kocha, ale nie ma dla mnie czasu? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1 Ostatnio edytowany przez grizabella1 (2016-02-10 23:20:21)

Temat: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Witajcie
czytam forum już jakiś czas, ale nigdy nie myślałam, że będę tu pisać z własnym problemem. Staram się je zwykle rozwiązywać sama, ale to przekracza moja możliwości. Może komuś patrzącemu "z boku" na sytuację łatwiej będzie to rozwikłać.

Jestem w związku, z bardzo fajnym facetem, niewiele starszym ode mnie (jeśli to w czymś pomoże, to nasz przedział wiekowy 25-30) - niedawno się zaręczyliśmy i zamieszkaliśmy razem -  no i zaczęły się problemy.

Pierwszy to kwestia dziwnego zapominalstwa. Właściwie to takie zapominalstwo połączone z odkładaniem rzeczy na później. Tyczy się to np. zmycia naczyń po sobie/rozwieszenia prania/przelania mi swojej części opłat za czynsz/świadomości, że jak zje w nocy wszystko z lodówki to nie będę nic miała na śniadanie, etc. Ja wiem, że to duperele - i jeżeli wystarczająco długo się będę upominać to oczywiście to zrobi, ale martwi mnie, że ZAWSZE muszę mu powiedzieć co trzeba zrobić, bo sam właśnie "zapomina" albo nie zauważa.
Trochę wiem z czego to wynika (przed wprowadzką do mnie mieszkał z rodziną - mamą i siostrami, ale zapytany zarzekał się, że pomagał ze wszystkimi po równo), więc moje pytanie dotyczy - czy jest jakiś sposób żeby go nauczyć zajmowania się domem? To nie tak, że nie umie sprzątać - bo jak wreszcie się do tego zabierze to sprząta dobrze. Mamy w domu grafik - każdy po sobie na bieżąco + sprzątanie całego mieszkania co drugi tydzień (czyli raz ja, raz on). Najpierw w ogóle "nie zauważa", że jest jego kolejka. Potem, jak się mu przypomni to się naburmusza, odkłada to do ostatniego wieczoru w tygodniu (bo zmęczony, bo cośtam) i w końcu z cierpiętniczą miną zabiera się do pracy. I tak jest ze wszystkim. Chciałabym partnerskiego układu - choćby jak się pochoruję, to ktoś mnie zastąpi w komenderowaniu domem, a nie będę leżeć w głodzie i smrodzie aż nie wyzdrowieję. Teraz to mniejszy kaliber, ale jakby pojawiły się dzieci? I mnie irytuje to ciągłe przypominanie i jego też.

Drugi problem to ciągły brak czasu. Oboje pracujemy. Ja w pełnym etacie+kończę studia+mam dodatkową pracę w soboty. On rozkręca nowa firmę, co zajmuje sporo czasu. Oboje jesteśmy zajęci, nigdy nie byliśmy parą która każdą minutę spędza razem i to mi odpowiada, ale to co się dzieje ostatnio jest dziwne... Otóż nie widzimy się prawie wcale. A mieszkamy razem. Ja wychodzę ok.8 rano, on wychodzi albo ze mną albo śpi jeszcze parę godzin (wstaje z łóżka w ostatniej chwili, zawsze był tzw.'sową' podczas gdy ja jestem bardziej 'skowronkiem'). Wracam do domu ok. 18, w soboty o 19. I tu problem - on nie.

On wraca różnie - często po 21, albo później, jak już śpię. Nawet próbowałam kłaść się później, żeby go spotkać, ale często "mu się przedłuża w pracy" i zarywam pół nocy na darmo. A tu rano trzeba się zerwać.
W ciągu ostatnich 2 tygodniu kursy które prowadzi trwają do 15. To wiem na pewno. A co do reszty to zawsze ma wyjaśnienie - bo dodatkowy wieczorny kurs darmowy dla zapisanych, żeby przyciągnąć nowych chętnych, albo dostał dodatkowe zlecenie z zewnątrz i chce je zrobić. Czasem też spotyka się z babcią - "bo normalnie nie mam dla niej czasu, jest taka samotna". Rozumiem, przecież nie będę rywalizować z babcią - cieszę się, że jest dobrym wnuczkiem. Czasem jest tak styrany robotą, że potrzebuje odskoczni i wychodzi ze znajomymi na piwo (spoko, to też zawsze rozumiałam). Tylko w tym nawale zajęć jakby zapomina, że ja też jestem obok i też jestem taka samotna, jak ta jego nieszczęsna babcia. Po prostu brakuje godzin w tygodniu.

