Witam wszystkich. Jestem tutaj nowy i piszę pierwszy raz post tutaj. Chciałem się was poradzić jak sobie poradzić po rozstaniu co robić by było lepiej, walczyć nadal, próbować ? Sytuacja wygląda tak że poznaliśmy się w 2009 roku w wakacje kiedy chodziliśmy jeszcze do szkoły ( ona 17 lat ja 19 ) i parą zostaliśmy w tym samym roku. Trwało to prawie 7 lat ( rocznica 2 Listopada ). Przybliżę wam troszkę naszą historię i jak wiadomo zacznę od tego że na początku było pięknie i cudownie. Starała się o mnie zabiegała o moje względy bardziej niż ja, powiem szczerze to ona mnie podrywała na początku, ja bardziej byłem wycofany. Ale to ja pierwszy powiedziałem jej że ją kocham i wtedy zostaliśmy parą właśnie od 2 Listopada i wszystko przez parę lat było fajnie. Chodziliśmy do szkoły potem ja już skończyłem swoje technikum poszedłem do pracy a ona nadal chodziła bo jest 2 lata młodsza potem studia i było wszystko fajnie. Byłem u niej kiedy tylko mogłem, pracuję niestety także w weekendy na dwie zmiany więc czasem miałem bardzo zawalone dni pracą ale rozumiała to. Kiedy widywaliśmy się czasem dawała mi odczuć że mógłbym więcej czasu spędzać ale jak nie było kiedy to na prawdę nie dało rady. Byłem można powiedzieć na każde zawołanie. Wspierałem ją we wszystkim byłem dla niej dobry dla jej rodziny. Byłem fair w stosunku do niej. Nigdy ją nie zdradziłem i bym nie zdradził i nawet przez myśl mi nie przeszło że mógłbym to zrobić. A były dwie takie sytuacje że mogłem to zrobić ale nigdy przenigdy nie. Przez pierwsze 5 lat były kłótnie i ciche dni jak w każdym związku mimo to uważam że byliśmy bardzo dobrą parą która się dogadywała i była obok siebie i uczucie było.
Problem zaczął się po 5 latach poznała takiego faceta przez jakiegoś kolegę czy koleżankę podczas naszych że tak powiem cichych dni i obiecała że pójdzie z nim na wesele bo nie miał z kim iść. Potem normalnie pogodziliśmy się i powiedziała mi za jakiś czas czy może iść na wesele bo głupio odmówić teraz i zostawić chłopaka parę dni przed ( byłem chyba za miły a tacy jak zawsze przegrywają ). Nie byłem zadowolony z tego pomysłu ale kocham ją i ufam więc mówię idź wiadomo bądź grzeczna itp. Ja weekend spędziłem w pracy martwiłem się i ciągle myślałem co tam robią i wtedy się zaczęło coś dziwnego. Nagle powiedziała że nie pasujemy do siebie i że chce chyba odejść przemyśleć dać czas. Dodam że wybawiła się na weselu z nim ponieważ bardzo dobrze tańczy sama to przyznała i że jest dużo lepszy niż ja ponieważ ja nie lubię tańczyć i to jest mój minus no ale bez przesady robić problem bo ktoś nie jest fanem tańca. Przecież ona też ma wady które ja akceptowałem bo po pierwsze ideałów nie ma a po drugie jest takie powiedzenie " Gdy się kogoś kocha, to kocha się całego człowieka, takiego, jakim jest, a nie takiego, jakim by się go mieć chciało ". Zatańczę wiadomo ale nie żebym całą noc spędzał na parkiecie. Pamiętam ten dzień jak dzisiaj dokładnie w którym miejscu to powiedziała, byłem załamany pierwszy tak poważny kryzys ale wierzyłem że przejdziemy przez to. Dałem czas myślałem że przemyśli że to co budowaliśmy tyle lat będzie dla niej ważne. Kiedy ja dałem jej czas spotkała się z nim gdzieś na kawie potem z jego znajomymi potem była też u niego w domu oglądali film sam na sam ale do niczego nie doszło. Doszło raz na imprezie czekali na taksówkę i pocałowali się. Minęło trochę czasu spotkaliśmy się u niej żeby pogadać ustalić co dalej. Wtedy nie wiedziałem o tych spotkaniach i całowaniu. Wygadała mi się że spotykała się z nim, że pocałowała się i że to raczej koniec. Poleciały