Znamy się z nazwijmy ją Magdą dobre 11 lat, jeszcze z czasów szkolnych.
Zawsze przejawiała cechy osoby która ma jakieś kompleksy, którą trzeba pocieszać i zapewniać, że jest inaczej niż sądzi.
W wieku nastoletnim nie było to aż tak nasilone i zauważalne, jednak ostatnimi laty staje się to wprost nie do zniesienia.
Na każdym spotkaniu Magda chce być w centrum uwagi wałkując swoje problemy od a do z, tak samo jak swój rozkład dnia,
zdawane egzaminy etc jak to ja mam ciężko. Ponadto Magda mimo swoich 25 lat "odczuwa" już bóle w kręgosłupie, brzuchu,
wszelkie choroby i bolączki tego świata, ochoczo wymienia leki jakie przyjmuje, bądź opisuje swój plan wizyt lekarskich na najbliższy czas.
Prezentuje swoistą cechę wyolbrzymiania Przykład... Magda mówi: patrz jak sobie wczoraj ROZCIĘŁAM nogę!!!
(oczami wyobraźni widzę już krew, strupy siniaki) odsłania łydkę, a tam ledwie zadrapanie jak od paznokcia.
Teraz mieszkamy daleko od siebie, wiec nasz kontakt ogranicza się raczej do internetu, co nie zmieniło sytuacji. Średnio co 2 dni pisze do
mnie z jakimś wielkim problemem, wagi życia i śmierci. Lata tęskniła za bliską osobą, tzn żeby mieć chłopaka... wreszcie go znalazła.
Z ulgą pomyślałam nooo to teraz może wreszcie się uspokoi... o ja naiwna! Jest jeszcze gorzej! wciąż na Niego narzeka, aż łapię się za głowę
o jakie rzeczy się Go "czepia". Ta ilość informacji zaczęła mnie już przytłaczać, zauważyłam, że od razu jak napisze psuje mi to humor bo wiem
że będzie narzekać, biadolić (wierzcie mi nie przesadzam tu jak Magda, nie ma innych tematów). Zaczęłam się czuć jak jej terapeutka nie koleżanka...
pytanie co u mnie jest tylko proformą. Dostrzegłam wreszcie takie zachowanie nie jest normalne. Chcę to jakoś przerwać, powiedzieć jej delikatnie,
że tak być nie może... Kończąc tą i tak już długą wypowiedź chciałam Was zapytać czy może macie jakieś rady w tej kwestii jak to zrobić jak postąpić?
A może Same/Sami mieliście bliską styczność z taką osobą...
ps: Dzięki za chwilę uwagi na przebrnięcie tekstu.
Podobne tematy
Jedno wyjscie-odciac sie. Tutaj nie ma polsrodkow. Zastanow sie co tracisz, poloz na szali Twoj spokoj i pogode ducha a przyjazn z calym jej ciezarem i zdecyduj. Nie jest to latwe ale mozliwe do zrobienia. Tacy ludzie sie nie zmieniaja.
Moźesz znacznie ograniczyć znajomość albo ostatecznie ja zakończyć.
Właściwie po co Ci taka osoba?
Moźesz znacznie ograniczyć znajomość albo ostatecznie ja zakończyć.
Właściwie po co Ci taka osoba?
Dobre pytanie... Jakkolwiek nieczule to brzmi. Skłoni mnie to do przemyśleń
Jedno wyjscie-odciac sie. Tutaj nie ma polsrodkow. Zastanow sie co tracisz, poloz na szali Twoj spokoj i pogode ducha a przyjazn z calym jej ciezarem i zdecyduj. Nie jest to latwe ale mozliwe do zrobienia. Tacy ludzie sie nie zmieniaja.
Popieram z całym zdecydowaniem. Odetnij się i to jak najszybciej, jej nie pomożesz bo ona nie chce twojej pomocy, ona korzysta z twojej pozytywnej energii.Przerzuca na ciebie swoje negatywne myśli, później sama śpi spokojnie, a ty to analizujesz, szukasz sposobu rozwiązania jej problemów, pocieszasz przy tym sama się dołujesz, złościsz się że cię obciąża swoimi sprawami, za chwilę będziesz miała wyrzuty sumienia bo tobie układa się a jej nie. Zaczniesz podświadomie dążyć do tego aby tez tak jak i ona mieć podobne problemy.
