Od razu przejdę do rzeczy.
Rozstałem się ze swoją kobietą dwa tygodnie temu (staż 3lata). Stało się to z mojej winy. Ona mnie kochała a ja od miesiąca poprzedzającego czułem że coś jest ze mną nie tak. Nie mówiłem jej tego, cały czas utrzymywałem że ją kocham, gdy pytała tak jej odpowiadałem. Spotykaliśmy się rzadko - ona pracowała ja również, tak ze dwa razy na tydzień. Nie okazywałem jej uczuć, sama musiała mnie przytulać. Trwało to tak miesiąc, nie mówiłem jej o tym ponieważ bałem się jej reakcji i myślałem że to chwilowe zaćmienie. Wkońcu odważyłem się jej powiedzieć że chce chwile przerwy, ona w tym czasie bardzo to przeżywała, płakała, kilka razy napisała sms że jak bardzo jej zależy, że bardzo mnie kocha. Wkoncu spotkaliśmy się, stwierdziliśmy że jeszcze tego nie skonczymy. Myślałem że to zaćmienie mi przejdzie. Trwało to tydzień aż ona wkońcu powiedziała że nie może tak funkcjonować bo boi się że w każdej chwili mogę jej powiedzieć ze to koniec. Nie potrafiłem jej powiedzieć więc sama zapytała czy się rozstajemy, przystałem na to.
Długo nie wytrzymałem, po 6dniach przyszedłem do niej z kwiatami żeby ją przeprosić, podziękowała za nie i powiedziała że to nie takie proste, że musi mieć czas bo bardzo ją zraniłem tym że przez taki czas zatajałem prawdę. Teraz ja nie mogę normalnie funkcjonować. Nigdy w życiu tak nie żałowałem żadnej decyzji. Trwa to już drugi tydzień. Kocham ją nad życie, niestety sprawdziło się powiedzenie że doceni się coś jak się to straci. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ona jest taką cudowną kobietą a ja tego nie doceniałem. Mamy kontakt, spotykamy się jednak ona cały czas mówi że jeszcze potrzebuje czasu, ma dystans do mnie. Byłem u niej w domu rodzinnym na święta, fajnie się nam rozmawiało. Proszę was, niech ktoś mi doradzi co mam robić, jak ją prosić o przebaczenie? Ona mówi że dalej mnie kocha tylko boi się że znowu jej taki numer wywinę. Ja jestem pewien że to już się nie powtórzy. Nie zdradzałem jej, zawsze byłem przy niej, mogła na mnie liczyć, tylko te ostatnie miesiące wszystko popsuły. Jak mam to naprawić? Trzy cudowne lata razem a tu w miesiąc wszystko się odwróciło do góry kołami.
Proszę o porady bo ja wariuje bez niej. Budze się w nocy i nie mogę z powrotem zasnąć. W pracy nie mogę się skupić. Mam napady płaczu. Okropnie się czuje.
Dziękuję za możliwość wylania żali chociaż na forum.