Znam doskonale specyfikę jego pracy (podobna branża) - na pewno część dałoby się wykonywać w domu, tylko mam wrażenie, że woli pracować poza domem  (twierdzi, że w biurze ma zostawiony sprzęt i nie chce go nosić w tę i z powrotem).
Rozmowy na ten temat były. Właściwie jeśli pojawiała się jakaś kłótnia to z reguły chodziło o jeden z tych dwóch problemów. Poprawiało się na dzień/dwa/od święta, a potem wracało do normy. Ustalone były nawet dni "dla mnie". Tylko, że w jeden z nich pojawia się babcia, w drugi często pojawia się jakieś zlecenie, a trzeci to właściwie końcówka wieczoru niż dzień (tu trzeba przyznać, że ta końcówka wieczoru jest zawsze pilnowana).

No proszę Państwa - co robić? Coraz bardziej ciąży mi ten układ. Nie chcę zrywać, ciągle mówię sobie, że to za mały kaliber problemu i że histeryzuję, bo jak już jest ze mną to jest zazwyczaj czuły, mówi, że kocha (no z wzajemnością z mojej strony), mamy podobne poczucie humoru i generalnie lubię z nim spędzać czas i uważam, że jest super gościem. Mam wyrzuty sumienia że nagabuję go o zajmowanie się domem, jak jest taki zapracowany, ale... ja ani nie pracuję mniej(w sensie, pracuję dość szybko i jestem dobrze zorganizowana, on przez to swoje zapominalstwo podobne zadania bardziej rozciąga w czasie), ani nie zarabiam póki co mniej od niego - więc czemu miałabym jeszcze wokół niego sprzątać? I ciągle mam gdzieś z tyłu głowy, że gdyby mu NAPRAWDĘ zależało to część pracy przeniósłby do domu. Ja też czasem biorę pracę do domu - nawet pracowanie obok siebie by mnie jakoś urządzało, bo zawsze ktoś rzuci jakieś słowo, czy w ogóle w czasie przerwy można napić się razem herbaty. Wpadam w panikę, bo ŻADNE znaki na niebie i ziemi nie wskazują na to, że mnie nie kocha. Z resztą te całe zaręczyny to też wszystko z jego inicjatywy- bardzo mnie zaskoczył. Więc jak to? Kocha ale nie chce spędzać ze mną czasu? Czy po prostu nie ogarnia nadmiaru obowiązków? Czy mogę coś na to poradzić? Pomóżcie!