Nie licz że ona nie zmieni się wręcz przeciwnie jej kontakt może się nasilić, aż z czasem zrobi sobie z ciebie taki śmietnik, do którego będzie wywalać swoje brudy wtedy będziesz miało dużo gorzej na odcięcie się bo emocjonalnie zwiążesz się z jej problemami.
Jej potrzebna jest terapia u psychologa, a ty nim nie jesteś.
Wiem co pisze bo w swoim życiu spotkałam trzy takie osoby, sama jestem słaba psychicznie i one to wykorzystywały przez całe lata, dwie zarzucały mnie swoimi sukcesami, miedzy czasie niby niechcący ale zawsze przemyciły informacje (na zasadzie ja tobie współczuję, że ty....), z której wynikało, że moje dzieci, moja praca, mój maż i moje całe życie to jedna wielka pomyłka losu (i tak sama czułam), a trzecia podobnie do twojej koleżanki zwalała na mnie wszystkie swoje problemy zdrowotne i osobiste (osoba samotna) . Śmieszne teraz ale w tedy prawie dzieliłam się z nią moim mężem bo zaczęłam angażować go w jej sprawy , czułam zażenowanie że ona źle się czuje a mnie akurat nic nie boli i nic mi nie dolega. Wsłuchiwałam się w siebie i siłą woli zmuszając swój organizm do choćby migreny. Wtedy czułam, że jestem z nią blisko.
Wiesz co to jest poczucie winy, to takie miałam, gniótł mnie wielki kamień na piersi po każdej rozmowie z nimi , bez znaczenia czy tymi niby pozytywnie nastawionymi czy tą z negatywnym sposobem życia. Nie pozwól sobie na to, jak teraz nic nie zrobisz to dojdziesz tam gdzie byłam ja, pomogła mi terapia, którą przeszłam wtedy znalazłam siłę i zerwałam stosunki, na początku miałam wyrzuty sumienia ale z czasem odżyłam.
Od jedenastu lat pozwalasz sie "wysysac" emocjonalnie i to w NIEJ widzisz problem?
A w sobie go dostrzegasz? Co z toba jest nie tak, że dajesz się "doić" od tylu lat?
7 2015-10-20 14:59:21 Ostatnio edytowany przez Włóczykijówna (2015-10-20 15:07:17)
Co ze mną nie tak? to może już nie do końca mnie oceniać. Pewnie z każdym jest cośtam nie tak:) Nie nazwałabym tego dojeniem, ani nie trwa 11 lat - tyle się znamy, a jak wspomniałam jej tendencja do wywalania szamba nasiliła się ostatnimi laty. Trwałam i wspierałam dopóki jeszcze widziałam tego sens i trzymało się w jako takich granicach normalności... czyli jak każda normalna blizka osobba - udzielałam wsparcia i byłam tą osobą na którą "można liczyć". Teraz zwyczajnie wykroczyło to poza ramy normy i staram się to uciąć, więc chyba nie jestem jakaś wypaczona jeśli widzę problem i na niego reaguję:)
Od jedenastu lat pozwalasz sie "wysysac" emocjonalnie i to w NIEJ widzisz problem?
Azbestowa2, dzięki za uwagi są dla mnie szczególnie istotne, bo znasz temat z autopsji.
A w sobie go dostrzegasz? Co z toba jest nie tak, że dajesz się "doić" od tylu lat?
moje pytanie brzmi:co trzyma cie przy tej znajomosci?Co Cie powstrzumuje przed zerwaniem kontaktu z nia?A drugie pytanie:czy zastanawialas sie dlaczedo akurat Ciebie obdarzyla swoja "przyjaznia"?
Przyznam że ciężkie pytanie... Napewno mimo tego wszystkigo jakas sympatia i tyle lat znajomości.
Co do drugiego, wiem że po prostu mi ufa. Słucham drugiego człowieka, sama raczej żadko biadoląc, więc pewnie w jakiś sposób podtrzymuje ją na duchu. Już sobie postanowilam że napiszę do niej jakiś w miarę delikatny list (bo bogiem a prawdą ona chyba nie dokońca sobie zdaje sprawe ze swojego zachowania mimo wyraźnych sugestii) i wręcze do przeczytania podczas kolejnej powodzi narzekań.
moje pytanie brzmi:co trzyma cie przy tej znajomosci?Co Cie powstrzumuje przed zerwaniem kontaktu z nia?A drugie pytanie:czy zastanawialas sie dlaczedo akurat Ciebie obdarzyla swoja "przyjaznia"?
