Witam,
Myślę, że sam tytuł tego wątku już wiele mówi. Kiedyś pisałam tutaj jak jest mi ciężko po zdradzie męża, jak wybaczyłam, dałam mu szansę... Mąż jest. Zmienił się bardzo na plus pod wieloma względami. Jednak po tym co się stało moje uczucie do niego jakos zaczeło wygasać a moje poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości było bardzo niskie, bardzo. Więc przyszedł czas, że potrzebowałam odmiany, adoracji, akceptacji, potwierdzenia że jestem atrakcyjną kobietą dla innych mężczyzn. No i poznałam A., który też jest żonaty, ma 2 dzieci (ja mam jedno-6 letnie). Na początku bardzo dużo pisaliśmy (smsy, maile, gg), wzajemny zachwyt sobą, sposobem pisania, mówienia i swoim wyglądem. Pisalismy sobie bardzo dużo ciepłych, czułych słów (właściwie to on mnie tak na to nakręcił). Pisał że jestem kobietą jego marzeń, idealna, piękna, że gdyby nie miał rodziny to byłby ze mną itp. dużo by pisać. Nie ukrywam, że zadziałało na mnie to bardzo i wyobraziłam sobie NAS. Potem rozmowy o seksie, które też bardzo na mnie działały. On bardziej otwarty na taki "układ", ja bardziej na czułość. No i stało się - zdradziłam mojego męża. Było mi z nim super - było bardzo dużo delikatności, czułości i znowu sporo miłych słów. Spotykamy się co jakiś czas, za każdym razem ciągnie nas bardzo do siebie fizycznie. Ale po pierwszym spotkaniu A. jakby ostygł z okazywaniem emocji w stosunku do mnie. Potem kolejne spotkanie i znowu to samo. Nie ma już takich słów jak były, za to przeniósł się w sferę saksu, jak jest mu ze mną cudownie, że robiąc to z żona myśli o mnie, że chce żebysmy spotykali się najdłużej jak będzie to możliwe. Rozmawiałam z nim o tym, że ja potrzebuję z jego strony kontaktu też poza łóżkiem, że od początku nie ukrywałam, że nie interesuje mnie suchy seks. Wiedział o tym i mnie popierał od początku, co więcej twierdził że mu sie podoba, że mam takie podejście. Kiedy zapytałam o to ochłodzenie, powiedział że trzeba stopować żebyśmy się nie zakochali, że wie co mówi bo kiedyś już się tak zaangażował i ze względu na rodzinę musiał to zakończyć a ze mną nie chce kończyć, dlatego trzeba być ostrożnym. Niby rozsądnie ale ja nie mogę odnaleźć się w tej sytuacji, źle mi z tym bardzo. Nie chcę być lalką do bzykania i do domu. Ja mam ogromną potrzebę kontaktu z nim. Często piszemy sobie coś do siebie ale już nie ma takich czułości jak dawniej. Zawsze kiedy ja odezwę się pierwsza mam wrażenie że się narzucam, chociaż powiedział mi już nie raz że nigdy nie będzie tego tak odbierał, że mogę pisać (tylko, że zwykle mi nie odpisuje, no chyba że jestem na gg to czasem zagada pierwszy). Wkręciłam się w to, myślę o nim, potrzebuję go. Z jednej strony wierzę w to co mówi, z drugiej z kolei myślę, że gdyby ciągneło go do mnie tak jak mnie do niego, to nie mógłby sie powstrzymać mimo rozsądku. Jeśli ktos miał podobną sytuację, proszę o kilka słów. Nie wiem co myśleć. Chodzę smutna, płakac mi się chce, bo ta znajomość dodała mi skrzydeł a teraz czuję jakby ktoś je nagle podciął. Trudno mi z tego zrezygnować i na razie brnę w to dalej z nadzieją, że cos się zmieni. Fajnie ktoś tu kiedys napisał że "za 2 godziny przyjemności trzeba zapłacić 4 godziny łez" - prawda.
Jeszcze na koniec kwestia męża i żony. Staram się o nich nie myśleć. W swoim małżeństwie trochę usprawiedliwiam się przeszłością mojego męża. Chociaż za każdym razem kiedy wracam ze spotkania z A. mam wyrzuty, że to zrobiłam (ale mijają). Jeśli chodzi o jego rodzinę - to niech on o nich myśli, skoro decydował się na coś takiego. Oddzielam go od jego rodziny, nie pytam, nie interesuję się, nie jestem o nią zazdrosna. Po prostu wiem, że jest.
Nie chcę byc tu oceniana, chociaz wiem że nie uniknę tego ale będę wdzięczna za jakieś słowa otuchy lub szczerych przemyśleń.