mi łzy jestem uczuciowy i wrażliwy pamiętam okropnie się czułem. Przepraszała mnie za to co zrobiła za swoje zachowanie ale mówiła też że chce mnie zostawić. Zdradziła kiedy byliśmy parą niby pocałunek ale tak przecież się wszystko zaczyna prawda ? Walczyłem o nią przez 2 - 3 dni pisałem składałem niezapowiadane wizyty zależało mi cholernie na niej byłem w stanie jej to wybaczyć, to chwilowe zapomnienie. On po tym pocałunku przestał nagle się odzywać i to pomogło mi ( tak mi się przynajmniej wydaje ) że moja dziewczyna wróciła do mnie chociaż nigdy oficjalnie mnie nie zostawiła. Straciłem do niej całe zaufanie które miałem i trzeba było zaczynać wszystko od nowa. Znowu starała się o mnie spotkaliśmy się i widziałem że żałuje tego ale ja nie umiałem jej zaufać i mówiłem że ciężko mi nie wiem czy dam radę, ale dałem radę kilkanaście dni minęło i zaczęło wszystko wracać do normy. Od nowa zaczęło się układać z nim żadnego kontaktu nie było nie wiem do dzisiaj czy potem pisał czy nie ale zero kontaktu i było wszystko super. Zaufanie wróciło zbiegiem czasu i potem zapomniałem o tym co mi zrobiła i że całowała się z nim. Wtedy na 5 rocznicę chciałem się oświadczyć ale przez to co przeszliśmy zrezygnowałem z tego pomysłu bo przez to wszystko co się wydarzyło nie chciałem się śpieszyć zbyt świeże to było.
Przyszedł następny rok wyjazd nad morze na tydzień wspaniały czas i związek kwitł dalej. Wydaje mi się że tamten rok był najlepszy mimo upływu lat bycia razem było uczucie iskra w oku spędziliśmy cudownie czas mieszkając nad morzem w mieszkaniu. Sama mówiła że to był test jak by było gdybyśmy razem mieszkali i że go zaliczyłem bo było fajnie. Wiem że wakacje to co innego niż codzienne życie ale mówiła że spisałem się super. Kolejny rok i tutaj zaczął się problem od tych wakacji. Zauważyłem u niej zero jakiejś inicjatywy w moją stronę nawet buziaka nie dostawałem musiałem sam to robić wymuszać że tak powiem. Poszła do pracy zmieniła towarzystwo może to też tak na nią wpłynęło starałem to tak sobie tłumaczyć stres nowe otoczenie wszystko nowe jej pierwsza praca. Nigdy jej nie naciskałem ani nie robiłem awantur jestem bardzo wyrozumiały i dość spokojny. Nigdy nie przeklinałem w jej stronę ani jej nie obrażałem krzycząc czy coś w tym stylu zdarzało mi się tylko podnieść głos ale to nie był krzyk. Ona raczej też nie chociaż zdarzało się że przeklinała na mnie podczas kłótni.
Ale prawdziwa gorycz przelała się pod koniec Sierpnia poszła na imprezę z koleżankami do klubów ( nigdy jej nie broniłem wyjść i się zabawić wiem że to lubi a ja jak wcześniej wspominałem nie jestem fanem takich miejsc i tańczenia ). Dlaczego mam bronić jej tego co lubi ufałem jej chociaż wiem że ma powodzenie i często podrywają ją faceci i chcą numer ale spławiała ich i nie dawała numerów. No ale podczas tej imprezy przypadkiem spotkała tam tego samego gościa z którym była na weselu i zdradziła mnie wtedy. Oczywiście po tej imprezie wszystko zaczęło się psuć wtedy jeszcze nie wiedziałem dlaczego. Potem pojechała na weekend z mamą do Zakopanego na mini urlop. Ja pisałem do niej że tęsknie za nią że szkoda że tam jest bezemnie nie odpisywała mi chociaż widziałem że jest dostępna na Facebooku a z nim sobie na Facebooku gadała do 12 w nocy bo przyznała mi się. Potem wszystkie rozmowy z nim zostały usuwane i nie wiem o czym tam gadali też się przyznała o usuwanie rozmów. Ja pisałem wiadomości że tęsknie że chciałbym być obok a ona nie odpisywała mówiła że zmęczona była bo chodziła po górach a z nim pisać to miała siłę ( wiem tylko że zaproponował