Witam
Mam mega problem i tutaj pytanie do kobiet.
Moja dziewczyna odeszla odemnie po 7 latach mowiac ze juz mnie nie kocha. Wyprowadzila sie do kolezanki, ale sama wyprowadzka trwala 3 tygodnie i widzialem jak targaja nia emocje i rozterki. W nasz zwiazek wkradla sie nuda i obojetnasc po 5-6 latach ona mowila zmien sie bo odejde ale do mnie to nie docieralo, bo jestem tylko glupim samcem. Nie klucilismy sie prawie wcale przez ten okres czasu do momentu kiedy powiedziala ze odchodzi wtedy za wszelka cene staralem sie jej udowodnic ze sie zmienie i tak naprawde jest, tylko ona mowi ze podjela juz ostateczna decyzje. Wiem od znajomych ze jest przygnebiona i cierpi minal tydzien ona jest sama i mieszka u kolezanki. Co dalej walczyc, odzywac sie, dac jej czas, poczekac az zateskni, udowadniac ze teraz rozumiem i chce zmian czy pojsc swoja droga i wyciagnac wnioski na przyszlosc ?. Byc lepszym czlowiekiem dla innej czy walczyc o Ta ktora mega kocham. Cierpie strasznie i wiem ze ona tez cierpi. Pytam pan bo sam jestem facetem i baranem ktory bardzo chce Was zrozumiec.
Podobne tematy
Jeśli 3 tygodnie zajęła Jej wyprowadzka to zapewne kocha tylko zrobiła to z rozsądku
. Poproś w rozmowie o ostatnią szansę, możliwość udowodnienia, że się zmieniasz. Jednak podejdź do tego na chłodno. Jeśli tyle czasu czekała to wątpię, aby tak nagle zmieniła zdanie.
Tylko majki bierzesz się ostro w garść i odpowiedz Sobie czy naprawdę będziesz miał tyle samozaparcia na zmiany. Bez względu co się stanie pracuj nad Sobą
.
Jednak nie jestem w stanie uwierzyć, że dziewczyna odeszła z powodu jakiejś rutyny - 5 lat. Na pewno nie ma czegoś innego (poważniejszego)?
I to jest wlasnie blad. Przeciez 7 lat to jest wlasnie ten moment kiedy przychodzi pierwszy i chyba najpowazniejszy kryzys w zwiazku, zwiazany z wypaleniem emocjonalnym. Takie cos wymaga przewartosciowania oczekiwan, potrzeb, spojrzen. Kiedy sie to dzieje w malzenstwie, ludzie maja obowiazki, rodzine, to nie robia pochopnych krokow, maja czas przyjrzec sie temu procesowi. Kiedy nie sa malzenstwem to czesto rozchodza sie, bo nie widza sensu kontynulowania "jalowego" zwiazku jesli czuja ze nie maja zobowiazan, nie wiedzac o tym, ze zwiazek moze odzyc i odzywa po pewnym czasie, jak kryzys mija, zmienia sie to wartosciowanie, spojrzenie, itp. Takze to nie jest zart alb pokutuje tutaj kwestia zycia w nieformalnym zwiazku, z ktorego "latwo" odejsc. Co mozna zrobic. Przede wszystkim zasiegnac opinii poradnii malzenskiej, albo kogos doswiadczonego. Zrozumiec ze kryzys relacji czy emocji to nie ostatecznosc. Nastepnie odbudowac wiez przez zycie razem, przebywanie razem, spedzanie czasu razem, wspolny wyjazd, rozmowy, itp. Tak jak sie to robi w malzestwie bo przeciez w sumie malzenstwem jestescie mieszkajac razem, nieformalnie. A zmiana? Musi byc po obu stronach. Starania po obu stronach. Bo nie ma jednego winnego. NAwet jesli ktos sie nie stara to druga osoba moze sygnalizowac, reagowac na bierzaco. Jesli tego nie robi, godzi sie na bylejakosc to jest tak samo winna stanowi relacji w zwiazku. Nie da sie odbudowywac w jedna strone.
Jesli jednak Ci zalezy powinienes walczyc. Nigdy sie nie poddawac. 7 lat zwiazku? To walczyc mozna nawet przez 1 rok. To tez jest test trwalosci zwiazku. Czy sie wam chce walczyc o siebie.
4 2015-10-28 10:45:43 Ostatnio edytowany przez verdad (2015-10-28 10:48:54)
Tylko dlaczego ten kryzys, to wypalenie, dosiegnelo tylko jednego z partnerow ?
On ma ratowac zwiazek, a ona ma wszystko w d... ?
Moze ja jestem z innej planety, ale jak sie kocha to sie z partnerem nie nudzi.
Przewartosciowanie oczekiwan ? To brzmi jakos tak matematycznie, bardzo racjonalnie...
A gdzie w tym wszystkim uczucia ? Wgasly ? Nigdy nie istnialy ?
Moze zapros ja do cyrku.Popatrzy na pajaca i przestanie sie nudzic ?
Tylko dlaczego ten kryzys, to wypalenie, dosiegnelo tylko jednego z partnerow ?
On ma ratowac zwiazek, a ona ma wszystko w d... ?
Moze ja jestem z innej planety, ale jak sie kocha to sie z partnerem nie nudzi.
Przewartosciowanie oczekiwan ? To brzmi jakos tak matematycznie, bardzo racjonalnie...
A gdzie w tym wszystkim uczucia ? Wgasly ? Nigdy nie istnialy ?
Moze zapros ja do cyrku.Popatrzy na pajaca i przestanie sie nudzic ?
Co to za podejście? W długoletnich związkach ludzie się sobą nie nudzą? Pierwsze słyszę, nawet najlepszy makaron z pesto, jedzony co dziennie, może się zbrzydnąć. A słyszałaś/eś o czym takim jak dynamika uczuć w związku, o czym tu maniek pisze? Raz na wozie raz pod wozem, czasami myślisz, że już nie kochasz, a potem znów zaczynacie o siebie dbać i uczucie rozpala się na nowo.
Autor przeczuwa, że sporo zepsuł, dziewczyna była świadoma, że nie dzieje się u nich najlepiej i go o tym kilka lat temu informowała. A teraz, po prostu też mi się wydaje, że odeszła z rozsądku, bo nie widziała poprawy, pewnie sama chciała naprawiać, ale jak nie widziała jego zaangażowania/zmian, to postanowiła spisać związek na straty i odejść.
Walcz chłopie, jeśli ją kochasz i wiesz, że chcesz dla was innego życia, poprawy. Inaczej nie zawracaj dziewczynie głowy.
Tylko dlaczego ten kryzys, to wypalenie, dosiegnelo tylko jednego z partnerow ?
Bo mają różne wymagania jednym wystarczy wieczorny seans przed telewizorem z przysłowiowym piwkiem
, a inni chcą chodzić na Zumbe czy do teatru.
On ma ratowac zwiazek, a ona ma wszystko w d... ?
Gdyby miała wszystko w 4 literach nie marnowałaby czasu przez 5 lat (!) na próby dojścia do Niego. Chyba, że tego jakimś cudem nie zauważyłeś
. Gdyby nie miłość już byłaby w innym związku.
Moze ja jestem z innej planety, ale jak sie kocha to sie z partnerem nie nudzi.
Przewartosciowanie oczekiwan ? To brzmi jakos tak matematycznie, bardzo racjonalnie...
A gdzie w tym wszystkim uczucia ? Wgasly ? Nigdy nie istnialy ?
Moze zapros ja do cyrku.Popatrzy na pajaca i przestanie sie nudzic ?
Wiesz co to jest przewartościowanie i z czego wynika? Z rozwoju emocjonalnego itp. na poszczególnych etapach życia. Dlatego w zależności od tego przewartościowania (własnego życia) dwie osoby w identycznym wieku mogą być na innym poziomie mentalnym i mieć inne priorytety w życiu
7 2015-10-29 19:36:12 Ostatnio edytowany przez majki0ne (2015-10-29 19:42:56)
Dla
8 2015-10-29 19:40:44 Ostatnio edytowany przez majki0ne (2015-10-29 19:45:21)
Probowalem sie kontaktowac nawet prosilem o spotkanie bede sluchal Ty bedziesz mowila. Dostalem odpowiedz ze juz wie ze to byla dobra decyzja i ona jest szczesliwa. Staralismy sie okreslic co dla nam daje szczescie w zwiazku. Ja mowilem ze dla mnie najwazniejsze jest to zeby dawac szczescie drugiej osobie co czyni mnie szczesliwym a dla niej najwazniejsze jest zeby to ona byla szczesliwa. Wiem ze nie okazywalem jej wystarczajaco uczuc i nie mowilem zbyt czesto ze pieknie wyglada i ze ja kocham. Nie zdawalem sobie sprawy ze dla kobiet jest to tak istotne, jedno wiem ze nigdy bym jej nie skrzywdzil z mojej strony nie bylo zdrady, bicia, krzyku, alkocholu itp. Zawinilem bo za bardzo krylem swoje uczucia i mysli, stad wkradla sie nuda w nasz zwiazek. Najlepsze jest to ze dla osoby ktora kocham jestem w stanie zrobic wszystko. Wydaje mi sie ze zle dobieralem zachowania do jej oczekiwan. Kiedy ladnie sie ubierala powinienem powiedziec ze ladnie wyglada, przytulic czesciej powiedziec sam z siebie ze kocham. W poprzednim zwiazku bardzo sie staralem i zostalem zdradzony, teraz malo pokazywalem tych dobrych. Ona na mi mowila o tym od jakiegos czasu ale bez emocji, bez placzu krzyku smutku czy tez zalu po prostu tak normalnie jakby mowila o zmywaniu naczyn czy odkurzaniu. Winna bylo moje lenistwo w sferze fizycznej i okazywania uczuc takie mam wrazenie. Powiedziala ze w niej cos sie wypalilo i juz mnie nie kocha a mimo to wyprowadzala sie prawie miesiac. Nie rozumiem juz tego. Nektarynka 53 wedlug niej wszystko zaczelo sie psuc dwa lata temu po zareczynach o ktore prosila a od pol roku moze roku zaczela mi o tym mowic, tylko ze wszystko bylo zupelnie na spokojnie. Ja zdaje sobie sprawe ze swojej winy, a wedlug niej wszystkiemu winny jestem ja, bo kiedy pytalem o jej winy powiedziala ze nie uwaza za stosowne aby teraz o tym mowic a jak cos juz znalazla to i tak jej zle zachowanie bylo przezemnie. Wiem jedno staram sie uczyc na bledach i nigdynie mialem intencji jej krzywdzic gdybym to rozumial jak powinienem wtedy zabralbym sie do roboty.
Mi się wydaje, że przez tak długi okres czasu osiadłeś na laurach
. Tak jak Ty nie chciałbyś zapewne, aby Ona fizycznie przestała o Siebie dbać już w związku. Tak Ona chciała, abyś nie przestawał Jej "zdobywać"
.
