Brat nie pił 2,5 roku. Zaczął układać sobie życie na nowo. Pracował, zarabiał, sam siebie utrzymywał. Ale zapił kilka dni temu i od tej pory pije. Oczywiście twierdzi, że problemu nie ma. W końcu to tylko piwo i nie dużo. Że się nie zapija. Wczoraj chciał pożyczyć ode mnie kasę. Oczywiście nie dałem i powiedziałem, że jak ma zamiar pić i wybrał alkohol i kompanów to ma do mnie ani do rodziców nawet nie przychodzić. Matka do niego zadzowniła to powiedział, że mamy się w jego życie nie wpieprzać. Znakomity pomysł. Nie będziemy. Zero kontaktu, zero współczucia. Dostał ogromną szansę. Ledwo uszedł z życiem i przestał pić. Widocznie życie mu się jednak nie podoba. Trudno jego wybór. Ale czy znacie przykłady, że alkoholik po zapiciu znów przestał pić? Czy raczej już można spisać to wszystko na straty. Te prawie 3 lata bez picia.
1 2015-12-01 15:50:20 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-12-01 15:50:44)
Podobne tematy
Najczęściej każde następne zapicie jest bardziej wyniszczające, alkoholik traci więcej niż przy poprzednim. Dzięki temu zwiększa się szansa na osiągnięcie sławetnego dna. Brat musi ponownie stracić, by się ocknąć. Wielu alkoholików przeżywa też swoje życie na przemian trzeźwiejąc i zapijając. Trudno wyrokować.
Każdy alkoholik ma swoje dno o które musi się odbić,albo roztrzaskać.Jeśli sam nie chce,na nic wasze prośby,grozby i przestrogi.Jeżeli brał udział w terapii,wie o tym.A dla rodzin alkoholika w poradniach są terapie dla współuzależnionych.Warto się przejść i wysłuchać co tam mają do powiedzenia.
Z alkoholizmem jest ciężka sprawa. Znam osoby, które po upadku znów powróciły do trzeźwości. Czy się nie potkną znowu, tego nie wie nikt. Najważniejsza z tego co zauwazyłam jest terapia. I nie tylko dla samego alkoholika, ale również dla jego najbliższych. Upadki w utrzymywaniu trzeźwości wcale nie są rzadkością. Twój brat z tego co czytałam w twoich postach szedł po cienkiej lini od dawna. Piwo bezalkoholowe (nie istnieje, a dla alkoholika jest to tylko przedłużanie czasu,kiedy popłynie) chodzenie do baru. Niestety (a może stety) alkoholik nie tylko musi przestać pić, by zdrowiał, ale również czeka go zmiana otoczenia, zmiana nawyków itd. Bez terapii jest to bardzo ciężkie. Trzymam kciuki, aby twój brat się opamiętał.
Każdy alkoholik ma swoje dno o które musi się odbić,albo roztrzaskać.Jeśli sam nie chce,na nic wasze prośby,grozby i przestrogi.Jeżeli brał udział w terapii,wie o tym.A dla rodzin alkoholika w poradniach są terapie dla współuzależnionych.Warto się przejść i wysłuchać co tam mają do powiedzenia.
To jest dobrze powiedziane, że każdy z tym problemem ma swoje dno od którego musi się odbić.
W promieniu 100m mam dwóch sąsiadów którzy mieli/mają problem z alko. Jeden to typ takiego raczej nygusa który lubił szlajać się po rewirze. Generalnie pracował ale od czasu do czasu - co kilka miesięcy wpadał w cug. Pierwszych kilka dni to w jego wypadku ostre picie, następny etap to już takie szlajanie się i "mędzenie". Pójdzie na miasto - kogoś spotka, postoi z nim, wypije ćwiartkę a następnie z połówkę wyleje przez przypadek bo już nawalony. Taki stan potrafił ciągnąć ze 3 tyg. gdzie podczas tego czasu nie raz zdarzało mu się zasnąć byle gdzie tz. na ulicznym chodniku. Przychodził do domu na trochę i po jakiejś kimie zaraz wychodził. Obecnie nie pije już ze 3-4 lata i to jest najdłuższy taki okres odkąd pamiętam a raczej pamiętamy bo go większość chłopaków tutaj zna.
Drugi przypadek to sąsiad z mojej ulicy, generalnie bardzo wporządku facet. W sumie to on mnie zna od małolata. Generlanie rzecz biorąc można było na nim polegać i często załatwiał mi coś na mieście (bo akurat załatwiał swoje interesy) jak było potrzeba. Nie raz byłem u niego na grillu z całą ekipą/kilkoma osobami lub poprostu tak się spotkaliśmy jak to się mówi w okolicznych "patykach" ^.^ aby wypić kilka piw
. Lubił sobie łyknąć do obiadku (zrobionym przez jego matkę) ze swoim ojcem , jakąś flaszeczkę. Ale generalnie nigdy nie zaniedbywał swojego biznesu i tego co ma zrobić w danym czasie. Problem zaczął się jak umarła jego mama a niedługo potem ojciec, to było też kilka lat temu. Od tamtej pory niestety ale zaczęły mu się włączać cugi 3 tyg. tak jak w pierwszym przypadku. Podczas tego czasu miał nieprzyjemne wydarzenia - rozbił sobie głowe w domu, potknął się i przyłożył w łazience o wanne chyba. Wylądował w szpitalu na zszywanie. Miał też jedno bardzo kiepskie wydarzenie - potrącił go samochód jak wyszedł nawalony po alkohol w nocy do sklepu. Spędził kilka tyg. w szpitalu. Nie raz też zdarzyło mu się zasnąć gdzieś na ulicy. Wypadek to chyba było takie jego dno i po tym zaczął się ogarniać. Przez jakiś czas nie pił wgl. chyba z rok. Teraz chyba trochę popija ale tak z umiarem żeby w korkociąg nie wpaść.
Aaa, przypomniałem sobie, że jest jeszcze taki trzeci sąsiad co kiedyś pił tak jak jego ojciec ale przez chorobę przestał - chyba cukrzyca. Jednak chyba go kilka razy w ostatnim roku czy dwóch widziałem dziabniętego.
Martainn, to jest raczej ciężka sytuacja dla wszystkich, ale chyba bym go nie zostawiał samego no chyba że ma jakąś tam żonę.