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Może więc ja zacznę.
Nie chcę snuc domysłów na temat tego czy ten facet ma jakąś/jakieś inne ciebie trzymając jako tę niby na stałe, bo to bez sensu. Tylko bym cię nastraszyła- raczej odniosę się tylko do tych problemów, ktore sama zauwazyłas.
Jesteś więc jego narzeczoną i mieszkacie razem, jednak to jak zachowuje się ten facet, przebieg waszego związku rozmija się z twoim wyobrażeniem na temat tego, jak powinien wyglądać związek. Dobrze, że zamieszkaliście razem, bo dzięki temu możesz poznac tego człowieka i albo dotrzecie się jakos, albo za jakiś czas podziękujecie sobie za ciąg dalszy. To co ty opisałaś, to jakaś szopka. Facet jest leniem francowatym i typem człowieka, który wszystko co dla niego niemiłe odkłada na za pięc dwunasta. Nie wiadomo więc ile czasu marnotrawi on w pracy, bo zanim się zorganizuje, to przeciez z pięć razy musi się on podrapać po doopie. Zanim on ruszy tyłek inna osoba w tym samym czasie zrobi 50 rzeczy. Ty marnujesz czas i układasz jakieś grafiki waszych obowiązków, a potem musisz jeszcze pilnowac, żeby on łaskawie zrobił to, co do niego nalezy. On tłumaczy sie tym, że jest przepracowany, ale ty mimo, że pracujesz tyle samo, co on, jakos potraifsz się ogarnąć. Nie wiem jakim cudem jelita nie przewracają ci się z niecierpliwości, gdy patrzysz na dziadostwo, które on uprawia. Moim zdaniem wy absolutnie do siebie nie pasujecie. Nie wiem jak ty wytrzymasz, gdy pojawi się dziecko- arobisz się po prostu na smierć, bo nim on ruszy doopę albo czegos się domysli, to przeciez wiadomo, że ty nie bedziesz czekała, tylko sama zawiniesz rękawy i weźmiesz się do roboty.Tu dziecko będzie ci płakało, cała bedziesz w nerwach, bo wiadomo jak to jest, gdy dzieciak się drze, a ten, zanim się ruszy, to matko święta. Będziesz musiała non stop kłocić się z tym człowiekiem o co chwilę kopac go w doopę, by pobudzić go do roboty. Zrobisz zakupy, a on pójdzie do lodówki i wyżre ci wszystko- nie wiem jakim cudem bedziesz mogła prowadzić racjonalna gospodarkę w swoim domu. Przygotujesz obiad na dwa dni, żeby mieć czas na zajęcie się dzieckiem, posprzątanie w domu czy na cokolwiek, a chłop, jesli będzie miał, ochot,,e, to pojdzie sobie do lodówki i wyżre ci wszystko- na nic twoje plany i żebyś nie wiem jak dobrą była organizatorką w życiu nie ogarniesz swojego domu, chyba że się zajeździsz Ten facet jawi mi się jako jakas niemota, która zyje w oderwaniu od rzeczywistości. Ty jesteś z zupełnie innej bajki niż on- nie dogadacie się. Jesli on poprawia się na dzień, w porywach na dwa dni, to masakra. Bo co dopiero będzie po ślubie? Ty jesteś bystrą i konkretną osóbką, która pracy się nie boi i skoro jest coś do zrobienia, to po prostu robisz to, co nalezy. Potrafisz myśleć i przewidywać różne sytuacje- ten natomiast żyje chwilą. może zyć w syfie- jego to nie rusza. Leży na półce w lodówce ostatnia kiełbasa albo kawałek ulubionego sera, on idzie i się nafutruje- co będziesz jadła ty na śniadanie albo on? A co go to obchodzi? Bedziesz tak pchała tego faceta non stop do przodu? Zamiast być jego partnerką zyciową szybko staniesz się jego matką, praczką, prasowaczką, gotowaczką i sprzątaczką, a na dodatek po dniu ciężkiej pracy bedziesz musiała obsłużyć pana w łóżku, bo on przecież zmęczony.

3

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

oliwia 9195 - no właśnie wyszczególniłaś wszystkie moje obawy. Ehhh...