spotkanie na kawę czy coś takiego ) ... Wróciła i oczywiście spotkajmy się i znowu te teksty, chyba nie pasujemy do siebie, od pewnego czasu jest dziwnie, nie układa się nam. Znowu jej powiedziałem jak ją kocham, jak jestem za nią, jak ją szanuję i przemyśl sobie to bo szkoda psuć tego co było. Wytrzymałem 2 dni i złożyłem niezapowiedzianą wizytę żeby pogadać nadal upierała się przy swoim że to jednak chyba nie to. Powiedziałem przemyśl nie odzywałem się 3 - 4 dni wróciłem od babci bo byłem na grzybach wysyp trwał a to moje hobby i napisałem wiadomość " przemyślałaś sobie, wiesz kto jest dla ciebie ważniejszy. Powiedziała że ja i dobrze o tym wiem bardzo się ucieszyłem. Spotkaliśmy się w ten dzień wieczorem pogadaliśmy i obiecała że nie spotka się z nim. Spotkanie odwołała i nie kontaktował się dalej z nią. Miałem napisać do tego gościa żeby dał nam spokój i rozglądał się za wolnymi dziewczynami. Nie napisałem jednak bo w sumie po co. Powiedziała mi że chce dużo czasu ze mną spędzać powiedziałem że postaram się na ile będę mógł. To był dobry pomysł żeby przy mnie raz na zawsze zapomniała o tym typku. Zapisała się na siłownię, kiedy miałem w pracy na rano przychodziłem po nią i odprowadzałem na autobus, chciałem spędzić z nią chociaż te 45 minut czy godzinkę przespacerować się zjeść lody czy cokolwiek. Każde wolne u niej, zakupy z nią, gdy miałem na rano też byłem u niej kiedy akurat miała wolne od siłowni. Byłem cały czas dawałem z siebie wszystko to był już początek Września i tylko czekałem na naszą rocznicę na 2 Listopada i że oświadczę się bo minęło prawie 2 lata od tej poprzedniej wpadki myślałem że to będzie idealny czas w rocznicę. Czasem jej mówiłem dlaczego to robisz że z nim piszesz i że jak on napisze pojawia się problem a ona mówi " wszystko ci wynagrodzę za to co zrobiłam, zobaczysz " uwierzyłem w to bo wybieraliśmy się na urlop.
Przyszedł mój Wrześniowo / Październikowy urlop chcieliśmy wyskoczyć gdzieś w góry na 3 - 4 dni bo więcej urlopu nie dostanie moja dziewczyna ( pracuje od 1 połowy tego roku ). Uważam że spędziliśmy tam fajny czas było miło, byliśmy razem a to najważniejsze spaliśmy obok siebie wspólne śniadania, wyjścia w góry, kolacje, wieczorny spacerek chodź już bywało zimno. Gdy wracaliśmy to jeszcze snuliśmy plany bo zbliżało się wesele jej koleżanki że pójdziemy. Planowaliśmy kolejny urlop który mam w Grudniu tydzień całe święta i Sylwester w domu że wyjedziemy gdzieś może znowu w góry klimat fajny albo do stolicy bardzo się cieszyła z tego powodu. Pracuję w gastronomii i zawsze ciężko przez inne lata było załatwić wolne w okresie świątecznym ale tym razem mi się udało, była szczęśliwa widziałem to i ja tak samo. W Poniedziałek poszliśmy do pracy wszystko było jak zawsze rozmawialiśmy wymienialiśmy się zdjęciami na Facebooku wieczorem bo miałem wolny wieczór bo miałem poranną zmianę na kuchni. W środę spotkała się z koleżanką ze studiów i od tego czasu była jakaś dziwna, zła, nie była sobą tłumaczyła się że jesienna handra ją dopadła. Pomyślałem może faktycznie tak jest i nie przejmowałem się zbytnio tym bardziej że ostatnimi czasy byłem cały czas przy niej dbałem o nią jeszcze bardziej niż dotychczas tak jak sama tego chciała bym był więcej przy niej. W niedzielę wieczorem wróciłem z pracy i czy spotkamy się w Poniedziałek ( 10 Październik ) bo chce mi coś powiedzieć wtedy lampka się zapaliła już w mojej głowie. Spotkaliśmy się przywitała mnie pocałunkiem w samochodzie jakby nigdy nic, zaraz ja się zbliżyłem dostałem drugiego, ale za chwilę że to nie ma sensu, widzisz jak jest, tylko