Muszę powiedzieć, że z tym zwalaniem winy na Ciebie zachowała się bardzo nie w porządku. Przepraszam ktoś zmuszał Ją do tego? Jestem pod wrażeniem, że dała radę tak długo próbować trwać w związku, jednak samoświadomość to podstawa
. Nie jesteśmy doskonałymi istotami dlatego dążymy do perfekcji.
A być może nie chce szukać/przyznać się do tych wad, aby nie wzbudzać w Sobie poczucia winy i chęci powrotu
? Założyła "skorupę" w celu zobojętnienia się na związek - skutek zmęczenia próbami zmian.
Tylko zauważ, gdy chciała Ci to przekazać na spokojnie uznałeś to za "pierdółkę". "Wymagałeś" płaczu, krzyku itp. Ona w tym przypadku podeszła bardzo dobrze - chciała zobaczyć czy naprawdę Jej słuchasz i rozumiesz.
Gdy powiesz "CHCĘ ZJEŚĆ!!" lub "Chcę zjeść" zauważ, że znaczenie logiczne nie uległo zmianie. Jej nie chodziło, abyś zrobił to, bo Ona była zła/smutna tylko abyś zrozumiał.
10 2015-10-30 02:13:12 Ostatnio edytowany przez majki0ne (2015-10-30 02:35:48)
LNo wlasnie teraz to rozumiem szkoda ze tak pozno i byc moze za pozno lub pewnie za pozno. Najlepsze jest to ze nigdy nie chcialem jej krzywdy, ale jestem "niewyedukowany". Wiem ze nie popelnie juz tych bledow bo co odkrylem w sobie ze pokazywanie emocji to dla mnie nie problem, wogole. Zaproponowalem jej tez abysmy porozmawali ustalili pewne zasady zwiazku i doszli do kompromisu, w moim przypadku to nic trudnego bo zmiany juz nastapily w zwiazku ze zrozumieniem problemu. Niestety nie wiem czy dla niej sprawy nie zaszly za daleko, wiem ze musze isc do przodu bo zwariuje, ale tez wiem co zarazem mnie buduje ze dla nastepnej dziewczyny moge byc ksieciem z bajki, musze tylko odzyskac pewnosc siebie. Mam 35 lat raczej wszystko na miejscu, nie uwazam sie za jedynego winowajce wyniklej sytuacji, ale wiem ze bardzo zawinilem. Jedyne czego bym teraz chcial to zrozumienia z jej strony, oraz rachunku sumienia zebysmy razem mogli pojsc na kompromisy i zbudowali cos znacznie lepszego. Jednak wiem ze bedzie to prawie niewykonalne bo moja byla jest bardzo uparta i dumna kobieta, ktora prawie w zaden sposob nie przyjmuje krytyki bo od razu wpada w szal. Lubi otaczac sie ludzmi ktorzy przytakuja a nie krytykuja, a moje slowa juz nic dla niej nie znacza... Chyba musze isc dalej bo wydaje mi sie ze powiedzialem i pokazalem jej wszystko w ostatnich tygodniach przed odejsciem, ja juz tez nie moge tak dalej bo czuje natlok emocji milosc, bol zal, zlosc po czesci do niej po czesci do samego siebie. Nigdy jej nie ograniczalem, moje zaufanie siegalo 99%, tak naprawde mogla robic prawie wszystko i robila co chciala bo jestem zdania ze jak ktos ma zdradzic to i tak zdradzi , jedynie kidy sie buntowalem to momenty kiedy mogla stac sie jej krzywda, bo w zyciu nie wybaczyl bym sobie gdyby stalo sie to za moim przyzwoleniem. Moje niezrozumienie wynikalo z tego ze jestem nie wyedukowany, ale tez wiele Pań nie wie ze facet musi czasami dostac bardzo mocnego kopa zeby sie obudzic a druga rzecz ktora dziala na mezczyzne to okazywanie smutku przez placz jesli jest taka potrzeba bo zaden facet ktory mocno kocha nie przejdzie obok swojej ukochanej jezeli widzi ze Ona tak cierpi. To nie jest charakter to jest roznica w rodzaju damsko meskim. My jestesmy prosci w mysleniu jak budowa cepa a kobiety to jakis mega zaawansowany komputer
. Trzeba byc dobrym informatykiem zeby was rozszyfrowac a chyba i tak sie nie da zrobic tego do konca. Taki Wasz urok i piekno a nasze przeklenstwo w tym wszystkim.
Tak tytułem dygresji: dziwi mnie to zdanie:
"My jestesmy prosci w mysleniu jak budowa cepa a kobiety to ajkis mega zaawansowany komputer",
ponieważ kobieta wyraźnie MÓWIŁA WPROST, czego oczekuje i co by ją uszczęśliwiło, a facet i tak olał jej wywody.
To jak z Wami rozmawiać? Jak MÓWIMY WPROST I NA SPOKOJNIE, o co nam chodzi, zlewacie nas - wpuszczacie jednym uchem i wypuszczanie drugim.
Jeśli płaczemy i WYKRZYKUJEMY nasze oczekiwania, nazywacie nas histeryczkami i również olewacie.
Więc jak? Za każdym razem musimy Was rzucać, "żeby do Was dotarło"?
12 2015-10-30 11:38:31 Ostatnio edytowany przez majki0ne (2015-10-30 12:09:48)
Tak tytułem dygresji: dziwi mnie to zdanie:
"My jestesmy prosci w mysleniu jak budowa cepa a kobiety to ajkis mega zaawansowany komputer",
ponieważ kobieta wyraźnie MÓWIŁA WPROST, czego oczekuje i co by ją uszczęśliwiło, a facet i tak olał jej wywody.To jak z Wami rozmawiać? Jak MÓWIMY WPROST I NA SPOKOJNIE, o co nam chodzi, zlewacie nas - wpuszczacie jednym uchem i wypuszczanie drugim.
Jeśli płaczemy i WYKRZYKUJEMY nasze oczekiwania, nazywacie nas histeryczkami i również olewacie.Więc jak? Za każdym razem musimy Was rzucać, "żeby do Was dotarło"?
Zrozumieć naszą naturę, tak jak i my staramy zrozumieć waszą, jeżeli trzeba to rzucić ale przed założeniem "skorupy", jak facet kocha i mu zależy to zrozumie od razu i będzię się starał na drobre, bo nie każdy z nas jest zimmy i bez uczuć nie każdy z nas wie od razu jak postępować z kobietą którą kocha. Tak jak i Wy często popełniacie błędy, przez to że nie rozumiecie naszej natury. Samo to że piszesz "Więć Jak ?" oznacza że nie rozumiesz i nie ma w tym nic złego, bo to jest brak wiedzy na temat naszej natury i zrozumienia dla faceta. Ja nie uważam że płacz czy krzyk, czy też smutek lub inne emocje są cechami histeryczki, to są cechy kobiety, która kocha i walczy. Szantaż typu zmień się bo odejdę działa w drugą stronę, mężczyzna się nie zmieni bo musiałby okazać słabość i się dostosować pod wpływem presji, w swoim przekonaniu byłby słaby i małowartościowy dla swojej partnerki i dla siebie. Jeżeli jest Ci przykro to płacz, jeżeli mężczyzna kocha i jest wartościowy to się Tobą zaopiekuję, wysłucha i zrozumie. Z natury jesteśmy opiekuńczy i jeżeli kobieta myśli że facet jej nie kocha, bo nie mówi zbyt często i nie pokazuje zbyt często w sposób jakby chciała nie wie jak dotrzeć do niego to wpada w ramiona innego, który pozornie jej to daję. Problem polega na tym że ten drugi facet widzi ten płacz i smutek którego nie było w związku i z natury reaguje, teraz pytanie jakie ma intencje, może chcę ją wykorzystać, może jest dobry i już rozumie kobiety bo wie co jest dla nich ważne, może nie wiedzieć tylko kieruję nim potrzeba pomocy i uczucie,a za jakiś czas dojdzie do takiej samej sytuacji jak w Twoim obecnym związku. Ważne jest to że jeżeli dochodzi do wielkiego kryzysu i obie strony okażą zrozumienie chęć zmian i walki to trzeba dać szanse sobie bo ten "nowy związek" będzie lepszy niż kiedykolwiek. Winy należy poszukać najpierw w sobie, bo często wina leży po obu stronach, chociaż czasami do chodzi do skrajnych sytuacji kiedy jedna strona okazuje się skrajnym egoistą lub osobą chorą z problemami natury psychicznej i tu ratunku nie ma trzeba uciekać. Moim zdaniem jeżeli dochodzi do wielkiego kryzysu i oboje ludzi zrozumie swoje błędy to są wstanie zmienić się być lepszymi dla siebie i zbudować coś tak pięknego że zostaną ze sobą do końca swoich dni, a uczucie nigdy nie wygaśnie tylko będzie jeszcze narastać. To dla tego część starszych ludzi po śmierci tej drugiej osoby zostaje do końca sama, bo kocha do końca, bo kocha osobę której już nie ma...
I jeszcze jedno drogie jedno drogie Panie, kiedy mówisz mężczyźnie że odchodzisz a on na przemian płacze a zaraz chcę się pozbyć z domu, to jest natłok wszystkich emocji smutku, żalu, złości oraz jednego uczucia które w tym momencie poszybowało w chmury i jest większe niż kiedykolwiek miłości. Odejdźcie ale na bardzo krótka chwilę niech facet się uspokoi, zastanówcie się nad swoimi błędami bo może on myśli o swoich, jeżeli tak to już się zmienił. Nie czekajcie zbyt długo z powrotem i szukajcie szczęścia w ramionach innego, bo może przez Swoje odejście stworzyłyście faceta bliskiemu swojemu ideałowi,który się pogubił, ale też który pójdzie dalej bo nie ma wyjścia i będzie ideałem dla innej. A jeżeli poznałyście już takiego faceta to może jest on kimś kto został porzucony i zrozumiał nie wykorzystujcie tego tylko doceńcie, tak jak on docenia Ciebie.
Ps. Jeżeli któraś z Was ma pomysły co jeszcze mógłbym zrobić lub rady co robię źle lub gdzie moje myślenie jest błędne, chętnie wysłucham nawet największej krytyki i z chęcią nauczę się czegoś nowego co może zaowocować na przyszłość. Nie chce czytać psychologicznych książek, tylko dowiedzieć się prosto od Was drogie Panie.
13 2015-10-30 12:47:56 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-30 12:51:52)
majki0ne nie wymagaj tego od Niej czego Sam nie potrafisz spełnić. Nie potrafiłeś zrozumieć własnej kobiety, ale wymagasz aby Ona pochyliła się nad Tobą. Mniej hipokryzji. Tak naprawdę każdy bez względu na płeć jest Sobą i przypisywanie staroświeckich zachowań jest krzywdzące jak u Twojej dziewczyny. Nie rozumiem co u Niej było tak skomplikowanego - może mówiła po chińsku? Zrozumiałeś? Stereotypowo patrzysz na zachowania płci często nie będące NATURALNĄ cechą tylko NADANĄ/PRZYPISANĄ przez społeczeństwo. Jak emocjonalność u kobiety, czy analiza u mężczyzn.
