netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

133 odpowiedzi22 432 wyświetleniazałożony przez Cougarzyca, 25.05.2017

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 134 ]

1

Temat: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Jak w temacie, bo coś mnie trafia, gdy słyszę, że mój ojciec był "chory".

Uważam, że sprowadzając alkoholizm do choroby usprawiedliwia się osoby uzależnione. Chory brzmi lepiej niż alkoholik, prawda? Tak jak burdel i dom publiczny, czy prostytutka i kobieta do towarzystwa.

Alkoholik "choruje" na własne życzenie i na własne życzenie może (lub nie) z tego wyjść. Osoba chora na raka takiego "luksusu" nie ma.

Jestem ciekawa opinii, tłumaczeń, bo naprawdę nie rozumiem.

2

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Ja też tego nie rozumiem. "Dajcie jej spokoj, ona jest chora. Jej trzeba pomoc, ona jest chora." Moja mama ma problemy z alkoholem, pamietam rożne sytuacje w domu i denerwuję się kiedy ktoś się nad takimi osobami lituje. Bo ona jest chora, bardziej wrażliwa, itp. Rodzina cierpi, bo przemoc, bo awantury, bo złodziej domowy a w około słyszysz na przykładzie jakiejś aktorki JEJ TRZEBA POMÓC! A jak oni często nie chcą pomocy, w ogóle problemu nie widzą. Ja mam dużo empatii i na wiele rzeczy przymykam oko, bo nie wiem dlaczego ktoś robi tak czy inaczej, w sensie źle ale jeśli ja jestem z takiego domu, to ja znam problem od środka i dla mnie tłumaczenie, że to jest choroba to można włożyć między bajki. Szczególnie jeśli u bliskiej Ci osoby nie widzisz poprawy.

3

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Autoamatorka napisał/a:

. Bo ona jest chora, bardziej wrażliwa, itp.

Od razu na myśl mi przyszła Felicjańska ze swoją wybitną wrażliwością, która to spowodowała jej "chorobę".

Nie wiem jak wrażliwa osoba może jednocześnie tak krzywdzic rodzinę i być ślepą i głuchą na jej uwagi.

4

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Myślałam o Kotulance, której akurat troche mi szkoda. Za Felicjańską nie przeladam.
Mama mojej mamy bardzo dużo przeżyła, z czworga dzieci żyje tylko jedno, właśnie moja mama. Pochowała też męża. Jakoś się trzyma. Nie ma ciągot alkoholowych. A moja mama, życie może nie idealne ale jednak dużo prostrze, właściwie bez tragedii. A z jakiegoś powodu pije, z tego co wiem od zawsze. Czy to geny po dziadku? Nie chcę całej winy zwalać na moją mamę, bo oprócz alkoholu, było też dużo normalnych chwil. Wolałabym jednak żeby tyle nie piła i już.

5

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

hmm,ciekawy ale trudny temat

choć szczerze mówiąc też mnie troche to denerwuje i też mam poczucie lekkiej niesprawiedliwosci.

co do uzależnienia to sama bylam uzalezniona - nie od alkoholu ale od czlowieka i powiem jedno: tylko ode mnie zalezalo to czy bym wyszla z tego,czy chciala w tym trwac.
byłam uzależniona, ale nie myślalam o sobie jako o chorej, bo wtedy mialabym wrazenie, ze mnie to przypadkiem spotkalo i nie mialam wyboru.

6

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
_v_ napisał/a:

byłam uzależniona, ale nie myślalam o sobie jako o chorej, bo wtedy mialabym wrazenie, ze mnie to przypadkiem spotkalo i nie mialam wyboru.

Dokładnie o to mi chodzi. Nie rozumiem jak można porównywać alkoholika i np. osobę chorą na wspomnianego już raka.

7 Ostatnio edytowany przez VonTrupka (2017-05-25 16:56:00)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Mój Tata również był alkoholikiem i - podobnie jak Ty - ja również przez bardzo długi czas obruszałam się na porównywanie alkoholizmu do choroby. Brak zrozumienia był podszyty żalem za wszystkie złe rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu z jego winy, a których na pewno by nie było, gdyby nie jego nałóg... Wraz z upływem czasu jednak emocje zaczęły cichnąć, a ja z czystej ciekawości zabrałam się za zgłębianie fachowej literatury, żeby zrozumieć z czym tak naprawdę zmagał się mój Ojciec. Wtedy również dowiedziałam się o istnieniu syndromu DDA i o współuzależnieniu....

Każdy alkoholik ma inne podłoże uzależnienia - biologiczne, psychologiczne lub społeczne. Schemat jednak jest zawsze podobny - alkohol wywołuje długie i intensywne, pozytywne doznania, które uzależniają identycznie jak sama substancja. Mimochodem spożywanie alkoholu staje się nawykiem, bo dzięki niemu łatwiej jest sobie poradzić z czymś, z czym bez niego poradzić jest sobie trudniej... Nie wiadomo kiedy procenty stają się nieodłącznym elementem życia...

Efekt?

Właściwości chemiczne alkoholu oddziałują na mózg, uszkadzając przy tym struktury nerwowe. U osób uzależnionych zdiagnozowano np. ponad 30% zniszczonych neuronów płatów czołowych, które odpowiadają za m.in. planowanie, przewidywanie, hamowanie instynktownych zachowań, jak np. agresję. Wymaganie zatem od alkoholika, żeby z dnia na dzień, samodzielnie, z własnej woli, skończył z piciem i wziął się za siebie, to tak jak wymagać od osoby z połamanymi rękami, że bez problemu chwyci za stół i przeniesie go w inne miejsce...

8 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-05-25 17:10:13)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Dla mnie alkoholizm to uzależnienie spowodowane nieumiejętnością radzenia sobie z problemami (tata osoba nie potrafi na trzeźwo przyjąć problemu, tylko "ucieka" w inną sferę), natomiast jedyne co można tutaj nazwać chorobą/chorobami to dolegliwości zdrowotne, ew. psychiczne potrzebujące leków, a nie terapii. Jeśli potrzebna jest tylko terapia to uzależnienie. Chociaż poważne uzależnienie rzeczywiście można zaliczyć jako chorobę - dlatego to moje osobiste zdanie, które chyba nie pokrywa się z literaturą medyczną.

Wiesz moim zdaniem psycholodzy specjalnie rozpowszechniają tego typu podejście: "to choroba", bo alkoholicy mają poważny problem z rozwiązywaniem właśnie swoich problemów. Lepiej im usłyszeć, że są chorzy, niż mają poważne zaburzenia na które sami w 100% zapracowali. Oni wiedzą, iż jest z nimi bardzo źle i bardzo ciężko przyjmują krytykę tworząc tzw. ogniska krytyczne (burdy w domu, zaczepki słowne, wygrzebywanie spraw sprzed x czasu), aby spróbować choć trochę "odpowiedzialności za ich stan" przerzucić najczęściej na bliskich.
Jeśli alkoholik jest chory to w takim wypadku osoby współuzależnione/dzieci DDA również należy tak traktować, a tak się najczęściej nie dzieje. Mówi się ma pani zespół/zaburzenie, a nie chorobę.

VonTrupka napisał/a:

Właściwości chemiczne alkoholu oddziałują na mózg, uszkadzając przy tym struktury nerwowe. U osób uzależnionych zdiagnozowano np. ponad 30% zniszczonych neuronów płatów czołowych, które odpowiadają za m.in. planowanie, przewidywanie, hamowanie instynktownych zachowań, jak np. agresję. Wymaganie zatem od alkoholika, żeby z dnia na dzień, samodzielnie, z własnej woli, skończył z piciem i wziął się za siebie, to tak jak wymagać od osoby z połamanymi rękami, że bez problemu chwyci za stół i przeniesie go w inne miejsce...

Wszystko działa na mózg - cukier, związki soli, wdychane spaliny/smog. Jak to jest, że jedna osoba ma kulturę picia, a inna już nie? Pierwsza zasada - nie usprawiedliwiaj alkoholika. Alkoholicy doskonale zdają sobie sprawę z tego kim i do czego doprowadza przedawkowanie związków etanolu tylko doskonale manipulują uczuciami innych (najczęściej robią się święci, gdy rodzina chce mieć od niego/niej spokój). Jeśli ktoś nie chce z tym walczyć to jest w 100% winny za swój stan. Podobnie narkomani. Inaczej również złodziej uzależniony od kradzieży zamiast do więzienia powinien trafić do poradni leczenia uzależnień. Czym różni się według ciebie kleptoman od złodzieja, czy gwałciciel od erotomana/seksoholika?

9

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:

Jak w temacie, bo coś mnie trafia, gdy słyszę, że mój ojciec był "chory".

Uważam, że sprowadzając alkoholizm do choroby usprawiedliwia się osoby uzależnione. Chory brzmi lepiej niż alkoholik, prawda? Tak jak burdel i dom publiczny, czy prostytutka i kobieta do towarzystwa.

Alkoholik "choruje" na własne życzenie i na własne życzenie może (lub nie) z tego wyjść. Osoba chora na raka takiego "luksusu" nie ma.

Jestem ciekawa opinii, tłumaczeń, bo naprawdę nie rozumiem.

Zależy z czego ten alkoholizm wynika, bo jeśli ktoś pije dla przyjemności, z lenistwa to fakt, ale są ludzie, którzy mają np. depresję, nie potrafią się pozbierać (bo depresja to ciężka choroba) przez co sięgają po używki i tak, wtedy jest to choroba

10

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Mój ojciec był alkoholikiem i wiele lat zajęło mi zrozumienie mechanizmu choroby jaką jest każdy nałóg, w tym przypadku alkoholizm.
Zauważyłam, że łatwiej się z tym pogodzić, jak już minie żal, a wszelkie rany się zabliźnią.

11 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-05-25 17:09:33)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

w powszechnym obiegu "choroba" funkcjonuje jako coś, co się nam przydarza, na co nie mamy wpływu. Na alkoholizm nie da się zachorować ani się nim zarazić, stąd dla wielu ludzi to się kłoci ze sobą. 
Ale jeśli spojrzeć na chorobę ściśle wg terminologii słownikowej to alkoholizm może być chorobą.

choroba:
1. «nieprawidłowe funkcjonowanie organizmu lub jego części»

2. «negatywne zjawisko lub czyjaś ujemna cecha

Dla mnie to jest nałóg. I też uważam, że mowienie o alkoholizmie jako o chorobie, ściąga z alkoholizmu odium społecznej niechęci, bo przecież "chory" ma inny wydźwięk niż "alkoholik". Chorym się współczuje a nie obarcza odpowiedzialnością czy ma jakieś pretensje.  Ach, ci biedni chorzy na alkoholizm... biedacy wink

12

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Jezeli alkoholizm to nie choroba, to depresja czy anoreksja  tez choroba nie jest. Z obu tez mozna wyjsc samemu i obie ma sie poniekad na wlasne zyczenie (zareagowanie na bardzo wczesnym etapie niemal w kazdym przypadku daje szanse szybkiego przezwyciezenia).

Alkoholizm, tak jak i depresja i podobne, to proces postepujacy. To nie jest tak, ze   istnieje jakas granica, limit, dawka gdzie da sie okreslic czy ktos juz to ma, czy jeszcze nie.

Nikt nie zaczyna pic z mysla "a teraz sobie zostane alkoholikiem".

Kazde UZALEŻNIENIE jest chorobą, niektore tylko maja łagodniejszy brzebieg.

13 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-05-25 17:22:50)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
adiaphora napisał/a:

w powszechnym obiegu "choroba" funkcjonuje jako coś, co się nam przydarza, na co nie mamy wpływu. Na alkoholizm nie da się zachorować ani się nim zarazić, stąd dla wielu ludzi to się kłoci ze sobą. 
Ale jeśli spojrzeć na chorobę ściśle wg terminologii słownikowej to alkoholizm może być chorobą.

choroba:
1. «nieprawidłowe funkcjonowanie organizmu lub jego części»

2. «negatywne zjawisko lub czyjaś ujemna cecha

Dla mnie to jest nałóg. I też uważam, że mowienie o alkoholizmie jako o chorobie, ściąga z alkoholizmu odium społecznej niechęci, bo przecież "chory" ma inny wydźwięk niż "alkoholik". Chorym się współczuje a nie obarcza odpowiedzialnością czy ma jakieś pretensje.  Ach, ci biedni chorzy na alkoholizm... biedacy wink

No cóż to bardzo powszechny problem i właśnie tego typu działanie tylko daje takim osobom poczucie, że to choroba podobnie jak grypa. Czyli wystarczą tableteczki i po sprawie. W ten sposób nie przygotowuje się odpowiednio ich psychiki do walki. Spojrzenia prawdzie w oczy. To uzależnienie, choroby mogą jemu towarzyszyć i wynikać z nadmiaru spożywania szkodliwych substancji - podobnie powszechne uzależnienie od używek typu papierosy. Nie słyszałam, aby lekarz z jakiejkolwiek specjalizacji mówi "jest pani/pan chora" do poważnie uzależnionej/uzależnionego od tej substancji, a gdy pojawia się to słowo choroba to najczęściej dotyczy efektów ubocznych np. rak, choroby dziąseł, płuc.
Właśnie w takim razie uzależnienie od masturbacji jest chorobą?

Iceni napisał/a:

Kazde UZALEŻNIENIE jest chorobą, niektore tylko maja łagodniejszy brzebieg.

No tak praktycznie każde uzależnienie to choroba, ale nie każda choroba to uzależnienie - a nie ukrywajmy najczęściej osobami uzależnionymi nie są osoby pogłębiające kwestie wiedzy na różne tematy. To wiedzą głównie lekarze i oni powinni się zatroszczyć, aby alkoholik nie porównywał swojej "choroby" z grypą, a tego typu mówienie: "choroba alkoholowa" temu służy. Czyli specjaliści poniekąd sami przyczyniają się do tworzenia otoczki "olewnictwa". Uzależnienie każdemu kojarzy się z długofalowym leczeniem (głównie wkład własny w leczenie), choroba raczej z połykaniem tabletek/zabiegami przeprowadzanymi przez specjalistę (głównie wkład lekarza w leczenie). Tworzymy w ten sposób określone nastawienie społeczne.

