Witam wszystkich, jestem tu nowa to mój pierwszy post, ale czuję, że muszę napisać posta do osób, którzy mnie rozumieją (mam nadzieję
)
Więc od początku, 21 listopada zadzwonił mój partner, zadał mi pytanie czy dzwoniłam do ciotki mojej, od której razem pożyczyliśmy pieniądze, (miałam porozmawiać o wzięciu zobowiązania na siebie, bo wiadomo to moja rodzina) powiedziałam, że nie, bo wolałabym porozmawiać z ciocią na żywo, z resztą byłam z nią umówiona na za 2 dni. On wściekł się i powiedział mi, że jestem leniwa, że ma mnie dość. Potem mi oświadczył, że wyprowadza się z domu, zmienia pracę i będzie mieszkał z kolegą. Nie mam go szukać, bo i tak go nie znajdę, numer też zmienia. Wypomniał mi czas 4 miesięcy, w których nie miałam pracy (nie powiem pomógł mi wtedy bardzo). Rozmowa trwała ok 5 minut a ja mam wrażenie, jakby trwała 30 sekund.
Po 30 minutach od rozmowy dostałam sms o treści, ze on wyprowadza się dzisiaj ze swoją byłą...
Od razu mi coś nie pasowało, bo telefon po godzinie nie odpowiadał, z resztą do dzisiaj jest wyłączony.
W ten sam dzień próbowałam się skontaktować z jego bratem, kolegami, bez skutecznie zbywali mnie, że nic nie wiedzą i mają swoje problemy.
Cały dzień przeryczałam, rano zadzwoniłam do jego mamy, z którą mam dobry kontakt. Ona kompletnie zaskoczona, ze go szukam, bo była przekonana, że skoro się wyprowadził to na pewno ze mną, albo do mnie.
Przyjaciółka, którą myślałam, że mam powiedziała mi, że mam dać sobie spokój, ja niestety jestem inna niż wszyscy i musiałam dowiedzieć się prawdy.
We wtorek chciałam jechać do niego do pracy, bo dowiedziałam się, że jednak pracuje, jednak jego mama poprosiła mnie żebym nie przyjeżdżała, bo ona chciała jechać do niego.
Byłam w czwartek, niestety na przystanku spotkałam naszego wspólnego kolegę, który na moje nieszczęście zobaczył mnie i jak się później okazało zadzwonił uprzedzić o mojej wizycie. M. wyszedł wcześniej z pracy spotkałam go na parkingu, nie był zadowolony, zapytałam, dlaczego to zrobił, a on wykrzyczał mi, że mnie nie kocha, po czym stwierdził,że nie wiedział jak mi to powiedzieć bo było mu żal mnie, bo wiedział jak zareaguje. Bał się, że jak mi to powie w twarz to wpadnę w histerie i nie pozwolę mu wyjść, to prawda, ale wydaje mi się, że on po prostu bał się, że odpuści mi i zostaniemy razem i dlatego zakończył to w sposób jaki zakończył. Po czym wsiadł do samochodu i chciał odjechać, ale w końcu mnie podwiózł na autobus.
Nie dawały mi spokoju jego słowa i dlatego musiałam poznać prawdę, dotarłam do rozmowy jego "nowej dziewczyny" z kolegą, w której zawarte wszystko.
Teraz trochę o niej, 25 lat 2 dzieci z dwoma różnymi facetami, całe życie nie pracowała żyje z zasiłków, opinia kobiety (lekkich obyczajów). Byli ze sobą ok 8 i pól roku temu, czyli przede mną, wtedy miała 17 lat oszukiwała go okłamywała i zdradziła.
Doszłam do bilingów, bo telefon, którego używał był na mnie, okazało się, że mieli kontakt ze sobą od września, w skrócie to dzwonił do mnie potem do niej.
Do dzisiaj utrzymuje, że z nią nie jest.
Odzywa się czasami, bo mamy wspólne sprawy dotyczące głownie finansów, jednak nie wiem, czemu traktuje mnie jak wroga, a ja jestem w tej sprawie poszkodowana.
Minęły 4 tygodnie a ja nadal nie mogę zapomnieć, nadal mam nadzieję....
Dodam, że nigdy nie mieliśmy większych kłótni. Mieszkaliśmy razem rok temu przez pół roku, ale niestety nie przedłużyli mi pracy i wróciłam do siebie do miasta, to była nasza obopólna decyzja, widywaliśmy się w weekendy czasami w tygodniu. Mam prace od kwietnia i w sumie jestem troszkę zła na siebie bo mogłabym naciskać na zamieszkanie razem. Planowaliśmy ślub cywilny skromny na czerwiec. Nasi znajomi nazywali nas starym dobrym małżeństwem, pewniakami do bycia razem.
Dziwi mnie jego zachowanie, że skoro nawet utrzymywał z nią kontakt od września to kto decyduje się po 2 miesiącach na wspólne zamieszkanie, do tego dziwi mnie to bardzo bo wiem, że on ma problemy finansowe, a mimo to wpakował się w takie coś.
Przepraszam, że się tak rozpisałam.
Dodam też, że on był moim pierwszym facetem...
Proszę doradźcie, ja chciałabym walczyć o niego o tą miłość, ludzie, którzy nie przeżyli podobnej sytuacji doradzają mi, że mam dać sobie spokój z nim, a ja po prostu nie potrafię. Czy mogę liczyć na to, że on zrozumie i zatęskni?