Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 42 ]

1 Ostatnio edytowany przez Shawn Mendes (2016-11-06 14:59:52)

Temat: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Witam wszystkich. Jestem tutaj nowy i piszę pierwszy raz post tutaj. Chciałem się was poradzić jak sobie poradzić po rozstaniu co robić by było lepiej, walczyć nadal, próbować ? Sytuacja wygląda tak że poznaliśmy się w 2009 roku w wakacje kiedy chodziliśmy jeszcze do szkoły ( ona 17 lat ja 19 ) i parą zostaliśmy w tym samym roku. Trwało to prawie 7 lat ( rocznica 2 Listopada ). Przybliżę wam troszkę naszą historię i jak wiadomo zacznę od tego że na początku było pięknie i cudownie. Starała się o mnie zabiegała o moje względy bardziej niż ja, powiem szczerze to ona mnie podrywała na początku, ja bardziej byłem wycofany. Ale to ja pierwszy powiedziałem jej że ją kocham i wtedy zostaliśmy parą właśnie od 2 Listopada i wszystko przez parę lat było fajnie. Chodziliśmy do szkoły potem ja już skończyłem swoje technikum poszedłem do pracy a ona nadal chodziła bo jest 2 lata młodsza potem studia i było wszystko fajnie. Byłem u niej kiedy tylko mogłem, pracuję niestety także w weekendy na dwie zmiany więc czasem miałem bardzo zawalone dni pracą ale rozumiała to. Kiedy widywaliśmy się czasem dawała mi odczuć że mógłbym więcej czasu spędzać ale jak nie było kiedy to na prawdę nie dało rady. Byłem można powiedzieć na każde zawołanie. Wspierałem ją we wszystkim byłem dla niej dobry dla jej rodziny. Byłem fair w stosunku do niej. Nigdy ją nie zdradziłem i bym nie zdradził i nawet przez myśl mi nie przeszło że mógłbym to zrobić. A były dwie takie sytuacje że mogłem to zrobić ale nigdy przenigdy nie. Przez pierwsze 5 lat były kłótnie i ciche dni jak w każdym związku mimo to uważam że byliśmy bardzo dobrą parą która się dogadywała i była obok siebie i uczucie było.

Problem zaczął się po 5 latach poznała takiego faceta przez jakiegoś kolegę czy koleżankę podczas naszych że tak powiem cichych dni i obiecała że pójdzie z nim na wesele bo nie miał z kim iść. Potem normalnie pogodziliśmy się i powiedziała mi za jakiś czas czy może iść na wesele bo głupio odmówić teraz i zostawić chłopaka parę dni przed ( byłem chyba za miły a tacy jak zawsze przegrywają ). Nie byłem zadowolony z tego pomysłu ale kocham ją i ufam więc mówię idź wiadomo bądź grzeczna itp. Ja weekend spędziłem w pracy martwiłem się i ciągle myślałem co tam robią i wtedy się zaczęło coś dziwnego. Nagle powiedziała że nie pasujemy do siebie i że chce chyba odejść przemyśleć dać czas. Dodam że wybawiła się na weselu z nim ponieważ bardzo dobrze tańczy sama to przyznała i że jest dużo lepszy niż ja ponieważ ja nie lubię tańczyć i to jest mój minus no ale bez przesady robić problem bo ktoś nie jest fanem tańca. Przecież ona też ma wady które ja akceptowałem bo po pierwsze ideałów nie ma a po drugie jest takie powiedzenie " Gdy się kogoś kocha, to kocha się całego człowieka, takiego, jakim jest, a nie takiego, jakim by się go mieć chciało ". Zatańczę wiadomo ale nie żebym całą noc spędzał na parkiecie. Pamiętam ten dzień jak dzisiaj dokładnie w którym miejscu to powiedziała, byłem załamany pierwszy tak poważny kryzys ale wierzyłem że przejdziemy przez to. Dałem czas myślałem że przemyśli że to co budowaliśmy tyle lat będzie dla niej ważne. Kiedy ja dałem jej czas spotkała się z nim gdzieś na kawie potem z jego znajomymi potem była też u niego w domu oglądali film sam na sam ale do niczego nie doszło. Doszło raz na imprezie czekali na taksówkę i pocałowali się. Minęło trochę czasu spotkaliśmy się u niej żeby pogadać ustalić co dalej. Wtedy nie wiedziałem o tych spotkaniach i całowaniu. Wygadała mi się że spotykała się z nim, że pocałowała się i że to raczej koniec. Poleciały mi łzy jestem uczuciowy i wrażliwy pamiętam okropnie się czułem. Przepraszała mnie za to co zrobiła za swoje zachowanie ale mówiła też że chce mnie zostawić. Zdradziła kiedy byliśmy parą niby pocałunek ale tak przecież się wszystko zaczyna prawda ? Walczyłem o nią przez 2 - 3 dni pisałem składałem niezapowiadane wizyty zależało mi cholernie na niej byłem w stanie jej to wybaczyć, to chwilowe zapomnienie. On po tym pocałunku przestał nagle się odzywać i to pomogło mi ( tak mi się przynajmniej wydaje ) że moja dziewczyna wróciła do mnie chociaż nigdy oficjalnie mnie nie zostawiła. Straciłem do niej całe zaufanie które miałem i trzeba było zaczynać wszystko od nowa. Znowu starała się o mnie spotkaliśmy się i widziałem że żałuje tego ale ja nie umiałem jej zaufać i mówiłem że ciężko mi nie wiem czy dam radę, ale dałem radę kilkanaście dni minęło i zaczęło wszystko wracać do normy. Od nowa zaczęło się układać z nim żadnego kontaktu nie było nie wiem do dzisiaj czy potem pisał czy nie ale zero kontaktu i było wszystko super. Zaufanie wróciło zbiegiem czasu i potem zapomniałem o tym co mi zrobiła i że całowała się z nim. Wtedy na 5 rocznicę chciałem się oświadczyć ale przez to co przeszliśmy zrezygnowałem z tego pomysłu bo przez to wszystko co się wydarzyło nie chciałem się śpieszyć zbyt świeże to było.

Przyszedł następny rok wyjazd nad morze na tydzień wspaniały czas i związek kwitł dalej. Wydaje mi się że tamten rok był najlepszy mimo upływu lat bycia razem było uczucie iskra w oku spędziliśmy cudownie czas mieszkając nad morzem w mieszkaniu. Sama mówiła że to był test jak by było gdybyśmy razem mieszkali i że go zaliczyłem bo było fajnie. Wiem że wakacje to co innego niż codzienne życie ale mówiła że spisałem się super. Kolejny rok i tutaj zaczął się problem od tych wakacji. Zauważyłem u niej zero jakiejś inicjatywy w moją stronę nawet buziaka nie dostawałem musiałem sam to robić wymuszać że tak powiem. Poszła do pracy zmieniła towarzystwo może to też tak na nią wpłynęło starałem to tak sobie tłumaczyć stres nowe otoczenie wszystko nowe jej pierwsza praca. Nigdy jej nie naciskałem ani nie robiłem awantur jestem bardzo wyrozumiały i dość spokojny. Nigdy nie przeklinałem w jej stronę ani jej nie obrażałem krzycząc czy coś w tym stylu zdarzało mi się tylko podnieść głos ale to nie był krzyk. Ona raczej też nie chociaż zdarzało się że przeklinała na mnie podczas kłótni.