14

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Iceni napisał/a:

Jezeli alkoholizm to nie choroba, to depresja czy anoreksja  tez choroba nie jest.

Zgadzam się co do alkoholizmu i częściowo co do anoreksji, bo faktycznie człowiek sam w to wchodzi, dopiero później wymykają się spod kontroli. Ale depresja? Na własne życzenie??

15

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Dianthus napisał/a:

Zależy z czego ten alkoholizm wynika, bo jeśli ktoś pije dla przyjemności, z lenistwa to fakt, ale są ludzie, którzy mają np. depresję, nie potrafią się pozbierać (bo depresja to ciężka choroba) przez co sięgają po używki i tak, wtedy jest to choroba

No przecież alkoholik, to nie jest ten co tylko pije. Choroba alkoholizmu dobiera się do woli, zabiera wolność wyboru. Świadomy alkoholik nie pije, bo wie że jak wypije to odleci, bez panowania nad sobą. Przyjemnośc, lenistwo itd tu nie maja znaczenia. Chodzi o kontrolę, którą alkohol zabiera. Dlatego często w alkoholiku narasta złość przede wszystkim do samego siebie, że nie potrafi sobą kierować.

16

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
CatLady napisał/a:
Iceni napisał/a:

Jezeli alkoholizm to nie choroba, to depresja czy anoreksja  tez choroba nie jest.

Zgadzam się co do alkoholizmu i częściowo co do anoreksji, bo faktycznie człowiek sam w to wchodzi, dopiero później wymykają się spod kontroli. Ale depresja? Na własne życzenie??

A dlaczego nie? Wiele osob nie chce podejmowac terapii, ba, nawet pojsc do specjalisty. No to nie maja tego na wlasne zyczenie? Wczesne stadium (z reguly, pomijam przypadki kiedy dopada nagle z jakichs powodow zyciowych) to nie jest gleboka depresja odbierajaca czlowiekowi chec do zycia. A jednak nie chca sie leczyc. Skoro MOZE, a tego nie robi, to czyja to jest wina?

17

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Ciesze się, ze ktoś odważył się wreszcie tak napisać. Ja czuje to samo. Jako DDA nigdy nie powiem, ze mój ojciec był miał chorobę alkoholową. Był zwyczajnym alkoholikiem, choć ciśnie mi się na język -pijakiem. Na własne życzenie. Tylko, ze ja mam traumę i moze nie jestem obiektywna.
Tak samo uzależnienie od fajek, słodyczy, seksu i czegokolwiek. Nie nazywa się chorobą, ale się leczy prawda? Dlaczego? Dlaczego orientacja seksualna homo lub bi nie jest już chorobą, choć kiedyś też twierdzono, że to genetyczne? Kiedyś leczono, dziś nie.

Dlaczego alkoholizm uznawany jest za chorobę? Czytałam kiedyś gdzieś, że naukowcy odkryli jakiś gen... miały go tylko niektóre osoby. Latami próbowano wywnioskować dlaczego tak jest i drogą dedukcji wyłoniono pewien czynnik wspólny. Otóż te osoby z owym genem to alkoholicy, dzieci alko, wnuki alko... osoby których przodek był alkoholikiem. To było przełomowe odkrycie i pozwoliło nazwać alkoholizm chorobą.
To ponoć ma uzasadniać dlaczego najczęściej "dziedziczy" się alkoholizm z ojca na syna i dlaczego zawsze ktoś w linii prostej musi po alkoholiku przejąć picie.

18

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Autoamatorka napisał/a:

A moja mama, życie może nie idealne ale jednak dużo prostrze, właściwie bez tragedii. A z jakiegoś powodu pije, z tego co wiem od zawsze.

Bo po alkoholu wszystko jest łatwiejsze, do tego być może Twoja mama czuje się pewniej „po kielichu”. Nie usprawiedliwiam, tylko podaję możliwe przyczyny.

Leśny_owoc napisał/a:

  Lepiej im usłyszeć, że są chorzy, niż mają poważne zaburzenia na które sami w 100% zapracowali. Oni wiedzą, iż jest z nimi bardzo źle i bardzo ciężko przyjmują krytykę

Zauważyłam, że czasem dzieci, jak i żony| partnerki alkoholików zdecydowanie wolą określenie „chory”, tak jakby nie mogły pogodzić się z prawdziwym obrazem ich ojca, czy męża, który niesie ze sobą słowo „alkoholik”.

Dianthus napisał/a:

Zależy z czego ten alkoholizm wynika, bo jeśli ktoś pije dla przyjemności, z lenistwa to fakt, ale są ludzie, którzy mają np. depresję, nie potrafią się pozbierać (bo depresja to ciężka choroba) przez co sięgają po używki i tak, wtedy jest to choroba

Czyli alkoholizm z rozrywki, to nie choroba, ale depresja leczona alkoholem, skutkiem czego jest alkoholizm to choroba? No błagam...

Cyngli napisał/a:

Mój ojciec był alkoholikiem i wiele lat zajęło mi zrozumienie mechanizmu choroby jaką jest każdy nałóg, w tym przypadku alkoholizm. Zauważyłam, że łatwiej się z tym pogodzić, jak już minie żal, a wszelkie rany się zabliźnią.

Mój mąż jest nałogowym palaczem. Nie mam do niego żalu, ani żadnych blizn po ranach, bo mi ich nie zadał. Nie uważam go za osobę chorą, a uzależnioną.

adiaphora napisał/a:

w powszechnym obiegu "choroba" funkcjonuje jako coś, co się nam przydarza, na co nie mamy wpływu. Na alkoholizm nie da się zachorować ani się nim zarazić, stąd dla wielu ludzi to się kłoci ze sobą.

Widziałam bardzo ciężką chorobę bardzo bliskiej osoby i walkę z nią. Podobnie jak alholizm i walkę z nim. W obu przypadkach te walki zostały przegrane, ale czuję ogromny wewnętrzy opór i sprzeciw, by jedno i drugie klasyfikować jako chorobę.

adiaphora napisał/a:

Chorym się współczuje a nie obarcza odpowiedzialnością czy ma jakieś pretensje.

Otóż to. Moja koleżanka, której ojciec był alkoholikiem uważa, że ojcu trzeba mu współczuć, a nie obarczać go winą, tak jak nie obarczamy winą osoby ciężko chorej. Czy to nie jest próba wybielenia pijaka?

Iceni napisał/a:

Jezeli alkoholizm to nie choroba, to depresja czy anoreksja  tez choroba nie jest.

Anoreksja to zaburzenie odżywiania, depresja ma z kolei w ogóle inne przyczyny niż alkoholizm.

Iceni napisał/a:

Nikt nie zaczyna pic z mysla "a teraz sobie zostane alkoholikiem".

Tak samo jak nikt nie przechodzi na czerwonym świetle z myślą, że zostanie przejechany, albo wyprzedza na trzeciego z myślą, że spowoduje poważny wypadek. Jednak każdy wie, do czego to może prowadzić.

Iceni napisał/a:

Kazde UZALEŻNIENIE jest chorobą, niektore tylko maja łagodniejszy brzebieg.

Ojcu choremu na raka bym współczuła i robiła co mogła, by mu pomóc, a i jestem pewna, że sam robiłby wszystko, co w swojej mocy, by wyzdrowieć.
Ojcu alkoholikowi również bym pomogła, ale już nie współczuła, bo sam sobie zapracował na swoją „chorobę”.  Do tego chęć i wytrwałość  „wyleczenia się” byłaby nieporównywalna mniejsza do chęci i wytrwałości osoby chorej na raka.

balin napisał/a:

Chodzi o kontrolę, którą alkohol zabiera. Dlatego często w alkoholiku narasta złość przede wszystkim do samego siebie, że nie potrafi sobą kierować.

Piękny przykład usprawiedliwiania słabości alkoholika. On sie nie kontroluje, bo alkohol mu nie pozwala. Tak jak mąż zdradza żonę, bo kochanka pozbawiła go samokontroli. Nic, tylko współczuć, prawda?

Iceni napisał/a:

Wiele osob nie chce podejmowac terapii, ba, nawet pojsc do specjalisty. No to nie maja tego na wlasne zyczenie? (...) A jednak nie chca sie leczyc. Skoro MOZE, a tego nie robi, to czyja to jest wina?

Mnie się wydaje, że osoba może wiedzieć, że ma depresję i jednocześnie wstydzić się iść na terapie, może wierzy, że sama da sobie radę. Poza tym jak można wpaść w depresję na własne życzenie?

Alkoholik z kolei nie podejmuje leczenia najczęściej dlatego, że nie akceptuje faktu, że ma problem z alkoholem. Moim zdaniem to ogromna różnica.

Leśny_owoc napisał/a:

   Jeśli ktoś nie chce z tym walczyć to jest w 100% winny za swój stan. Podobnie narkomani. Inaczej również złodziej uzależniony od kradzieży zamiast do więzienia powinien trafić do poradni leczenia uzależnień. Czym różni się według ciebie kleptoman od złodzieja, czy gwałciciel od erotomana/seksoholika?

AMEN!

19

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Czyli palacz, ktory ma raka nie jest chory, bo ma to na wlasne zyczenie?

80 kg nadwagi wywolujace cukrzyce, to nie choroba, tylko defekt urody wywolany na wlasne zyczenie?

Czerniak wywolany nadmiarem opalania - zadna choroba, tylko slusznie "wypracowany" rak na wlasne zyczenie?

20 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-05-25 19:17:17)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Iceni napisał/a:

Czyli palacz, ktory ma raka nie jest chory, bo ma to na wlasne zyczenie?

Mówisz tu o następstwie nałogu.

Marskość wątroby, to następstwo nałogu alkoholowego. W obu przypadkach (rak, i marskość) to choroba. Nałóg nią nie jest.

Iceni napisał/a:

Czerniak wywolany nadmiarem opalania - zadna choroba, tylko slusznie "wypracowany" rak na wlasne zyczenie?

Tutaj uzależnienie np. od solarium to nałóg, a jego następstwo - czerniak, to choroba.

We wszystkich przypadkach zachorować (na oba nowotwory) mogą osoby nieuzależnione. Nie wiem jak jest z marskością wątroby.

21

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Wiec wytlumacz mi gdzie tkwi roznica, ze jednej osobie jest latwo cos przerwac, a inna popada w nalog? Dlaczego to nie choroba? Bo masz zakodowane, ze chorej osobie sie wspolczuje, a alkoholikowi wspolczuc nie potrafisz?

Bardzo wiele osob na poczatku choroby NIE CHCE sie leczyc. Ludzie nie zmieniaja diety, chociaz grozi im miazdzyca czy cukrzyca, nie rzucaja palenia, chociaz maja poczatki astmy itd. Tak samo jest z alkoholikami - w niczym oni pod TYM wzgledem nie roznia sie od innych. Problem jest w tym, ze alkoholizm/narkomania zmienia swiadomosc.

Kiedy ZACZYNA sie alkoholizm?  Kiedy zaczyna sie uzaleznienie od zakupow, hazardu itp? Dlaczego jesni nawet po latach gry w kasynie nie popadaja w nalog, a inni po kilku miesiacach? Dlaczego jedni prowadza imprezowy tryb zycia przez 40 lat i w niczym im to nie szkodzi, a inni wpadaja w nalog?

Sklonnosc do nalogow MA podloze genetyczne. Sa ludzie, ktorych mozgi sa poddatne na uzaleznienia -jego szczescie jezeli nie padnie na alko albo dragi. Z reszta latwiej sobie poradzic, wiec mozna byc "dumnym" ze sie jest tylko palaczem, a nie alkoholikiem.

Nikt nie jest w stanie ocenic jak poddatny jest na uzaleznienia.

Ja na przyklad kocham palic. Uwielbiam spokoj, ktory daje mi palenie fajki za fajka kiedy jestem w stresie. W normalnym czasie spokoju moge nie palic, kiedy wpadam w stress moge wypalic paczke fajek jeden za drugim.  To jest typowy objaw uzaleznienia smile

Gdyby takie uczucie blogosci dawal mi alkohol, bylabym w czarnej dupie. Ale mam szczescie, moj nalog to tylko fajki.

22 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-05-25 20:04:42)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Iceni napisał/a:

Wiec wytlumacz mi gdzie tkwi roznica, ze jednej osobie jest latwo cos przerwac, a inna popada w nalog? Dlaczego to nie choroba? Bo masz zakodowane, ze chorej osobie sie wspolczuje, a alkoholikowi wspolczuc nie potrafisz?

Wydaje mi się, że różnica tkwi w samokontroli, w samodyscyplinie, w obserwowaniu siebie i umiejętności lub jej braku wyciągania wniosków.
Jeśli chodzi o współczucie, to przede wszystkim współczuję jego rodzinie, na samym końcu współczuję alkoholikowi i to tylko trudów jakie musi podjąć, gdy walczy, aby wyjść z nałogu. Samego nałogu mu nie współczuję.

Zwróć uwagę, że z toksycznymi związkami jest podobnie: jedne kobiety widzą sygnały alarmowe i się ewakuują, a reszta tkwi w tym, bo jest cudownie. Budzą się wtedy, gdy już siedzą w tym po uszy.

Iceni napisał/a:

   Ludzie nie zmieniaja diety, chociaz grozi im miazdzyca czy cukrzyca, nie rzucaja palenia, chociaz maja poczatki astmy itd. Tak samo jest z alkoholikami - w niczym oni pod TYM wzgledem nie roznia sie od innych.

Iceni, mam wrażenie, że mylisz pojęcia.

Nadużywanie wszystkiego prowadzi do chorób, ale samo nadużywanie chorobą nie jest. Tak samo jak osoba jedząca za dużo czekolady, czy tłuszczu nie jest chora, ale cukrzyk, czy osoba z miażdżycą już tak.

Iceni napisał/a:

Problem jest w tym, ze alkoholizm/narkomania zmienia swiadomosc.

Nie zmienia jej tylko alkoholikowi, ale ogólnie KAŻDEJ osobie pijanej, więc tym bardziej nie współczuję. To nie jest tak, że osoba pijąca nie wie, co ją czeka, tylko ma nadzieję, że jej się upiecze. Tak jak ta, która przebiega na czerwonym świetle.

