Witam was, piszę bo nie mogę sobie poradzić ze sobą. Jestem na etapie umawiania się na pierwszą wizytę u psychologa.
Ponad rok temu zostałam zostawiona przez faceta, z którym miałam się pobrać po 7 latach bycia razem. Jakoś się z tym uporałam choć było masakrycznie ciężko. Teraz jest gorzej. Pokochałam przyjaciela, z wzajemnością. Któremu też związek się rozpadł. Niestety miesiąc po rozstaniu ze swoją kobietą oznajmiła mu że jest w ciąży. W pierwszym odruchu spróbował ratować związek. Ale zabrakło uczuć. Awantury ich wykończyły i się rozstali bardzo szybko. Ona od pół roku raz się z tym godzi raz nie. On robi co może żeby ją zapewnić że jej pomoże i pomaga. Wszyscy są przeciwko niemu a ona chce się zabić choć zaraz będzie rozwiązanie. O sobie w tej sytuacji nawet nie wiem co napisać. Piąte koło u wozu. Chociaż kochamy się bardzo i serce mi pęka, jemu też. Pomóżcie, czy on naprawdę jest wszystkiemu winien? Czy to jest sytuacja bez wyjścia? Wiecie jak się patrzy w takich sytuacjach na mężczyzn. Już się nasłuchał wyzwisk. Boję się, nie wiem o kogo bardziej. Czy o nią czy o niego. Kto pierwszy nie wytrzyma tego psychicznie? Ja też zaczynam mieć dziwne myśli. Cała trójka ma złamane życie. Wiem co ona czuja bo sama byłam zostawiona. Ale kocham jego i znam go od kilku lat i wiem ze jest dobrym człowiekiem. Nie mogę znaleść rozwiązania. POMOŻCIE czy on jest skazany na jedyny możliwy scenariusz? I czy ja jestem TĄ SUKĄ która nie ma skrupułów?
Jak mogę mu pomóc? Czy jako mężczyzna który rozstał się z kobietą w ciąży jest skazany na etykietkę bezwzględnego i samolubnego?
A to biedne dziecko które nie jest niczemu winne? Jeśli matka nie poradzi sobie psychicznie? Oni się cały czas żrą, wiem że ona nie przebiera w słowach... dodam że on jest dość łagodnym człowiekiem, czasem chyba aż za. Czy taka rodzina ma sens? Czy ja powinnam się od niego odwrócić żeby było mu łatwiej np. wrócić do niej?
Jeśli za dużo pytań to z góry przepraszam...