Tak tytułem dygresji: dziwi mnie to zdanie:
"My jestesmy prosci w mysleniu jak budowa cepa a kobiety to ajkis mega zaawansowany komputer",
ponieważ kobieta wyraźnie MÓWIŁA WPROST, czego oczekuje i co by ją uszczęśliwiło, a facet i tak olał jej wywody.To jak z Wami rozmawiać? Jak MÓWIMY WPROST I NA SPOKOJNIE, o co nam chodzi, zlewacie nas - wpuszczacie jednym uchem i wypuszczanie drugim.
Jeśli płaczemy i WYKRZYKUJEMY nasze oczekiwania, nazywacie nas histeryczkami i również olewacie.Więc jak? Za każdym razem musimy Was rzucać, "żeby do Was dotarło"?
Oj to jest, aż nazbyt częste. Często mężczyzna chce bezpośredniej kobiety, która analitycznie (bez emocji) podeszłaby do pewnych kwestii. Gdy już to zrobi "zlewają", bo uważają iż TYPOWA kobieta w takiej sytuacji zachowałaby się inaczej.
Czyli tak naprawdę nie wiadomo czego chcą i na podstawie czego Tworzą te kryteria.
TPs. Jeżeli któraś z Was ma pomysły co jeszcze mógłbym zrobić lub rady co robię źle lub gdzie moje myślenie jest błędne, chętnie wysłucham nawet największej krytyki i z chęcią nauczę się czegoś nowego co może zaowocować na przyszłość. Nie chce czytać psychologicznych książek, tylko dowiedzieć się prosto od Was drogie Panie.
No cóż o Nas nauczysz się wiele, pytanie brzmi ile naszych poglądów pokryłoby się z poglądami Twojej dziewczyny?
Witam
Mam mega problem i tutaj pytanie do kobiet.
Moja dziewczyna odeszla odemnie po 7 latach mowiac ze juz mnie nie kocha. Wyprowadzila sie do kolezanki, ale sama wyprowadzka trwala 3 tygodnie i widzialem jak targaja nia emocje i rozterki. W nasz zwiazek wkradla sie nuda i obojetnasc po 5-6 latach ona mowila zmien sie bo odejde ale do mnie to nie docieralo, bo jestem tylko glupim samcem. Nie klucilismy sie prawie wcale przez ten okres czasu do momentu kiedy powiedziala ze odchodzi wtedy za wszelka cene staralem sie jej udowodnic ze sie zmienie i tak naprawde jest, tylko ona mowi ze podjela juz ostateczna decyzje. Wiem od znajomych ze jest przygnebiona i cierpi minal tydzien ona jest sama i mieszka u kolezanki. Co dalej walczyc, odzywac sie, dac jej czas, poczekac az zateskni, udowadniac ze teraz rozumiem i chce zmian czy pojsc swoja droga i wyciagnac wnioski na przyszlosc ?. Byc lepszym czlowiekiem dla innej czy walczyc o Ta ktora mega kocham. Cierpie strasznie i wiem ze ona tez cierpi. Pytam pan bo sam jestem facetem i baranem ktory bardzo chce Was zrozumiec.
1. Co się takiego stało w ciągu tych 5-6 lat, że zaczęła Tobie mówić abyś się zmienił bo odejdzie? Wybacz, ale na moje to ona zrzuciła całą odpowiedzialność związkową na Ciebie. Skoro po 5-6 latach coś jej nie pasowało to dlaczego dalej trzymała się Ciebie zamiast zakończyć to z jej strony wcześniej? Odpowiedź jest prosta - nie miała alternatywy poza Tobą.
2. Zacząłeś pieskować kiedy powiedziała, że odchodzi. Zamiast dać jej odejść, zachować się po męsku, pomóc w pakowaniu rzeczy i pokazać drzwi, które później za nią być zamknął; to zacząłeś pewnie prosić i błagać. Jak facet bez jaj.
3. Po tygodniu wiesz od znajomych, że ona cierpi i mieszka u koleżanki? Jakie to słodkie. Nie miała innej opcji jak wyprowadzka do koleżanki? Rodziny nie posiada?! Dalej wierz, że cierpi i jest przygnębiona. Gdyby tak faktycznie było to na Twoją propozycje rozmowy zgodziłaby się.
4. Wyprowadzka do koleżanki to nic innego jak kwestia z jej strony nabrania dystansu, zobaczenia życia innego niż z Tobą i oczywiście spotykania się z innymi bolcami, którzy ją będą pocieszać. A kto wie czy nie ma już innego bolca skoro nagle z przygnębionej i smutnej, stwierdza, że jest szczęśliwa.
5. Dałeś się jej srfajerzyć i zagrać tak jak chciała. Byłeś dla niej nudny, nieatrakcyjny i choćbyś skoczył do płonącego domu pełnego zombie to ona i tak nie będzie Tobą zainteresowana.
Wyciągnij wnioski i zacznij żyć na nowo i poznawać inne kobiety, bo inne też mają...
Lwica_ napisał/a:Tak tytułem dygresji: dziwi mnie to zdanie:
"My jestesmy prosci w mysleniu jak budowa cepa a kobiety to ajkis mega zaawansowany komputer",
ponieważ kobieta wyraźnie MÓWIŁA WPROST, czego oczekuje i co by ją uszczęśliwiło, a facet i tak olał jej wywody.To jak z Wami rozmawiać? Jak MÓWIMY WPROST I NA SPOKOJNIE, o co nam chodzi, zlewacie nas - wpuszczacie jednym uchem i wypuszczanie drugim.
Jeśli płaczemy i WYKRZYKUJEMY nasze oczekiwania, nazywacie nas histeryczkami i również olewacie.Więc jak? Za każdym razem musimy Was rzucać, "żeby do Was dotarło"?
Oj to jest, aż nazbyt częste. Często mężczyzna chce bezpośredniej kobiety, która analitycznie (bez emocji) podeszłaby do pewnych kwestii. Gdy już to zrobi "zlewają", bo uważają iż TYPOWA kobieta w takiej sytuacji zachowałaby się inaczej.
Czyli tak naprawdę nie wiadomo czego chcą i na podstawie czego Tworzą te kryteria.
Ano właśnie. Ja należę do kobiet bezpośrednich i zawsze mówię wprost, bo nienawidzę sugestii i domyślania się. Ale gdy więc już mówię prosto z mostu, co mi nie pasuje i co facet mógłby zrobić, by było o niebo lepiej (zawsze argumentuję, nie mam wymagań z tzw. d*py i ew. mogę porozmawiać wtedy o tej argumentacji,jeśli on się z nią nie zgadza), to ten: "ok, rozumiem, tak będzie". I co? NIC. Więc kolejnym razem już nie jest tak spokojnie, bo do powtarzanej prośby dochodzą emocje i moje zmęczenie tym, że jednak NIE ZROZUMIAŁ. No i gdy te emocje się skumulują, a ja nawet się rozpłaczę z bezsilności, dostaję wiadomość zwrotną pt.: "porozmawiamy, jak się uspokoisz". Dla mnie to jest błędne koło.
Co z tego, że facet mnie przytuli i pogłaszcze po policzku, gdy jestem z tego powodu bardzo smutna i zła?
Co z tego, że facet zacznie myśleć i zechce zrozumieć to, co powiedziałam mu już dużo wcześniej, skoro najwidoczniej MUSIAŁO dojść do eskalacji emocji z mojej strony?
Czy nie prościej po prostu ROZMAWIAĆ, jeśli się czegoś nie rozumie - ZAPYTAĆ, UPEWNIĆ SIĘ i na końcu zastanowić, czy chce się w ten sposób działać, czy ma się wyrąbane, zamiast mówić głuche "rozumiem" i na tym kończyć jakikolwiek temat?
Z doświadczenia wiem, że faceci zaczynają ROZUMIEĆ dopiero wtedy, gdy poczują utratę kobiety. Czy to nie jest żałosne i komplikujące relacje międzyludzkie?
Tym bardziej, że kobieta już wczesniej MÓWIŁA WPROST, co jest nie tak i jak trzeba to naprawić.
Liczę na odpowiedzi także męskiej części forum, bo naprawdę mnie to interesuje. Za cholerę nie rozumiem.
majki0ne napisał/a:Witam
Mam mega problem i tutaj pytanie do kobiet.
Moja dziewczyna odeszla odemnie po 7 latach mowiac ze juz mnie nie kocha. Wyprowadzila sie do kolezanki, ale sama wyprowadzka trwala 3 tygodnie i widzialem jak targaja nia emocje i rozterki. W nasz zwiazek wkradla sie nuda i obojetnasc po 5-6 latach ona mowila zmien sie bo odejde ale do mnie to nie docieralo, bo jestem tylko glupim samcem. Nie klucilismy sie prawie wcale przez ten okres czasu do momentu kiedy powiedziala ze odchodzi wtedy za wszelka cene staralem sie jej udowodnic ze sie zmienie i tak naprawde jest, tylko ona mowi ze podjela juz ostateczna decyzje. Wiem od znajomych ze jest przygnebiona i cierpi minal tydzien ona jest sama i mieszka u kolezanki. Co dalej walczyc, odzywac sie, dac jej czas, poczekac az zateskni, udowadniac ze teraz rozumiem i chce zmian czy pojsc swoja droga i wyciagnac wnioski na przyszlosc ?. Byc lepszym czlowiekiem dla innej czy walczyc o Ta ktora mega kocham. Cierpie strasznie i wiem ze ona tez cierpi. Pytam pan bo sam jestem facetem i baranem ktory bardzo chce Was zrozumiec.1. Co się takiego stało w ciągu tych 5-6 lat, że zaczęła Tobie mówić abyś się zmienił bo odejdzie? Wybacz, ale na moje to ona zrzuciła całą odpowiedzialność związkową na Ciebie. Skoro po 5-6 latach coś jej nie pasowało to dlaczego dalej trzymała się Ciebie zamiast zakończyć to z jej strony wcześniej? Odpowiedź jest prosta - nie miała alternatywy poza Tobą.
2. Zacząłeś pieskować kiedy powiedziała, że odchodzi. Zamiast dać jej odejść, zachować się po męsku, pomóc w pakowaniu rzeczy i pokazać drzwi, które później za nią być zamknął; to zacząłeś pewnie prosić i błagać. Jak facet bez jaj.
3. Po tygodniu wiesz od znajomych, że ona cierpi i mieszka u koleżanki? Jakie to słodkie. Nie miała innej opcji jak wyprowadzka do koleżanki? Rodziny nie posiada?! Dalej wierz, że cierpi i jest przygnębiona. Gdyby tak faktycznie było to na Twoją propozycje rozmowy zgodziłaby się.
4. Wyprowadzka do koleżanki to nic innego jak kwestia z jej strony nabrania dystansu, zobaczenia życia innego niż z Tobą i oczywiście spotykania się z innymi bolcami, którzy ją będą pocieszać. A kto wie czy nie ma już innego bolca skoro nagle z przygnębionej i smutnej, stwierdza, że jest szczęśliwa.