.........................."Oczywiście twierdzi, że problemu nie ma. W końcu to tylko piwo i nie dużo. Że się nie zapija. ....." - choćby na bazie tego cytatu - sytuacja nie wygląda dobrze. Przecież nic złego się nie dzieje, tylko bliscy wyolbrzymiają problem - oczywiście ( celowo) trąca to sarkazmem.
Słyszałam podobne stwierdzenia wiele razy od już EX- ufff.
Sory, ale twój brat niestety nie widzi problemu, więc i czego ma się bać? Mój ex - już po rozwodzie miał przerwę ponad 2 lata ( problemy zdrowotne). Jednak wrócił do picia .Może zawsze ( w takiej czy innej formie) liczyć na wsparcie rodziny, więc tak naprawdę jeszcze nie miał okazji sięgnąć tego przysłowiowego dna. Tak więc radzę rozwagę w tym wspieraniu go
Autorko - chciałabym się mylić. Pisałam powyższe na bazie doświadczeń, a niestety nie były one przyjemne
Przede wszystkim szacun dla Ciebie i rodziny, że zachowujecie się racjonalnie i nie dajecie manipulować osobie uzależnionej.
Czy wróci do trzeźwości- nie wiem. Ludzie są różni.
Martainn, ilu znasz alkoholików trzeźwych 10 lat i więcej? Ja - jednego. Większość alkoholików ma za sobą nieudane próby zerwania z nałogiem. A później do niego wracają. I znowu próbują zerwać... Być może Twój brat za którymś razem zakończy picie definitywnie. Być może nigdy tak się nie stanie. Przykro sie patrzy jak bliska osoba niszczy sobie życie, ale nie masz na to wpływu. Obrałeś dobrą strategię - źle pojęte wsparcie na pewno nie pomoże bratu wrócić na właściwą ścieżkę.
Teraz wiemy, że to jedyne wyjście zostawić go samemu sobie. Tu nie ma drogi pośredniej. Jest albo picie, albo niepice. Póki co wybrał picie. Jak przestanie pić to może na mnie liczyć, jak nie to nie mam ochoty na kontakt. Jeszcze nie wspomniałem, że oczywiście ze dwa dni temu mówił, że się zabije, bo nie ma po co żyć, bo go "kobieta" zostawiła. Groźby nie spełnił. Może to straszne, ale czasami się zastanawiam kiedy on to w końcu zrobi, bo wtedy będziemy już mieli spokój na pewno i na zawsze. Taki jest mój stosunek do niego. Bo ja nie pamiętam nic dobrego z jego strony. Tylko awantury, pijaństwo, wyzwiska i meliny. Nic dobrego.
Dziwny wybór ale niech tak będzie. Jak chcesz brata widzieć przedwcześnie w "dębowej jesionce" to nic już tu się nie da zrobić.
11 2015-12-02 16:03:09 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-12-02 16:03:40)
On pije od 20 lat. Widzę po tych 20 latach, że dać mu samemu żyć to jest jedyne wyjście. Dawanie mu pieniędzy, jedzenia, czy nawet ubrań to utwierdzanie go w przekonaniu, że przy piciu mu nic nie grozi. Może pić do woli. Bo o jedzenie martwić się nie musi, o kasę na fajki martwić się nie musi. Więc po co przerywać picie? On jest starszy ode mnie o 11 lat, prawie 12 już. Ja pamiętam go tylko pijanego. Trzeźwego nie bardzo.
Dziwny wybór ale niech tak będzie. Jak chcesz brata widzieć przedwcześnie w "dębowej jesionce" to nic już tu się nie da zrobić.
To jest JEDYNY racjonalny wybór. Ani Martainn ani jego rodzina nie są w stanie sprawić, żeby jego brat przestał pić. Decyzja o byciu trzeźwym należy tylko i wyłącznie od niego. Wątpię, że Martainn chce śmierci brata, tak naprawdę. On po prostu jest zmęczony swoją bezradnością, sfrustrowany.
Tak jestem cholerenie sfrustrowany i jeszcze bardziej zawiedziony. Bo wszyscy włożyli tyle wysiłku w to żeby nie pił. W okresie trzeźwienia. A ten to rozwalił w jeden dzień. Nie sposób nie odczuwać frustracji. I jeszcze tego że jak się nie opamięta za chwilę to straci wszystko na co pracował przez ten okres niepicia. A zdobył sporo.
Nie chce Cię martwić, ale niestety Twój brat będzie pil. Niestety alkoholik w abstynencji w ogole nie może zacząć pić. Nawet piwka, czy lampki wina czy szampana. Dokładnie nic. Zero alkoholu. Wiem to bo sama jestem żona czynnego alkoholika. Obiecuje że to ostatni raz i zawsze jest ostatni do następnego razu.
Pamiętaj że każde picie prowadzi do śmierci. Alkoholizm jest chorobą i sam alkoholik sobie z nią nie poradzi.
Najlepiej dla niego byłoby powiedzieć mu - ze jak juz będzie na dnie i będzie chciał przestać pić to niech poprosi was wtedy o pomoc - i wtedy mu pomożecie. Niestety on musi upaść na samo dno żeby się od niego odbić. Inaczej będzie pil bo tak chce, bo tak mu wygodnie.
Najlepiej dla niego byłoby powiedzieć mu - ze jak juz będzie na dnie i będzie chciał przestać pić to niech poprosi was wtedy o pomoc - i wtedy mu pomożecie. Niestety on musi upaść na samo dno żeby się od niego odbić. Inaczej będzie pil bo tak chce, bo tak mu wygodnie.
Wiem. Tak mu powiedziałem, jak wychodziłem od niego. Był jeszcze trzeźwy w miarę to chyba przyjał to do wiadomości. Zresztą on pijany i tak do nas nie przyjdzie na pewno. Jak wytrzeźwieje to się pojawi. Jak zawsze.
