Hej!
Witajcie!
Jesteście wielką skarbnicą wiedzy, serio. Nie zaglądałem w tego typu strony. Zawsze sobie dawałem radę sam.
Pisze tu do Was, ponieważ poszukuję informacji, pomocy, chcę zasięgnąć wiedzy na (widocznie) nieznany mi temat "wirtualnej przyjaźni". Opowiem Wam mój pierwszy raz... Jak każdy zacznę tu swoją opowiastkę...
No to zaczynamy:
Poznałem jakiś czas temu kobietkę na portalu randkowym. W profilu w związku - lampka mi się zapaliła (!) - jak dla normalnego faceta. No ale - piszemy - niech będzie - zaciekawiła mnie swoim profilem. Poznajemy się, czas szybko płynie... Jako, że portale randkowe to jednak nie dla mnie (nie lubię pisać) - poinformowałem kobietki, z którymi jako tako mi się pisało, że rezygnuję z portalu i podziękowałem za mile spędzony czas. Nasza bohaterka opowieści mojej powiedziała, byśmy przeszli na sms, no dobra - niech będzie. I dalej rozwijamy naszą znajomość. Pisałem rano, czasami w pracy, po pracy to nawet co 5 min. Faktura do mnie przyszła z 50 stronami :-O - w sumie fajnie to wyglądało. Ale nie o tym mowa - lecimy dalej - zaciekawił mnie jej czas wolny - jeju jak można pisać z kimś "obcym" cały dzień - od poranka do późnej nocy mając "swojego mężczyznę"? Sam jestem "stanu wolnego" i ledwo mi starczało czasu. Szukać we mnie "wirtualnym" motywacji, wsparcia, pomocy, porady? Ja jako twardo stąpający facet po ziemi nie pozwoliłbym swojej wybrance na takie ekscesy. Nie z "zakazu", lecz z zagospodarowania jej czasu - pisanie, rozmowy przez tel, w oczy, kino, disco, wyjazdy weekendowe, wspólne spacery - no wiecie - wszystko to, na co bym "wpadł" - uwielbiam zaskakiwać, podróże... Zresztą przykro mi by było, gdyby moja dziewczyna pisała z kimś innym na boku o swoich sprawach całymi dniami - czułbym się niespełniony. No ale - dalej jedziemy - pomyślałem, na bank jest wolna. No bo KIEDY ona na tego "swojego" może mieć czas? Trwałem w tym dalej, zacząłem stopniowo jej pokazywać, że mi się podoba, że co tu kryć - czekam na jej kolejny sms i serducho bije mocniej. Przyzwyczaiła mnie do siebie, kurde fajna babka - mówiłem sobie - tym bardziej, że wymienialiśmy się fotkami twarzy wielokrotnie, nie wiedziałem co jej powiedzieć, gdy mi podesłała zdjęcie wanny ze świeczkami, winkiem... Podjazd w stylu "Umyć Ci plecki?" - taki prosty wg. mnie. Zresztą co miałem jej powiedzieć skoro mi już kilkakrotnie przekazała, że "nie będziesz mnie miał fizycznie", "nie będziesz mnie całował" - ciągnęła swoją grę? Nie wiem. jako normalno-myślący człowiek chciałem z nią porozmawiać czasami przez telefon, a ona, że nie ma "odwagi" ze mną rozmawiać. Nie potrafię przekazać emocji przez sms - chyba nikt nie potrafi - jeszcze ludzie nie nauczyli się - i mam nadzieję, że się nie nauczą. Nie ma nic lepszego, niż posłuchać drugiej osoby (jej ton głosu), a w najlepszym wypadku spojrzeć jej w oczy... W tym przypadku nic z tych rzeczy - nie odbiera. Nie narzucam, wstydzi się - może z czasem się odezwie sama. Robiłem kilkakrotnie sceny "zazdrości" - zazdrość przez sms :-D no nic - tak to było. Nawet wychodziło mi przekazać co do niej czuję. Podkreślam jeszcze raz - nie umiem pisać - doskonale o tym wiedziała - bo powiedziałem jej o tym wprost. Z wielkim trudem to szło - ale myślę, że przekazałem co chciałem... Nic z tego. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem - czy myślała kiedykolwiek o mnie fizycznie, a ona na to, ze nie może, bo ma swojego mężczyznę, którego bardzo kocha. WTF? Jak taki związek może funkcjonować? Nie wiem, może ma tego swojego za granicą, kocha go, ale potrzebuje, by ktoś nią się zaopiekował? Różne myśli mi przechodzą przez głowę. W każdym bądź razie - gdy tą informację dostałem - stwierdziłem, że to nie ma sensu. Powiedziałem jej, że byłem taki, bo myślałem, że ona z tym facetem blefuje i powiedziałem jej, skoro to takie "pewne", że go ma, to ja po prostu odsuwam się w cień - nie będę komuś w życie się ładował. Jeszcze mi zdrowie miłe (mówię o psychicznym). Podesłała zdjęcie jeszcze z dopiskiem "Na pożegnanie, pa" i już.