5. Dałeś się jej srfajerzyć i zagrać tak jak chciała. Byłeś dla niej nudny, nieatrakcyjny i choćbyś skoczył do płonącego domu pełnego zombie to ona i tak nie będzie Tobą zainteresowana.
Wyciągnij wnioski i zacznij żyć na nowo i poznawać inne kobiety, bo inne też mają...
Kolego nie błagałem i nie prosiłem, proponowałem. Pomogłem jej w przeprowadzce, płakałem tylko raz z bezsilności. Starałem się pokazać że mi bardzo zależy ale też wymagałem pewnych malutkich kroków z jej strony. Wyprowadziłą się do koleżanki bo rodzina jest bardzo daleko. Bije od Ciebie męski szowinizm, chociaż masz rację w kilku kwestiach. Ale nie uważam że wszystkie kobiety są złe i że tylko maja..., są dobre i złe tak samo jak mężczyźni. Kobiety to nie przedmiot tylko podmiot, to nie one mają się do Ciebie dostosować tylko macie się zgrać wspólnie.
Nektarynka53 napisał/a:Lwica_ napisał/a:Tak tytułem dygresji: dziwi mnie to zdanie:
"My jestesmy prosci w mysleniu jak budowa cepa a kobiety to ajkis mega zaawansowany komputer",
ponieważ kobieta wyraźnie MÓWIŁA WPROST, czego oczekuje i co by ją uszczęśliwiło, a facet i tak olał jej wywody.To jak z Wami rozmawiać? Jak MÓWIMY WPROST I NA SPOKOJNIE, o co nam chodzi, zlewacie nas - wpuszczacie jednym uchem i wypuszczanie drugim.
Jeśli płaczemy i WYKRZYKUJEMY nasze oczekiwania, nazywacie nas histeryczkami i również olewacie.Więc jak? Za każdym razem musimy Was rzucać, "żeby do Was dotarło"?
Oj to jest, aż nazbyt częste. Często mężczyzna chce bezpośredniej kobiety, która analitycznie (bez emocji) podeszłaby do pewnych kwestii. Gdy już to zrobi "zlewają", bo uważają iż TYPOWA kobieta w takiej sytuacji zachowałaby się inaczej.
Czyli tak naprawdę nie wiadomo czego chcą i na podstawie czego Tworzą te kryteria.Ano właśnie. Ja należę do kobiet bezpośrednich i zawsze mówię wprost, bo nienawidzę sugestii i domyślania się. Ale gdy więc już mówię prosto z mostu, co mi nie pasuje i co facet mógłby zrobić, by było o niebo lepiej (zawsze argumentuję, nie mam wymagań z tzw. d*py i ew. mogę porozmawiać wtedy o tej argumentacji,jeśli on się z nią nie zgadza), to ten: "ok, rozumiem, tak będzie". I co? NIC. Więc kolejnym razem już nie jest tak spokojnie, bo do powtarzanej prośby dochodzą emocje i moje zmęczenie tym, że jednak NIE ZROZUMIAŁ. No i gdy te emocje się skumulują, a ja nawet się rozpłaczę z bezsilności, dostaję wiadomość zwrotną pt.: "porozmawiamy, jak się uspokoisz". Dla mnie to jest błędne koło.
Co z tego, że facet mnie przytuli i pogłaszcze po policzku, gdy jestem z tego powodu bardzo smutna i zła?
Co z tego, że facet zacznie myśleć i zechce zrozumieć to, co powiedziałam mu już dużo wcześniej, skoro najwidoczniej MUSIAŁO dojść do eskalacji emocji z mojej strony?
Czy nie prościej po prostu ROZMAWIAĆ, jeśli się czegoś nie rozumie - ZAPYTAĆ, UPEWNIĆ SIĘ i na końcu zastanowić, czy chce się w ten sposób działać, czy ma się wyrąbane, zamiast mówić głuche "rozumiem" i na tym kończyć jakikolwiek temat?Z doświadczenia wiem, że faceci zaczynają ROZUMIEĆ dopiero wtedy, gdy poczują utratę kobiety. Czy to nie jest żałosne i komplikujące relacje międzyludzkie?
Tym bardziej, że kobieta już wczesniej MÓWIŁA WPROST, co jest nie tak i jak trzeba to naprawić.Liczę na odpowiedzi także męskiej części forum, bo naprawdę mnie to interesuje. Za cholerę nie rozumiem.
No właśnie nie prościej i musi być ta eskalacja jeżeli czujesz taką potrzebę wyrzucenia z siebie emocji. Nie możesz tylko wymagać żeby facet się zmienił bo jeżeli widzisz tylko błędy, u niego to jest to egoizm. Zawsze trzeba stanąć najpierw przed lustrem i dostrzec swoje winy i wady a później można wymagać tego od innych. Jeżeli facetowi zależy i trochę myśli to po kilku takich wybuchach zacznie działać i zrozumie. U mnie tego brakowało z mojej strony były może takie trzy wybuchy przez 7 lat, ale też dla tego że zaakceptowałem ją taką jaka była, więc nie miałem powodów żeby robić jej wyrzuty lub awantury. Związek to ciągłe kompromisy, ale do tego trzeba dojść wspólnie a nie może być tak że wymaga tylko jedna strona. Nie może być też tak że sugerujesz się tym co robią inni w związku bo każda para jest inna.
Kolego nie błagałem i nie prosiłem, proponowałem. Pomogłem jej w przeprowadzce, płakałem tylko raz z bezsilności. Starałem się pokazać że mi bardzo zależy ale też wymagałem pewnych malutkich kroków z jej strony. Wyprowadziłą się do koleżanki bo rodzina jest bardzo daleko. Bije od Ciebie męski szowinizm, chociaż masz rację w kilku kwestiach. Ale nie uważam że wszystkie kobiety są złe i że tylko maja..., są dobre i złe tak samo jak mężczyźni. Kobiety to nie przedmiot tylko podmiot, to nie one mają się do Ciebie dostosować tylko macie się zgrać wspólnie.
A po co w ogóle proponowałeś? Podjęła decyzję i było jej dać wolną przestrzeń - wyszedłbyś na tym lepiej jak wyszedłeś. Po co również pomagałeś jej w przeprowadzce? Skoro postanowiła się wyprowadzić, to było dać jej określony na to czas np. 1 dzień i niech już sama się z tym głowi. W chwili gdy zerwała z Tobą nie byłeś w żadnym stopniu, wobec niej zobowiązany do czegokolwiek.
Właśnie dlatego, że wielu facetów uważa, że nie wszystkie kobiety są złe, to właśnie jest tak jak jest. Problem w tym, ze faceci - Ty również jesteś tego przykładem - zupełnie nie wiedzą jak z nimi postępować na każdym etapie znajomości. Ciesz się, że przynajmniej nie usłyszałeś abyś został jej przyjacielem - czyli tamponikiem, który będzie wysłuchiwać jak to dobrze jest jej samej, że poznaje wielu facetów służących jej jako lek na Ciebie. Uwierz mi, że im szybciej pojmiesz to, że kobiety - także te uchodzące za silne i niezależne(ależ bzdura) - robią w ponad 200% gorsze rzeczy, niż my faceci jesteśmy w stanie robić.
majki0ne napisał/a:Kolego nie błagałem i nie prosiłem, proponowałem. Pomogłem jej w przeprowadzce, płakałem tylko raz z bezsilności. Starałem się pokazać że mi bardzo zależy ale też wymagałem pewnych malutkich kroków z jej strony. Wyprowadziłą się do koleżanki bo rodzina jest bardzo daleko. Bije od Ciebie męski szowinizm, chociaż masz rację w kilku kwestiach. Ale nie uważam że wszystkie kobiety są złe i że tylko maja..., są dobre i złe tak samo jak mężczyźni. Kobiety to nie przedmiot tylko podmiot, to nie one mają się do Ciebie dostosować tylko macie się zgrać wspólnie.
A po co w ogóle proponowałeś? Podjęła decyzję i było jej dać wolną przestrzeń - wyszedłbyś na tym lepiej jak wyszedłeś. Po co również pomagałeś jej w przeprowadzce? Skoro postanowiła się wyprowadzić, to było dać jej określony na to czas np. 1 dzień i niech już sama się z tym głowi. W chwili gdy zerwała z Tobą nie byłeś w żadnym stopniu, wobec niej zobowiązany do czegokolwiek.
Właśnie dlatego, że wielu facetów uważa, że nie wszystkie kobiety są złe, to właśnie jest tak jak jest. Problem w tym, ze faceci - Ty również jesteś tego przykładem - zupełnie nie wiedzą jak z nimi postępować na każdym etapie znajomości. Ciesz się, że przynajmniej nie usłyszałeś abyś został jej przyjacielem - czyli tamponikiem, który będzie wysłuchiwać jak to dobrze jest jej samej, że poznaje wielu facetów służących jej jako lek na Ciebie. Uwierz mi, że im szybciej pojmiesz to, że kobiety - także te uchodzące za silne i niezależne(ależ bzdura) - robią w ponad 200% gorsze rzeczy, niż my faceci jesteśmy w stanie robić.
Niech zgadne powinnismy je wykorzystywac i wyzbyc sie emocji kierowac sie czystym egoizmem i kalkulowac na zimno, dajac im to czego potrzebuja w danej chwili. To sa slowa z z ksiazek psychologicznych. To co uczysz sie kochac czy uczysz sie wykorzystywac i manipulowac ?
20 2015-10-31 18:46:13 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-31 18:54:48)
Ano właśnie. Ja należę do kobiet bezpośrednich i zawsze mówię wprost, bo nienawidzę sugestii i domyślania się. Ale gdy więc już mówię prosto z mostu, co mi nie pasuje i co facet mógłby zrobić, by było o niebo lepiej (zawsze argumentuję, nie mam wymagań z tzw. d*py i ew. mogę porozmawiać wtedy o tej argumentacji,jeśli on się z nią nie zgadza), to ten: "ok, rozumiem, tak będzie". I co? NIC. Więc kolejnym razem już nie jest tak spokojnie, bo do powtarzanej prośby dochodzą emocje i moje zmęczenie tym, że jednak NIE ZROZUMIAŁ. No i gdy te emocje się skumulują, a ja nawet się rozpłaczę z bezsilności, dostaję wiadomość zwrotną pt.: "porozmawiamy, jak się uspokoisz". Dla mnie to jest błędne koło.
Co z tego, że facet mnie przytuli i pogłaszcze po policzku, gdy jestem z tego powodu bardzo smutna i zła?
Co z tego, że facet zacznie myśleć i zechce zrozumieć to, co powiedziałam mu już dużo wcześniej, skoro najwidoczniej MUSIAŁO dojść do eskalacji emocji z mojej strony?
Czy nie prościej po prostu ROZMAWIAĆ, jeśli się czegoś nie rozumie - ZAPYTAĆ, UPEWNIĆ SIĘ i na końcu zastanowić, czy chce się w ten sposób działać, czy ma się wyrąbane, zamiast mówić głuche "rozumiem" i na tym kończyć jakikolwiek temat?Z doświadczenia wiem, że faceci zaczynają ROZUMIEĆ dopiero wtedy, gdy poczują utratę kobiety. Czy to nie jest żałosne i komplikujące relacje międzyludzkie?