Ale prawdziwa gorycz przelała się pod koniec Sierpnia poszła na imprezę z koleżankami do klubów ( nigdy jej nie broniłem wyjść i się zabawić wiem że to lubi a ja jak wcześniej wspominałem nie jestem fanem takich miejsc i tańczenia ). Dlaczego mam bronić jej tego co lubi ufałem jej chociaż wiem że ma powodzenie i często podrywają ją faceci i chcą numer ale spławiała ich i nie dawała numerów. No ale podczas tej imprezy przypadkiem spotkała tam tego samego gościa z którym była na weselu i zdradziła mnie wtedy. Oczywiście po tej imprezie wszystko zaczęło się psuć wtedy jeszcze nie wiedziałem dlaczego. Potem pojechała na weekend z mamą do Zakopanego na mini urlop. Ja pisałem do niej że tęsknie za nią że szkoda że tam jest bezemnie nie odpisywała mi chociaż widziałem że jest dostępna na Facebooku a z nim sobie na Facebooku gadała do 12 w nocy bo przyznała mi się. Potem wszystkie rozmowy z nim zostały usuwane i nie wiem o czym tam gadali też się przyznała o usuwanie rozmów. Ja pisałem wiadomości że tęsknie że chciałbym być obok a ona nie odpisywała mówiła że zmęczona była bo chodziła po górach a z nim pisać to miała siłę ( wiem tylko że zaproponował spotkanie na kawę czy coś takiego ) ... Wróciła i oczywiście spotkajmy się i znowu te teksty, chyba nie pasujemy do siebie, od pewnego czasu jest dziwnie, nie układa się nam. Znowu jej powiedziałem jak ją kocham, jak jestem za nią, jak ją szanuję i przemyśl sobie to bo szkoda psuć tego co było. Wytrzymałem 2 dni i złożyłem niezapowiedzianą wizytę żeby pogadać nadal upierała się przy swoim że to jednak chyba nie to. Powiedziałem przemyśl nie odzywałem się 3 - 4 dni wróciłem od babci bo byłem na grzybach wysyp trwał a to moje hobby i napisałem wiadomość " przemyślałaś sobie, wiesz kto jest dla ciebie ważniejszy. Powiedziała że ja i dobrze o tym wiem bardzo się ucieszyłem. Spotkaliśmy się w ten dzień wieczorem pogadaliśmy i obiecała że nie spotka się z nim. Spotkanie odwołała i nie kontaktował się dalej z nią. Miałem napisać do tego gościa żeby dał nam spokój i rozglądał się za wolnymi dziewczynami. Nie napisałem jednak bo w sumie po co. Powiedziała mi że chce dużo czasu ze mną spędzać powiedziałem że postaram się na ile będę mógł. To był dobry pomysł żeby przy mnie raz na zawsze zapomniała o tym typku. Zapisała się na siłownię, kiedy miałem w pracy na rano przychodziłem po nią i odprowadzałem na autobus, chciałem spędzić z nią chociaż te 45 minut czy godzinkę przespacerować się zjeść lody czy cokolwiek. Każde wolne u niej, zakupy z nią, gdy miałem na rano też byłem u niej kiedy akurat miała wolne od siłowni. Byłem cały czas dawałem z siebie wszystko to był już początek Września i tylko czekałem na naszą rocznicę na 2 Listopada i że oświadczę się bo minęło prawie 2 lata od tej poprzedniej wpadki myślałem że to będzie idealny czas w rocznicę. Czasem jej mówiłem dlaczego to robisz że z nim piszesz i że jak on napisze pojawia się problem a ona mówi " wszystko ci wynagrodzę za to co zrobiłam, zobaczysz " uwierzyłem w to bo wybieraliśmy się na urlop.

Przyszedł mój Wrześniowo / Październikowy urlop chcieliśmy wyskoczyć gdzieś w góry na 3 - 4 dni bo więcej urlopu nie dostanie moja dziewczyna ( pracuje od 1 połowy tego roku ). Uważam że spędziliśmy tam fajny czas było miło, byliśmy razem a to najważniejsze spaliśmy obok siebie wspólne śniadania, wyjścia w góry, kolacje, wieczorny spacerek chodź już bywało zimno. Gdy wracaliśmy to jeszcze snuliśmy plany bo zbliżało się wesele jej koleżanki że pójdziemy. Planowaliśmy kolejny urlop który mam w Grudniu tydzień całe święta i Sylwester w domu że wyjedziemy gdzieś może znowu w góry klimat fajny albo do stolicy bardzo się cieszyła z tego powodu. Pracuję w gastronomii i zawsze ciężko przez inne lata było załatwić wolne w okresie świątecznym ale tym razem mi się udało, była szczęśliwa widziałem to i ja tak samo. W Poniedziałek poszliśmy do pracy wszystko było jak zawsze rozmawialiśmy wymienialiśmy się zdjęciami na Facebooku wieczorem bo miałem wolny wieczór bo miałem poranną zmianę na kuchni. W środę spotkała się z koleżanką ze studiów i od tego czasu była jakaś dziwna, zła, nie była sobą tłumaczyła się że jesienna handra ją dopadła. Pomyślałem może faktycznie tak jest i nie przejmowałem się zbytnio tym bardziej że ostatnimi czasy byłem cały czas przy niej dbałem o nią jeszcze bardziej niż dotychczas tak jak sama tego chciała bym był więcej przy niej. W niedzielę wieczorem wróciłem z pracy i czy spotkamy się w Poniedziałek ( 10 Październik ) bo chce mi coś powiedzieć wtedy lampka się zapaliła już w mojej głowie. Spotkaliśmy się przywitała mnie pocałunkiem w samochodzie jakby nigdy nic, zaraz ja się zbliżyłem dostałem drugiego, ale za chwilę że to nie ma sensu, widzisz jak jest, tylko ty się starasz ja nie, nie pasujemy do siebie, coś się wypaliło. Wiem na 100 % że pewnie znowu napisał albo co gorsza sama napisała i prowokuje spotkanie z nim które wcześniej odwołała. Byłem w takim szoku że nie wiedziałem co mam zrobić powiedziałem jej chyba niepotrzebnie że za 3 tygodnie planowałem ci się oświadczyć bo chcę zrobić kolejny krok do przodu bo jesteś dla mnie wszystkim najlepszym co mam. Nie odpowiedziała nic powiedziała że mnie przeprasza że jestem super chłopakiem i bez problemu znajdę sobie inną dziewczynę, bo jestem przystojny, miły, fajny, uczciwy, zabawny i dobry. Ale, że u niej uczucie się wypaliło że nie czuje tego co kiedyś i że wyjazd do tej Szczawnicy jej to uświadomił, że od niej nic nie wychodziło zero inicjatywy tylko ja się starałem ja ją całowałem w nocy przytulałem, dotykałem a od niej nie było nic. Powiedziałem aby wyszła z samochodu i zostawiła mnie. Nie wychodziła, powiedziałem 3 - 4 raz wyjdź i zrobiła to. Miałem łzy w oczach bo jestem strasznie wrażliwy to chyba moja wada. Nie wiedziałem co zrobić ze sobą, wróciłem do domu mama pyta czemu przyjechałem sam no i powiedziałem jej że mnie zostawiła.