16 2015-12-02 16:16:29 Ostatnio edytowany przez On-WuWuA-83 (2015-12-02 16:19:36)
Kasy na szlugi bym nie dawał ale wiesz, wspominałem o moim dobrym sąsiedzie z ulicy i jak on był w takim cugu 3tyg. to często dzwonił nawalony do mnie, do mojego brata lub jeszcze takiego koleżki właściwie jego najbliższego aby pójść mu do sklepu i kupić jakiś alkohol. Często w nocy lub nad ranem. I wiesz co, jechało się przeważnie na najbliższą stancję benzynową i jakąś flachę lub piwo mu się przywoziło. Poprostu inaczej sam by poszedł ale nie wiadomo czy by wrócił a trzeba powiedzieć, że to człowiek z rodzaju tych na których można było liczyć i by było takiego szkoda - kiedyś np. pożyczył mi kilka tys. zł na zakup samochodu
Inaczej nie dało mu się wtedy pomóc raczej bo nikogo nie można wysłać np. do szpitala bez jego zgody aby go tam przetrzymali
Pamiętam, że kiedyś kiedyś jechałem do szkoły autobusem i na jednym przystanku leżał jakiś facet. Była zima, gościu raczej na 100% nawalony sobie spał. Jakoś nie przyszło mi do głowy zadzwonić nawet na policję żeby przyjechali i go ogarnęli.
Wiesz jaka jest konkluzja z tych dwóch sytuacji? Rodzina rodziną lub dobry przyjaciel a obcy to obcy (jak bym miał to tak ująć) ![]()
...często dzwonił nawalony do mnie, do mojego brata lub jeszcze takiego koleżki właściwie jego najbliższego aby pójść mu do sklepu i kupić jakiś alkohol. Często w nocy lub nad ranem. I wiesz co, jechało się przeważnie na najbliższą stancję benzynową i jakąś flachę lub piwo mu się przywoziło.
I w taki właśnie sposób można fantastycznie pomagać alkoholikowi nigdy nie podjąć decyzji o trzeźwieniu. To się nazywa "wspomaganie".
Bo po co on ma przestać pić jak wszyscy w koło niego latają, dbają, tyłek podcierają i martwią się o to gdzie się kimnie? Przecież nie ma żadnych konsekwencji tego picia. Zadnych reperkusji. W dodatku jeszcze wszyscy się nad nim litują. Kiedy on ma wtedy osiągnąć to sławetne dno jak koledzy mu pomagają w tym, żeby jego nałóg nie utrudniał mu życia?
Teraz wiemy, że to jedyne wyjście zostawić go samemu sobie. (...).
Nareszcie!
(...) Dawanie mu pieniędzy, jedzenia, czy nawet ubrań to utwierdzanie go w przekonaniu, że przy piciu mu nic nie grozi. Może pić do woli. (...)
Nazwę brutalniej. To pomaganie w piciu. Nic tak nie demobilizuje jak chronienie przed konsekwencjami picia.
(...) Tak jestem cholerenie sfrustrowany i jeszcze bardziej zawiedziony. Bo wszyscy włożyli tyle wysiłku w to żeby nie pił. W okresie trzeźwienia. A ten to rozwalił w jeden dzień. (...)
A to nie brat włożył największy wysiłek w to, by nie pić? Nie sobie rozwalił życie? Nie on jest największym przegranym?
Jeśli dotąd tego nie zrobiłeś, poczytaj na temat współuzależnienia, w internecie jest sporo stron temu poświęconych..
On-WuWuA-83 napisał/a:...często dzwonił nawalony do mnie, do mojego brata lub jeszcze takiego koleżki właściwie jego najbliższego aby pójść mu do sklepu i kupić jakiś alkohol. Często w nocy lub nad ranem. I wiesz co, jechało się przeważnie na najbliższą stancję benzynową i jakąś flachę lub piwo mu się przywoziło.
I w taki właśnie sposób można fantastycznie pomagać alkoholikowi nigdy nie podjąć decyzji o trzeźwieniu. To się nazywa "wspomaganie".
Bo po co on ma przestać pić jak wszyscy w koło niego latają, dbają, tyłek podcierają i martwią się o to gdzie się kimnie? Przecież nie ma żadnych konsekwencji tego picia. Zadnych reperkusji. W dodatku jeszcze wszyscy się nad nim litują. Kiedy on ma wtedy osiągnąć to sławetne dno jak koledzy mu pomagają w tym, żeby jego nałóg nie utrudniał mu życia?
Wydaje mi sie, że lepiej zrobić coś co do końca nie jest dobrym rozwiązaniem ale tym samym w pewnym stopniu zapobiec jakimś zdarzeniom które mogły by mieć miejsce aniżeli nic nie zrobić i później na 1 listopada mieć kolejną świeczkę do zapalenia na grobie bo ktoś poszedł nawalony po alkohol do sklepu bo poprostu musi się napić i przy tej okazji wpadł pod samochód.
Tylko, że w taki sposób wcale mu się nie pomaga. Podstawą dla zdrowienia alkoholika jest branie przez niego ODPOWIEDZIALNOSCI za to co robi.
Znam przykład człowieka który pił. Walczył, przestał. Było dobrze, ale później znów zaczął. Wtedy rodzina postawiła mu twarde ultimatum, albo oni albo wódka i ma zapomnieć o ich istnieniu. Podziałało, od wielu wielu lat nie tknął nawet kieliszka. Ale to raczej kwestia jego siły woli. Nie chciał stracić rodziny... Wie cjednak to możliwe. Oby Twojemu bratu się udało. ![]()
22 2015-12-02 18:24:26 Ostatnio edytowany przez EasyRider88 (2015-12-02 18:26:36)
Martainn
U mnie jest można by powiedzieć, że identycznie.
Tylko że u mnie to ojciec jest alkoholikiem. Ja mam można by powiedzieć trochę gorszy problem. Mimo że ja mu nie daję nawet złotówki, to jego matka a moja babcia, po prostu go utrzymuje. Czyli obiadki, pranie, papieroski, opłacanie abonamentu TV,... Popracuje od czasu do czasu dorywczo, każdy pieniądz przepije, a od siebie nic nie da/nie dał. Jeszcze nigdy nie dorzucił się do rachunków czy coś. Ja, siostra, rodzina tłumaczy babci a jego matce, że tak mu tylko pomaga, a ona swoje. Na nic tłumaczenia, wyjaśnienia nic... Ogląda cały czas telewizje, do której godziny chce , inaczej by było z tym TV jakby był jeden w domu, ale on ma swój, a babcia swój, więc z tym u babci to bym hasło normalnie założył. Wstaje śpi do której chce. A nawet nie pomyśli, o wyłączeniu tego TV, jak śpi. Nie szanuje nikogo i ni czego. Nie ma nawet swojego telefonu, bo po co? Jak może sobie dzwonić z domowego.
