netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Downshifting, czyli... zwolnić bieg

10 odpowiedzi2 162 wyświetleniazałożony przez Olinka, 02.01.2016

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Downshifting, czyli... zwolnić bieg

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Downshifting, czyli... zwolnić bieg

Downshifting to pojęcie, które w dosłownym tłumaczeniu oznacza redukcję biegów w samochodzie, rodzimego odpowiednika wciąż się nie mamy. Choć za granicą karierę robi już od kilku lat, to do Polski zawitało całkiem niedawno i wciąż zdobywa nowych zwolenników.

Co to oznacza w praktyce? Downshifting jest to zwalnianie zawodowego tempa na rzecz pracy mniej prestiżowej i za mniejsze pieniądze, lecz dającej więcej zadowolenia i wolnego czasu.

(...) Już kilka lat temu trend ten dotyczył 20 proc. Niemców i 17 proc. Francuzów poniżej 35. roku życia. Przy czym największą popularnością cieszył się w Wielkiej Brytanii, Australii, Nowej Zelandii i USA, skąd pochodzi m.in. Leo Babauta, zwany guru (neo)minimalizmu. Sam "postawił na życie pozbawione obsesji na punkcie rzeczy materialnych czy obsesji na punkcie robienia wszystkiego i robienia zbyt wiele”. (...) Potem dołączyli do niego kolejni, w tym np. Dominique Loreau i Francine Jay, którzy na swój sposób rozwinęli rosnący ruch oporu wobec kultury konsumpcji i posiadania. Bo o ile początkowo downshifting dotyczył tylko pracy zawodowej, o tyle teraz odnosi się do wszelkich dziedzin aktywności, w tym m.in. robienia zakupów, sposobów spędzania wolnego czasu czy też budowania relacji.
To samo dzieje się dziś w Polsce. Przybywa tych, którzy odważyli się – w nadwiślańskich realiach – odrzucić pęd do kariery i pogoń za dobrami materialnymi.
(źródło: serwis forsal.pl)

Jak sądzicie - z czego wynika tak silna potrzeba zwalniania tempa?
Sami jesteście lub macie w swoim otoczeniu osoby, będące przykładami zjawiska downshiftingu, dotychczasowy pęd do kariery i szybki tryb życia zamieniając na rzecz większego spokoju i wyciszenia?

