netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Nowy etap?

6 odpowiedzi2 468 wyświetleńzałożony przez Nieuzyty133, 21.11.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1 Ostatnio edytowany przez Nieuzyty133 (2015-11-21 07:37:44)

Temat: Nowy etap?

Witam,

moja żona mnie kiedyś zdradziła. Mocno i brutalnie.
Zakochała się w kimś bez pamięci, ze współżyciem, wspólnymi planami itp.
No ale jakoś się stało, że... jesteśmy dalej razem.

Jest we mnie lęk odrzucenia, urażona duma, zadra nieufności.
Ból bycia zdradzonym wypala mnie i wyniszcza.
Mógłbym odejść, poukładać w sobie emocje i uczucia.
Może kiedyś zbudować nowy związek z kimś innym, może lepszym albo zbudować ciekawe życie w samotności.
Nie chcę być sam i nie chcę nikogo innego.

Chcę, żeby ktoś był we mnie zakochany, zauroczony do nieprzytomności.
Motyle w brzuchu, różowe okulary, maślane oczy, pragnienie, pożądanie, wyczekiwanie.
Mógłbym mieć kochankę: uwieść kogoś i rozkochać w sobie.
Nie chcę kochanki.

Mam żonę.
Ona jest dla mnie wszystkim, niebem i światem, dniem i nocą, radością światła i aksamitem ciemności.
Wszystkim.
Kocham Ją ponad wszystko.

Jest we mnie wojna światów, bezustanna burza, wrzący tygiel emocji.
Do tego dochodzi nuda codzienności, lęk braku kasy, typowe pożądanie - kryzys wieku średniego.
Dużo mnie kosztuje utrzymanie siebie na wodzy. Już zaczyna być trochę za dużo.

Jak zdobyć i rozkochać w sobie żonę?
Tak, żeby doznanie Jej miłości było ponad wszystkim, poczuciem pustki, bólem zdrady i piekłem codzienności?

2

Odp: Nowy etap?

Na początek, musicie z żoną ustalić jedno - czy jej związek/relacja z osobą trzecią są definitywnie zakończone. Poza tym pytanie czy ona również jest zdecydowana walczyć o ten związek? Jeżeli odpowiedź na oba pytania jest pozytywna to już z górki.

Po pierwsze i najważniejsze musicie mieć świadomość, że miłość nie pojawia się od tak. Jest zakochanie, ale to coś innego, wtedy widzimy świat przez różowe okulary, a druga osoba jest dla nas ideałem, niestety to nie trwa wiecznie, a miłość trzeba świadomie stworzyć to jest proces, który wymaga dużo poświęceń oraz samodoskonalenia się dla drugiej osoby. Chodzi o to, żeby starać się wyeliminować niedoskonałości dla drugiej osoby, mieć otwarty umysł i nie bać się zajrzeć w najmroczniejsze zakamarki swojej osobowości. Nikt nie jest idealny w każdej osobie będzie coś co nas drażni, ale pracę nad tym musimy zacząć od siebie. Jeżeli jesteś gotów nad tym popracować zacznijcie od początku, wybaczcie sobie, wymażcie złe wspomnienia, a pielęgnujcie te dobre, nie wypominaj jej w złości tego co zaszło. Bądźcie cierpliwi, doświadczycie wielu upadków, ale musicie być dla siebie wsparciem, pomagajcie sobie wstać.

W złości, ludzie mówią sobie naprawdę okropne rzeczy. Rozmawiajcie o tym co wam w związku lub sobie nawzajem przeszkadza/nieodpowiada. Ale nie dopuście do sytuacji, kiedy dyskusja o brudnych naczyniach, przeradza się w kłótnię o waszej relacji, poruszacie tylko jedną rzecz na raz. Zwracajcie uwagę na język jaki używacie, starajcie się nie używać słów takich jak "nigdy" i "zawsze", nie obrażajcie siebie nawzajem za każdym razem kiedy nazywamy partnera głupim lub używamy podobnych słów, jakaś cząsteczka związku umiera. Kiedy rozmowa zacznie się zaostrzać postarajcie się wyjść, uspokoić się i dopiero po jakimś czasie do niej wrócić.