Mówiliście coś wyżej, że alkoholik musi dosięgnąć dna. A u mnie to on nawet go nie widzi..
Nie ruszała go śmierć jego ojaca, a mojego dziadka, nie ruszyła go moja choroba, nic go nie rusza.
Jego matka, widać jest współuzależniona. Widać to bardzo...
W zasadzie od zawsze kojarzę, go z alkoholem. Pił od zawsze...
Naprawdę nie dziwię się Martainowi, bo wiem co czuje.
A to nie brat włożył największy wysiłek w to, by nie pić? Nie sobie rozwalił życie? Nie on jest największym przegranym?
Zgadza się! Ja nawet nie jest zły. Ale właśnie sfrustrowany i załamany właśnie tym, że to on włożył tyle wysiłku i naprawdę dużo SAM osiągnął w tym czasie niepicia. A teraz w jeden dzień on SAM to chce zniszczyć.
Co do współuzależnienia. Przed tym jak trafił do szpitala zgłosiłem go do ośrodka profilaktyki i leczenia uzależnień. Rozmawiałem wtedy też długo z terapeutą. Stwierdził, że nie jestem współuzależniony, ale staram się grać "bohatera domu" i myśleć o wszystkim i za wszystkim samemu zaniedbując sprawy swoje i przede wszystkim zdrowie, bo właśnie wtedy dość mocno podupadło. Potem diagnoza była taka, że przez ogromne napięcie i stres.
Easy tak to właśnie jest. Cała rodzina może robić wszystko tak jak trzeba (czyli nie robić nic), a jedna osoba potrafi to wszystko zepsuć. Wcześniej taką osobą była moja mama, która miała mi za złe, że ja mu nie pożyczam pieniędzy i nie chcę z nim rozmawiać. Kończyło się kłótniami i to ja na tego złego wychodziłem, że nie chcę mu "pomóc". Aż do czasu jak odpłynął konkretnie. Gdzie pił dwa razy dziennie, przychodził oszczany do domu i nic nie pamiętał. Aż w końcu trafił do ZK za długi, awantury itd. Ale ten czas spowodował, że przejrzała na oczy. Wymeldowaliśmy go z domu. Potem jak wyszedł z ZK to popijał, ale nie w takim stopniu. Przychodził do nich najczęściej trzeźwy, ale już nie ulegała prośbą o pożyczenie pieniędzy. A jak był napity to go nie wpuszczała, albo wyrzucała z mieszkania. Potem przyszedł ten wstrząs septyczny i opamiętanie na długi czas. Najgorsze jest to, że ja spodziewałem się tego. Bo związał się również z alkoholiczką, która teoretycznie nie piła. Ale okazało się, że piła jak go nie było. Jeszcze dzień po awanturze i zapiciu siedział skwaszony i przybity i zarzekał się, że to był jeden raz i wielki błąd i więcej tego nie zrobi. Kolejnego dnia znów był trzeźwy. Aż do poniedziałku, gdzie go idiota sąsiad namówił na "jedno" piwko. Nie był pijany jak u niego byłem, ale sam fakt picia alkoholu spowodował, że powiedziałem co powiedziałem i wyszedłem.
24 2015-12-02 19:20:15 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-12-02 19:22:22)
EasyRider88, jak Twój ojciec może zobaczyć dno, jeśli cały czas ktoś chroni go przed tym, kto - wybacz - pomaga mu pić?
Znam kogoś, kto przestał pić i jest trzeźwy już kilka lat. Co go wreszcie zmotywowało? Pozostawienie jemu wyboru dalszych losów: albo pić będzie i wówczas straci kontakt z osobami, na których mu zależało, albo przestanie pić i wtedy kontakty będą trwały. To on, nikt inny, musiał podjąć decyzję. Wiedział też, że dany wybór nie był żadną grą, żadną sztuczką, że w tej chwili jest odpowiedzialny za swój los. Wiedział, że pijąc zostanie sam. Dokonał wyboru. Nie pije.
On też wie że zostanie. zresztą powiedział mamie że to jego życie i mamy się nie wpieprzać, nie szukać go, nie dzwonić. On poradzi sobie sam. Spełniliśmy prośbę.
Trzymam kciuki.
To, że brat powiedział to, co powiedział nie znaczy, że w to wierzy.
Póki co scenariusz standardowy. Oddał nowy telefon do lombardu. Na tydzień picia będzie. Z drugiej strony to dobrze. Rodzice mają spokój. Nie nachodzi. Dzięki temu, że jest wnuczka rodzice z tego co widzę teraz niespecjalnie się tym przejmują. Ja też nie. W końcu pojąłem, że to jego życie, a nie moje. Ja mam swoje i nim się zajmuję:) A on? Jak wytrzeźwieje to może ze mną pogadać. Wcześniej nie mam zamiaru.
Marcin bardzo często właśnie taka obojętność ze strony najbliższych jest najlepsza. Nie gniew, nienawiść, złość itd, ale obojętność. Wielu alkoholikom to pomaga, może nie odrazu załapują, ale po "chwili" widzą, że najbliżsi połozyli "lagę" (może to brzydkie słowo ) na niego i wtedy się otrząsa i bierze się za siebie. Skłonna jestem nawet powiedzieć, że w 90% to działa.
To prawda. Ja już nawet nie odczuwam złości, ani gniewu, ani nienawiści. Raczej współczucie, że znów wybrał alkohol. A tak to obojętność. Nie myślę o tym. Jak będzie chciał to przemyśli i przyjdzie, jak nie to nie.
30 2015-12-04 10:41:31 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-12-04 10:43:29)
Witaj,
zatytułowałeś post " nadzieja? czy już nie?"
jednak powoduje to tobą, niestety mocno, tak mi się wydaje
czy Twój brat korzystał z jakiejś pomocy, terapia, wspólnota, czy zachowywał abstynencje na "własną rękę" ??
ja odbierałbym to nie że wybrał, może dzieje się coś z czym nie umiał sobie inaczej poradzić, niż starym schematem,
nie było żadnych sygnałów??
ot tak wziął i jednym machnięciem 2,5 roku abstynencji sobie machnął, a co z tego
Na własną rękę. Raz był na terapii jak jeszcze przebywał w ZK za długi. Wtedy uczęszczał. Wyszedł z ZK to jednak pił dalej. Co prawda znacznie mniej, ale pił. Potem trafił się szpital. Potem znalazł sobie kolegów niepijących. Jeździł z nimi na ryby itd. Koledzy dalej nie piją.