2 Ostatnio edytowany przez wega34 (2016-01-02 06:14:19)

Odp: Downshifting, czyli... zwolnić bieg

Myślę Olinko, że ten trend w naszych, polskich realiach jeszcze długo będzie czymś marginalnym i na tyle egzotycznym, iż trudno będzie je postrzegać w kategoriach "zjawiska". Może za ileś tam lat, gdy w końcu ta cała nasza kraina zacznie "mlekiem i miodem" płynąć... Co prawda obserwując wszelkie "zmiany na dobre" śmiem wątpić by taki sielankowy czas kiedykolwiek nad Wisłą nastąpił - ale połudzić się można smile Właśnie: dlaczego w zagadnienie wplatam tu dobrobyt i poziom (wysoki) życia? Wiążę to ze sobą... Kraje dotychczas wysoko rozwinięte, ze względnie "bogatymi" obywatelami stworzyły warunki by owi obywatele "dali sobie siana", mogli właśnie ten "bieg" wyłączyć, zatrzymać się i - bazując na dotychczasowych zdobyczach (majątek/wysokie emerytury/samokręcące się biznesy itd) - zweryfikowawszy dotychczasową pogoń w zatracenie, odpuścili. W naszych realiach. gdy wszystko jest wciąż niepewne i tymczasowe takie zachowanie jest właściwie równoznaczne z dobrowolnym wyrzuceniem siebie poza nawias, na margines... Jeśli nie od razu to w stosunkowo krótkim czasie. A powrót jest raczej trudny...
Dlaczego w społeczeństwach żyjących na niskim poziomie, będących dopiero na etapie budowy, rozwoju, ciągłej walce - takie "zatrzymanie się" byłoby nie do zaakceptowania? Bo byłoby czymś nagannym, niepatrotycznym i hamujacym... Prócz tego znacznie łatwiej zdecydować się na to mając juz jakieś podstawy egzystencjalne - gdy ich brak to decyzja granicząca z samounicestwieniem. Nie wyobrazam sobie tego jeszcze kilka lat temu w takich np. Chinach, Tajwanie czy nawet Japonii (aczkolwiek Japończycy juz dawno powinni "dac sobie na wstrzymanie")...
Myślę, że u podstaw takiej zmiany stoi świadomość marności tego wszystkiego, utraty sporej części życia na... - właśnie: na co? Obserwując choćby ludzi w swoim środowisku trudno nie dostrzec mi tego bezrozumnego gonienia, zatracenia by nie wypaść z rynku, by nie stracić klientów, by wciąż "być na wierzchu". I dopiero jakaś poważna choroba, problemy osobiste (w dużym stopniu konsekwencja tej dotychczasowej pogoni i przekładania wszystkiego ponad życie rodzinne i własne zdrowie) dają jakiś impuls, bodziec, dzięki któremu niektórzy zaczynają się zastanawiać "czy warto było?". I dopiero po zweryfikowaniu dotychczasowych priorytetów, po uświadomieniu sobie, że lepiej było mieć mniej ekskluzywny samochód i mniej wystawne świeta, ale za to wiecej ...wspólnych zdjęć i wspomnień - zaczynają "wytracać prędkość". Często już i tak "po czasie" bo wszystko sie posypało i jest nie do odzyskania. Ale i to jest juz powód do zmian: brak motywacji... Owszem, czasami pojawia sie tzw. wypalenie zawodowe - ale to juz inna bajka...
Ja sam swego czasu tak miałem: praca na dwa etaty, bo własna działalność, praca 24 godziny na dobę, praca po nocach, praca w świeta... Szaleństwo. Nie raz jadąc np. na jakiś montaż czy do klienta widziałem ludzi ...spacerujących, nigdzie niespieszących się, wyluzowanych, uśmiechnietych, pijacych spokojnie piwo... I często zastanawiałem sie w takich momentach: jest sobotnie popołudnie, niedziela... A ja gnam w pracy... Po co?
I często w tej pogoni zatracałem sie do tego stopnia, ze jadąc autem zauważałem NAGLE pozółkłe liście przy drodze. Jesień? Jak to? A kiedy była wiosna, kiedy było lato? Tak miałem...
W pewnym momencie - własnie z powodu "małych" problemów - zatrzymałem się.
Odpuściłem...
Żyję, źle nie jest, brak wielu motywacji jak wczesniej, ale mam wiecej spokojnych momentów w życiu, więcej radości mogę czerpać z każdego dnia, potrafie dostrzegać sens w wielu sprawach dotychczas marginalizowanych.
I mam więcej czasu na przemyślenia, na refleksje...
Więcej też mam czasu na obserwowanie innych i zauważanie, iż moment "katharsis" jeszcze daleko przed nimi...

3

Odp: Downshifting, czyli... zwolnić bieg
Olinka napisał/a:

Sami jesteście lub macie w swoim otoczeniu osoby, będące przykładami zjawiska downshiftingu, dotychczasowy pęd do kariery i szybki tryb życia zamieniając na rzecz większego spokoju i wyciszenia?

W Warszawie widzę wyraźnie ten trend do zwalniania tempa życia, ale być może dotyczy on jedynie określonego środowiska. Jeszcze kiedy chodziłam do gimnazjum, to o pracy w korporacji mówiło się raczej w superlatywach, a teraz ludzie... wstydzą się tego. Jeśli ktoś pracuje w korporacji, to najczęściej szybko dodaje "ale to tylko chwilowe, już mam pomysł na biznes" itp. Znam sporo osób, które chcąc "zwolnić" wyprowadzały się do mniejszych miast albo nawet gdzieś na wieś pod Warszawę. Bardzo często słyszę, że ludzi wypruwających sobie żyły "na swoim" albo w korporacji określa się jako frajerów. Doprecyzuję tylko, że chodzi o tych wypruwających sobie żyły, którzy robią to dla dóbr materialnych, a nie po to, by mieć za co utrzymać rodzinę. Już nie ceni się (przynajmniej nie w moim środowisku) specjalistów, którzy pracują po 10 h na dobę i zarabiają grube tysiące kosztem życia osobistego, bo taki styl życia jest uznawany za niepożądany. Co więcej, takie postawy świadczą rzekomo o małej przedsiębiorczości danej osoby, bo gdyby była obrotna i przedsiębiorcza, to umiałaby pracować mniej przy nadal sporych dochodach.