Iceni napisał/a:

Kiedy ZACZYNA sie alkoholizm?  Kiedy zaczyna sie uzaleznienie od zakupow, hazardu itp?

Gdy potrzebujesz coraz więcej, coraz częściej. U jednych ten proces trwa krócej, u innych dłużej.

Iceni napisał/a:

Sklonnosc do nalogow MA podloze genetyczne. Sa ludzie, ktorych mozgi sa poddatne na uzaleznienia -jego szczescie jezeli nie padnie na alko albo dragi. Z reszta latwiej sobie poradzic, wiec mozna byc "dumnym" ze sie jest tylko palaczem, a nie alkoholikiem.

I co z tego? Skoro dzięki ojcu mam skłonności genetyczne to dla mnie znaczy, że tym bardziej muszę uważać i tym bardziej się kontrolować. Nie widzę powodu, bym miała się z tego powodu użalać nad sobą, bo inni mają łatwiej.

Iceni napisał/a:

Gdyby takie uczucie blogosci dawal mi alkohol, bylabym w czarnej dupie. Ale mam szczescie, moj nalog to tylko fajki.

Fajki mnie w ogóle nie kręcą, wydaje mi się, że alkohol też nie, ale zawsze mam z tyłu głowy, że mam genetyczne predyspozycje i pozwalam sobie na picie ciut częściej niż od święta i na tyle mało, by się nie upić, choć na lekkie szumienie czasem sobie pozwalam, ale to jest już dla mnie sygnał, by przejść na wodę z cytrynką.

23

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Leśny_owoc napisał/a:
VonTrupka napisał/a:

Właściwości chemiczne alkoholu oddziałują na mózg, uszkadzając przy tym struktury nerwowe. U osób uzależnionych zdiagnozowano np. ponad 30% zniszczonych neuronów płatów czołowych, które odpowiadają za m.in. planowanie, przewidywanie, hamowanie instynktownych zachowań, jak np. agresję. Wymaganie zatem od alkoholika, żeby z dnia na dzień, samodzielnie, z własnej woli, skończył z piciem i wziął się za siebie, to tak jak wymagać od osoby z połamanymi rękami, że bez problemu chwyci za stół i przeniesie go w inne miejsce...

Wszystko działa na mózg - cukier, związki soli, wdychane spaliny/smog. Jak to jest, że jedna osoba ma kulturę picia, a inna już nie? Pierwsza zasada - nie usprawiedliwiaj alkoholika. Alkoholicy doskonale zdają sobie sprawę z tego kim i do czego doprowadza przedawkowanie związków etanolu tylko doskonale manipulują uczuciami innych (najczęściej robią się święci, gdy rodzina chce mieć od niego/niej spokój). Jeśli ktoś nie chce z tym walczyć to jest w 100% winny za swój stan. Podobnie narkomani. Inaczej również złodziej uzależniony od kradzieży zamiast do więzienia powinien trafić do poradni leczenia uzależnień. Czym różni się według ciebie kleptoman od złodzieja, czy gwałciciel od erotomana/seksoholika?

Kleptomania to stan psychiczny objawiający się zaburzeniem w kontrolowaniu własnych impulsów, zaś złodziejstwo to świadome popełnienie przestępstwa z chęci zysku.
Erotomania to choroba, objawiająca się urojeniami, że inna osoba jest w niej zakochana, a nawet uprzykrzaniem tej osobie życia. Seksoholizm to inaczej uzależnienie, które obejmuje przymus do zachowań o podłożu seksualnym. Nie każdy seksoholik jest gwałcicielem. Cóż, to więcej niż pewne, że wśród więźniów jest wiele osób chorych, które powinny przebywać w ośrodku i przechodzić terapię, ale coś w trakcie procesu poszło nie tak i marnują życie za kratami... Nadal jednak nie rozumiem, co to wszystko ma do alkoholizmu...?

O kulturze picia możemy mówić wtedy, gdy spotka się grupa znajomych, piją alkohol i żadne z nich nie skończy pod stołem. U osoby uzależnionej, samoświadomość jest zaburzona, pije z automatu i nie myśli o konsekwencjach jako takich, tylko o tym że przyniesie jej to ukojenie. I to nie jest usprawiedliwianie kogokolwiek, to są smutne fakty...

Uważasz, że skoro alkoholik nie chce podjąć leczenia, to najwyraźniej jest mu w tym nałogu wygodnie. Nic bardziej mylnego. Wiele osób nie podejmuje próby, bo np. równocześnie choruje na depresję i nie ma siły, nie ma wiary, uważa że nie ma dla kogo... Tak, wiem, wyzdrowieć to powinni chcieć przede wszystkim dla samych siebie, ale wolność nie jest żadnym wybawieniem, jeżeli nie ma z kim się nią cieszyć, bo rodzina dawno się odwróciła... Równie wiele osób boi się tej konfrontacji, przyznania się przed samym sobą, że dotknęło się dna... Boi się bólu fizycznego... Są też tacy, których hamuje wstyd za swój stan... Ile osób tyle przypadków.

24

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Gdy potrzebujesz coraz więcej, coraz częściej. U jednych ten proces trwa krócej, u innych dłużej.

Sorry, ale to jest banał. Skad masz wiedziec czy nalezysz do tej pierwszej, czy do tej drugiej grupy?

Alkohol, w odroznieniu od uzywek nietoksycznych wplywa na mozg. Wplywa na  percepcje i postrzeganie swiata. Jak mozna wymagac od osoby pijanej trzezwego myslenia?

Glod alkoholowy ZABURZA logiczne myslenie. Czasem myslenie w ogole. TO jest wlasnie choroba.

Wymagasz swiadomych decyzji od osoby, ktora nie jest do nich czasami zdolna.

I to jest w tym najbardziej przerazajace...

25 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-05-25 20:36:42)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
VonTrupka napisał/a:

  U osoby uzależnionej, samoświadomość jest zaburzona, pije z automatu i nie myśli o konsekwencjach jako takich, tylko o tym że przyniesie jej to ukojenie. I to nie jest usprawiedliwianie kogokolwiek, to są smutne fakty...

No i? To nie jest tak, że osoba uzależniona jednego dnia całkowicie zdrowa, przewróciła się, upadła na głowę i raptem ma zaburzoną samoświadomość i musi chlać. Ona na to sobie zapracowała. Dlatego nie zgadzam się, by stawiać alkoholików na równi z osobami naprawdę chorymi.

VonTrupka napisał/a:

   Uważasz, że skoro alkoholik nie chce podjąć leczenia, to najwyraźniej jest mu w tym nałogu wygodnie. Nic bardziej mylnego. Wiele osób nie podejmuje próby, bo np. równocześnie choruje na depresję i nie ma siły, nie ma wiary, uważa że nie ma dla kogo...

Wielu przede wszystkim nie chce przyznać się do nałogu. Mam kolegę w pracy, który dużo pije,  twierdzi, że pije, bo chce, ale może przestać, jeśli będzie chciał, tyle że mu się nie chce – pewnie znacie tą gadkę. Ludzie pijący za dużo najczęściej dostają sygnały z otoczenia, czy to od rodziny, czy to od znajomych, ale żeby to przerwać trzeba trochę wysiłku. Ale wysilać też im się nie chce. Najłatwiej jest pić. Po raz kolejny  nie widzę powodów do współczucia.

Iceni napisał/a:

Skad masz wiedziec czy nalezysz do tej pierwszej, czy do tej drugiej grupy?

Po co mi ta wiedza? Skoro nie mam predyspozycji to znaczy, że mogę pić na potęgę, bez zahamowań?

Iceni napisał/a:

Wplywa na  percepcje i postrzeganie swiata. Jak mozna wymagac od osoby pijanej trzezwego myslenia? Wymagasz swiadomych decyzji od osoby, ktora nie jest do nich czasami zdolna. I to jest w tym najbardziej przerazajace...

Znów mylisz pojęcia. Człowiek choćby nie wiem jak był nachlany też trzeźwieje i powinien zmierzyć się z rzeczywistością, wyciągnąć wnioski. Nie mam zamiaru użalać się nad kimś, komu się po prostu tego nie chciało.

26

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:
VonTrupka napisał/a:

  U osoby uzależnionej, samoświadomość jest zaburzona, pije z automatu i nie myśli o konsekwencjach jako takich, tylko o tym że przyniesie jej to ukojenie. I to nie jest usprawiedliwianie kogokolwiek, to są smutne fakty...

No i? To nie jest tak, że osoba uzależniona jednego dnia całkowicie zdrowa, przewróciła się, upadła na głowę i raptem ma zaburzoną samoświadomość i musi chlać. Ona na to sobie zapracowała. Dlatego nie zgadzam się, by stawiać alkoholików na równi z osobami naprawdę chorymi.

VonTrupka napisał/a:

   Uważasz, że skoro alkoholik nie chce podjąć leczenia, to najwyraźniej jest mu w tym nałogu wygodnie. Nic bardziej mylnego. Wiele osób nie podejmuje próby, bo np. równocześnie choruje na depresję i nie ma siły, nie ma wiary, uważa że nie ma dla kogo...

Wielu przede wszystkim nie chce przyznać się do nałogu. Mam kolegę w pracy, który dużo pije,  twierdzi, że pije, bo chce, ale może przestać, jeśli będzie chciał, tyle że mu się nie chce – pewnie znacie tą gadkę. Ludzie pijący za dużo najczęściej dostają sygnały z otoczenia, czy to od rodziny, czy to od znajomych, ale żeby to przerwać trzeba trochę wysiłku. Ale wysilać też im się nie chce. Najłatwiej jest pić. Po raz kolejny  nie widzę powodów do współczucia.

Ale dlaczego na podstawie jednego kolegi doszywasz łatke pozostalym?

Ludzie z problemem alkoholowym bardzo czesto otrzymuja sygnaly z otoczenia o swoim problemie... a czy tak samo czwsto ktokolwiek zastanawia sie DLACZEGO ta osoba pije?

Wiesz, ja jestem corka alkoholika, ale wyczuwam w tobie tyle pogardy dla osob uzaleznionych, ze az mnie to przeraza... pietnowanie takich osob i wytykanie im ich "winy"  zupelnie w drodze do trzezwosci nie pomaga...

Moze ci sie nie podobac nazywanie tego choroba, ale nie stawiaj sie w pozycji sędzi wszystkich alkoholikow.
Sa tez tacy, ktorzy CHCĄ sie leczyc.

27

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

alkoholizm to nie zawsze stan upojenia 24 godz na dobę ani głod alkoholowy zmieniajacy percepcję rzeczywistości. Mój ojczym był alkoholikiem. Potrafił nie pić miesiącami i żyć jak każdy normalny człowiek. Ale jak już zaczął, to nie mogł skończyć i wpadał w tygodniowe ciągi. Wtedy rzeczywiście nie bardzo mogł się kontrolować. Ale, gdy wytrzeźwiał, jak najbardziej mógł. Zdawał sobie sprawe, do jakiego stanu może doprowadzić go jeden kieliszek...Wiedział a mimo to robił ten pierwszy krok, wypijając ten pierwszy kieliszek, będąc całkowicie trzeźwym i świadomym tego, co robi. Każdy ma świadomość tego, co robi. Alkoholizm nie zaczyna się nagle, że dzisiaj nie jesteś a jutro już jesteś alkoholikiem i nie masz na to wpływu. Każdy ma wpływ na to, co robi. To jest kwestia wyboru. Na początku każdy ma wybór. Na początku pijesz bo chcesz a nie bo musisz. Na tym etapie można się ogarnąć i przestać. Jak nie przestajesz, znaczy, że tak wybrałeś.
Nie znoszę alkoholikow i wcale mi ich nie szkoda. Dla mnie mogą zachlać się na śmierć.

28 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-05-25 20:41:18)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Iceni napisał/a:

Ale dlaczego na podstawie jednego kolegi doszywasz łatke pozostalym?

Gdzie ja doszyłam wszystkim latkę na podstawie mojego kolegi? To jest po prostu znany schemat, co nie znaczy, że zawsze uzależnienie przebiega w ten sposób.

Iceni napisał/a:

  a czy tak samo czwsto ktokolwiek zastanawia sie DLACZEGO ta osoba pije?

Podaj mi przykład, bo naprawdę nie potrafię wymyśleć powodu, dla którego mogłabym usprawiedliwiać picie.

Iceni napisał/a:

Wiesz, ja jestem corka alkoholika, ale wyczuwam w tobie tyle pogardy dla osob uzaleznionych, ze az mnie to przeraza... pietnowanie takich osob i wytykanie im ich "winy"  zupelnie w drodze do trzezwosci nie pomaga...

Ja nimi nie gardzę, po prostu ich nie usprawiedliwiam. Jestem zdania, że człowiek powinien wypić piwo, które sobie nawarzył, ja mu mogę pomóc trzymac kufel, ale klepać po pleckach nie będę. Choć może to niefortunne porównanie patrząc na temat wątku.

Iceni napisał/a:

Moze ci sie nie podobac nazywanie tego choroba, ale nie stawiaj sie w pozycji sędzi wszystkich alkoholikow.
Sa tez tacy, ktorzy CHCĄ sie leczyc.

Serio ja osądzam alkoholików?
Zdaję sobie sprawę, że są alkoholicy, którzy walczą z nałogiem i chcą z tym skończyc i chwała im za to. Wtedy współczuję trudów i trzymam kciuki za powodzenie.