Ochłonąłem troszkę i w ten sam dzień pojechałem do niej koło 20 żeby wyszła przed dom porozmawiamy bo w sumie to nic nie porozmawialiśmy w moim aucie. Nie dowiedziałem się w sumie niczego tak naprawdę dalej ten sam tekst że jej uczucie się wypaliło że potrzebuje może czasu i że musi sama zatęsknić za mną bo nie ma w niej żadnej namiętności, coś w tym stylu. Spytałem z kim wybiera się na wesele za 2 tygodnie powiedziała że albo z kolegą z pracy albo z tym facetem co wypisywał i co całowała się z nim kiedyś. Nóż w serce, zaczęło się znowu to co kiedyś, sama napisała do niego bo potem się wygadała i że chce go zaprosić. Byłem załamany, znowu łzy ( wiem straszna ciota ze mnie ) a wszyscy w okół myślą że mam naprawdę mocną głowę i mocną psychikę. Ona powiedziała bym nie płakał bo sama się rozpłacze zaraz i dawała mi chusteczki. Wyszła i powiedziała " przepraszam ". Na następny dzień nie potrafiłem wytrzymać pojechałem wieczorem do domu, nie było jej była w sklepie, poczekałem w jej pokoju i tym razem już nie była taka miła jak dzień wcześniej. Była zimna, oschła w moim kierunku mówiła same rzeczy które siedzą we mnie do dzisiaj a to już 4 tydzień od rozstania. Teksty typu " i tak bym cię kiedyś zdradzała prędzej czy później " albo " gdy mnie całowałeś dotykałeś to nie czułam nic kompletnie nic " przynajmniej szczerze, ale ja bym tak nie umiał kogoś zranić. Powiedziałem żeby powiedziała że mnie nie kocha i dam jej spokój i dostaniesz tego co chcesz. Powiedziała że nie umie teraz tego powiedzieć że nie jest gotowa. Ale że to jest koniec i muszę to zaakceptować i uszanować, muszę sama zatęsknić i daj mi odpocząć i nie osaczaj mnie. Chwilkę pogadaliśmy i pojechałem do domu. Środa cisza. W Czwartek nosiło mnie, tabletki na uspokojenie nie działały chyba jak trzeba nosiło mnie i ciągle zabijałem się myślami, miałem krótką zmianę do 13 bo miałem dostawę szybko porozkładałem towar pomogłem kolegom na kuchni i pojechałem do niej z kwiatami i ulubioną czekoladą pod jej pracę. Byłem ciut wcześniej i czekałem aż skończy, zobaczyła mnie z okna bo pracuje w urzędzie, wyszła przed pracę i mówi z mega złością " co ty tutaj robisz, wszystko ci powiedziałam i nic się nie zmieniło " no i nagle rzuciła coś najgorszego " nie kocham cię już " odwróciłem się i bez słowa poszedłem do samochodu. Bez wyzwisk, darcia, ubliżania jej, grożenia czy coś nie mój styl ja jestem spokojny chłopak. Od tego czasu nie widziałem się z nią a był to 14 Październik. Kwiaty i czekoladę zostawiłem pod jej domem jej bratu bo wracałem tamtędy spod jej pracy. Napisała mi wieczorem wiadomość tylko że dziękuje za kwiaty ale nie musiałem ich zostawiać. Oczywiście zdjęcia z Instagrama, Facebooka wywalone, związek usunięty i wszystko co ze mną związane. Nie kontaktowałem się z nią ani jedną wiadomością ani niczym do 23 Października. Po weselu zobaczyłem zdjęcie z jednej strony ucieszyłem się bo nie była z tym kolesiem z którym mnie zdradziła tylko z kolegą z pracy, a czemu to nie wiem, wiem że się spotkali ale czy jej odmówił, może miał jakieś plany nie wiem ale z nim nie była. Napisałem do niej że możemy przejść przez to razem tylko musimy szczerze porozmawiać szanować się, dbać o siebie i wszystko się poukłada i możemy zacząć od nowa. Napisała że nie jest w stanie mi zapewnić tego jeszcze bo nic się nie zmieniło. Od tego momentu nie napisałem ani jednej wiadomości do niej na Facebooku czy w telefonie. W pracy mój kolega wie co się stało bardzo mu ufam i mogłem mu powiedzieć, powiedział mi bym zaskoczył ją czymś jeszcze 2 Listopada w naszą rocznicę. Wymyśliłem że w dzień rocznicy i w dzień w którym miałem się oświadczyć wyślę jej kwiaty pocztą kwiatową, do tego dodałem liścik i pluszowego misia. Wysłałem 7 róż które miały mówić o naszych 7 latach. Napisała mi wiadomość na telefon że bardzo dziękuje za kwiaty ale niepotrzebnie się wykosztowałem, coś tam jej odpisałem że zawsze pamiętałem o rocznicach, urodzinach, dniach kobiet i innych pierdółkach i tym razem jest podobnie, i że sama wiesz że miał być to nasz szczególny dzień i że cierpię bez ciebie bardzo. Odpisała tylko " wiem że bardzo cierpisz dlatego nie możemy się spotkać bo u mnie nadal nic się nie zmieniło ". Do dzisiaj cisza i teraz pytanie co robić ? czy walczyć nadal czy odpuścić. Ja uważam że moim gestem 2 Listopada zrobiłem wszystko co w mojej mocy i nic więcej nie jestem w stanie już zrobić, tylko czas może pokazać co dalej, może zrozumie i uświadomi sobie że jednak prawdziwą miłością jestem ja. Może zatęskni chociaż ona jest osobą która nie potrafi się przyznać do błędu i ma niesamowity problem z wyrażaniem uczuć, taki charakter. Nie potrafi mówić o uczuciach a komplement z jej ust to może raz na pół roku usłyszałem, że jestem przystojny czy coś. Akceptowałem to bo to że nie mówi to nie wszystko ale gdy było dobrze i się układało to czynami widziałem. Koledzy z pracy i koleżanki które nie wiedzą co się stało ciągle się dopytują co mi się stało z chłopaka który ciągle gada, żartuje, jest pełen energii stałem się cichy wycofany i nie wiem co robić. Niestety gorzej też pracuję ale moi szefowie wiedzą i rozumieją to, za co jestem im serdecznie wdzięczny, nie spodziewałem się że oni będą dla mnie wsparciem ! chociaż kontakt zawsze miałem z nimi dobry, to nie spodziewałem się że będą mnie wspierać a nie " problemów do pracy nie przynosimy ".

Macie jakieś rady jak zapomnieć i zacząć żyć w miarę normalnie bo na razie u mnie to jest egzystencja. Mało jem, mało śpię nawet tabletki nasenne i na nerwy nie pomagają oczywiście biorę te bez recepty, ziołowe jakieś, nie prochy. Staram się wychodzić z kolegami gdzieś na piwo, posiedzieć pogadać, zapisałem się na siłownię z przyjacielem z pracy, i tak jakoś mi leci ale ciągle myślami jestem przy niej. I jak wy zapatrujecie się na moją opowieść.

Dzięki za przeczytanie tekstu, wiem że jest mega długi i może trochę zniechęcić ale starałem się napisać to najlepiej jak potrafię. Proszę o komentarze i rozsądne odpowiedzi. Pozdrawiam Piotrek.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Cóż można powiedzieć po przeczytaniu Twojego listu?Witaj w klubie porzuconych i zdradzonych.Jedyne co mogę poradzić to to ,ze już więcej zrobić nie możesz bo zrobiłeś wszystko.Masz jasną odpowiedź Nie kocham Cię.Poczytaj tu na tym forum bo naprawdę jest tu wiele odpowiedzi ludzi doświadczonych jak sobie pomoc wyjść na prostą.Ja jestem dopiero na początku tej drogi ale wiem ,ze można tylko trzeba chcieć iść do przodu ,nie stać w miejscu i nie cofać się w przeszłość.Jesteś Ty tu i teraz.Głową do góry i do przodu.Pozdrawiam i życzę powodzenia i szczęścia.

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Witaj Piotrek

Przykro sie to czyta i wspolczuje ci ale tak jak malczy napisal zrobiles juz wszytsko co mogles zrobic, najlepiej bedzie dla ciebie zebys sie z nia nie kontaktowal wogole i nie obserwowla jej na zadnych fejsbukach , postaraj sie czyms zajac mysli ,.

Wiem ze to co napisze jest banalne ale prawdziwe czas leczy rany i z czasem sie z tym uporasz.

POwodzenia zycze

GG 11140055

4 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-11-06 17:00:59)

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Witaj Autorze.

Po pierwsze tylko niewielki procent związków, które powstają w nastoletnim wieku ma szanse na przetrwanie. Głównie ze względu na brak wiedzy i umiejętności w ich 'prowadzeniu'. Obydwie młode osoby gubią się we własnych emocjach, a nowe i kuszące doświadczenia nie pomagają w ich stabilizacji - raczej kolejka wysokogórska.
Zwłaszcza jak jest wyraźna lub nawet lekka dysproporcja w atrakcyjności na rzecz któregoś z partnerów. Wtedy niemal na 100%, o ile ten drugi nie nadrabia silną osobowością np., ta atrakcyjniejsza strona będzie chciała "zbadać swoje opcje", nie ma bata smile

Tak się stało w Twoim przypadku. Z tego co piszesz, Twoja dziewczyna jest atrakcyjna, ciągle ktoś do niej podbija. Ty jesteś Sprite wink Ty gonisz w peletonie pozostałych adoratorów, ona wybiera, ona jest atrakcyjniejsza.
To nie oznacza, że skończy jako żona Ronaldo wink, po prostu 'wygra' facet z najsilniejsza osobowością i pewnością siebie, który nie popełni Twoich błędów. A popełniłeś wszystkie możliwe. Wręcz podręcznikowo.
Ale nie obwiniaj siebie, bo naprawdę prawie KAŻDY na początku je popełnia, chociaż TY poszedłeś po bandzie w tym płaszczeniu się po tym jak Cię rzucała i przyjeżdżaniu do domu, czekaniu na nią w jej pokoju (wtf! hmm) jak ostatnia pi.. wink To było strasznie słabe.
Pokazałeś, że jesteś miękka faja, a nie facet, który potrafi wziąć na klatę odmowę czy inne przeciwności losu i dumnie idzie dalej, jak po swoje.
Ty rozpłakałeś się jej na kolanach jak mała dziewczynka i błagałeś o litość, przekupując kwiatami czekoladkami, prezentami - czyli klasyka i największe błędu, które praktycznie skreślają Cię na ten moment jako Mężczyznę, zachowywałeś się jak zagubiony przerażony i spanikowany chłopiec.
Ale jesteś jeszcze chłopcem.. 22-23 lata to masz prawo do pewnych reakcji jeszcze wink

Reasumując, moim zdaniem nie ma szans na wasze zejście się. Z dwóch powodów:

1. i najważniejszy: zrobiłeś wszystko (po rozstaniu zwłaszcza) aby zabić swoją atrakcyjność w jej oczach. Jak? Opisałam powyżej.
Dzięki temu teraz patrzy na Ciebie jak dziecko na szpinak. Babcia poddtyka pod nos "A titi, szpinak dobry..otwórz buźkę am am am :> No, szeroko buzia..dla Babuni .. :* " a dziecko ma odruch wymiotny i nie może patrze już nie tylko na szpinak, ale i na Babcię, bo mu się ze szpinakiem kojarzy big_smile
Jesteś dla niej szpinakiem teraz wink

2. Ona teraz "wyszła na głębokie wody", bada swoje opcje. Na ich tle, ze swoich pieskowatym zachowaniem wypadłeś baaardzo blado i nieatrakcyjnie.
Innymi słowy: prawie każdy facet jest teraz atrakcyjniejszy od Ciebie leżącego na jej wycieraczce zasmarkanego i błagającego o litość.