Jeśli mam spojrzeć na minione 6 lat mojego życia, to zdecydowanie zwolniłam tempo. Jeszcze 2-3 lata temu potrafiłam non stop pracować/uczyć się kosztem odpoczynku i życia osobistego. I jakkolwiek taki tryb życia na początku wydawał mi się fajny (w końcu realizowałam moje pasje), to potem przyszła refleksja "a co z rodziną? co z relacjami z przyjaciółmi?". Teraz już mam odpowiednio ułożone priorytety i najważniejsza jest dla mnie rodzina, więc muszę tak pracować, by mieć dla niej czas. Jeśli da się w ciągu 6-7 h dziennie dużo zarobić, to super. Jeśli nie - trudno, nie to jest najistotniejsze.

4

Odp: Downshifting, czyli... zwolnić bieg

Po jakimś czasie chce się chyba spokojnie pożyć.
Zależy jak się na to patrzy na pewno w którymś momencie można dostrzec ze te wszystkie misternie poukładane klocki.
Budowanie kariery , prestiż , poświęcanie się pracy mogą być atrakcyjne ale nie muszą.
Szczególnie jeżeli ma się ciekawsze rzeczy do zrobienia.
Zależy czy ma się możliwość wyboru.

Jeżeli ktoś sobie kiedyś powie chciałbym leżeć gdzieś nad rzeką z ździebłem trawy w zębach i machać sobie noga na te różne sprawy.
W którymś momencie rodzi się pytanie.
A dlaczego tego nie robię ? Albo co ja właściwie robię ?
Potem to już samo idzie..

5

Odp: Downshifting, czyli... zwolnić bieg
kwadrad napisał/a:

Budowanie kariery , prestiż , poświęcanie się pracy mogą być atrakcyjne ale nie muszą.

No właśnie, zwłaszcza jeśli zaczynamy dostrzegać, że to odbywa się kosztem na przykład budowania życia osobistego, przy czym mowa nie tylko o związku/rodzinie, ale też kontaktach koleżeńskich. O znajomości, przyjaźnie trzeba dbać, a to jednak wymaga poświęcenia im choć minimum swojego czasu i uwagi.
Kolejna kwestia - organizm, który nie wypoczywa w sposób właściwy, z czasem zaczyna się buntować. Pracować wydajnie i ponad swoje standardowe możliwości można przez jakiś czas, ale nie całymi latami.

Cslady, Twoje uwagi dotyczące zmiany postrzegania osób pracujących i poświęcających się dla korporacji są ciekawe. Pamiętam, że jeszcze całkiem niedawno mówiło się, że jak ktoś trafia do Mordoru, to jakby Pana Boga złapał za nogi.

Ostatnio miałam okazję stosunkowo często przejeżdżać obok katowickiego odpowiednika warszawskiego Modrodu. Zwykle była to godzina 18.00 - 19.00, więc o tej porze roku jest już ciemno. Kiedy tak stałam na światłach, to jak na dłoni widziałam w tych wielkich oświetlonych, przeszkolonych pomieszczeniach, siedzących za swoimi biurkami, wpatrzonych w ekrany komputerowych monitorów, wciąż pracujących "ludzi korporacji". Siedzieli tam, choć - jak mniemam - już dawno powinni być w domach.

6

Odp: Downshifting, czyli... zwolnić bieg
Olinka napisał/a:

Cslady, Twoje uwagi dotyczące zmiany postrzegania osób pracujących i poświęcających się dla korporacji są ciekawe. Pamiętam, że jeszcze całkiem niedawno mówiło się, że jak ktoś trafia do Mordoru, to jakby Pana Boga złapał za nogi.

Być może nadal panuje takie przekonanie, a ja znam mało reprezentatywną grupę. big_smile Chociaż naturalnie większość osób o których mówiłam pracuje lub pracowało w Mordorze. "Naturalnie", ponieważ sama tam pracowałam i mieszkałam niedaleko, więc głównie takich ludzi spotykałam. Osobiście nie lubię antagonizowania ani jednej, ani drugiej strony. W Mordorze pracowało mi się dobrze i w życiu nie powiedziałabym, że warunki były złe, że było ciężko, czy tym bardziej, że trzeba się tego wstydzić. Wprost przeciwnie - dzięki pracy w korporacji nabyłam wiele podstawowych umiejętności i takiego życiowego ogarnięcia, które umożliwiło mi potem stworzenie czegoś swojego. Jeśli w młodym wieku ktoś chce dużo się nauczyć, to moim zdaniem korporacje są na to świetnym miejscem.