29 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-05-25 21:42:03)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
adiaphora napisał/a:

alkoholizm to nie zawsze stan upojenia 24 godz na dobę ani głod alkoholowy zmieniajacy percepcję rzeczywistości. Mój ojczym był alkoholikiem. Potrafił nie pić miesiącami i żyć jak każdy normalny człowiek. Ale jak już zaczął, to nie mogł skończyć i wpadał w tygodniowe ciągi. Wtedy rzeczywiście nie bardzo mogł się kontrolować. Ale, gdy wytrzeźwiał, jak najbardziej mógł. Zdawał sobie sprawe, do jakiego stanu może doprowadzić go jeden kieliszek...Wiedział a mimo to robił ten pierwszy krok, wypijając ten pierwszy kieliszek, będąc całkowicie trzeźwym i świadomym tego, co robi. Każdy ma świadomość tego, co robi. Alkoholizm nie zaczyna się nagle, że dzisiaj nie jesteś a jutro już jesteś alkoholikiem i nie masz na to wpływu. Każdy ma wpływ na to, co robi. To jest kwestia wyboru. Na początku każdy ma wybór. Na początku pijesz bo chcesz a nie bo musisz. Na tym etapie można się ogarnąć i przestać. Jak nie przestajesz, znaczy, że tak wybrałeś.
Nie znoszę alkoholikow i wcale mi ich nie szkoda. Dla mnie mogą zachlać się na śmierć.

Właśnie tu jest pies pogrzebany... na miano alkoholika pracuje się latami. Zawsze wszyscy koncentrują się na nich, a osoby które muszą z wiadomych przyczyn z nimi przebywać się olewa. To już tworzy w ogół nich szczególniejszą otoczkę: "zobaczcie chleję, a wszyscy skaczą koło mnie". Tego trzeba się wystrzegać i nie dawać sobie wejść na głowie - dobry terapeuta mi to powiedział. Jeśli nie chce pomocy to nie pomagać, bo pomoc (przynajmniej myślenie, że inni przez nich cierpią) od takich ludzi nie wraca. Moim zdaniem to rodzinie, a nie alkoholikowi trzeba najpierw pomóc. Najczęściej na człowieka z takim uzależnieniem działa tylko jedno - wyprowadzka rodziny i pozostanie samemu. Uleganie szantażom emocjonalnym to najgorsza głupota jaką można zrobić, bo dajemy sygnał, że przejdą bajeczki bez czynów. Jak wtedy się nie ocknie to nic nie pomoże, a najbliżsi nie muszą cierpieć z jego/jej powodu. Jest pełno organizacji działających na rzecz walki z tym poważnym uzależnieniem, wszystko zależy od alkoholika.

30 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-05-25 22:44:07)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

też uważam, że wszystko zależy od człowieka. Jak się chce to się da radę. I szczerze to irytuje mnie to całe ględzenie w stylu, że alkoholizm to rak duszy... Srak a nie rak. Większość chla, bo lubi ten stan, a nie, że ma jakieś dramaty, które musi zapijać, żeby się znieczulać. Ludzie zawsze znajdą usprawiedliwienie dla swojego lenistwa, głupoty, słabości charakteru...
Mordercom też powinno się współczuć, to biedni, chorzy ludzie. Nikt zdrowy na umyśle nie morduje przecież. Może też mają raka duszy, jakies problemy i muszą odreagować. Czy to ich wina? Nie odkryli jeszcze genu zła?
Tak, tak, przemawia przeze mnie złość, ale mam powody.

31 Ostatnio edytowany przez CatLady (2017-05-25 23:05:49)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Iceni napisał/a:

A dlaczego nie? Wiele osob nie chce podejmowac terapii, ba, nawet pojsc do specjalisty. No to nie maja tego na wlasne zyczenie? Wczesne stadium (z reguly, pomijam przypadki kiedy dopada nagle z jakichs powodow zyciowych) to nie jest gleboka depresja odbierajaca czlowiekowi chec do zycia. A jednak nie chca sie leczyc. Skoro MOZE, a tego nie robi, to czyja to jest wina?

Dlatego, że narkoman biorąc pierwszy raz, czy alkoholik, gdy pije coraz więcej, to wie, co go może spotkać. Robi to znając ryzyko. Anorektyczka sama wywołuje chorobę. Utrata kontroli następuje później. Natomiast depresja może się pojawić z różnych przyczyn - z powodów życiowych, przez zaburzenia hormonalne, itp. To czy to jest tego człowieka wina, że ją ma? Nie. Sam jej sobie nie wywołał. I to nie jest tak, że ktoś nie chce się leczyć. We wczesnym stadium myśli się, że to tylko zły nastrój, że przejdzie. A później... Depresja odbiera chęć do życia, do działania, pozbawia instynktu i chęci walki. W depresji sukcesem może być to, ze się nie sięgnęło danego dnia po żyletkę. Bardzo ciężko samemu szukać pomocy, jak nie chce się nawet żyć, nie widać sensu w jej szukaniu.

32

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Uważam, że z faktami się nie dyskutuje, nawet jeśli subiektywne odczucie przemawia za tym, aby alkoholizmu czy innej choroby związanej z uzależnieniami w ten sposób nie klasyfikować.

Alkoholizm spełnia trzy podstawowe kryteria choroby:
- zaburza stan równowagi pomiędzy zdrowiem a patologią,
- charakteryzuje się swoistą etiologią (czyli posiada określony zbiór przyczyn rozwoju uzależnienia),
- wśród przyczyn zmian patologicznych wysępuje czynnik fizyczny.

Alkohol oddziałuje na mózg oraz cały ośrodkowy układ nerwowy. Mózg, który jest anatoicznym podłożem życia psychicznego, umożliwia kontakt z innymi ludźmi oraz podlega wpływom społecznym, reaguje na wszystkie zmiany w składzie chemicznym krwi.

Własności chemiczne alkoholu oddziałują na ten organ, konkurując z własnościami chemicznymi produkowanymi przez sam układ nerwowy w celu komunikowaia się w systemie neuronów. Zawarte w substancjach psychoaktywnych substancje uszkadzają ponadto struktury nerwowe - u alkoholików zniszczonych jest 30% neuronów płatów czołowych, które odpowiadają za wyższe funkcje mózgowe, takie jak planowanie czy przewidywanie, a także za hamowanie instynktownych zachowań, np. agresji. Badania neurologiczne wykazały, że mózg osoby uzależnionej od alkoholu ma funkcjonalne niedobory nawet wtedy, gdy nie wystepują w nim zmiany strukturalne.

To właśnie fakt zaburzenia czynności mózgu u alkoholików pozwala na stwierdzenie, że ich nałog jest również chorobą. Istnieje ona bez względu na to, czy dana osoba znajduje się obecnie w stanie upojenia alkoholowego, czy też nie.

(źródło: narkotyki.pl)

A to wklejam, bo ciekawe:

Uzależnienie nie ma nic wspólnego z siłą woli. Według najnowszej definicji amerykańskich specjalistów, jest to permanentna choroba mózgu wymagająca odpowiedniego leczenia, obojętnie czy chodzi o uzależnienie od alkoholu, leków lub hazardu - informuje AP. Dr Michael M. Miller z American Society for Addiction Medicine twierdzi, że uzależnienie to nie tylko kwestia złego zachowania. Podkreśla, że jest to przewlekła choroba wymagającego długotrwałego leczenia, podobnie jak cukrzyca czy miażdżyca serca.

(...) W nowej definicji amerykańskich specjalistów podkreśla się, że uzależnienie jest zaburzeniem mózgu, co lepiej ma uzmysłowić zarówno rodzinom osób uzależnionych, jak i lekarzom rodzinnym dlaczego tak często zdarzają się nawroty tej choroby i niepowodzenia w leczeniu.

Wyjaśnienie natury uzależnień stało się możliwe dzięki postępom w badaniach mózgu w ostatnich dwóch dekadach. Przede wszystkim trzeba uzmysłowić sobie, że jest to zaburzenie chroniczne, występujące nawet po zaprzestaniu leczenia - podkreśla dr Nora Volkow, dyr. National Institute on Drug Abuse.

Co takiego dzieje się w mózgu osób uzależnionych? Specjaliści ogólnie określają, że dochodzi do zakłócenia powiązań między emocjami, myśleniem i zachowaniem.

Według dr Volkow wystarczy, że nastąpi zakłócenie funkcjonowania kory czołowej, gdyż splata się tam sfera emocjonalna i kognitywna. Ta część mózgu dojrzewa najpóźniej, co tłumaczy dlaczego tak niebezpieczne jest eksperymentowanie z używkami w okresie dorastania.

Niektóre osoby są genetycznie bardziej predysponowane do wpadania w nałogi. Ale uzależniają się też ludzie, którzy nie mają takich skłonności. Wystarczy, że często sięgają po używki lub eksperymentują z hazardem, gdy chcą się pozbyć stresów, z którymi sobie nie radzą.

W obu przypadkach dochodzi do zaburzeń w układzie nagrody mózgu - twierdzi dr Volkow. Następuje wtedy wzrost wydzielania neuroprzekaźnika mózgu dopaminy w odpowiedni na pewne sprawiające przyjemności zachowania, takie jak picie alkoholu, palenie papierosów czy zażywanie narkotyków.

Takie zachowanie stopniowo wbudowuje się w układ nagrody, w następstwie czego rozwija się uzależnienie. I staje się ono przymusem nawet wtedy, gdy nie sprawia już przyjemności. (...)

(źródło pierwotne: PAP; moje źródło: serwis medonet.pl)

33

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Miałem coś napisać, ale w sumie to co wkleiła Olinka całkowicie wystarczy.
Często trudno współczuć alkoholikowi, bo faktycznie, choruje na swoje życzenie. Ale jeśli palacz dostaje raka płuc to też choruje na swoje życzenie, więc mamy powiedzieć, że nie jest chory ? Z alkoholizmem jak i z każdym uzależnieniem problem polega na tym, że w którymś momencie osoba przekracza pewną linię, po której picie alkoholu nie jest już tylko dobrowolne, ale staje się wymuszone. Ci ludzie po prostu muszą pić, tak jak ćpun musi ćpać itd. Na AIDS też chorują czasem ludzie, którzy łapią HIV "na własne życzenie".

34

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

To jest choroba, straszna choroba, choroba chorego i całej rodziny...

Ja mam silną wolę bez trudu żyję z rygorem diety cukrzycowej, bez problemu przychodzi mi nie jedzenie wielu rzeczy, a mimo to papierosów rzucić nie umiem, chęci to za mało, to głód który trawi od środka, który rządzi człowiekiem.

35

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Najwyraźniej Twoja silna wola jest zbyt slaba. Ludzie rzucają z dnia na dzień nawet po 40 latach intensywnego palenia, czyli da się.

36 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-05-26 10:25:55)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Z faktami się nie dyskutuje (co prawda można, tylko one pod wpływem dyskusji nie zmienią się, na nich też dyskusja nie zrobi żadnego wrażenia). Alkoholizm jest chorobą, czy komuś się to podoba, czy nie. I nie jest to żadne usprawiedliwienie (czytaj 'pozwolenie' na picie) alkoholika/alkoholików.
Rozumiem jednak emocje osób z alkoholikiem żyjących; odreagowanie jest pierwszym etapem na drodze poradzenia sobie z trudnymi doświadczeniami, tak też traktuję ten wątek.


Edycja:
zachęcam do przeczytania książek napisanych przez alkoholika:
- Wiktor Osiatyński, Alkoholizm i grzech, i choroba, i...
- Wiktor Osiatyński, Rahab
- Wiktor Osiatyński, Litacja
- Wiktor Osiatyński, Rahabilitacja

37

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Alkoholizm jest jak najbardziej choroba i nie ma kompletnie zwiazku z silna wola, jak praktycznie wszystkie uzaleznienie.

Wiadomo, ze pewne rzeczy sa przyjemne: alkohol, papierosy, gry hazardowe, seks. Jednak jakos sie tak dzieje, ze sa ludzie, ktorzy z nich korzystaja i jest git, a sa tacy, ktorzy wciagaja sie od jednego piwa. Jako mloda kobieta palilam fajki (nie pale od 5 lat bo stwierdzilam, ze to strata kasy, a i Misiek nie lubi dymu), ale nigdy nie mialam parcia na nastepnego papierosa. Czasem zapalilam jednego czy dwa, czasem miesiacami nic. I w sumie mi zwisalo. A mialam kolegow, ktorzy musieli wyszlugowac paczke dziennie. Czy to swiadczy o tym, ze ja mam wole ze stali, ktorej oni nie posiadali? Smiech na sali big_smile

Alkoholizm jako choroba jest kombinacja uwarunkowan genetycznych jak i pewnych zaburzen emocjonalnych. Przepraszam, widzial ktos kiedys szczesliwego alkoholika, ktory dzielnie radzi sobie ze swoimi uczuciami? No, nie. Oczywiscie, chec leczenia i decyzja o zaprzestaniu picia jest w gestii tylko uzaleznionego- on musi to na siebie wziac. Ale zdrowienie nie polega na uzywaniu silnej woli, lecz przepracowaniu swoich mechanizmow zachowan i nauczeniu sie radzenia sobie z emocjami, a nie uciekania w szklo

38

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
adiaphora napisał/a:

Najwyraźniej Twoja silna wola jest zbyt slaba. Ludzie rzucają z dnia na dzień nawet po 40 latach intensywnego palenia, czyli da się.


A nie jest za słaba by zrezygnować ze słodyczy, z ziemniaków, makaronu, alkoholu? A uwielbiam ziemniaki och i to jak.
To nie jest takie proste to są złożone mechanizmy.

39

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
wilczysko napisał/a:

Miałem coś napisać, ale w sumie to co wkleiła Olinka całkowicie wystarczy.
Często trudno współczuć alkoholikowi, bo faktycznie, choruje na swoje życzenie. Ale jeśli palacz dostaje raka płuc to też choruje na swoje życzenie, więc mamy powiedzieć, że nie jest chory ? Z alkoholizmem jak i z każdym uzależnieniem problem polega na tym, że w którymś momencie osoba przekracza pewną linię, po której picie alkoholu nie jest już tylko dobrowolne, ale staje się wymuszone. Ci ludzie po prostu muszą pić, tak jak ćpun musi ćpać itd. Na AIDS też chorują czasem ludzie, którzy łapią HIV "na własne życzenie".

Mało tego, często nawet na własne życzenie przeziębiamy się, bo byliśmy zbyt lekko ubrani albo po wyjściu z basenu nie wysuszyliśmy dokładnie włosów. Na własne życzenie mamy osłabioną odporność, bo nie odżywiamy się wystarczająco dobrze. Na własne życzenie mamy grypę, bo w okresie zwiększonej zachorowalności pchamy się w duże skupiska ludzi. I można byłoby tak jeszcze długo, a jednak zwykle nikomu nie przychodzi do głowy, by upatrywać się w tym własnej winy.

