Cześć. Jestem tu od marca ubiegłego roku, czyli za niedługo stuknie mi półtora roku, od kiedy z nim nie jestem. Odcięłam się od niego, mimo że chciał kontaktu. Mieszkamy w innych miastach, przeprowadziłam się, zaczęłam nowe życie. Nic tu mi się z nim nie kojarzy. Mam fajną pracę, którą lubię, prawdziwych przyjaciół, którzy są tu na miejscu, normalną, zdrową i kochającą rodzinę. Zawsze co najmniej kilku adoratorów, którzy chcieliby czegoś więcej. Czasem pozwalam sobie nawet na mały flirt. Mam pasje. Odżywiam się zdrowo. Uprawiam sporty. Czasem nawet ekstremalne. Jestem szczupła, zgrabna, zadbana. Bardzo dużo podróżuję. Wychodzę, bawię się, spotykam z ludźmi. Czasem, kiedy mam ochotę, zostaję w domu, żeby poczytać książkę. Przygarnęłam kota. Spełniam marzenia.
Dlaczego nie mogę zapomnieć? Dlaczego wciąż o nim myślę? Nie przebiega mi przez głowę "czasem", jest w niej niemalże bez przerwy. Każda wolna chwila to myśl o nim, rozmowa z nim, wyobrażenie jego twarzy, zapachu. Dlaczego po takim czasie wciąż myślę, że kocham, chociaż przecież tyle złego się wydarzyło? Boli mnie serce, czasem jeszcze płaczę. Dlaczego nie mogę się uwolnić?...
Powiedzcie mi, co robię źle. Przecież podeszłam do rozstania książkowo. Już dawno powinno być dobrze... a ja wciąż jestem nieszczęśliwa.