Sygnałów nie było. Były sygnały, że jest coraz lepiej. Był na rozmowie o pracę w Niemczech i tę pracę dostał. I wyjechał do tych Niemiec. W Polsce została jego "kobieta". Też alkoholiczka, ale ponoć nie pijąca. Dowiedział się, że podobno popija i wrócił z tych Niemiec na parę dni. I napili się razem. Powiedział jej, że jak ma pić to tu teraz i z nim. No i wtedy ją trzepnął, tak że go zostawiła. A on za awanturę trafił do izby wytrzeźwień. Na drugi dzień jak z nim rozmawiałem to był trzeźwy i mówił, że to był wielki błąd i więcej się nie napije. Kolejnego dnia też nie pił, bo był u rodziców i był trzeźwy. W poniedziałek zadzwonił do mnie czy nie mógłbym do niego podejść. A że i tak miałem być w okolicy to zaszedłem. No i siedział sobie z koleżką i popijał piwo. Chciał pożyczyć ode mnie 50 zł do wypłaty, bo ona mu wszystko zabrała. Jak zapytałem dlaczego mnie okłamał i pije, to głupio odpowiedział "a co mam robić?". Więc ja powiedziałem, że skoro wybrał alkohol, to proszę bardzo. Ale nie za moje pieniądze, ja się do jego chlania nie mam zamiaru dokładać. I jak chce to może się odezwać, ale jak nie będzie pił. Pijany nie ma po co przychodzić. Potem mama do niego zadzwoniła bo miał przyjść na obiad, ale nie przychodził. Wtedy już był popity i powiedział, że nie mamy się wpieprzać w jego życie, bo to jego życie i on poradzi sobie sam. A potem, że on nie ma po co żyć, bo go tamta zostawiła a on ją kocha itp. itd. A na początku rozmowy jeszcze twierdził, że nie ma zamiaru pić. I mama też mu powiedziała, że jak wybrał alkohol zamiast rodziny to ma nie przychodzić. No i od tamtego czasu pije. Wiem, że pije bo siedzi w barze koło którego przechodzę wracając z treningu. I pił pewnie będzie długo bo niedługo przyjdzie wypłata z DE. Dość duża. Trudno. Tak wybrał. Ja się muszę zająć swoją rodziną. Oczywiście liczę, że się ogarnie. Ale to należy tylko do niego. Do nikogo innego. Jak wytrzeźwieje to przyjdzie. Nie raz i nie dwa tak było.
Na własną rękę. Raz był na terapii jak jeszcze przebywał w ZK za długi. Wtedy uczęszczał. Wyszedł z ZK to jednak pił dalej.
nie jestem pewien ale, w takiej sytuacji, są chyba jakieś profity, gdy się uczęszcza
wyszedł dalej, pił, więc nic to nie wniosło
nie oceniam, jednak wydaje mi się że alkoholu w ogóle nie odstawił, po prostu włączył STAND-BY ![]()
człowiek robi się tak zakłamany, że w pewnym momencie nie wie co to real a co iluzja (pijane myślenie-chyba gorsze niż czynne picie)
ile trzeba żeby na podstawie tego co się wydaje, podejmować genialne decyzje (głowa płata figla, nie tylko osobom uzależnionym)
chyba rzeczywiście czekać dna, bo tu nie widzę mocnych, przymus poniekąd nic nie wniósł
Zgadzam się z Twoją diagnozą. Co więcej, wydaje mi się, że on wcale nie planował całkiem przestać pić. Być można nawet popijał w tym czasie. W końcu codziennie się nie widzieliśmy. Tym bardziej, że to nie było tak, że przez większość swojego picia chodził nawalony jak stodoła. Najczęściej miał po prostu wypite, ale pijany w sztok nie był. Zresztą jak z nim rozmawiałem w poniedziałem nie był nawet lekko dziabnięty. Natomiast z tego co wiem to teraz pije na maxa.
34 2015-12-04 18:08:04 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-12-04 18:11:15)
Zgadzam się z Twoją diagnozą. Co więcej, wydaje mi się, że on wcale nie planował całkiem przestać pić. Być można nawet popijał w tym czasie. W końcu codziennie się nie widzieliśmy. Tym bardziej, że to nie było tak, że przez większość swojego picia chodził nawalony jak stodoła. Najczęściej miał po prostu wypite, ale pijany w sztok nie był. Zresztą jak z nim rozmawiałem w poniedziałem nie był nawet lekko dziabnięty. Natomiast z tego co wiem to teraz pije na maxa.
Ja nie stawiam diagnoz ![]()
Nie mam uprawnień, opieram to tylko i wylacznie na swoich doświadczeniach i tym co piszesz, że troche liznałem alkoholizmu sam,
tylko moje dno w innym miejscu jest, ja nie potrzebowalem materialnie sie upodlic, pracy nie stracilem, zona nigdy nie pila, skonczylem podczas mojego chlania rzekomego studia jedne drugie, emocjonalne dziecko, ![]()
Za szybko w dorosle zycie wlazlem ze swoimi buciorami ubloconymi dorastaniem w domu z alkoholem, dzis twierdze ze to szybkie wyjscie z domu uratowalo mi zycie chyba ![]()
Ale schematy sa te same,
Jesli partnerka jego tez znim pije, to kurde musza sami dojsc do progu, dna ktorego juz nie przeskocza, wtedy jak zaczna chidzic j zulic ze tak powiem, o pomoc
Jedyna pomoc to obiad, zadnej kasy, i warunek leczenie
Inaczej nie ma sie co wtrącać dorosli ludzie przeciez
Najszybciej weryfikuje abstynencja alkoholika odpowiedzialne na wlasna reke zycie, i konsekwencje decyzji, tu nie ma zmiluj, jak w fazie zamroczenia, piękne i wszystko w d..ie ![]()
Na razie od tygodnia się nie pojawia, więc pić za co ma. Mieszkać też gdzie ma bo wynajmuje mieszkanie. W grudniu też będzie miał za co zapłacić, bo jeszcze przyjdzie ta wypłata z Niemiec. Dość spora. Ale dla nas to dobrze, bo nie przychodzi i nie marudzi żeby mu coś pożyczyć. Może i nawet do pracy chodzi, bo miał chodzić od środy. Nie wiem. W zasadzie mnie to nie interesuje. Ani wczoraj ani przedwczoraj w barze nie był, więc albo chodzi do pracy, albo chleje u siebie i melinę robi z mieszkania. Nie mam zamiaru tego nawet sprawdzać. Ta jego "kobieta" do niego nie wróciła i pracuje, bo z nią chwilę rozmawiałem. Powiedziała, że wróci jak przestanie pić. A póki co nie zapowiada się chyba na to.
