Witam Panie drogie,
która z was walczy o odrobine spedzonego czasu z ukochanym codziennie pod wieczór po pracy? Przed spaniem? Po kolacji?
Na codzień mam te same zdarzenia Wybija 18, partner wraca z pracy, jemy kolacje i on wlancza swoją ukochaną gre Call of Duty...
Na poczatku lubilam patrzec jak on gra, ale z czasem grania "online" znalazl wirtualnych kumpli z ktorymi moze sie porozumiewac przez sluchawki i juz jest odciety od swiata. Jak dla mnie moze sobie grac do usranej smierci, ale jak uswiadomic facetowi, ze ja tez jeszcze istnieje i chce troche uwagi?? kiedy zaczelam o tym rozmawiac to odpowiadal mi "przeciez mowilas, ze ci nie bedzie przeszkadzac moje granie!" ... No tak mowilam, ale nie myslalam, ze ktos potrafi nalogowo grac i nawet w weekendy zarywac nocki grajac... Buntowanie, obrazanie, i wszystko to niema sensu... Pojscie na kompromis nieraz sie udaje, ale z wielkim trudem... Ja nie chce zabraniac jemu gier jak malamu dziecku, wole zeby gral niz grasowal po miescie, ale zeby wpadl na pomysl zaproponowania mi spedzenia wspolnie czasu! Cos czego nie robimy na codzien, cos co doda swiezosci w naszym zwiazku.. Ja bardzo czesto pytam jego czy pojdziemy na rower/spacer/kregele/bilard/basen/kawe, lub moze czy pogramy w karty lub inne banalne propozycje tylko zebysmy robili cos razem!!! Ale on jak nie jest zmeczony, to musi dokonczyc gre online a jak juz zakonczy gre online to mi sie odechciewa juz wszystkiego, poniewaz jest za pozno zeby gdzies wzjsc lub cokolwiek zrobic..
sama nie wiem.. ktos cos wie? ma podobne nerwy i jakies metody na rozwiazanie zmartwienia?
