Nie wiem od czego zaczac bo jest mi zwyczajnie glupio. Jestem w zwiazku z 10 letnim stazem , mamy wspaniala 3 letnia corke. Mielismy swoje wzloty i upadki, zanim zaszlam w ciaze chcialam odejsc. Wiele lat staran o dziecko, problemy w zwiwzku i jego rodzina , ktora do konca mnie nie akceptowala. Dalismy sobie szanse , trzy miesiace pozniej zaszlam w ciaze. Na pozor bylam szczesliwa , ale w srodku cierpialam. Oddalilismy sie od siebie, nie spedzalismy ze soba czasu, partner pracoholik calymi dniami siedzi w pracy. Nie zdradza, zycie seksualne mamy bardzo udane , ale brakuje mi spedzanoa wspolnie czasu, ciepla , zainteresowania i rozmowy. Probowalam rozmawiac, walczylam o to zeby to zmienic, bez wiekeszych rezulatow.
Rok temu poznalam kogos, zupelnie przypadkiem . Na fb, w grupie do ktorej naleze wywiazala sie dyskusja i tak poznalam jego. Facet nie do konca w moim typie i na poczatku zwyczajnie go zbywalam jak pisal prywatnie. Pozniej zaprzyjaznilismy sie, okazalo sie ze mamy wspolne zainteresowania i wiele tematow do rozmowy. Gadalismy praktycznie calymi dniami. Zzylismu sie ze soba i po kilku miesiacach powiedzial mi ze nie moze przestac o mnie myslec. Przyznalam sie , ze ja rowniez i sie zaczelo. Odplynelismy oboje, pierwszy raz od dawna poczulam sie szczesliwa. Stwierdzilismy ze jezeli nic sie nie zmieni po kilku miesiacach to sie spotkamy. Nic sie nie zmienialo, ale zaczelam miec wyrzuty sumienia. Zle czulam sie z tym ze oszukuje meza i ze po czesci go zdradzam mentalnie. Mowilam mu o swoich obawach, on nie chcial rozwalac mi rodziny. Wiele razy probowalismy zerwac kontakt, ale wiez jaka sie mdzy nami wytworzyla byla silniejsza. Uswiadomilalam sobie , ze gdybym byla szczesliwa w zwiazku to do tego by nie doszlo. Trwalo to dalej. Zapewnial mnie o swoich uczuciach. O tym ze mu zalezy, ze mysli i ze chce byc ze mna. Wiem ze cala sytuacja wyglada jak historia z taniego harlekina, ale tak wlasnie bylo. Stracilam calkowicie rozum dla czlowieka ktorego nie widzialam na zywo. Nie mialam nawet problemu, zeby spal i spotykal sie z innymi. Po czesci tlumaczylam tym sama siebie , poniewaz dalej sypialam swoim partnerem. Umowilismy sie tylko, ze jezeli kogos pozna to powie, poniewaz nie chcialam byc traktowana jak opcja zastepcza - gdyby mu nie wyszlo. przez ten czas spotkal sie tylko z jedna kobieta i to tylko przez kilka tygodni. Rozstal sie z nia poniewaz twierdzil, ze nie moze jej ranic gdyz jest z nia i mysli o mnie. Mowil , ze kiedy sie z nia kochal mial wrazenie ze mnie zdradza. Ja czulam dokladnie to samo kochajac sie z moim partnerem, o czym mu powiedzialam kilka dni pozniej. Ustalismy date spotkania, jednak po drodze wyszlo kilka rzeczy , ktore spowodowaly ze zaczelam sie wahac. Czulam , ze cos jest nie tak, w weekendy rozmawialismy znacznie mniej niz kiedys, zauwqzylam rowniez ze tak jakby zaczal sie ode mnie oddalac. Zaczelam cierpiec z tego powodu i popadac w depresje. Pytalam sie czy kogos poznal -twierdzil ze nie. Ze pracuje, jest teraz bardziej zabiegany, w weekendy ma kilka zajec (kursy) . Uwierzylam, jednak dalej cos nie dawalo mi spokoju. Nie bylo go kiedy potrzebowalam z rozmowy z nim, kiedy czulam sie zle. Mimo , ze trwalam dalej przy nim i bylam kiedy to on mial problem. Bolalo mnie to do tego stopnia, ze zaczelam sie zastanawiac czy faktycznie jest to mezczyna , dla ktorego warto rzucic wszystko i roznic dziecku rodzine. Powiedzialam mu o swoich odczuciach, o tym co mnie boli i ze cala ta sytuacja mnie rani i ze czuje ze cos jest nie tak, tak jakby kogos mial. Uniosl sie wtedy i sie obrazil. Przeprosilam po kilku dniach , a on stwierdzil ze rowniez musi mnie przeprosic bo zaczal sie z kims spotykac . Poznal kobiete w realnym swiecie, podchodzi do tego na chlodno ale bal mi sie powiedziec bo nie chcial mnie zranic. I zlamal mi serce. Od tej pory nie moge spac, nie moge funkcjonowac. Cierpie psychicznie i fizycznie. Nie tylko zlamal mi secre ale rowniez stracilam kogos komu ufalam, stracilam przyjaciela , ktorym niewatpliwie byl. Mimo cierpienia wybaczylam mu to, rozmawiamy dalej ale kontakt jest nie co bardziej ograniczony. Nie moge go winic za to, ze wybral kogos na miejscu , kogos kto jest wolny i z kim moze spedzac czas . Nas dzieli 8 godz jazdy. Nie wiem co mam ze soba zrobic. Jak sie pozbierac. Byc moze zabrzmi to irracjonalnie; ale naprawde sie w nim zakochalam. Jest moja bratnia dusza, taka druga polowa i czuje sie tak jakbym stracila kogos bardzo waznego. Mysl o tym, ze jest z inna mnie przytlacza . Ciagle bije sie z myslami odnosnie tego czy powinnam zerwac z nim calkowicie kontakt czy przeczekac bo moze kiedys sytuacja bedzie dla nas bardziej sprzyjajaca...