Witam, od około 8 miesięcy byłem w związku z pewną kobietą. Jak to w związku bywało czasami gorzej, czasami lepiej, choć sądzę że nie był to jakiś udany związek, za często było źle, jednak się kochaliśmy i mogę użyć pewnego przysłowia aby opisać ten związek, "z nią źle, bez niej jeszcze gorzej". Moja dziewczyna miała bardzo impulsywny charakter, często, zbyt często się ze mną rozstawała o różne bzdury, a to że jej nie odpisałem przez cały dzień, a to że powiedziałem że nie wiem co będzie za jakiś czas, w nawiązaniu do naszego związku, o różne bzdury tego typu. To ja zawsze do niej wyciągałem rękę na zgodę, niezależnie czyja była wina, ja to zawsze robiłem, a to ona zazwyczaj była osoba winną temu. Wiele razy mnie zraniła słowami, a to że nie kocha, a to że jaj jej nie kocham, a to że jest brzydka i że powinienem sobie znaleźć inną, a to że jestem ch*jem itd. Jednak zawsze jakoś do siebie wracaliśmy. Ja jej nigdy świadomie nie skrzywdziłem, nigdy jej nie obraziłem, nigdy jej nie wystawiłem, nie olałem. Nawet jak raz się spóźniłem na spotkanie, z powodu kolegów, o czym uprzedziłem i poprosiłem o dodatkowe półgodziny to usłyszałem że to koniec, że koledzy ważniejsi, że ją wystawiłem i po tej sytuacji się cały dzień nie odzywała. Jedyne co sobie mogę zarzucić to to, że nie jestem osobą pewną siebie, miałem problemy rodzinne w dzieciństwie, co się poważnie odbyło na mojej psychice, jestem dość często nieśmiały i bardzo łatwe tracę pewność siebie, ona wprost przeciwnie, Z nikim się nie liczy, w każdej sytuacji jest pewna swego. Przez to bardzo często w miejscach publicznych było mi ciężko okazywać jej uczucia, taki wstydliwy chłop ze mnie. Zwłaszcza w pracy miała o to często pretensje, jednak wspólnie podjęliśmy decyzje, że będziemy tam przyjaciółmi. Od jakiegoś czasu strasznie zaczęła się o to złościć, mimo że nie ma jej już w tej pracy bo zmieniła ja na inną ze względów finansowych. I tak tydzień temu bardzo mocno się pokłóciliśmy, stwierdziła że to koniec z nami, że nigdy mi tego nie wybaczy. Spotkaliśmy się jednak, porozmawialiśmy, stwierdziliśmy oboje że wzajemni się musimy poprawić w niektórych kwestiach. I tak wszystko było dobrze przez 6 dni , wspólne plany na temat walentynek, jej urodzin, które niebawem będą, pisała że ma zamiar mnie zabrać w jakieś wyjątkowe miejsce itd. W nocy mi wysłała wiadomość że przeprasza że w nas zwątpiła, woli nieidealny związek ze mną, niż z kimś innym, że mnie kocha, zarówno moje wady jak i zalety. I nagle znowu się lekko posprzeczaliśmy o straszną głupotę, nazajutrz niby wszystko było w porządku, normalnie pisaliśmy, jednak pod wieczór mi napisała że nie ma czasu następnego dnia się ze mną spotkać, mimo że gdyby miała ochotę to by z pewnością dała radę. Nazajutrz wieczorem mi napisała ze koniec z nami, że nigdy mi nie wybaczy tego jak ja potraktowałem w pracy, że już mnie nie kocha, żebym przyszłej dziewczyny tak nie traktował. Mimo że było już wszystko w porządku ona mi takie rzeczy napisała. A więc próbowałem się z nią spotkać, nie chciała, do domu pojechałem, do innego miasta, jej matka mnie nie chciała wpuścić, mówiąc że jej nie ma, a wiem że była w domu. Zdaje sobie sprawę że nie zachowałem się względem siebie w porządku, jednak czy jak się kogoś kocha to to nie jest bezwarunkowe? Bez stawiania warunków? Czy skoro widzi że mam pewne problemy, to nie może mi pomóc z tym, okazać zrozumienie, wsparcie? Ja ja pokochałem, zarówno jej wady jak i zalety. Okropne numery mi nieraz robiła ale ja zawsze do niej wyciągałem rękę, byłem jej wsparciem mimo że mnie często traktowała jak szmatę. Czy jest to możliwe że praktycznie z dnia na dzień przestała mnie kochać? Mimo tego co się stało, jak mnie potraktowała przez ostatni tydzień, to ja dalej ją kocham, chociaż zdaje sobie sprawę że ten związek był trudny, i skoro już teraz były takie kłopoty to co by było w przyszłości? Jednak nie mogę przestać o niej myśleć, tęsknie, marze by ja przytulić.