Mówcie sobie prawdę, rozmawiajcie. I ja tutaj wcale nie mówię o tej słodkiej prawdzie. Mówcie sobie, kiedy poczujecie pociąg do kogoś innego, kiedy skłamaliście lub gdy nie czujecie się usatysfakcjonowani w łóżku, nawet jeżeli głos wam drży, postarajcie się być wyrozumiali i pełni miłości. Tutaj chodzi o to, żeby zapobiec katastrofie, żeby naprawiać i trwać przy sobie.

Dajcie sobie czas dla siebie w pojedynkę. Odpocznijcie, zróbcie coś co was napawa radością, zrelaksujesz się osobno, niech któreś wyjedzie na jeden dzień i odda się swojej pasji, ponieważ i to w związku jest ważne.

Odkrywajcie życie, nie bójcie się go, róbcie wspólnie nowe rzeczy to na co zawsze mieliście ochotę, ale nie mieliście odwagi. Odwiedzajcie nowe miejsca, odkrywajcie wspólnie nowe smaki. Twórzcie nowe wspomnienia. To was połączy, zaczniecie odkrywać siebie nawzajem.

Poza tym najważniejsze, jak wygląda wasze życie seksualne? Czy ono istnieje? To jest naprawdę ważne, rozmawiajcie o tym jak wam jest w łóżku, czego chcecie spróbować, co można zmienić/naprawić. Uprawiajcie go, czerpcie z niego radość z seksem jest tak, że im częściej go uprawiamy, tym częściej mamy na niego ochotę, zdrowa relacja seksualna jest bardzo ważna w związku. Między innymi dlatego, że podczas seksu wytwarzana w organizmie jest oksytocyna. Hormon, którego działanie przywiązuje partnerów do siebie. U mężczyzn jej działanie trwa 48 godzin, u kobiet znacznie dłużej. To właśnie ten hormon sprawia, że kobieta nie może przestać myśleć o mężczyźnie. Między innymi dlatego seks jest tak ważnym aspektem związku.

3 Ostatnio edytowany przez Nieuzyty133 (2015-11-22 21:56:06)

Odp: Nowy etap?

Mądre, nie powiem. Z tym, że wszystko powyższe już ćwiczyłem...

Gaia napisał/a:

Mówcie sobie prawdę, rozmawiajcie. I ja tutaj wcale nie mówię o tej słodkiej prawdzie. Mówcie sobie, kiedy poczujecie pociąg do kogoś innego, kiedy skłamaliście lub gdy nie czujecie się usatysfakcjonowani w łóżku, nawet jeżeli głos wam drży, postarajcie się być wyrozumiali i pełni miłości. Tutaj chodzi o to, żeby zapobiec katastrofie, żeby naprawiać i trwać przy sobie.

Nie działa.

<ja> A Ty się nie starasz?
<ona> Jak to nie? Ja po prostu jestem!

<ja> Kochasz mnie bardzo?
<ona> Tak samo jak ty mnie

Ty mnie nigdy nie kochałeś
Nigdy mnie nie chciałeś
Ja Ci się nigdy nie podobałam
Zawsze kochałam bardziej
Ty masz mnie zawsze kochać

Jest w niej... Takie coś jak dystans, niechęć, chłód.
Wydaje mi się, że kiedyś, przed wszystkim, było zaangażowanie.
Teraz jest... coś. Może to jest jakaś forma miłości, nie wiem.
Są dzieci, ja daję pieniądze utrzymuję dom. Czuję się trochę, jak takie zło konieczne.

PS
Tamten ktoś był jej bliższy w sensie mentalnym i duchowym, mieli wspólne zainteresowania, łączyło ich więcej niż tylko łóżko...
Powrót do mnie to były chyba bardziej uwarunkowania zewnętrzne, niż własna wola. Tak... z rozsądku.

4

Odp: Nowy etap?

Jeżeli do tej pory (będąc Twoją żoną) się jeszcze w Tobie nie zakochała, tak , jak Ty w niej... Przykro mi, ale wydaje mi się, że wiele zrobić nie można. Myślę, że powinieneś spróbować szczęścia z kimś innym. Kto wie, może ,gdy Cię straci zrozumie, jak wiele dla niej znaczysz i jak wielkim błędem była jej ignorancja?

5 Ostatnio edytowany przez Nieuzyty133 (2015-11-23 22:50:06)

Odp: Nowy etap?