Nie chcę spisywać tego związku na straty bo w każdej innej sferze wszystko gra. Właściwie zawsze uważałam, że to niesamowite, że jesteśmy tak różni, a tak dobrze zazębiamy się i pasujemy w kwestii poglądów, potrzeb itd. Tylko teraz pojawił się ten zonk. Zawsze wiedzałam, że planowanie spraw będzie należało do mnie - nastawiałam się na ogarnianie rachunków, ogólnej organizacji, planowania wakacji, ale nie myślałam, że będę musiała to robić w tak banalnych, codziennych kwestiach jak głupie zakupy czy pranie. Jak on żył do tej pory?
To chyba nie jest tak, że mu nie zależy. Nie wierzę, że ktoś może być aż tak dobrym aktorem - przy rozmowach naprawdę mówi, że się w końcu nauczy, żebym dała mu czas, etc. Widać, że chce. Mam też pewien dowód, że jak się naprawdę zaweźmie to potrafi coś zmienić - już raz to zrobił. Wtedy sprawa dotyczyła jego postępowania które rzutowało na jego zdrowie - bardzo wyraźnie rzutowało. Z rykiem i żalem, po daniu kilku szans postawiłam sprawę na ostrzu "zmienisz to, albo nie chcę być w takim związku" i poskutkowało. Pracował nad sobą, zmienił. Jak dotąd nie wrócił do tamtego. Tylko... ja nie chcę szastać argumentem "zerwania". To jakieś krzywe, drugi raz stawiać o w sytuacji "zmienisz to albo koniec". Chciałabym popróbować inaczej. Bo zerwanie to ostateczność, a to był naprawdę układający się nam związek jak dotąd.
Nie chcę zrywać zbyt pochopnie bo sprawa, mimo wszystko jest świeża (kilka miesięcy - jakieś 3?4?). Dotąd mieszkał z mamą i siostrami - może przyzwyczajony że lodówka zawsze pełna, że papier toaletowy "ktoś kupił", że rachunki "się opłaciły". Da się tego nauczyć w tym wieku? Wiem, że sprzątał, dokładał się do wszystkiego, robił zakupy, pranie, etc. Ale najwyraźniej nie sam z siebie.
Co do ilości pracy - ta firma też jest nowa. To jego wymarzona praca. Zawsze chciał to robić. Mówi, że jak trochę rozkręci to pozatrudnia asystentów, żeby pracowali, a on będzie tam w normalnych godzinach. Nie chcę zrywać, bo przez kilka miesięcy miał trudny okres.

Ale bardzo się boję, że te kilka miesięcy przeciągną się w rok, dwa. I że nic się nie zmieni, jeśli ulegnę temu już teraz i nic nie będę robić i nie będę protestować. A z drugiej strony nie chcę tylko łazić i narzekać. Ta bezsilność mnie wykańcza.

4

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Czytając Twój post pierwsze co mi sie nasuwa to romans ale może faktycznie rozkręca firmę.
Odnoszę wrażenie,że on celowo nie chce byc w domu bo Ty mu przypominasz o obowiązkach i gonisz do pracy.
Facet mieszkał z samymi kobietami i mysle,że czesto był traktowany ulgowo,teraz on to samo próbuje wymóc na Tobie.

5

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

"Facet mieszkał z samymi kobietami i mysle,że czesto był traktowany ulgowo,teraz on to samo próbuje wymóc na Tobie."

KarolinaW - O to to! Tylko jak to odpierać? Czuję, że to kwestia zmiany przyzwyczajeń z jego strony. Zakładałabym, że to nawet bardziej odruchowe, niż świadome zagrywki u niego. Ale jak działać? To co mogę to odpuszczam - jak robię swoje pranie, to dorzucam i jego - ale że mam więcej ubrań to z reguły jemu jego ulubione kończą się najpierw ("grizabella musimy zrobić pranie! - masz rację S., zrób pranie") - kończy się na noszeniu starych jeszcze czystych rzeczy, ewentualnie koszulki drugi/trzeci dzień z rzędu, a w końcu i mi się nazbiera i robię razem. Ubrań mu nie prasuje, do wypełniania grafiku gonię, jak jesteśmy razem to on gotuje. Czasem pozmywa, czasem ja, a czasem trzeba mu przypominać. Moim dotychczasowym sukcesem jest ścielenie łóżka. Już prawie nigdy o tym nie zapomina. Generalnie staram się robić "za niego" jak najmniej, ale może są lepsze sposoby? Jakieś pomysły?

6

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Wszystko zależy od faceta,mój brat niestety nie potrafił się zmienić jego małżeństwo rozpadło się z tego powodu bo,ex żona była konkretna jak Ty a on hmm lekkoduch,kłótnie awantury o takie właśnie "drobiazgi".
Teraz jest w szczęśliwym związku bo znalazł sobie kobietę, która przynosi obiad do łóżka