Musisz to wiedzieć, żeby w przyszłości już nigdy tego nie zrobić. Gdy ktoś Cię nie chce, przełykasz łzy i gulę w gardle, ale..z godnością odwracasz się na pięcie i odchodzisz.
Wtedy są dwie opcje: minie jakiś czas i ktoś być może zmieni zdanie i SAM zainicjuje kontakt - i TYLKO pod takim warunkiem.
Albo znajomość się rozpłynie i to znaczy, że ta osoba potrzebowała czegoś innego i rozstanie ją w tym utwierdziło.

To Twoja pierwsza lekcja o związkach i dorosłym życiu - wykorzystaj ją jak najlepiej.
Dasz sobie radę, tylko minie trochę czasu.
Nie nastawiaj się na szybką poprawę. Daj sobie 2 lata na poukładanie, tyle to mniej więcej zajmie kiedy o niej 'zapomnisz', choć nie zapomnisz do końca nigdy, bo i nie o to w tym chodzi.

5

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Zgadzam się z tym i zdaję sobie sprawę, że płaszczeniem się, przyjeżdżaniem do niej bez zapowiedzi tylko pogorszyłem swoją sytuację ale to był taki odruch którego nie potrafiłem kontrolować bo to było zaraz po tym rozstaniu wtedy nie panowałem nad sobą. Przecież teraz jej nie odwiedzam ani nic. A na wspólną rocznicę postanowiłem ostatni raz spróbować ze względu na to że chciałem się oświadczyć a ona zostawiła mnie niecałe 4 tygodnie przed tym ... to jest ciężkie do przegryzienia i teraz nie mam zamiaru już nic robić, czas pokaże czy coś się zmieni czy nie, bo tak jak pisałem mówiła że musi coś się w niej zmienić, musi zatęsknić, poukładać. Nie robię sobie większych nadziei bo moim zdaniem to tylko puste rzucone słowa.

Po drugie nie mam 22 - 23 lat tylko w Grudniu 26 niedokładnie przeczytałeś historię.

Nie do końca zgodziłbym się z tym, że jestem Sprite, fakt jest atrakcyjna i podoba się wielu mężczyznom ale ja też jestem dość atrakcyjny i miałem powodzenie nieraz i bywała bardzo zazdrosna o mnie ale to głównie na początku potem wiedziała że ja nie jestem typem podrywacza czy coś w tym stylu. Ufała mi i zawsze mi mówiła że jest pewna że nic bym nie zrobił a jak pisałem wyżej miałem ku temu okazje.

Dodam do mojego postu jeszcze to że przed jej koleżankami jestem przedstawiony w niezbyt dobry sposób, a one mają duży wpływ na nią i wiem że ich zdanie dla niej się bardzo liczy. Boli mnie to, że myślą o mnie źle ta bezradność jest najgorsza i to że nawet nie możesz się obronić. W dodatku jej mama zawsze traktowała mnie w porządku, rozmawialiśmy i uważała że dobry chłopak ze mnie bo nie mam nałogów, nie włóczę się po jakiś imprezach bez przerwy, że jestem przy jej córce itd. ale zawsze wiedziałem, że nie jestem jej wymarzonym zięciem bo ona zawsze pragnęła gościa pod krawatem z 2 kierunkami studiów 5 fakultetami i władającego 10 językami. Niestety ja taki nie jestem i myślę, że jej mama również mogła pomóc w podjęciu decyzji chociaż od mojej byłej dziewczyny nigdy czegoś takiego nie usłyszałem ani nie odczułem żeby się wstydziła czy coś.

6 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-11-06 17:50:27)

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Dobra tam, to 26 lat.. nie bulwersuj się, bo to nie najważniejsze wink

Nie twierdzę że NIE jesteś atrakcyjny - w końcu młoda do Ciebie kiedyś sama podbijała wink tylko, że teraz z dziewczynki zamienia się w kobietę i tez inne grono adoratorów się pojawiło. Ona dostała na głowę od tego, bo musisz wiedzieć, że duże powodzenie raczej zawsze robi na głowę MŁODYM kobietom wink i nie w głowie jej stały związek z jednym.
Zdecyduje się na taki dopiero jak się przekona gdzie jest jej 'granica możliwości' i jakie typ facetów na nią leci, a na jaki nie ma szans z tym co ma i/lub czego nie ma wink

Wtedy wybierze tego, który będzie wg niej (podświadomie ofkors) na JEJ lub zbliżonym poziomie atrakcyjności i sobie z nim pobędzie.
Może być też tak, w międzyczasie - to bardzo prawdopodobny scenariusz smile i zapewne pocieszenie dla Ciebie - że ona przeceni swoje możliwości i trafi na faceta od siebie atrakcyjniejszego. Będzie się o niego starać i za nim latać, jak kiedyś za Tobą, a on ją wykorzysta i kopie w zadek.
Wtedy na krótko, pogrążona w rozpaczy, poniżona całą sytuacja i obrotem spraw, w tej dezorientacji przypomni sobie o Tobie.. a wtedy już od Ciebie zależy czy przyjmiesz ją w kontekście tego, że przez minutę o Tobie nie myślała gdy dobrze jej się powodziło. Jeśli ją wtedy przyjmiesz - przegrasz po raz drugi, ale będzie bardziej bolało, bo przeinwestujesz 2-krotnie.
Tak czy inaczej, niezależnie od wszystkiego, z tego nic już nie będzie - nie w ciągu najbliższych kilku lat, a za kilka lat obyś był w innym miejscu i nie potrzebował jej tak jak teraz.

7

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Ja z perspektywy tej drugiej strony czyli dziewczyny potwierdzam, że stanowczo przedobrzyłeś... W życiu już tak jest że to co przychodzi łatwo, przez ludzi nie jest szanowane.

Ty byłeś i działałeś pod jej dyktando. Stałeś się dla niej zupełnie bezbarwny i że tak powiem bezpłciowy... Pokazałeś że nie masz męskiego charakteru, a dziewczyna potrzebuje faceta tzw. samca alfa. Tamten facet z którym się całowała był dla niej atrakcyjny bo pojawiał się i znikał. Nie była pewna jego kolejnego kroku tzn. czy będzie chciał z nią być czy nie, a to kobiety kręci, że to facet decyduje.... W waszym związku to ona przejęła męską rolę bo to ona o wszystkim decydowała. A tym samym czuła się mało kobieco... Teraz chce poczuć w życiu coś innego. To tak jak z jazdą na rowerze. Najpierw frajde sprawia same utrzymanie się na dwóch kółkach, a jak się już potrafi dobrze utrzymać równowagę, to trzeba jeździć szybciej żeby adrenalina była na podobnym poziomie.   Powiem Ci, że Twoja była prędzej czy później zrozumie, że takie życie w niepewności wcale nie jest dobre... Ale do takich wniosków dojdzie zapewne za kilka lat.

Dodatkowo nie działa do końca fair bo zostawia sobie otwarta furtkę stwierdzeniem "NADAL nic się nie zmieniło". Nadal czyli daje Ci podświadomie nadzieję, że z biegiem czasu coś się zmieni.. Nie licz na to. Zerwij jakikolwiek kontakt, bo dalsze kroki naprawde już nie będą mieć sensu.