Tym bardziej, że kobieta już wczesniej MÓWIŁA WPROST, co jest nie tak i jak trzeba to naprawić.Liczę na odpowiedzi także męskiej części forum, bo naprawdę mnie to interesuje. Za cholerę nie rozumiem.
No cóż nie wiem co napisać. Niektórzy chyba myślą coś w stylu, że zbyt emocjonalne podejście do pewnych spraw u kobiet to wada, a zarazem brak tej cechy oznacza umniejszenie w ich kobiecości, bo one z reguły powinny (?) takie być. Coś z historii "trudne sprawy".
Podobnie jest z makijażem
. Niektórzy mężczyźni gadają, że po co niektóre kobiety nakładają tyle "tapety", ale nagminnie wybierają właśnie takie
.
Powiem Ci, że lepiej tego typu "zdecydowanych" Panów ZLAĆ i szukać tych bardziej ogarniętych i świadomych tego co myślą.
Przepraszam, a co ZŁEGO majki0ne Twoim zdaniem na początku zrobiła Lwica. Bo ja nic takiego nie zauważyłam. Spokojnie i pokojowo podeszła do rozmowy? Mężczyzna odpowiedział, że zrozumiał. Więc dlaczego nadal miał to wszystko w poważaniu (nie oznajmił tego Lwicy, że ma to gdzieś w rozmowie tylko przystał, że coś zmieni) i On wzbudził te negatywne emocje. Gdzie wina po Jej stronie? Że nie kopnęła Go wcześniej w 4 litery zamiast wściekać się co przecież nie było dla Niej przyjemnością?
Masz błędne koło myślenia. Owszem najpierw patrzymy na Siebie później na innych - jednak Ty przeistaczasz to wszystko na: "Jeśli ONA zacznie to ja również". Nie. Najbardziej zaciekawiło mnie zdanie:
Jeżeli facetowi zależy i trochę myśli to po kilku takich wybuchach zacznie działać i zrozumie.
Myślisz, że np. dla mnie przyjemnym jest drzeć się na faceta jak na dziecko zamiast traktować go jak partnera/dorosłego i rozmawiać!? Czyli według Ciebie kobieta jak czegoś chce NAJPIERW musi wystrzępić własne nerwy i wkurzyć się na partnera? Chyba nie do końca dorosłeś do związku nadal jesteś na etapie jak "mamusia" nakrzyczy to się wezmę do roboty. Właśnie po komunikacji w związku najlepiej widać więzi pomiędzy partnerami. Jeśli mi zależy to nie zleję tego, bo myślę co druga strona musi przeżywać/czuć się.
Uwierz mi, że im szybciej pojmiesz to, że kobiety - także te uchodzące za silne i niezależne(ależ bzdura) - robią w ponad 200% gorsze rzeczy, niż my faceci jesteśmy w stanie robić.
Robią 200% gorsze rzeczy według Was raczej bym oznajmiła, bo niektóre "Wasze odpały" dla mnie są chore
. Świat nie został skonstruowany, aby krążyć wokół Waszej moralności, która miałaby być traktowana jako wyznacznik
. Kobieta jest w stanie szybciej się pozbierać po związku, a mężczyzna na początku nie odczuwa tego tak dotkliwie i co dopiero po pewnym czasie narasta ta świadomość. Dlatego mężczyzna potrafi w sytuacji gdy dziewczyna odeszła 3 miesiące temu (już z nim nie jest) traktować jej nowego chłopaka jak zdradę. Natomiast kobieta "wybucha" skumulowanymi uczuciami na początku rozstania i działa niekiedy chaotycznie. Tak to już jest dlatego są tak duże ODSTĘPSTWA w zrozumieniu działań ex.
Niech zgadne powinnismy je wykorzystywac i wyzbyc sie emocji kierowac sie czystym egoizmem i kalkulowac na zimno, dajac im to czego potrzebuja w danej chwili. To sa slowa z z ksiazek psychologicznych. To co uczysz sie kochac czy uczysz sie wykorzystywac i manipulowac ?
Jednym słowem masz zachowywać się jak facet a nie jak mały chłopczyk, bo to co robisz i jak się zachowujesz określa Cię w oczach nie jednej a kilku kobiet. W analogicznej sytuacji jestem święcie przekonany, że gdybyś to Ty miał się wyprowadzić to ona nie kiwnęłaby nawet palcem aby Ci przynajmniej podać walizkę, abyś swoje rzeczy spakował i byłoby jej obojętne co się z Tobą stanie, bo jej oczach już byłbyś przegrany. A tak nie dość, że jej pomogłeś, to jeszcze się nią przejmujesz. Zobacz gdzie jesteś finalnie po 7 latach związku z kobietą, która raczej nie była w niego tak zaangażowana jak Ty? Jesteś w punkcie wyjścia i zamiast wyciągnąć wnioski z tego wszystkiego i zacząć żyć bo jest cała masa kobiet, dalej próbujesz trzymać się tematu, z którego już i tak nic nie będzie.
Zrobisz jak uznasz.
Robią 200% gorsze rzeczy według Was raczej bym oznajmiła, bo niektóre "Wasze odpały" dla mnie są chore
. Świat nie został skonstruowany, aby krążyć wokół Waszej moralności, która miałaby być traktowana jako wyznacznik
. Kobieta jest w stanie szybciej się pozbierać po związku, a mężczyzna na początku nie odczuwa tego tak dotkliwie i co dopiero po pewnym czasie narasta ta świadomość. Dlatego mężczyzna potrafi w sytuacji gdy dziewczyna odeszła 3 miesiące temu (już z nim nie jest) traktować jej nowego chłopaka jak zdradę. Natomiast kobieta "wybucha" skumulowanymi uczuciami na początku rozstania i działa niekiedy chaotycznie. Tak to już jest dlatego są tak duże ODSTĘPSTWA w zrozumieniu działań ex.
Jedynym odpałem faceta jest to, że musi wobec Was zachowywać się jak facet i podejmować zdecydowane decyzje. To, że niektórzy świrują i zachowują się jak się zachowują, to nic innego jak tylko i wyłącznie efekt tego, że zmuszacie facetów do robienia dziwinych jak to określiłaś odpałów.
Taka sytuacja - ona i on znają się X lat, przez te X lat są przyjaciółmi, on, któregoś dnia pęka i proponuje aby byli ze sobą. Ona się zgadza, jednocześnie będąc w związku z przyjacielem - obleśne - spotyka się regularnie ze swoim byłym, z którym była wcześniejsze X lat i robią takie rzeczy, że temu przyjacielowi przyszło jedynie marzyć. A ona robi to tylko dlatego, że nie może zapomnieć o swoim byłym, który przecież ją zdradzał ale był taki męski, prawdziwy i silny mężczyzna, do tego obecnie ma stałą dziewczynę, wiec oboje zdradzają swoich obecnych partnerów. A z przyjacielem w związek weszła tylko po to by zapomnieć o byłym, z którym ma dzikie spotkania.
Wskaż mi faceta, który robiłby analogicznie do sytuacji. Ja osobiście nie znam żadnego. Oczywiście napiszesz mi, że nie można generalizować, że nie wszystkie są takie - otóż nie - wszystkie jesteście takie same, zdolne do robienia podobnych a nawet jeszcze gorszych rzeczy. Stąd dzisiejsza zniewieściałość facetów i stąd spora męskość kobiet.
23 2015-10-31 20:20:26 Ostatnio edytowany przez ZwykłyFacet (2015-10-31 20:31:33)
Poproś w rozmowie o ostatnią szansę, możliwość udowodnienia, że się zmieniasz. Jednak podejdź do tego na chłodno. Jeśli tyle czasu czekała to wątpię, aby tak nagle zmieniła zdanie.
Tylko majki bierzesz się ostro w garść i odpowiedz Sobie czy naprawdę będziesz miał tyle samozaparcia na zmiany. Bez względu co się stanie pracuj nad Sobą.
Jednak nie jestem w stanie uwierzyć, że dziewczyna odeszła z powodu jakiejś rutyny - 5 lat. Na pewno nie ma czegoś innego (poważniejszego)?
Pewnie jeszcze powinieneś na kolanach błagać o litość i królewnie bukiet róż przynieść. C Dawno się tak nie uśmiałem
![]()
Chłopie - tak kobieta ma Cię w doooooopie i żebyś skamlił pod oknem nic się nie zmieni, co potwierdzają jej wypowiedzi. Olej totalnie, skup się na sobie, zacznij pracować nad nowym Majkim i tyle.
A tej nie żałuj, była jedna będą kolejne. Ale nie upadlaj się (napisał bym wprost inne słowo ale to damskie forum( się jakimś wypraszaniem o powroty.
Jedynym odpałem faceta jest to, że musi wobec Was zachowywać się jak facet i podejmować zdecydowane decyzje. To, że niektórzy świrują i zachowują się jak się zachowują, to nic innego jak tylko i wyłącznie efekt tego, że zmuszacie facetów do robienia dziwinych jak to określiłaś odpałów.
Amen.
W ogóle to przejrzyj posty Nektarynki to zrozumiesz co ona propaguje - dziewczynie się wydaje, że Pana Boga za nogi złapała i jest najmądrzejsza na świecie bo ma męża
A jakie rady daje innym - cymelia same ![]()
majki0ne napisał/a:Niech zgadne powinnismy je wykorzystywac i wyzbyc sie emocji kierowac sie czystym egoizmem i kalkulowac na zimno, dajac im to czego potrzebuja w danej chwili. To sa slowa z z ksiazek psychologicznych. To co uczysz sie kochac czy uczysz sie wykorzystywac i manipulowac ?
Jednym słowem masz zachowywać się jak facet a nie jak mały chłopczyk, bo to co robisz i jak się zachowujesz określa Cię w oczach nie jednej a kilku kobiet. W analogicznej sytuacji jestem święcie przekonany, że gdybyś to Ty miał się wyprowadzić to ona nie kiwnęłaby nawet palcem aby Ci przynajmniej podać walizkę, abyś swoje rzeczy spakował i byłoby jej obojętne co się z Tobą stanie, bo jej oczach już byłbyś przegrany. A tak nie dość, że jej pomogłeś, to jeszcze się nią przejmujesz. Zobacz gdzie jesteś finalnie po 7 latach związku z kobietą, która raczej nie była w niego tak zaangażowana jak Ty? Jesteś w punkcie wyjścia i zamiast wyciągnąć wnioski z tego wszystkiego i zacząć żyć bo jest cała masa kobiet, dalej próbujesz trzymać się tematu, z którego już i tak nic nie będzie.
Zrobisz jak uznasz.
Odlotowy czyli to Jej wina, bo była z Nim pomimo, iż On miał w poważaniu Jej rozmowy. Ja przestaję niektórych mężczyzn na tym forum ogarniać
. Odeszłaby po roku "zła, bo mogła próbować ratować związek!!!!", odeszłaby po 7 latach "zła, bo jak widać nie była tak zaangażowania (oczywiście zapominamy o tym co robiła w związku), gdyby było inaczej to tak łatwo nie przyszłoby Jej odejście".
