Chciałam rozstać się ze swoim facetem, bo mam dość smyczy. Wczoraj będąc u niego próbowałam jakoś to zakończyć, ale On płakał, błagał o ostatnią szansę.
Mam miękkie serce i pozwoliłam na to, by dać mu ostatnią szansę, ale nie czuję, że to była dobra decyzja.
Chcę być wolna, raczej nie kocham go, nie chcę go ranić, chciałabym mu podstawić kobietę, wspaniałą, która by go kochała, tak jak On mnie.
Ja nie wierzę w miłość do grobu, a On owszem.
Nie wiem, jak to zakończyć, jestem zbyt miękka, by powiedzieć mu to w prost.
Czuję coś do niego, ale to jest raczej szacunek, przyjaźń, koleżeństwo i nic poza tym.
Nie planuję z nim przyszłości. Wiem, że On mnie kocha ponad życie, a ja tak bardzo nie chcę mu ranić serca, jest wspaniałym człowiekiem, ale nie dla mnie.
Dajcie mi wskazówki, jak to wszystko pogodzić, jak odejść od niego.
Mi też będzie źle, gdy od niego odejdę, bo jest moim jedynym przyjacielem, ale naprawdę wiem, że lepiej to zakończyć wcześniej, niż po kilku latach, albo jak trafiłoby Nam się dziecko. Nie chcę żeby cierpiał, bo na to nie zaslużył.
Podobne tematy
Dokładnie powiedz mu to co tu napisałaś, a potem odejdź na zawsze i nigdy nie wracaj. Będzie mu ciężko, ale stanie na nogi, o ile nie będziesz się przypominać.
Zasłużył na prawdę, więc mu ją daj. Nie ma nic gorszego niż tkwienie w czymś na siłę, czy z litości.
Żeby mu osłodzić cierpienie powinnaś by szczera, zdecydowana, poinformować go, że decyzja jest przemyślana i nie do zmiany. Wyjaśnić wszystko w rozmowie najlepiej w miejscu neutralnym. Potem zniknąć dla niego na zawsze. I nie proponuj mu żadnej przyjaźni, ani niczego takiego, żebyś nie wiem jak tego chciała.