Przyznam że ciężkie pytanie... Napewno mimo tego wszystkigo jakas sympatia i tyle lat znajomości.
Co do drugiego, wiem że po prostu mi ufa. Słucham drugiego człowieka, sama raczej żadko biadoląc, więc pewnie w jakiś sposób podtrzymuje ją na duchu. Już sobie postanowilam że napiszę do niej jakiś w miarę delikatny list (bo bogiem a prawdą ona chyba nie dokońca sobie zdaje sprawe ze swojego zachowania mimo wyraźnych sugestii) i wręcze do przeczytania podczas kolejnej powodzi narzekań.Ismena1976 napisał/a:moje pytanie brzmi:co trzyma cie przy tej znajomosci?Co Cie powstrzumuje przed zerwaniem kontaktu z nia?A drugie pytanie:czy zastanawialas sie dlaczedo akurat Ciebie obdarzyla swoja "przyjaznia"?
I juz mam odpowiedz...Na podstawie Twojej krotkiej odpowiedzi mozna wysnuc wnioski,ze jestes osoba,ktora sama siebie stawia na drugim planie...U osob wampirycznych jest odwrotnie-one stawiaja siebie na pierszym planie.Stad pasujecie do siebie ,wiec "przyjazn"trwa .Ona od Ciebie czerpie,a Ty jej sie calkiem-przepraszam za slowo-"oddajesz".Piszesz,ze umiesz sluchac,a nie tylko biadolic.A dlaczego nie mialabys prawa tez troche pobiadolic?Ktos Ci zabroni?Tak...Ty sobie sama zabraniasz,bo niestety ,to ,co czuje ta kobieta jest dla Ciebie wazniejsze od Twoich uczuc.chcesz jej cos sugerowac w liscie ,by jej przypadkiem nie urazic?A -odracajac sytuacje-czy ona zastanawia sie nad tym jak Ty sie czujesz,sluchajac jej kolejnych historii?Chyba nie...I to jest wlasnie ta nierownowaga ,ktora wystepuje w takich relacjach-jedno daje z siebie wszystko,a drugie sciaga tylko w dol.Teraz zastanow sie czy dobrze sie w tej roli czujesz?
Ismena1976 dzięki za konstruktywne uwagi:)
Wzięłam je do siebie i popracuję nad swoją stanowczością jak i nad zakończeniem negatywnej strony tej znajomości.
Co do biadolenia, zwierzania się z mojej strony, owszem zdarza się lecz w relacji z innymi osobami, tam gdzie ta relacja jest "normalna",
wzajemna, gdzie się słucha i jest się słuchanym, a nie otrzymuję odpowiedz w stylu "mhm aha ale ja to wiesz mam jeszcze gorzej"
Na poczatku czytajac to nie wierzylam bo... mam sytuacje niemalze identyczna. Nie wierzylam, ze ktos moze miec tak jak ja i zastanawiac sie co ma zrobic. Ja i moja przyjaciolka znamy sie 10 lat, od pol roku mam dosc, nie chce sie rozpisywac bo w sumie sa to sytuacje w 90% identyczne jak w tym watku. Nie umiem sie odciac bo... zal mi tych lat i to chyba tyle. Na chwile obecna ukrywam sie (glownie na Fb bo tam mamy kontakt), ale ile to potrwa nie wiem...
Ismena1976 dzięki za konstruktywne uwagi:)
Wzięłam je do siebie i popracuję nad swoją stanowczością jak i nad zakończeniem negatywnej strony tej znajomości.
Co do biadolenia, zwierzania się z mojej strony, owszem zdarza się lecz w relacji z innymi osobami, tam gdzie ta relacja jest "normalna",
wzajemna, gdzie się słucha i jest się słuchanym, a nie otrzymuję odpowiedz w stylu "mhm aha ale ja to wiesz mam jeszcze gorzej"
z tego ,co piszesz,znasz dokladnie definicje tzw "normalnej relacji"-a to juz bardzo duzo.Najgorzej jak ktos nie dostrzega problemi i nie umie go zdefiniowac.Ty juz potrafisz.W normalnej relacji panuje demokracja i rownowaga.Jezeli ktos nas przytlacza swoja osoba,kradnie nam energie,wystepujemy wylacznie w roli ofiary.Bezwzglednosc osob wampirycznych jest niebywala ,a kontakt z nimi wyniszczajacy.