8

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Dzięki wszystkim za odpowiedzi i jeśli ktoś ma jeszcze swoje opinie to chętnie przeczytam. Elle powiem ci tak jak powiedziałem mojemu przyjacielowi z pracy. Na dzień dzisiejszy gdyby wyszła z inicjatywą, że przemyślała, że żałuje i że to był błąd i nie kręciła z nikim przez ten czas od naszego rozstania to nie wiem co bym zrobił bo z jednej strony człowiek chce by wróciła a z drugiej strony zastanawiasz się czy warto bo zrobi ci to pewnie po raz kolejny. Musiałbym zauważyć przemianę i wielkie chęci i może udało by się to jakoś poskładać bo jednak szkoda tych 7 lat ... natomiast jeśli dajmy na to odezwała by się po roku że żałuje że to najgorsza decyzja w jej życiu, między czasie miała jednego czy dwóch kolesi to powrót na pewno nie byłby możliwy. Bo takie testy z innymi i nagle powrót mnie nie interesują tym bardziej że pewnie za rok już jakąś ulgę poczuję.

9

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

bardzo Ci współczuję i rozumiem Cię. osoba porzucona robi różne rzeczy - grozi, płacze, prosi etc. Wcale Cię za to co zrobiłeś bym nie potępiała. Nie mniej myślę, że w dużym stopniu idealizujesz tę dziewczynę. Ona od dawna - z tego co piszesz - dawała Ci znaki, że jest niepewna tego co czuje. I do Ciebie i do tego faceta.  Myślę, że ona jest zwyczajnie niedojrzała i tyle. I nieuczciwa. Jest NIEUCZCIWA. Po co te pocałunki były skoro nic nie czuła? Po co zawracała Ci głowę przez tyle czasu? Rozumiem że jest młoda etc. Ja też w jej wieku robiłam głupoty. Ale to co mnie uderza z tego co piszesz, to to, że POMIMO WSZELKICH ZNAKÓW Ty tkwiłeś w tej relacji. Dorze by było gdybyś poszedł do psychologa - spróbował zrozumieć siebie, to co Tobą kieruje. Wiem, że pewnie jeszcze przez ileś tygodni będziesz ciągle myślał o tej dziewczynie, to normalne. Ale spróbuj popatrzeć na to co ONA ROBIŁA a nie co MÓWIŁA. I napisz sobie listę takich sytuacji w których naruszyła Twoje zaufanie, w których spowodowała Twój lęk, smutek etc. Spisz to sobie - tak na początek. Bo tego było sporo i szkoda Cię na taką laskę. Rozumiem że cholernie boli i chcesz od tego bólu uciec - jest 5 etapów żałoby, pierwszy to zaprzeczanie, a Ty dając te kwiaty ect chciałeś zaprzeczyć temu że to koniec. Myślę, że kiedyś bedziesz szczęśliwy że ona odeszła. Bo nie ma czego żałować. To jest manipulatorka i oszustka.  A Ty chyba byłeś od Niej uzależniony

10 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-11-07 00:31:59)

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?
Shawn Mendes napisał/a:

Elle powiem ci tak jak powiedziałem mojemu przyjacielowi z pracy. Na dzień dzisiejszy gdyby wyszła z inicjatywą, że przemyślała, że żałuje i że to był błąd i nie kręciła z nikim przez ten czas od naszego rozstania to nie wiem co bym zrobił bo z jednej strony człowiek chce by wróciła a z drugiej strony zastanawiasz się czy warto bo zrobi ci to pewnie po raz kolejny. Musiałbym zauważyć przemianę i wielkie chęci i może udało by się to jakoś poskładać bo jednak szkoda tych 7 lat ... natomiast jeśli dajmy na to odezwała by się po roku że żałuje że to najgorsza decyzja w jej życiu, między czasie miała jednego czy dwóch kolesi to powrót na pewno nie byłby możliwy. Bo takie testy z innymi i nagle powrót mnie nie interesują tym bardziej że pewnie za rok już jakąś ulgę poczuję.

Nie mam wątpliwości, że byś ją przyjął gdyby poprosiła.
Ale wtedy, tak jak sam czujesz, nigdy byś do końca nie miał pewności, że znów nie odwali Ci podobnego numeru, kwestia tylko kiedy.

Zupełnie czym innym jest się kimś zauroczyć w trakcie związku, zwłaszcza tak długiego jak wasz, ALE.. iść w to i grać va banque ryzykując obecnego partnera i związek? Dwie różne sprawy..
Ona postawiła "wszystkie pieniądze" i wasz związek na tego 'przypadkowego' jakby nie było gościa i stawia dalej.

Jeśli kiedykolwiek zechce wrócić to się już nie uda, bo nie startujecie z równych pozycji - już zawsze Ty będziesz miał więcej do stracenia, pytanie ile jeszcze chcesz przeinwestować w tak niepewny "zysk" jakim okazała się ta dziewczyna.
Po drugie, nawet jeśli wróci to żeby podreperować sobie ego, które ktoś jej po drodze przetrącił, a jak to zrobi znów przestaniesz jej smakować i powie Ci papa.
Nie łudź się, że wasza historia jest wyjątkowa i skończy się wyjątkowo.

Najwyżej miło się zaskoczysz.

11

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Jak to co dalej ?
Masz isc dalej.Glowa do gory i do przodu.Wiesz, kobiety lubia facetow konkretnych, rzeczowych, nie lubia mazgajow.
Ty jej juz sie dawno znudziles.Jakby bylo inaczej, to nie spotykalaby sie i nie calowala z innymi kolesiami.Na koniec powiedziala, ze koniec, ze nie kocha.
Czego Ty chcesz wiecej ? Chcesz wyprosic uczucie ? Czy chcesz, zeby byla z Toba z litosci ?
Pozwol jej isc swoja droga.Nie ponizaj sie, nie wystawaj pod praca nie przynos czekoladek.Bo to jest zalosne.Nic tym nie wskorasz.A nawet gdyby z kolesiem jej nie wyszlo i chciala powrotu, to jesli masz jaja, nie powinienes chciec jej powrotu.
Uczucie sie wypalilo, albo nigdy nic nie bylo z jej strony, tylko jakies mlodziencze zauroczenie, i tyle.
A ty skomlesz jak pies.Ona Ci daje kopniaka, a Ty dalej swoje.
I pewnie jeszcze chcialbys uslyszec na forum odpowiedzi typu - zmadrzeje, wroci do Ciebie, tylko przynos jej codziennie czekoladki...Nic z tego kolego.
To jedno.A drugie - nie pasujecie do siebie.Ty wrazliwy, uczuciowy.A ona ? mlode dziewcze, przynajmniej psychicznie, ktore sie nie wyszalalo.
Tak ze nie bylo Wam po drodze, dlatego tak sie stalo.Ty ciagle w pracy, ona sama na dyskotekach.A ze niebrzydka, to inni sie kolo niej zakrecili.A skoro jej uczucie do Ciebie nie bylo na tyle mocne, to sie stalo jak sie stalo.
Im predzej o niej zapomnisz, tym lepiej dla Ciebie.
Ale ja t tyle ponawypisywalam,a  Ty i tak mnie nie posluchasz...

12

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

moim zdaniem zrobiłeś już wszystko.  Twoje gesty i twoje uczynki wskazują ze zrobiłeś nawet więcej.....        Samo to że byłeś w stanie o tym wszystkim zapomnieć i chciałeś walczyć dalej i zacząć wszystko od nowa świadczy o tym że już więcej się nie da. A ona nie potrafi tego docenić.  I chyba faktycznie cię nie kocha.  Jesteś wartościowym mężczyzną i zasługujesz na kogoś lepszego.     Nie walcz już o nią.  Walcz o siebie

13

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

z tego nic nie będzie. Ona cie nie kocha.  Ona to zrozumiała i cześc jej za to że potrafiła powiedzieć to bez ogródek. To bolesne ale w całej sytuacji szczere. Po co sie męczyć awantury, ciche dni. Ty nic nie możesz zrobić bo nie zmusisz jej do bycia z toba na siłę. Ona ma prawo decydować z kim chce być.
Może sie mylę ale odnosze wrażenie że poukładałes sobie świat z nia w roli głównej i to runęło. Na diabła wam te rocznice takie schematyczne sztywne obchodzenie dat. Do licha mnie osobiście ( kazda Pani ma prawo do swojego zdania na ten temat - zaznaczam) licho by brało na obchodzenie rocznic i takich tam. Dla mnie to nigdy nie miało znaczenia. Zadne tam kwiatki kolacje blee.
Może wyciagniesz wnioski z tego co było. Bez rozpamietywania co zrobiłes źle, bo nic nie robiłes źle. Dbałeś na swój sposób, nie zdradzałeś czekałes byłes wyrozumiały nie zabraniałes niczego ale czy to znaczy ze byłes tym jedynym wysnionym, czy to znaczy że ona tez to lubiła, że sie nie męczyła z tobą. To jaki ty jestes znaczy dopiero wtedy  jak ona to odbierała.