ty się starasz ja nie, nie pasujemy do siebie, coś się wypaliło. Wiem na 100 % że pewnie znowu napisał albo co gorsza sama napisała i prowokuje spotkanie z nim które wcześniej odwołała. Byłem w takim szoku że nie wiedziałem co mam zrobić powiedziałem jej chyba niepotrzebnie że za 3 tygodnie planowałem ci się oświadczyć bo chcę zrobić kolejny krok do przodu bo jesteś dla mnie wszystkim najlepszym co mam. Nie odpowiedziała nic powiedziała że mnie przeprasza że jestem super chłopakiem i bez problemu znajdę sobie inną dziewczynę, bo jestem przystojny, miły, fajny, uczciwy, zabawny i dobry. Ale, że u niej uczucie się wypaliło że nie czuje tego co kiedyś i że wyjazd do tej Szczawnicy jej to uświadomił, że od niej nic nie wychodziło zero inicjatywy tylko ja się starałem ja ją całowałem w nocy przytulałem, dotykałem a od niej nie było nic. Powiedziałem aby wyszła z samochodu i zostawiła mnie. Nie wychodziła, powiedziałem 3 - 4 raz wyjdź i zrobiła to. Miałem łzy w oczach bo jestem strasznie wrażliwy to chyba moja wada. Nie wiedziałem co zrobić ze sobą, wróciłem do domu mama pyta czemu przyjechałem sam no i powiedziałem jej że mnie zostawiła.
Ochłonąłem troszkę i w ten sam dzień pojechałem do niej koło 20 żeby wyszła przed dom porozmawiamy bo w sumie to nic nie porozmawialiśmy w moim aucie. Nie dowiedziałem się w sumie niczego tak naprawdę dalej ten sam tekst że jej uczucie się wypaliło że potrzebuje może czasu i że musi sama zatęsknić za mną bo nie ma w niej żadnej namiętności, coś w tym stylu. Spytałem z kim wybiera się na wesele za 2 tygodnie powiedziała że albo z kolegą z pracy albo z tym facetem co wypisywał i co całowała się z nim kiedyś. Nóż w serce, zaczęło się znowu to co kiedyś, sama napisała do niego bo potem się wygadała i że chce go zaprosić. Byłem załamany, znowu łzy ( wiem straszna ciota ze mnie ) a wszyscy w okół myślą że mam naprawdę mocną głowę i mocną psychikę. Ona powiedziała bym nie płakał bo sama się rozpłacze zaraz i dawała mi chusteczki. Wyszła i powiedziała " przepraszam ". Na następny dzień nie potrafiłem wytrzymać pojechałem wieczorem do domu, nie było jej była w sklepie, poczekałem w jej pokoju i tym razem już nie była taka miła jak dzień wcześniej. Była zimna, oschła w moim kierunku mówiła same rzeczy które siedzą we mnie do dzisiaj a to już 4 tydzień od rozstania. Teksty typu " i tak bym cię kiedyś zdradzała prędzej czy później " albo " gdy mnie całowałeś dotykałeś to nie czułam nic kompletnie nic " przynajmniej szczerze, ale ja bym tak nie umiał kogoś zranić. Powiedziałem żeby powiedziała że mnie nie kocha i dam jej spokój i dostaniesz tego co chcesz. Powiedziała że nie umie teraz tego powiedzieć że nie jest gotowa. Ale że to jest koniec i muszę to zaakceptować i uszanować, muszę sama zatęsknić i daj mi odpocząć i nie osaczaj mnie. Chwilkę pogadaliśmy i pojechałem do domu. Środa cisza. W Czwartek nosiło mnie, tabletki na uspokojenie nie działały chyba jak trzeba nosiło mnie i ciągle zabijałem się myślami, miałem krótką zmianę do 13 bo miałem dostawę szybko porozkładałem towar pomogłem kolegom na kuchni i pojechałem do niej z kwiatami i ulubioną czekoladą pod jej pracę. Byłem ciut wcześniej i czekałem aż skończy, zobaczyła mnie z okna bo pracuje w urzędzie, wyszła przed pracę i mówi z mega złością " co ty tutaj robisz, wszystko ci powiedziałam i nic się nie zmieniło " no i nagle rzuciła coś najgorszego " nie kocham cię już " odwróciłem się i bez słowa poszedłem do samochodu. Bez wyzwisk, darcia, ubliżania jej, grożenia czy coś nie mój styl ja jestem spokojny chłopak. Od tego czasu