To kiedy kobieta MOŻE WEDŁUG WAS ODEJŚĆ? Kiedy pozwolicie? Ja osobiście nie dziwię się, że macie takie problemy w związku - za duże ego. Przestań odlotowy traktować kobietę jak rzecz, która nie ma prawa mieć własnych wymagań względem związku i służy do podwyższenia ego mężczyźnie, a najważniejsze żeby tylko była - nie ważne czy szczęśliwa czy nie. A po drugie skąd wiesz co by zrobiła?
Majki0ne moim zdaniem powinieneś bardziej wsłuchiwać się w to co kobieta mówi i dawać oznaki, że jednak pamiętasz o rozmowie z "wczoraj"
- kobiety są pamiętliwe to na pewno, dlatego wiele z nas pamięta każdą datę urodzin, pierwsze spotkanie, randkę
. Zwracaj na to uwagę. Nie słuchaj odlotowego - to jest typowy samiec co innych ocenia na postawie liczby kobiet, które kręcą się koło niego (nie ważne jakich). Zależało Jej i to bardzo - bo osobiście ja od Ciebie odeszłabym o wiele szybciej niż Ona
.
Prawda jest taka, że zapewne przyprawiła mu rogi albo "poczuła motylki w brzuchu" do innego tylko nie ma jaj żeby mu o tym powiedzieć i pieprzy o rozpadzie związku. Klasyka.
Nektarynka53 napisał/a:Robią 200% gorsze rzeczy według Was raczej bym oznajmiła, bo niektóre "Wasze odpały" dla mnie są chore
. Świat nie został skonstruowany, aby krążyć wokół Waszej moralności, która miałaby być traktowana jako wyznacznik
. Kobieta jest w stanie szybciej się pozbierać po związku, a mężczyzna na początku nie odczuwa tego tak dotkliwie i co dopiero po pewnym czasie narasta ta świadomość. Dlatego mężczyzna potrafi w sytuacji gdy dziewczyna odeszła 3 miesiące temu (już z nim nie jest) traktować jej nowego chłopaka jak zdradę. Natomiast kobieta "wybucha" skumulowanymi uczuciami na początku rozstania i działa niekiedy chaotycznie. Tak to już jest dlatego są tak duże ODSTĘPSTWA w zrozumieniu działań ex.
Jedynym odpałem faceta jest to, że musi wobec Was zachowywać się jak facet i podejmować zdecydowane decyzje. To, że niektórzy świrują i zachowują się jak się zachowują, to nic innego jak tylko i wyłącznie efekt tego, że zmuszacie facetów do robienia dziwinych jak to określiłaś odpałów.
Taka sytuacja - ona i on znają się X lat, przez te X lat są przyjaciółmi, on, któregoś dnia pęka i proponuje aby byli ze sobą. Ona się zgadza, jednocześnie będąc w związku z przyjacielem - obleśne - spotyka się regularnie ze swoim byłym, z którym była wcześniejsze X lat i robią takie rzeczy, że temu przyjacielowi przyszło jedynie marzyć. A ona robi to tylko dlatego, że nie może zapomnieć o swoim byłym, który przecież ją zdradzał ale był taki męski, prawdziwy i silny mężczyzna, do tego obecnie ma stałą dziewczynę, wiec oboje zdradzają swoich obecnych partnerów. A z przyjacielem w związek weszła tylko po to by zapomnieć o byłym, z którym ma dzikie spotkania.
Wskaż mi faceta, który robiłby analogicznie do sytuacji. Ja osobiście nie znam żadnego. Oczywiście napiszesz mi, że nie można generalizować, że nie wszystkie są takie - otóż nie - wszystkie jesteście takie same, zdolne do robienia podobnych a nawet jeszcze gorszych rzeczy. Stąd dzisiejsza zniewieściałość facetów i stąd spora męskość kobiet.
A ilu chcesz, zebym ci wskazala facetow tak robiacych???
Prawda jest taka, że zapewne przyprawiła mu rogi albo "poczuła motylki w brzuchu" do innego tylko nie ma jaj żeby mu o tym powiedzieć i pieprzy o rozpadzie związku. Klasyka.
A moze po prostu nie byla zadowolona z tego zwiazku, i dlatego go zakonczyla- tym bardziej, ze proba spokojnego dogadania sie nie dala rezultatow...
Na co miala czekac?
Po co miala dalej byc w nieudanej relacji( w ktorej nie czuje sie dobrze, w ktorej partner ja olewa)?
Czemu " dorabiasz teorie do mydla"
Odlotowy czyli to Jej wina, bo była z Nim pomimo, iż On miał w poważaniu Jej rozmowy. Ja przestaję niektórych mężczyzn na tym forum ogarniać
. Odeszłaby po roku "zła, bo mogła próbować ratować związek!!!!", odeszłaby po 7 latach "zła, bo jak widać nie była tak zaangażowania (oczywiście zapominamy o tym co robiła w związku), gdyby było inaczej to tak łatwo nie przyszłoby Jej odejście".
To kiedy kobieta MOŻE WEDŁUG WAS ODEJŚĆ? Kiedy pozwolicie? Ja osobiście nie dziwię się, że macie takie problemy w związku - za duże ego. Przestań odlotowy traktować kobietę jak rzecz, która nie ma prawa mieć własnych wymagań względem związku i służy do podwyższenia ego mężczyźnie, a najważniejsze żeby tylko była - nie ważne czy szczęśliwa czy nie. A po drugie skąd wiesz co by zrobiła?
Majki0ne moim zdaniem powinieneś bardziej wsłuchiwać się w to co kobieta mówi i dawać oznaki, że jednak pamiętasz o rozmowie z "wczoraj"- kobiety są pamiętliwe to na pewno, dlatego wiele z nas pamięta każdą datę urodzin, pierwsze spotkanie, randkę
. Zwracaj na to uwagę. Nie słuchaj odlotowego - to jest typowy samiec co innych ocenia na postawie liczby kobiet, które kręcą się koło niego (nie ważne jakich). Zależało Jej i to bardzo - bo osobiście ja od Ciebie odeszłabym o wiele szybciej niż Ona
.
Odeszła od niego po 7 latach, czując już po 5, że chce odejść. Sama nie była fair i albo nie miała jaj aby wtedy odejść, albo nie miała żadnej innej alternatywy. Po rozstaniu autor powinien jednak pokazać, że ma jaja a pokazał jedynie, że już po 5 latach był wykastrowany. Pozwól jednak, że autor wątku jednak zrobi jak uważa i nie wskazuj kogo ma słuchać. Jak chce być pieskiem to cię posłucha i zacznie być w stosunku do byłej niezwykle sentymentalny ale niczym tym nie zyska, poza kolejną gamą odrzucenia i ocenia jego. W chwili obecnej ego jak i poczucie wartości autora wątku jest niskie i powinien głównie pomyśleć tylko o sobie. Ja wiem, że ty należysz do tego grona, roszczeniowych księżniczek, które pokazują facetowi palcem co musi robić a potem go zamieniasz na inny model. Swoją drogą ostatnie twoje zdanie mnie bardzo rozbawiło, do tej pory tarzam się ze śmiechu.
A ilu chcesz, zebym ci wskazala facetow tak robiacych???
Nie znam żadnego faceta, który by tak robił ale spieskowany chłopczyk to co innego.
Jedynym odpałem faceta jest to, że musi wobec Was zachowywać się jak facet i podejmować zdecydowane decyzje. To, że niektórzy świrują i zachowują się jak się zachowują, to nic innego jak tylko i wyłącznie efekt tego, że zmuszacie facetów do robienia dziwinych jak to określiłaś odpałów.
Nic nie musi - chce, aby dziewczyna która spodobała mu się z wyglądu i przypisał jej z tzw. chodu dobre cechy została z nim, bo tak chce. Dlaczego to mu wystarcza - to jest co dopiero pytanie i nie problem tejże dziewczyny. Na szczęście jestem choć trochę obiektywna i widzę, iż nie wszyscy mężczyźni są tacy jak Ty wypisujesz
. Czyli nie mający własnego życia tylko opierający je na byciu z jakąś kobietą i zwalającą winę za to na nią - jakoby byli przywiązani tam łańcuchem.
Wiesz, że taką opinią pokazałeś iż mężczyźni w związku są zawsze gorsi (przez matkę naturę zdetronizowani do ...), bo związek polega na "zachciankach" kobiety. W zdrowym związku kobieta jest lepsza od mężczyzny? Co od razu dementuję. W ilu byłeś związkach?
Taka sytuacja - ona i on znają się X lat, przez te X lat są przyjaciółmi, on, któregoś dnia pęka i proponuje aby byli ze sobą. Ona się zgadza, jednocześnie będąc w związku z przyjacielem - obleśne - spotyka się regularnie ze swoim byłym, z którym była wcześniejsze X lat i robią takie rzeczy, że temu przyjacielowi przyszło jedynie marzyć. A ona robi to tylko dlatego, że nie może zapomnieć o swoim byłym, który przecież ją zdradzał ale był taki męski, prawdziwy i silny mężczyzna, do tego obecnie ma stałą dziewczynę, wiec oboje zdradzają swoich obecnych partnerów. A z przyjacielem w związek weszła tylko po to by zapomnieć o byłym, z którym ma dzikie spotkania.
Wskaż mi faceta, który robiłby analogicznie do sytuacji. Ja osobiście nie znam żadnego. Oczywiście napiszesz mi, że nie można generalizować, że nie wszystkie są takie - otóż nie - wszystkie jesteście takie same, zdolne do robienia podobnych a nawet jeszcze gorszych rzeczy. Stąd dzisiejsza zniewieściałość facetów i stąd spora męskość kobiet.
A ilu znasz mężczyzn na świecie
?
A ilu jest mężczyzn nadużywających alkohol i znęcających nad kobietami - bardzo szlachetne, wcale nie chore. Ilu jest mężczyzn co zostawiają kobiety w ciąży - bardzo szlachetne, wcale nie chore. Ilu jest mężczyzn co w imię jakiejś wyższej idei (dżichadyści to głównie mężczyźni) zabijają bezbronnych i wykorzystują kobiety i dzieci (!) - szlachetne, wcale nie chore. Nie mów tylko, że w tych przypadkach to one (te osoby) są winne, bo to już będzie żałosne i pokaże, że najwyższy czas zmienić dilera. Też mogłabym wymienić więcej, ale po co?
Wskaż mi faceta, który robiłby analogicznie do sytuacji. Ja osobiście nie znam żadnego. Oczywiście napiszesz mi, że nie można generalizować, że nie wszystkie są takie - otóż nie - wszystkie jesteście takie same, zdolne do robienia podobnych a nawet jeszcze gorszych rzeczy. Stąd dzisiejsza zniewieściałość facetów i stąd spora męskość kobiet.