U nas nie było wzorców alkoholowych. Ani tata ani mama nie pili alkoholu nałogowo. Nie pamiętam, żeby tata za często przychodził pijany do domu. Zdarzało się to bardzo rzadko i wiele lat temu jak to często wtedy ludzie z zakładu chodzili po wypłacie na piwo. Ale to zdarzało się bardzo rzadko. Od wielu lat nie pije wcale ze względu na stan zdrowia. Mama nie piła nigdy. W rodzinie alkoholicy byli. Jak w każdej chyba. 3 lata temu zapił się wujek na amen. Nic nie jadł tylko pił. Pomocy żadnej nie chciał. Jak ktoś zadzownił po lekarza bo już się z łóżka nie ruszał to nie pozwolił wejść do mieszkania. Aż w końcu znaleźli go nieżywego. Sam sobie tak wybrał. Nawet to do brata nie przemawia. To co ma przemówić? Lekarze powiedzieli, że kolejny raz takiego stanu nie przeżyje jak przeżył. Miał wtedy ogromne wsparcie rodziny. I pewnie dlatego teraz wszyscy go olali, bo tyle się natrudzili żeby doszedł do zdrowia, a ten to olał. Dodatkowo jest jeszcze mi winny pieniądze za bilet z Niemiec. Ale to już raczej na straty pójdzie. Więcej mu po prostu nic nie załatwię.
Beyondblackie napisał/a:On-WuWuA-83 napisał/a:...często dzwonił nawalony do mnie, do mojego brata lub jeszcze takiego koleżki właściwie jego najbliższego aby pójść mu do sklepu i kupić jakiś alkohol. Często w nocy lub nad ranem. I wiesz co, jechało się przeważnie na najbliższą stancję benzynową i jakąś flachę lub piwo mu się przywoziło.
I w taki właśnie sposób można fantastycznie pomagać alkoholikowi nigdy nie podjąć decyzji o trzeźwieniu. To się nazywa "wspomaganie".
Bo po co on ma przestać pić jak wszyscy w koło niego latają, dbają, tyłek podcierają i martwią się o to gdzie się kimnie? Przecież nie ma żadnych konsekwencji tego picia. Zadnych reperkusji. W dodatku jeszcze wszyscy się nad nim litują. Kiedy on ma wtedy osiągnąć to sławetne dno jak koledzy mu pomagają w tym, żeby jego nałóg nie utrudniał mu życia?
Wydaje mi sie, że lepiej zrobić coś co do końca nie jest dobrym rozwiązaniem ale tym samym w pewnym stopniu zapobiec jakimś zdarzeniom które mogły by mieć miejsce aniżeli nic nie zrobić i później na 1 listopada mieć kolejną świeczkę do zapalenia na grobie bo ktoś poszedł nawalony po alkohol do sklepu bo poprostu musi się napić i przy tej okazji wpadł pod samochód.
Jeszcze parę flaszek i napewno będziesz miał kolejna świeczke do zapalenia.
Niestety niektórzy tak traktują "pomaganie" nie znając problemu alkoholizmu. Niektórym kupują alkohol, bo nie są to agresywne żule robiące zadymy itd. Nie każdy alkoholik po piciu jest agresywny. Nie każdy wyzywa, znęca się psychicznie czy fizycznie. Ale mimo to rodziny cierpią, bo ojciec non stop napity. Nie da się z nim o niczym porozmawiać, nic nie idzie załatwić. Co z tego, że nie wyzywa, że generalnie jest miły, skoro tak naprawdę go nie ma. Mój brat z reguły też nie jest agresywny. Sam z siebie niesprowokowany nikogo nie bije, ani nie wyzywa. Tylko co z tego? Skoro non stop pije, nie ma z nim żadnej rozmowy itd. Dawanie mu pieniędzy to przedłużanie tego stanu. Jak nie pije to tez jest pomocny, chodzi do pracy, można z nim porozmawiać. Alkoholizm to nie tylko zapity menel. Alkoholizm to też człowiek w garniutrze, ze świetnym samochodem i furą kasy. I jego rodzina nie jest wcale z tego powodu szczęśliwa.
Nie da się z nim o niczym porozmawiać, nic nie idzie załatwić. Co z tego, że nie wyzywa, że generalnie jest miły, skoro tak naprawdę go nie ma. Mój brat z reguły też nie jest agresywny. Sam z siebie niesprowokowany nikogo nie bije, ani nie wyzywa. Tylko co z tego? Skoro non stop pije, nie ma z nim żadnej rozmowy itd.
Ja widzę to trochę inaczej
piszesz że nie prowokowany, w sumie to dobre dla mnie
człowiek po alkoholu kiedy jest nie prowokowany według Ciebie??
Dla mnie jest to sytuacja gdy NIKT ani NIC nie próbuje mi zmieniać komfortu picia mojego, nie sugeruje Ci doświadczeń w tym zakresie
pewny jestem że w zależności kto, czy to rodzina, czy inne osoby, jego poziom sprowokowania jest taki sam
Chyba każdy uzależniony od czego kolwiek jest spokojny do momentu gdy mu się tej zabawki nie zabiera w jaki kolwiek sposób
taka natura ludzka
różnica między nazwijmy to "trzeźwymi" a "upośledzonymi" polega na sposobie reakcji w takiej sytuacji
czy "trzeźwy" zdrowo myślący jak go obrazisz(pojęcie względne) Cię pobije, zwyzywa, i co tam chcesz
bo wydaje mi się że "upośledzonemu" a zwłaszcza "pod wpływem" przychodzi to z naturalną lekkością, jakby to z mlekiem matki wyssał
nie ma z nim żadnej rozmowy itd. ....... I jego rodzina nie jest wcale z tego powodu szczęśliwa.
to nie jest agresywność w ukrytej formie ??
