KajkaKa, ale ja nie uważam, że nie masz prawa się wypowiadać. Uważam natomiast że ja mam prawo ustosunkować się do Twojej wypowiedzi. I skorzystałam z tego prawa.
Pisałaś o swoich doświadczeniach. Ja pisałam o swoich. Problem polega na tym, że mamy inne doświadczenia i inne inne wnioski z nich.
Na przykład uważasz, że "facet w szczęśliwym związku, z partnerką, której pragnie, z którą jest mu dobrze, nie będzie myślał o zdradzie, a facetowi bi w podobnym związku mimo wszystko będzie czegoś brakować... i to już na starcie." jakbyś znała nie wiem ilu biseksualnych facetów (ze 100 i wszystkich takich) albo co najmniej takowym była. Nie, ja też nie jestem. Ale twierdzenie wydaje mi się co najmniej absurdalne.
Problem polega na tym, że ja, jako biseksualna kobieta, też się nasłuchałam opowieści czego to ja chcę i czego to mi brakuje, gdy to w ogóle nie miało nic wspólnego z prawdą. Natomiast słyszałam kobiety biseksualne, które mówią, że je ciągnie na drugą stronę. Ale to, że są "poligamiczne" panie biseksualistki nie znaczy, że ja też takową jestem, natomiast sporo osób tak przyjmuje. I mając doświadczenia które mam u facetów działa to tak samo.
Zabawne jest to, że biseksualnym osobom poligamicznym wchodzącym w monogamiczne związki, to często jest na rękę, by rzucić po zdradzie, że to ich "biseksualizm" jest winny. Czemu? Bo częściowo zrzuca to z nich odpowiedzialność, a poza tym nie trzeba analizować i komunikować zdradzonej osobie czego im w związku brakuje. Jakaś "kosmiczna siła" sprawiła, że zdradzili, coś "silniejszego" od nich. Osoba zdradzona też nie czuje się według tego "winna" - w końcu penisa/waginy sobie nie wyhoduje. Związek był udany, byłam perfekcyjna, ale przecież "z facetem nie można konkurować".
Widzisz, ja znam biseksualistów w długich związkach, bez zdrad. Jakimś cudem na nich ta "kosmiczna siła" nie zadziałała. Znam jedną parę z osobą bi, w której do zdrady doszło z osobą tej samej płci co partner zdradzającego - taki plot twist.
Jeśli chodzi o to, co kogo podnieca i o czym fantazjuje, to nigdy o tym nie wiesz. Heteroseksualny facet może fantazjować, o seksie z Twoją najlepszą przyjaciółką podczas seksu z Tobą. Nie jest to ani piękne ani chwalebne, ale ani na to nic nie poradzisz, ani nie jesteś w stanie tego skontrolować. Prawdopodobnie też się nigdy o tym nie dowiesz. Z tej okazji ja, osobiście, uważam za kontrproduktywne zastanawianie się nad tym, ale rozumiem jeśli Ty masz inne podejście.
To, że autorka potrafi sobie sama wydedukować, to nie jestem pewna skoro jedyną rzecz o tym partnerze, którą pisze to biseksualizm. Podałam przykład analogiczny: heteroseksualny facet. Jakoś nikt o zdrowych zmysłach nie wyciągałby tak daleko idących wniosków gdyby zamiast "biseksualny" w pierwszym poście było "heteroseksualny". Jakimś cudem "biseksualny" na to pozwala. A na tak, wiemy jeszcze, że dowiedziała się tego od niego, więc najwyraźniej to musi być gość, który jest na tyle otwarty i szczery, że o tym informuje, chociaż prawdopodobnie wie, że wiele pań, obrzydza uważanie za pociągających ludzi tej samej płci jakie one uważają za pociągających. Jestem w stanie zrozumieć strach przez nieznanym i pewne wątpliwości, ale tak naprawdę autorka sprowadziła go tylko do tej jednej cechy. W sumie nie powinno mnie dziwić, że odpowiedzią niektórych na to jest garść stereotypów.
Natomiast taka lekka dygresja: ja nie wmawiam heteroseksualnym ludziom, że próbują przerżnąć wszystkich ludzi odmiennej płci na swojej drodze. (Nie znam też biseksualistów, którzy mają takie pomysły). Nie wiedzieć czemu masa heteryków uważa natomiast, że mają jakieś podstawy by wmawiać biseksom czym jest ich orientacja seksualna i jacy są w związku z tym.