Dlatego trochę nie rozumiem tego trendu i pędu do "zwolnienia" tempa życia, bo przynajmniej u mnie ta moda objęła osoby, które w korporacjach rzeczywiście miały bardzo dobre życie, a teraz demonizują ten okres jakby nie wiadomo co im w tej pracy robili. big_smile Prawniczka nagle rzuca świetną pracę, by założyć małą kawiarnię pod miastem, manager ucieka na wieś i zakłada gospodarstwo agroturystyczne, a tłumaczka zakłada jakiś malutki biznes rodzinny. Obiektywnie to super i nic mi do tego, jednak zapala mi się zaraz czerwona lampka i zastanawiam się ile jest w tym mody z Zachodu, a ile rzeczywistych pragnień tych osób. No bo fajnie jest próbować nowych rzeczy i mieć kilka fachów w ręku, ale po co tak narzekać, że praca w korporacji była taka zła, że pracując tam ma się puste życie, że trzeba się wręcz usprawiedliwiać itp.? To ewidentnie kojarzy mi się z modą, którą świetnie widać np. w USA. Trzeba się po prostu zastanowić nad tym na ile nasze decyzje wynikają z naszych pragnień, a na ile daliśmy sobie wmówić pewne rzeczy. Samo zwolnienie tempa faktycznie przydałoby się osobom, które pracują po godzinach, ale jeśli ktoś pracował 8 h dziennie w dobrych warunkach i nie przynosił pracy do domu, to na co on tak naprawdę narzeka? Nawet w rodzinnych małych biznesach trzeba zakasać rękawy, nic z nieba samo nie spłynie. Jeśli ktoś naiwnie myśli, że taka kawiarenka albo agroturystyka jest łatwym kawałkiem chleba (w przeciwieństwie do korporacji, które są be) i się przy tym odpoczywa, to życzę powodzenia. big_smile

Downshifting uważam za bardzo pozytywne zjawisko o ile idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem, a nie ślepym podążaniem za modą.

7

Odp: Downshifting, czyli... zwolnić bieg
cslady napisał/a:

No bo fajnie jest próbować nowych rzeczy i mieć kilka fachów w ręku, ale po co tak narzekać, że praca w korporacji była taka zła, że pracując tam ma się puste życie, że trzeba się wręcz usprawiedliwiać itp.? To ewidentnie kojarzy mi się z modą, którą świetnie widać np. w USA. Trzeba się po prostu zastanowić nad tym na ile nasze decyzje wynikają z naszych pragnień, a na ile daliśmy sobie wmówić pewne rzeczy.

Bo może właśnie o to chodzi, że trzeba w ten sposób popracować, żeby przekonać się, że to "na pewno jest nie dla mnie, nie chcę tego, a tym bardziej nie chcę w ten sposób spędzić reszty swojego życia"?

Ja sama wpadłam kiedyś w taki pęd, kiedy swojej pracy poświęcałam zbyt dużo czasu. To nie były godziny "od - do", ale niemal pełna dyspozycyjność. Do domu zabierałam służbową komórkę, po czym nawet późnym wieczorem oraz w weekendy dzwonili współpracownicy i klienci, którzy nie rozumieli, że ja też mam prawo do wypoczynku. Po jakimś czasie zauważyłam, że cierpi na tym moje własne życie, w tym zdrowie, jak również życie rodzinne, cierpi dziecko, dla którego nie miałam wystarczającej ilości czasu. Praca pracą, pieniądze pieniędzmi, ale przyszedł moment opamiętania (na szczęście stosunkowo szybko), kiedy na nowo wyznaczyłam sobie priorytety. Zwolniłam się, uderzyłam w zupełnie innym kierunku, zwolniłam tempo życia i... na nowo odżyłam.

8

Odp: Downshifting, czyli... zwolnić bieg
Olinka napisał/a:

Bo może właśnie o to chodzi, że trzeba w ten sposób popracować, żeby przekonać się, że to "na pewno jest nie dla mnie, nie chcę tego, a tym bardziej nie chcę w ten sposób spędzić reszty swojego życia"?

Pewnie tak. Nie dowiemy się dopóki nie spróbujemy. Grunt, by umieć znaleźć jakąś równowagę i harmonię, bo są osoby, które lubią szybkie tempo życia, ale wątpię, by istnieli ludzie, którzy są tak prawdziwie szczęśliwi nie mając wokół siebie nikogo bliskiego (przyjaciół, ukochany, dobrych znajomych). Można się oszukiwać, że nikogo się nie potrzebuje i zawalać się pracą, ale czy tak jest naprawdę? Każdy powinien sam szczerze sobie odpowiedzieć na to pytanie.

