziców i uzależnienie, byłby całkiem fajnym facetem. Zaradnym, pomocnym, zdolnym, z ogromną wiedzą na różne tematy, potrafiącym gotować i umiejącym odnaleźć się w każdym towarzystwie.
To właśnie był mój akt oczyszczenia, po którym inaczej zaczęłam patrzeć na ojca, alkoholizm, swoją przeszłość.
Cougarzyca napisał/a:Kilka razy przyszło mi do głowy, że może powinnam iść do psychologa, może na terapię? DDA nie jestem, więc jest po co iść? Z drugiej strony boję się, że po pójściu na jakąś terapię, czy do psychologa zacznę myśleć jak kilka osób z tego wątku i zacznę idealizować ojca i jego uzależnienie zapominając o tych, którzy musieli te wszystkie trudny znosić przez niego i jego „chorobę”. Za terapię trzeba płacić, myślę, że byłoby mnie na to stać, ale myśląc o tym znów się wkurzam, bo muszę iść na terapię i wydawać pieniądze przez ojca.
Zacznij od zmiany sposobu swojego myślenia.
Jeżeli rozpoczniesz terapię to nie PRZEZ OJCA, a DLA SIEBIE. Jego już nie ma, wącha kwiatki od spodu, TU i TERAZ jesteś tylko TY.
Twoi bliscy nie potrzebują tego, abyś pamiętała jak bardzo zostali skopani przez alkoholizm Twojego ojca. Również Twój ojciec nie potrzebuje idealizowania, a już tym bardziej nie potrzebuje tego jego nałóg.
Za to TY potrzebujesz czasu, żeby wszystko to, co się wydarzyło, obejrzeć z różnych perspektyw, dla SWOJEGO spokoju ducha.
authority napisał/a:Uwierzcie depresja to coś gorszego niż alkoholizm to choroba na którą ktoś ma mały wpływ wiem o tym ponieważ moja matka ma depresję.
A czy dla porównania masz równie bliski kontakt z jakąś osobą uzależnioną od alkoholu ? Bo jeżeli nie, to porównanie bardzo głupio odważne...
_v_ napisał/a:bo nie musisz wybaczac
ja nie wybaczylam ani ojcu ani matce i jak mnie ktos zapyta, to wybaczyc nie zamierzam
ale jednoczesnie nie zyje tymi krzywdami, nie mysle o nich, nie rozpamietuje
i krew mnie zalewa jak slysze "musisz wybaczyć"
ja nic nie musze
Oczywiście, że nie musisz. Pytanie dlaczego nie chcesz.