Nie wpieprzajcie się w jego życie - bardzo mądry człowiek .Radzę uszanować prośbę brata - będziecie mieć o wiele mniej stresów i kłopotów i zdrowsi też będziecie.
40 2015-12-08 14:26:35 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-12-08 14:26:44)
Tak też robimy.
Martainn chciałam ci powiedzieć, że może jednak przemówił byś jakoś bratu do rozsądku? Miałam w rodzinie alkoholika i wiesz co? Nie było nikogo, kto by mógł mu pomóc czy wstrząsnąć nim jakoś. Niestety ja byłam za mała, żeby rozumieć co się dzieje. A strata kogoś, kogo się kocha bezwarunkowo nawet po wielu latach bardzo boli. Nie wiem jak można uspokoić dorosłego pijącego mężczyznę ale na pewno są jakieś sposoby.
Może chodzenie do niego i nękanie go by przestał pić? Mama mogłaby iść i zabierać mu pieniądze lub też prosić o pożyczkę by nie maił na przepicie? Lepsze jest też wzywanie policji by zabrali go na izbę wytrzeźwień niż patrzenie jak,ktoś kogo kochamy sam siebie niszczy. Może też zakład zamknięty dla alkoholików? Pewnie z własnej woli nie pójdzie to zmuszenie go kłótnią lub prośbą? Mówiłeś, że ma kobietę, którą kocha, może ona w jakiś sposób wpłynie na niego?
Póki on żyje jest nadzieja na wszystko. Twój brat ma wielką szansę na wyjście z tego syfu bo ma rodzinę, która próbuje coś robić nawet w taki sposób, że nie daje mu pieniędzy chociaż prosi i jak tu nie dać prawda?
Mój alkoholik nie miał wsparcia i umarł młodo. Byli koledzy jak miał kasę na picie.
Życzę powodzenia i żeby się udało bratu wyjść z alkoholizmu i zacząć żyć jak trzeba.
Widocznie tak musi być. Te wszystkie metody były wypróbowane wcześniej. Nic z tego nie działało. Był naweto okres, że on sam oddawał pieniądze mamie na przetrzymanie, żeby na picie nie było. Ale co z tego skoro wypił przychodził i te pieniądze zabierał. I jęczał tak długo aż je dostał. Moi rodzice to już starsze i schorowane osoby. One potrzebują teraz spokoju, a nie latania za alkoholikiem i użalania się nad nim, bo to nic nie daje. Szczególnie tata który jest koło 70, po dwóch ciężkich zabiegach na sercu, inwalida w stopniu znacznym. Więc wolę żeby było jak jest. Ja nie miałem z nim nigdy dobrych kontaktów i pomagałem tylko ze względu na rodziców, a nie na niego. Jeśli nie szanuje tego, że dostał ogromną pomoc jak leżał prawie 3 miesiace w szpitalu i rodzina się nim zajmowała. Także po wyjściu ze szpitala miał pełne wsparcie. Jeśli to na niego nie podziałało i wybrał alkohol zamiast rodziny to jest to jego wybór. Za długo to trwa i my już odpuściliśmy. Nie będziemy żyć jego życiem. Mamy swoje życie. Ja mam malutką córeczkę, rodzice mają siebie. On wybrał alkohol. Nawet od kolegów się odwrócił, którzy przestali pić bo powiedzieli mu co nieco. Wczoraj rozmawiałem z jego "najlepszym" kolegą z którym też nie rozmawia, bo ten dał mu do wiwatu.
Wystarczy, że 20 lat żyli jego życiem. Niech w końcu zaczną żyć swoim.
Jedyne co mogę go zrobić to zgłosić ponownie do ośrodka profilaktyki i leczenie uzależnień, ale skierowanie takiej osoby na leczenie przymusowe, tym bardziej, że z rodzicami nie mieszka (i dzięki Bogu!) nie jest wcale takie proste.
Może chodzenie do niego i nękanie go by przestał pić?
Można,ale co z tego? Póki sam nie zrozumie, to sobie można prosić,błagać,płakac,krzyczeć a on i tak swoje zrobi.
Mama mogłaby iść i zabierać mu pieniądze lub też prosić o pożyczkę by nie maił na przepicie?
To nic nie da.Będzie przychodził i żebrał o pieniądze,robiac awantury do tego.Pomijając już to że nie mając kasy narobi długów.Nie ma co się oszukiwać,alkoholik zawsze znajdzie sposób żeby się napić nawet jak kasy nie ma.
Alkoholik póki sam nie zrozumie że robi źle, to nikt ani nic tego nie zmieni.
Wiem wiem i rozumiem, że to wcale nie jest proste. Martainn i tak wiele dla niego zrobiliście z tego co pisałeś. Ja wiem, że to nie jest proste pomóc komuś, kto sam tej pomocy nie chce. Cały czas porównuję mojego alkoholika do twojego i właśnie u ciebie jest inaczej-ma was, którzy próbowaliście mu pomagać z każdej strony i dlatego właśnie wydawało mi się, że łatwiej twój brat upora się z nałogiem. Mój nie miał pomocy od nikogo i skończyło się szybkim zgonem bo pił jakieś 2 czy 3 lata.
Doskonale rozumiem co człowiek czuje. Jaka niemoc ogarnia kiedy nie można komuś pomóc chociaż bardzo się chce.
Cayenne to co mówisz też wiem, tylko ta moja naiwność rozkazuje mi myśleć inaczej z większą nadzieją.
I bez względu na to co dalej będzie należy wam się wielki szacunek za to, że próbowaliście zrobić wszystko co się da. Może jeszcze przyjdzie czas, że brat opamięta się i przestanie pić.
45 2015-12-09 10:50:28 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-12-09 10:50:50)
"Nasz" pije 20 lat. Raz już prawie nogi wyciągnął. Był już jedną nogą po drugiej stronie. Skoro to go nic nie nauczyło, to nic nie nauczy.
Może jeszcze przyjdzie. Wielu alkoholików ma czasy trzeźwienia i picia i tak na zmianę.
46 2015-12-09 12:30:59 Ostatnio edytowany przez Cayenne81 (2015-12-09 12:31:50)
Cayenne to co mówisz też wiem, tylko ta moja naiwność rozkazuje mi myśleć inaczej z większą nadzieją.
