Hej,
zauważyłam, że przez ostatni rok bardzo dużo się w moim życiu wydarzyło.
Musiałam nadrabiać rok nauki na uczelni wraz z całą grupą- problem z programem.
Pisałam dyplom- miałam promotora, który mi nie pomagał. Uważał, że jestem chaotyczna, nieodpowiedzialna.Jednak on sam wyjechał na pół semestru, nie było korekt- zostałam z kolegą innym dyplomantem z ręką w przysłowiowym nocniku. Przez promotora i to ,że się go bałam (pisał mi różne smsy) nie obroniłam się w maju, ale w czerwcu. Co automatycznie sprawiło, że nie mogłam się rekrutować wcześniej na studia do innego miasta.
Nie chcę już zwalać winy na nikogo, bo pewnie powiecie- i co z tego. Mogłaś go zmienić. Jednak on np pisał mi że kiedy zmienię go to coś się stanie itp. Zastraszał. Kolegę też. Był wiele razy u dziekana i dostawał szansę.
To bardzo wpłynęło na moje życie i moją psychikę, ponieważ ten facet miał mną kierować przy dyplomie. Ja wtedy nie chodziłam do pracy, chciałam jak najszybciej się obronić, aby pracować. Aby nie tracić żadnego dnia. Jednak przez to, że się denerwowałam, przez to, że czasem 2 tyg czekałam na korektę, która się w końcu nie odbywała bo on zapomniał, albo wyjechał- stresowałam się i jakby wiele rzeczy mi się odechciało.
Aby odreagować zaczęłam o wiele więcej imprezować niż kiedyś. Poznałam wiele osób, kiedy dowiedziały się, że studiuję trudny kierunek na politechnice były pod wrażeniem ( spotykałam ludzi z kręgu artystycznego a nie technicznego). Poznałam wiele nowych ludzi, wielu facetów, którym się podobałam. Byłam jakby świeża w ich kręgu- byłam miła, pomocna, normalna. Miałam też swój cel- aby się obronić. Nie mówiłam im wszystkiego, że mam problemy na uczelni, że mi się odechciewa, że coś tam , że coś tam. Nie znałam ich tak bardzo. Przy nich nie narzekałam. Starałam się sprawiać wrażenie osoby, która dopina swojego celu, jets miła, ogarnięta.
Widać było, że ta determinacja podoba się facetom. Nawet bardziej chyba niż charakter czy wygląd. Problem w tym, że po mojej obronie miałam krótki romans z jednym kolegą. Który z jednej strony z zachowania jest 'dupkiem' a z drugiej bardzo broni swoich racji, jest perfekcjonistą, asertywny, zawsze słowny, dopina swego. Problem w tym, że ja sobie coś nawkręcałam, zaczęłam słuchać ludzi, moja wyobraźnia zaczęła pracować i to też sprawiło, że nasze drogi rozeszły się w ciszy - normalnie nie porozmawialiśmy.
WIele osób później mi mówiło , że on taki jest, że nie napisze, że jest 'dupkiem ' w tych sprawach- ale ja się właśnei zaczęłam zastanawiać nad sobą. Dlaczego wcześniej, kiedy miałam CEL w życiu - którym był ten nieszczęsny dyplom, tak dobrze mi szło we wszystkim, miałam uporządkowane dnie, miałam wszystko uporządkowane- flirtowałam z tym kolesiem na moich zasadach, byłam jakby panią sytuacji.
A później tak jakbym siadła. Jakby wszystko nagle sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, jakbym była niepewna.
Wiele dziewczyn z kręgu tego faceta widząc, że ja mam silną ( WTEDY) osobowość zaczęło się ze mną kolegować, zaczęło być moimi przyjaciółkami. Zaczęły mi dziwne rzeczy między innymi o nim mówić- co sprawiło, że ja też się wycofałam w pewien sposób- bo zaczęłam słuchać ludzi. Wiele osób naopowiadało mi o nim wielu rzeczy, o jego znajomych, jacy to oni nie są, skąd on pochodzi jaki jest. NIE WIEM PO CO im wierzyłam. Zamknęłam się.
