Część...
Jestem 23 letnią kobietą, od 5 lat jestem w związku z chłopakiem w swoim wieku. Bardzo mocno go kocham, jest miłością mojego życia i nie wiem co mogę jeszcze zrobić o ile cokolwiek jeszcze mogę... Nikt nie mówi otwarcie o rozstaniu ale od dłuższego czasu jest coś nie tak i z czasem coraz bardziej się od siebie oddalamy.. Poznaliśmy się w liceum, związaliśmy się w 3 klasie, poszliśmy razem na studia (zakochani w sobie bez pamięci) zamieszkaliśmy razem i od tego się zaczęło.... Po roku ciągłych kłótni, jego uciekania ode mnie (zarówno z jego jak i z mojej winy, obydwoje mamy za uszami) zostawił mnie..(Tragicznie przeszłam ten okres) Ja w tym okresie się odcięłam od niego.. Zupełny brak kontaktu z mojego wyboru, jednak po 8 miesiącach pękłam i wróciliśmy się do siebie. Było niby w porządku ale przez te wszystkie ekscesy wcześniejsze już nie było tego samego.. Z czasem on zaczął się oddalać ode mnie, powolutku małymi kroczkami odcinał mnie od swojego życia i od siebie ale byliśmy ze sobą i jakoś nam to wychodziło raz lepiej raz gorzej.. od ostatniego roku przeszło to w coś więcej.. wyjechał na 8 miesięcy do innego miasta i po miesiącu od wyjazdu nie chciał utrzymywać ze mną kontaktu, na zasadzie że nigdy nie miał czasu zadzwonić, nie mówiąc już o rozmowie na skypie.. widzieliśmy się co 2 tyg na weekend zachowując się jak 2 zakochańce.. lecz jak tylko wracał do swojego miasta rzucał się w wir swojego życia, swoich znajomych zapominając o mnie... Po 8 miesiącach wrócił na miesiąc i wyjechał do innego kraju na 3 miesiące.. Byłam przeciwna bo wiedziałam jak to bedzie wyglądało jednak nie chciałam go blokować w końcu mógł lepiej zarobić .. przez pierwsze 3 tyg było ok rozmawialiśmy ze sobą byliśmy jak zdrowy normalny związek.. Jednak później się odciął.. nigdy nie mógł znaleźć czasu dla mnie zawsze było coś ważniejszego.. po powrocie posypało się już wszystko... nie umiemy ze sobą rozmawiać ja od dłuższego czasu czuje się odtrącona, niekochana i nie szanowana... czuje się jak koło zapasowe ... widuje się ze mną tylko w tedy kiedy nie dostanie lepszej propozycji... takie przynajmniej mam wrażanie... że od dłuższego czasu coś jest na rzeczy... nie jestem święta.. mam wybuchowy charakter i jestem bardzo zazdrosna.. ale wiem że gdyby okazywał mi czułość, bliskość byłoby ok... Staram się.. mimo jego odtrącenia staram się przemilczeć zaproponować spotkanie.. jest dobrze przez chwile a potem siada jeszcze większa bomba.. nie mówię że mnie nie kocha.. ale nie wiem co mam myśleć.. Jak przestaje cokolwiek robić i czekam na jego ruch .. ruchu nie ma.. może czekam za krótko.. (tydzień) ale jest mi ciężko bo brakuje mi go.. tęsknie chciałabym się przytulić.. ale mam wrażenie że go drażnię... próbowałam rozmowy na spokojnie bez emocji wyjaśnić, zapytać co się dzieje niestety on odbiera to jak atak w jego stronę zarzuca mi że non stop mam o wszystko problem.. Co o tym myślicie ? może jestem wariatką która rozwala sobie związek i wypuszcza z rąk miłość swojego życia ? zaczynam się poddawać .. i boję się że go wypuszczę i będę tego żałować do końca życia ... co robić?
Podobne tematy
Nie win siebie o to. Każda z nas potrzebuje ciepła i miłości. Może ma kogoś na boku i nie wie która z Was wybrać .. Może wyjedź z nim,będziesz go miała na codzień a do tego jeszcze będziesz wiedziała czy Cie nie zdradza. Jeśli to nie pomoże to zostanie tylko rozstanie,bo po co Ci facet ,który Cie odpycha? Jesteś jeszcze młoda ,znajdziesz tego jedynego ![]()
Coś nie wyszło z tym zamieszkaniem razem. To był za duży przeskok na raz. Powinnaś była to robić etapami. Nie wiem czy teraz da się to naprawić, skoro awantury zawsze on powodował. Musiałby szybko nauczyć się tego nie robić a to jest mało prawdopodobne. Partner nie jest po to żeby na nim wyładowywać gniew z ciężkiego życia. Jak będziecie robić takie rzeczy to podcinacie swoją własną gałąź. Rozumiecie? Jak będziecie się wyładowywać na partnerze to faktycznie krzywdzicie samych siebie.