Witam dziewczyny,
Jestem tu nowa, muszę podzielić się z kimś swoimi problemami.
Zacznę od początku:
Poznaliśmy się z moim mężem przez Internet, pobraliśmy się bardzo prędko (po 8 miesiącach) ponieważ zaszłam w ciążę, żeby mieć wsparcie moich rodziców zdecydowaliśmy się na ślub. Dziś kiedy na to patrzę wiem, że to byl mój pierwszy bląd. Byliśmy sobą bardzo mocno zauroczeni jednak to bardzo szybko minęło. Nie mieliśmy nawet "miesiąca miodowego" bo dzień przed ślubem kłóciliśmy się i on chciał odchodzić. A ja głupia błagałam żeby nie odchodził, chciałam zapewnić dziecku pełną rodzinę. Po ślubie nie było lepiej, w zasadzie ciągła jazda na roller coasterze, raz miły kochany a potem zimny cham wyzywający mnie i dający upust swoim złym emocjom. Bylo gorzej, przestał szanować moją rodzinę a moje łzy stały się dla niego chlebem powszednim. Kilka razy pakował się i chciał odchodzić a ja prosiłam żeby został. Potem urodziłam i na początku pomagał mi i przynajmniej to było na plus. Z czasem jednak było coraz gorzej, przestał mi pomagać w domu i przy dziecku (a jest typem bałaganiarza), w dodatku jest niesamowicie leniwy. Ale ci najgorsze jawnie zaczął mnie obrażać, wyzywać, krzyczeć, grozić odejściem.
Dziś mimo tego że mam 22 lata czuję się jakbym miała co najmniej 50.. Każdy ranek to wyzwanie. Nie ma już we mnie radości. Nie wiem kim jestem, nie potrafię patrzeć na siebie w lustrze. Nie pamiętam jak wyglądają moi przyjaciele i znajomi.. Mąż zamknął mnie w domu. Ma pretensje nawet o to że się uczę... A chyba mąż powinien wspierać mój rozwój?
W ciągu ostatniego miesiąca dziś 4 raz rozmawialiśmy o rozwodzie.. Czuję że tkwię w wielkiej patologii a nie chcę tego robić ani sobie ani mojemu synkowi.
Wiem, że cale życie przede mną i wiem, że byłabym szczęśliwsza bez niego ale boję się że wszyscy obwiniać będą mnie o rozpad tego związku a tego nie chcę.
W dodatku mamy kredyt na dom z którym to ja zostanę mimo tego że nie mam pracy aktualnie (ale to moje najmniejsze zmartwienie aktualnie).
Z mężem nie da się niestety rozmawiać bo zręcznie manipuluje w trakcie rozmowy przekręcając moje słowa i wmawiając mi poglądy i treści które nie są moje. No i w dodatku uważa że nasza sytuacja to moja wina.
Nie sypiamy ze sobą bo ja nie potrafię zbliżyć się do osoby która w moim odczuciu poniża mnie i znęca się nade mną.
Przez 2 lata zrezygnowałam z siebie, ze swoich marzeń, z radości.. I chcę to odzyskać. Tylko jak to zrobić? Da się ? Może ktoś miał podobną sytuację jeśli tak proszę o rady.
Podobne tematy
Posłuchaj, byłam 7 lat w związku, w którym mój były partner znęcał się nade mną psychicznie i fizycznie. Wprawdzie nie mieliśmy ślubu, ale zostawienie go było najlepszą rzeczą, jaką mogłam zrobić. Ludzie się nie zmieniają, szkoda, że mimo wcześniejszych kłótni i jego zachowań zdecydowałaś się wyjść za niego, bo mimo wszystko lepiej wychowywać dziecko w niepełnej rodzinie, niż tatuś z mamusią są razem, ale się kłócą. Dziecko wyniesie z domu obraz ciągłych kłótni i płaczu mamy i będzie myślało,że tak jest w każdym domu.
Zobaczysz, że psychicznie odetchniesz z ulgą, kiedy skończą się awantury i ciągłe pretensje. A wiem coś o tym. Skup się na sobie i dziecku, złóż papiery rozwodowe a przy każdych jego krzykach nagrywaj go na dyktafon po cichu, będziesz miała niezbity dowód, którego możesz użyć w sądzie.
Przytulam cieplutko i głowa do góry!
Dokladnie, dla dziecka to nie bedzie dobrze. Juz lepiej samemu wychowac niz w ciaglych stresach. Nastepnym razem nie zatrzymuj go. Sprawdz czy o tylko puste slowa, czy naprawde ma jaja i sie wyniesie... Jak bedziesz dalej go zatrzymywac to bedziecie sie klocic do usranej smierci. Wiem jak to jest z moja kolezanka. Lecz ona nie umie sobie z tym poradzic bo nie wie jak sie za to wziasc. Ty mozesz miec latwiej kiedy puscisz go wolna droga
olijanka, z Twojego postu wyraźnie wynika, że wiesz co masz zrobić...
Musisz odejść, czy raczej pozwolić odejść jemu. Nie poniżaj się błaganiem, by został. Sama wiesz, że nie chcesz, żeby Twoje życie tak wyglądało. Ani dzień dłużej nie powinno tak wyglądać! Jesteś młoda, możesz zrobić mnóstwo rzeczy jeszcze. Twoja rodzina pewnie jest wierząca, skoro mówisz, że musieliście wziąć ślub, żeby mieć ich wsparcie i skoro boisz się, że obarczą Cię winą za rozpad związku? Mimo wszystko to Twoi rodzice, powinni chcieć Twojego szczęścia! A ślub można unieważnić
Podobno Kościół ma uprościć zasady unieważniania... Dowiedz się może od ludzi, którzy przez to przeszli, jak to wygląda w praktyce? Może to Ci doda otuchy, że się da, nawet jak się ma już dzieci.
Wszystko przed Tobą! Będziesz się uczyć, zdobędziesz zawód, ciekawą pracę, zakochasz się
A dziecko jakby dorastało w pełnej rodzinie to pewnie byłoby mniejszością i czułoby się gorsze w szkole ;D Nie no żartuję oczywiście, pewnie tak jeszcze nie jest... ale idziemy w tę stronę raczej, tak że nie przejmuj się ze względu na dziecko! Na pewno woli mieć szczęśliwą mamę ![]()
Trzymam kciuki za to żebyś potrafiła odejść, powodzenia! Całe życie przed Tobą!
Autorko!Z tego ,co piszesz wynika ,ze w duzej mierze jestes swiadoma sytuacji,tzn tego,jak bardzo Cie to niszczy.Z drugiej strony piszesz bzdury o kredycie i o tym,ze obawiasz sie opinie bliskich,gdybys jednak odeszla-a to odczytuje wylacznie jako usprawiedliwianie wlasnych slabosci.Jestes porzadnie uzalezniona od chorego zwiazku,bo takie relacje wlasnie silnie uzalezniaja.Wobec tego masz do wyboru dwie opcje-tkwic w tym bez konca i sie samounicestwiac albo zdecydowac sie na odejscie i proces odbudowania siebie.