nie widziałem się z nią a był to 14 Październik. Kwiaty i czekoladę zostawiłem pod jej domem jej bratu bo wracałem tamtędy spod jej pracy. Napisała mi wieczorem wiadomość tylko że dziękuje za kwiaty ale nie musiałem ich zostawiać. Oczywiście zdjęcia z Instagrama, Facebooka wywalone, związek usunięty i wszystko co ze mną związane. Nie kontaktowałem się z nią ani jedną wiadomością ani niczym do 23 Października. Po weselu zobaczyłem zdjęcie z jednej strony ucieszyłem się bo nie była z tym kolesiem z którym mnie zdradziła tylko z kolegą z pracy, a czemu to nie wiem, wiem że się spotkali ale czy jej odmówił, może miał jakieś plany nie wiem ale z nim nie była. Napisałem do niej że możemy przejść przez to razem tylko musimy szczerze porozmawiać szanować się, dbać o siebie i wszystko się poukłada i możemy zacząć od nowa. Napisała że nie jest w stanie mi zapewnić tego jeszcze bo nic się nie zmieniło. Od tego momentu nie napisałem ani jednej wiadomości do niej na Facebooku czy w telefonie. W pracy mój kolega wie co się stało bardzo mu ufam i mogłem mu powiedzieć, powiedział mi bym zaskoczył ją czymś jeszcze 2 Listopada w naszą rocznicę. Wymyśliłem że w dzień rocznicy i w dzień w którym miałem się oświadczyć wyślę jej kwiaty pocztą kwiatową, do tego dodałem liścik i pluszowego misia. Wysłałem 7 róż które miały mówić o naszych 7 latach. Napisała mi wiadomość na telefon że bardzo dziękuje za kwiaty ale niepotrzebnie się wykosztowałem, coś tam jej odpisałem że zawsze pamiętałem o rocznicach, urodzinach, dniach kobiet i innych pierdółkach i tym razem jest podobnie, i że sama wiesz że miał być to nasz szczególny dzień i że cierpię bez ciebie bardzo. Odpisała tylko " wiem że bardzo cierpisz dlatego nie możemy się spotkać bo u mnie nadal nic się nie zmieniło ". Do dzisiaj cisza i teraz pytanie co robić ? czy walczyć nadal czy odpuścić. Ja uważam że moim gestem 2 Listopada zrobiłem wszystko co w mojej mocy i nic więcej nie jestem w stanie już zrobić, tylko czas może pokazać co dalej, może zrozumie i uświadomi sobie że jednak prawdziwą miłością jestem ja. Może zatęskni chociaż ona jest osobą która nie potrafi się przyznać do błędu i ma niesamowity problem z wyrażaniem uczuć, taki charakter. Nie potrafi mówić o uczuciach a komplement z jej ust to może raz na pół roku usłyszałem, że jestem przystojny czy coś. Akceptowałem to bo to że nie mówi to nie wszystko ale gdy było dobrze i się układało to czynami widziałem. Koledzy z pracy i koleżanki które nie wiedzą co się stało ciągle się dopytują co mi się stało z chłopaka który ciągle gada, żartuje, jest pełen energii stałem się cichy wycofany i nie wiem co robić. Niestety gorzej też pracuję ale moi szefowie wiedzą i rozumieją to, za co jestem im serdecznie wdzięczny, nie spodziewałem się że oni będą dla mnie wsparciem ! chociaż kontakt zawsze miałem z nimi dobry, to nie spodziewałem się że będą mnie wspierać a nie " problemów do pracy nie przynosimy ".
Macie jakieś rady jak zapomnieć i zacząć żyć w miarę normalnie bo na razie u mnie to jest egzystencja. Mało jem, mało śpię nawet tabletki nasenne i na nerwy nie pomagają oczywiście biorę te bez recepty, ziołowe jakieś, nie prochy. Staram się wychodzić z kolegami gdzieś na piwo, posiedzieć pogadać, zapisałem się na siłownię z przyjacielem z pracy, i tak jakoś mi leci ale ciągle myślami jestem przy niej. I jak wy zapatrujecie się na moją opowieść.
Dzięki za przeczytanie tekstu, wiem że jest mega długi i może trochę zniechęcić ale starałem się napisać to najlepiej jak potrafię. Proszę o komentarze i rozsądne odpowiedzi. Pozdrawiam Piotrek.