Mam problem, z którym nie potrafię sobie poradzić. Jestem studentką, pełna nadziei i ciekawości ruszałam na swoje nowe zajęcia. Moje oczekiwania zamieniły się jednak w rozpacz - na ćwiczeniach będą pojawiać się przeważnie referaty....
Kiedyś nie bałam się występów publicznych. Napięcie było, oczywiście, ale nie w takim stopniu, by tracić kontrolę nad swoim ciałem. Pamiętam jednak dzień, w którym w końcu nie udało mi się pozytywnie zakończyć wystąpienia, dorwał mnie stres. Głos mi się załamał, był bliski płaczu, a na dodatek zostałam wyśmiana przez słuchaczy. Był to o jeden raz za dużo - od tego momentu panicznie boję się wszelkich wystąpień przed ludźmi. Z występu na występ (np. podczas referatów) jest coraz gorzej. Wszyscy mówią, że im więcej, tym lepiej, że się z tym mówieniem oswoję. Niestety tak nie jest.
Nie mogę normalnie funkcjonować z myślą, że za niecałe dwa tygodnie czeka mnie kolejna porcja referatów. Jestem załamana, spięta i zdenerwowana. Odczuwam nerwobóle w piersi. Sama myśl o tym, wyobrażenie siebie samej stojącej na środku sali wprawia mnie w bolesny obłęd - zaczynają pocić mi się ręce, serce mocniej bije, czuję ściśnięcie w gardle - nawet gdy siedzę spokojnie w domu przed telewizorem.
Muszę wystąpić. Inaczej nie zaliczę przedmiotu. Po prostu muszę, a boję się, że nie będę w stanie wydobyć z siebie słowa. Wiem, że tak mi się zdarza, bo nie raz w takich sytuacjach ratowała mnie koleżanka w szkole. Teraz, na studiach, każdy występuje indywidualnie. Muszę więc liczyć tylko na siebie.
Co mam robić? Myślałam o psychologu, jednak nie stać mnie na wizyty. Poza tym nie zdołałabym usunąć problemu w tak krótkim okresie czasu, referaty czekają mnie dosłownie zaraz. Na pewno nie mam żadnej fobii społecznej, dokucza mi jedynie aż w takim stopniu jedynie lęk przed wystąpieniem publicznym. Leki uspokajające? A jakie zadziałają "na chwilę"?