40 Ostatnio edytowany przez Koczek (2017-05-26 19:03:12)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Przeczytałam temat i mam taką refleksję. Temat wątku powinien brzmieć nie "czemu alkoholizm to choroba", ale "czy alkoholikom należy współczuć".
Ktoś podał już słownikową definicję choroby. Alkoholizm jak najbardziej pod nią podchodzi.
Natomiast część osób tutaj znalazła sobie nową, własną definicję: "choroba" == stan, którego nalezy współczuć.
Dla tych osób więc alkoholizm nie podchodzi pod stan, którego nalezy współczuć = nie jest chorobą.
No cóż, moim zdaniem to trzeba rozmawiać o pojęciach, które są tym, czym są, czyli opisane w słowniku, a nie wymyślać własne definicje i potem trwa bezsensowna walka o słówka. Jeśli temat miał być o tym, czy alkoholikom trzeba/nie trzeba współczuć, to tak to określić, a nie inaczej.
Druga rzecz, to choroby nie muszą oznaczać tego samego. Bo jak tu ktoś też sugerował choroba == biorę tabletki i sam nic ze sobą nie muszę więcej robić. Niestety tak wąsko definiowac można tylko choroby fizyczne, że bierze się leki i samemu juz nic nie można zrobić (chociaż też bym polemizowała, że przy nawet fizycznych chorobach człowiek kompletnie nic nie może sam dla siebie zrobić). Natomiast uzależnienia to nie jest to samo, co choroba fizyczna. Co nie znaczy, że nie są też rodzajem choroby.
Jeszcze ktoś tu miał swoją definicję taką: choroba == stan niezawiniony, na którego wystąpienie nie mieliśmy wpływu. No cóż, ale to nie jest poprawna definicja choroby, patrz słownik. A na zdrowy rozum, to jest wiele chorób fizycznych, do których ludzie sami doprowadzili, np. złą dietą, brakiem ruchu itp. Z tego powodu, że sami doprowadzili, to już by nie były choroby?
Może więc warto zmienić te swoje prywatne definicje i trzymać się znaczeń jakie dane słowo na prawdę ma. A może, zamiast zmieniać język polski na swoją modłę, niektórym tu osobom by lepiej zrobiło uznać po prostu: "są choroby, których ja nie współczuję". Wtedy nie ma sensu spierać się czy nałogi są, czy nie są chorobą...
Przecież, ktoś może współczuć każdej choroby, ale nie współczuje na przykład cukrzycy typu II. Uznając, że delikwent sam się do owego stanu doprowadził przez brak ruchu i zbytnie spożycie słodyczy. Nie współczuje, co nie znaczy, że musi się upierać, że to nie jest choroba. Bo on nie współczuje == to nie choroba.
Tak samo jak nie macie współczucia dla alkoholików - OK, nie to nie, nie ma obowiązku, ale po co takie jałowe dyskusje, że to nie jest choroba... trochę bez sensu jak dla mnie.

edit
Chciałam jeszcze dodać, że wiele jest słów, które ludzie sobie definiują "po swojemu". Ale to nie prowadzi nigdy do dobrej jakości rozmowy, dojścia do porozumienia, czy ciekawych wniosków. Bo jedna osoba mówi o czymś innym, a druga o czymś innym. Ja nie jestem jakąś purystką językową, ale jednak nie widze celu gadania o czymś, co nie jest jasno i konkretnie zdefiniowane. Jak to się mówi: ja o rybach, ty o grzybach... Dlatego nie odbierajcie tego, co napisałam, że jakąś polonistką jestem, czy coś wink Tylko zwyczajnie sensu nie ma gadanie o czymś, co jedna osoba zdefinuje sobie tak, a druga tak... Komuś się na przykład słowo "powidło" kojarzy wyłącznie ze śliwkami, bo zwykle z tego się robi. Kupi w sklepie drożdżówkę z powidłem, a tam zonk - bo to z innych owoców. Pójdzie, zrobi awanturę sprzedawczyni, bo on nie dostał tego, co zamówił. Czy będzie miał rację? No nie do końca, bo w słowniku jasno pisze, ze może to być też zrobione z innych owoców. To, że komuś się to słowo kojarzy tylko ze śliwką, to nie upoważnia do upierania się, że powidło == tylko ze śliwek.

41 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-05-26 19:14:06)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Małpa69 napisał/a:
adiaphora napisał/a:

Najwyraźniej Twoja silna wola jest zbyt slaba. Ludzie rzucają z dnia na dzień nawet po 40 latach intensywnego palenia, czyli da się.


A nie jest za słaba by zrezygnować ze słodyczy, z ziemniaków, makaronu, alkoholu? A uwielbiam ziemniaki och i to jak.
To nie jest takie proste to są złożone mechanizmy.

Prof. Religa byl alkoholikiem. Czy naprawdę mozna Jemu zarzucić, że nie miał silnej woli?

42 Ostatnio edytowany przez VonTrupka (2017-05-26 22:40:23)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:

No i? To nie jest tak, że osoba uzależniona jednego dnia całkowicie zdrowa, przewróciła się, upadła na głowę i raptem ma zaburzoną samoświadomość i musi chlać. Ona na to sobie zapracowała. Dlatego nie zgadzam się, by stawiać alkoholików na równi z osobami naprawdę chorymi.

Traktujesz alkoholików jak masochistów, którym satysfakcję przynosi rujnowanie sobie życia, a tymczasem alkoholizm to totalnie paradoksalny proces, który mimo że działa na ludzi destrukcyjnie, to tak naprawdę jest przez nich rozpoczynany z nadzieją, że w ten sposób sobie pomogą: znajdą w nim ukojenie, zapomną o tym co ich boli, choć na chwilę zdejmą ciężki balastr problemów, na moment będzie im lepiej samym z sobą. Gdyby każdy alkoholik w początkowych fazach nałogu, każdy wypity kieliszek rozpatrzył pod kątem daleko idących konsekwencji, założę się, że nigdy nie przystawiłby go do ust. Sęk w tym, że w danym momencie osoba uzależniona skupia się na tym co dzieje się TU i TERAZ, a co w tym wszystkim najsmutniejsze, to często dzieje się w jej życiu źle...

Cougarzyca napisał/a:

Podaj mi przykład, bo naprawdę nie potrafię wymyśleć powodu, dla którego mogłabym usprawiedliwiać picie.

Pytanie co prawda nie jest skierowane do mnie, ale odpowiem na nie idąc za ciosem... Motywy picia alkoholu są różne, od tych naprawdę idiotycznych jak np. chęć dobrej zabawy w towarzystwie gdzie wszyscy piją (i to jest właśnie podłoże społeczne alkoholizmu), picie dla nudy, dlatego że alkohol smakuje lub z wiary w to, że ma zdrowotne działanie, po naprawdę poważne jak bezsenność, problemy z potencją, stresujące sytuacje w życiu, patologiczny dom, a nawet depresja.
Zaraz pewnie napiszesz, że każdy alkoholik miał wybór i mógł sięgnąć po coś innego niż alkohol, ale pamiętaj, że każdy popełnia błędy, a my nie jesteśmy upoważnieni do tego, żeby kogoś z tych błędów rozliczać. Oni już za swoje decyzje zapłacili odpowiednio wysoką cenę, a wydawanie przez Ciebie osądów w niczym im nie pomoże. Takie działanie pomóc może jedynie Tobie, abyś poczuła się lepiej i podbudowała swoje ego, ale powiedz, czym wówczas różnisz się od takiego alkoholika dokonującego złych wyborów, jeżeli na świecie jest pierdylion innych, zdecydowanie lepszych metod na poprawienie własnego samopoczucia?

Cougarzyca napisał/a:

Wielu przede wszystkim nie chce przyznać się do nałogu. Mam kolegę w pracy, który dużo pije,  twierdzi, że pije, bo chce, ale może przestać, jeśli będzie chciał, tyle że mu się nie chce – pewnie znacie tą gadkę. Ludzie pijący za dużo najczęściej dostają sygnały z otoczenia, czy to od rodziny, czy to od znajomych, ale żeby to przerwać trzeba trochę wysiłku. Ale wysilać też im się nie chce. Najłatwiej jest pić. Po raz kolejny  nie widzę powodów do współczucia.

Ty widzisz tylko tyle co on chce Tobie pokazać, nie wiesz co dzieje się w jego głowie. Nałóg to nie jest tylko biel i czerń, ale też cała gama szarości pomiędzy, której warto się przyjrzeć, żeby nie wyjść na ignoranta.


CatLady napisał/a:

Natomiast depresja może się pojawić z różnych przyczyn - z powodów życiowych, przez zaburzenia hormonalne, itp. To czy to jest tego człowieka wina, że ją ma? Nie. Sam jej sobie nie wywołał. I to nie jest tak, że ktoś nie chce się leczyć. We wczesnym stadium myśli się, że to tylko zły nastrój, że przejdzie. A później... Depresja odbiera chęć do życia, do działania, pozbawia instynktu i chęci walki.

Czyli bardzo podobny schemat jak z alkoholizmem.

Iceni napisał/a:

Wiesz, ja jestem corka alkoholika, ale wyczuwam w tobie tyle pogardy dla osob uzaleznionych, ze az mnie to przeraza...

Też taka byłam. Żyłam żalem do ojca tak wielkim, że przyćmiewał mi on racjonalne widzenie, i najchętniej wszystkie pijaczyny utopiłabym w łyżce wody. wink Dzisiaj natomiast wiem jedno... Do póki człowiek nie upora się z tym co przeżył, co czuje i z tym co myśli, nie przestanie patrzeć jedynie na skrzywdzony czubek własnego nosa, nigdy nie zrozumie istoty tego problemu.

43

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
VonTrupka napisał/a:
Cougarzyca napisał/a:

No i? To nie jest tak, że osoba uzależniona jednego dnia całkowicie zdrowa, przewróciła się, upadła na głowę i raptem ma zaburzoną samoświadomość i musi chlać. Ona na to sobie zapracowała. Dlatego nie zgadzam się, by stawiać alkoholików na równi z osobami naprawdę chorymi.

Traktujesz alkoholików jak masochistów, którym satysfakcję przynosi rujnowanie sobie życia, a tymczasem alkoholizm to totalnie paradoksalny proces, który mimo że działa na ludzi destrukcyjnie, to tak naprawdę jest przez nich rozpoczynany z nadzieją, że w ten sposób sobie pomogą: znajdą w nim ukojenie, zapomną o tym co ich boli, choć na chwilę zdejmą ciężki balastr problemów, na moment będzie im lepiej samym z sobą. Gdyby każdy alkoholik w początkowych fazach nałogu, każdy wypity kieliszek rozpatrzył pod kątem daleko idących konsekwencji, założę się, że nigdy nie przystawiłby go do ust. Sęk w tym, że w danym momencie osoba uzależniona skupia się na tym co dzieje się TU i TERAZ, a co w tym wszystkim najsmutniejsze, to często dzieje się w jej życiu źle...

Cougarzyca napisał/a:

Podaj mi przykład, bo naprawdę nie potrafię wymyśleć powodu, dla którego mogłabym usprawiedliwiać picie.

Pytanie co prawda nie jest skierowane do mnie, ale odpowiem na nie idąc za ciosem... Motywy picia alkoholu są różne, od tych naprawdę idiotycznych jak np. chęć dobrej zabawy w towarzystwie gdzie wszyscy piją (i to jest właśnie podłoże społeczne alkoholizmu), picie dla nudy, dlatego że alkohol smakuje lub z wiary w to, że ma zdrowotne działanie, po naprawdę poważne jak bezsenność, problemy z potencją, stresujące sytuacje w życiu, patologiczny dom, a nawet depresja.
Zaraz pewnie napiszesz, że każdy alkoholik miał wybór i mógł sięgnąć po coś innego niż alkohol, ale pamiętaj, że każdy popełnia błędy, a my nie jesteśmy upoważnieni do tego, żeby kogoś z tych błędów rozliczać. Oni już za swoje decyzje zapłacili odpowiednio wysoką cenę, a wydawanie przez Ciebie osądów w niczym im nie pomoże. Takie działanie pomóc może jedynie Tobie, abyś poczuła się lepiej i podbudowała swoje ego, ale powiedz, czym wówczas różnisz się od takiego alkoholika dokonującego złych wyborów, jeżeli na świecie jest pierdylion innych, zdecydowanie lepszych metod na poprawienie własnego samopoczucia?

Cougarzyca napisał/a:

Wielu przede wszystkim nie chce przyznać się do nałogu. Mam kolegę w pracy, który dużo pije,  twierdzi, że pije, bo chce, ale może przestać, jeśli będzie chciał, tyle że mu się nie chce – pewnie znacie tą gadkę. Ludzie pijący za dużo najczęściej dostają sygnały z otoczenia, czy to od rodziny, czy to od znajomych, ale żeby to przerwać trzeba trochę wysiłku. Ale wysilać też im się nie chce. Najłatwiej jest pić. Po raz kolejny  nie widzę powodów do współczucia.

Ty widzisz tylko tyle co on chce Tobie pokazać, nie wiesz co dzieje się w jego głowie. Nałóg to nie jest tylko biel i czerń, ale też cała gama szarości pomiędzy, której warto się przyjrzeć, żeby nie wyjść na ignoranta.


CatLady napisał/a:

Natomiast depresja może się pojawić z różnych przyczyn - z powodów życiowych, przez zaburzenia hormonalne, itp. To czy to jest tego człowieka wina, że ją ma? Nie. Sam jej sobie nie wywołał. I to nie jest tak, że ktoś nie chce się leczyć. We wczesnym stadium myśli się, że to tylko zły nastrój, że przejdzie. A później... Depresja odbiera chęć do życia, do działania, pozbawia instynktu i chęci walki.

Czyli bardzo podobny schemat jak z alkoholizmem.

Iceni napisał/a:

Wiesz, ja jestem corka alkoholika, ale wyczuwam w tobie tyle pogardy dla osob uzaleznionych, ze az mnie to przeraza...