7

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Nie chce Cie smucic  ale wydaje mi się ze jak tak jest przed ślubem przed dziećmi i wogole w jakiś tam fazach początkowych to.potem będzie jeszcze gorzej. Jak przyjadą dzieci to dostaniesz dodatkowe obowiązki a on nadal będzie miał prace i dodatkowe zlecenia ...
Wydaje mi się ze wpływa na to fakt ze wcześniej mieszkał z.kobietami które robiły wsystko i tak jest nauczony.
Wiem to na własnym przykładzie.  Mama mojego męża wynosiła nawet rano po nim skarpetki do prania.zawsze jedzenie miał postawione pod nos wybrane wypracowane.  Nawet pokój posprzątany  nie przez siebie. Na początku związku mi yo nie przeszkadzało ba nawet pokazywał ze on tez to umie zrobić.  Niestety po 12 latach bycia razem wciąż wybuchają o to.wojny. mam na głowie cały dom pranie, sprzątanie, gotowanie zakupy.  Za prowadzone córki do szkoły wróżenie po lekarzach itp. Mój książę twierdzi ze tego nie umie tego nie umie na to nie ma czasu. Wcześniej też rozkręcal  firmę wiec go nie było wszystkie. Obowiązki przejęłam  i tak zostało do dziś.  I są prośby groźby i nic nie daje. Wiec albo będziesz z tym walczyć teraz poprzez ciągłe zwracanie uwagi albo już tak.zostanie i.nei wiem czy co.kolwiek się zmieni jeśli ktoś przez 30 lat był tak nauczony ... niestety. Martwi mnie jedynie brak czasu dla ciebie. Przecież jak.jak.sie kocha kogoś to chce się z.nim.spedzac czas i robić różne rzeczy tym bardziej ze nie macie dzieci i trochę dziwne jest ustalanie czasu dla.ciebie bo to.powinno być przyjemnością a nie obowiązkiem ....

8

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Postaram się być obiektywny jako facet.

Nie wydaje mi się, aby ten związek szedł ku lepszemu. Raczej wprost przeciwnie. Ja bym wypisał się z takiego układu - to jest ze strony Twojego egoistycznego i nieodpowiedzialnego faceta próba sił na ile może sobie pozwolić, ile partnerka zniesie i ile będzie miał wolności w takim związku - wolności kosztem Twojego niewolnictwa, "zajechania" i ciągłych ustępstw.
Uciekaj dziewczyno, to nie jest rozwojowy związek. Przynajmniej to dobre w Twoim facecie, że się nie maskuje i pokazuje Ci swoje prawdziwe oblicze - egoizm  i niezorganowanie życiowe.

9

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Grizabella1, jest taki typ facetów, których trzeba wychowywać jak synka. I to się da zrobić ale kwestia tego, czy jesteś konsekwentna, masz zdolności wychowawcze i czy chcesz.
Nie wydaje mi się, ze on jest jakimś bardzo trudnym typem, wyniósł po prostu pewne przyzwyczajenia z sytuacji w domu i trochę czasu zajmie wyprowadzenie go na prostą.

Na pewno potrzebna jest konsekwencja, jasne ustalenie zasad panujących w domu jak już zrobiłaś i egzekwowanie jak od dziecka które wychowujesz, nie WYRĘCZANIE.

Nie ma tez konieczności tłumaczenia się, ze nie wykonujesz więcej obowiązków w domu bo jeszcze nie zarabiasz mniej od niego. To ile i jak zarabiasz zawsze plasuje Cię na tej samej pozycji - nigdy nie daj sobie wmówić inaczej. Dom, jest wspólny, wszystkie obowiązki domowe też i żadna praca nikogo z tego nie zwalnia.

Pamiętaj, im mężczyzna bardziej w dom zaangażowany tym ważniejszy on dla niego będzie, bo w tym partycypuje.

A to że marudzi, ma focha w nosie? Będziesz miała synka to zobaczysz że będzie taki sam, większość facetów tak ma, ze pomarudzi a jak zrobi i go pochwalisz to będzie z siebie zadowolony. Taki typ.