Pomysl co mogło ją zniechęcic do ciebie

14

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Bardzo staram się chodzić z podniesioną głową ale nie udaje mi się to, poza domem gdy coś robię jest jeszcze znośnie niestety długie wieczory w domu mnie najbardziej dołują. Dzisiaj zaczyna się 5 tydzień od rozstania i nie czuję aby było mi lepiej. Na pewno jest lepiej niż w pierwszych 2 tygodniach ale nadal mam straszne huśtawki nastrojów. Staram się jakoś trzymać ale jest bardzo ciężko. Boje się sam nie wiem czego samotności czy obawa, że nie poznam nikogo wartościowego w swoim życiu ...

15

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Spokojnie ! , daj sobie tyle czasu ile tylko bedziesz potrzebował , nie sugeruj sie tez wszystkimi wypowiedziami tutaj, przeczytaj dokladnie i staraj sie zrozumiec wypowiedzi w tym temacie 88 - reszte mozesz olać.

16

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?
Shawn Mendes napisał/a:

Dzisiaj zaczyna się 5 tydzień od rozstania .


  To zle, ze liczysz czas.To znaczy, ze ciagle myslisz o niej.
Zycze Ci, zeby szybko nadszedl taki dzien, ze ze zdziwieniem pomyslisz - ojej, dzisiaj jeszcze o niej nie myslalem..

17

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Chcę sobie dać czas ale mam straszne wahania nastrojów. Jednego dnia wydaje mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku natomiast tak jak dzisiaj mam straszny dołek i ciężko mi.

18

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Shawn Mendes zrobiłeś totalną głupotę. Z własnej winy. Zachowałeś się nie jak facet ale... no nie chce używać takich słów. Strasznie długi ten post. Jak mogłeś jej pozwolić aby podczas trwania związku ona poszła z jakimś gościem na wesele ? Czyż Ty zbaraniał ? Pod żadnym pozorem takich rzeczy normalny facet by nie pozwolił a Ty co zrobiłeś ? Teraz zbierasz tego owoce. Albo tak albo tak. Nie ma innej drogi ! Zastanów się nad tym. Ciężko napisać co masz zrobić bo sporo błędów zrobiłeś jako facet.

19

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?
Peter_35 napisał/a:

Shawn Mendes zrobiłeś totalną głupotę. Z własnej winy. Zachowałeś się nie jak facet ale... no nie chce używać takich słów. Strasznie długi ten post. Jak mogłeś jej pozwolić aby podczas trwania związku ona poszła z jakimś gościem na wesele ? Czyż Ty zbaraniał ? Pod żadnym pozorem takich rzeczy normalny facet by nie pozwolił a Ty co zrobiłeś ? Teraz zbierasz tego owoce. Albo tak albo tak. Nie ma innej drogi ! Zastanów się nad tym. Ciężko napisać co masz zrobić bo sporo błędów zrobiłeś jako facet.

He he, dobre.
Tak jakby jego "Zabraniam!" i rzucanie się po podłodze na znak protestu miało polepszyć jego sytuację. smile
Ona chciała iść z tym drugim na wesele , bo już fantazjowała o tym jak to będzie z nim podczas 'zamianki', która była w planach już dużo wcześniej przed weselem.
To znaczy, że Autora miała w poważaniu na tym etapie. Żadna zakochana kobieta nie wyskoczyłaby z takim pomysłem. No, chyba żę ten znajomy to byłby wieloletni wspólny znajomy, jakiś aseksualny Czesiek.
A tu była chrapka na innego bolca i pozamiatane.

Śmiać mi się chce z takich facetów, którym wydaje się, że związek polega na zabranianiu drugiej osobie czegoś i to niby ma świadczyć o męstwie smile

20

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Dzisiaj przypadkiem dowiedziałem się, że zmarł mojej byłej dziewczynie dziadek, znałem go bo mieszkał z nimi był bardzo schorowany ( przypadkiem spotkałem dziewczynę jej brata która mi powiedziała że stało się to dzisiaj ). Chciałem się was zapytać czy jak mi powiedzą o tym pogrzebie ( chodź raczej wątpię ) to mam się wybrać czy w ramach terapii zapominania nadal nie widywać się i nie kontaktować ani nic.

21

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?
Shawn Mendes napisał/a:

Dzisiaj przypadkiem dowiedziałem się, że zmarł mojej byłej dziewczynie dziadek, znałem go bo mieszkał z nimi był bardzo schorowany ( przypadkiem spotkałem dziewczynę jej brata która mi powiedziała że stało się to dzisiaj ). Chciałem się was zapytać czy jak mi powiedzą o tym pogrzebie ( chodź raczej wątpię ) to mam się wybrać czy w ramach terapii zapominania nadal nie widywać się i nie kontaktować ani nic.

jeśli zostaniesz przez rodzinę powiadomiony o uroczystości pogrzebowej to stosownie będzie pójśc... ale na 99% nie zostaniesz powiadomiony, więc rozkmina jest bezprzedmiotowa

22

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Rób jak chcesz według mnie jednak na pogrzeb osoby którą poznałeś (jeśli ją poznałeś) wypada przyjść.

"Księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań"
Tadeusz Kościuszko
"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

23

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

No znałem go w końcu mieszkał z nimi a ja bywałem u niej bardzo często przez tyle lat bo ja mieszkam w bloku ona w dużym domu i mówiła, że swobodniej czuje się u siebie więc znałem go na prawdę dobrze. Też uważam, że nie zostanę powiadomiony jednak wolałem spytać co o tym sądzicie.

24

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Nie szukaj pretekstu żeby błagać o powrót. Na 100% byś to zrobił w trakcie, ewentualnie niedługo po pogrzebie.
Ogarnij się..

JEsteś 5 tyg. po rozstaniu, rozwalony emocjonalnie. Nie mam cienia wątpliwości, że w tym stanie skorzystasz z każdej okazji.

Zresztą, co ja mowię..nawet jak Cię nie zaproszą to pewnie sam się skontaktujesz, bo to dobry pretekst.

25 Ostatnio edytowany przez Shawn Mendes (2016-11-10 23:08:47)

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Nie szukam pretekstu staram się być silny i nie piszę do niej ja zrobiłem wszystko już jak sama wiesz by wróciła. Więcej nie mogę. Pewnie w tym co piszesz jest dużo racji jak i we wcześniejszych postach, ale mi jest ciężko to jeszcze ogarnąć i piszesz do mnie w strasznie chamski sposób, wydaje mi się że non stop mnie obrażasz ... Pozdrawiam.

26

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Nie obrażam. Pamiętaj, że to nic osobistego - nie znam Cię, po prostu jestem bezpośrednia.
Czasem, zza ekranu komputera zapominam, że po drugiej stronie siedzi osoba z uczuciami, odcinam to i skupiam się na faktach.
Postaram się być delikatniejsza.

Dobrze że przesłanie złapałeś.

27 Ostatnio edytowany przez waldi28 (2016-11-11 00:23:05)

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

7 lat to granica w ok 90 % przypadków. Powyżej 7 lat ludzie sie najcześciej rozstają bo po prostu przechodzili związek. Ja moją eks rozstawałem się chyba 7 albo 8 razy, ostani raz  zerwaliśmy w czerwcu, zerwala ze mną dzie przed obroną magisterki ! W końcu na dobre i Chwała Bogu. Dziś  dziekuje  losowi za to że  od niej się uwolniłem. W lipcu poznałem nową kobietę póki co nie wchodze w zadne poważne  zwiazki , wole przelotne romanse i od razu mówie to na wstepię. Że mozna sie pospotykać , pojechać do hotelu poprzytulać a co ma być to będzie . Nie ma co napalać się. Teraz gdy spotykam sie  z taka dobrą dla mnie kobietą czuła to widzę że tamta moja była  to była  toksyczna kobieta.Bardzo  toksyczna.  Głowa  do góry chłopie wyjdz  z domu, znajdz pasje odwiedz  znajomych, i przede  wszystkim poznawaj inne kobiety. To naprawdę pomaga.Jedyne co boli to zmarnowane lata. Czasu nikt Ci nie  wróci

28

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Powiem ci że dla mnie nie ma czegoś takiego jak " przechodzony związek " nie wiem kto coś takiego wymyślił. Jeżeli dwoje ludzi się kocha i pragnie być ze sobą to nie ma to chyba znaczenia. Ktoś bierze ślub powiedzmy po 5 latach a za 2 lata muszą się rozstać bo będzie 7 ? albo nie rozstaną się bo mają pierścionek i kawałek żelastwa daje miłość ? bez sensu nie wierzę w coś takiego.

