Witajcie.
Po bardzo długim czasie w końcu postanowiłam się zarejestrować. Muszę gdzieś z siebie to wszystko wyrzucić... Moja historia jest pewnie jedną z wielu podobnych, ale nie potrafię sobie poradzić z obecną sytuacją. Jakiś czas temu poznałam faceta - nie potrafiłam uwierzyć w szczęście, które mnie spotkało. Mądry, inteligentny, z podobnym światopoglądem i wartościami, przystojny. Nie mogłam pojąć jak taki ktoś zainteresował się moją osobą. A jednak. Ponieważ mieszkał w innym mieście rzadko się widywaliśmy. Pierwszy raz w życiu się zakochałam (a mam już trochę lat). Oczywiście miał wady, jak każdy. Był niezorganizowany, niesłowny, trochę rozchwiany emocjonalnie. Bywały trudniejsze momenty, ale zawsze wszystko wracało do normy. Do czasu. W pewnym momencie nie wytrzymałam, miałam wrażenie, że mnie to przerasta. Przez jakiś czas toczyła się we mnie walka między sercem a rozumem. Zwyciężył niestety rozum, a może raczej głupota. Żałowałam tej decyzji tuż po rozstaniu...i żałuję nieprzerwanie do tej pory. Kilka dni po tym wszystkim próbowałam to odkręcić...nieskutecznie, on już nie chciał, czemu się zresztą nie dziwię. Minęło kilka miesięcy, a ja ciągle o nim myślę, nie ma dnia, nie ma godziny, bym nie zadręczała się wspomnieniami. Za dużo jest emocji, bólu, cierpienia. Mówi się, że czas leczy rany. Zdaję sobie sprawę, że kilka miesięcy to być może zbyt krótki czas, by zacząć normalnie funkcjonować, ale mam wrażenie, że to nigdy nie minie. Zwłaszcza, że to nie on odrzucił mnie, lecz ja jego. To był mój błąd, chyba największy w dotychczasowym życiu i boję się, że nie wybaczę sobie tego do końca życia. Myślałam, że jeśli zajmę czymś czas będzie lepiej, ale to nie działa. Wiem, że nie ma żadnych szans, by jeszcze z nim być. On nie chce, zresztą, jest w związku, jest szczęśliwy... A mi pęka serce od pierwszej chwili po podjęciu tej beznadziejnej decyzji. Straciłam coś, na co czekałam wiele lat, o czym marzyłam. Chciałabym się z tym pogodzić, ale nie jestem w stanie. Już nie wiem co robić, każdy dzień to męka. Nie potrafię się podnieść. Pewnie wiele osób powiedziałoby, że kiedyś jeszcze kogoś poznam, ale nie wierzę, zwyczajnie nie wierzę, że do kogokolwiek mogę poczuć coś podobnego. Zawsze będę go miała przed oczyma, zawsze będę porównywać do niego innych. Odrzuciłam go, straciłam... Za głupotę się płaci... Ale jak teraz żyć...w tej pustce i beznadziei...
Podobne tematy
2 2015-12-14 00:02:27 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-12-14 00:02:53)
Nie powinno się myśleć, tak jak Ty napisałaś "Nie mogłam pojąć jak taki ktoś zainteresował się moją osobą. A jednak."
A możesz zdradzić jaki był prawdziwy powód rozstania i co Cię przerosło?
To, że nie było jakiejś równowagi. Co jakiś czas zaczynało go coś dręczyć i trwało krócej czy dłużej. Co to było? Nie wiem, może wątpliwości. Bywało wtedy ciężko. On potrzebował czasu na swoje przemyślenia, jednocześnie chcąc, bym ja zachowywała się jak zawsze. Ale nie potrafiłam, nie potrafiłam nie wnikać o co chodzi. I tak jak już wspomniałam - niezorganizowanie. Np. miał przyjechać, nie przyjechał (i gdyby faktycznie miał poważny powód, zrozumiałabym). W połączeniu z tymi dziwnymi momentami, kiedy zaczynało go coś gryźć doszło do tego, że nie wytrzymałam i po długich przemyśleniach...stało się. Mówił, że kocha, a ja... I nie, nie był oszustem, nie miał nikogo na boku. To świetny, wartościowy facet. Myślę, że te momenty załamania wynikały z jego, być może, problemów emocjonalnych. Ale jak widać i ja je mam...