Weź wszystko na spokój, dopóki go kochasz a on ciebie to pracuj nad tym wspólnym życiem aby dla obojga Was znośne było (szczególnie jeśli chodzi o obowiązki) bo to dopiero 4 m-ce.
Nie jesteś pierwsza i ostatnia kobieta, która musi być szyją w związku i wszystkim dobrze pokierować. ;-)

10

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Co do pkt 1 - nie przejmowałabym się tak tym. Musisz po prostu uświadomić sobie, że większość facetów jest takich samych. Dla nich po prostu nie ma (jak dla nas) takiego znaczenia czy naczynia są umyte albo czy jest posprzątane, im to nie przeszkadza, nie zauważają tego. Mieszkałam w życiu z dwoma facetami, plus słyszę opowieści koleżanek i widzę że to problem w każdym związku - facet jest leniwy i nie chce sprzątać.
Na początku z mężem miałam ten sam problem, musiałam go zmuszać, denerwowałam się, bo robił to z ociąganiem. W końcu wpadłam na super pomysł - wynajęliśmy panią do sprzątania. Włąśnie po to, żebym już się nie denerwowała i żebym nie czuła nierównowagi czy bycia wykorzystywaną. To naprawdę nie jest wysoki koszt, my za solidne posprzątanie domu raz w tygodniu płacimy 40 zł.
160 zł miesięcznie to naprawdę mała cena za czyste mieszkanie i fakt, że się nie kłócimy kto ma sprzątać. Pomyśl nad takim rozwiązaniem.
Co do mycia naczyń - kupiliśmy zmywarkę, bo też było wielkie ociąganie jak miał zmywać.

Generalnie uważam że lepiej poszukać właśnie takich rozwiązań niż liczyć, że facet się nie zmieni. Bo się nie zmieni.
A druga sprawa jest taka, że tak naprawdę to są duperele. I te duperele mogą rozwalić związek. Facet zaczyna czuć się zmuszany (bo w sumie dlaczego ma akurat w tej chwili coś robić gdy Ty chcesz, podczas gdy on nie ma ochoty?), niechętnie wraca do domu gdzie kobieta tylko zrzędzi.
Moja koleżanka wciąż kłóciła się z facetem właśnie o sprzątanie. Kiedyś zrobiła mu taką awanturę, że sąsiedzi wezwali policję. Między nimi jest coraz gorzej i pewnie za jakiś czas się rozwiodą. I to z powodu sprzątania. No pomyśl sama jakie to głupie.

Ja się nauczyłam już tym nie denerwować. Jak leżą jego brudne skarpety to albo w spokoju mu mówię by je wyniósł albo sama wyniosę bo i tak włączam pranie. Bez kłótni, bez nerwów. Na facetów o wiele lepiej działa spokojna rozmowa niż wrzaski i rozkazy.

To że Ty organizujesz wszystko w związku to też jest norma. Czasy, gdy to faceci rządzą, dawno minęły. Osobiście nie znam żadnej pary, w której nie decydowałaby kobieta.
Wyjazdy itd - tak, też kobiety przeważnie to ustalają, a faceci się temu poddają.

Myślę że zamiast walczyć z wiatrakami, powinnaś pogodzić się z tym że faceci są inni niż my i zaakceptować to. Na pewno Twój facet ma wiele zalet albo robi takie rzeczy, których Ty nie potrafisz.
Jeśli go rzucisz w nadziei że kolejny facet będzie taki jak chcesz (czyli porządnicki, z chęcią myjący naczynia, organizujący wycieczki itd.) to się prawdopodobnie zaiwedziesz, bo on będzie taki sam jak obecny facet.

Co do drugiego punktu - to już faktycznie większy problem. Napisałaś że próbujecie go rozwiązać kłótniami. Nie myślałaś o tym by pogadac na spokojnie, bez wyrzutów i wspólnie wypracować takie kompromisy, byście mogli więcej czasu ze sobą spędzać? Nie jest wykluczone, że on niechętnie wraca do domu także dlatego że wciąż robisz jazdy o pkt 1.