To jest Twoje zdanie i Twoje doświadczenia. Otaczam się głównie mężczyznami, którzy są w zdrowych związkach. Uważam, że jeśli ktoś trafia na tego typu "egzemplarze" z Twoich wypocin (czy to mężczyźni, czy kobiety) to wina leży również po ICH TRONIE, bo wybór tego typu partnera BYŁ ICH! Podobają Ci się kobiety z Twojego opisu (tylko je dostrzegasz) to problem również leży po Twojej stronie. To tak jakby mechanik był wściekły, że wybiera tylko wadliwe produkty - jak widać nie zna się tak naprawdę na Swojej robocie i nie potrafi choć po części rozróżnić dobrych części. Za to inny mechanik na tym skorzysta
. Problem w tym kiedy mechanik zacznie dostrzegać prawdę i wreszcie zarabiać na własnej robocie (być w dobrym związku).
31 2015-10-31 21:30:01 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-31 21:31:16)
A ilu chcesz, zebym ci wskazala facetow tak robiacych???
Coś czuję, że to bez sensu oldorando
.
Jednak cieczy mnie to w jednej kwestii. Jeśli tego typu Panowie przesiadują na necie tylko zrzędząc i wygłaszając Swoje poglądy to oznacza, że kobiety nie muszą się bać. Bo przecież Oni nie będą z jakimiś tam kobietami
. Kurcze to by się zgadzało. Zawsze się zastanawiałam dlaczego tylu mężczyzn w moim otoczeniu nie ma tego typu problemów co poniektórzy na tym forum i są szczęśliwi? No cóż, bo Ci z forum (z dość interesującymi poglądami) interesują się/podbijają samoocenę tym pięknym "pustym" kobietom, więc One nie muszą zawracać 4 liter tym szukającym kogoś na poważnie i potrafiącym spojrzeć na kobietę nie przez pryzmat "cycków"
.
Zawsze gdy czytam "my mężczyźni mamy mało wymagań, wy za to tysiące" śmiać mi się chce. To nie jest tak, że wszyscy mężczyźni mało wymagają
. Tylko niektórzy wymagają wyłącznie (!) wyglądu i tego skutki czują. A inni mają o wiele więcej wymagań związanych nie tylko z wyglądem
.
No nie chcę za bardzo wywlekać tematu nie wiem czy jest recepta na dobry związek. Nektarynka tu nie było rozmowy to był szantaż "zrób to czy to bo Cię rzuce!. Odlotowy byłem męski i jestem męski i idę dalej bo wiem że nic już nie zdziałam. Prawda jest taka że im więcej sytuacji przypominam sobie, tym bardziej widzę że była po prostu egoistką. Sam fakt że na odejsciu powiedziała że nie ważne co bym robił i tak by odeszła. Nie ważne czy zdradziła czy nie bo nie ma to już większego znaczenia. Dla mnie ważne jest żeby zniknęła z mojego życia i umysłu całkowicie. Nie warto roztrząsać tego czego już nie ma. Poza tym rozmawiałem z różnymi kobietami i facetami na ten temat i każdy ma zgoła inną teorię. Ale jeżeli mama nawet mówi że jej córka jest ciężka w życiu i jest egoistką to tak jest. Prawda jest taka że każda para przechodzi kryzys połowa się rozpada połowa zostaję ze sobą. Niech każdy patrzy na siebie i kieruję się tym co uważa za słuszne. Ja tam krytykował nikogo nie będę bo pewnie każdy ma trochę racji. W tej chwili wiem jedno chce już mieć to za sobą i iśc dalej, co było to się nie odstanie, a pewne jest jedno wnioski wyciągnąłem to nie był ktoś z kim chciałbym być i powrotu już nie ma. Ja do nikogo wracał nie będę i jak ktoś już odszedł to mu wrócić nie pozwolę. Każdy ponosi konsekwencje swoich czynów, ja za jakiś czas i tak nie będę tego żałował, ale wnioski wyciągnę na pewno. Wina nie leży tu tylko po mojej stronie, prawda jest taka że całą winę zrzuciła na mnie a tak postępują tylko egoiści. Następnym razem bardzo dobrze się będę przyglądał zanim wdepnę w bagno. Póki coś czas na realizację moich własnych planów. Dzięki za krytykę i wsparcie. Co cię nie zabiję to Cię wzmocni taka prawda.
Nektarynko- wszystko dziala w dwie strony...
Albo...Kazdy kij ma dwa konce....
Dokladnie, tak jak piszesz...jak ktos szuka pustej lali, to nie moze sie dziwic, ze znajduje pusta lale...
A teoria , ze wszystkie sa takie, jak jego target- to zawezona perspektywa...
Ale, jak komus sprawia frajde opluwanie kobiet, wojna plci, generalizowanie, to w koncu jego problem..
Popatrz na to tak:
Wartosciowy samiec nie siedzi na netkobietach, zeby wypisywac kalumnie na " zle kobiety"
To jest dopiero " niemeskie"
Jego problem, jego bol...
Ja wiem, ze ty chetnie bys wyciagnela reke do kazdego z problemem...
Ale, kochana, to rodzaj wscieklizny- lgnie do czlowieka, a jak wyciagniesz reke, to pokasa...
Do lekarza nie pojdzie, bo wscieklizna na mozg pada....
Nie poradzisz- patrz, czytaj, i ciesz sie, ze to nie twoj bol....
Dramat. Zapytałam panów, jak dotrzeć do faceta, gdy istnieje problem i chcę go wspólnie rozwiązać, to dowiedziałam się, że powinnam zacząć zmiany od siebie (heloł, po to właśnie jest rzeczowa rozmowa, by te zmiany ustalić i wspólnie wprowadzić w życie, a nie wymagać i krytykować), ewentualnie kilka razy zszarpać sobie nerwy (co wiąże się z krzykami, obarczaniem winą, krytyką i agresją ze strony kobiety) i czekać, aż facet łaskawie zatrybi. Wstyd, panowie. I śmiech na sali. Ja dziewczynę podziwiam, że próbowała rozmawiać i to naprawiać przez ostatnie dwa lata (co autor sam przyznał i uznał, ze tego nie docenił), bo faceci nie zdaja sobie sprawy z tego, ile ona nocy musiała przepłakać, ile awantur wszcząć i jak bardzo wziąć się w garść, by zerwać z kimś, do kogo coś czuje, ale ten ktos nawet nie ukrywa, ze nie ma zamiaru jej słuchać. Okropne uczucie. Jak i, drodzy Panowie, Wasza niedomyślność, osiadanie na laurach i postawa pt.: Rzucila mnie, wiec ZROZUMIAŁEM SWOJE BŁĘDY. Too late...
Dramat. Zapytałam panów, jak dotrzeć do faceta, gdy istnieje problem i chcę go wspólnie rozwiązać, to dowiedziałam się, że powinnam zacząć zmiany od siebie (heloł, po to właśnie jest rzeczowa rozmowa, by te zmiany ustalić i wspólnie wprowadzić w życie, a nie wymagać i krytykować), ewentualnie kilka razy zszarpać sobie nerwy (co wiąże się z krzykami, obarczaniem winą, krytyką i agresją ze strony kobiety) i czekać, aż facet łaskawie zatrybi. Wstyd, panowie. I śmiech na sali. Ja dziewczynę podziwiam, że próbowała rozmawiać i to naprawiać przez ostatnie dwa lata (co autor sam przyznał i uznał, ze tego nie docenił), bo faceci nie zdaja sobie sprawy z tego, ile ona nocy musiała przepłakać, ile awantur wszcząć i jak bardzo wziąć się w garść, by zerwać z kimś, do kogo coś czuje, ale ten ktos nawet nie ukrywa, ze nie ma zamiaru jej słuchać. Okropne uczucie. Jak i, drodzy Panowie, Wasza niedomyślność, osiadanie na laurach i postawa pt.: Rzucila mnie, wiec ZROZUMIAŁEM SWOJE BŁĘDY. Too late...
Dramat. Zapytałam panów, jak dotrzeć do faceta, gdy istnieje problem i chcę go wspólnie rozwiązać, to dowiedziałam się, że powinnam zacząć zmiany od siebie (heloł, po to właśnie jest rzeczowa rozmowa, by te zmiany ustalić i wspólnie wprowadzić w życie, a nie wymagać i krytykować), ewentualnie kilka razy zszarpać sobie nerwy (co wiąże się z krzykami, obarczaniem winą, krytyką i agresją ze strony kobiety) i czekać, aż facet łaskawie zatrybi. Wstyd, panowie. I śmiech na sali. Ja dziewczynę podziwiam, że próbowała rozmawiać i to naprawiać przez ostatnie dwa lata (co autor sam przyznał i uznał, ze tego nie docenił), bo faceci nie zdaja sobie sprawy z tego, ile ona nocy musiała przepłakać, ile awantur wszcząć i jak bardzo wziąć się w garść, by zerwać z kimś, do kogo coś czuje, ale ten ktos nawet nie ukrywa, ze nie ma zamiaru jej słuchać. Okropne uczucie. Jak i, drodzy Panowie, Wasza niedomyślność, osiadanie na laurach i postawa pt.: Rzucila mnie, wiec ZROZUMIAŁEM SWOJE BŁĘDY. Too late...
Ehh Ty widzę że nic nie rozumiesz, w sumie jesteś jeszcze bardzo młoda. U nas nie było żadnych awantur, nie było rozmowy o uczuciach, nie było płaczu po nocach. Były za to ciągłe wymagania co do mojej osoby i do zmian we mnie. Dokładnie chodźmy na siłownie fajnie ja poszedłem chodziliśmy przez jakiś czas ona zrezygnowała ja ją wyciągałem przez jakiś czas później się poddałem, chodźmy na rower chodziliśmy i znowu to samo. Kupmy sobie psa, kupiliśmy wyciągałem później na długie spacery, ale ona zmęczona, z psem do tej pory chodzę sam. Słyszałem nie chodzisz ze mną na imprezy, więc jak szła zapytałem kilka razy czy iść z Tobą a ona nie, nie to nie. Mówię do niej co się stało zamknęłaś się w sobie ona do mnie że nic i że tego nie widzi i że wszystko jest ok, ciągnąłem temat dalej mówię że widzę że coś jest nie tak ona dalej obstaje przy swoim. Chciała ślubu i w określonym miejscu i z określonymi osobami za świadków ja chciałem innych świadków to już nie tak. Widzisz tu gdzieś jakiś kompromis albo walkę o związek ?. A pózniej co to wszystko moja wina, najlepsze jest to że wmówiła mi to że nigdy się nie przytulałem nigdy nie mówiłem że kocham itd. Zacząłem pytać znajomych wokół, oglądać zdjęcia przypominać sobie sytuacje i co tak nie było. Może nie jestem zbyt wylewnym człowiekiem, osobą która wciąż pokazuje uczucia i mówi o nich wprost, robiłem to za rzadko to mój błąd, ale robiłem, pokazywałem też na wiele innych sposobów. W tym roku byliśmy 5 razy na wakacjach za granicą mało ? Na każdych poza ostatnimi było świetnie, prawda jest taka że ona decyzję podjęła już dawno, zbierała sobie tylko preteksty żeby wyjść z twarzą i zrzucić całą winę na mnie. Czy jestem winny jestem, ale nie w całość winy spada na mnie, zostałem tak zmanipulowany że prawie uwierzyłem że nie było sytuacji, które miały miejsce. Dlatego mówię żeby najpierw spojrzeć na siebie zanim zgonisz całą winę na drugą osobę. Mógłbym Ci wywlekać jeszcze masę innych sytuacji z życia, ale to jest moje prywatne życie a i tak już za dużo napisałem. Pytasz jak dotrzeć do faceta ja przedstawiam Ci swój punkt widzenia i moją propozycję, którą z góry negujesz to po co pytasz ?