Wiesz taka moja naiwność trwałą 6 lat.Tyle czasu wierzyłam i miałam nadzieję że moja siostra przestanie pić,że w końcu się opamięta.
Nie doceniła pomocy na różne sposoby.Był płacz,błaganie,krzyk itd.Nic to nie dało.
Dlatego ja przestałam byc naiwna,przestałam wierzyć że ona się kiedyś zmieni.Nie chce dla siebie to dla innych tym bardziej,Zwłaszcza że przez to co robi,prawie wyprawiła naszego tatę na tamten świat.Nawet to jej nie pokazało że źle robi,żadnych wniosków nie wyciągnęła.
Na odchodne powiedziała że to jej życie i mamy się nie wtrącać.Więc ja postępuję teraz zgodnie z jej prośbą.
Cayenne to co mówisz też wiem, tylko ta moja naiwność rozkazuje mi myśleć inaczej z większą nadzieją.
Na odchodne powiedziała że to jej życie i mamy się nie wtrącać.Więc ja postępuję teraz zgodnie z jej prośbą.
Trzeba uważać, być rozważnym gdy sie o coś "prosi" lubi się to spełniać ![]()
Przez jakiś czas to wygodne. Nikt się nie czepia, nikt nie marudzi, można pić do woli. Tylko kiedyś się kasa skończy i nie bedzie za co pić.
Przez jakiś czas to wygodne. Nikt się nie czepia, nikt nie marudzi, można pić do woli. Tylko kiedyś się kasa skończy i nie bedzie za co pić.
To jeszcze pół biedy,gorzej jak nie będzie za co jeść i gdzie mieszkać.
Zawsze zostaje most, markot czy inne noclegownie. To ich wybór. Na dzień dzisiejszy mój brat ma mieszkanie, ma też jakąś kasę i płaci za wynajem i rachunki. Ma teraz też dostać wypłatę z Niemiec, więc pewnie opłaci z góry za kilka miesięcy jak zawsze. Bo wie, że teraz rodzice go na pewno nie przyjmą. Wtedy go przyjęli bo był po szpitalu i i tak potrzebował opieki. Mieszkanie jest zapisane na mnie, a ja nie mam zamiar zostać z darmozjadem w mieszkaniu i mu opłacać czynsz jak rodzice odejdą. Chociaż spodziewam się, żę jak będzie robił tak dalej to on szybciej wyciągnie nogi.
W wigilę zadzwonił do mamy czy może przyjść na kolację. Mama powiedziała, że jeśli będzie trzeźwy to tak. Przyszedł. Strasznie przepity i źle wyglądający. Ale trzeźwy. Spędził z nami całe święta. Parę razy płakał. Szczególnie na widok mojej córeczki i jej uśmiech. Zarzeka się że to koniec picia. Oddał mi dług. Zobaczymy.
W wigilę zadzwonił do mamy czy może przyjść na kolację. Mama powiedziała, że jeśli będzie trzeźwy to tak. Przyszedł. Strasznie przepity i źle wyglądający. Ale trzeźwy. Spędził z nami całe święta. Parę razy płakał. Szczególnie na widok mojej córeczki i jej uśmiech. Zarzeka się że to koniec picia. Oddał mi dług. Zobaczymy.
Trzymam kciuki.
53 2015-12-27 00:18:19 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2015-12-27 00:19:25)
Martainn chciałam ci powiedzieć, że może jednak przemówił byś jakoś bratu do rozsądku? Miałam w rodzinie alkoholika i wiesz co? Nie było nikogo, kto by mógł mu pomóc czy wstrząsnąć nim jakoś. Niestety ja byłam za mała, żeby rozumieć co się dzieje. A strata kogoś, kogo się kocha bezwarunkowo nawet po wielu latach bardzo boli. Nie wiem jak można uspokoić dorosłego pijącego mężczyznę ale na pewno są jakieś sposoby.
Nie ma na to żadnych sposobów. Alkoholik nie kieruje sie rozsądkiem, więc do czego należałoby mu przemówić? to tak jakbyś tłumaczyła psu, że ma ci mówić dzień dobry. Nierealne choćbyś gadała dniami i nocami. Można, ale po co? Alkoholik i osoba trzeźwa są na dwóch rożnych planetach. Nie ma możliwości porozumienia. Żadnej. Najgorsze co można dać alkoholikowi to jest właśnie wsparcie. Jedyne co można zrobić, to zostawić alkoholika mimo bezwarunkowej miłości. Tak, jest możliwość, że umrze, ale jeśli nie przestanie pić, to umrze na pewno.
Martainn widzę twoje współuzależnienie, twoja nadzieję i frustrację. Współczuje ci. Niestety ta niby trzeźwa wigilia z płaczem o niczym nie świadczy. To raczej próba wzbudzenia litości, a nie realny krok w stronę zdrowienia. Ja trzymam kciuki, ale za ciebie i życzę ci abyś znalazł siłe na pełne uwolnienie się od nałogu brata. Przed tobą w tym względzie również daleka droga. Powodzenia - dla ciebie, nie dla brata.
Ja zdaję sobie sprawę z tego że to o niczym nie świadczy bo to nie raz tak było. Teraz sytuacja jest jednak trochę inna. Zawsze było tak że mieszkał u rodziców. Nie miał gdzie się podziać i nie miał pieniędzy. Teraz w zasadzie nas nie potrzebował. Mieszkać ma gdzie, pieniądze ma i to większe ode mnie. Sporo zarabia w tych Niemczech. A mimo to odezwał się i sam zapytał czy może przyjść na święta. Oczywiście dostał zapewnienie że drzwi są zawsze otwarte ale tylko jak nie będzie pił i że to jego wybór i od niego to tylko zależy czy woli rodzinę czy alkohol. No i że jeśli sam sobie nie poradzi to powinien zgłosić się na leczenie. Przytaknął co też jest postępem bp zawsze się wybierał że ma problem. Teraz się nie wypiera. No i mimo tego picia pozałatwiał swoje sprawy wszystkie więc tu też jest jakiś postęp. Ale jak będzie to nie wiadomo. Planuję wrócić do Niemiec. Tak by było najlepiej bo on nigdy nie pił za granicą i to były jedyne okresy niepicie kiedyś. Teraz też nie pił przez te 3 lata prawie i sam widzi jak dużo przez ten czas sam osiągnął i ile może stracić.