A gdzie tam. SMS zaczepka od niej musiał być - więc ja jej prosto - że jak chce się ze mną skontaktować i chce coś przekazać - to niech zadzwoni, jeśli nie chce - to nie. Powiedziałem jeszcze raz, że nie traktowałem tej informacji o jej w związku na poważnie, bo kobieta w związku moim zdaniem nie powinna niczego szukać poza nim (jeżeli się w nim dobrze czuje) i pisać z taką częstotliwością z "obcym". Nie mam ochoty kłócić się przez SMS - to głupie. Jak??? I po prostu zablokowałem SMSy od niej, by ją troszeczkę zmotywować do rozmowy - nic z tego - odniosło to odwrotny skutek od zamierzonego - dostałem wyrzuty, że się nią bawię, stawiam warunki, kazała mi się zdecydować czego chcę, bo się zachowuję jak dzieciak. Nie ma zamiaru do mnie wydzwaniać, bo po prostu na to nie zasługuję (wyszło szydło z worka). Że znosiła moje humory i się skończyło. Że nie ja, to innego sobie znajdzie. ??? I mam się zdecydować. Na CO do cholery? Na bycie "wirtualnym" przydupasem? Ludzie! W jakim my świecie żyjemy? Łaska, że mi pozwoli być w jej "virtual" friendzone? Aaaa, i że ubolewa nad tym, jakim się okazałem... Jakim?
Powiedziała, że ma dość mojego dziecinnego niezdecydowania i że stwarzam jej problemy.
Pożyczyła mi dużo szczęścia.
I koniec od niej sms.
Nie ukrywam, że smutno mi się zrobiło, rozczarowanie, przygnębienie, zniechęcenie, żal...
Ale...
W sumie dobrze, że wyszło to teraz - nie później, bo bym się chyba nie pozbierał... Uświadomiłem sobie, że nie chciałbym mieć takiej żony, a nieszczęśnikowi, który z "tą" kobietą żyje - pogratulować wyboru... No ale różnych ludzi poznaję - osobiście, więc mogę o tych poopowiadać jeżeli zechcecie - a jest o czym :-)
Tych "wirtualowców" nie znam.
Powiedzcie mi, o co w tym wszystkim chodzi? Gdzie popełniłem błąd (poza tym, że już na samym początku)? Co ona może teraz myśleć o mnie? Jak poznać takie osoby? Jak ich unikać? Dlaczego ludzie tracą na to czas? Nie lepiej pójść do parku, na spacer... Porozmawiać przez telefon, przyjechać do siebie na rosołek... Odważni przez tekst, ale w oczy lub nawet w ucho nie powiedzą tego wprost...
Będę odpowiadał na wasze pytania w tej sprawie (o ile się pojawią) - bo chcę poznać o co w tym wszystkim chodzi. Jedno jest pewne - nie nadaję się na "wirtualnego przyjaciela" - ale nie mam czego żałować. Jest jedno życie, a pisać przez nie całe smsy do "virtual person" to lekka przesada. Wolę spotykać osoby, przynajmniej widzę, czuję (węch) i słyszę co dana osoba ma mi do przekazania.
Dziękuję za uwagę.