11

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Cóż, dzięki madoja. Słyszę głos rozsądku w Twojej wypowiedzi. To nie jest tak, że ciągle robię mu jazdy. Właściwie to staram w ogóle o to czepiać jak najmniej. "S, weź pozmywaj te naczynia z wczoraj" "S ogarniesz te naczynia sprzed 3 dni?" (nie, nie codziennie, zapewniam tongue) tylko, że jak przychodzę wykończona, minął ponad tydzień a te naczynia ciągle leżą i już zwyczajnie śmierdzą to nie wytrzymuję i wybucham. (mamy zmywarkę, widocznie włożenie naczyń do środka jest trudne dla płci męskiej)
Wczoraj akurat stało się coś takiego, uspokoiłam się zaskakująco szybko i cała rozmowa z mojej strony była super spokojnym głosem i w ogóle. To on raczej trzaskał drzwiami i podnosił głos. No ale czegoś tam się dowiedziałam. Do tej pory łudziłam się bo obiecywał, że to zmieni. W sensie - nawet nie przy kłótni, tylko przy zwykłej rozmowie mówił "grizabella, daj spokój ogarnę to". No i dawałam spokój, a gdy to "ogarnianie" nie następowało nigdy to się wkurzałam. Wczoraj powiedział chyba to co naprawdę myśli - sprzątania to pierdoła i jemu nie przeszkadza, że jest bałagan. Jestem faszystką że go zmuszam i on nie będzie tego robił.

Cóż... wiecie jak jest czasem w pierwszej chwili. Masz ochotę wyrzucić pierścionek i jego rzeczy za okno, ale ja wielkich decyzji raczej nie podejmuję tak gwałtownie tongue I od wczoraj się zastanawiam - mam wybór, sprzątać za siebie i wokół siebie tyle ile potrzebuję (sprzątaczka to świetna opcja, zapisuję do rozważenia) albo zrywać. Uwierz, gdybym łudziła się, że łatwo jest spotkać fajnego faceta zaraz za rogiem to już by mnie w tym związku nie było. Otóż nie łatwo, zbyt często trafia się, za przeproszeniem "kupa owinięta złotkiem". A S. jest naprawdę spoko. Pomijając to o czym już wspominałam.

Co do jego wolnego czasu... wiele osób sugeruje zdradę z jego strony. Otóż moi drodzy - nie wierzę. Nie mam żadnych podstaw. To raczej naprawdę obowiązki w firmie+jego nieogarnięcie czasowe.

Jak żyć proszę Państwa? Chodzę i głowię się nad pytaniem "czy warto". Mogę spróbować po prostu pogodzić się z opcją "będę sprzątał kiedy będę czuł potrzebę", ale czy długo wytrzymam. Nie obudzę się z za 5 lat nieszczęśliwa, z dzieckiem w ręku? Na razie dałam na wstrzymanie - powiedziałam, że ok. W trakcie jak oglądał film wyrzuciłam śmieci, ogarnęłam dom i wstawiłam tą głupią zmywarkę. Jak położyłam się do łóżka i starałam się, przy filmie, rozmawiać z nim jak zwykle, tylko, że jak chciał próbował się do mnie przytulić/wziąć za rękę to w mojej głowie włączyła się syrena "TY CHU**" i ani nie miała ochoty, ani nie byłam w stanie go dotknąć (nie, tutaj akurat nie chodzi o seks ludzie, po prostu przytulenie, trzymanie za rękę - tak, tacy normalnie jesteśmy przytulaśni). Moje ego się odezwało? 
Muszę na razie przeczekać aż mi przejdzie ta oziębłość i zobaczyć jak bardzo będzie mi sytuacja przeszkadzać, gdy już zamiast głupiej nadziei na zmianę, mam jasną opcję do zaakceptowania bądź nie.  Jakieś rady? Warto?

12 Ostatnio edytowany przez JuliaKaa (2016-02-22 09:53:10)

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Grizabella, musisz go wziąć na sposób. Kupkę jego brudnych ubrań rzuconych gdzie bądź zgromadzić kolo jego łózka, w łazience musi zabraknąć czystych ręczników do wycierania. Zebrać stertę brudnych naczyń i zaprosić znajomych, na przykład. W żadnym wypadku nie robić za niego, bo tym sposobem go nie wychowasz.

Jak parę razy nie będzie miał co na siebie włożyć albo się czym wytrzeć to zrozumie ideę sprzątania po sobie. Bo bałagan ok ale syf ciekawe czy jemu się spodoba i brudne, przepocone ciuchy zrobią wrażenie w pracy.