29 Ostatnio edytowany przez Pacho (2016-11-11 01:19:24)

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?
Peter_35 napisał/a:

Shawn Mendes zrobiłeś totalną głupotę. Z własnej winy. Zachowałeś się nie jak facet ale... no nie chce używać takich słów. Strasznie długi ten post. Jak mogłeś jej pozwolić aby podczas trwania związku ona poszła z jakimś gościem na wesele ? Czyż Ty zbaraniał ? Pod żadnym pozorem takich rzeczy normalny facet by nie pozwolił a Ty co zrobiłeś ? Teraz zbierasz tego owoce. Albo tak albo tak. Nie ma innej drogi ! Zastanów się nad tym. Ciężko napisać co masz zrobić bo sporo błędów zrobiłeś jako facet.

Gdyby nie poszła na wesele to i tak spotkaliby się w innych okolicznościach. Owszem, mógł powiedzieć stanowczo co o tym myśli, ale tylko tyle.

O czyjeś uczucia, pożądanie i atencję nie powinno się żebrać. Gdyby nie to, że tamten koleś zostawił autorkę to dawno byłoby po ptokach. Właśnie wtedy autor stał się OPCJĄ.

30

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Autorze, wasze drogi na pewnym etapie zawiązku po prostu się rozeszły. Ona chciała nowych wrażeń, których nie mogłeś jej dostarczyć. Ona natomiast nie mogła Ci zapewnić spokoju i życia w taki sposób jaki prowadziliście do tej pory. Tutaj wasze oczekiwania wobec drugiej strony nie były spełnione.Ludzie się zmieniają. Tak bywa.. również uważam że Wasz związek już był przechodzony... Teraz z każdym tygodniem powinno być lepiej. Na pewno będą wracać gorsze dni, ale one na szczęście przechodzą. Najlepszą rzeczą jaką możesz teraz zrobić to wykorzystać czas na samorozwój. Jesteś teraz nabuzowany i nakręcony całą sytuacją. Wykorzystaj to na np. poprawę wyglądu, pójście na siłownię, uprawianie sportu który zawsze Ci się podobał, ale nigdy nie miałeś na to czasu, poczytaj książki, naucz się nowego języka, naucz się śpiewać, robić szpagat czy cokolwiek innego czym się interesujesz. Zmień w ten sposób kierunek swojego myslenia. Nie pozwól aby rozstanie zawładnęło całym Twoim życiem. Przed pojawieniem się tej dziewczyny prowadziłeś normalne życie, umiałeś się cieszyć i uśmiechać do innych. To że nie jesteście już razem to nie koniec świata. Będzie to Twoim nowym doświadczeniem życiowym, wyciągnij z tego wnioski na przyszłość. Co zrobiłeś źle, a co dobrze żeby kolejny związek był lepszy oraz aby nie popełniać w przyszłości tych samych błędów. Pokaż, że jesteś silnym facetem i że potrafisz się odnaleźć w nowej sytuacji.

31

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Ja w kwestii pogrzebu...
Ta śmierć i Wasze rozstanie to dwie odrębne sprawy. Jeżeli lubiłeś, szanowałeś tego człowieka, znałeś go ponad zwykłe "dzień dobry/do widzenia" to powinieneś iść na jego pogrzeb i nie potrzebujesz do tego niczyjego zaproszenia.
Poza tym byłeś 7 lat prawie częścią ich rodziny, więc (jeśli pójdziesz) kondolencje jak najbardziej są na miejscu. Chyba, że jesteś teraz skonfliktowany z tą rodziną (wybacz jeśli mi cos umknęło).
Ale jeśli faktycznie istnieje możliwość, że Twoja obecność na pogrzebie to będzie tylko pretekst żeby spotkać się z nią, wodzić za nią oczyma itp. to daruj sobie... bo po tym co i jak piszesz to podejrzewam, że jak już Ci trochę przejdzie, to będzie Ci głupio lub wręcz wstyd, że wykorzystałeś w ten sposób śmierć znajomej osoby.

A ogólnie mówiąc to mam wrażenie, że reagujesz jakby na opak: jak nie masz na coś wpływu to niepotrzebnie "kopiesz się z koniem" i kombinujesz, a w kwestiach w których powienieneś podejmować decyzje sam, jak dorosły człowiek, to zdajesz się na opinie i decyzje(!) innych.
Nie zmusisz jej żeby Cię kochała, a Twoja obecność na pogrzebie jakkolwiek to nie zabrzmi, to sprawa pomiędzy Tobą a zmarłym, czyli TY decydujesz czy iść.
Może warto się nad sobą zastanowić pod tym kątem, bo mogę sie mylić, ale może właśnie taka Twoja "chwiejność", nieadekwatne Twoje reakcje i zachowania na przestrzeni ostatnich lat, miały jakiś wpływ na to, że ona Cię zostawiła?
Może przestałeś się jej z tego powodu "wpisywać" w jej wymarzony/akceptowalny wzór osoby/mężczyzny?

32

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Żyrafka chciałbym ci tylko odpowiedzieć że planowałem się oświadczyć wcześniej po 5 latach w naszą rocznicę ( 2 Listopad ) i miałem to zaplanowane już, naprawdę chciałem wcześniej zrobić krok do przodu ale wtedy w wakacje był ten kryzys z tym kolesiem gdzie po miesiącu wróciła do mnie starała się bo zrozumiała że jednak ja jestem najważniejszy i chciała by było jak dawniej. Wtedy rozmyśliłem się z tego bo zanim się pozbierałem po tym zaufałem to praktycznie wypadała ta rocznica i to by było zbyt szybko, zbyt świeże to było ( wygłupiłbym się przecież ). Znowu chciałem się oświadczyć było już wszystko zaplanowane wszystko dograne to " pogoniła " mnie 3 tygodnie przed mimo moich starań. Pamiętam nawet na dzień chłopaka nie usłyszałem wszystkiego najlepszego a wtedy byliśmy razem na urlopie, przed snem powiedziałem jej o tym a ona że zapomniała sobie tylko patrzyła ciągle w telefon i przeglądała Instagram i inne pierdoły. Odwróciłem się w drugą stronę i poszedłem spać a ona dalej w telefon poprzeglądała sobie wszystko zbliżyła się na minutę do mnie przytuliła gdzieś tam dotknęła po plecach i zaraz odeszła i poszła spać a ja czekałem by się mną chociaż ona raz zainteresowała. Jakoś tak mi się to teraz przypomniało, że już wtedy nie okazywała mi zainteresowania chociaż były też i lepsze noce tam. No swoje nabuzowanie jak to mówisz staram się wykorzystać zapisałem się na siłownię. Chodzę z przyjacielem z pracy który wie o całej sytuacji i namówił mnie bym tak nie myślał, w ogóle jestem mu wdzięczny bo ciągle gdy ma trochę wolnego szuka ze mną kontaktu żeby iść na piwo czy wpaść do mnie na Fifę pograć albo ja do niego. Spodobało mi się to, karnet zakupiony także walczymy razem. On chodzi już dość długo zna się na rzeczy rozpisany mamy trening także miło jest, lubię to uczucie zakwasów i bólu. Zawsze lubiłem sport i w niego idę. Trenowałem od dziecka piłkę nożną w klubie, 6 lat piłkę ręczną nawet z sukcesami w swoim województwie ale to były młode lata potem wieczne kontuzje i tylko już dla rekreacji. Bardzo chcę być silny i jest lepiej ze mną niż na początku bo przynajmniej wrócił mi apetyt bo bardzo schudłem po 2 tygodniach, niestety mam huśtawki nastrojów są 2 - 3 dni gdzie naprawdę jest dobrze a potem mega dół i cały dzień w domu w łóżku ... strasznie mnie to męczy.