Musiałem się komuś zwierzyć,a forum internetowe jest chyba do tego najlepsze, co o tym sądzicie?
Podobne tematy
Jak dla mnie ciągłe szantaże i wymaganie potwierdzenia, że jest na pierwszym miejscu nie jest oznaką pewności siebie, a właśnie jej braku (przynajmniej w kwestii damsko-męskiej). Panna jest rozhisteryzowana i nie ma zdrowego podejścia do związku, teraz też Ci robi wodę z mózgu, aby być w centrum uwagi. Na Twoim miejscu bym się zastanowiła, czy ciągła adrenalina, brak poczucia bezpieczeństwa i wpychanie pod pantofel to na pewno to, czego oczekuję od życia.
O Kolego...
Trafiłeś na najgorszy typ jaki może być...typ księżniczki.Do tego jak widać niezłej manipulantki. Jeździ po Tobie jak po dzikiej kobyle,bo wie,że może sobie na to pozwolić,a w efekcie finalnym i tak weźmiesz winę na siebie i przeprosisz Madame.
Nie wiem ile macie lat,choć to i tak mało istotne,bo jak widać po tym co napisałeś,Twoja panna zachowuje się jakby miała lat piętnaście.
Ona zrywa,potem łaskawie pozwala Ci wrócić.Kiedyś kopnie Cię w cztery litery tak mocno,że popamiętasz.A jak będzie miała kaprys,to znowu pozwoli wrócić.
Daj sobie z nią spokój na jakiś czas,dobrze aby ta decyzja wyszła z Twojej strony.
Przemyśl za i przeciw,przecież na takich podstawach nic nie zbudujesz.
4 2016-02-08 16:42:51 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-08 16:45:06)
Księżniczki to jednak "zimne sucze", więc jeśli ona nie przejawia przy tym opanowania, a wręcz przeciwnie, jest bardzo wybuchowa, nerwowa, ja bym postawiła na niestabilność emocjonalną z cechami "osobowości bordeline". Częste zerwania, zwykle z obawy przed porzuceniem, kocha, za chwilę nienawidzi, nie odpisanie czy dodzwonienie na czas lub spóźnienie przez kolegów odbiera jak olewanie, że nie kochasz, wyzwiska, niedowartosciowanie, skrajnie odmienne zachowania ( raz milutka, raz mega wredna, zła). To może być problem emocjonalny. Nie twierdzę, że już choroba, bo na bordeline, według szacunków, zapada 1-2%, reszta to efekt tych czasów. Ale wymaga pomocy terapeutycznej albo przynajmniej dużej samodyscypliny z odrobiną farmakologii. Choć przede wszystkim ona musi przyznać się do problemu i chcieć z nim walczyć.
Jeśli to to, odpuść. Bardzo kiepski materiał na partnerkę. Może pewny siebie, cierpliwy i stabilny partner dałby radę, Ty mając własne problemy możesz na tym związku tylko ucierpieć.
Może i źle trafiłem, wiele się między nami wydarzyło, w chwilach "mądrości" zdaje sobie sprawę, że im szybciej się to wydarzyło tym lepiej, że to nie miało sensu, jednak co z tego skoro zaraz wciąż myślę tylko o tym jak ją kocham. Ale w końcu chyba dojrzałem do tego, co być może powinienem dawno zrobić. I tak usunąłem numer, zero kontaktu. Minął dopiero weekend a mi jest bardzo ciężko, chodzę na spacery, pełne płaczu, ale ponoć czas leczy rany. A co do tego jaki byłem w robocie, że nie mogła na mnie zawsze liczyć, że nie mogłem się do niej przyznać, z powodu moich problemów, to naprawdę sądzicie podobnie jak ona? Że postąpiłem niewybaczalnie? Bo zastanawiam się czasami nad tym jeszcze, że może to tylko moja wina jednak jest?
