Kolego,
Kierujesz swoją wściekłość pod niewłaściwy adres..
Twój problem ma imię Twojej żony i to ona ma odpowiedzieć dlaczego.. O nie był wobec Ciebie do ni czegokolwiek zobowiązany.. Czy to on Tobie przysiegał miłość, wierność i uczciwość czy też przysiegała to Tobie Twoja kobieta?
Dla niego była to zupełnie obca baba. Dała to co chciała dać - on to wziął.. Proste..
Widzę, że tej oczywistości nie rozumiesz..
To po pierwsze..
Po drugie, jak już tak bardzo chcesz się zemścić na nim to postaw mu ultimatum. Ma się z tej pracy zwolnić. Jeśli nie - to poinformujesz jego jego małżonkę... Skoro tak się boi abyś tego nie zrobił...
Twój problem ma się stać jego problemem. Kumasz?
Po trzecie
Szansy nie daje się na piękne oczy,
A jak czytam tekst tego rodzaju :probujemy z żoną, to się tylko uśmiecham z politowaniem,
Bo jak widzę, idziesz na miękko. Zrozum, że danie szansy to ma być Twój kaprys, a nie coś co dostaje się na piękne oczy..
A na to, że idziesz na miękko mi wygląda.
Prosiła Cię o szansę? Blagala?
To nie Tobie, to nie Wam ma się udać!
To jej się ma udać udowodnić Tobie, że danie jej szansy nie jest Twoją pomyłką! I nie myl dania szansy z wybaczeniem. Bo wybaczenie to jest ostatni etap budowy nowego ale już wyłącznie na Twoich warunkach...
Jeden kontakt, o którym nie zostaniesz poinformowany, jedno Twoje podejrzenie, jeden podejrzany ruch, zachowanie - wylatuje z Twojego życia na zawsze..
Najpierw ją przeczolgaj, przeciągnij psychicznie po podłodze...
Musi się znaleźć w piekle, aby zrozumieć, co takiego zrobiła Tobie..
Niestety, nim wyciagniesz pomocną dłoń, najpierw trzeba wręcz ją upodlić aby zrozumiała jakiego syfu narobiła..
To ona, a nie Ty ma to posprzątać!
Na pierwszym miejscu Ty, dzieci, potem długo, długo nic i dopiero ona. I wyłącznie od jej postawy zależy czy zmieni swoją lokatę, o ile w ogóle pozostanie w Twoim życiu...
Ty się martwisz, że dzieci? A ona się martwiła, co będzie z dziećmi jak sprawa się rypnie?
Odpowiem Ci - to była ostatnia rzecz, o której wtedy myślała...
Martw się o siebie, nie o nią! Bo to Ty na razie ponosisz koszty tego co zrobiła
Złóż pozew i wyznacz jej czas aby Ci udowodniła, że możesz go wycofać. Co zresztą można zrobić nawet na sali sądowej...
Dopiero perspektywa utraty wszystkiego, co do tej pory miała spowoduje w jej głowie przestawienie, co i kto jest w jej w życiu najważniejszy.. Co jest priorytetem..
Nie Ty masz ja pocieszać, lecz ona ma na każdym kroku wspierać Ciebie.
Tak kolego wygląda danie szansy po zdradzie jeśli nie chce się mieć powtórki z tej wątpliwej rozrywki jaką Ci zafundowala..
Jeśli już tak bardzo będzie się Tobie chciało, aby jego żona się dowiedziała, to poinformować ma ją osobiście Twoja żona...
Ot taka dodatkowa dla niej kara...