A poza tym po takiej deklaracji, że on lubi bałagan a Ty nie to powinnaś pociągnąć temat i zapytać jakie widzi rozwiązanie problemu? Bo Ty po sobie sprzątniesz a po nim kto? Czy chce zatrudnić Panią , ile na nią wyłoży? itp, itd

13 Ostatnio edytowany przez madoja (2016-02-25 15:17:34)

Odp: kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Jeśli sprzątanie to Wasz jedyny problem a poza tym jest fajnie, to nie ma sensu robić cyrków i zrywać związku. Wyjściem naprawdę jest zatrudnienie pani do sprzątania, nie ma się nad czym zastanawiać, zrób to już teraz, daj na lokalnej stronie ogłoszenie drobne, że zatrudnisz panią do sprzątania1 czy 2 razy w tygodniu (zalezy na ile Was stać). Średnia stawka w niewielkim mieście to ok. 10 zł za godzinę (ja tak płacę), w dużych chyba ok. 20 zł za godzinę.
Naprawdę zobaczysz jak odetchniesz no i będzie czysto w mieszkaniu.
Nie ma sensu się kłócić o takie duperele. Szkoda życia i szkoda związku.
Bo w sumie on ma prawo być sobą, ma prawo sprzątać w swoim tempie. Nie zmienisz go ani nie wychowasz, nie łudź się. Zamiast tracić czas i rozmyślać jak zmienić JEGO CHARAKTER, zmień SYTUACJĘ. Czyli zatrudnij panią. Innej opcji nie widzę (no chyba że chcesz brać na swoje barki całe sprzątanie, także po nim - ale to w końcu doprowadzi Cię do szału).

JuliaKaa napisał/a:

Grizabella, musisz go wziąć na sposób. Kupkę jego brudnych ubrań rzuconych gdzie bądź zgromadzić kolo jego łózka, w łazience musi zabraknąć czystych ręczników do wycierania. Zebrać stertę brudnych naczyń i zaprosić znajomych, na przykład. W żadnym wypadku nie robić za niego, bo tym sposobem go nie wychowasz.

Jak parę razy nie będzie miał co na siebie włożyć albo się czym wytrzeć to zrozumie ideę sprzątania po sobie. Bo bałagan ok ale syf ciekawe czy jemu się spodoba i brudne, przepocone ciuchy zrobią wrażenie w pracy.

Sądzę że takim brudaskom jak facet autorki to nic nie da. On po prostu wyjmie jedną szklankę ze sterty brudnych naczyń i ją umyje gdy będzie potrzebował.
Wytrze się brudnym ręcznikiem, a brudne ubrania koło łózka nie będą mu przeszkadzały.
Właśnie to trzeba pojąć: im to nie przeszkadza, oni mają inne pojmowanie świata.
A jak znajomi przyjdą, to on nie będzie się wstydził brudnych naczyń, ponieważ on nie patrzy na to tak jak my. Jego to po prostu nie obchodzi.

To faktycznie nie jest dobra cecha, ale moim zdaniem nie da się jej zmienić.
Tzn. dałoby się (odrobinkę), gdyby facet miał uległą osobowość. Jak babka krzyknie to on nawet ze strachu sprząta, bo nie chce kolejnych kłótni. big_smile
Ale Twój facet autorko raczej taki nie jest, skoro nazwał Cie faszystką od sprzątania. smile Moim zdaniem jest niereformowalny. Właściwie to nie wiem gdzie leży przyczyna. W wychowaniu? Trudno powiedzieć. Znam bałaganiarzy pochodzących z bardzo czystych domów, gdzie mama jest wręcz pedantką i całe życie goniła swoje dziecko by sprzątało.

Weź też pod uwagę, że może nie chce sprzątać, bo naprawdę jest przepracowany i zmęczony, a w domu chce tylko odpocząć, nie znów pracować. Jeśli tak, to kolejny argument za tym by zatrudnić panią, bo Twój facet też będzie zadowolony że wraca do czystego domu w którym może się relaksować.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » kocha, ale nie ma dla mnie czasu?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024