Gaia

Ja z grubsza wiem, czym jest miłość. Miałem problemy ze sobą w tym związku, od samego początku musiałem pracować nad sobą, żeby coś z tego było. Jak dla mnie, miłość to doznawanie drugiej osoby całym sobą, tkanie swojego życia z uczuć, myśli, emocji związanych z tym kimś. I przez to, te doznania drugiej osoby wrastają w mózg, w serce. Ja życie przeżywam wewnętrznie i każda chwila, każdy oddech, każda myśl, każdy przedmiot jest związany z drugą osobą. I dlatego z miłości nie tak łatwo zrezygnować, a będąc z kimś, z każdą chwilą kocham coraz bardziej. Jak jeszcze dołożę doznania zmysłowe (seks, przytulanie, pocałunki, odczuwanie oddechu) to już jest zupełny odlot, ten ktoś wrasta w mój układ nerwowy, w moje ciało. Przez to, z odejściem (no, nie odejściem, ale nie chcę powtarzać tego określenia) tej ukochanej osoby życie i świat przestały istnieć, straciłem siebie. I teraz siebie chciałbym odzyskać.

Magda

Nie jest aż tak źle... Może ja nie czuję, a ona mnie kocha nad życie? Ja potrzebuję silnych doznań, być może normalnie kochająca kobieta nie jest w stanie tak silnie na mnie oddziaływać, żebym umiał to dostrzec. Tym niemniej, ja dzieci nie zostawię i będę z nią i dziećmi choćby mnie z samym diabłem zdradzała (bez piekła w domu). Poza tym, nie sądzę aby miało sens porzucanie/zdradzanie kogoś ,,aby coś zrozumiał''. Już to przerabiałem. Nie potrzebuję żeby ktoś rozumiał, potrzebuję żeby kochał i pozwalał mi kochać.

PS

wiele zrobić nie można

Trudno powiedzieć. Jestem gdzieś pomiędzy ścianami: albo nikt i nigdy mnie nie pokocha w ogóle, albo wychodzę z założenia, że nawet kamień bym w sobie rozkochał, żeby tylko miał  choć iskrę w sobie. Bo z kobietami to chyba nigdy nie jest tak, że nie kochają w ogóle (z facetami też, ale póki co jestem zainteresowany kobietami). Trzeba im tylko dać odpowiednie warunki...

6 Ostatnio edytowany przez Gaia_ (2015-11-24 00:34:55)

Odp: Nowy etap?

Prawda jest taka, że oboje musicie chcieć i próbować. Jeżeli ona ma związek w, przepraszam za określenie, dupie, a jej podejście to "ciesz się, że w ogóle jestem" to niczego nie osiągniecie, a i związek nie przetrwa, ponieważ i Ty po jakimś czasie, będziesz miał serdecznie dość, a miłość przerodzi się w niechęć/nienawiść. Tak naprawdę to co napisałam jest waszą ostatnią szansą, jeżeli do niej to nie dotrze, już na tym etapie możecie się pożegnać.

7 Ostatnio edytowany przez Nieuzyty133 (2015-11-25 15:33:49)

Odp: Nowy etap?

Gaia

Chcę i próbuję, wydaje mi się że ona się stara.
Musieć nie lubię, jak stracę cierpliwość to położę sprawę i już... chociaż nie wiem, jak by to wyszło.
Tamten związek zamknęłą, pokazała co napisała, porozmawiała.
Tyle, że nigdy nie wiadomo co robi za plecami, żandarmem nie jestem i nie będę.

Kocham ją całym sobą, jak jestem za nią stęskniony i z nią porozmawiam to czuję jak mi się ciepło w środku rozlewa.
Chciałbym być niezależnym emocjonalnie, nie mieć w sobie tego uczucia, ale jak się oddalam to ona to wyczuwa i przyciąga do siebie.
Ech, wszystko byłoby dobrze, gdybym nie poznał jej od tej ,,ciemnej'' strony...
Chociaż kocham ją także z tym, może nawet bardziej żeby wady przykryć.

Chyba koniec tematu... może kiedyś do tego wrócę jak mnie chandra najdzie, ale widzę że raczej powinienem sobie poradzić sam albo po prostu odejść.

Dzięki

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026