Też taka byłam. Żyłam żalem do ojca tak wielkim, że przyćmiewał mi on racjonalne widzenie, i najchętniej wszystkie pijaczny utopiłabym w łyżce wody. wink Dzisiaj natomiast wiem jedno... Do póki człowiek nie upora się z tym co przeżył, co czuje i z tym co myśli, nie przestanie patrzeć jedynie na skrzywdzony czubek własnego nosa, nigdy nie zrozumie istoty tego problemu.

Podpisuję się pod tym.

44 Ostatnio edytowany przez authority (2017-05-26 23:42:11)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Uwierzcie depresja to coś gorszego niż alkoholizm to choroba na którą ktoś ma mały wpływ wiem o tym ponieważ moja matka ma depresję. Moja matka to typ wrażliwej intelektualistki bardzo inteligentna osoba charakter podobny jak czytam do vingii. Moim zdaniem depresja ma uwarunkowana genetyczne. Odpowiedzialność spada wtedy min. na rodzeństwo.  Ja w porę to zauważyłem choć byłem już mocno zaangażowany w związek. Jakbym wtedy wyjechał do Nowego Yorku w interesach to prawdopodobnie doszło by do tragedii. Czytałem trochę o depresji od strony czysto naukowej podobno w czasie tej choroby masowo zanikają połączenia nerwowe. Odwrotne działania ma min piracetam inaczej nootropil czy lucetam podobno po długim zażywaniu powoli tworzy połączenia nerwowe. Tą właściwość piracetamu odkryto dopiero w ciągu 6 ostatnich lat.

45 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-05-27 01:01:08)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Koczek napisał/a:

Przeczytałam temat i mam taką refleksję. Temat wątku powinien brzmieć nie "czemu alkoholizm to choroba", ale "czy alkoholikom należy współczuć".

Muszę się z tym zgodzić smile

VonTrupka napisał/a:

  ale pamiętaj, że każdy popełnia błędy, a my nie jesteśmy upoważnieni do tego, żeby kogoś z tych błędów rozliczać. Oni już za swoje decyzje zapłacili odpowiednio wysoką cenę,

Z tego co zdąrzyłaś już pewnie sama zauważyć, zachowanie ojca alkoholika miało negatywny wpływ na moje życie i życie mojej rodziny, więc wybacz, ale uważam, że jak najbardziej jestem upoważniona do rozliczania go z błędów i mam pełne prawo czuć żal i złość.

VonTrupka napisał/a:

   a wydawanie przez Ciebie osądów w niczym im nie pomoże.

Mój ojciec niestety (?) był wciąż poklepywany po pleckach przez swoją matkę i usprawiedliwiany, ona też uważała, że nie powinno się go osądzać. 

VonTrupka napisał/a:

Takie działanie pomóc może jedynie Tobie, abyś poczuła się lepiej i podbudowała swoje ego, ale powiedz, czym wówczas różnisz się od takiego alkoholika dokonującego złych wyborów, jeżeli na świecie jest pierdylion innych, zdecydowanie lepszych metod na poprawienie własnego samopoczucia?

Naprawdę myślisz, że cała ta dyskusja jest spowodowana potrzebą podbudowania swojego ego? Teraz naprawdę się zdziwiłam.

VonTrupka napisał/a:

  Do póki człowiek nie upora się z tym co przeżył, co czuje i z tym co myśli, nie przestanie patrzeć jedynie na skrzywdzony czubek własnego nosa, nigdy nie zrozumie istoty tego problemu.

U mnie to trwa kilka lat, a paradoksalnie zaczęło się po śmierci ojca, bo swoją walkę przegrał, powiedzmy, walkowerem. W jaki sposób Ty sobie z tym poradziłaś? Póki co jestem na tym etapie, że uważam, że mój skrzywdzony czubek nosa jest o wiele ważniejszy, niż czubek nosa mojego ojca. Wszak problemy z moim nosem zawdzięczam ojcu.

46 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-05-27 13:33:15)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Moim zdaniem to temat rzeka. Być może po prostu specjalistom bardziej powinno zależeć na praktycznym poznaniu choroby, niż literaturze, bo nie wychodzi to na dobre, ani alkoholikowi, ani jego rodzinie. Takie bycie z chorobą nawet w trudnych momentach, a nie tak miło przy biurku albo w kółeczku?
Tak naprawdę znam tylko jednego alkoholika co po x latach walki sam wyszedł z tego uzależnienia i co więcej dosłownie wyleczył się sam - może napić się piwa i panuje nad tym. W terapii brakuje konkretów co ma robić alkoholik w momentach kryzysowych np. już otwiera 2 butelkę i przestaje panować nad sobą, bądź chce się psychicznie wyżyć na rodzinie. To właśnie ci co go otaczają szybciej dostaną "proste" wskazówki jak to osiągnąć. Alkoholik może najwyżej liczyć na "musi pan nauczyć się nad tym panować". A to błędne koło - alkoholik doskonale wie jaki jest (tylko nie chce przyznać się do tego światu to taka taktyka dziecka, który chowa się za zasłonką i sądzi, że go nie widać wink) on chce na początek nie psychoanalizę, a "receptę". Zamiast dać dobre wskazówki, aby osoba uzależniona dostrzegła światełko (uwierzył, że lekarz rzeczywiście może pomóc) to próbuje od razu tłumaczyć mu się czym jest alkoholizm. Czy narkomana interesuje co z nim nie tak, czy fakt że musi za kilka godzin mieć działkę? Z jednej strony oficjalnie słyszą, że to jest poważna choroba i potrzebują pomocy specjalisty. Z drugiej strony idą do lekarza i zamiast tabletek słyszą "to w 90% zależy praktycznie od pana/pani". Otrzymują sprzeczne sygnały - choroba = pomoc z zewnątrz, musisz sam sobie poradzić = indywidualna pomoc.

Niewielu terapeutów mówi prawdę - problem ma alkoholik i tylko on może z tego wyjść. U nich wszystko jest wyliczone - alkoholik wie po jakich typach/jakich dawkach traci świadomość i do tego świadomie dąży. Ty możesz wybrać pozostać i samemu/samej mieć w przyszłości problemy (tutaj jeszcze niesamodzielne dziecko jest w potrzasku), albo ratować siebie.   

authority napisał/a:

Uwierzcie depresja to coś gorszego niż alkoholizm to choroba na którą ktoś ma mały wpływ wiem o tym ponieważ moja matka ma depresję.

Oczywiście, że napisałeś prawdę. Porównanie depresji do alkoholizmu/seksoholizmu/narkomanii jest po prostu niepoważne. Znowu kłania się sama teoria (dokładnie systematyka chorób), zamiast porównanie praktycznego przebiegu zarówno depresji jak i alkoholizmu. Niedługo usłyszę, że osobowość Borderline można porównać do alkoholizmu - w sumie nie byłabym zdziwiona. Tak jak już napisałam wcześniej choroba może być uzależnieniem, ale nie każde uzależnienie jest chorobą.
Może właśnie tu jest ten pies pogrzebany, a z nim niski procent wyleczalności ludzi z uzależnień? Może ta teoria nie do końca jest poprawna jeśli na jej podstawie wyciąga się złe wnioski na temat terapii, którą próbuje się leczyć ludzi. Złe podejście? A skuteczność terapii to przecież % wyleczonych ludzi.

Cougarzyca napisał/a:
VonTrupka napisał/a:

  Do póki człowiek nie upora się z tym co przeżył, co czuje i z tym co myśli, nie przestanie patrzeć jedynie na skrzywdzony czubek własnego nosa, nigdy nie zrozumie istoty tego problemu.

U mnie to trwa kilka lat, a paradoksalnie zaczęło się po śmierci ojca, bo swoją walkę przegrał, powiedzmy, walkowerem. W jaki sposób Ty sobie z tym poradziłaś? Póki co jestem na tym etapie, że uważam, że mój skrzywdzony czubek nosa jest o wiele ważniejszy, niż czubek nosa mojego ojca. Wszak problemy z moim nosem zawdzięczam ojcu.

Może to nie pytanie do mnie, ale chyba mogę pomóc. Trzeba być szczerym - mi terapeuta od współuzależnień polecił napisać wady i zalety ojca. Co więcej powiedział, że ma się prawo do takich uczuć, a kastracja spowoduje, że w życiu w razie "problemów" będzie się nazbyt usprawiedliwiać poczynania innych, a w szczególności zachowania wynikające z różnych zaburzeń/chorób - tego typu osoby łatwo wchodzą w toksyczne relacje, bo na siłę doszukują się usprawiedliwienia partnera/partnerki .
Bardzo ważnym aspektem jest wybaczenie. Jak wybaczysz (czy na to zasługuje, czy nie - tutaj nie o to chodzi) uwalniasz się od niego. Żyjesz własnym życiem. Dzięki temu nie będzie się tworzyć postaw skrajnych - nadmiernie rozgrzeszać, ani nadmiernie katować. Powinnaś dążyć do stanu w którym patrząc na obraz swojego ojca kompletnie będziesz pomijać jego chorobę jaką był alkoholizm. Oddzielisz jego chorobę od niego, koncentrując się na tworzeniu relacji/pamięci osoby, którą mógłby się stać twój ojciec gdyby nie uzależnienie. Zdać sobie sprawę w jaki inny sposób spędzałby czas poświęcony na picie.
Masz prawo się gniewać, masz prawo być zła - alkoholicy praktycznie zawsze w porównaniu do innych uzależnień niszą osoby w swoim otoczeniu, przy anoreksji/bulimii tego nie ma - ale nie masz prawa nawet po śmierci ojca swoje życie (choćby w najmniejszej części) wciąż podporządkowywać jego chorobie. Chcesz sądu (dokładnie procesu, jednakże zdaj sobie z tego sprawę, że na tym świecie do niego nie dojdzie.

47 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-05-27 14:06:50)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Leśny_owoc napisał/a:

Z drugiej strony idą do lekarza i zamiast tabletek słyszą "to w 90% zależy praktycznie od pana/pani". Otrzymują sprzeczne sygnały - choroba = pomoc z zewnątrz, musisz sam sobie poradzić = indywidualna pomoc.

I tu zaczyna się problem, bo łatwiej jest brać tabletki, by się odechciało, niż pracować nad sobą i się starać, gdy rozwiązanie wszelkich problemów (czyli alkohol) ma się na wyciągnięcie ręki.

Leśny_owoc napisał/a:

Niewielu terapeutów mówi prawdę - problem ma alkoholik i tylko on może z tego wyjść.

To jest ciekawe. Mogłabyś to wyjaśnić? Nie chodzi mi o alkoholików, a o terapeutów.

Leśny_owoc napisał/a:

(...)  a kastracja spowoduje, że w życiu w razie "problemów" będzie się nazbyt usprawiedliwiać poczynania innych, a w szczególności zachowania wynikające z różnych zaburzeń/chorób - tego typu osoby łatwo wchodzą w toksyczne relacje, bo na siłę doszukują się usprawiedliwienia partnera/partnerki .

Mam wrażenie, że z tym mamy do czynienia czasem w wątku. Że moja złość i nieusprawiedliwianie zachowania alkoholika i jego niechęci do pracy nad sobą postrzegana jest jako coś złego, czy nieodpowiedniego, niektórych to nawet przeraża. Mnie przeraża z kolei łatwość wymyślania powodów (nie samego alkoholika, ale jego bliskich) dlaczego on pije, dlaczego on biedny, dlaczego powinnam mu współczuć.

Jak byłam malutka, mieszkaliśmy na wsi, a ojciec zabrał mnie na spacer. Niestety napił się i wylądował w rowie, a ja siedziałam obok niego i wyłam ze strachu. Zabrali nas stamtąd koledzy ojca, też pijani, ale byli w stanie chodzić prowadzić traktor. Wpakowali nas na niego, a mi po drodze wycierali zasmarkany nos papierem toaletowym. Ojca potem przenieśli do domu, bo nie obudził się podczas podróży. Tak więc szanowne przerażone moim podejściem: głęboko w nosie mam powody, dla których mój ojciec pił, miał malutkie dziecko pod opieką i to powinno być wystarczającym powodem, by się ogarnąć.

Leśny_owoc napisał/a:

Bardzo ważnym aspektem jest wybaczenie. Jak wybaczysz (czy na to zasługuje, czy nie - tutaj nie o to chodzi) uwalniasz się od niego. Żyjesz własnym życiem. Dzięki temu nie będzie się tworzyć postaw skrajnych - nadmiernie rozgrzeszać, ani nadmiernie katować. Powinnaś dążyć do stanu w którym patrząc na obraz swojego ojca kompletnie będziesz pomijać jego chorobę jaką był alkoholizm.

To jest właśnie mój problem: nie potrafię (nie chcę?) wybaczyć i nie potrafię o nim myśleć w inny sposób niż alkoholik, który przegrał swoje życie i jeszcze zafundował masę problemów swojej rodzinie.

Leśny_owoc napisał/a:

Oddzielisz jego chorobę od niego, koncentrując się na tworzeniu relacji/pamięci osoby, którą mógłby się stać twój ojciec gdyby nie uzależnienie. Zdać sobie sprawę w jaki inny sposób spędzałby czas poświęcony na picie.

Ech, straciłam mnóstwo czasu w dzieciństwie na takich marzeniach. Obawiam się, że gdybym teraz zaczęła sobie to wyobrażać, to mogłoby to spotęgować moją złość jeszcze bardziej, bo mogło być tak fajnie, ale ojciec to wszystko spieprzył.

Leśny_owoc napisał/a:

ale nie masz prawa nawet po śmierci ojca swoje życie (choćby w najmniejszej części) wciąż podporządkowywać jego chorobie. Chcesz sądu (dokładnie procesu, jednakże zdaj sobie z tego sprawę, że na tym świecie do niego nie dojdzie.

Wydaje mi się, że nie podporządkowuję swojego życia jego chorobie, jestem „tylko zła”. Sądu dla niego nie chcę – on przegrał swoje życie, więc sam się osądził i dostał karę.

Paradoksalnie jestem mu trochę wdzięczna, bo skutecznie obrzydził mi alkoholików i teraz nawet niepijącego bym nie tknęła.

