Witajcie,
Mam na imię Karolina, jestem ze Szczecina - tu studiowałam, mieszkałam, poznałam Jego na III roku studiów (studiowaliśmy historię sztuki). Zwróciliśmy na siebie wcześniej uwagę, ale dopiero po tym, jak zostaliśmy przydzieleni do jednej grupy, zaczęły się częstsze spotkania - wspólne projekty itd.
Spotkaliśmy się raz, drugi... Zaiskrzyło. Zaczęliśmy się spotykać częściej. Studia się skończyły, a my tak zostaliśmy razem. Każde z nas miało pracę w Szczecinie, więc stwierdziliśmy, że wspólne mieszkanie to dobry pomysł. Wiadomo taniej, a myśleliśmy o wspólnej przyszłości.
Później standardowy rozwój wypadków: ślub, dziecko (nasza kochana Anusia!), wspólny kredyt na mieszkanie. Jednym słowem: stabilizacja. Oboje tego chcieliśmy i czuliśmy się szczęśliwi.
Spodziewałam się, że z czasem, kiedy włączy się codzienność, nie będziemy już w sobie tak zakochani, jak na początku). Nie sądziłam jednak, że stanie się to tak szybko. Ostatnio na nic nie ma czasu, wraca z pracy nieco później (może nie jest to wielka różnica, ale jednak). W domu jeszcze siada do komputera i musi dokończyć projekty - jest grafikiem komputerowym w agencji reklamowej.
"Pracując" ma zawsze blisko siebie telefon i gdy tylko nadejdzie wiadomość, odczytuje ją. Kiedy raz zapytałam, kto do niego pisze wieczorem, odpowiedział tylko zmieszany: to jakaś promocja.
Inna sprawa, że od kilku-kilkunastu tygodni prawie w ogóle się nie kochamy, mimo mojej inicjatywy. Jak już się przydarzy, to jest to takie typowe na "odczepne". Codzienne buziaki zastąpił zwykłym "dzień dobry" - jakby był zupełnie innym człowiekiem.
Jest zdecydowanie mniej czuły, jakby zobojętniały. Jak go widzę takiego bez uczucia, to i mi się wszystkiego odechciewa...
Nie wiem, co robić - może niepotrzebnie popadam w paranoje i myślę, że może dziać się coś niedobrego? Dziewczyny, co myślicie?
No właśnie to nie jedyny dziwny "sygnał".
Ostatnio jest jakoś inaczej, niż zawsze - zdecydowanie rzadziej się kochamy, a jak już to zawsze z mojej inicjatywy. Jak już coś mi się uda "wywalczyć" to już jest to typowe na odczepne.
Codzienne buziaki zastąpił zwykłym "dzień dobry" - jakby był zupełnie innym człowiekiem. Jakoś więcej czasu spędza poza domem, jakby mniej go interesowało to, co się dzieje w domu. Mówi, że on potrzebuje czasu i przestrzeni dla siebie, ale to chyba nie tak powinno wyglądać. Kiedy ostatnio mu o tym powiedziałam, stwierdził, że przesadzam.
Jest zdecydowanie mniej czuły, jakby zobojętniały. Jak go widzę takiego bez uczucia, to i mi się wszystkiego odechciewa...
Może to ja wpadam w paranoje, ale już nie wiem, co jest prawdą, a co wymysłem mojej wyobraźni...