Ale o co ona konkretnie się "złościła"?
O to,że nie gruchacie tam jak gołąbki?
Bo nie bardzo rozumiem?
7 2016-02-08 17:37:02 Ostatnio edytowany przez blacha (2016-02-08 17:40:07)
Małolat, dobrze Ci radzę daj sobie spokój z tą królewną.
PS. Cześć Majeczko ![]()
O to że byliśmy tam tylko przyjaciółmi i nas nic więcej nie łączyło. Ale ten problem już się zakończył, bo jak pisałem, zmieniła prace. Ja też zrozumiałem, że się muszę z tym ogarnąć. I jak napisałem problem zniknął, a ona mi tego i tak nie może wybaczyć.
O to że byliśmy tam tylko przyjaciółmi i nas nic więcej nie łączyło. Ale ten problem już się zakończył, bo jak pisałem, zmieniła prace. Ja też zrozumiałem, że się muszę z tym ogarnąć. I jak napisałem problem zniknął, a ona mi tego i tak nie może wybaczyć.
Szczeniackie.
Po pierwsze dlatego,że praca to miejsce wykonywania obowiązków zawodowych.
A po drugie,bo taka była umowa między Wami...całkiem logiczna zresztą.
Co w tym "niewybaczalnego"?
Oj,coś czuję,że sam sobie też wkręcasz jakieś jej kretynizmy.
Hej Blacha.
10 2016-02-08 17:52:26 Ostatnio edytowany przez blacha (2016-02-08 17:52:57)
Hej Blacha.
Liczyłem na trochę cieplejsze powitanie.
Stefek, jeszcze się wpędzasz w poczucie winy. Sam dobrze wiesz, że ta królewna nie jest dla Ciebie, więc zaciśnij zęby i spróbuj o niej zapomnieć. Tutaj nic innego nikt nie wymyśli
Blacha dobrze radzi
![]()
Blacha dobrze radzi
![]()
Tutaj nie ma nad czym radzić nawet. Ale masz rację, kilku cennych rad już udzieliłem na tym forum.
Betsy80 napisał/a:Blacha dobrze radzi
![]()
Tutaj nie ma nad czym radzić nawet. Ale masz rację, kilku cennych rad już udzieliłem na tym forum.
Leżę
Dzięki Blacha, poprawiłeś mi humor chyba do końca dnia ![]()
Nie jesteś pierwszą kobietą, która mi to mówi.
Ostatnio moje koleżanki powiedziały, że jak mnie nie ma w pracy to jest nijako i smutno.
Nie jesteś pierwszą kobietą, która mi to mówi.
Ostatnio moje koleżanki powiedziały, że jak mnie nie ma w pracy to jest nijako i smutno.
znów zaczynasz gwiazdorzyć - zjedz snickersa
blacha napisał/a:Betsy80 napisał/a:Blacha dobrze radzi
![]()
Tutaj nie ma nad czym radzić nawet. Ale masz rację, kilku cennych rad już udzieliłem na tym forum.
Leżę
Dzięki Blacha, poprawiłeś mi humor chyba do końca dnia
Mnie też.
Hej Była!
Co dobrego? ![]()
(Sorry za offtop.)
Byla_Narzeczona napisał/a:blacha napisał/a:Tutaj nie ma nad czym radzić nawet. Ale masz rację, kilku cennych rad już udzieliłem na tym forum.
Leżę
Dzięki Blacha, poprawiłeś mi humor chyba do końca dnia
Mnie też.
Hej Była!
Co dobrego?
(Sorry za offtop.)
Ohoho, kogo moje oczy widzą!
Hej Emduś! U mnie od ostatniej rozmowy się nieco pogorszyło, ale bywało gorzej
Mam nadzieję, że u Ciebie się unormowało ![]()
Hej Emduś! U mnie od ostatniej rozmowy się nieco pogorszyło, ale bywało gorzej
Mam nadzieję, że u Ciebie się unormowało
U mnie słodko. Napiszę na priv. ![]()