No dobra, jeżeli na początku Ci przeszkadzało to Jego rozemocjonowanie to pomyśl jak On by mógł się zachowywać w okresie "po motylkowym"?
Myślę, ale to na nic. Mam wrażenie, że i ja przesadzałam, może zbyt mocno pewne rzeczy brałam do siebie. Myślę, że też popełniłam sporo błędów, szkoda, że nie mogę ich już naprawić. Czasu nie cofnę, niczego nie zmienię. On jest szczęśliwy, a ja nie mam pojęcia jak mam się zdystansować...
Czyli jeżeli On jest szczęśliwy, to po prostu zamknij raz na zawsze ten rozdział.
Popełniłaś błąd Twoim zdaniem, więc na drugi raz zastanów się dobrze i panuj nad emocjami.
Nie wyobrażam sobie, że w ogóle drugi raz nastąpi. Może zabrzmi to śmiesznie, ale czuję, że nigdy nic tak dobrego mnie już nie spotka. Nie będę pisać, że to był ten jeden jedyny, bo uznacie, że to żałosne, ale niestety obecnie tak czuję, nie umiem wyzbyć się emocji i myśli, choć wiem, że to koniec.
8 2015-12-14 00:39:27 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-12-14 00:42:25)
Nie wyobrażam sobie, że w ogóle drugi raz nastąpi. Może zabrzmi to śmiesznie, ale czuję, że nigdy nic tak dobrego mnie już nie spotka. Nie będę pisać, że to był ten jeden jedyny, bo uznacie, że to żałosne, ale niestety obecnie tak czuję, nie umiem wyzbyć się emocji i myśli, choć wiem, że to koniec.
.
Masz strasznie zaniżoną samoocenę.
Spoko, pisz tak, na razie masz w sobie do Niego uczucia, ale uwierz te uczucia zaczną z czasem "blaknąć".
Tylko musisz sobie wmówić, że zasługujesz na każdego, który jest Ciebie wart.
Przy czym oczywiście, żebyś nie wmówiła sobie, że jesteś ponad... .
Problem w tym, że ja nie chcę innego. Choćby to był facet, za którym poszłaby każda kobieta. Chciałabym żeby kiedyś to moje nastawienie uległo zmianie, ale obawiam się, że nawet jeśli będzie lepiej, to i tak nie będzie dobrze.
10 2015-12-14 00:49:43 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-12-14 00:53:18)
Jest taka stareńka już piosenka "Wymyśliłam cię" https://youtu.be/NCvE0GnHGfY
Jakoś wyjątkowo pasuje mi do Twojej sytuacji.
To Ty przydałaś temu człowiekowi mnóstwo wspaniałych cech, a w rzeczywistości był, jak opisujesz: "niezorganizowany, niesłowny, trochę rozchwiany emocjonalnie". Można to czytać tak, że nie był Tobą zainteresowany w takim stopniu, jak Ty nim. Jednym słowem "przeinwestowałaś".
Za Twoją postawę wyobrażeniową, może być po części odpowiedzialny dystans, jaki Was dzielił i niemożność codziennego skonfrontowania tego, co o nim myślisz z rzeczywistym obrazem.
Z Twojego wpisu wynika też, że realnie spędziliście ze sobą mało czasu, a Ty cierpisz jak po rozpadzie wieloletniej relacji...
W rzeczywistości tęsknisz nie za nim, lecz figurą, którą skonstruowałaś w swojej wyobraźni.
Gdyby jemu zależało na Tobie, pragnąłby podtrzymywać kontakt, wyjaśnić różne sporne kwestie, zabiegałby o kontakt z Tobą. Niesnaski między Wami, tylko ułatwiły mu znalezienie właściwych drzwi do zamknięcia tej historii. Byłaś tak uprzejma, że nawet zrobiłaś to za niego i wskazałaś mu kierunek "ewakuacji".