Ehh Ty widzę że nic nie rozumiesz, w sumie jesteś jeszcze bardzo młoda. U nas nie było żadnych awantur, nie było rozmowy o uczuciach, nie było płaczu po nocach. Były za to ciągłe wymagania co do mojej osoby i do zmian we mnie. Dokładnie chodźmy na siłownie fajnie ja poszedłem chodziliśmy przez jakiś czas ona zrezygnowała ja ją wyciągałem przez jakiś czas później się poddałem, chodźmy na rower chodziliśmy i znowu to samo. Kupmy sobie psa, kupiliśmy wyciągałem później na długie spacery, ale ona zmęczona, z psem do tej pory chodzę sam. Słyszałem nie chodzisz ze mną na imprezy, więc jak szła zapytałem kilka razy czy iść z Tobą a ona nie, nie to nie. Mówię do niej co się stało zamknęłaś się w sobie ona do mnie że nic i że tego nie widzi i że wszystko jest ok, ciągnąłem temat dalej mówię że widzę że coś jest nie tak ona dalej obstaje przy swoim. Chciała ślubu i w określonym miejscu i z określonymi osobami za świadków ja chciałem innych świadków to już nie tak. Widzisz tu gdzieś jakiś kompromis albo walkę o związek ?. A pózniej co to wszystko moja wina, najlepsze jest to że wmówiła mi to że nigdy się nie przytulałem nigdy nie mówiłem że kocham itd. Zacząłem pytać znajomych wokół, oglądać zdjęcia przypominać sobie sytuacje i co tak nie było. Może nie jestem zbyt wylewnym człowiekiem, osobą która wciąż pokazuje uczucia i mówi o nich wprost, robiłem to za rzadko to mój błąd, ale robiłem, pokazywałem też na wiele innych sposobów. W tym roku byliśmy 5 razy na wakacjach za granicą mało ? Na każdych poza ostatnimi było świetnie, prawda jest taka że ona decyzję podjęła już dawno, zbierała sobie tylko preteksty żeby wyjść z twarzą i zrzucić całą winę na mnie. Czy jestem winny jestem, ale nie w całość winy spada na mnie, zostałem tak zmanipulowany że prawie uwierzyłem że nie było sytuacji, które miały miejsce. Dlatego mówię żeby najpierw spojrzeć na siebie zanim zgonisz całą winę na drugą osobę. Mógłbym Ci wywlekać jeszcze masę innych sytuacji z życia, ale to jest moje prywatne życie a i tak już za dużo napisałem. Pytasz jak dotrzeć do faceta ja przedstawiam Ci swój punkt widzenia i moją propozycję, którą z góry negujesz to po co pytasz ?
To co robiłeś dla niej cały czas, jakiekolwiek propozycje z Twojej strony, ratowanie związku to było nic innego jak tylko reanimacja trupa, która wiemy jak się kończy. Dziewczyna dobrze się bawiła z Tobą, ale od długiego czasu wiedziała, że nie chce z Tobą być ale jeszcze trochę pokorzystała zamiast zakończyć to z godnością i honorem. Wystarczy samo to, że zrzuciła całą winę na Ciebie. Oczywiście cały czas Ty byłeś ten zły, Ty nie słuchałeś, nie byłeś wylewny ale to Ty miałeś ratować ten związek bo królewna nie miała na to najmniejszej ochoty - to brak godności, honoru i szacunku do Ciebie. Ciesz się, że nią już nie jesteś. Jak to mawiają, dostałeś nauczkę, że nie należy robić tego co kobieta oczekuje. Teraz już wiesz, że od kobiety należy tak samo wymagać, oczekiwać, nagradzać za dobre i karać za złe rzeczy. A tak jedną Twoją winą jest to, że byłeś jej zbyt pewny co ona wyczuła i zacząłeś ją nudzić. Szkoda tylko tego czasu, który na nią poświęciłeś. Na przyszłość nie słuchaj rad kobiet, jakie by nie były. Nie widziałem jeszcze aby jedna kobieta radziła tak, aby drugiej kobiecie było dobrze.
Zwłaszcza nie słuchać takich, których jedynym pomysłem na siebie jest facet, który wie czego chce. Taki z taką kobietą jest już przegrany.
Popieram odlotowego i dodam - poznaj kolejnych 5, a o tej zapomnij.
38 2015-11-01 14:42:58 Ostatnio edytowany przez insaneski (2015-11-01 14:48:39)
Faktycznie, brak połączenia emocjonalnego wdłg. mnie mógł być powodem jej odejścia. Co z tego skoro byliście blisko fizycznie, ale nie psychicznie. Dla kobiety najważniejsze jest przywiązanie dla faceta autonomia, trzeba się odnaleźć jakoś w tej matni i nie słuchać swojego głosu żądającego zemsty. Rozmawianie o emocjach, potrzebach a nie osądach, plakietkach - to jedna i skupia ludzi. Niestety łatwiej skupić się na swoim bólu i ranić wszystkich słownym śrutem.
Druga sprawa - spuść ją w kiblu. W imię czego chcesz jej teraz nadskakiwać? W tych ostatnich fazach kobiety często się mszczą w ten sposób za nieudany związek. Tzn - chcą upodlić i upokorzyć faceta robiąc z niego pomagiera i karmiąc go nadzieją. Bardzo mało kobiet potrafi odejść z klasą (i.. mężczyzn też, tyle że u facetów uruchamia się syndrom ofiary i błaganie o powrót).
Spodziewaj się, że za jakiś czas się do Ciebie odezwie (za mies, 2 a może 3 lata) - zada pytanie "Co tam?" a Ty jej nie odpisujesz. Pewnie, by sprawdzic czy konie w stajni się zgadzają...
Nie słuchaj nigdy rad kobiet - każda kobieta w tym temacie powie Ci, że masz walczyć. Ale o co? O uwagę drugiego człowieka? A gdzie godność faceta i poszanowanie dla jego potrzeb? Panie w tym widzą tylko swoje obolałe po związku ego.
Zajmij się sobą najlepsza rada.
Tak czytając dodam jeszcze - spełniałeś jej zachcianki jak tatuś córeczce. Pewnie było tak: ona foch, a Ty spełniasz jej zachciankę? Dałeś sobą manipulować w ten sposób.
39 2015-11-01 15:25:48 Ostatnio edytowany przez ZwykłyFacet (2015-11-01 15:33:40)
Walczyć to można o coś (kogoś) wartościowego a nie panienkę co Cię olała. Tak jak Ci pisali - trzeba było drzwi otworzyć i powiedzieć żegnam - a bety ma pakować w 1 dzień i zbierać się gdzie będzie lepiej. Ona Ci łaski nie robi, że jest z Tobą, nie podoba się. to fora ze dwora.
40 2015-11-02 00:45:24 Ostatnio edytowany przez Lwica_ (2015-11-02 00:47:27)
W porządku, majki0ne, skoro rzeczywiście sprawa wyglądała tak, że dziewczę mówiło Ci, czego chce, a Ty to faktycznie realizowałeś, to wina za rozpad ewidentnie spada na nią samą - wymagała od Ciebie gruszek na wierzbie, nie zastanawiając się nad swoim postępowaniem.
Zrozumiałam inaczej, ponieważ w swoim pierwszym poście napisałeś zdania typu:
ona mowila zmien sie bo odejde ale do mnie to nie docieralo, bo jestem tylko glupim samcem.
To zdanie odczytałam jako: "ona mówiła, co mam zmienić, a ja głupi jej nie słuchałem i teraz żałuję, że byłem głupim samcem (skupionym na sobie, nie na jej słowach)"
Co dalej [...], udowadniac ze teraz rozumiem i chce zmian czy pojsc swoja droga i wyciagnac wnioski na przyszlosc ?.
To zdanie zrozumiałam jako: "DOPIERO TERAZ zrozumiałem, czego ode mnie wymagała i żałuję, że dotarło to do mnie tak późno, dopiero teraz, gdy ją straciłem"
czy walczyc o Ta ktora mega kocham.
A to zdanie pokazało mi coś mniej więcej w stylu: "ona do mnie gadała, ja jej nie słuchałem, ale dopiero, gdy mnie rzuciła, uświadomiłem sobie, jak głupi byłem i jak bardzo ją kocham".
Dlatego też Twoje słowa:
Dokładnie chodźmy na siłownie fajnie ja poszedłem chodziliśmy przez jakiś czas ona zrezygnowała ja ją wyciągałem przez jakiś czas później się poddałem, chodźmy na rower chodziliśmy i znowu to samo. Kupmy sobie psa, kupiliśmy wyciągałem później na długie spacery, ale ona zmęczona, z psem do tej pory chodzę sam. Słyszałem nie chodzisz ze mną na imprezy, więc jak szła zapytałem kilka razy czy iść z Tobą a ona nie, nie to nie. Mówię do niej co się stało zamknęłaś się w sobie ona do mnie że nic i że tego nie widzi i że wszystko jest ok, ciągnąłem temat dalej mówię że widzę że coś jest nie tak ona dalej obstaje przy swoim. Chciała ślubu i w określonym miejscu i z określonymi osobami za świadków ja chciałem innych świadków to już nie tak.
W tym roku byliśmy 5 razy na wakacjach za granicą mało ?
zupełnie zmieniły moje postrzeganie tej sytuacji.
Bo o ile wcześniej wyłonił mi się obraz Ciebie jako typa, który ogarnął jej słowa sprzed paru lat dopiero po rozstaniu, o tyle teraz widzę, że starałeś się, próbowałeś, chciałeś, by było dobrze, dopytywałeś, troszczyłeś się. W takim wypadku moje posty odczytaj jako adresowane do mężczyzn ogólnie, a nie Ciebie i tego konkretnego przypadku.
Niemniej dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi na nie, rzuciło mi to pewne światło na parę damsko - męskich spraw ![]()
A co do Twojej lubej - w mojej opinii dziewczę nie było wystarczająco mocno zaangażowane, skoro nie potrafiło docenić wyżej opisanych gestów i dodać również czegoś od siebie.
Nie walcz o nią, wręcz zerwij kontakt. Jeśli coś do Ciebie czuje - może zatęskni i ta tęsknota sprawi, że zacznie zastanawiać się nad swoimi błędami, a to klucz do zmian na lepsze.
Skup się na sobie i swoim rozwoju ![]()