9

Odp: Downshifting, czyli... zwolnić bieg
cslady napisał/a:

Można się oszukiwać, że nikogo się nie potrzebuje i zawalać się pracą, ale czy tak jest naprawdę? Każdy powinien sam szczerze sobie odpowiedzieć na to pytanie.

I niektórzy to właśnie robią. W pewnym momencie zatrzymują się i słyszą odpowiedź, którą gdzieś na początku tego owczego pędu schowali głęboko do szuflady.

Powiem od siebie. Nie pracuję w żadnej korporacji, ale to nie miało znaczenia, bo zaangażowanie w pracę było niczym innym jak ucieczką od codzienności, z którą nie żyło mi się dobrze.

Może w moim przypadku była to próba zbudowania własnej wartości, którą ktoś próbował z założonym skutkiem we mnie zrównać z ziemią.

W pewnym momencie pokonując kolejny zakręt życiowy uświadomiłam sobie, że nikt mnie już nie goni. Jak w biegu szczurów. Że niepotrzebnie biegnę. Że jeśli się zatrzymam, nikt nie zauważy, że zostałam w tyle. A przecież może być, że kiedyś dotrę do mety.

Może być, że jeśli zwolnię, zauważę, że w przyrodzie nastanie wiosna, latem lipa zarzuci mój znajomy skwerek zapachem lipy. Jesienią dostrzegę dzieci zbierające kolorowe liscie do szkolnych prac.

Nie biegnę z innymi. Zmęczyłam się. Chcę odpocząć i nic nie musieć nikomu udowadniać. Sobie też.

10

Odp: Downshifting, czyli... zwolnić bieg
Sponi napisał/a:

Może być, że jeśli zwolnię, zauważę, że w przyrodzie nastanie wiosna, latem lipa zarzuci mój znajomy skwerek zapachem lipy. Jesienią dostrzegę dzieci zbierające kolorowe liscie do szkolnych prac.

Prawda? Tak wielu rzeczy można nie zauważyć, obok tak wielu przejść obojętnie, a mijającego czasu już się przecież nie zawróci i nie zmieni. Kiedy człowiek zwolni, to nagle na świat i otaczającą go rzeczywistość zaczyna patrzeć zupełnie innymi oczami, dostrzegać to, co wcześniej dla niego niemal nie istniało.

11 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2016-01-03 17:31:42)

Odp: Downshifting, czyli... zwolnić bieg
Olinka napisał/a:
kwadrad napisał/a:

Budowanie kariery , prestiż , poświęcanie się pracy mogą być atrakcyjne ale nie muszą.

No właśnie, zwłaszcza jeśli zaczynamy dostrzegać, że to odbywa się kosztem na przykład budowania życia osobistego, przy czym mowa nie tylko o związku/rodzinie, ale też kontaktach koleżeńskich. O znajomości, przyjaźnie trzeba dbać, a to jednak wymaga poświęcenia im choć minimum swojego czasu i uwagi.
Kolejna kwestia - organizm, który nie wypoczywa w sposób właściwy, z czasem zaczyna się buntować. Pracować wydajnie i ponad swoje standardowe możliwości można przez jakiś czas, ale nie całymi latami.

Cslady, Twoje uwagi dotyczące zmiany postrzegania osób pracujących i poświęcających się dla korporacji są ciekawe. Pamiętam, że jeszcze całkiem niedawno mówiło się, że jak ktoś trafia do Mordoru, to jakby Pana Boga złapał za nogi.

Ostatnio miałam okazję stosunkowo często przejeżdżać obok katowickiego odpowiednika warszawskiego Modrodu. Zwykle była to godzina 18.00 - 19.00, więc o tej porze roku jest już ciemno. Kiedy tak stałam na światłach, to jak na dłoni widziałam w tych wielkich oświetlonych, przeszkolonych pomieszczeniach, siedzących za swoimi biurkami, wpatrzonych w ekrany komputerowych monitorów, wciąż pracujących "ludzi korporacji". Siedzieli tam, choć - jak mniemam - już dawno powinni być w domach.

Niektóre firmy te "call center" pracują tam w systemie zmianowym lub systemie ze zmiennymi zmianami.
W różnych godzinach , czasem nawet w nocnych.
Zależy od rodzaju umowy z klientem.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Downshifting, czyli... zwolnić bieg

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026