Jasne, że nie chcesz innego. Taki wymyślony, wyidealizowany, odległy - jest bardzo pociągający.
Myślę, że Aurora trafiła w sedno problemu.
Myślałam nad tym już wcześniej. Próbowałam przekonać samą siebie, że jest tak jak piszecie. Że go idealizuję... I być może tak jest. Ale nie potrafię zmienić myślenia. Staram się przywoływać gorsze chwile, te złe wspomnienia. I co? I nic.
13 2015-12-14 01:31:06 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-12-14 02:08:55)
Kilka dni temu, dziewczyna o nicku Atelka pisała tu o podobnym do Twego kłopocie. Z całą pewnością odnajdziesz jej wątek na liście.
Jej Ex, podobnie jak Twój nawiązał już nową relację i spełnia się w niej.
Jest Ci trudno, bo miałaś większe "udziały akcji" w tym "kapitale" niż on. Liczyłaś na wzajemność. Nie wyszło. Tak bywa...
Siebie samej nie musisz do niczego przekonywać i szukać sposobów, aby go sobie "obrzydzić". Lepiej, abyś zrobiła coś na poziomie racjonalnym, a nie emocjonalnym i najpierw dopuściła do siebie informację, że komuś z Tobą nie było "po dodze" i skręcił w pierwszą przecznicę. Jest teraz szczęśliwy. The end.
Ty też możesz być.
Słuchaj u mnie jest sprawa o wiele świerzsza niż twoja, też zerwałam i żałowałam, ale wiem ,ze cos sie kończy coś zaczyna
głowa do góry dziewczyno.
Ja się staram nastawiac pozytywnie ,a gadanie ze nie spotkasz nikogo tak fajnego jak on jest śmieszne. Powiedz sobie ,ze on nie spotka juz takiej fajnej laski jak ty i do góry głowa dziewczyno
Podobno czas żałoby po zwiazku to połowa jego trwania u mnie to się zawsze sprawdzało ![]()
Masz jedno swoje życie , jakos trzeba zagłyszyć tęsknote a jak ona minie
poszukac może kogoś innego ,a moze ten inny chłopak będzie miał wiecej dla ciebie czasu i sama sie zdziwisz za kilka misiecy , alt ,ze jednak lepszy model istaniał ![]()
Aktualnie mam podobnie jak Ty też zerwałam, próbowałam naprawić cokolwiek nie udało się a teraz jest ciszaaaaaa. Niby jest dobrze,funkcjonuję normalnie ( znajomi nawet podziwiają, że uporałam się tak szybko z rozstaniem i niech tak zostanie ), ale jak zostaję sama ze sobą to nie ma sekundy żebym nie pomyślała o swoim byłym. Męczy mnie to okrutnie, a trwa już 3 miesiące. Staram się myśleć racjonalnie o wadach tego związku o tym, że nie byłam w 100% szczęśliwa blablabla, ale nie da się wymazać pewnych rzeczy i kropka. Czekam aż zobojętnieję.
Niestety my baby mamy przechlapane, że obdarzono nas niesamowitą podzielnością uwagi.
Autorko, jesteś jak samonapędzający się samograj- to bez sensu. Wydaje ci się, że poznając tego faceta udało ci się chwycić pana Boga za nogi, bo facet aż tak ci się spodobal. Nie wszystko jednak było w tym chłopie az takie fajne, skoro co jakis czas nawiedzała cię irytacja, zniechęcenie i na koniec aż z nim zerwałaś. Mija czas, a ty ciągle wyrzucasz sobie, że mogłaś zrobić to albo tamto i że dziesiaj byłabyś z nim taka szczęśliwa. Budujesz w swojej głowie MIT FACETA I MIT WIELKIEJ NIESPEŁNIONEJ MIŁOŚCI- bez sensu. Facet został pogoniony przez ciebie i proszę bardzo, duzo czasu nie minęło, a on już zaczął z inną i na dodatek jest bardzo szczęśliwy. Ty zostałaś sama i cierpisz. Targają tobą wielkie emocje i sama nakręcasz się na takie stany emocjonalne.