Oczywiście kiedy nam nie wyszło, te dziewczyny , ta grupa znajomych nadal z nim jest - ja jestem out.
Problem w tym ,że od tamtego momentu coś się w moim życiu zmieniło. Niby dużo pracowałam , miałam semestr na uczelni, bylam zajęta- jednak albo sie przepracowywałam bez celu wykonywałam czyjeś polecenia lub po prostu nie mialam własnego celu, nie pracowałam na siebie.
Problem w tym, że czuje do tej pory że muszę coś temu facetowi udowodnić. Bo historia między nami nie skonczyła się żądnym dramatem, żadną kłótnią, łzami jak to normalnie ludzie robią- ja zagrałam jakby mnie to nie obchodziło, jakbym to olała. I wydaje mi się, że on możliwe, że myślał, że jestem inna. A dlaczego o nim mówię? Bo nadal w pewnym stopniu mi na nim zależy. Problem w tym, że on zrobił dużo przez ostatnie pół roku naszego niekontaktowania- pokazywał to na facebooku, a ja nie. Ja zamknęłam się, ja zaczęłam robić swoje, zaczął mi się 2 stopień studiów, zaczęłam być zawalona robotą znowu ( dla kogoś ) , znowu zgubiłam cel. Poza tym na 2 stopniu studiów jest inaczej niż sobie wyobrażałam, muszę zmienić priorytety, bo teraz człowiek sam na siebie pracuje.
Problem polega na tym, że na początku mówiłam sobie : hej X jesteś spoko, każdy ma wiele dni zwątpień, każdy ma wiele sytuacji z życiu kiedy mu się nie uda, ale nikomu niczego nie musisz udowadniać. Na każdego przyjdzie czas. Rodzice tak samo mówią.
Problem tylko w tym,że kiedy ja odpuszczę, że kiedy np budzę się rano i nie mam planu, albo obudzę się pół godziny póżniej niż powinnam to czuję gulę w gardle, to cuzję, że sama siebie oceniam. MOże jestem za bardzo krytyczna w stosunku do siebie. Ale mam coś takiego w sobie, że po tym pół roku muszę temu facetowi, ale i SOBIE coś udowodnić. Bo straciłam cel.
Wcześniej moim celem był dyplom. Później straciłam to wszystko, robiłam dużo ale innych rzeczy, nie tych jakie chciałam. To mnie zmieniło. On jeszcze wcześniej chciał mi pomóc w pracy, miał znajomości, powiedział, że może mnie przedstawić fajnym ludziom to pomogą mi. Jednak ja uważałam, że on tylko zrobił to bo chodził ze mną. A jestem teraz pewna w 100 % że tak nie było. Nawkręcałam sobie jakiś rzeczy.
Rzuciłam się w wir pracy aby udowodnić sobie i jemu że potrafię, zaczęłam poznawać jego znajomych- on za każdym razem nie wiedział co się dzieje, skąd ich znam. Jakbym w ogóle weszła w jego środowisko oknem ( powiedzmy).
On jest w miarę spokojny zawodowo, robi swoje. Jednak ja po tych wielu rozkminach, po zgubieniu celu nie potrafię go odnależć. On po tym pół roku zaczyna znowu do mnie podchodzić, zaczyna ze mną rozmawiać.
Wiem, że między nim a wcześniejszymi dziewczynami zwykle były normalne kłótnie związkowe. A ze mną nawet nie pogadaliśmy, jakbym ja to olała i on? Wiecie o co chodzi, znowu - bez celu, każdy olewa, bez kłótni, jakby nikomu nie zależało.
A ja wiem, ze jak mu zależy to zrobi wszystko aby coś osiągnąć.
Pamiętam, że później jego znajomi mówili mi że on do życia jets nastawiony szczerze, mimo, że jest ch**jem, i jakimś dupkiem to zawsze dopnie swego, do najbliższych jest fair, pozytywnei nastawiony.
I problem jest tego typu, że wydaje misię, że sobie mnie upatrzył i mu się nie udało.