Naprędce jeśli chodzi o pogrzeb to nie pójdę nadal nie otrzymałem żadnej informacji od rodziny kiedy pogrzeb i oni chyba nie wiedzą, że ja tak naprawdę wiem co się stało. Teoretycznie powinienem iść bo znałem tego człowieka prawie 7 lat ale z drugiej strony chyba nikt mnie tam nie chce, zresztą ja też nie wymagam by ktoś mi dał informację oni mają swoją tragedię i mają głowę zupełnie gdzie indziej, ja to rozumiem. Zawsze modlitwę mogę zmówić w domu jestem religijny więc zawsze jakieś rozwiązanie można znaleźć.

33 Ostatnio edytowany przez Pacho (2016-11-12 12:06:27)

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?
Shawn Mendes napisał/a:

w wakacje był ten kryzys z tym kolesiem gdzie po miesiącu wróciła do mnie starała się bo zrozumiała że jednak ja jestem najważniejszy i chciała by było jak dawniej. Wtedy rozmyśliłem się z tego bo zanim się pozbierałem po tym zaufałem to praktycznie wypadała ta rocznica i to by było zbyt szybko, zbyt świeże to było ( wygłupiłbym się przecież ). Znowu chciałem się oświadczyć było już wszystko zaplanowane wszystko dograne to " pogoniła " mnie 3 tygodnie przed mimo moich starań..

Nie wróciła dlatego, że zrozumiała, że jesteś najważniejszy. Wróciła, bo tamten się ulotnił. Tak jak napisałem wtedy stałeś się OPCJĄ.


Shawn Mendes napisał/a:

No swoje nabuzowanie jak to mówisz staram się wykorzystać zapisałem się na siłownię. Chodzę z przyjacielem z pracy który wie o całej sytuacji i namówił mnie bym tak nie myślał, w ogóle jestem mu wdzięczny bo ciągle gdy ma trochę wolnego szuka ze mną kontaktu żeby iść na piwo czy wpaść do mnie na Fifę pograć albo ja do niego. Spodobało mi się to, karnet zakupiony także walczymy razem. On chodzi już dość długo zna się na rzeczy rozpisany mamy trening także miło jest, lubię to uczucie zakwasów i bólu.

Piękna sprawa. Będzie lepsze samopoczucie i pewność siebie wzrośnie dzięki lepszej sylwetce. A wysiłek, zakwasy i ból sprawią, że nie będziesz non stop myślał o pierdołach smile

34

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

W ten weekend znowu lekki kryzys mnie naszedł ... strasznie mi smutno długie wieczory odbijają się na mnie nie najlepiej. Ale cały czas trwam w tym aby nie pisać i nie kontaktować się chociaż jak mówię jest ciężko.

35 Ostatnio edytowany przez Shawn Mendes (2016-11-14 20:29:22)

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Dzisiaj wolne w pracy byłem tylko na siłowni, wróciłem zjadłem obiad i wzięła mnie drzemka ... nagle słyszę wiadomość na telefon przychodzi, tak tak to była dziewczyna. Przywitała się i napisała że " Chciałam ci powiedzieć tylko że dziadek zmarł i że wczoraj był pogrzeb. Pomyślałam że może chciałbyś wiedzieć ". No jak sami wiecie ja wiedziałem wcześniej o tym ale nie ważne. Długo zastanawiałem się czy odpisać cokolwiek ale jednak napisałem ogólnie nic wielkiego, że bardzo mnie zaskoczyła tą informacją, że jest mi bardzo przykro, kiedy to się stało i co się stało z dziadkiem. Ciekawy byłem bo moja babcia również jest po wylewie i cierpi na bardzo podobne problemy co jej dziadek. Napisałem również że w któryś dzień odwiedzę go na cmentarzu zapalę znicza i modlitwę zmówię. Bez żadnych odwiedzin nawet nie będzie wiedziała kiedy byłem nie szukałem pretekstu do spotkania czy coś w tym stylu. I powiedziałem aby przekazała rodzicom wyrazy współczucia i dziękuje za informację. Głowa do góry. Po chwili odpisała mi kiedy to się stało, że czekali na rodzinę ze Stanów, no i co się wydarzyło nie będę tutaj was tym zanudzał. I dodała jeszcze " Jak masz życzenie to przyjedź ja ci nie bronię, dzięki trzymaj się ". To by było na tyle, oczywiście dla mnie to nie oznacza żadnej nadziei ani nic, chciałem z wami się tylko tym podzielić. Ja już więcej nic nie mogę zrobić.

36

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Spoko, takie zachowanie: Twoje i jej.

A teraz zostaw to za sobą.

37

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

teraz to ona szuka kontaktu. Jest zaskoczona Twoją ciszą, nie jest do tego przyzwyczajona więc przy nadarzającej okazji "zbadała grunt" czy jeszcze się do niej odezwiesz. Pewnie z tym nowym kolesiem jej coś nie do końca wychodzi, ale zostaw to bo ona Cie nie szanuje. Pokaż że etap bycia z nią masz już za sobą.

38

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Skasuj ten numer i nie odpisuj na nic  wcale. Daj sobie spokój i jedyne co do utrzymywania kontaktu  to urodziny, imieniny na facebooku jak ją tam masz. Cokolwiek innego bedzie tylko Ci dawać  fałszywą nadzieje. Im szybciej CALKOWICIE   sie odetniesz  tym lepiej dla  Ciebie. Rozumiem Cie  bo do niedawna bylem taki sam jak Ty. Owszem czasem moja była mi sie jeszcze śni ale  wstaje nowy dzień i nie zaprzatam sobie glowy rozmyślaniami co by było gdyby. Iść  do przodu a  co ma być to będzie  to powinno być Twoje motto na każdy  dzień

39

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Byłem na cmentarzu, pomodliłem się, pomyślałem o pewnych sprawach i nikt nie wie o tym że tam byłem, nie pisałem, nie prowokowałem spotkań. Byłem wczoraj, dość późno bo o 19 ale było tak fajnie klimatycznie bo ciemno, zero ludzi można było sobie pomyśleć o różnych rzeczach. Ale gdy jechałem na cmentarz tą trasą którą jeździłem tyle lat do niej to wspomnienia wróciły, być tak blisko jakieś 500 metrów od jej domu i nie zobaczyć jej to tak dziwnie się poczułem. Chyba troszkę się cofnąłem przez to ale nadam staram się trzymać jakoś, oby było coraz lepiej.

40

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Wiem że mój wątek trochę umarł ale chciałbym wam coś jeszcze napisać. Dzisiaj podczas mojej przerwy siedziałem sobie na sali i jadłem. Wtedy do restauracji weszła najlepsza koleżanka mojej byłej dziewczyny. Często przychodzi do naszej restauracji gdy jest w Polsce. Nie zauważyłem jej bo siedziałem plecami do wejścia podeszła i trochę pogadaliśmy. Zastrzegam że sam nie wypytywałem co słychać u byłej czy coś. Pogadaliśmy chwilkę i sama pokazała mi wiadomość z 23 Listopada ... jej koleżanka napisała
- " a ty co myślisz o tym wszystkim ? bo chciałaś czasu i już trochę go miałaś coś ruszyło ? "
- " myślę o nim nie powiem że nie bo nie da się zapomnieć tyle wspólnych lat ale na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie nas "
Mniej więcej coś takiego w 90 % dokładnie to napisałem. Nie daje mi to żadnej nadziei i w sumie chyba bez tego było lepiej niż po tym że to przeczytałem. Zaznaczyła mi jeszcze że nie spotyka się absolutnie z nikim w tym momencie. Praca dom i siłownia tyle.

41 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-11-26 20:18:44)

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?
Shawn Mendes napisał/a:

..chyba bez tego było lepiej niż po tym że to przeczytałem...

Bo ludzie cenią prawdę, ale z reguły tylko wtedy kiedy ona nie boli... Chyba że umieją sobie z takim bólem radzić. Inaczej niż bezpodstawnymi nadziejami itp.
Ty jeszcze nie umiesz. Świadczą o tym kolejne (po tym zacytowanym) zdania, w których czepiasz się jak tonący brzytwy nic nie znaczących informacji, które dają Ci nadzieję że ona przeżywa to tak samo jak Ty i może, gdzieś w głębi serca chciałaby do Ciebie wrócić.

42

Odp: Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Potraktuj to jako kolejny znak potwierdzający, że dobrze zrobiłeś.. Nie ma opcji żebyście byli razem

Posty [ 42 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mój 7 letni związek rozpadł się. Co dalej ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018