Kilka razy przyszło mi do głowy, że może powinnam iść do psychologa, może na terapię? DDA nie jestem, więc jest po co iść? Z drugiej strony boję się, że po pójściu na jakąś terapię, czy do psychologa zacznę myśleć jak kilka osób z tego wątku i zacznę idealizować ojca i jego uzależnienie zapominając o tych, którzy musieli te wszystkie trudny znosić przez niego i jego „chorobę”. Za terapię trzeba płacić, myślę, że byłoby mnie na to stać, ale myśląc o tym znów się wkurzam, bo muszę iść na terapię i wydawać pieniądze przez ojca. Błędne koło...

48

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:

Mam wrażenie, że z tym mamy do czynienia czasem w wątku. Że moja złość i nieusprawiedliwianie zachowania alkoholika i jego niechęci do pracy nad sobą postrzegana jest jako coś złego, czy nieodpowiedniego, niektórych to nawet przeraża. Mnie przeraża z kolei łatwość wymyślania powodów (nie samego alkoholika, ale jego bliskich) dlaczego on pije, dlaczego on biedny, dlaczego powinnam mu współczuć.

Nie odpowiadam za innych, ale o ile sama rozumiem i tę złość, i tę niechęć do usprawiedliwiania ojca, o tyle twierdzę, że patrząc na temat przez pryzmat własnych doświadczeń, po prostu brakuje Ci obiektywizmu.

Couguarzyca napisał/a:

To jest właśnie mój problem: nie potrafię (nie chcę?) wybaczyć i nie potrafię o nim myśleć w inny sposób niż alkoholik, który przegrał swoje życie i jeszcze zafundował masę problemów swojej rodzinie.

Wybaczenie nie jest aktem łaski dla innych ludzi, ale dla nas samych, bo łatwiej nam żyć bez negatywnych emocji, których jest u Ciebie sporo. Skoro więc pytasz czy ma sens pójście na terapię, to odpowiadam, że tak - wcale nie ze względu na ojca, ale dla siebie, by móc poprawić własną jakość życia. Niemniej to jest oczywiście Twoja decyzja i Twój wybór.

49 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-05-27 15:11:57)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Olinka napisał/a:

Wybaczenie nie jest aktem łaski dla innych ludzi, ale dla nas samych, bo łatwiej nam żyć bez negatywnych emocji, których jest u Ciebie sporo. Skoro więc pytasz czy ma sens pójście na terapię, to odpowiadam, że tak - wcale nie ze względu na ojca, ale dla siebie, by móc poprawić własną jakość życia.

Mam wrażenie, że jeśli chodzi o ojca to u mnie są wyłącznie negatywne emocje.
Do psychologa z tym, czy do psychoterapeuty? No i jaka to ma być terapia? Czy są jakieś rodzaje?

50

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Ja zaczynałam od psychiatry, on pokierował mnie dalej.

51

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:

Mam wrażenie, że jeśli chodzi o ojca to u mnie są wyłącznie negatywne emocje.
Do psychologa z tym, czy do psychoterapeuty? No i jaka to ma być terapia? Czy są jakieś rodzaje?

Najlepszym lekarstwem jest wybaczenie. Nie oddawać za złe złem, ale dobrem. smile Ojciec już nie zyje, nie jest w stanie już niczego zmienić. Ty żyjesz i możesz.

52

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
balin napisał/a:

Najlepszym lekarstwem jest wybaczenie. Nie oddawać za złe złem, ale dobrem. smile Ojciec już nie zyje, nie jest w stanie już niczego zmienić. Ty żyjesz i możesz.

Balin, wierz mi, ja to wszystko rozumiem i staram się w życiu tym kierować, ale w przypadku osób, które notorycznie popełniają te same błędy nie mam litości. Mój ojciec jest właśnie taką osobą.

Staram się bardzo odcinać od negatywnych emocji i nie trzymać ich w sobie, ale w tym przypadku nie umiem. Nie raz słyszałam, że powinnam wybaczyć, ale ja nie potrafię. Mówicie, że wybaczenie jest dla mnie, nie dla niego, a ja tego nie rozumiem. Uważam, że nie zasłużył na wybaczenie, gdzieś z tyłu głowy tli się myśl, że wybaczenie będzie dla niego nagrodą, na którą nie zasłużył.

53

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Beyondblackie napisał/a:

Alkoholizm jest jak najbardziej choroba i nie ma kompletnie zwiazku z silna wola, jak praktycznie wszystkie uzaleznienie.

Dobra, musze zaprzeczyć nawet tym psychologicznym faktom powyżej. Po prostu nie da się tego czytać.
Miałam problem alkoholowy 20 lat temu i gdyby nie moja silna wola zostałabym pijaczką jak ojciec i brat. Nie miałabym wspaniałej rodziny jaką mam. Poradziłam sobie sama, bez AA, bez lekarzy i terapii. Nikt, kto tego nie przeżył, nie zdaje sobie sprawy jakie to trudne.... ale możliwe!!!
Tak samo poradziłam sobie z depresją (tu akurat z terapia i lekami). Już miałam sie zabić, gdy resztkami sił, zwlokłam się, ze strasznym bólem i cierpieniem zaryczana jak histeryk... poszłam do lekarza. Mozna? Można!!!!!
Zachorowałam na inną chorobę, która zmusiła mnie do radykalnych zmian w życiu, ćwiczeń i surowej diety. Nie umiałam się odnaleźć, wyłam z bezsilności i bezradności, ale dałam radę. Choć w sumie nie musiałam-jak wielu innych np. cukrzyków, bezglutenowców czy alergików pokarmowych- też nie muszą przestrzegać diet, mogą chorować na własne życzenie.... bo tak łatwiej, smaczniej i wygodniej.
Tak samo sądzę, można rzucić inne nałogi i zmobilizować się do leczenia chorób (zakładając nawet, że alkoholizm to choroba)... tylko trzeba naprawdę chcieć!!!!

Majac na uwadze moje własne doświadczenia, niech mi nikt nie wmawia, że silna wola nie ma nic do tego. Z całą pewnością twierdzę, że ma.

54 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-05-27 18:56:09)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
tajemnicza75 napisał/a:

Majac na uwadze moje własne doświadczenia, niech mi nikt nie wmawia, że silna wola nie ma nic do tego.

Mnie się wydaje, że PRZEDE WSZYSTKIM  silna wola ma tu znaczenie.
Dzięki za opis od tej drugiej strony smile

55

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Tajemnicza, mylisz podjecie decyzji o leczeniu z silna wola. Jedno z drugim ma niewiele wspolnego.

56

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza, mylisz podjecie decyzji o leczeniu z silna wola. Jedno z drugim ma niewiele wspolnego.

Czego więc potrzeba do podjęcia decyzji o odwyku i zerwania z nałogiem? Chęci?

57

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:
balin napisał/a:

Najlepszym lekarstwem jest wybaczenie. Nie oddawać za złe złem, ale dobrem. smile Ojciec już nie zyje, nie jest w stanie już niczego zmienić. Ty żyjesz i możesz.

Balin, wierz mi, ja to wszystko rozumiem i staram się w życiu tym kierować, ale w przypadku osób, które notorycznie popełniają te same błędy nie mam litości. Mój ojciec jest właśnie taką osobą.

Staram się bardzo odcinać od negatywnych emocji i nie trzymać ich w sobie, ale w tym przypadku nie umiem. Nie raz słyszałam, że powinnam wybaczyć, ale ja nie potrafię. Mówicie, że wybaczenie jest dla mnie, nie dla niego, a ja tego nie rozumiem. Uważam, że nie zasłużył na wybaczenie, gdzieś z tyłu głowy tli się myśl, że wybaczenie będzie dla niego nagrodą, na którą nie zasłużył.


bo nie musisz wybaczac

ja nie wybaczylam ani ojcu ani matce i jak mnie ktos zapyta, to wybaczyc nie zamierzam

ale jednoczesnie nie zyje tymi krzywdami, nie mysle o nich, nie rozpamietuje
i krew mnie zalewa jak slysze "musisz wybaczyć"
ja nic nie musze

58 Ostatnio edytowany przez VonTrupka (2017-05-27 20:39:50)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:

Z tego co zdąrzyłaś już pewnie sama zauważyć, zachowanie ojca alkoholika miało negatywny wpływ na moje życie i życie mojej rodziny, więc wybacz, ale uważam, że jak najbardziej jestem upoważniona do rozliczania go z błędów i mam pełne prawo czuć żal i złość.

Oczywiście, że masz prawo czuć się rozżalona i wkurzona, ale - tak jak już zdążyli zasugerować Ci moi poprzednicy - zastanów się, czy te emocje są dla Ciebie dobre i czy w jakiś sposób sprawiają, że Twoje życie jest lepsze. Jestem pewna, że lżej by Ci było patrzeć zarówno na swoją przeszłość, jak i przyszłość, gdybyś się z nich oczyściła, a jedynym sposobem na to jest właśnie przebaczenie ojcu. Uwierz, ze swoim też nie miałam łatwo i wiem, że pewne przeżycia z nim związane, już na zawsze odcisnęły na mnie trwałe piętno... Ale wiem też, że gdzieś w głębi serca Tata mnie kochał i mimo wszystko chciał dla mnie dobrze, tylko zapętlony w nałóg, i bez dobrych wzorców wyciągniętych z domu rodzinnego, nie do końca wiedział jak mi tą miłość okazać i jak mnie wychowywać.

Cougarzyca napisał/a:

Mówicie, że wybaczenie jest dla mnie, nie dla niego, a ja tego nie rozumiem. Uważam, że nie zasłużył na wybaczenie, gdzieś z tyłu głowy tli się myśl, że wybaczenie będzie dla niego nagrodą, na którą nie zasłużył.

Jeżeli chcesz już rozpatrywać to w takich kategoriach, to uzmysłów sobie, że wybaczenie będzie nagrodą wyłącznie dla Ciebie, że po tylu latach życia na smyczy gniewu, smutku i żalu, w końcu będziesz ją mogła sobie odczepić i nareszcie być wolną.

Cougarzyca napisał/a:

U mnie to trwa kilka lat, a paradoksalnie zaczęło się po śmierci ojca, bo swoją walkę przegrał, powiedzmy, walkowerem. W jaki sposób Ty sobie z tym poradziłaś? Póki co jestem na tym etapie, że uważam, że mój skrzywdzony czubek nosa jest o wiele ważniejszy, niż czubek nosa mojego ojca. Wszak problemy z moim nosem zawdzięczam ojcu.

Masz rację w jednym - Twój skrzywdzony czubek nosa jest o wiele ważniejszy, bo ŻYJE i jeszcze wiele fajnego może w tym życiu zdziałać, dlatego zadbaj o niego. Opatrz rany, załóż plaster i pozwól, aby w spokoju się wygoił. Nie powiem Ci ile to potra, na pewno pozostanie blizna, ale przynajmniej przestanie tak boleć...

Pytasz, w jaki sposób ja poradziłam sobie ze swoim żalem...

Podczas pogrzebu ojca, ogarnęła mnie taka rozpacz, jakby świat miał się zaraz skończyć. Samo w sobie było to dla mnie bardzo dziwne, bo przez ten zalegający żal, zawsze reprezentowałam bezduszną postawę "mam głęboko w poważaniu co się z nim dzieje, a jak zdechnie to nawet łezki po nim nie uronię". Odwiedziłam jego grób dopiero po ośmiu miesiącach i dosłownie wbiegłam w tą alejkę, jakby na wyścigach zapaliłam znicz i uciekłam. Druga wizyta wyglądała podobnie, ale już podczas trzeciej postanowiłam przestać uciekać, usiadłam na ławce obok grobu i zaczęłam w myślach rozmowę z ojcem. Byłam w niej cholernie szczera i powiedziałam mu wszystko to, o czym nie miałam odwagi mówić za jego życia, wszystko to, o czym nigdy nie chciał słuchać, wypomniałam mu każde zachowanie, które było dla mnie jak wbicie noża w serce, każdą niespełnioną obietnicę, każde moje małe, dziecięce pragnienie, które olał w imię alkoholu... A na koniec zrobiłam podobnie jak podpowiedział Ci Leśny Owoc - zaczęłam rozliczać Tatę wyłącznie z jego zalet, i wyszło mi, że gdyby tak wymazać z jego życia patologicznych rodziców i uzależnienie, byłby całkiem fajnym facetem. Zaradnym, pomocnym, zdolnym, z ogromną wiedzą na różne tematy, potrafiącym gotować i umiejącym odnaleźć się w każdym towarzystwie.

To właśnie był mój akt oczyszczenia, po którym inaczej zaczęłam patrzeć na ojca, alkoholizm, swoją przeszłość.

Cougarzyca napisał/a:

Kilka razy przyszło mi do głowy, że może powinnam iść do psychologa, może na terapię? DDA nie jestem, więc jest po co iść? Z drugiej strony boję się, że po pójściu na jakąś terapię, czy do psychologa zacznę myśleć jak kilka osób z tego wątku i zacznę idealizować ojca i jego uzależnienie zapominając o tych, którzy musieli te wszystkie trudny znosić przez niego i jego „chorobę”. Za terapię trzeba płacić, myślę, że byłoby mnie na to stać, ale myśląc o tym znów się wkurzam, bo muszę iść na terapię i wydawać pieniądze przez ojca.

Zacznij od zmiany sposobu swojego myślenia.
Jeżeli rozpoczniesz terapię to nie PRZEZ OJCA, a DLA SIEBIE. Jego już nie ma, wącha kwiatki od spodu, TU i TERAZ jesteś tylko TY.
Twoi bliscy nie potrzebują tego, abyś pamiętała jak bardzo zostali skopani przez alkoholizm Twojego ojca. Również Twój ojciec nie potrzebuje idealizowania, a już tym bardziej nie potrzebuje tego jego nałóg.
Za to TY potrzebujesz czasu, żeby wszystko to, co się wydarzyło, obejrzeć z różnych perspektyw, dla SWOJEGO spokoju ducha.


authority napisał/a:

Uwierzcie depresja to coś gorszego niż alkoholizm to choroba na którą ktoś ma mały wpływ wiem o tym ponieważ moja matka ma depresję.