Niczego na siłę nie przyśpieszysz- widocznie masz taką a nie inną konstrukcję psychiczną, że faktycznie musisz swoje odcierpieć. Zależało ci po prostu na tym facecie i dlatego masz takie wielkie poczucie niedosytu i niespełnienia- on wprost przeciwnie. Ma ciebie w doopie i kto wie czy w ogóle kojarzy jeszcze ciebie z imienia i z nazwiska? Ma inną dziewczynę i zwyczajnie sobie żyje, pojęcia nawet nie mając, że aż tak zawrócił ci w głowie.
Napisałaś, że facet ten był niesłowny, że miewał jakieś zachwiania emocjonalne i nie był dobrze zorganizowany- to cud, że przy takim bałwochwalstwie, jakie ty uprawiasz na jego punkcie, jesteś w stanie dostrzec w nim az takie przywary. Widocznie nie jest z tobą aż tak źle. Niesłowność i zaburzenia emocjonalne, to moja droga wcale nie taka błahostka- może skup się więc na tych jego przywarach? Jeśli uważasz, że przy tej drugiej on nagle stał się słowny, zrównowazony emocjonalnie i dobrze zorganizowany, to jesteś w wielkim błędzie- on dalej taki jest, był taki i takim pozostanie. Bycie z facetem o takich ułomnościach naprawdę nie ejst takim miodem- nie wyobrażaj sobie, że ta druga nie ma z nim żadnych problemów. On ma identyczne z nim problemy, tylko nie wiadomo na ile jej to w nim przeszkadza, a na ile ona jest w stanie tolerować takie huśtawki. Jeśli ona dobrze znosi jego niesłowność, to prawdopodobnie mniej się go czepia niż ty. Może ona sama ma problem ze słownością albo z tym, by dobrze się zorganizować? Przeceiż ludzie bywają różni- a skoro tak by było, to znaczy, że ta dwójka dobrze się dobrała. I niech wiedzie się im jak najlepiej. Ty jednak nie patrz na nich, tylko patrz na siebie, bo jesli chodzi o ciebie, to niestety, ale nijak do tego chłopa nie pasowałaś. Tobie akurat wszystkie te jego przywary mocno nie pasowały, a skoro tak, to jak ty sobie wyobrażasz, by między wami było dobrze? Nie byłoby dobrze i tyle. Tybyś się z nim męczyła, a on męczyłby się z tobą- po prostu ten facet nie był dla ciebie, a ty nie byłaś dla niego.
Zapomnij o tej znajomości i przestań bujać w obłokach.
Potem, być może, jeszcze do ciebie napiszę. Teraz troszkę się spiesze.
Głowa do góry.
Spotkałaś faceta, podobał się, weszłaś z nim w relację.
Rozstaliście się na twoje życzenie. Zamiast podjąć pracę nad związkiem zostawiłaś go.
Później doszłaś do wniosku że zrobiłaś źle. Chciałaś wrócić do niego, on cię odrzucił.
Teraz z powodu odrzucenia masz zaniżoną samoocenę. Jednocześnie podwyższasz niebotycznie ocenę jego w swoich oczach, prosty schemat psychologiczny:
on nie chciał do mnie wrócić = jestem mniej warta niż on
Niska samoocena + obwinianie się za rozpad związku.
Ciesz się że trafiłaś na w miarę normalnego faceta. Gdybyś trafiła na cwaniaka, wracał by do ciebie i zostawiał wiele razy robiąc jeszcze bardziej zaniżając twoją samoocenę, została byś zredukowana do funkcji worka na spermę.
"Miłość" z czasem ci przejdzie, aczkolwiek niedomknięty rozdział będzie cię prześladował latami, będziesz myślała iż byłaś dla niego nie dość dobra.