Bo ja nie byłam pewna, nie byłam konkretna. I nie chcę tutaj siebie obwiniać w 100%. Ale wiele osób mówi mi,że jestem nonszalancka, niekonkretna w działaniu. Że nawet na studiach zawsze czekałam na ostatnią chwilę, ale zawsze wszystko robiłam w 100%. Tak jakbym cały czas na coś czekąła, była powolna a dopiero przed czy po porażce wstaję i się podnoszę.
Tyczy się to mojego całego życia, każdej sfery.
Teraz ten cel zagubiłam i nie wiem jak go mam przywrócić.
I problem jest też taki, że ten facet podoba mi się nadal i mam małe 1% wrażenie, że on się na mnie zawiódł wtedy pół roku temu, bo może nie byłam tak twarda jak on myślał, albo nie byłam taka konkretna jak on myślał. Może dawałam sprzeczne sygnały.
Co mam zrobić aby być bardziej konkretna w życiu? Jesli chodzi o wszystko?
Obecnie mam sesję od 2 tygodni, dość trudną - chcę już skończyć, wszystko mi się dłuży, cały miesiąc będę siedziała w domu. Nie mam nawet poweru aby wyjechać gdzieć. Kończą mi się pieniądze, czuję się źle. Rodzice oczywiście pomogą ale ile można. Czuję, że coś źle robię, że coś mi wolno w tym życiu idzie. A tak nie powinno być.
Boję się, że np do konca życia moge sprawiać wrażenie osoby fajnej, ogarniętej-a tak naprawdę może być źle ze mną, że mogę być bardzo słaba.
Wiem, że pewnie odpowiecie, że facet tu nie ma nic do rzeczy, że jakby chciał to by nawet leniwą dziewczynę poderwał-- no ale własnie nie.
Nie jest tak. On pracuje, ogarnia. też chce dziewczyny ogarniętej a czuję się tak jakbym musiała mu coś 2 raz udowodnić jeśli chcę aby np on znowu inaczej na mnie spojrzał.
Mam 24 lata a nie mam jeszcze nawet prayc na pół etaty- rodzice mówią, że mam poczekać, żebym jeszcze się nie wyprowadzała z domu. Wszystko w swoim czasie po studiach. Jednak ja jakby wewnętrznie czuję, że staję się coraz bardziej leniwa. Że np przenoszę na siebie zachowania rodziców- kiedy im się już nic nie chce. Mi się chce tylko imprezować i czasem chodzić na tą uczelnię.
A kiedyś tak nie było. Kiedyś byłam pełną energii dziewczyną, pełną werwy- nawet przed tym dyplomem i po tym dyplomie.
Nie wiem dlaczego ja coraz częściej wspominam ten dyplom ale uważam, że po tym skończonym etapie coś się zmieniło. Nie udało mi się z facetem. On wyjechał robił swoje. Wrócił i znowu jakby do mnie na imprezach podhcodzi, rozmawia- ale po co? Z jednej strony denerwuję się dlaczego ze mna rozmawia, a z drugiej się cieszę.
Tylko już nie wykazuje takiego zainteresowania jak kiedyś. I tu jest problem bo ja chyba nie zdzierżę tego, ż eon jest miły a ode mnie nic nie chce... Naprawdę..
Chciałabym po prostu znowi wrócić na swoje dawne tory. Na tory osoby energicznej, wiedzącej czego chce. Na tory osoby, która skupiona jets na sobie ale jest miła , towarzyska. A nie egoistka z problemami osobowościowymi ( jak teraz).
Nie wiem, może dopadło mnie po prostu dorosłe życie i ni emogę sobie z nim poradzić.
ALe - a) nie mam pracy, b) dłuży mi się sesja i nie mam motywacji aby jej skończyć, c) nie ćwiczę, d) nadal obczajam na niewidoku profil tego faceta na fb, e) nie iwem co robić dalej , e) boję się nowych ludzi, jak z nimi rozmawiać aby nie wyjść gburowato i suk**owato.