A czy dla porównania masz równie bliski kontakt z jakąś osobą uzależnioną od alkoholu ? Bo jeżeli nie, to porównanie bardzo głupio odważne...

_v_ napisał/a:

bo nie musisz wybaczac
ja nie wybaczylam ani ojcu ani matce i jak mnie ktos zapyta, to wybaczyc nie zamierzam
ale jednoczesnie nie zyje tymi krzywdami, nie mysle o nich, nie rozpamietuje
i krew mnie zalewa jak slysze "musisz wybaczyć"
ja nic nie musze

Oczywiście, że nie musisz. Pytanie dlaczego nie chcesz.

59

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
_v_ napisał/a:

ja nie wybaczylam ani ojcu ani matce i jak mnie ktos zapyta, to wybaczyc nie zamierzam

ale jednoczesnie nie zyje tymi krzywdami, nie mysle o nich, nie rozpamietuje
i krew mnie zalewa jak slysze "musisz wybaczyć"
ja nic nie musze

Jeśli to nie wpływa na jakość Twojego życia, a tak wynika z Twoich słów, to podejmowanie starań w kierunku wybaczenia nawet nie ma sensu. Pomijam przy tym kwestię, że podstawową zasadą jest właściwa motywacja, której w takiej sytuacji po prostu nie ma.

60

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza, mylisz podjecie decyzji o leczeniu z silna wola. Jedno z drugim ma niewiele wspolnego.

Czego więc potrzeba do podjęcia decyzji o odwyku i zerwania z nałogiem? Chęci?

Potrzebna jest decyzja i chec, ale wychodzenie z nalogu to kwestia przepracowywania swoich problemow i reakcji na stres, a nie zacisniecia zebow, tzw w srodowiskach alkoholikow "duposcisku", ktory jest wylacznie krotkotrwalym rozwiazaniem.

61

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
VonTrupka napisał/a:

zastanów się, czy te emocje są dla Ciebie dobre i czy w jakiś sposób sprawiają, że Twoje życie jest lepsze.

Na co dzień za bardzo o tym (ani o nim) nie myślę, ale wiem, że to gdzieś we mnie siedzi.

VonTrupka napisał/a:

  Ale wiem też, że gdzieś w głębi serca Tata mnie kochał i mimo wszystko chciał dla mnie dobrze, tylko zapętlony w nałóg, i bez dobrych wzorców wyciągniętych z domu rodzinnego, nie do końca wiedział jak mi tą miłość okazać i jak mnie wychowywać.

Tu zaczynają się schody, bo mój ojciec pojawiał się i znikał. Próbował coś zaczynać, ale miał słomiany zapał, nie doprowadzał spraw do końca.

Co do wzorców wyniesionych z domu - to właśnie tam zawsze znajdował schronienie, gdy został skądś po raz kolejny wykopany, albo pieniądze, gdy nie miał za co pić.

Oszukiwał wszystkich, gdy nie miał pieniędzy - matkę, żonę, rodzeństwo, nawet mnie. Potrafił oszukiwać i okradać rodzinę.
Podejrzewam, że jak coś dobrego o nim pomyślę, to za chwilę pojawia się ciąg dalszy zaczynający się od "ale..." Nie wiem więc, czy potrafiłabym wymyśleć jakąś zaletę i za chwilę jej nie zdyskwalifikować, bo ojciec za każdym razem nawalał, nawet jak dobrze zaczynał.

VonTrupka napisał/a:

  Podczas pogrzebu ojca, ogarnęła mnie taka rozpacz, jakby świat miał się zaraz skończyć.

Nie byłam u ojca ani razu na grobie, bo boję się, że tak to by się właśnie mogło skończyć...

VonTrupka napisał/a:

Zaradnym, pomocnym, zdolnym, z ogromną wiedzą na różne tematy, potrafiącym gotować i umiejącym odnaleźć się w każdym towarzystwie.

No to coś jak mój smile

VonTrupka napisał/a:

  Twoi bliscy nie potrzebują tego, abyś pamiętała jak bardzo zostali skopani przez alkoholizm Twojego ojca. Również Twój ojciec nie potrzebuje idealizowania, a już tym bardziej nie potrzebuje tego jego nałóg.
Za to TY potrzebujesz czasu, żeby wszystko to, co się wydarzyło, obejrzeć z różnych perspektyw, dla SWOJEGO spokoju ducha.

Te słowa dały mi sporo do myślenia...

62 Ostatnio edytowany przez Koczek (2017-05-27 21:56:21)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Beyondblackie napisał/a:
Cougarzyca napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Tajemnicza, mylisz podjecie decyzji o leczeniu z silna wola. Jedno z drugim ma niewiele wspolnego.

Czego więc potrzeba do podjęcia decyzji o odwyku i zerwania z nałogiem? Chęci?

Potrzebna jest decyzja i chec, ale wychodzenie z nalogu to kwestia przepracowywania swoich problemow i reakcji na stres, a nie zacisniecia zebow, tzw w srodowiskach alkoholikow "duposcisku", ktory jest wylacznie krotkotrwalym rozwiazaniem.

Ja uważam, że aby pokonać jakikolwiek swój problem, w szczególności nałóg, potrzebna jest zmiana stanu świadomości człowieka. Dopóki człowiek jest na tym samym poziomie świadomości (np. wypiera problem) to nic się nie zmieni.
A co zmienia nasz stan świadomości? Na ogół wiedza. Niekoniecznie ta książkowa smile Czasem bardziej ta życiowa smile Tak więc co poniektórzy upadają na dno i dopiero wtedy ich świadomość poszerza się. Może w takiej chwili nagle robią coś, czego wcześniej nie robili - spoglądają na siebie samych z boku. I co widzą? - leży pijaczyna, zarzygany, zasikany, głodny, samotny... - i może dzięki temu w takiej chwili "oczy się otwierają" niektórym. Dostrzegają to, co do tej pory wpierali ze świadomości. Inna wersja "zdobywania wiedzy poszerzającej świadomość" jest taka, że idzie pijak na spotkanie AA, idzie na terapię, idzie do ośrodka - i tam inni ludzie pomagają mu zrozumieć to i owo. Jeśli zrozumie - stan świadomości jego się zmienia - za tym idzie zmiana zachowania. Jesli jednak nie zrozumie (może mieć tak silne mechanizmy wypierania, że i tak bedzie wszystko negować), to zostanie na tym samym poziomie świadomości, na jakim był. Efekt - będzie robił dalej to samo.
Jak możecie zauważyć, w powyższym opisie nie padlo ani razu słowo "silna wola". Bo ta "silna wola" nie jest przyczyną zaprzestania pewnych rzeczy. Ona jest dopiero SKUTKIEM zmiany stanu świadomości, która jest warunkiem koniecznym.

63

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Przepraszam, poprzednio przeoczyłam.

Cougarzyca napisał/a:

Mam wrażenie, że jeśli chodzi o ojca to u mnie są wyłącznie negatywne emocje.

No właśnie, te negatywne emocje, nawet jeśli na co dzień nie skupiasz sie na nich i nie wydają się wpływać na Twoją codzienność, na pewno w jakiś sposób zaburzają postrzeganie, co zresztą w tym wątku widać dosyć wyraźnie, jak również - o czym już wspomniałam - obniżają jakość życia.

Cougarzyca napisał/a:

Do psychologa z tym, czy do psychoterapeuty? No i jaka to ma być terapia? Czy są jakieś rodzaje?

Proponuję jednak psychoterapeutę, bo choć dobry psycholog na pewno Ci pomoże, choćby kierując Twoje kroki we właściwą stronę, to sądzę, że będziesz potrzebowała terapii, a ta może trwać od kilku spotkań do nawet kilku lat. Przy czym bez obaw - nie wydaje mi się, żebyś potrzebowała aż tak długotrwałej pomocy.
Są różne szkoły psychoterapii, różnią się od siebie np. podejściem do relacji między klientem a terapeutą, formą przebiegu samej sesji czy nazewnictwem zachodzących mechanizmów, ale nie siedzę na tyle w temacie, żeby coś podpowiedzieć w sposób kompetentny. Przypuszczam jedynie, że każda może okazać się odpowiednia, ważne, abyś znalazła z psychoterapeutą wspólny język i miała do samej terapii (jej sensu i skuteczności) przekonanie.

64 Ostatnio edytowany przez Amethis (2017-05-28 00:56:03)

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Witam Was

Na wstępie jestem sie przedstawię, jestem uzależnionym członkiem, nie mylić z penisem
Aktywnym na tym forum, od dłuższego czasu

Łapka do góry. Można biczowac wink

Dlaczego alkoholizm jest chorobą bo jest np uznany za chorobę i sklasyfikowany jako F10.2 i nie sądzę aby ktos z nas tutaj miał na to wpływ

Wiele tutaj ciekawych wyobrażeń pada, zadam pytanie czy ktoś Was jesy, był? Haha uzależnionym od alkoholu?

Czy ktoś z Was mierzył się z bezsilnością?l w tej materii

Może odpowie mi ktoś, jaki miałem wpływ?przychodząc na swiat w rodzinie z czasów gdzie alkohol był jak "chleb"
Może mi ktoś odpowie czy ja sobie qybieralem mentalnosc, środowisko w którym dorastałem
Może ktoś mi odpowie za co ktoś mi to dał?
Może ktos mi odpowie dlaczego jestem pietnowany ?
Bo rzekomo krzywdzilem, tak jak i nie tylko alkoholicy to robią, robią to też pewnie, nie Roby, KATole, i zwykły rodzić goniavy za pieniędzmi, z brakiem czasu dla dziecka

Czy może mi ktoś odpowiedzieć dlaczego jako człowiek jestem traktowany gorzej???
Dlaczego wmawiano mi wiele lat wstyd, poczucie niższości,
Dzięki mnie się dowartościowywano?
Dlaczego nikt nie pokazał mi czym jest zdrowa miłość?
Dlaczego znalazlem partnerkę której, umożliwilem swoim uzależnieniem, wejście w role ofiary

Dlaczego nie chce wyjść z roli ofiary, po co jest rola ofiary potrzebna? Wiele wiele pytań

Mimo bycia nierobem, leniem, nadwrazliwcem
Bo przecież wiele nocy spędził jako dziecko płacząc się bojąc, sparaliżowany lękiem

Skończyłem jedne studia, drugie studia, alkohol mi pomagał. Tak pomagał, obniżyć stres, bylem ambitny. Więc i alkoholu było wiele

Ile mam jako alkoholik udowadniać światu, żeby się w dupe pocałował. Bo potrafię żyć odpowiedzialnie, na własną rękę w spokoju

Ludzie, jak słucham tych opowieści
To w większości przypadków nawet rozumiem czemu nie trzezwieja te mendy zapijaczone

Bo nie ma do czego wracać, normalnego!!!

smile

Trochę z przekąsem

Dziś mam wpływ na swoje życie, ktoś mi go cholernie utrudnił,

Setki opinii jest, setki reguł, setki opowieści

Ktoś to fajnie rzekł
Granic nie ma w życiu jedynie w samooklamywaniu się, reszta ma swoje granice

Nawet z alkoholizmu, wytrzeźwiec można
Nie wszyscy po prostu robią to na tym świecie

65

Odp: Dlaczego alkoholizm to "choroba"?
Cougarzyca napisał/a:

Tu zaczynają się schody, bo mój ojciec pojawiał się i znikał. Próbował coś zaczynać, ale miał słomiany zapał, nie doprowadzał spraw do końca. (...) Oszukiwał wszystkich, gdy nie miał pieniędzy - matkę, żonę, rodzeństwo, nawet mnie. Potrafił oszukiwać i okradać rodzinę.

Niestety, zupełnie tak jak mój Ojciec...

Cougarzyca napisał/a:

No to coś jak mój smile

... ale widać, że nie byli tak do końca beznadziejni. wink

Cougarzyca napisał/a:

Podejrzewam, że jak coś dobrego o nim pomyślę, to za chwilę pojawia się ciąg dalszy zaczynający się od "ale..." Nie wiem więc, czy potrafiłabym wymyśleć jakąś zaletę i za chwilę jej nie zdyskwalifikować, bo ojciec za każdym razem nawalał, nawet jak dobrze zaczynał.

Tu nie chodzi o to, aby wymyślać jakąś zaletę, którą można zdyskwalifikować jako nieprawdziwą. Tu chodzi o krótką refleksję nad tym, jaki Tata był naprawdę, bez patologicznych zmian wywołanych przez nałóg. Wiem, że to potrafisz, pokazałaś to przed chwilą. smile

Cougarzyca napisał/a:

Co do wzorców wyniesionych z domu - to właśnie tam zawsze znajdował schronienie, gdy został skądś po raz kolejny wykopany, albo pieniądze, gdy nie miał za co pić.

Cóż, czyli teraz mogłabyś oskarżać najbliższych Twojego Taty, że wspierali go w nałogu i mimochodem przyłożyli rękę do Twojego dramatu, a jednak nie robisz tego, bo dobrze wiesz, że chcieli po prostu pomóc swojemu dziecku za wszelką cenę, nawet jeżeli forma oferowanej przez nich pomocy nie była właściwa. Nie rozliczasz ich za błąd, pomyłkę, chybione działanie, a jednak rozliczanie z tego samego Taty, przychodzi Ci z łatwością... Dlaczego?

Cougarzyca napisał/a:

Nie byłam u ojca ani razu na grobie, bo boję się, że tak to by się właśnie mogło skończyć...

Czyli boisz się, że mogłoby Ci się go zrobić żal, że mogłabyś zacząć mu współczuć, że nagle cała krzywda wyrządzona Tobie miałaby już inny wydźwięk, że musiałabyś zmagać się z innego rodzaju smutkiem... Nie bój się. To o wiele prościej jest przejść niż znosić stan, w którym obecnie się znajdujesz.

Cougarzyca napisał/a:

Na co dzień za bardzo o tym (ani o nim) nie myślę, ale wiem, że to gdzieś we mnie siedzi.

Najgorsze jest to, że podświadomie przekładasz te odczucia na swoje życie, a to Ci wiele może odebrać...

Posty [ 1 do 65 z 134 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Dlaczego alkoholizm to "choroba"?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026